Alfabet Mrówkojada – P jak Przepis magdeburski

Co mrówkojady jedzą w zoo – to pytanie, które trapi bardzo wiele osób, zastanawiają się nad nim szczególnie osoby zatrzymujące się przy wybiegach mrówkojadów w ogrodach zoologicznych. Ile to bowiem razy zdarzyło nam się słyszeć: „A co je mrówkojad w zoo? Mrówki mu dają?”
W dzisiejszym odcinku „Alfabetu Mrówkojada” postaramy się wyjaśnić tę palącą kwestię i zdradzimy tajemnicę przepisu magdeburskiego…

P – PRZEPIS MAGDEBURSKI

Czytaj dalej

Alfabet Mrówkojada – M jak Mit

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu przyglądaliśmy się pewnej ławce, której głównym bohaterem jest – nieprzypadkowo! – mrówkojad, dziś natomiast opowiemy Wam, jakie miejsce w mitach Indian Ameryki Południowej zajmuje mrówkojad i co nasz długonosy przyjaciel ma wspólnego z niedźwiedziem…

M – MIT

Świat wokół nas pełen jest tajemnic i rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć, choć rozwój nauki i cywilizacji sprawił, że na wiele nurtujących ludzkość pytań udało się już znaleźć odpowiedzi – czym jest tęcza, skąd się biorą grzmoty, jak to jest, że słońce zachodzi i wschodzi każdego dnia…
Gdy czegoś nie wiemy, „podpowie” nam książka (coraz rzadziej już jednak), Internet (coraz częściej), media, zawsze też znajdzie się ktoś, kto wie lepiej i wyjaśni nam pewne kwestie.
Wyobraźmy sobie jednak, że dawno, dawno temu, nie było jeszcze ani książek, ani Internetu (naprawdę!), ani żadnych innych mediów, a i tych, którzy wiedzieli, było znacznie mniej. Nauka jako taka jeszcze nie istniała, a wiedza ludzi na temat otaczającego ich świata była nieporównywalnie mniejsza, niż dziś. Im jednak mniej wiemy, tym bardziej jesteśmy ciekawi, stąd ludzie na wszelkie możliwe sposoby próbowali sobie wyjaśnić naturę otaczającego ich świata i znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania. W ten sposób właśnie narodziły się mity – niezwykłe opowieści, których zadaniem była próba dotarcia do Tajemnicy – życia, śmierci, istnienia…
Mity obecne były w tradycji rozmaitych kultur i narodów na całym świecie, jeszcze na długo przed powstaniem religii, w wielu zaś kulturach – szczególnie tych prymitywnych – obecne są do dziś, jako wciąż żywy relikt dawnych wierzeń.

Mity zwierzęce

Szczególną rolę w mitach – niezależnie od czasu i miejsca – odgrywały zwierzęta, zarówno te, które towarzyszyły człowiekowi na co dzień, jak i te, z którymi stykał się rzadko, gdyż stanowiły zagrożenie i trzeba było ich unikać. Ważną rolę w mitach greckich odgrywały byki, węże i konie oraz wszelkie ich hybrydy (patrz: Minotaur, Pyton i centaur), z kolei mitologia egipska obfituje w krokodyle, skarabeusze, lwy i skorpiony i wszelakie ich modyfikacje. Oczywistym jest zatem, iż występuje ścisła zależność między mitologią danego narodu a zwierzętami, z jakimi stykał się dany naród za konkretną mitologię odpowiedzialny. Stąd w mitach greckich próżno szukać kangurów, a w mitach z Ameryki Południowej raczej nie znajdziemy słoni i bóstw do słoni podobnych. Choć każdą mitologię zasiedlają nieprzebrane ilości monstrów, których próżno szukać wśród fauny któregokolwiek regionu świata – mity mają bowiem to do siebie, że pełno w nich stworzeń, których próżno szukać w realnym świecie, choć pewne analogie do realnych stworzeń da się akurat odnaleźć…

Minotaur

Zostawmy jednak mitologie greckie, egipskie, nordyckie i babilońskie oraz wszelkie zaludniające je stworzenia i zajmijmy się naszym drogim mrówkojadem – jak się pewnie domyślacie, choć w opowieściach o Zeusie czy Thorze próżno szukać naszego długonosego przyjaciela, to już w mitycznych opowieściach ludów Ameryki Południowej zajmuje on całkiem poczesne miejsce. Dziwić nas to nie powinno, jeśli uzmysłowimy sobie, że jeszcze kilkaset lat temu mrówkojad był na terenie całej niemal Ameryki Łacińskiej zwierzęciem szeroko rozpowszechnionym i często spotykanym, a że zwierzak to w dodatku sporych rozmiarów i wybitnie nieprzeciętnej fizjonomii, to wręcz trudno sobie wyobrazić lepszego bohatera mitycznej opowieści!

Przyjrzyjmy się zatem kilku mitom, w których pojawia się nasz drogi mrówkojad – już tych kilka wybranych opowieści mitycznych pokazuje, jak ważne i szczególne miejsce zajmował ten tajemniczy zwierzak w życiu mieszkańców Ameryki Południowej, przy okazji też zwracamy uwagę na szczególny aspekt tych mitów – jak na mity przystało, wyjaśniają bowiem naturę pewnych zjawisk, w tym przypadku zaś tłumaczą, dlaczego mrówkojad wygląda, jak wygląda i skąd wzięły się pewne cechy jego zachowania.
Zresztą, zobaczcie sami…

Z jaguarem to my się nie lubimy…

Jest takie opowiadanie: Król Jaguar (w Afryce królem był lew, w Ameryce Południowej – jaguar, jako największy drapieżnik), znużony nikczemnością swoich poddanych, zorganizował w dżungli specjalne spotkanie. Zwierzęta po kolei przedstawiały się, aż na koniec zostały te najdziwniejsze – zawsze się bowiem takie znajdą.
– „Ja jestem wilkopies – mówił jeden – tata był pies, a mama wilczyca.”
– „A ja jestem kotolis – ojciec lis, a matka kotka.”.
I tak dalej. Aż przyszła kolej na naszego bohatera: „A ja jestem oso hormiguero (z hiszpańskiego – niedźwiedź mrówkowy)… ” – zaczął… i już nie skończył, bo zwierzęta zaczęły wrzeszczeć i gwizdać: „Skandal! Ohyda! Fuj! Won z lasu!”.
Cóż było robić – mrówkojad odszedł i od tego czasu mrówkojad trzyma się brzegu lasu, z dala od kolegów, jaguary zaś nienawidzą mrówkojadów z całego serca. Nikt też jakoś szczególnie nie przepada za mrówkami, poza jednym mrówkojadem, który ma do nich słabość po dziś dzień.

Za jednym zamachem mit wyjaśnia nam, skąd niechęć między mrówkojadami a jaguarami i dlaczego z mrówkojadów tacy samotnicy, żyjący z dala od lasu.
Całkiem nieźle :).

Przebiegły jak… mrówkojad?

Pierwotni Amerykanie z Chaco traktowali go dużo lepiej, niż niewdzięczne i zawistne zwierzęta. Dla Indian Guarani i Tobas polowanie na niego było związane ze skomplikowanym rytuałem. Wierzono bowiem, że zjedzenie mrówkojada daje nadzwyczajną siłę i przebiegłość (w argentyńskich bajkach dla dzieci mrówkojad jest bowiem uosobieniem siły, sprytu i rozumu, trochę jak nasz lis!). Nie można więc było na niego polować dla kaprysu. Indianie Toba wierzyli natomiast w Matkę Mrówkojadów, Nowét, która żyła pod ziemią i pożerała ludzi zabijających bez potrzeby jej kuzynów.
Zapolować można było jedynie wtedy, gdy siły i spryt zaczynały szwankować. Wtedy trzeba było odprawić najpierw skomplikowany ceremoniał, by zawiadomić i poprosić o pozwolenie Matkę Mrówkojadów.

Z kolei wśród Indian Tenetehara zakaz pokarmowy podczas ciąży obejmował przede wszystkim ojca przyszłego dziecka, który musiał powstrzymywać się od spożycia mięsa jaguara, mrówkojada i niektórych ptaków, ponieważ duchy tychże zwierząt mogły zaszkodzić normalnemu rozwojowi płodu w łonie matki.

Mrówkojad gromowładny!

Tymczasem dla Indian Wichis mrówkojad był tematem tabu, albowiem ich bóg-piorun, Kassóngra, przybierał właśnie jego postać. Bóg ten był też mistrzem i protektorem czarowników Wichis. Gdy grzmiało, mówiono, że to Kassóngra złości się i ryczy (słusznie z czymś, a raczej z kimś, nam się to kojarzy!). Co ciekawe, burza była okazją do sprawdzenia się dla śmiałków – najodważniejsi, a zarazem najbardziej żądni wiedzy, władzy i awansu w społecznej hierarchii, szli podczas takiej burzy w busz, istniała bowiem szansa, że bóg-piorun wpadnie w tarapaty i ugrzęźnie w gęstwinie, a jeśli komuś by się udało uwolnić uwięzionego w krzakach Kassóngre, spotkałoby go wówczas wielkie szczęście, bo bóg-mrówkojad z wdzięczności uczyłby go wiedzy tajemnej i zdradził mu wielkie sekrety.
Awans murowany!

Na początku był… mrówkojad!

Indianie Guaranie mieli do mrówkojada stosunek specjalny i uczuciowy. Nie był on dla nich pożywieniem – był przyjacielem, co więcej – odgrywa on kluczową rolę w ich micie genezyjskim (czyli micie o stworzeniu świata).
Kiedyś, w zaraniu dziejów, świat nawiedziła okrutna powódź, coś jak biblijny potop. Przeżyli go tylko najsprytniejsi i najmądrzejsi, ci, co wdrapali się na najwyższe drzewa w dżungli. Kiedy w końcu woda opadła i Guaranie zeszli z drzew, zobaczyli, że cały świat zwierzęcy się potopił! Świat stworzony przez Najwyższego i Stworzyciela – Tupá Nanderu Mbae Kuaa – był pusty. Postanowili więc Guaranie nie zasmucać swojego stwórcy i zrobić mu niespodziankę: ulepić z błota i gliny wszystkie zwierzęta, które w swoim czasie wielki Mbae stworzył. Lepili je nocą, żeby nie zdradzić się z niespodzianką. Pracowali więc w pocie czoła i kończyli właśnie tułów mrówkojada, gdy zaczęło świtać. Niewiele myśląc, okrutnie pospieszani Indianie wetknęli mrówkojadowi patyk w łeb i…  zrobiło się jasno. A w słońcu dojrzał wielki Mbae Kuaa, jaką mu niespodziankę zrobił jego ukochany lud! W mgnieniu oka zrozumiał – wszak imię jego znaczy „Ten Co Wie Wszystko” – i rozczulony nad wyraz tchnął życie we wszystkie figurki hurtem – w tym i w mrówkojada! Jak więc widać, niezwykły kształt mrówkojada to nic innego jak pochodna pośpiechu i braku czasu!
Potem Nanderu mianował drogich Guaranów „narodem wybranym”, a naszemu bohaterowi dał nowe imię: yurumí, czyli w tłumaczeniu… Długi Ryj.
Co ciekawe, ów mrówkojad z mitu różnił się – i to dość mocno – od mrówkojada, jakiego znamy dzisiaj. T a m t e n mrówkojad wyglądał normalnie i miał normalne imię, jak na normalne zwierzę przystało. Wychodzi więc na to, że tak naprawdę mrówkojad jest dziełem ludzi i pośpiechu! Od tego czasu mrówkojad nigdy nie był częścią menú Indian Guaranów – woleli, żeby im wyjadał mrówki…

Tańczący mrówkojad

Podobny motyw pojawia się w mitach Indian Kaingang. Według nich mrówkojada stworzył Kayuruke, ale robił go w pośpiechu i dlatego nie dał mu zębów, a zamiast języka wetknął mu naprędce w pysk patyk.
Indianie Kaingang z Brazylii opowiadają, że w dawnych czasach nie znali oni ani pieśni, ani tańca. Pewnego razu Kayurukre, ich heros kulturowy, idąc na polowanie, spostrzegł dwie gałęzie tańczące pod drzewem. Jedna z nich miała na czubku dynię, która w rytm melodii śpiewanej przez niewidzialną istotę wydawała grzechotliwe dźwięki. Towarzysze Kayurukre wzięli te gałęzie jako pałeczki do wystukiwania rytmu tanecznego, a on sam zatrzymał sobie dynię jako grzechotkę i tańczyli wszyscy przy dźwiękach tych instrumentów. Kilka dni później Kayurukre spotkał wielkiego mrówkojada, który stał wyprostowany na tylnych łapach i śpiewał. Śpiewał tę samą melodię, którą Kayurukre słyszał, kiedy patrzał na tańczące gałęzie. Wtedy zrozumiał, że owymi tajemniczym śpiewakiem był wielki mrówkojad. Mrówkojad zażądał zwrotu swoich gałęzi i zaczął z nimi tańczyć. Przepowiedział on Kayurukre, że jego żona urodzi mu chłopca.

Stać się mrówkojadem…

W innym podaniu Indian Cashinawa jest mowa o pewnej wdowie o długich włosach, która przemieniła się w mrówkojada.
Oto pewnego razu starsza kobieta poszła na górę, niosąc kij w ręku i Chiripa (rodzaj koca noszonego jako spodnie) związane w pasie. Staruszka zgubiła się w lesie i nie znalazła sposobu na powrót do domu. Wraz z upływem dni zaczęła zmieniać się w… mrówkojada! Kij zmienił się w nos, a  Chiripa w ogon!

Jak widać, południowoamerykańscy Indianie żyli kiedyś w zgodzie, w atmosferze przyjaźni i wzajemnego zrozumienia z mrówkojadami. Wszystko zmieniło się, gdy z Europy przybyli biali ludzie, którzy w kilkaset lat doprowadzili do niemal całkowitej zagłady gatunku. Na nic było kulturowe tabu wokół mrówkojadów i ich mityczna rola – mrówkojady wybijano bez litości, i bez powodów.
Na szczęście trochę mrówkojadów jeszcze na terenie Ameryki Łacińskiej zostało, a w wierzeniach prymitywnych ludów nadal zajmują ważne miejsce, ciesząc się należytym szacunkiem.
Możemy tylko żałować, że znane nam mitologie Starego Świata nie znały mrówkojadów – o ileż ciekawsze byłyby np. mity greckie, gdyby od czasu do czasu pojawiał się w nich niezwykły, długonosy zwierz z puszystym ogonem i zamiłowaniem do mrówek…

Alfabet Mrówkojada – Ł jak Ławka

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu tropiliśmy literackie ślady mrówkojadów, dziś zaś przypomnimy pewien bardzo ciekawy przykład małej architektury ogrodowej, której głównym bohaterem jest – jakżeby inaczej – mrówkojad.
A jest nią – naszym zdaniem – najciekawsza w Polsce…

Ł – ŁAWKA

Ławka z dwoma wyrzeźbionymi mrówkojadami znajduje się w opolskim zoo, kilkanaście metrów od wybiegu mrówkojadów.
Autorem ławki z mrówkojadami jest Pan Marek Broniszewski, z wykształcenia zootechnik, pracujący w opolskim zoo od 1983 roku. Pasją Marka Broniszewskiego jest rzeźbienie w drewnie, stąd nikogo dziwić nie powinno, że oprócz ławki z mrówkojadami na terenie opolskiego zoo można znaleźć jeszcze ponad 20 innych ławek z motywami zwierzęcymi – ich dość obszerną listę z fotografiami możecie znaleźć tutaj.

Mrówkojady – podobnie jak i inne zwierzęce ławki – wyrzeźbione są w dębowych ławach i charakteryzują się niezwykłym bogactwem szczegółów i dokładnym odwzorowaniem modelu – co ciekawe, gdy mrówkojadzia ławka powstawała, mrówkojadów w opolskim zoo jeszcze nie było, miała więc ona charakter życzeniowy!

Wszelkiego rodzaju rzeźb i pomników z mrówkojadami w roli głównej udało nam się na świecie odszukać całkiem sporo (pisaliśmy o nich tutaj), jednak opolska ława jest prawdopodobnie jedyną mrówkojadzią ławką na świecie.
Do czasu, aż sami zrobimy podobną :).

Ławka z mrówkojadami w opolskim zoo - stan na 02. 05. 2011

Alfabet Mrówkojada – L jak Literatura

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu tropiliśmy filmowe ślady mrówkojadów, których niestety nie było zbyt wiele. Dzisiaj postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się ich karierze literackiej i okazuje się, że ich rola w światowej literaturze jest niewiele większa, niż w kinematografii.
Powstała lista pozycji literackich jest więc bardzo krótka, bo mrówkojad z niewiadomych dla nas powodów to dość niewdzięczny temat.
Dlaczego? Do tej pory nie udało nam się znaleźć odpowiedzi, na szczęście udało nam się znaleźć choć kilka tytułów, w których mrówkojady się pojawiają.
Oto i one:

L – LITERATURA

Adam Mrówkojadowicz - wieszcz poezji mrówkojadziej

Kariera literacka mrówkojadów jest niestety bardzo krótka i mało efektowna – powieści, w których choćby na moment pojawiały się mrówkojady olbrzymie, właściwie nie ma, do tej pory nie pojawił się także choćby jeden utwór dramatyczny, w której moglibyśmy nawet na drugim planie zobaczyć zwierzaka z długaśnym ogonem i równie długaśnym jęzorem, choć doczekaliśmy się już mnóstwa tekstów o lwach, kangurach i słoniach…

A w krainie mrówkojadów to co?

Z tego, co udało nam się do tej pory odszukać, wybraliśmy osiem tytułów tekstów literackich, w których pojawia się mrówkojad olbrzymi. Niestety, w żadnym przypadku nie są teksty ze ścisłego kanonu literackiego, pamiętajmy jednak, że w Europie mrówkojad znany jest dopiero od niedawna, trudno więc, by pisali o nim Homer, Szekspir czy Dante.

"Gniew Esakdo opiewaj..."? Dlaczego nie!

Ale tak marginalna rola mrówkojadów w literaturze współczesnej może już nieco dziwić – chyba, że czegoś nie wiemy i mrówkojady „zaludniają” np. prozę iberoamerykańską…
No cóż, ograniczają nas nasze własne możliwości poznawcze – z literatury iberoamerykańskiej znamy tylko kilkadziesiąt pozycji i nigdzie mrówkojada nie było, znamy za to całkiem nieźle literaturę polską i tu z całą pewnością możemy stwierdzić, że mrówkojad… praktycznie nie istnieje.
Zresztą, zobaczcie sami…

8 tekstów literackich z mrówkojadem w roli przynajmniej epizodycznej!

1. Konstanty Ildefons Gałczyński, Ballada o mrówkojadzie.

Klasyczny już wiersz Gałczyńskiego, napisany w 1946 roku, określany jest jako „wiersz krakowski”, tam bowiem został napisany. „Ballada…” to właściwie jedyny „profesjonalny” utwór literacki poświęcony mrówkojadom, choć nawet pobieżna analiza literacka tekstu Gałczyńskiego sugeruje, że tak naprawdę nie o mrówkojada tu chodzi…

„Ballada…” to tekst groteskowy i surrealistyczny – a takich tekstów w polskiej literaturze wciąż jest mało, stąd też być może pewne trudności z umiejscowieniem i odczytaniem tej bardzo dziwnej ballady z długonosym stworem w roli głównej. Najłatwiej chyba „Balladę…” potraktować jako literacki żart, z których Gałczyński zresztą słynął, można ją jednak odczytać też jako metaforę losu samego poety, który wrócił z emigracji do Polski.
Jego los był wówczas ciężki, podobnie jak owego mrówkojada, który:

Żył – był pewien mrówkojad,
raz dojadł, raz nie dojadł,

gdy chory, to się leczył,
żarł mrówki – siłą rzeczy,

słowem, żył, jak wypada
żyć życiem mrówkojada.

Mrówkojadem jest więc sam poeta, a sam wiersz – grą zarówno z rzeczywistością, jak i literacką konwencją. Mrówkojad zaś tylko figurą literacką, którą poeta posłużył się w tekście – bo dziwny, bo obcy, bo nietypowy…
Chyba nie o to nam do końca chodziło…

(Zainteresowanych pełną analizą literacką „Ballady” odsyłamy tutaj, a pełen tekst wiersza znajdziecie tutaj)

2. Paul Dowling, The Hungry Anteater

Angielska książeczka (ledwie 32 strony) dla dzieci wydana w 1993 roku.
Jej bohaterem jest pewien bardzo głodny mrówkojad, który bezskutecznie poszukuje mrówek. Rozmawia z przypadkowo spotkanymi osobnikami, których prosi o pomoc w znalezieniu mrówek, niestety, każda z napotkanych postaci je, wszystko, tylko nie mrówki – taśmy klejące, parasole…
Wreszcie spotyka kogoś, kto zaprasza go na kolację i oferuje wielki talerz pełen mrówek, niestety na naszego mocno już wygłodniałego bohatera czeka makabryczna niespodzianka…
Książeczki niestety jeszcze nie dane było nam przeczytać (nie została jak dotąd wydana po polsku, a oryginalnego wydania jeszcze nie zdobyliśmy), ale przyznacie – fabuła jest mocno intrygująca.

3. Bernard Waber, An Anteater Named Arthur

Kolejna anglojęzyczna książeczka dla dzieci (tym razem nieco dłuższa, bo licząca 48 stron), napisana w 1967 roku przez popularnego amerykańskiego pisarza książek dla dzieci, których bohaterami są zachowujące się jak ludzie zwierzęta, Bernarda Wabera.
Głównym bohaterem jest niejaki Arthur – mrówkojad, który właściwie niczym nie różni się od zwykłego dziecka. Narratorem opowieści jest mama Arthura, która opowiada o swoim synku – z jej słów wyłania się bardzo ciekawy obraz tytułowego bohatera, który – choć jest niezłym nicponiem – w gruncie rzeczy jest bardzo sympatycznym i rezolutnym dzieckiem.

4. Dawn Bentley, The Icky Sticky Anteater

Kolejna anglojęzyczna książeczka (zaledwie 18 stron) dla dzieci napisana w 2000 roku przez amerykańską pisarkę książek dla dzieci, Dawn Bentley z fantastycznymi ilustracjami Carly Castillon.
Opowiada o przygodach pewnego małego mrówkojada, który ma całkiem spore problemy ze zdobyciem pożywienia…
Świetne ilustracje i rewelacyjne rymy, zresztą… posłuchajcie sami!

5. Betty Webb, The Anteater of Death

Po serii książeczek dla dzieci czas na poważną powieść dla dorosłych – tym razem mamy całkiem spory (270 stron) kryminał, napisany w 2008 roku przez popularną amerykańską dziennikarkę, Betty Webb, która od jakiegoś czasu para się pisaniem kryminałów właśnie. Jednym z nich jest „Anteater of Death”, którego głównym bohaterem jest sympatyczna opiekunka zwierząt z kalifornijskiego zoo w Gunn Landing,  Teddy Bentley, która rozwiązuje zagadki kryminalne…
Brzmi nieźle, prawda?
W książce sporo jest ciekawostek o kulisach pracy w zoo no i przede wszystkim mamy prawdziwego mrówkojada – akcja książki zaczyna się bowiem w momencie, gdy w zagrodzie Lucy zostają znalezione zwłoki pewnej bardzo ważnej osoby. Wszyscy myślą, że zabójcą jest Lucy właśnie – jedyną osobą, która nie wierzy w jej winę, jest Teddy, która za wszelką ceną będzie chciała znaleźć mordercę, aby nie dopuścić do oskarżenia Lucy.
Jak się już pewnie domyślacie, Lucy jest… mrówkojadem :).
Jak historia się skończy, nie zdradzamy – możemy za to zdradzić, że w 2010 roku wyszła kolejna część przygód samozwańczego detektywa z zoo, pod tytułem „Koala of Death”
Szkoda tylko, że żadna z tych książek nie doczekała się jeszcze polskiego wydania – my się na tłumaczenie niestety nie zdobędziemy…

6. Eric Linklater, Wiatr z księżyca (The Wind On The Moon)

Klasyczna angielska powieść dla dzieci i młodzieży autorstwa Erica Linklatera, napisana w 1944 roku, a po polsku wydana po raz pierwszy w 1960 (nasze – mocno już sfatygowane -wydanie pochodzi z 1965 roku).
Bohaterkami książki są Dora i Flora – dwie dość nieznośne małe dziewczynki, które za sprawą magii zamieniają się w… kangury! Intrygujące? Pewnie!
Nas najbardziej interesuje jednak pewna scena, rozgrywająca się w zoo, do którego trafiają Dora i Flora (oczywiście pod postacią kangurów!). Oto mieszkańcy zoo debatują, czy niejaki Buras – niedźwiedź – jest złodziejem strusich jaj, czy też nie jest.
Głos w sprawie zabiera też… a zresztą, sami przeczytajcie:

Prawie każdy był przekonany, że bury niedźwiedź jest poszukiwanym przestępcą, a mrówkojad, pelikan i pawian powtarzali w kółko, że od samego początku uważali Burasa za złodzieja strusich jaj.
– Byłem tego najzupełniej pewny – rzekł Pelikan.
– Gdyby mnie zapytano o zdanie – dodał mrówkojad – rzekłbym bez wahania, że to on. Ale nikt mnie się o nic nigdy nie pyta.
– Ani mnie – rzekł pawian.
– Ani mnie – powiedział pelikan.
– A można było uniknąć wszystkich tych niepotrzebnych zmartwień i kłopotów – stwierdził mrówkojad.

I tyle – epizod, ale smakowity, przyznacie :).

7. Michał Rusinek, Mrówkojad

M jak Mrówkojad (rys. Joanna Rusinek, ilustracja pochodzi z książki "Limeryki" Michała Rusinka)

Limeryk o mrówkojadzie pochodzi z książki Michała Rusinka – pisarza i sekretarza Wisławy Szymborskiej – p.t. „Limeryki”, wydanej w 2006 roku.
Tekst to – jak na limeryk przystało – bardzo krótki, dlatego też publikujemy go w całości:

Pewien mrówkojad z Marcówki
zjadł na śniadanie dwie mrówki.
Trzecia mu zwiała pod taras.
Gdy ją dogonił to zaraz
zrobił jej gorzkie wymówki.

Więcej o Michale Rusinku i jego mrówkojadzim limeryku możecie przeczytać tutaj i tutaj.

8. Przemysław Wechterowicz i Aleksandra Woldańska, Mrówka wychodzi za mąż

Nasz osobisty faworyt – najlepsza jak dotąd literacka wizja mrówkojada, która całkowicie podbiła nasze serca :).
Rewelacyjne rysunki, fantastyczny humor no i mrówkojad w roli może i drugoplanowej, ale za to niezwykle istotnej – po szczegóły odsyłamy do naszej recenzji.

Mrówkojad-hydraulik? Dlaczego nie!

A na koniec odsyłamy do szczególnej pozycji literackiej, w której mrówkojad odgrywa wreszcie rolę absolutnie pierwszoplanową, czyli do… Antologii poezji mrówkojadziej! :).

Dzieło, z którego jesteśmy najbardziej dumni, bo też i pracy nad nim było sporo…
Pierwszy w historii polskiej literatury tom poezji poświęconej li tylko mrówkojadom – co ważne, antologia ta cały czas jest powiększana o nowe teksty i nie jest jeszcze dziełem skończonym.
Jak dotąd zaprezentowaliśmy Wam dwie części, zawierające 20 tekstów (możecie je przeczytać tutaj i tutaj).
Czy i kiedy antologia trafi na rynek – tego nie wiemy :) . Dopóki jednak czuwa nad nami wieszcz mrówkojadziej poezji, Adam Mrówkojadowicz, możemy być spokojni… :) .

To tyle na razie w tym temacie – jeśli w jakimkolwiek tekście literackim natraficie na jakiekolwiek mrówkojadzie ślady – koniecznie dajcie nam znać!

Alfabet Mrówkojada – K jak Kariera filmowa

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada, w której po długich poszukiwaniach udało nam się zebrać (krótką, niestety) listę filmów fabularnych i seriali, w których pojawiają się nasze ukochane stwory – mrówkojady olbrzymie.
Lista bardzo krótka, bo jak się okazuje, mrówkojad to dla kina, z niewiadomych dla nas powodów, dość niewdzięczny temat.
Dlaczego? Do tej pory nie udało nam się znaleźć odpowiedzi, na szczęście udało nam się znaleźć choć kilka tytułów, w których mrówkojady się pojawiają.
Oto i one:

K – KARIERA FILMOWA

Felice rusza na podbój Hollywood!

Kariera filmowa mrówkojadów jest niestety bardzo krótka i mało efektowna – filmów fabularnych, w których choćby na moment pojawiały się mrówkojady olbrzymie właściwie nie ma, do tej pory nie pojawiła się także choćby jedna animacja, w której moglibyśmy nawet na drugim planie zobaczyć zwierzaka z długaśnym ogonem i równie długaśnym jęzorem, choć doczekaliśmy się już tuzina filmów o pingwinach, kilkudziesięciu o wężach i co najmniej kilku z pandą wielką w roli często pierwszoplanowej.

A mrówkojady? A mrówkojady nic, no, prawie nic. Czyżby powodem był dość znaczący fakt, że do tej pory niewiele było animacji, których akcja rozgrywałaby się w Ameryce Południowej, bo jakoś zawsze wdzięczniejszym tematem była Afryka? A może mrówkojad jest zbyt mało popularny? Ale czy przed Królem Lwem popularne były surykatki? Raczej nie, a teraz „Timony” należą do ulubionych zwierzaków osób odwiedzających ogrody zoologiczne i nawet ignorant w kwestiach zoologicznych wie, co to surykatka.
Albo przynajmniej Timon :).

Mrówkojad tańczący hula? Czemu nie!

Ignoruje mrówkojady także kino fabularne – nawet horrory, choć mrówkojad jest zwierzęciem, które idealnie nadawałoby się na występ w animal monster movie dzięki wybitnie horrorowym „warunkom fizycznym”.
Ale i tu nic…

"Mrówkojad z ulicy Wiązów"

Także poważniejsze kino jakoś niechętnie sięga po mrówkojada, jakby bało się tego niezwykłego stworzenia, a twórcy filmowi nie bardzo wiedzieli, co począć ze zwierzakiem, który wygląda jak nic innego na świecie.
Choć to akurat powinien być argument przemawiający ZA obecnością naszego bohatera w przynajmniej kilku produkcjach filmowych.
A tu znowu nic.

A może by tak "Mrówkojad chrzestny"?

Może chociaż filmy, których akcja rozgrywa się w ogrodach zoologicznych – tam bowiem mrówkojady są coraz częstszymi gośćmi, także w USA. Nic z tego, tu również mrówkojadów jak na lekarstwo, a jeśli nawet się pojawiają, to tylko jako element tła, żywa scenografia – a nas interesuje bardziej zaawansowany stopień „roli filmowej”, niż tylko mignięcie przez ułamek sekundy na ekranie.
Będzie zatem ciężko!

Nadzieją okazują się być seriale – tu zarówno na polu fabuły aktorskiej jak i animacji udaje nam się znaleźć wreszcie coś sensownego, choć, jak na ironię, najpopularniejszą w Polsce produkcją „filmopodobną”, w tytule której pojawia się hasło mrówkojad, jest… serial animowany Mrówka i Mrówkojad, którego bohaterem jest tak naprawdę – a jak! – mrównik!

Ale co tam, kto by się tym przejmował, poza tym nie tylko Polacy błędnie przetłumaczyli tytuł oryginału (to samo zrobili np. Niemcy, w dodatku zmieniając jeszcze płeć głównego bohatera…).

TOP 6 filmów z mrówkojadem w roli przynajmniej epizodycznej!

Z tego, co udało nam się do tej pory odszukać, wybraliśmy sześć tytułów filmów lub seriali, w których możemy zobaczyć mrówkojada olbrzymiego. Niestety, w żadnym przypadku nie są to filmy z najwyższej półki, a jeśli nawet, to mrówkojad odgrywa w nich rolę epizodyczną i co najmniej dyskusyjną… (pozycja nr 5).
No ale, lepsze to, niż nic…

6. Happy Tree Friends

"Happy Tree Friends"

To seria niezwykle brutalnych filmów animowanych opowiadająca o grupie zwierząt mieszkających w lesie, którym zawsze przytrafia się coś złego.
Serial jest przeznaczony dla osób powyżej 18 roku życia ze względu na wyjątkowe okrucieństwo, jakie niemal w każdym odcinku spotyka któregoś z 21 bohaterów.
Nie jesteśmy fanami takiego „humoru” i pewnie o „HTF” nigdy byśmy nie wspomnieli, gdyby nie fakt, że jednym z bohaterów jest mrówkojad właśnie – Sniffles – niebieski mrówkojad wielki, którego znakiem rozpoznawczym są
okulary.

`

Sniffles - niebieski mrówkojad w okularach

Sniffles – jak na mrówkojada przystało – sporo czasu poświęca na polowanie na mrówki, jednak przeważnie to on staje się ich ofiarą – i to w bardzo brutalny sposób…
Serii zdecydowanie nie polecamy, ale z mrówkojadziego obowiązku musimy o niej wspomnieć…

5. Król Lew (1994)

"Król Lew"

Tak, wiemy, pewnie tak samo jak wszyscy zastanawiacie się, co w naszym zestawieniu robi Król Lew – jedna z najsłynniejszych animacji Disneya, która szturmem wzięła kina w 1994 roku i do dziś uchodzi za jedno z najlepszych dokonań na polu animacji. Jednak to nie nasza sympatia dla tego filmu, sentymenty z dzieciństwa i trochę łez wylanych w kinie sprawiły, że film ten trafił do naszego zestawienia.
Jak się pewnie domyślacie, trafił, bo występują w nim mrówkojady! Tak, to nie pomyłka! Owszem, akcja Króla Lwa, jak na film o lwach przystało, rozgrywa się w Afryce, a nasze kochane mrówkojady – jak na mrówkojady przystało – żyją w Ameryce Południowej, nie ma jednak wątpliwości, że w Królu Lwie możemy mrówkojady olbrzymie zobaczyć – w dodatku nie jednego, i nie w jednej scenie.
Zobaczcie zresztą sami:

Powyższy fragment filmu, w którym możemy usłyszeć jedną z najlepszych piosenek w filmie – „I just can’t wait to be king” – to jedyna niestety część filmu, w której pojawiają się mrówkojady. Całą ich grupę możemy zobaczyć w dwóch ujęciach, gdy tworzą piętrzącą się piramidę złożoną z różnych zwierząt, na szczycie której znajdują się Simba i Nala.
Kto nie zauważył, podpowiadamy – to fragment z 03.04 minuty nagrania:

"Król Lew" i mrówkojady? Nie ma wątpliwości!

i z 03.15:

To musiało boleć! (screen z filmu "Król Lew")

Co w takim razie w Królu Lwie robią mrówkojady? Nie, żeby nas ten fakt nie cieszył, bo to jeden z naszych ulubionych filmów z dzieciństwa i zawsze miło, gdy natrafimy gdzieś na mrówkojadzi trop, coś tu jednak chyba nie gra?
Zresztą, nie tylko my zwróciliśmy na to uwagę, choć musiały minąć lata od czasu, gdy zobaczyliśmy Króla Lwa w kinie po raz pierwszy do chwili, gdy wypatrzyliśmy tam mrówkojady, których być tam jednak nie powinno :).

Mrówkojad w "Królu Lwie" - przypadkowy błąd czy celowe działanie?

Skąd zatem ten błąd? Wszak twórcy filmu od samego początku chwalili się, że niezwykle drobiazgowo przygotowywali się do filmu, ekipa filmowa zanim rozpoczęła prace nad tworzeniem postaci została wysłana do Afryki, żeby na żywo zobaczyć wszystkie zwierzęta, a rysownicy tworzyli animowane zwierzęta wzorując się na prawdziwych:

A jednak przytrafił się taki mrówkojad – pomyłka i zwykły błąd filmowców, czy celowe działanie twórców? Być może chodziło o mrówniki, a przez czyjeś niedbalstwo wyszły mrówkojady?
Trudno powiedzieć – pewnie nawet nie ma sensu nad tym dywagować, większość widzów i tak pewnie nie zauważyła obecności mrówkojadów, a nawet jeśli, nie zdawała sobie sprawy, że być ich tam nie powinno. Poza tym to „tylko” film animowany, w którym logika zoologiczna jest raczej drugoplanową kwestią.
Jakkolwiek jest to wpadka twórców filmu, która może nieco dziwić, nas jednak trochę ona cieszy – bo czy inaczej Król Lew w ogóle załapałby się do naszego zestawienia?

4. Pampalini łowca zwierząt (1975-1980)

Pampalini - łowca zwierząt

Pampalini to tytułowy bohater polskiego serialu animowanego dla dzieci. W latach 1975-1980 powstało 13 kilkuminutowych odcinków. Opowiadały one o Pampalinim, myśliwym, który wyłapywał zwierzęta na handel. Wątpliwa błyskotliwość Pampaliniego sprawiała jednak, że wszystkie jego działania kończyły się porażką…
Bohaterem każdego odcinka, oprócz Pampaliniego, był zwierzak, na którego ten zamierzał zapolować – i tak w dwunastym, przedostatnim odcinku serii, natrafiamy na mrówkojada!

Pampalini i mrówkojad

Co tam będziemy mówić – zobaczcie sami!
(uwaga – polskiej wersji językowej niestety nie udało nam się znaleźć)

Mrówkojad – choć trochę nie w kolor – jest tu naprawdę fantastyczny :).

3.Tarzan’s Revenge (1938)

Plakat do filmu "Tarzan's Revenge"

Kolejna filmowa wariacja na temat przygód Tarzana – tym razem pochodząca z 1938 roku, z Glennem Morrisem – złotym medalistą olimpijskim w dziesięcioboju z 1936 w roli tytułowej. Zamiast Jane w filmie pojawia się Eleanor, którą z kolei zagrała gwiazda pływania, Eleanor Holm. Film był niezależną produkcją, która przez wielu nawet nie jest włączana do cyklu filmów o Tarzanie.
Co więcej, film poniósł całkowitą klęskę i został zmiażdżony przez krytyków, zarzucających twórcom absurdalną fabułę i tragiczne aktorstwo, zwłaszcza pierwszoplanowego aktora.
My film widzieliśmy i nie bylibyśmy aż tak surowi w ocenach :).

W czym jednak rzecz – otóż na ekranie oprócz Eleanor i Tarzana (co ciekawe, w żadnym innym filmie o Tarzanie tytułowy bohater nie pojawia się tak rzadko, jak w tym filmie właśnie!), możemy zobaczyć dziesiątki zwierząt – a że akcja filmu w całości rozgrywa się w Afryce, na ekranie widzimy słonie, lwy, zebry i tak dalej.
Ale, ale – widzimy też słonie indyjskie i całą masę innych zwierząt, których w Afryce zobaczyć nie powinniśmy.
Pojawia się także ON – mrówkojad olbrzymi – w całej okazałości! Na kilka sekund możemy go zobaczyć, jak wychodzi z… dżungli. Na plus możemy policzyć, że to najprawdziwszy mrówkojad olbrzymi, pytanie tylko – co on tam robi???
Kto nie wierzy – niech sam zobaczy: film można w całości zobaczyć TUTAJ (mrówkojad pojawia się 49.50 minucie filmu).
A to dowód dla tych, którym nie chce się oglądać (choć polecamy – jako ciekawostkę – całość:)).

Kolejny mrówkojad w Afryce - tym razem w filmie o Tarzanie

2. SzpitalKrólestwo” (1994)

Plakat do serialu "Szpital Królestwo"

Szpital „Królestwo” to amerykański serial z 1994 roku – remake słynnego miniserialu Królestwo, którego autorem jest Lars von Trier. Za amerykańską wersję odpowiada m.in. Craig R. Baxley (reżyser) i Stephen King (współscenarzysta).
O ile jesteśmy wielkimi fanami oryginału, o tyle amerykańska wersja jakoś nas nie przekonała i dość szybko zarzuciliśmy jej oglądanie, choć to w amerykańskiej wersji pojawia się… mrówkojad!

Mrówkojad ze "Szpitala Królestwo"

No, powiedzmy, że jest to mrówkojad :).
W Szpitalu „Królestwo” to postać bardzo tajemnicza – ma na imię Antubis i jest czymś w rodzaju mrówkojada z zaświatów, który pomaga jednej z bohaterek. Więcej nie zdradzamy, a małą próbkę tego, jak wygląda – i mówi! – ów mrówkojad możecie zobaczyć poniżej:

A trochę więcej (tyle, że z dodaną ścieżką dźwiękową) – tutaj:

Przyznacie – prawie, jak mrówkojad :).

1. Lemur zwany Rollo

Lemur zwany Rollo to przezabawna komedia, która powinna spodobać się każdemu miłośnikowi zwierząt i wszystkim, którzy interesują się ogrodami zoologicznymi, bowiem akcja prawie całego filmu rozgrywa się w zoo!
Obok dawnych Pythonów – Johna Cleese’a i Michaela Palina, przez ekran przewijają się dziesiątki zwierząt, w tym – a jakże – najprawdziwszy mrówkojad olbrzymi!
(niestety, nie udało nam się nigdzie znaleźć sceny z mrówkojadem)
Scena z jego udziałem nie jest może zbyt długa, ale przynajmniej mamy tu prawdziwego mrówkojada, który pojawia się w jak najbardziej sensownej scenerii, w dodatku cały film porusza tematy zoologiczne i pod tym kątem jest zdecydowanie najlepszy w naszym zestawieniu.
A że mrówkojada tak mało – co zrobić, wypada tylko czekać na to, aż ktoś z Pixara wpadnie wreszcie na to, że nasz drogi mrówkojad byłby wcale nie gorszym bohaterem przebojowej animacji niż panda, błazenek czy lew…

To tyle na razie w tym temacie – jeśli w jakimkolwiek filmie fabularnym lub serialu natraficie na jakiekolwiek mrówkojadzie ślady – koniecznie dajcie nam znać!

Alfabet Mrówkojada – I jak inochód.

I – INOCHÓD

Inochód konia

Inochód konia

Najprościej mówiąc, inochód (zwany też kroczem lub skroczem) to naturalny sposób poruszania się niektórych ssaków, polegający na unoszeniu jednocześnie obu kończyn z jednej strony ciała, np. lewej przedniej i lewej tylnej, a następnie prawej przedniej i prawej tylnej.
Gdy mówimy o inochodzie, na myśl przychodzą nam przede wszystkim konie i psy, u których bywa, że taki sposób poruszania się jest uznawany za coś niepożądanego. Wśród gatunków dziko żyjących możemy go obserwować m.in. u wielbłądów, żyraf i zwierząt drapieżnych, takich jak wilk grzywiasty.
Gdy jednak przyjrzeć się bliżej temu, jak na wybiegu porusza się Guapa, samica mrówkojada olbrzymiego z poznańskiego Nowego Zoo, nie ma wątpliwości, że i mrówkojady należą do zwierząt „inochodzących”:

Nieco lepiej widać to na poniższym fragmencie filmu Amazońskie szpony:

Podczas poruszania się mrówkojady bez przerwy węszą trzymając nos blisko ziemi. Przy każdym kroku ostre pazury chowają automatycznie pomiędzy opuszkami palców, zapobiegając w ten sposób ich tępieniu się. W stosunku do masy ciała, chód mrówkojada jest relatywnie powolny. Majestatycznie przemierzają teren szurając łapami, jednak jeśli chcą mogą nagle zmienić tempo poruszania się poprzez powolny stęp, aż do ociężałego cwału.
Do tego jednak wrócimy w jednym z kolejnych odcinków Alfabetu, w którym sprawdzimy, jak szybko potrafią „ociężale cwałować”… :).

Pierwsze urodziny Felice! Dokładnie rok temu w poznańskim Nowym Zoo urodził się mały mrówkojad!

Urodził się mrówkojad! – wiadomość o takiej treści zelektryzowała całą naszą dwuosobową redakcję dokładnie rok temu, choć musieliśmy czekać równo miesiąc, żeby móc się z nią ze wszystkim podzielić.
Dziś Felice – bo takie imię nosi urodzona wówczas samiczka mrówkojada olbrzymiego – obchodzi swoje pierwsze urodziny!

Felice w całej okazałości

Felice w całej okazałości

Felice, urodzona 28 września 2009 roku, jest pierwszym mrówkojadem olbrzymim urodzonym w historii poznańskiego zoo. Rodzicami małej Felice są Eskado i Guapa, dla których jest ona pierwszym potomstwem. Mimo, to Guapa wywiązała się z roli matki bardzo dobrze.
Gdy nasza mała Felice miała nieco ponad miesiąc, wyglądała tak:

Bardzo mała Felice na grzbiecie swojej mamy, Guapy

Bardzo mała Felice na grzbiecie swojej mamy, Guapy

Przejażdżki na grzbiecie mamy już od samego początku były jednym z jej ulubionych zajęć, które kontynuowała nawet wtedy, gdy mocno już podrosła:

Felice na grzbiecie Guapy

Felice na grzbiecie Guapy

Od kilku jakiegoś czasu jednak przejażdżki się już skończyły – Felice jest już duża i samodzielna, dlatego została oddzielona od swoich rodziców – jest zbyt duża, żeby Guapa mogła ją dalej wozić na grzbiecie, z kolei dla swojego ojca, Eskado, stała się zbyt atrakcyjna…

Felice

Felice

Felice na razie przebywa zatem w oddzielnym pomieszczeniu i nie wychodzi na wybieg zewnętrzny razem z rodzicami.
Jak długo Felice zostanie w poznańskim ZOO dowiemy się niebawem – decyzje w sprawie jej przyszłości jeszcze nie zapadły…

Tak Felice wyglądała równo miesiąc temu

Tak Felice wyglądała równo miesiąc temu

Redakcja Mrówkojada składa swojej „podopiecznej’ najlepsze życzenia urodzinowe, mając równocześnie nadzieję, że dokądkolwiek trafi, będzie się tam świetnie czuć! Póki co jednak cieszymy się jej obecnością w poznańskim Nowym Zoo!

A relację z naszego ostatniego z dzisiejszą jubilatką spotkania – sprzed równo miesiąca – możecie przeczytać tutaj.

Alfabet Mrówkojada – H jak Hagenbeck

H – HAGENBECK CARL

Carl Hagenbeck (fot. wikipedia.commons)

Hagenbeck. Carl Hagenbeck. To w świecie ogrodów zoologicznych postać tyleż legendarna, co wymykająca się jednoznacznym kwalifikacjom i opiniom. Treser, handlarz zwierząt, właściciel cyrku i założyciel ogrodu zoologicznego w Hamburgu.
Urodzony w 1844 roku w Niemczech, na przełomie wieków stworzył podwaliny nowoczesnego myślenia o ogrodach zoologicznych (stworzenie zwierzętom w zoo warunków możliwie zbliżonych do naturalnych), znany był też z wielu kontrowersyjnych pomysłów i działań (krzyżowanie różnych gatunków w celach komercyjnych – tigon, eksponowanie  na wybiegach nie tylko zwierząt, ale także ludzi z danego obszaru, metody pozyskiwania zwierząt z naturalnego środowiska do zoo).

Carl Hagenbeck wśród lwów (fot. wikipedia.commons)

Szczegóły z życia Hagenbecka mogłyby być tematem barwnej i porywającej opowieści – może kiedyś szerzej się tym zajmiemy. Tymczasem zwracamy uwagę na pewien epizod z jego niezwykle ciekawego życiorysu…

Otóż ten syn hamburskiego rybaka urodził się, kiedy podróże odbywano jeszcze dyliżansem, a znajomość zoologii była jeszcze stosunkowo słaba. Ojciec Carla wystawiał za odpowiednią opłatą wszelkie złowione bądź nabyte zwierzęta, w czym ochoczo pomagał mu syn, który szybko wprawia się w fach „łowcy zwierząt”. W 1862 zjawia się z ojcem w Antwerpii na dorocznej aukcji zwierząt (sic!), poznaje wszystkich obecnych tam dyrektorów zoo i dowiaduje się, że w jednym z miasteczek zmarł właściciel wędrownej menażerii – jedzie tam zatem natychmiast, aby zakupić pozostawione zwierzęta. Następnego roku zjawia się w Londynie, przywożąc do zoo…wspaniały okaz mrówkojada.
Warto zauważyć, że mrówkojad w Europie znany jest już od ponad wieku, jednak wiedza o nim jest praktycznie żadna.
Niesamowita jest w tych okolicznościach historia, związana z dostarczeniem przez Hagenbecka owego mrówkojada do londyńskiego zoo. Otóż w zupełnej nieznajomości obyczajów tego zwierzęcia, którego Hagenbeck zobaczył wtedy po raz pierwszy w życiu, zabiera je ze sobą do cabu (rodzaj dorożki), jak zwykłego psa, bez żadnego opakowania czy zabezpieczenia! W drodze z doków do Southampton wystraszony zwierz pokazuje, co umie. Hagenbeck musi stoczyć ciężką walkę z silnym zwierzęciem, które usiłuje dostać go w uścisk swych potężnych pazurów

Mrówkojad kontra jaguar - nie możemy sobie jakoś wyobrazić w tej scenie Hagenbecka zamiast jaguara...A jednak!

Cudem – i mrówkojad, i zwłaszcza Hagenbeck, wychodzą z tej przygody cało – zwierzak trafia w końcu do zoo, a łowca już wie, jak obchodzić się z niektórymi gatunkami. Mrówkojady będzie jeszcze „zdobywał” nie raz, nigdy jednak nie będzie ich dostarczał w ten sposób…

(Więcej podobnych historii można znaleźć w książce „Ogrody zoologiczne – wczoraj, dziś, jutro”, Karola Łukasiewicza. Jej recenzja na Mrówkojadzie już niebawem!).

Alfabet mrówkojada – G jak Guapa

G – GUAPA

Guapa

Guapa – z hiszpańskiego “ładna, piękna”, przyszła na świat cztery lata temu, 27 stycznia 2006 roku w ZOO w Zurychu i jest trzecim pod względem wieku (po Yuri i Eskado) mrówkojadem w polskich ZOO. Do poznańskiego Nowego ZOO przyjechała w październiku 2007, w wieku roku i dziewięciu miesięcy, aby stać się partnerką dla mieszkającego tam już wcześniej, starszego o rok, samca Eskado.
W dwa lata później doczekali się pierwszego potomka – 28 września Guapa została mamą małego mrówkojada!

Guapa - mama mrówkojad z małym na grzbiecie - tak było jesienią...

W związku z tym od jesieni Guapa wraz z młodym przebywa w chatce mrówkojadów i jest niedostępna dla zwiedzających – czasem można ją wypatrzeć na małym wybiegu mrówkojadów obok ich chatki. Niedługo jednak powinna – wraz z małym mrówkojadem – p0jawić się na dużym wybiegu.

Mały mrówkojad na grzbiecie mamy - Nowe ZOO Poznań

Guapa z małym mrówkojadem na plecach - a tak jest teraz.

Guapa, która mamą została po raz pierwszy (a przy okazji także pierwszą mrówkojadzią mamą w historii poznańskiego ZOO), świetnie wywiązuje się ze swoich obowiązków – od razu po porodzie zajęła się swoim dzieckiem i do teraz właściwie ani na chwilę go nie odstępuję – gdy był mały, cały czas miała go na oku, okrywała swoim ogonem niczym kocem, a w razie potrzeby – nawet dzisiaj jeszcze, gdy znacznie już podrósł, zabiera go na przejażdżki.

Guapa z małym mrówkojadem

Przed narodzeniem malucha, Guapa była dosyć nerwowa i zdarzało jej się zaczepiać opiekuna, a także być dosyć “wścibską” wobec innych ludzi – po porodzie jednak znacznie złagodniała, a do tego wyjątkowo się rozleniwiła – najchętniej cały dzień spędzałaby w swoim legowisku, razem ze swoim dzieckiem:).
W przeciwieństwie do Eskado, jest bardzo porządna i nigdy nie siusia do swojego legowiska, nie zdarza jej się także “drapać ścian”, co z kolei bardzo lubi Eskado.
Guapa uwielbia kąpać się w basenie, który ma w swojej chatce i starannie szoruje się przy tym łapami. Przepada także za kąpielami w stawie, który znajduje się obok wybiegu Ameryki Południowej. W przeciwieństwie do Eskado, któremu zdarza się zaczepiać inne zwierzaki, Guapie nigdy się to nie zdarzało.
Guapa jest także trochę większa i ciemniejsza od Eskado i – jak sądzą niektórzy – trochę od niego ładniejsza.

Guapa

Zgadzamy się, choć i tak uważamy, że to właśnie Eskado jest największym ziomem w poznańskim ZOO:).

Guapa

Alfabet mrówkojada – F jak Fakt

F – FAKT

Fakt donosi - mrówkojad w ciąży!

Tak w zeszłym roku prasa donosiła o ciąży poznańskiego mrówkojada olbrzymiego, Guapy. Jak wiemy, mały mrówkojad urodził się 28 września, a obecnie coraz śmielej poczyna sobie na wybiegu, choć nadal uwielbia przejażdżki na grzbiecie swej mamy, Guapy.

FAKT – czyli informacje zawsze rzetelne i sprawdzone.

Oczywiście powyższa okładka „Faktu” to fotomontaż, ale gdyby ów dziennik faktycznie napisał o tym, iż Guapa zaszła w ciążę, to jego okładka mogłaby wyglądać właśnie tak.
„Fakt” to gazeta (dziennik, tabloid), która cieszy się tyleż gigantyczną popularnością wśród czytelników, co słynie z niewiarygodnej niekiedy nierzetelności i podawania całkowicie absurdalnych informacji.
Bywa groźnie i niebezpiecznie, ale także wyjątkowo zabawnie i rozbrajająco.
My w sposób niecny i bezkompromisowy postanowiliśmy użyć owej gazety jako symbolu wszelkich absurdalnych opinii, „faktów” i stwierdzeń, dotyczących – jakże by inaczej – mrówkojadów!

MRÓWKOJADY – FAKTY I MITY

Na początek – jak zawsze – pokażemy Wam, jak wygląda mrówkojad. Tak na wszelki wypadek, żeby nie było wątpliwości, o kim dziś będzie mowa. A że wątpliwości się pojawiają, przekonacie się sami z lektury poniższych „faktów”…

Mrówkojad

Przedstawiamy poniżej 7 najczęściej pojawiających się „faktów” na temat mrówkojadów olbrzymich, które z prawdą mają tyle wspólnego co zahibernowanie Walta Disneya…

7. JĘZYK MRÓWKOJADA MIERZY KILKANAŚCIE/DWADZIEŚCIA/TRZYDZIEŚCI/WSTAW DOWOLNĄ LICZBĘ/ CENTYMETRÓW

Jak to jest naprawdę?

Język mrówkojada olbrzymiego

Internet i literatura podają tyle informacji na ten temat, że faktycznie można się trochę pogubić.
W rzeczywistości język dorosłego mrówkojada olbrzymiego mierzy zwykle od 60 do 70 cm. Rzadko się jednak zdarza, aby mierzył poniżej 50 cm. Najdłuższy oficjalnie zanotowany język mierzył jednak aż 90 cm!

6. MRÓWKOJAD MA BEZBARWNY PYSK

Bezbarwny pysk mrówkojada

Taką informację możemy znaleźć m.in. na stronie z hasłami dla krzyżówkowiczów, ale niestety nie tylko.

Jak to jest naprawdę?

Hm, jakby to powiedzieć – bezbarwne może być szkło, lakier albo nowa płyta Verby, ale pysk mrówkojada?
Pysk mrówkojada może być co najwyżej szary, brunatny, brązowy, brunatnoszary, ale bezbarwny?
Sami oceńcie…

Mrówkojad

5. MRÓWKOJAD JEST POWOLNY I OCIĘŻAŁY

Jak to jest naprawdę?

Kto tak twierdzi, chyba nigdy nie widział pędzącego mrówkojada. Szerzej będziemy o sprinterskich możliwościach mrówkojadów pisać w dalszej części Alfabetu (zdradzimy od razu, że pod „U”), teraz wspomnimy tylko, że w biegu na 100 metrów nikt z nas nie miałby z pędzącym mrówkojadem szans.
Mrówkojad olbrzymi potrafi biec z prędkością nawet 60 km/h!
Niedowiarkom prezentujemy mały pokaz zgrabnego poruszania się poznańskiego mrówkojada – Guapy:

I choć np. taki Eskado bywa czasem nieco powolny i ociężały, to jednak gdy jest głodny, potrafi błyskawicznie znaleźć się przy misce jedzenia – raczej nikt z nas nie zrywa się z taką szybkością z łóżka, żeby pobiec do stołu:).

4. MRÓWKOJAD MA „MAŁY ROZUMEK” I JEST GŁUPI…

Jak to jest naprawdę?

Każdy zwierzak jest mądry i inteligentny na tyle, na ile jest mu to potrzebne aby przeżyć. Tak samo mrówkojady – co prawda w stosunku do rozmiarów twarzoczaszki mózg mrówkojada nie jest zbyt duży, o niczym to jeszcze nie świadczy! Za każdym razem, gdy odwiedzamy nasze mrówkojady i obserwujemy ich zachowania, nie mamy najmniejszych wątpliwości, jak mądre są to zwierzaki. Że nie mówią, nie rysują, nie rozwiązują zadań z matematyki – to jeszcze o inteligencji nie świadczy!
Potrafią za to wiele innych rzeczy – np. grać w piłkę, jak te z ZOO w Cleveland:

Zwróciliście uwagę, jak sprytnie poradził sobie z wydobyciem piłki?

3. MRÓWKOJADY CHODZĄ NA CZUBKACH ŁAP

Jak to jest naprawdę?

Nie na czubkach łap, a na knykciach – kiedy mrówkojad się przemieszcza, podwija przednie palce, a pazury chowane są pomiędzy opuszkami palców tak, aby się nie tępiły ani ścierały podczas marszu, czy biegu, a mrówkojad chodzi wówczas na knykciach.

Łapa mrówkojada

Więcej na ten temat w „Alfabecie mrówkojada. D – dziurka w łapce”.

2. MRÓWKOJAD W ZOO JE MRÓWKI

Mrówki

Jak to jest naprawdę?

Mrówkojad w ZOO je wiele różnych rzeczy, ale raczej nie są to mrówki – tym bardziej, że polskie mrówki raczej mrówkojadom nie smakują…
Dieta mrówkojadów w ZOO zawiera często gotowane jaja, owoce i warzywa, banany, mrówcze poczwarki i larwy. Podstawą żywienia mrówkojadów jest jednak tzw. „Przepis magdeburski”, którego końcowy efekt wygląda tak:

Obiad dla mrówkojada w ZOO

Dodatkowo mrówkojady uwielbiają awokado, szczególnie mięciutkie, które można swobodnie wyjadać językiem.
Wyczerpującą odpowiedź na to pytanie znajdziecie tutaj.

1. MRÓWNIK, TAPIR I INNI – CZYLI TO TEŻ MRÓWKOJAD…

Ile mrówkojadów widzisz na zdjęciu?

Wbrew pozorom, niektórzy widzą więcej niż jednego. Czasem trzy, cztery – niektórzy nawet pięć!
My widzimy tylko jednego – a jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, zachęcamy do przeczytania rozdziału z Poradnika Młodego Mrówkojada pt. „Jak wygląda mrówkojad”

Aha – i jeszcze jedno! Tak naprawdę znana kreskówka pt. „Mrówka i Mrówkojad” powinna się nazywać „Mrówka i Mrównik”!

Jeśli znacie jeszcze jakieś „fakty” na temat mrówkojadów – dajcie znać!