„7 Dni Zoo” – nr 212

Kontynuując niedawno rozpoczętą serię wstępów powiązanych z kalendarzowymi świętami narodowymi witamy się z Wami, Drodzy Zoofani kolejnym prologiem z wybranego zakątka świata.
Tym razem przeniesiemy się do Afryki, odwiedzając kraj, w którym spotkamy trzy geograficzne „naj”.
Popłyniemy w górę Nilu, prawie do jego źródeł. Rzeki, która walczy z Amazonką o tytuł najdłuższej na świecie. Kiedy będziemy płynąć Nilem, dotrzemy do jeziora Wiktorii, największego tropikalnego na świecie i zarazem na Czarnym Lądzie. Jeśli natomiast udamy się na zachód wyrosną przed nami Góry Księżycowe – najwyższe pasmo górskie na kontynencie. Żadne z wyżej wymienionych nie należą w całości do kraju, o którym piszemy, ale tylko tutaj znajdziecie je wszystkie.
Sama obecność tych geograficznych gigantów powoduje, że region jest wyjątkowy.
Każdy miłośnik fauny znajdzie tutaj bardzo różnorodne gatunki zwierząt, co wynika z faktu, że mamy do czynienia z krajem, gdzie oprócz sawann, mamy wiele jezior i rozlewisk, ale również lasy tropikalne, w tym z jednym ze słynniejszych. Nieprzeniknionym Lasem Bwindi. To w nim, a także w paru innych parkach narodowych, zlokalizowanych w rejonie Gór Księżycowych żyje ponad połowa populacji goryli górskich. To one są wizytówką kraju, który umieściliśmy w tym wstępie. Kraju, który w październiku ma swoje święto narodowe.
Ugandy.
I chociaż w kontekście fauny ugandyjskiej najczęściej słyszy się o największych małpach człekokształtnych świata, my – jak zawsze nieco przekornie – umieściliśmy na okładce inne zwierzę.
Samotnika, którego niełatwo spotkać na afrykańskich rozlewiskach. A, że w Ugandzie nie brak takich terenów, to można się spróbować umówić z naszym bohaterem okładki na spotkanie. Nie zapomnijcie wziąć ze sobą wkupnego w postaci słusznych rozmiarów ryby. Chociaż nasz odludek nie jest zbyt towarzyski, tak zachęcony może złamać swoje zasady.
Czy my tak musieliśmy zrobić, żeby namówić naszą ptasią gwiazdę na krótką sesję fotograficzną? Nie będziemy zdradzać wszystkich tajemnic.
Fakt jest faktem, że fota powstała i tym samym możemy wespół z trzewikodziobem zaprosić na 212 wydanie 7 Dni Zoo.
Nic tylko czytać. Zapraszamy!

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 211

Nieprzenikniony, niezgłębiony, zagadkowy, skryty…
To tylko niektóre z synonimów słowa „tajemniczy”. Po co nam one? Przywołujemy je, ponieważ ląd o którym chcemy napisać jest jednym z najbardziej tajemniczych miejsc na ziemi. Wyspa, którą chcemy Wam przedstawić uchodzi za najmniej zbadany rejon na świecie. Jeszcze w drugiej połowie XX wieku było tam wiele miejsc niedotkniętych stopą „białego człowieka”. W tym samym czasie, niektóre z plemion zamieszkujących ten teren preparowały czaszki pokonanych wrogów, tworząc z nich trofea, ale także praktykowały kanibalizm. Badając ten ląd można więc było się stać łakomym kąskiem dla zamieszkujących go tubylców. Tak, Nowa Gwinea bardzo mocno zasługuje na określania jej jako ląd tajemniczy.
Z badań naukowców wynika, że jest botaniczną skarbnicą świata. Zidentyfikowano 23 tysiące występujących tam roślin, z czego 2/3 można spotkać tylko na tej wyspie.
A jak się ma sprawa z fauną Nowej Gwinei?
Ze zwierzętami zamieszkującymi tą wyspę jest tak jak z nią samą. Pomimo, że coraz bardziej poznajemy świat nowogwinejskich mieszkańców lasów i gór to wciąż jest on mało zbadany. Położenie wyspy i jej historia sprawiają, że to jedyne miejsce na ziemi, gdzie powstała mieszanka gatunków zwierząt azjatyckich i australijskich.
W przypadku bezkręgowców, najlepiej poznanymi z nich są motyle, stanowiące 4.2 procenta z gatunków występujących na świecie.
Co do kręgowców, obecnie, wiemy, że na wyspie występuje około 4200 znanych nam ich gatunków. To drugi, po Australii rejon z ilością występujących tam torbaczy i pierwszy pod względem ilości gatunków stekowców. Jednocześnie z ssaków łożyskowych na Nowej Gwinei spotkać można jedynie nietoperze i gryzonie. Bezsprzecznie wyspa jest rajem dla ptaków, czemu sprzyja brak drapieżników z gromady ssaków. To tam mieszka największa ilość cudowronek czyli rajskich ptaków. To Nowa Gwinea jest domem największych gołębi na świecie, a także z nią głównie kojarzone są jedne z najbardziej niebezpiecznych ptaków na świecie – kazuary, chociaż występują także w północno-zachodniej Australii.
Przede wszystkim jednak z racji swojej odrębności Nowe Gwinea to kolejny ląd pełen endemitów, które spotkać można jedynie na tej wyspie. Stwierdzono, że istnieje tam ponad trzydzieści endemicznych rejonów.
Kiedy przyszło nam wybierać zwierzę, której sobą będzie reprezentować faunę Nowej Gwinei, a jednocześnie zachęcać do lektury kolejnego odcinka naszego cyklu szybko nasze myśli powędrowały do gościa, którego widać na załączonym poniżej obrazku. Kangury kojarzą się głównie z tymi australijskimi, zamieszkującymi płaskie tereny trawiaste i półpustynne szóstego kontynentu. Tymczasem, nie każdy wie, że te torbacze zasiedlają również rejony skaliste, a już naprawdę mało osób kojarzy kangury drzewne. Właśnie na Nowej Gwinei żyje przytłaczająca większość istniejących gatunków tych zwierząt. Jeden z nich drzewiak Goodfellowa, w polskim nowym nazewnictwie zwany dwupręgim wskoczył na spory konar i zapozował nam do zdjęcia. Z tą swoją, pocieszną miną zaprasza Was, Drodzy Czytelnicy do przeczytania tekstu z 211. odcinka 7 Dni Zoo. Posłuchajcie go, bo warto!

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 210

Kolejny raz witamy Was drodzy Czytelnicy, zapraszając do lektury 7 Dni Zoo krótkim wstępem. Ponownie wystąpi w nim kraj, który oszołamia bogactwem świata przyrody. Trudno sobie zresztą wyobrazić, że mogłoby być inaczej, biorąc pod uwagę jego wielkość i lokalizację. Nie jest żadną tajemnicą, że miejsca o największej bioróżnorodności i bogactwie fauny i flory występują w strefie klimatów równikowego i zwrotnikowego. Kraj, który jest bohaterem naszego wstępu znajduje się w tej pierwszej strefie. Ponadto, to czternasty największy pod względem powierzchni kraj na Ziemi. Jakby było mało powodów do jego wyjątkowości to składa się z ponad osiemnastu tysięcy wysp. Część powierzchni tego kraju znajduje się na drugiej i trzeciej pod względem wielkości wyspie na świecie, a szósta, jedenasta i trzynasta w całości należą do niego.
Jeśli wymieszać to wszystko w blenderze matki natury otrzymamy wspaniały koktajl, którym niełatwo się nasycić. Tylko i wyłącznie z powodu bogactwa i przesytu tamtejszej przyrody. Wielkość tego państwa oraz jego wyspiarski charakter sprawia, że jest tam ogromna ilość wyjątkowych gatunków i endemitów. Jakby tego było mało jego jedna część znajduje się w strefie zoogeograficznej orientalnej (azjatyckiej), a druga już w australijskiej.
Siedemnastego sierpnia ten kraj obchodzi swoje święto narodowe, co stało się powodem umieszczenia go w tym odcinku naszego cyklu, dedykowanym ostatniemu miesiącowi wakacji. Nie chcąc dalej pozostawiać was, Drodzy Czytelnicy w niepewności (choć niektórzy wcześniej się pewnie zorientowali o jaki kraj chodzi) wyjaśniamy, że chodzi o Indonezję.
Pomimo, że indonezyjska ziemia stanowi 1,3% masy lądowej naszej planety, to zamieszkuje ją aż 17%t światowej fauny. W tym największa ilość ssaków (ponad pięćset gatunków) oraz ponad tysiąc pięćset gatunków ptaków.
Wybranie tego jednego zwierzęcia, które występuje w Indonezji i będzie swoją twarzą witać Was w dwieście dziesiątym odcinku 7 Dni Zoo było karkołomnym wyzwaniem. Na pewno, wiele innych wyborów byłoby też równie dobrymi. Jakby nie było narodowym zwierzęciem Indonezji są warany z Komodo, a jednymi z najbardziej się z tym rejonem kojarzącymi sakami są leśni ludzie czyli orangutany. Lista wyjątkowych zwierząt Indonezji byłaby zaiste długa. Doszliśmy do wniosku, że na naszych okładkach nie gościł jednak nigdy nosorożec. A tak się złożyło, że Indonezję zamieszkują dwa gatunki tych ssaków, nosorożce sumatrzańskie i jawajskie. Obydwa są wyjątkowo rzadkie w naturze, znajdują się na krawędzi wyginięcia. To skłoniło nas do uczynienia bohaterem okładki właśnie jednego z nich – nosorożca jawajskiego. Chociaż historycznie zasięg występowanie tego gatunku obejmowało dużą część Azji południowo-wschodniej od Assamu i Bangladeszu, przez półwysep Indochiński i Maleje, aż po Sumatrę i Jawę, to obecnie 40 do 60 tych zwierząt żyje na niewielkim obszarze wchodzącym w skład Parku Narodowego Ujung Kulon. Zainteresowanych odsyłamy do mapy, aby mogli sobie unaocznić jak niewielki to skrawek lądu. Na początku XXI wieku dwa osobniki żyły jeszcze w południowym Wietnamie (park narodowy Can Tien), ale po 2010 roku zostały uznane za wymarłe w tym rejonie. W ogrodach zoologicznych tych nosorożców nie ma, pozostaje więc mieć nadzieję, że uda się je zachować dla przyszłych pokoleń, chroniąc w miejscu ich występowania. Może być to trudne, bo Jawa jest jednym z najgęściej zaludnionych rejonów na świecie (2000 osób na kilometr kwadratowy), ale warto próbować chronić te unikatowe zwierzaki i wierzyć do końca w ich przetrwanie.
Taki to rarytas wita się z Wami i zaprasza na czytanko najświeższych newsów z polskich zoo. Razem z nim, gorąco polecamy tą lekturę.

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 209

Legenda o krainie złota El Dorado rozpalała umysły wielu awanturników, poszukiwaczy skarbów i innych złaknionych niecodziennych wrażeń osobników. Przemierzali niegościnne rejony, pokryte tysiącami hektarów tropikalnego lasu wierząc, że odnajdą miasto, gdzie ulice i domy pokryte są złotem.
Powstanie legendy przypisuje się ceremonii ludu Muisca, która polegała na obsypaniu złotym pyłem nowo obranego wodza. Później nowy przywódca obmywał się w wodach jeziora Guatavita.
Z jakiego powodu w naszym wstępie pojawiło się El Dorado?
Czynnikiem, który miał na to wpływ jest dzień 20 lipca, święto narodowe kraju, na którego terenie drzewiej zamieszkiwały ludy Muisca. To tam powstała legenda o złotym mieście.
Pozostawmy legendy w spokoju, a przejdźmy do skarbów bardziej rzeczywistych. Jeśli ktoś ma w sobie coś z poszukiwacza skarbów, to może wyruszyć tam chociażby w poszukiwaniu szmaragdów. Kraj ten odpowiada bowiem za produkcję 70 do 90 procent tych kamieni szlachetnych w skali światowej.
My jednak proponujemy poszukać innych klejnotów. Skarbów natury. Znaleźć ich tam można naprawdę wiele. Kraj o którym piszemy jest drugim najbardziej zróżnicowanym biologicznie krajem na świecie. Na jego terenie znajdują się zarówno wysokie góry jak i 10 procent amazońskiej puszczy. Dwa wybrzeża obmywają wody zarówno Oceanu Spokojnego, jak i Morza Karaibskiego, które jest częścią systemu oceanicznego Atlantyku. Tamtejsza przyroda jest niesamowita i oszałamia bogactwem i różnorodnością. Istnieje tam ponad 50000 gatunków fauny i flory, 4000 rodzajów orchidei, ponad 3000 motyli i około 2000 ptaków. Wiele z nich to endemity, które spotkać można tylko tam.
W Kolumbii.
Chociaż kolumbijskich endemitów wśród zwierząt najłatwiej byłoby szukać wśród płazów czy ptaków, my wybraliśmy trochę na przekór ssaka, by był ambasadorem wstępu do 209 odcinka naszego stałego cyklu. Tamaryna białonoga, bardzo bliska kuzynka białoczubej, właścicielki białej, bujnej grzywki, znanej nam doskonale z wielu ogrodów zoologicznych. Ta druga też jest właściwie endemitem kolumbijskim, a obszar ich występowania rozdziela jedna rzeka. Wracając jednak do bohaterki naszej fotki, to w przeciwieństwie do swojej kuzynki nie spotkamy jej w europejskich zoo, dlatego może warto przybliżyć ją szerszej publice.
Robimy to i wraz z jednym z wielu skarbów Kolumbii zapraszamy do lektury kolejnej odsłony 7 dni Zoo. Miłego czytania.

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 208

Jest takie miejsce na Ziemi, które niewątpliwie będąc fascynującym, pozostaje ze względu na swoje położenie jakby na uboczu. Jego niezwykłość można opisywać zaczynając chociażby od rdzennych mieszkańców, którzy są jedną z fascynujących zagadek geograficznych. Chociaż od afrykańskiego kontynentu dzieli tą wyspę od czterystu z okładem do niecałego tysiąca kilometrów pasa wody, to tubylcy nie wywodzą się bynajmniej z Czarnego Lądu. Porozumiewają się językami, których źródła należy poszukiwać w odległej Indonezji czy Malajach. Przyroda tego miejsca również jest wyjątkowa.
Spośród dwunastu tysięcy występujących tam roślin osiemdziesiąt procent znaleźć można jedynie w tym miejscu świata. W tym charakterystyczne olbrzymie baobaby. Swoją drogą na osiem znanych światu gatunków tych drzew, sześć spotykane jest na ziemi, która stała się bohaterem naszego wstępu.
Podobnie jest z tamtejszą fauną.
Już po przybyciu białych ludzi okazało się, że na tej wyspie żyły olbrzymie nielotne ptaki, które pozostawały długi szmat czasu w koegzystencji z rdzennymi mieszkańcami, ale ostatecznie wyginęły. Jeden z gatunków mamutaków czy też epiornisów był największym znanym ptakiem jaki kiedykolwiek chodził po Ziemi. Do dnia dzisiejszego w szerokim wachlarzu ptaków z tego lądu jest znaczna ilość mieszkających jedynie na tym skrawku świata.
Drugiej wyjątkowej grupy stworzeń stamtąd należy szukać wśród ssaków, a będąc dokładniejszym, u naczelnych. Z nich pozostało na wyspie jeszcze nieco ponad setka gatunków, ale los lemurów (bo o nich mowa) jest niepewny, ponieważ przytłaczająca większość jest mocno narażona na wymarcie.
A skoro wspomnieliśmy o lemurach, to nie ma co dalej być zagadkowym. Wyspa o której piszemy to Madagaskar. Często nazywany ósmym kontynentem, choć formalnie nim nie jest. Kraina endemitów. Zarówno roślinnych jak i zwierzęcych. Przez setki czy tysiące lat mogły się one rozwijać tam spokojnie dzięki izolacji, przybierając takie, a nie inne formy. Dobrze by było, żeby przyszłe pokolenia tez mogły się nimi cieszyć.
Czemu akurat o Madagaskarze piszemy teraz?
Ponieważ w czerwcu ma on swoje narodowe święto, które przypada na 26 dzień miesiąca.
Zbliżając się powoli do spuentowania wstępu przedstawiamy twarz naszej okładki, która należy oczywiście do gatunku ściśle związanego z Madagaskarem. Jak widać na załączonym obrazku nie poszliśmy w stronę oczywistości i nie poprosiliśmy o małą sesję żadnego z lemurów. Postawiliśmy na awifaunę. Hełmodziób jest przedstawicielem rodziny wangowatych, jak wiele gatunków z tej wyjątkowej wyspy zagrożonym mocno wyginięciem, a przy okazji dość wdzięcznym modelem.

Pozostając w madagaskarskim klimacie, zapraszamy razem z tym skrzydlatym koleżką na 208. odcinek 7 Dni Zoo.

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 207

Nie wiem jak Wy, ale ja mam tak, że jeśli lektura jest interesująca, to zawsze chciałbym, żeby miała jak najwięcej stron. Akapity, żeby się namnożyły i rozdziały napęczniały. Czytelnicza uczta ma się składać z wielu dań i trwać jak najdłużej. Takie samolubne pragnienie pożeracza książek.
Wiem, że porównywanie 7 Dni Zoo do powieści to lekka przesada, ale śmiało można stwierdzić, że w porównaniu do odcinków z poprzednich miesięcy tego roku oraz jesieni zeszłego w aktualnej 207. już odsłonie naszego stałego cyklu jest co poczytać. Zejdzie się większą chwilę, zanim dotrzecie do paru zdań na zakończenie. Być może w czasie, który jest potrzebny do zapoznania się z lekturą naszych zoo ploteczek, niejeden żółw dałby radę doczłapać się do swojej miski z sałatą. To oczywiście może być teoria postawiona mocno na wyrost, ale wierzymy, że jakiś gadzior mógłby dać radę. Któryś z wojowniczych żółwi Ninja na przykład.
A skoro już przy żółwiach jesteśmy, to warto wspomnieć, że w maju mają one swoje międzynarodowe święto. Wszystkie, lądowe, rzeczne czy morskie. Od tych małych, po te gigantyczne z Seszeli czy wysp Galapagos mogą czuć się tego dnia wyjątkowo wyróżnione. Nie jesteśmy pewni, czy tak jest, bo żółwie mają swoje sprawy i kalendarz raczej mało ich obchodzi. Jeden znalazł jednak w swoim napiętym grafiku zajęć odrobinę czasu, żeby zapozować nam do zdjęcia na okładkę. Razem z nim zapraszamy do lektury kolejnej porcji newsów z rodzimych zoo. Jest sporo wiadomości, więc nie zabieramy cennego czasu. Do dzieła, pora zacząć czytanie!

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 206

Stało się!
Długo wyczekiwane przez łodzian i fanów zoo oficjalne otwarcie Orientarium stało się faktem pod koniec kwietnia. Wybór terminu nie był zapewne przypadkowy, zarządzający placówką liczyli na pewno na spore zainteresowanie w długi majowy weekend. Patrząc na zdjęcia, jakie ukazują się w sieci, na facebookowych profilach – raczej się nie przeliczyli: tłumy były niemożliwe. Zapowiedzi, szumny PR i efekt nowości zrobiły swoje. Czy Orientarium zrobi furorę podobną do starszego kuzyna z Wrocławia? Czas pokaże.
Faktem jest, że łódzkie zoo, które w XXI wiek wchodziło z bagażem długoletnich zapóźnień, jest dziś w zupełnie innym miejscu. Lubiącym plebiscyty i zestawiania pozostawiamy określenie w jakim dokładnie. Warto na pewno odczekać, pozwolić sztandarowemu pawilonowi łódzkiego zoo zaistnieć, a dopiero pokusić się o oceny. Warto też zdawać sobie sprawę, że każda taka lista jest naznaczona piętnem subiektywizmu.
Przede wszystkim jednak, aby oceniać, trzeba zobaczyć na własne oczy jak prezentuje się Orientarium. Każdy miłośnik zoo powinien zobaczyć ten obiekt, a przy okazji również to, co dzieje się wokół pawilonu, na terenie zoo. Myślimy, że żaden zoofan zachęty do takiej wycieczki nie potrzebuje.
Nawiązując do oficjalnej premiery Orientarium, umieściliśmy na okładce zwierzę, które można w nim spotkać. Najmniejszy z niedźwiedzi, malajski biruang, pokazuje język tym, którzy nie zamierzają dotrzeć do łódzkiego zoo, aby zobaczyć jak się ono teraz prezentuje. Niezły z niego prowokator! My mamy nadzieję, że przy okazji sprowokuje naszych Czytelników do zapoznania się z najnowszymi zoo-newsami, w nowym, 206. odcinku naszego cyklu 7 Dni Zoo.
Czytajcie, na zdrowie!

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 205

Kolejne kartki spadają z kalendarza uświadamiając nam, że czas płynie nieubłaganie. Jak to zwykle w życiu bywa, patrzeć można na to z różnych perspektyw. My, zwierzoluby, w tym czasie pragniemy patrzeć na to w taki, a nie inny sposób. Nadchodzi wiosna! I choć aura, jak to w marcu, bywa kapryśna to fakt jest faktem. Mamy więcej słońca, coraz więcej ciepła, a dni są coraz dłuższe. To zwiastuje nadejście najlepszego czasu do odwiedzin ogrodów zoologicznych. Prawdziwego fana zoo zawsze mocno to cieszy.
Tymczasem w kalendarzu zoologicznym 17 marca przypadła Dzień Makaka. Z tej okazji poprosiliśmy zaprzyjaźnionego makaka wanderu zwanego też czasem lwim o zapozowanie do naszej okładki. Współpraca przebiegła pomyślnie, dzięki czemu możemy zaprosić Was, Drodzy Czytelnicy, do lektury najnowszej części cyklu 7 Dni Zoo razem z kudłatym małpiszonem. Co niniejszym czynimy.
Zajrzyjcie do artykułu, by zapoznać się z najnowszymi newsami z polskich zoo. U nas dowiecie się, co ostatnio się urodziło, przyjechało bądź odjechało czy zostało wybudowane. Każdy miłośnik ogrodów zoologicznych powinien być na bieżąco z takimi wydarzeniami.

Makak wanderu. Fot.: Sandeep Dutta

Czytaj dalej

„7 Dni Zoo” – nr 204

Ten wstęp mógłby być o końcówce zimy, nadciągającej wiośnie i początku sezonu w ogrodach zoologicznych. Mógłby… tylko, że wydarzenia, które wydarzyły się za naszą wschodnią granicą przyćmiły inną rzeczywistość. Rosja zaatakowała Ukrainę, wywołując wojnę i sprawiając, że ludzie w Europie poczuli się poważnie zagrożeni.
W takich okolicznościach trudno myśleć o czymś innym niż tragedia ludzi. Ich nieszczęście i nieustające zagrożenie, które towarzyszy im od wielu dni. Bez dwóch zdań, to życie ludzkie jest w tym momencie priorytetem. To nie podlega dyskusji.
Tematyka naszej strony wymaga jednak, aby wspomnieć też o krzywdzie „braci mniejszych”. Zwierzęta w czasie wojny cierpią razem z ludźmi. Również te w ogrodach zoologicznych. Ukraińskie placówki przeżywają trudne chwile. Jeden z prywatnych zoologów pod Charkowem dosięgły bomby agresora. Pojawiły się straty w zwierzostanie. Inne placówki na razie uniknęły takiego losu, ale z każdą chwilą przedłużającego się konfliktu może się to zmienić.
Polskie ogrody stanęły na wysokości zadania, organizując pomoc dla tych z Ukrainy. Ruszyły akcje, zbiórki, konwoje z potrzebnymi produktami. To budujące. Trzeba pomagać w tak dramatycznym momencie.
Ukraina, ze swoją tragedią, znalazła się w centrum uwagi, ale poza nią życie toczy się swoim biegiem. Polskie zoo budzą się z zimowego uśpienia. Nadchodzi pora wzmożenia aktywności. Jak zwykle chcemy podzielić się z Wami, Drodzy Czytelnicy, newsami z rodzimych zoologów. Zachęcić do tego, ma tym razem ara, której ubarwienie nawiązuje do kolorów z flagi ukraińskiej. Błękit i żółć, niestety z przykrych powodów, stały się najpopularniejszymi kolorami przełomu zimy i wiosny 2022 roku.
Pokój i życie są bezcenne. Licząc na szybkie zakończenie wojny, razem z arą zapraszamy do zerknięcia na wiadomości z polskich zoo. To już 204 odsłona 7 dni Zoo.

Czytaj dalej

Plany warszawskiego zoo na 2022 rok

Jest taka audycja radiowa pod tytułem „Latające Radio doktora Kruszewicza”, której prowadzącym jest dyrektor warszawskiego zoo. Pan Andrzej, że tak sobie pozwolę napisać, ciekawie opowiada tam o faunie, florze i ogólnie przyjętych tematach przyrodniczych. Jest trochę muzyki i kalendarium. Format naprawdę przyjemny, podany w lekki sposób, z dużą dawką wiedzy o zwierzętach i naturze.
Poniższy tekst nie będzie jednak laurką i reklamą owej audycji, a traktował będzie o jednym z wybranych odcinków. Tenże, konkretny program miał swoją premierę na początku stycznia, a jego tematem były plany stołecznego zoo na rok 2022. Nie ukrywam, jako mieszkańca stolicy, zainteresował mnie, więc postanowiłem napisać o tym na stronie Mrówkojada. A nuż, jakiś Czytelnik nie zna tej audycji, nie słucha, czy po prostu nie znane są mu plany stołecznego ogrodu zoologicznego. Myślę, że w takim wypadku warto poświęcić chwilę na zapoznanie się z tegoroczną strategią warszawskiej placówki.

Bez zbędnych, kolejnych akapitów. Do rzeczy.

Czytaj dalej