The Best of… – Wiewiórkowa autostrada we Wrocławiu

W marcu 2011 roku we wrocławskim zoo otwarto tzw. wiewiórkową autostradę – specjalne tunele z siatki porozwieszane pomiędzy drzewami otaczającymi wolierę wiewiórek trójbarwnych. To jednak z ciekawszych i bardziej widowiskowych ekspozycji ostatnich lat, wykonana przy tym nieprzyzwoicie wręcz niskim nakładem kosztów.
A wiewiórki trójbarwne – już same w sobie bardzo atrakcyjne – stały się jednymi z najatrakcyjniejszych zwierzaków w zoo.
Jak widać czasem liczy się przede wszystkim pomysł…

Wiewiórkowa autostrada we wrocławskim zoo

Czytaj dalej

Reklamy
Taka klatka to nie miejsce dla mrówkojada - ani żadnego innego zwierzęcia

The Best of… – Stara woliera w płockim zoo

To zdecydowanie jeden z najciekawszych motywów w płockim ogrodzie zoologicznym i choć sporo ogrodów odwiedziliśmy, takiego jeszcze w Polsce nie widzieliśmy.
Co? Ano klatka z lat ’50, która została udostępniona zwiedzającym! Klatka nietypowa, ponieważ nie trzyma się w niej żadnych zwierząt – służy ku przestrodze i pokazuje, jak bywało kiedyś, a jak nigdy być nie powinno.

Stara woliera w płockim zoo

Stara woliera w płockim zoo

Klatka jest jednym z najstarszych obiektów w płockim zoo – pochodzi z lat pięćdziesiątych i mieszkały w niej między innymi wilki, małpy i niedźwiedzie.  Znajduje się naprzeciwko basenu pingwinów, a w drodze na wielką polanę „z grzybkiem”. Jak powiedział nam pan Krzysztof Kelman, klatka została w zoo jako pewnego rodzaju ostrzeżenie. Można do niej wejść, zobaczyć, jak wygląda życie z perspektywy zwierzęcia zamkniętego za kratami na naprawdę niewielkiej powierzchni.
Można się na własnej skórze przekonać, jakie przemiany zaszły w ogrodach zoologicznych w ostatnich dziesięcioleciach.  W środku można poczytać także o tym, jak rozwijały się ogrody zoologiczne.

Pozostawienie klaki i udostępnienie jej dla zwiedzających wiązało się jednak z długimi namysłami i wątpliwościami. Pamiętajmy, że wiele osób nadal utożsamia ogrody zoologiczne właśnie z wizją metalowej klatki, w której zamknięte są zwierzęta, a dla niektórych myślenie o ogrodach zatrzymało się na latach siedemdziesiątych.

Taka klatka to nie miejsce dla mrówkojada - ani żadnego innego zwierzęcia

Taka klatka to nie miejsce dla mrówkojada - ani żadnego innego zwierzęcia

Może więc dobrze, że klatka znajduje się tak blisko nowoczesnego basenu pingwinów – poprzez kontrast jesteśmy w stanie lepiej uświadomić sobie, jak wiele się zmieniło. Pokazanie tego wymagało jednak nie lada odwagi.

To prawdopodobnie jedyne takie miejsce w polskich ogrodach zoologicznych i trudno się dziwić, że wiele ogrodów nadal nie może zdecydować się na taki ruch.  Miejscem, które z pewnością mogłoby zrobić wspaniałą ekspozycję „historyczną”, jest Stare Zoo w Poznaniu.
Zabytkowy ogród posiada wiele wspaniałych obiektów, które dzisiaj nie są już użyteczne, ale mogłyby pełnić wspaniałą rolę dydaktyczną i pokazywać, jak zmieniło się podejście do trzymania zwierząt w ogrodach zoologicznych na przestrzeni ponad stu lat.

Stara lwiarnia w Starym Zoo

Stara lwiarnia w Starym Zoo

Niestety – póki co żadnych działań zmierzających w tym kierunku w Poznaniu nie widać…

The Best of… – basen pingwinów w płockim zoo

W naszym cyklu „The Best of… Czyli to, co najlepsze w polskich ogrodach zoologicznych” zaglądamy dziś do płockiego zoo, gdzie znajduje się najnowocześniejszy w Polsce wybieg z przeszklonym basenem, przeznaczony dla pingwinów tońców.
Mieliśmy okazję zobaczyć go podczas naszej lipcowej wyprawy do Płocka, kiedy to załapaliśmy się także na pokaz karmienia pingwinów – było to zresztą jedno z pierwszych miejsc w zoo, które odwiedziliśmy, bowiem basen pingwinów znajduje się tuż za żyrafiarnią, w której spaliśmy…

Basen pingwinów przylądkowych w płockim zoo

Wybieg

Wybieg pingwinów przylądkowych (Spheniscus demersus) oddano do użytku 17 października 2006 roku – była to wówczas trzecia ekspozycja tego gatunku w polskich ogrodach zoologicznych. Pozostałe dwie znajdowały się w Warszawie i Gdańsku, zresztą do dziś czwarta ekspozycja nie powstała (choć, jak pewnie pamiętacie, zakusy na nią ma… Canpol Zoo w Człuchowie). Nowa płocka ekspozycja powstała w miejscu dawnego wybiegu i basenu tapira anta, tuż za wybiegiem żyraf.

Widok na basen pingwinów od strony przyszłego wybiegu słoni (polany z "Grzybkiem")

Powierzchnia całej ekspozycji wynosi 592 m2. Składa się na to przede wszystkim wybieg o powierzchni 185 m2 oraz całkiem spory basen o powierzchni 255 m2.

Basen pingwinów w płockim zoo

Basen pingwinów w płockim zoo

Dodatkowo 88,6 mzajmuje pas zieleni, znajdujący się w obrębie ekspozycji.

Głównymi elementami wybiegu są imitowane z łamanych kamieni skały i kilkanaście niewielkich granitowych jaskiń o wymiarach 80 cm wysokość i 80 cm głębokość. Teren pomiędzy skałami jest pokryty drobnymi otoczakami o frakcji 8-25 cm. Ekspozycja jest ogrodzona z trzech stron kamienną ścianą.

Sam basen dla pingwinów jest dość duży – 255 mto całkiem sporo. Jedną z jego atrakcji jest wodospad płynący po skalnym stoku – jest on widoczny z lewej strony basenu:

Z lewej widoczny "wodospad"

Nad wodospadem mieści się stacja filtrów do oczyszczania wody, która ulokowana jest w charakterystycznym, małym drewnianym budynku (o pow. 9,4 m2):

Stacja filtrów - na ścianach widoczne głośniki, używane podczas pokazów karmienia oraz duże zdjęcie pingwinów przylądkowych w ich środowisku naturalnym

Tym jednak, co płocki basen szczególnie wyróżnia na tle ekspozycji warszawskiej i oliwskiej jest póki co unikatowa w Polsce możliwość obserwowania pingwinów pływających w wodzie, z perspektywy poniżej lustra wody – czyli patent, stosowany z powodzeniem we Wrocławiu i Opolu w przypadku tamtejszych uchatek.

Pingwiny widziane z góry...

I z ujęcia "podwodnego"

Jest to możliwe dzięki specjalnemu punktowi widokowemu, znajdującemu się w przedniej ścianie basenu. Od frontu można zejść schodami do niewielkiego korytarza z oknem widokowym, przez które można obserwować pingwiny pływające w wodzie.

Okno ma wymiary 200 x 150 cm i jest ono wykonane ze stali nierdzewnej i klejonego szkła – widoczność jest naprawdę świetna!

Oczywiście tak dobrze pingwiny pod wodą najlepiej obserwować podczas ich karmienia – wtedy nawet po kilkanaście na razy przepływają tuż przed oczami zwiedzających, którzy zwykle oblegają okolice okna widokowego.

Pokaz karmienia

Pokazy karmienia pingwinów odbywają się codziennie o godzinie 14.00.
Jest to zdecydowanie jedna z największych atrakcji płockiego zoo, która zwłaszcza w sezonie gromadzi przy basenie pingwinów tłumy zwiedzających – lepiej więc pojawić się kilka minut przed drugą, żeby zająć sobie dobre miejsce!

Tuż przed 14.00 całe stado zaczyna „nerwowo” wyczekiwać pojawienia się opiekuna:

Gdy ten się wreszcie zjawia, jeden pingwin za drugim wychodzą z basenu na brzeg:

Wreszcie pokaz się zaczyna:

Cały pokaz trwa kilka minut i jest bardzo ciekawy – opiekun opowiada o pingwinach i ich zachowaniach zarówno w środowisku naturalnym, jak i w płockim zoo, same zaś pingwiny prezentują całą gamę swoich umiejętności – przyznajemy, wygląda to wszystko naprawdę nieźle!

Pingwiny

Pierwsze pingwiny do Płocka przyjechały w 2006 roku z zoo w Munster w Niemczech – przyjechało wtedy 15 ptaków. Od tego czasu zoo doczekało się pięciu przychówków – pierwszy maluch wykluł się już w 2007 roku, kolejny w 2008 roku, ostatni maluch wykluł się 17 marca zeszłego roku, wcześniejsze dwa przyszły na świat w grudniu 2009 roku. Ilość pingwinów w płockim zoo stale się zmienia – na początku 2009 roku było ich trochę ponad 20, pod koniec 2009 już 40, natomiast na początku 2010 roku 32. W szczytowym momencie w zoo było 45 pingwinów!
Na początku lipca tego roku było natomiast 26 pingwinów, na chwilę obecną zaś (stan na 7 listopada) stado liczy 23 sztuki, w tym… ale o tym na końcu! Zresztą, ponoć jeszcze w tym roku do Płocka ma przyjechać kolejnych 15 pingwinów z jednego z europejskich ogrodów.


Pingwin przylądkowy, zwany też tońcem, to gatunek endemiczny, zamieszkujący 24 wyspy i 3 miejsca na wybrzeżach stałego lądu należących do Namibii i RPA – jest to jedyny pingwin żyjący w Afryce!
Pingwin przylądkowy to gatunek zagrożony wyginięciem (kategoria Vulnerable – zagrożony w Czerwonej Księdze Gatunków Ginących, objęty konwencją CITES i programem EEP). Na początku XX wieku populację szacowano na 500.000-1.000.000 par. Obecnie zmniejszyła się o ok. 75% i liczy 50.000-171.000 par. Spadek liczebności populacji odnotowuje się cały czas. Przyczyną jest: konkurencja z rybołówstwem (pingwiny żywią się tymi samymi gatunkami ryb, co ludzie, więc ryb jest coraz mniej); katastrofy tankowców, z których wycieka ropa naftowa powodująca skażenie wód i uszkodzenia ptaków; niszczenie gniazd przez ludzi podczas pozyskiwania guana (odchodów). Zbieranie jaj jest dzisiaj mniejszym problemem niż w XIX i na początku XX wieku. Wrogami pingwinów są rekiny, a także mewy i dzikie koty polujące na jaja i pisklęta.

Oprawa dydaktyczna

Oprawę dydaktyczną ekspozycji stanowią dwie etykiety z opisem gatunku (zdjęcie powyżej), tablica z charakterystyką rzędu i rodziny pingwinów oraz rysunkami wszystkich gatunków wraz z mapą zasięgu ich występowania:

najciekawiej jednak prezentuje się tzw. parada pingwinów – wykonane ze sklejki, naturalnej wielkości i koloru wizerunki wszystkich 17 gatunków tych nielotnych ptaków pływających – znajdująca się tuż obok ich basenu.

Przy okazji można też sobie zrobić „zdjęcie z pingwinem” – wcielając się w jednego z pingwinów z filmu Madagaskar, dzięki stojącej tuż obok parady pingwinów tekturowej konstrukcji z wycięciem na głowę:

Tadzik z Madagaskaru

Nie ma to jednak jak fotka z „prawdziwymi” pingwinami :).

EPILOG

A na koniec niespodzianka dosłownie z ostatniej chwili – oto bowiem stado płockich pingwinów powiększyło się o małego pingwina, który wykluł się w piątek! Maluch jest pod wyjątkową czułą opieką matki i póki co nie ma najmniejszych szans, aby go zobaczyć – na wybiegu ujawni się najwcześniej pod koniec roku. Na razie zaś widział go tylko dyrektor zoo, Pan Aleksander Niweliński, choć próba (od razu mówimy, że udana) zrobienia maluchowi zdjęcia skończyła się chwilą grozy – o czym w „faktowym” stylu doniosła wczoraj Gazeta Wyborcza.

The Best of… Wybiegi wielbłądowatych w oliwskim zoo

W naszym cyklu, który skupia się na najlepszych – naszym zdaniem – aspektach różnych polskich ogrodów zoologicznych napisaliśmy już o wybiegu wari rudych we Wrocławiu, basenie uchatek kalifornijskich w Opolu czy o kolejce w Nowym Zoo w Poznaniu. Dzisiaj postanowiliśmy napisać o wybiegach, na których mieszkają wielbłądowate w oliwskim zoo.

U wielbłądów jak na wolności

Wybiegi wielbłądowatych w Oliwie to ogromne tereny przypominające rejony, w których naturalnie żyją te zwierzęta. Idąc na prawo od wejścia do ogrodu, po minięciu kotów i gibonów dojdziemy do baktrianów. Ogromną zaleta ich wybiegu jest to, że zwierzęta nie są odgrodzone od zwiedzających niczym, poza fosą. Można podejść do nich bardzo blisko i nie tylko od frontu wybiegu, ale także od tyłu, gdzie mają ustawiony paśnik. Doskonale obserwuje się baktriany wcinające śniadanie, trzeba jednak pamiętać, żeby nie podchodzić zbyt blisko i nie karmić ich samemu!

Do baktriana można podejść naprawdę blisko!

Do baktriana można podejść naprawdę blisko!

Wybieg baktriaów świetnie prezentuje się także zimą

Wybieg baktrianów świetnie prezentuje się także zimą

Kawałek dalej miniemy lamy i alpaki. Choć te zwierzęta są dużo bardziej pospolite, ich ekspozycja także robi wrażenie – duże tereny, jakie maja do dyspozycji sprawiają, że ogląda się je prawie jak na wolności.

Alpaki podczas śniadania na swoim wybiegu

Alpaki podczas śniadania na swoim wybiegu

Najlepiej jednak prezentuje się wybieg dromaderów. Wysoka skarpa, którą można obejść tak, aby oglądać zwierzęta z trzech stron robi ogromne wrażenie.

Wybieg dromaderów widziany od strony takinów

Wybieg dromaderów widziany od strony jaków

Wybieg oddzielony jest od zwiedzających niewielkim murkiem i pastuchem elektrycznym. Ogrodzenie zostało zdemontowane w roku 2004 – od tamtego czasu wielbłądy wydeptały sobie na wybiegu ścieżki i uczyniły z niego niemalże „pustynny” teren. Funkcja obecnego ograniczenia jest zgoła inna, niż mogłoby się wydawać. Na początku bowiem, kiedy pastucha jeszcze nie było, wielbłądy pozostawały na swoim wybiegu, za to wchodzili na niego… zwiedzający! Zwierzakom nadal nie w głowie wychodzenie na ścieżki – mamy nadzieję, że zwiedzającym również 🙂

Dromadery przy śniadaniu

Dromadery przy śniadaniu

Wybieg dromaderów w Oliwie

Wybieg dromaderów w Oliwie

Oczywiście, w oliwskim zoo są też dziesiątki innych rzeczy, dla których warto tam pojechać. My uważamy jednak, że wybiegi wielbłądowatych są jednym z najlepszych rozwiązań w tym ogrodzie. Zwierzęta mają duży teren, który przypomina nam warunki naturalne, widać, że czują się na nim bardzo dobrze. Poza tym dla zwiedzającego oglądanie zwierząt z tej perspektywy to gratka – owszem, możemy wdrapać się na skarpę (z niej blisko do tygrysów i niedźwiedzi), ale przede wszystkim można stanąć niemalże twarzą w twarz z wielbłądem i przekonać się, jak ogromnym jest zwierzęciem. Polecamy!

Dromader prawie jak z "Gwiezdnych wojen"!

Dromader prawie jak z "Gwiezdnych wojen"!

„The Best of…”. Wybieg wari rudych we Wrocławiu

To jedna z najlepszych rzeczy ze wszystkich, które widzieliśmy w polskich ogrodach zoologicznych. We wrocławskim zoo tuż przy pawilonie Madagaskaru znajduje się wybieg wari rudych, który przecięty jest ścieżką dla zwiedzających.

Wari na wyciągnięcie ręki

Wari rude na swoim wybiegu - Ogród Zoologiczny we Wrocławiu

Wari rude na swoim wybiegu - Ogród Zoologiczny we Wrocławiu

Po wyjściu z pawilonu Madagaskaru we wrocławskim zoo trafiamy w wyjątkowe miejsce – na wybieg wari rudych, który od odwiedzających odgrodzony jest tylko drewnianymi barierkami przy ścieżce. Lemury jednak nic sobie z tego ogrodzenia nie robią, przysiadają na poręczach, przypatrują się swoim gościom, zaczepiają ich, nadstawiają się do głaskania i pozują do zdjęć.

Zrób mi zdjęcie, jestem tak piękny!

Zrób mi zdjęcie, jestem tak piękny!

My, zwiedzający, musimy jednak pamiętać o tym, że lemurów nie powinniśmy dotykać (choć wiemy, jak trudno jest się tego trzymać!) a absolutnie nie wolno nam ich niczym karmić ani czegokolwiek im podsuwać! Nie ma to jednak przecież znaczenia, bo i tak nie znajdziemy wiele miejsc, w których moglibyśmy spotkać się z tak atrakcyjnym zwierzakiem jak wari rudy oko w oko. W Polsce to jedyny taki wybieg. Kiedy byliśmy we wrocławskim zoo, wari zrobiły na nas większe wrażenie niż rozleniwione hipopotamy, śpiące mrówniki czy szympansy z prostego powodu – otrzymaliśmy możliwość spotkania się z nimi, niemalże dotknięcia, podziwiania z odległości kilku centymetrów.

Bliskie spotkanie z wari rudym

Bliskie spotkanie z wari rudym

Wrocławskie zoo na wybiegu wari  zrobiło coś, na czym powinny skupić się też inne ogrody – zminimalizowało bariery oddzielające zwierzę od człowieka. Wiemy, że nie każde zwierzę można odgrodzić płotkiem czy drewnianą barierką i dać mu możliwość biegania nam pod nogami czy wdrapywania się na ramiona. Jak jednak pokazał przykład wrocławskiego zoo – niektóre zwierzęta można tak wyeksponować beż najmniejszej szkody dla nich. Stają się wtedy ogromną atrakcją, a zwiedzającym dają mnóstwo radości.