Od „Domu Młodego Biologa” do ZOO we Wrocławiu. Wywiad z panem Leszkiem Solskim

Dzisiaj zapraszamy serdecznie wszystkich naszych Czytelników do przeczytania niezwykle interesującego wywiadu, którego bohaterem jest Pan Leszek Solski,znawca i miłośnik tematyki wiwaryjnej, autor wielu artykułów poświęconych historii i roli zoo w ochronie ginących gatunków zwierząt, posiadacz jednej z największych na świecie kolekcji przewodników po ogrodach zoologicznych, a obecnie starszy asystent ds. dokumentacyjno-naukowych we wrocławskim zoo. Udało nam się z nim spotkać podczas naszego grudniowego spaceru po Ogrodzie Zoologicznym we Wrocławiu.
Postanowiliśmy zapytać Pana Solskiego przede wszystkim o jego niesamowitą kolekcję oraz o oceną przewodników po polskich zoo, a także o kilka rad dla początkującego zoo-kolekcjonera…
Zapraszamy do lektury!

Pan Leszek Solski z wydrą

Pan Leszek Solski z wydrą

Mrówkojad i Przyjaciele: Jak zaczęła się Pana przygoda z ogrodami zoologicznymi?

Pan Leszek Solski: O rany, chyba zacznę jak stary zgred… Bardzo, bardzo dawno temu, no powiedzmy pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, czyli w czasach, kiedy nie było nie tylko komputerów, internetu i telefonów komórkowych (tak, tak – o dziwo były takie czasy i ludzie też jakoś żyli) lecz nawet czarno-biały telewizor był wielką rzadkością, dzieciaki bawiły się na podwórku. Podwórka były mniejsze i większe, ale my mieliśmy szczęście, gdyż obok naszych kamienic ciągnęły się hektary porośniętych różnorakimi chaszczami terenów po awaryjnym lotnisku, jakie Niemcy zrobili dla Festung Breslau (Twierdzy Breslau) wyburzając całą masę przepięknych secesyjnych kamienic. Na tym jak najbardziej dzikim obszarze najchętniej bawiliśmy się w Indian! W chwilach wolnych od wydawania wojennych wrzasków i strzelania z własnoręcznie zrobionego łuku, oddawałem się z pasją polowaniu. Były tu nie tylko pasikoniki, motyle i ich gąsienice, ale także jaszczurki (padalce i żyworódki), rzekotki, a w większych kałużach nawet traszki i żaby wodne. Wszystko to, ku utrapieniu rodziców i nieco starszej siostry, znosiłem do domu i starałem się „hodować”. W większości przypadków z mizernym rezultatem – choć kilkanaście przyniesionych kijanek całkiem nieoczekiwanie przeobraziło się w dorosłe żaby czy traszki. Rodzice, aby zaspokoić pasję młodego przyrodnika, zapisali mnie do Domu Młodego Biologa. Co to było? Otóż Dom Młodego Biologa do dzisiaj pozostaje tworem prawie mitycznym. Niewiele pozostało po nim materiałów archiwalnych. Była to dość duża – poniemiecka oczywiście – willa stojąca na „nowych” terenach zoo, przyznanych ogrodowi w 1957. W niej mieścił się DMB – coś w rodzaju dobrowolnej szkoły przyrodoznawstwa działającej na takich samych zasadach jak obecne Domy Kultury. Na zajęcia do DMB przychodziło się popołudniami, czasami także w niedzielę (UWAGA – w tamtych czasach nie było wolnych sobót, w soboty chodziło się do szkoły – i oczywiście do pracy też!). Uczono nas tam ogólnie pojętego przyrodoznawstwa. Tak bym to nazwał. Mieliśmy specjalne legitymacje z zielonym paskiem uprawniające do wejścia na teren zoo. Według mojej wiedzy placówka ta działała 10, może 12 lat między 1954 a 1964 (lub 1966). Uległa likwidacji jeszcze za dyrekcji dra Łukaszewicza. Sama willa stopniowo popadała w ruinę i ostatecznie została zburzona.

Mrówkojad i Przyjaciele: A co sprawiło, że zaczął Pan kolekcjonować przewodniki? I nie mówimy tu o zwyczajnym „zbieractwie”, typowym dla każdego miłośnika, ale o zgromadzeniu jednej z największych kolekcji tego typu na świecie!

Pan Leszek Solski: Wiecie co to takiego „hotelówki” ? Nie wiem nawet czy taka nazwa jest prawidłowa a jeszcze do tego w dzisiejszych czasach może się źle kojarzyć. Ale wtedy tak nazywaliśmy nalepki czy naklejki, jakie w hotelach rozdawano gościom do naklejania na ich bagaże. Jak i dlaczego taka mania kolekcjonerska dotarła do nas w połowie lat sześćdziesiątych XX w.  nie wiem. Faktem jest, że i ja się jej poddałem. Ot, po prostu pisało się listy do hoteli i dostawało się te tak zwane „hotelówki”. Może była to namiastka wielkiego świata, jak z tego czy innego hotelu otrzymało się kolorowe nalepki pachnące wielkim kapitalistycznym światem. Pamiętam dokładnie, że któregoś dnia w 1966 roku otrzymałem krótki list z jakiegoś hotelu w mieście Calgary w Kanadzie, wyjaśniający że oni są małym hotelikiem i nic nie mają, ale mój list przekazali do lokalnego biura turystycznego. Jakiś czas potem, ku mojemu wielkiemu zdumieniu, otrzymałem ogromną kopertę z owego biura, zawierającą sporą liczbę (chyba ponad 20!) różnych prospektów, folderów i broszur informujących o atrakcjach turystycznych w Calgary i okolicy. Między nimi była taka info-mapa – oczywiście bajecznie kolorowa – z zoo w Calgary. Pomyślałem sobie wtedy, że przecież tak na prawdę to zbieractwo nalepek hotelowych mnie raczej nie interesuje, ale zoo – owszem tak. Więc czemu by zamiast pisać do hoteli nie zacząć pisać do zoo? No i tak zrobiłem. Oczywiście nie obeszło się bez pomocy taty, który napisał mi list po angielsku – i tak na próbę wysłałem go do zoo w Calgary. No i nastał dzień, kiedy to po powrocie ze szkoły do domu, znalazłem na stole średniej wielkości (format zeszytowy!) żółtą kopertę, z niebieskim nadrukiem Calgary Zoological Gardens…!!! W środku zaś jak najbardziej rzeczywisty i oryginalny przewodnik po Calgary Zoo z przybitą na okładce niebieską pieczęcią „complimentary copy” ! I to był mój pierwszy zagraniczny przewodnik w kolekcji. Oczywiście nie muszę dodawać, że mam go do dzisiaj. I tak to się właśnie zaczęło. A potem listy, listy… listy – sam czasami się zastanawiam czy ja aby nie powinienem dostać jakiegoś medalu „Zasłużony dla Poczty Polskiej”. Ile ja tych listów powysyłałem – chyba tysiące. W 2011 mija 45 lat tego mojego zbieractwa!!!

Mrówkojad i Przyjaciele: Nasza kolekcja jest na razie bardzo skromna, ale cały czas ją powiększamy. Miałby Pan jakieś rady dla początkującego kolekcjonera?

Pan Leszek Solski: Hmmm, trudne czasy są teraz! Kiedy ja zaczynałem, a zdobywałem przewodniki głównie poprzez pisanie listów (wspominałem już, że mówimy o czasach bez internetu… prawda?) to procent odpowiedzi na moje pisanie sięgał 75 lub nawet więcej. Im bardziej egzotyczne kraje, tym więcej odpowiedzi dostawałem. Większość listów zaczynała się od słów wielkiego zdumienia, „Jesteśmy bardzo zaskoczeni, że w tak odległym kraju jak Polska słyszał Pan o naszym zoo… Jesteśmy zaszczyceni, że możemy powiększyć Pana kolekcję… itp…itd !” Teraz na takie „proszące” listy czy na e-maile trudno w ogóle dostać odpowiedź. A jeśli już przyjdzie to zazwyczaj jest to lakoniczna informacja, że przewodnik można nabyć w takiej to a takiej cenie, do której doliczyć trzeba koszty wysyłki w kwocie takiej a takiej… Tak więc trudno tu coś doradzać. Może warto by wybrać się na takie spotkanie „zoo-kolekcjonerów” ?

Na spotkaniu zoo-kolekcjonerskim w Hamburgu w 2007 roku.

Na spotkaniu zoo-kolekcjonerskim w Hamburgu w 2007 roku.

Mrówkojad i Przyjaciele: No właśnie, co to takiego te spotkania „zoo-kolecjonerów”? Proszę nam coś powiedzieć na ten temat!

Pan Leszek Solski: Raz w roku organizujemy spotkanie kolekcjonerskie. Pierwsze odbyło się w 1990 roku w zoo w Hanowerze. W 2010 było już 21. – dla porządku dodam, że dwa odbyły się w Polsce: w 1992 w Poznaniu i w 2008 we Wrocławiu. Oficjalna nazwa, jaką sobie wymyśliliśmy jest bardzo długa: „International meeting of the collectors of zoo literature and memorabilia”, tak więc dość często używamy zaproponowanej przez kolegów z Niemiec nazwy „Zoohistorica”. Jak takie spotkania wyglądają? Przede wszystkim są to spotkania dostępne dla wszystkich. Nie mamy absolutnie żadnej sformalizowanej struktury. Informacje otrzymujemy z reguły już przed wakacjami tak, aby nie kolidowało to z planami wakacyjnymi. Spotkanie jest zasadniczo dwudniowe (sobota-niedziela). W sobotę rano odbywa się najważniejsza część, tak zwana „sesja-wymiany”. W jakiejś sali poustawiane są stoły, zazwyczaj jeden stół na jedną osobę, na którym wykłada się swoje duble czy inne zbędne materiały. No i potem lata się od stołu do stołu i szuka się na nich tego czego się jeszcze nie ma. Taka wymiana trwa od 8 do 13. W międzyczasie jest oficjalne powitanie przez dyrektora danego zoo oraz wykonanie zbiorowej, pamiątkowej fotografii. Po zakończeniu części handlowej jest spacer po zoo czyli „guided-tour”, potem kolacja i na zakończenie tak zwana aukcja, czyli licytacja różnych rzeczy, zysk z której idzie na jakiś ochroniarski cel. W niedzielę jest również „guided-tour” po jakimś drugim, pobliskim zoo czy akwarium. Pewne wyobrażenie o tych spotkaniach dają zdjęcia zamieszczone na nieoficjalnej stronie www.zoohistorica.org, gdzie jest link do foto. We wrześniu przyszłego roku takie spotkanie będzie względnie niedaleko, bo w zoo w Lipsku. Już teraz zapraszam wszystkich chętnych! Początkujący kolekcjonerzy są zawsze mile widziani i zazwyczaj obdarowywani kilogramami „zoo-literatury”, której ci starzy wyjadacze nie chcą taszczyć z powrotem do domu. Oficjalnie potwierdzonej daty jeszcze nie ma, ale z reguły jest to pierwszy weekend września. Tak więc już teraz można sobie zarezerwować ten termin. Jak tylko otrzymam pierwszą oficjalną informację, to prześlę Wam do zamieszczenia na Waszej stronie.

Mrówkojad i Przyjaciele: Ostatnie przewodniki po wrocławskim zoo to najlepsze tego typu pozycje w Polsce. To przede wszystkim Pana sprawka…

Najnowszy przewodnik po wrocławskim zoo

Najnowszy przewodnik po wrocławskim zoo

Pan Leszek Solski: O, dziękuję za komplement. Z powodu braku wrodzonej skromności – nie zaprzeczam! Tak, jestem autorem, a właściwie od początku do końca pomysłodawcą i autorem trzech ostatnich wydań przewodnika po wrocławskim zoo. Od kształtu, wielkości, rodzaju papieru – po cały tekst, większość fotografii i ogólny układ całości. Oczywiście przy wielkiej pomocy mojej żony, która jest artystą plastykiem i co jeszcze bardziej oczywiste, przy całkowitej aprobacie dyrektora, który znając moją pasję zostawił mi wolną rękę w tym temacie. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przewodnika potraktowanego jako rodzaj leksykonu czy mini encyklopedii zwierząt. Według mnie przewodnik po zoo powinien zwierać wiele różnych informacji, generalnie z przewagą ilustracji nad tekstem. Jak powinien wyglądać idealny przewodnik – to może już temat na jakieś osobne opowiadanie.

Mrówkojad i Przyjaciele: A jak Pan ocenia obecne przewodniki po polskich ogrodach zoologicznych?

Pan Leszek Solski: Jako autor nie tylko przewodników po wrocławskim zoo, ale również artykułów, czy rozdziałów do książek, wiem bardzo dobrze ile sam popełniłem błędów. Dlatego też staram się raczej nikogo nie krytykować ani nie oceniać. Ale faktycznie ostatni przewodnik po poznańskim zoo to delikatnie mówiąc trochę nieporozumienie. Natomiast bardzo dobrze opracowane i wydrukowane są ostatnie dwa wydania przewodnika po warszawskim zoo. Trzeba też pamiętać, że mimo wysokiego zaawansowania techniki drukarskiej (hmm, a może właśnie z tego powodu?) w drukarniach potrafią sknocić wiele rzeczy. Jeśli tylko się czegoś nie dopatrzy lub zdecydowanie i ostatecznie nie ustali, to może być różnie. Mnie, jako autora, doprowadza do szału przeglądanie ostatniego wydania przewodnika po wrocławskim zoo. Podejrzewam, że niewiele osób, które nabyły ten przewodnik zdaje sobie sprawę, że tak zwana „zetka” (w drukarni nazywają tak złożenie kartki A4 poziomo na trzy) z mapką zoo i mapką karmień, została źle „zbindowana” (takie kolejne określenie drukarskie). Po otwarciu przewodnika i rozłożeniu tej „zetki” najpierw powinna być główna mapa zoo, a dopiero po odwróceniu powinna pojawiać się „mapka z karmieniami”, dla której logicznym uzupełnieniem jest strona po prawej, gdzie podane jest zużycie różnych produktów żywnościowych. Proste, no nie? Ale jak widać nie dla kogoś, kto w drukarni składał strony do oprawy.

Mrówkojad i Przyjaciele: Ma Pan w swojej kolekcji jakiś przewodnik, który jest dla Pana szczególnie ważny, cenny?

Pan Leszek Solski: Oczywiście. Choć tak zdecydowanie wybrać jakiś jeden jest trudno. Jest ich zapewne kilka. Na pewno ten pierwszy z Zoo Calgary, z powodów czysto sentymentalnych – no bo był pierwszym zagranicznym przewodnikiem w mojej kolekcji. Jest kilka innych, które obiektywnie uznać należy za najrzadsze. Zwracam tu uwagę, że „najrzadszy” nie oznacza absolutnie „najstarszy”. Ot choćby przewodnik z Zoo w Kabulu w Afganistanie wydany został około 1972 roku więc nie jest stary – ale wiem o istnieniu jedynie 2 egzemplarzy! Jeden mam ja. Generalnie rzadkie są przewodniki z krajów azjatyckich (może za wyjątkiem Japonii) oraz z Ameryki Południowej i Afryki. Do cenniejszych należą zawsze przewodniki z ogrodów zoologicznych i akwariów, które już nie istnieją. Na przykład z Belle Vue Zoo w Manchestrze (istniało 1836-1977), z zoo w Hamburgu (1863-1933 – nie mylić z Tierparkiem Hagenbecka!) czy Akwarium Unter den Linden w Berlinie (1869-1910). Natomiast obiektywnie najstarszym przewodnikiem w mojej kolekcji jest nieilustrowana broszura z 1839 roku pod bardzo rozbudowanym tytułem: A Companion To The Royal Zoological Gardens, Surrey, Containing A List Of The Animals And Descriptive Notices. Oczywiście szczególne miejsce w kolekcji zajmuje też przewodnik z 1890 roku, wydany z okazji 25 lecia Zoo Breslau – ale jest to przewodnik, o którym można napisać osobny artykuł. Niestety, jak na razie „nie dorobiłem się” własnej strony internetowej, ale niewielki – zaznaczam bardzo przypadkowy – wybór skanów okładek przewodników z mojej kolekcji znaleźć można na FB pod moim nazwiskiem.

Mrówkojad i Przyjaciele: Czy możemy Panu życzyć znalezienia jakiegoś przewodnika, na który wyjątkowo Pan poluje, a którego jak dotąd nie udało się Panu zdobyć?

Pan Leszek Solski: Tak – zdecydowanie tak. I o dziwo marzenie nie dotyczy jakiegoś najstarszego wydania, czy przewodnika z jakiegoś bardzo egzotycznego zoo. Otóż na razie nie mam we własnej kolekcji, pierwszego przewodnika z warszawskiego zoo wydanego w 1929 roku. Według mojej najlepszej wiedzy istnieją dwa egzemplarze. Jeden w dość kiepskim stanie jest w archiwach warszawskiego zoo i został zreprodukowany w książce wydanej z okazji 80 rocznicy zoo (str.28). Drugi egzemplarz, w prawie idealnym stanie znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej. Ciągle mam nadzieję, że wcześniej czy później gdzieś ten przewodnik uda mi się nabyć. Niestety obawiam się, że cena może być wysoka gdyż być może zoo-kolekcjonerów jest niewielu, ale przewodnik ten stanowi też cenny nabytek dla wszystkich kolekcjonerów tak zwanych „varsawianów” a tych jest bardzo wielu!!!

Mrówkojad i Przyjaciele: O ile nam wiadomo, jest Pan od niedawna etatowym pracownikiem wrocławskiego zoo. Czym się Pan tam zajmuje?

Pan Leszek Solski: Tak, od 15 listopada mam pół etatu we wrocławskim zoo. Oficjalnie nazwa mojego stanowiska to starszy asystent ds. dukumentacyjno-naukowych. Jak zapewne Wam wiadomo, w lipcu 2015 roku wrocławski ogród zoologiczny będzie obchodził 150-lecie istnienia. Przed nami taką rocznicę obchodziło zaledwie 10 innych zoo. Ostatnio w 2009 zoo w Kopenhadze, w 2010 zoo w Kolonii, a w tym roku (2011) do obchodów szykuje się zoo w Dreźnie. Przygotowanie obchodów tak znaczącej rocznicy to skomplikowane zadanie i ja mam się tym zajmować. Łącznie z przejrzeniem i uporządkowaniem archiwów znajdujących się w zoo, a także zorientowaniem się jakie materiały (głównie ikonograficzne) znajdują się w innych placówkach poza zoo. Oczywiście planujemy też druk różnych wydawnictw rocznicowych, których należyte przygotowanie zajmie sporo czasu. Tak więc te cztery i pół roku, jakie pozostało, to nie jest aż tak wiele.

Mrówkojad i Przyjaciele: Bardzo dziękujemy Panu za rozmowę!

To jednak nie wszystko! Dzięki uprzejmości Pana Leszka Solskiego już niedługo na Mrówkojadzie opublikujemy pełną listę przewodników po polskich ogrodach zoologicznych – dla wszystkich zoofanów będzie to prawdziwy rarytas!

Advertisements

One comment on “Od „Domu Młodego Biologa” do ZOO we Wrocławiu. Wywiad z panem Leszkiem Solskim

  1. Orientujecie się może, czy któryś z Polskich ogrodów zoologicznych wypuścił kalendarze na 2011 rok? Jeśli nie to może jakieś inne światowe zoo wyprodukowało swój kalendarz i można go zamówić?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s