Czytelnia Mrówkojada – „Ssaki Neotropików odkryte przez polskich naturalistów”

W „Czytelni Mrówkojada” dziś propozycja bardzo szczególna – i to z kilku powodów. „Ssaki Neotropików odkryte przez polskich naturalistów”, autorstwa Łukasza Piechnika i Przemysława Kurka, to książka opisująca odkrycia polskich przyrodników w dziedzinie ssaków zamieszkujących Amerykę Południową. Autorzy zaprezentowali w niej biografie naturalistów, kontekst przyrodniczy, zoogeograficzny oraz historyczny ich eksploracji, a także szczegółowe opisy wszystkich odkrytych przez nich 27 gatunków/podgatunków ssaków neotropikalnych.
To pierwsza tego typu publikacja na polskim rynku, w dodatku przybliżająca tematykę, która do tej pory była prawie nieznana szerszemu gronu czytelników.

unnamed Czytaj dalej

Reklamy

Czytelnia Mrówkojada – „150 lat ZOO Wrocław”

Książka pod redakcją Leszka Solskiego to monografia wrocławskiego zoo, która wyróżnia się na tle innych książek tego typu wydanych do tej pory w Polsce. To kompleksowa pozycja, która nie tylko ujmuje historię jednego zoo, ale także stara się pokazać ważne problemy dla ogrodów zoologicznych, ich ewolucję na przestrzeni półtora wieku, trendy rozwojowe, zmiany i prognozy na przyszłość. To na pewno obowiązkowe wydawnictwo dla wszystkich, którzy interesują się nie tylko wrocławską placówką, ale również tematem ogrodów zoologicznych w ogóle.

IMG_2449 Czytaj dalej

Czytelnia Mrówkojada – „Piękno świata zwierząt. 1958-2013”

Miesiąc temu w nasze ręce wpadła wyjątkowa publikacja zoologiczna – książka Piękno świata zwierząt. 1958-2013, wydana w tym roku przez Śląski Ogród Zoologiczny z okazji 55. rocznicy założenia zoo. Publikacja ta jest połączeniem eleganckiego albumu fotograficznego i kompendium wiedzy na temat Śląskiego Zoo, dzięki czemu jest to jedna z najważniejszych i najlepszych zarazem książek o tematyce zoologicznej, jaka pojawiła się na rynku w ostatnich latach.

IMG_5562 Czytaj dalej

Nowy przewodnik po opolskim zoo

Kilka dni temu w nasze ręce wpadł (a właściwie przybył z Opola) najnowszy przewodnik po opolskim zoo – długo wyczekiwana publikacja, która wpisuje się w coraz lepiej działająca machinę promocyjno-marketingową opolskiego ogrodu. Sam przewodnik prezentuje się świetnie – tak wizualnie, jak i merytorycznie – jedyne zastrzeżenia można mieć natomiast do jego dystrybucji, bowiem w praktyce nie sposób wejść w jego posiadanie – nie kupimy go już  w kasie zoo, gdyż rozdawany był (za darmo!) tylko podczas jednego weekendu gościom ogrodu.
Ktoś chyba zapomniał, że chętnych na taki przewodnik znajdzie się w kraju całkiem sporo – i to nie tylko wśród opolan…

Czytaj dalej

Na tropie mrówkojadów – Roald Dahl i jego „Dirty Beasts”

Jakiś czas temu zaprezentowaliśmy Wam teksty literackie, w których pojawiają się mrówkojady – utyskiwaliśmy wówczas, że jest ich tak mało i prawdziwą niesprawiedliwością dziejową jest fakt, iż światowa literatura tak uparcie ignoruje bezsprzecznie najwspanialsze stworzenia na świecie. Na szczęście nawet na chwilę nie przestaliśmy szukać nowych mrówkojadzich tropów w literaturze i po długich staraniach wreszcie nam się udało – dziś przedstawiamy Wam wiersz The Ant-Eater z tomu Dirty Beasts autorstwa brytyjskiego pisarza Roalda Dahla.
Rzecz to nie byle jaka, a każdy, kto choć trochę zna twórczość Dahla, będzie zachwycony…

Roald Dahl, „Dirty Beasts”

Czytaj dalej

Czytelnia Mrówkojada – Maria Dąbrowska, „Poranek w ogrodzie zoologicznym”

Maria Dąbrowska, jedna z najważniejszych polskich powieściopisarek XX wieku, czytelnikom znana jest przede wszystkim

Maria Dąbrowska

jako autorka monumentalnej sagi powieściowej Noce i dnie, a także ogromnej ilości opowiadań.
W 1955 roku wydała zbiór Gwiazda zaranna zawierający dziewięć opowiadań o tematyce wojennej, ale także powojennej.
Wśród nich znajduje się także wyjątkowo krótkie – zaledwie sześciostronicowe – opowiadanie o znamiennym tytule – Poranek w ogrodzie zoologicznym.
Nie jest to co prawda utwór najwyższych lotów, ale jako że bardzo rzadko zdarza się, by tematyka zoologiczna pojawiała się w twórczości literackiej – zwłaszcza tak znanych i cenionych autorów – nie możemy o niej nie wspomnieć.
Tym bardziej, ze „akcja” rozgrywa się w całości we wrocławskim zoo, a w opowiadaniu nie brakuje naprawdę ciekawych spostrzeżeń…

Czytaj dalej

28 książek na 28. Światowy Dzień Książki

Przedwczoraj – 23 kwietnia – już po raz 28. obchodzono Światowy Dzień Książki, którego celem jest promowanie czytelnictwa, ale także ochrony własności intelektualnej poprzez przestrzeganie praw autorskich, pełna nazwa święta brzmi bowiem Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Choć pomysł na taki dzień narodził się już w 1926 roku w Hiszpanii, to oficjalnie na całym świecie jest on obchodzony od 1995 roku.
Redakcja Mrówkojada jakoś szczególnie tego dnia nie świętuje, gdyż czytamy codziennie i celebrowanie tego jakiegoś szczególnego dnia nie jest nam potrzebne, warto jednak wykorzystać okazję na promowanie czytelnictwa, dlatego też z okazji 28. rocznicy ustanowienia tego święta przygotowaliśmy dla Was propozycję 28 książek, które przeczytaliśmy w ostatnim czasie, a które chcielibyśmy Wam również polecić.
Jak pewnie łatwo się domyślić, wszystkie one – mniej lub bardziej – będą związane z tematyką naszej strony, ale jeśli chcecie, możemy Wam też polecić dobre i ciekawe książki niekoniecznie o tematyce zoologicznej.
Dziś jednak tylko o takich!

Czytaj dalej

Czytelnia Mrówkojada – „Wakacje w ZOO”, czyli na tropie tajemniczego kuferka…

Co byście powiedzieli, gdyby ktoś zaprosił was na całe wakacje do ogrodu zoologicznego? Chyba wzięlibyście to za żart!

Tak zaczyna się książka Wakacje w ZOO, którą dostaliśmy w prezencie od naszego przyjaciela w chwili, gdy rozmyślaliśmy nad wybiegiem pewnych bezzębnych zwierzaków siedząc sobie w pokoju gościnnym znajdującym się w samym sercu Zoo w Oliwie.
A widok z okna mieliśmy wtedy taki:

Były ferie zimowe, a my spędzaliśmy wówczas takie nasze małe wakacje w zoo.
Nie zdziwi Was zatem fakt, iż akcja Wakacji w ZOO rozgrywa się w… oliwskim zoo właśnie! Tym samym, w którym siedzieliśmy sobie tego dnia, gdy w nasze ręce wpadła ta oto książka:

Roman Pisarski, "Wakacje w zoo"

Tyle, że czytaliśmy ją blisko pół wieku po wydarzeniach, które zostały w niej opisane…

Autorem Wakacji w zoo jest Roman Pisarski – możecie go znać przede wszystkim jako autora książki O psie, który jeździł koleją, czyli wzruszającej historii psa Lampo, wciąż znajdującej się w kanonie lektur w szkole podstawowej.
Historia Lampo uchodzi za szczytowe osiągnięcie literackiej twórczości Pisarskiego, który napisał wiele książek dla dzieci i młodzieży, jednak żadna z nich nie cieszyła się tak wielką popularnością, jak opowieść o Lampo.
Wakacje w ZOO to lektura dziś mocno już zapomniana, niemniej każdy szanujący się miłośnik tematyki zoologicznej znać ją powinien.
W końcu ile znacie książek, których akcja rozgrywa się w jednym z polskich ogrodów zoologicznych?
No właśnie :).

Wakacje w ZOO to opowieść o czwórce dzieci – dwóch parach rodzeństwa (Wojtek i Marcin oraz Gosia i Ania) w wieku mniej więcej 10-13 lat, które spędzają swoje wakacje w oliwskim zoo (nasi bohaterowie mieszkają w „wygodnym domku letnim tuż obok zagrody reniferów”).

Bohaterowie "Wakacji w ZOO" (skan z książki)

Wszystko dzięki temu, że ich wujek – Pan Paweł – pracuje jako ogrodowy weterynarz.
Akcja rozgrywa się w połowie lat 60. ubiegłego wieku.
Osią akcji jest zagadka kryminalna – oto bowiem już pierwszego dnia pobytu dzieci w zoo w tajemniczych okolicznościach ginie zabytkowy kuferek ze starymi dokumentami i książkami przechowywany przez całą okupację przez ojca Wojtka – jednego z chłopców, tego, który kreowany jest na głównego bohatera historii.
Wielka przygoda zaczyna się więc bardzo szybko. Jak łatwo się domyślić, nasi mali bohaterowie ruszą na poszukiwania zguby, przy okazji zaś odkryją wiele tajemnic oliwskiego zoo, odnajdą w podziemiach arsenał z czasów wojny, stoczą bój z chuliganami, których – oczywiście! – nie tylko pokonają, ale jeszcze oswoją, zaprzyjaźnią się ze zwierzakami i ich opiekunami, a nawet zagrają w filmie przygodowym!
Czy odnajdą zaginiony kuferek? Sami się domyślcie :).
Co ciekawe, tajemnica kuferka to nie jedyna zagadka kryminalna w książce – pozornie tylko osobnym wątkiem jest historia tajemniczego sabotażysty – ktoś bowiem regularnie niszczy ogrodzenia, otwiera klatki i wypuszcza zwierzęta.
Nasi bohaterowie postanawiają rozwikłać także i tę zagadkę – od razu uprzedzamy, że zakończenie tej historii wcale nie jest takie oczywiste!

Wakacje w ZOO mocno się już niestety dziś zestarzały – choć historia jest ciekawa, zwłaszcza ze względu na miejsce akcji i wcale nieoczywiste zagadki kryminalne, to fabuła podana jest miejscami w dość toporny sposób, a język, jakim posługują się bohaterowie, daleki jest od naturalnego – zgrzyta chwilami tak bardzo, że aż zęby bolą…
Do tego mamy bardzo tendencyjny – typowy dla literatury dla „młodszej” młodzieży z lat 60. – sposób kreowania bohaterów: dobrzy są dobrzy, źli są źli tylko z pozoru, zło nie jest bezwzględne, choć czarnych charakterów nie brakuje, a nad wszystkim unosi się nieco irytująca nuta nachalnego dydaktyzmu.
Same wątki są też dosyć typowe dla tego typu literatury – nietypowa jest jednak sceneria i to jest zdecydowanie największy atut książki – powtórzymy się bowiem: akcja ilu książek rozgrywa się w zoo?
Dla kogoś, kto spędził w oliwskim zoo trochę czasu, odszukiwanie tropów dzisiejszego zoo w przygodach bohaterów Wakacji w ZOO to nie lada gratka, choć przez te pół wieku w zoo naprawdę sporo się zmieniło…

Przy wybiegu słonicy Bonzy

Wakacje w ZOO po raz pierwszy zostały wydane w 1966 roku nakładem Naszej Księgarni – to właśnie to wydanie, którego okładkę możecie zobaczyć powyżej. Książka miała później kilka reedycji, m.in. z taką oto paskudną okładką:

"Wakacje w ZOO" - wydanie z 1994 roku

ale to już nie to samo, dlatego jeśli będziecie szukać tej książki, to koniecznie w którymś ze starszych wydań, z zebrą na okładce!
Książka nie jest długa – ma ledwie 154 strony, z czego kilkanaście zajętych jest przez archiwalne zdjęcia z zoo. Te archiwalne zdjęcia to zdecydowanie jeden z największych atutów książki – możemy na nich zobaczyć nie tylko bohaterów książki, ale też mieszkające wówczas w zoo zwierzęta, a także wybiegi i pawilony.
Dla miłośników ogrodów zoologicznych i ich historii to prawdziwa gratka!

Kto wie, która to część oliwskiego zoo? (skan z książki)

Czytelnia Mrówkojada – Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu (1956)

Dziś w „Czytelni Mrówkojada” pozycja szczególna – oto bowiem na początku stycznia w nasze ręce wpadł prawdziwy zoologiczny rarytas. Na jednej z internetowych aukcji kupiliśmy bardzo cenny – i bardzo rzadki! – okaz do naszej kolekcji przewodników po ogrodach zoologicznych: Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu z 1956 roku.
Rzecz niezwykle ciekawa i pełna smaczków, a przy okazji dająca obraz tego, jak wyglądało zoo przy Zwierzynieckiej w okresie powojennym.

"Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu"

Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu został wydany w Poznaniu w 1956 roku. To stosunkowo nieduża książeczka licząca 56 stron, która wyszła w nakładzie 25 tysięcy egzemplarzy. Na okładce widnieje czarno-biała fotografia słonia indyjskiego.
Redaktorem przewodnika jest Aleksander Tosin.
Jest to trzeci oficjalny przewodnik po poznańskim zoo – wcześniejsze ukazały się w 1924 i 1929 roku.

Lektura przewodnika – zwłaszcza pierwszych kilkunastu stron, poświęconych „sprawom ogólnym” – to prawdziwa uczta.
Dziś przewodników już się tak nie pisze – styl, język, podejście do czytelnika, pewna naiwność w widzeniu świata, aneks na końcu (jeszcze do tego wrócimy!).
Na początku wita nas dość pokaźnych rozmiarów errata – sporo błędów, jak na tak małą książeczkę, jednak warto pamiętać, że gdyby do dzisiejszych pozycji również dodawano takie załączniki, byłyby one pewnie jeszcze obszerniejsze :).
Pierwszy rozdział przewodnika to „Przepisy porządkowe”.

Oprócz dość oczywistych informacji, takich, jak zasady dotyczące biletów i godzin otwarcia zoo, trafiamy też na prawdziwe osobliwości:

Fotografowanie zwierząt na terenie ogrodu zoologicznego dozwolone jest jedynie po uzyskaniu w kasie zezwolenia. Publikacja zdjęć wykonanych w Zoo dopuszczalna jest po uzyskaniu pisemnej zgody Dyrekcji Zoo i przekazaniu 2 egzemplarzy każdego zdjęcia do archiwum Zoo.

!!!
Wyobrażacie sobie taki układ dzisiaj? Nie dość, że najpierw musimy uzyskać w kasie zoo zezwolenie na robienie zdjęć, to gdybyśmy chcieli je gdzieś opublikować, musielibyśmy nie dość, że poprosić dyrekcję o zgodę, to jeszcze przesłać do archiwum duplikaty…
W takich okolicznościach Mrówkojad nie miałby szans funkcjonowania… :).
Żeby było jeszcze trudniej, z późniejszych partii tekstu dowiadujemy się, że żeby robić zdjęcia w zoo nie tylko musimy poprosić o zgodę, ale jeszcze dodatkowo… wykupić drugi bilet do zoo. Za jedyne 3 zł – czyli dokładnie tyle samo, ile kosztuje bilet normalny (to tak, jakby za robienie zdjęć we wrocławskim zoo kazano nam dopłacić jeszcze 25 zł!).
Inna sprawa, że ów „bilet na fotografowanie” uprawnia nie tylko do fotografowania zwierząt, ale też do:

Przebywania dla dokonywania zdjęć w pawilonach i innych miejscach stale lub czasowo niedostępnych dla publiczności (oraz) wykonywania zdjęć tzw. zwierząt imprezowych wyprowadzonych w tym celu poza klatki i ogrodzenie wybiegu.

No, no.

Dalej czytamy, czego w zoo robić nie wolno, co ilustrują także zabawne rysunki z niedźwiedziem w roli „porządkowego”:

Nas zaciekawił przede wszystkim zakaz „urządzania na terenie Zoo jakichkolwiek zabaw, gier i śpiewów„.
No, no!

Dowiadujemy się także, że wszelkie „zażalenia na działalność personelu należy wpisywać do „Książki Skarg i Zażaleń”, znajdującej się w Dyrekcji Ogrodu.

Kojarzycie, żeby dziś w jakimś zoo była podobna księga?
Ponoć jednak w okresie PRL-u stanowiła „obowiązkowe wyposażenie uspołecznionych placówek handlu detalicznego, gastronomicznych i usługowych, które powinno znajdować się w widocznym i swobodnie dostępnym miejscu.”
Zoo się liczy?

Kolejny rozdział – „Cele i zadania ogrodu zoologicznego” – jest szczególnie ciekawy, mamy bowiem okazję porównać, jak widziano te cele ponad pół wieku temu.

Już na początku dowiadujemy się, iż:

Szybki rozwój nauk przyrodniczych w ostatnich latach, a szczególnie biologii, zwrócił większą uwagę na ogrody zoologiczne.

A dalej:

Ogólny poziom znajomości przyrody jest w naszym społeczeństwie bardzo niski. W ogrodzie zoologicznym nieraz słyszy się, że niektórzy nie potrafią odróżnić lwa od tygrysa, jelenia od rogacza sarny czy nawet żurawia od czapli.

Jak widać w tej kwestii przez 56 lat niewiele się zmieniło :).

Dowiadujemy się też, że „nowoczesne zoo to już nie menażeria”, tylko placówka oświatowo-kulturalna i naukowa.
No, no!

Dalej mamy rozdział o historii zoo – ciekawy zwłaszcza we fragmentach mówiących o potrzebie utworzenia „nowego zoo” – we wschodniej części miasta, na obszarze (!) 55 ha…

Migawki z Ogrodu Zoologicznego w 1887 roku

Na kolejnych 37 stronach krok po kroku opisane są wszystkie obiekty, pawilony i wybiegi w całym zoo, wraz z zamieszkującymi je zwierzętami.
Czytając tę część można się złapać za głowę, patrząc na liczbę gatunków eksponowanych na tak małym terenie.
Słoń, bawoły, bizony, hipopotam, lwy, tygrysy, pantery, szympansy, niedźwiedzie, wilki, żubry – rzut oka na dwustronicowy alfabetyczny spis zwierząt i widać, że zwierzostanem można by śmiało obdzielić połowę krajowych ogrodów…

Słonica Kinga - tu mająca zaledwie 4,5 roku

Dalej mamy informator dotyczący godzin otwarcia, cen biletów i dojazdu do zoo – okazuje się, że taka np. roczna karta imienna kosztowała 24 zł – czyli ośmiokrotną wartość biletu normalnego. Dziś za karnet roczny do poznańskiego zoo dla jednej osoby zapłacimy 50 zł, czyli niespełna 4 razy tyle, co za bilet normalny, ale karnet taki ważny jest tylko w dni powszednie!
Na końcu przewodnika znajduje się spis treści, rozkład komunikacji miejskiej (tramwaje, autobusy i trolejbusy!) oraz – i jest to prawdziwa perełka – ogłoszenia reklamowe sponsorów przewodnika, wśród których znajdują się m.in. sklep chemiczny i miejska pralnia…

"Pranie bielizny w domu - stratą czasu!" - a jak!

Na ostatniej stronie znajduje się z kolei rozkładany plan zoo – świetna rzecz, dzięki której możemy się przekonać, jak wiele zmieniło się w zoo przez te 56 lat i jak niewiele zwierząt przebywa w nim obecnie wobec tego, co można było zobaczyć w połowie lat 50. XX wieku…

Plan (Starego) Zoo w Poznaniu z 1955 roku

Na spacer po poznańskim (Starym) Zoo z połowy ubiegłego wieku zabierzemy Was jednak innym razem – zapewniamy jednak, że będzie to wycieczka niezwykła, choć dla dobra wszystkich – a zwierzaków przede wszystkim – dobrze, że z kolekcji zwierząt z tamtych lat do dzisiaj nie zostało już prawie nic.
Powierzchnia zoo wszak się nie zmieniła!

Czytelnia Mrówkojada – Francesca Gould, David Haviland, „Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?”

Ta dość niepozorna książka w różowej okładce ukazała się w Polsce kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Literackiego. Francesca Gould, która wykłada anatomię i fizjologię na Uniwersytecie w Bristolu, napisała już niejedną książkę, w której odpowiada na pytania ciekawskich studentów. W „Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?” podejmuje tematykę animalistyczną skupiając się na setkach ciekawostek z życia zwierząt. Ciekawostek, o których większość z nas nie ma pojęcia.

Licząca ponad 230 stron książka podzielona jest na osiem rozdziałów, z których każdy w licznych podrozdziałach charakteryzuje inny aspekt zwierzęcego życia. I tak w „Fascynującej faunie” przeczytamy o różnych niespotykanych działaniach zwierząt, z „Osobliwych opiekunów” dowiemy się, w jak niecodzienny sposób zwierzęta opiekują się młodymi, „Sprytne stworzenia” to obraz niezwykłych umiejętności, „Zoologiczne frasunki” to część o różnych nieszczęściach, z którymi borykają się różne gatunki, w „Obrzydliwych organizmach” poczytamy o aspektach fizjologicznych (dla nas obrzydliwych, dla zwierząt – niekoniecznie), „Istoty z ikrą” dostarczą nam wielu informacji o niezwykłym życiu seksualnym wielu zwierząt, „Złowrogie zwierzęta” to część o zachowaniach często okrutnych, natomiast „Kapitalne kreatury” to obraz niezwykłości najróżniejszych stworzeń. Każdy rozdział jest zmyślnie skomponowany i opatrzony wspaniałymi rysunkami, które dodają książce smaczku.

Książka jest doskonałą lekturą dla wszystkich zwierzofanów, ale z pewnością spodoba się wszystkim, którzy chcieliby trochę więcej dowiedzieć się o świecie zwierząt, ale nie mają głowy do wczytywania się w podręczniki do zoologii. Pisząca potocznym, przejrzystym językiem, przystępnym dla wszystkich, autorka często stosuje analogie do świata ludzi, aby łatwiej nam było zrozumieć niektóre mechanizmy rządzące światem fauny.  Nie ucieka przed dowcipnym ujęciem wielu tematów, ale także wyraźnie zwraca uwagę na odrębność świata zwierzęcego od ludzkiego i w żadnym miejscu nie przekracza tej granicy. Warto też pamiętać, że książka, chociaż „wygląda” na dziecinną, raczej nie jest w całości przeznaczona dla dzieci. Świat zwierzęcy, z punktu widzenia człowieka, jest jednak często brutalny i okrutny, rządzą nim bowiem prawa ewolucji i bezwzględnej potrzeby przetrwania. Dla wielu delikatnych dzieci opisy w „Dlaczego…” mogą być zbyt okrutne. Warto o tym pamiętać, wybierając historie do czytania pociechom.

No dobrze, ale o czym konkretnie możemy przeczytać w książeczce Gould i Havilanda poza tym, dlaczego mrówkojady boją się mrówek? Na przykład o tym, do czego żukowi gnojarzowi potrzebna jest kulka gnoju przy zalotach. O tym, jakie zwierzęta bezwzględnie gwałcą, mordują i uprowadzają inne. Które zwierzę urządza taniec przed zającem, aby go zahipnotyzować, a potem  – zaskoczonego – ugryźć w kark i zabić. Co krety robią z dżdżownicami, które chcą zostawić do zjedzenia „na później”. Czy zwierzęta lubią oglądać pornografię. Co decyduje o atrakcyjności jaszczurzego samca… I wiele innych fascynujących historii, które nigdy nie przyszłyby nam do głowy.
Bowiem – choć nie wszyscy o tym wiedzą – świat zwierząt jest dużo bardziej złożony od świata ludzi i przez to często dużo ciekawszy…

Książkę polecamy wszystkim, którzy chcą się dowiedzieć więcej o świecie zwierząt  – zarówno tym, którzy interesują się tym fachowo, jak i zwierzomaniakom takim jak my.
No i duży plus za „użycie” naszego ukochanego mrówkojada zarówno w tytule, jak i na okładce książki – a to zdarza się, niestety, nieczęsto