Gdańska lwiarnia już prawie gotowa, na mrówkojady jeszcze poczekamy

Od naszej ostatniej wizyty w oliwskim zoo mijają właśnie dwa tygodnie, czas najwyższy zatem na obiecany do niej epilog, czyli relację z lwiarni, którą mieliśmy przyjemność zwiedzić tuż przed jej planowanym na październik otwarciem. Jako że samych zwierząt na wybiegach jeszcze nie było, mieliśmy możliwość wejść na ich wybiegi zewnętrzne i wewnętrzne i zwiedzić cały kompleks także od kuchni.
Choć prace wykończeniowe wciąż jeszcze trwają nie mamy wątpliwości, że będzie to najlepszy tego typu obiekt w Polsce i równocześnie jedna z najefektowniejszych inwestycji zoologicznych na północ od Wrocławia w ostatnich latach :).

Panoramiczne ujęcie wybiegu lwów

Panoramiczne ujęcie wybiegu lwów

Czytaj dalej

Oliwa na koniec lata, czyli gdańskie zoo mrówkojadzim okiem…

Koniec lata coraz bliżej, co oznacza, że również i wakacje nieuchronnie się kończą. Ostatnie tygodnie obfitowały na szczęście w całe mnóstwo wspaniałych wypraw i przeżyć, dlatego bez żalu wracamy do „normalności” i mniejszego kontaktu z polskimi kolejami :). Jako że letnie wyprawy zaczęliśmy w Gdyni, postanowiliśmy zakończyć je również w Trójmieście i za cel naszej ostatniej wycieczki wybraliśmy oliwskie zoo – tym bardziej, że od naszej ostatniej w nim wizyty minął równo rok, a w tym czasie w zoo sporo się zmieniło: przybyło trochę zwierząt, doszło do wielu przeprowadzek, zmodernizowano kilka wybiegów, powstało też kilka pomniejszych inwestycji. Największą zmianą jest oczywiście pnąca się w górę lwiarnia, do której otwarcia pozostało już bardzo niewiele czasu – my mieliśmy przyjemność zwiedzić ją bardzo dokładnie wraz z jej twórcą, dzięki czemu zajrzeliśmy do niedostępnych dla nikogo zakątków. O tajemnicach lwiarni opowiemy Wam jednak w drugiej części naszej relacji, dziś natomiast skupimy się na „dostępnej” części ogrodu, ten bowiem w sierpniowym słońcu (z przelotnymi opadami:)) prezentował się wspaniale i zachęcał do fotografowania.
Zapraszamy do lektury!

IMG_8235(Serdecznie dziękujemy Panu Dyrektorowi Michałowi Targowskiemu oraz Panu Wicedyrektorowi Stanisławowi Wilkańcowi za gościnę!)

Czytaj dalej

Przystanek: Oliwa, czyli jak w drodze do Anglii odwiedziliśmy gdańskie zoo

Tego lata nie próżnowaliśmy – choć na stronie działo się, niestety, niewiele, to Redakcja Mrówkojada właściwie całe dwa miesiące spędziła w podróży. Odwiedziliśmy m.in. Płock (relacją już się z Wami podzieliliśmy), Warszawę (lepiej nic nie mówmy…), Poznań (relacja pojawi się wkrótce), poza tym wybraliśmy się na wiele jednodniowych wycieczek do pomorskich miasteczek i przejechaliśmy na rowerach kilkaset kilometrów zaliczając przy tym kilka całkiem niezłych wypraw. Hitem sezonu była jednak wyprawa na Wyspy – do Manchesteru (w zeszłym roku hitem sezonu był Kaliningrad, wyraźnie więc zmieniliśmy kierunek :)). O tej wyprawie mamy nadzieję opowiedzieć Wam niebawem, tymczasem jednak zapraszamy na relację z oliwskiego zoo, które odwiedziliśmy zupełnie nieoczekiwanie – tak się bowiem złożyło, że nasz samolot do Manchesteru odlatywał z Gdańska, a że w Trójmieście pojawiliśmy się dosyć wcześnie, mieliśmy jeszcze sporo czasu. Zważywszy zaś, że ostatni raz w oliwskim zoo byliśmy ładnych parę miesięcy temu, postanowiliśmy skorzystać z okazji i choć na chwilę zobaczyć, co też tam słychać w Oliwie…

IMG_2333 Czytaj dalej

Mrówkojad w Oliwie, czyli w ferie w roztopach – część II

Zapraszamy na drugą część relacji z naszej trzydniowej wyprawy do oliwskiego zoo  – w sobotę zabraliśmy Was do kina, oliwskiej ptaszarni i nowej chatki gibbonów, dziś postaramy się odnaleźć pierwsze trójmiejskie zoo, pokażemy Wam, co warto zobaczyć w Oliwie i sprawdzimy, dlaczego na wybieg lwów można wejść tylko w kaloszach…

Untitled Czytaj dalej

Mrówkojad w Oliwie, czyli w ferie w roztopach – część I

Gdzie było pierwsze trójmiejskie zoo, co warto zobaczyć w Oliwie, jak prezentuje się nowy pawilon gibbonów, w co wkłada głowę mandryl, gdzie w Gdańsku można zobaczyć Belę Lugosiego, dlaczego na wybieg lwów można wejść tylko w kaloszach i dlaczego warto na dłużej zatrzymać się w ptaszarni – na te i na jeszcze kilka innych pytań postaramy się odpowiedzieć w naszej tonącej w roztopach relacji z oliwskiego zoo, w którym spędziliśmy trzy dni podczas tegorocznych ferii.
Dziś część I.

Untitled

Czytaj dalej

DSC00966

Czekając na lwy, czyli w Oliwie koparki poszły w ruch

W ostatnim numerze 7 Dni Zoo pisaliśmy o tym, iż wreszcie na dobre ruszyły prace nad budową wybiegu dla lwów w oliwskim zoo, 1 października podpisano bowiem umowę z firmą Waciński z Kiełpina, która wygrała przetarg na pierwszy etap budowy, który zostanie zrealizowany do końca roku. W ramach pierwszego etapu powstanie ogrodzenie, podłączenia instalacji do budynku lwiarni oraz alejki dla zwiedzających – pierwsze prace już ruszyły, a na wybieg wjechały koparki.
Tymczasem w drugiej części zoo powoli do końca zmierza budowa nowego pawilonu dla gibbonów – zostanie oddany do użytku jeszcze tej jesieni.

Czytaj dalej

12 Volt niezgody, czyli co wydarzyło się w oliwskim zoo…

W trójmiejskich mediach w ostatnich dniach zawrzało. Zarówno trójmiejski portal gazeta.pl, jak i portal gdansk.naszemiasto.pl opublikowały w ostatnich dniach artykuły o mrożących krew w żyłach tytułach: „Dwuletni chłopczyk porażony prądem w oliwskim zoo” i „W zoo dziecko poraził prąd. Sprawa jest wyjaśniana, rodzice oburzeni”. Kiedy zobaczyliśmy te nagłówki, lekko nas zmroziło – aż przeczytaliśmy całe artykuły oraz komentarze do nich…

Czytaj dalej

Roman Pisarski, "Wakacje w zoo"

Czytelnia Mrówkojada – „Wakacje w ZOO”, czyli na tropie tajemniczego kuferka…

Co byście powiedzieli, gdyby ktoś zaprosił was na całe wakacje do ogrodu zoologicznego? Chyba wzięlibyście to za żart!

Tak zaczyna się książka Wakacje w ZOO, którą dostaliśmy w prezencie od naszego przyjaciela w chwili, gdy rozmyślaliśmy nad wybiegiem pewnych bezzębnych zwierzaków siedząc sobie w pokoju gościnnym znajdującym się w samym sercu Zoo w Oliwie.
A widok z okna mieliśmy wtedy taki:

Były ferie zimowe, a my spędzaliśmy wówczas takie nasze małe wakacje w zoo.
Nie zdziwi Was zatem fakt, iż akcja Wakacji w ZOO rozgrywa się w… oliwskim zoo właśnie! Tym samym, w którym siedzieliśmy sobie tego dnia, gdy w nasze ręce wpadła ta oto książka:

Roman Pisarski, "Wakacje w zoo"

Tyle, że czytaliśmy ją blisko pół wieku po wydarzeniach, które zostały w niej opisane…

Autorem Wakacji w zoo jest Roman Pisarski – możecie go znać przede wszystkim jako autora książki O psie, który jeździł koleją, czyli wzruszającej historii psa Lampo, wciąż znajdującej się w kanonie lektur w szkole podstawowej.
Historia Lampo uchodzi za szczytowe osiągnięcie literackiej twórczości Pisarskiego, który napisał wiele książek dla dzieci i młodzieży, jednak żadna z nich nie cieszyła się tak wielką popularnością, jak opowieść o Lampo.
Wakacje w ZOO to lektura dziś mocno już zapomniana, niemniej każdy szanujący się miłośnik tematyki zoologicznej znać ją powinien.
W końcu ile znacie książek, których akcja rozgrywa się w jednym z polskich ogrodów zoologicznych?
No właśnie :).

Wakacje w ZOO to opowieść o czwórce dzieci – dwóch parach rodzeństwa (Wojtek i Marcin oraz Gosia i Ania) w wieku mniej więcej 10-13 lat, które spędzają swoje wakacje w oliwskim zoo (nasi bohaterowie mieszkają w „wygodnym domku letnim tuż obok zagrody reniferów”).

Bohaterowie "Wakacji w ZOO" (skan z książki)

Wszystko dzięki temu, że ich wujek – Pan Paweł – pracuje jako ogrodowy weterynarz.
Akcja rozgrywa się w połowie lat 60. ubiegłego wieku.
Osią akcji jest zagadka kryminalna – oto bowiem już pierwszego dnia pobytu dzieci w zoo w tajemniczych okolicznościach ginie zabytkowy kuferek ze starymi dokumentami i książkami przechowywany przez całą okupację przez ojca Wojtka – jednego z chłopców, tego, który kreowany jest na głównego bohatera historii.
Wielka przygoda zaczyna się więc bardzo szybko. Jak łatwo się domyślić, nasi mali bohaterowie ruszą na poszukiwania zguby, przy okazji zaś odkryją wiele tajemnic oliwskiego zoo, odnajdą w podziemiach arsenał z czasów wojny, stoczą bój z chuliganami, których – oczywiście! – nie tylko pokonają, ale jeszcze oswoją, zaprzyjaźnią się ze zwierzakami i ich opiekunami, a nawet zagrają w filmie przygodowym!
Czy odnajdą zaginiony kuferek? Sami się domyślcie :).
Co ciekawe, tajemnica kuferka to nie jedyna zagadka kryminalna w książce – pozornie tylko osobnym wątkiem jest historia tajemniczego sabotażysty – ktoś bowiem regularnie niszczy ogrodzenia, otwiera klatki i wypuszcza zwierzęta.
Nasi bohaterowie postanawiają rozwikłać także i tę zagadkę – od razu uprzedzamy, że zakończenie tej historii wcale nie jest takie oczywiste!

Wakacje w ZOO mocno się już niestety dziś zestarzały – choć historia jest ciekawa, zwłaszcza ze względu na miejsce akcji i wcale nieoczywiste zagadki kryminalne, to fabuła podana jest miejscami w dość toporny sposób, a język, jakim posługują się bohaterowie, daleki jest od naturalnego – zgrzyta chwilami tak bardzo, że aż zęby bolą…
Do tego mamy bardzo tendencyjny – typowy dla literatury dla „młodszej” młodzieży z lat 60. – sposób kreowania bohaterów: dobrzy są dobrzy, źli są źli tylko z pozoru, zło nie jest bezwzględne, choć czarnych charakterów nie brakuje, a nad wszystkim unosi się nieco irytująca nuta nachalnego dydaktyzmu.
Same wątki są też dosyć typowe dla tego typu literatury – nietypowa jest jednak sceneria i to jest zdecydowanie największy atut książki – powtórzymy się bowiem: akcja ilu książek rozgrywa się w zoo?
Dla kogoś, kto spędził w oliwskim zoo trochę czasu, odszukiwanie tropów dzisiejszego zoo w przygodach bohaterów Wakacji w ZOO to nie lada gratka, choć przez te pół wieku w zoo naprawdę sporo się zmieniło…

Przy wybiegu słonicy Bonzy

Wakacje w ZOO po raz pierwszy zostały wydane w 1966 roku nakładem Naszej Księgarni – to właśnie to wydanie, którego okładkę możecie zobaczyć powyżej. Książka miała później kilka reedycji, m.in. z taką oto paskudną okładką:

"Wakacje w ZOO" - wydanie z 1994 roku

ale to już nie to samo, dlatego jeśli będziecie szukać tej książki, to koniecznie w którymś ze starszych wydań, z zebrą na okładce!
Książka nie jest długa – ma ledwie 154 strony, z czego kilkanaście zajętych jest przez archiwalne zdjęcia z zoo. Te archiwalne zdjęcia to zdecydowanie jeden z największych atutów książki – możemy na nich zobaczyć nie tylko bohaterów książki, ale też mieszkające wówczas w zoo zwierzęta, a także wybiegi i pawilony.
Dla miłośników ogrodów zoologicznych i ich historii to prawdziwa gratka!

Kto wie, która to część oliwskiego zoo? (skan z książki)

Obraz 136

Ferie z Mrówkojadem – zimowy alfabet oliwskiego zoo

To już powoli nasza tradycja – jak ferie, to jedziemy do Oliwskiego Zoo :).
W zeszłym roku spędziliśmy w Gdańsku kilka dni, przy okazji wybierając się także na Hel, gdzie odwiedziliśmy tamtejsze fokarium, tym razem zaś przy okazji pobytu w Oliwie wybraliśmy się na jeden dzień do Torunia, by odwiedzić Ogród Zoobotaniczny.
Podczas tych pięciu dni przygód oczywiście nie zabrakło, zwłaszcza przy okazji wyprawy do Torunia, dziś natomiast chcielibyśmy Wam opowiedzieć o tym, jak w zimowej scenerii prezentuje się oliwskie zoo i co też ciekawego można tam teraz zobaczyć.
Nie zabraknie też nowinek, ciekawostek i nieoczekiwanych spotkań ze zwierzakami twarzą w twarz, ale… po kolei!

Zapraszamy do lektury!

Choć w 2011 roku oliwskie zoo odwiedziliśmy trzykrotnie (podczas ubiegłorocznych ferii zimowych i dwa razy latem – na początku lipca i pod koniec sierpnia), to każda wyprawa do Trójmiasta jest dla nas wielką przygodą i za każdym razem czekamy na nią równie mocno.
Tym bardziej, że od września była to nasza pierwsza większa zoologiczna wyprawa – nie licząc oczywiście kilku wizyt w Poznaniu.
Cała wyprawa możliwa była oczywiście dzięki Panu Dyrektorowi Targowskiemu, który ponownie ugościł nas w swoim zoo, a z którym mieliśmy przyjemność spotkać się dwukrotnie podczas naszego feryjnego pobytu.
Najpierw jednak musieliśmy dostać się do Gdańska, na szczęście tym razem droga do Gdańska minęła nam znacznie spokojniej niż przed rokiem, kiedy to wszystko sprzysięgło się przeciwko nam
Ale – tym razem było inaczej!

Mrówkojad w Oliwie

14 stycznia 2012, godzina piąta rano – wyjątkowo wczesna pobudka, a wszystko po to, żeby zdążyć na pociąg do Gdańska o 6.29.  Pociąg – o dziwo! – przyjeżdża na czas i jedzie – też o dziwo! – zgodnie z planem, dzięki czemu trochę po 10.00 wtaczamy się na peron w Gdańsku-Oliwie!
Coś za dobrze idzie :).

Z Dworca PKP Gdańsk Oliwa udajemy się na pętlę tramwajową, skąd jedzie autobus (tak, tak, autobus) do zoo.
W połowie stycznia do dyspozycji mamy tylko jedną możliwość – autobus nr 222, który w dni powszednie kursuje do zoo co godzinę, a w weekendy i święta – a przypominamy, że mamy sobotę – od 7.48 do 14.48 nie jeździ wcale! No bo kto chciałby w styczniową sobotę pojechać do zoo?!?
Śmiać się czy płakać, robić coś trzeba. Obładowani tobołami (w końcu przyjechaliśmy na pięć dni) decydujemy się na spacer – nie marudzimy, bo przez ostatnie dwa lata przeszliśmy trasę z pętli do zoo w obie strony już dobre kilkanaście razy – i za dnia, i nocą, i wiosną, i latem, i zimą…
Trzy kilometry z samej pętli to solidna wycieczka, ale co to dla nas! Po drodze okazuje się, że w Gdańsku śniegu jest znacznie więcej, niż w Koszalinie, gdzie rankiem można było spotkać co najwyżej kałuże, a nie zwały śniegu!
Wreszcie, po kilkudziesięciominutowym marszu, docieramy do zoo. Jest jedenasta, mamy więc jeszcze cały dzień przed sobą!

Na horyzoncie budynek dyrekcji

Po małych przejściach z panami ochroniarzami (jak można pomylić mrówkojady z Warszawą?) meldujemy się wreszcie w zoo.
Podczas naszego pobytu spotkamy się m.in. z Panem Dyrektorem Michałem Targowskim, z którym porozmawiamy o planach na 2012 rok (przyjadą wreszcie bongo i zapowiadane mundżaki, powstanie nowy pawilon gibbonów) i ogólnej ocenie roku minionego (był dobry!), z Panią Grażyną Naczyk, która podzieli się z nami pomysłami na imprezy i działania edukacyjne w zoo na najbliższe miesiące i pokaże nam słynną kózkę Diodę, mieszkającą w Dziale Dydaktycznym, wreszcie spotkamy się z Panem Andrzejem Gutowskim z Działu Hodowlanego, który opowie nam o najnowszych mieszkańcach zoo.
Nasz pięciodniowy pobyt rozciąga się między sobotnim i niedzielnym łazikowaniem po ogrodzie, przeplatanym spotkaniami z pracownikami zoo, poniedziałkową wyprawą do Torunia, wtorkowym chorowaniem, które na cały dzień uwięziło nas w pokoju (efekt poniedziałkowego przemarznięcia w drodze do Torunia, do czego jeszcze dojdziemy), a środowym spacerem pożegnalnym po zoo i powrotem do Koszalina naszym ukochanym PKP :).
Przy okazji wybraliśmy się też na chwilę do „miasta”, przespacerowaliśmy kilka razy z zoo na pętlę w Oliwie i z powrotem (polecamy zwłaszcza nocne wycieczki! – zimą jest lepiej, niż latem, ponieważ śnieg sprawia, że jest jaśniej i nie trzeba sobie oświecać drogi latarkami albo telefonem komórkowym), tłumaczyliśmy panom ochroniarzom, że naprawdę nie jesteśmy z Warszawy, odkryliśmy, że w zoo działa bezprzewodowa – i darmowa! – miejska sieć internetowa i ponownie dostaliśmy nauczkę, żeby zrobić odpowiednio duże zapasy żywieniowe, bo z zoo do najbliższego sklepu (lub apteki!) jest ponad dwa kilometry, co może sprawiać spore problemy.
No ale – dość o naszych przygodach, wszystkich pewnie ciekawi, co tam w zoo, dlatego zapraszamy na mały przegląd najciekawszych wydarzeń w oliwskim zoo podczas naszego styczniowego pobytu!
A żeby urozmaicić nieco formułę naszej opowieści, tym razem nasza relacja opierać się będzie na… zimowym alfabecie oliwskiego zoo.
No to zaczynamy!

Zimowy alfabet oliwskiego zoo

A – ALE TU JEST ŚNIEGU!

To było jedno z pierwszych zdań, które wypowiedzieliśmy wychodząc z pokoju „Pod Łosiem” na teren zoo – kiedy bardzo wczesnym rankiem wyruszaliśmy z Koszalina, padał deszcz a krajobraz przyozdabiały wątpliwej urody kałuże. Tymczasem Oliwa – podobnie jak przed rokiem – przywitała nas śniegiem.
Ba! Ogromną ilością śniegu!

Śnieg był wszędzie – na tabliczkach:

O oryksach i sitatungach raczej wiele się nie dowiemy...

O oryksach i sitatungach raczej wiele się nie dowiemy...

w wiadrach:

W Oliwie śnieg transportowany jest w wiadrach!

pokrywał ławki, alejki, dachy pawilonów, wyłaniał się z wiatrem zza zakrętu…

Ale wieje!

wreszcie „transformował” się w postaci… ławkowych bałwanów!

Bałwanek ławkowy przy wybiegu jaków

Chwilami śnieg prószył tak gęsto i intensywnie, że trudno było cokolwiek zobaczyć…

Pada śnieg, pada śnieg...

Co prawda taki stan rzeczy nie wszystkim odpowiadał…

Pan Kondor najwyraźniej niezadowolony z nadmiernych opadów...

Byli jednak i tacy, którzy na śniegu bawili się znakomicie i widać tylko czekali na nadejście „prawdziwej” zimy!

Pekari na śnieżnej ścieżce....

Takin - śnieg to jest to!

Prawie jak zdjęcie z natury...

Jak pewnie się domyślacie, gdy tylko wróciliśmy do Koszalina, przywitał nas… deszcz i kałuże. Ponoć przez te kilka dni w Koszalinie śniegu nie widziano.
A i teraz ciągle pada, i pada. Deszcz.

B – BEZ MELDUNKU

Zoo to nie tylko zwierzaki zameldowane na stałe, czyli oficjalnie eksponowane w klatkach, na wybiegach i w pawilonach, ale także ogromna ilość zwierzaków „bez meldunku”, które mieszkają w zoo dobrowolnie. Zoo w Oliwie – podobnie jak Nowe Zoo w Poznaniu – z racji położenia i warunków naturalnych ma takich mieszkańców wyjątkowo dużo.
Czasem więc zdarzy się spotkać na ogrodowej alejce swobodnie spacerujące… dziki, jelenie, lisy, najwięcej jest jednak ptaków – czaple, bociany, wrony, kawki, sroki, gawrony, krzyżówki…
Podczas spacerów sfotografowaliśmy wielu takich „bezpaszportowców”, w tym poniższą trójką – do Was należy odszyfrowanie, co to za jedni :).

Podejrzany nr 1

Podejrzany nr 2

Podejrzany nr 3

Czekamy na Wasze odpowiedzi w komentarzach!

C – CO WIDAĆ PRZEZ OKNO?

Wyglądając przez okno naszego pokoju „Pod Łosiem” mamy – niezależnie od pory roku – taki oto widok:

Wystawa maszyn rolniczych, wybiegi kotów (serwali, karakali i panter), a jak spojrzeć nieco w lewo – woliera rezusów, za nią zaś rząd pawilonów małych ssaków.
Czasem w tle słychać śpiew gibbonów – Filipa i Gryzeldy, które bywają lepszym budzikiem niż alarm w telefonie…
(W Oliwie śpi się bowiem doskonale i czasem naprawdę trudno jest wstać – pamiętajmy, że budynek dyrekcji to dawny pensjonat sanatoryjny!).

D – DZIKI

Kto najbardziej lubi zabawy w śniegu? Nie, nie tygrysy, sowy śnieżne czy lis polarny (ten spał cały czas).
Otóż wielkimi miłośnikami turlania się w śniegu są… dziki!

Ale jazda!

Nic, tylko się przyłączyć :).

F – FOKI

Może i fokom zimno nie straszne (byliśmy w lutym 2011 na Helu, to wiemy), ale Elvis, foczy prezes z oliwskiego zoo, nie wyglądał na zbyt zadowolonego z pogody…

Mniej więcej tak wygląda się, gdy podczas brania prysznica woda z gorącej nagle zmieni się w zimną...

G – GEPARD

Może i nie powinniśmy się zbytnio dziwić, ale gepard biegający po zaśnieżonym wybiegu to jednak zawsze emocjonujący i niecodzienny widok!

Gepard na wybiegu

Niczym pantera śnieżna biegał sobie po całym wybiegu za nic mając wszechobecny śnieg – nawet wiosną czy latem nie zauważyliśmy takiej aktywności u gepardów!

Nietrudno też było o bliskie spotkania – co jakiś czas bowiem pojawiał się tuż przed naszymi nosami przy szybie widokowej:

Takie ujęcia – to tylko w zoo…

H – HIPOPOTAMY

Odwiedzając hipopotamy nie ma co liczyć na szczególne emocje – do wiosny bowiem dwa oliwskie hipy lenić się będą w umiarkowanie ciekawym pawilonie, najczęściej korzystając z prysznica i leżąc na podłodze.
Choć uwielbiamy hipopotamy, zdecydowanie nie jest to nasze ulubione miejsce, dlatego czekamy na wiosnę, gdy zobaczymy Kiwi i Hektorkę na wybiegu zewnętrznym, niecierpliwie też wyczekujemy czasu, aż otrzymają nieco lepsze warunki.
A póki co warto zajrzeć do nich choćby na chwilę – przywitać się i ogrzać się trochę, bo to jedno z nielicznych miejsc w zoo, gdzie w styczniu jest ciepło :).

Hipopotam pod prysznicem - przydałaby się też dobra wanna...

J – JELENIE

Prawdziwą ozdobą zoo jest niewątpliwie okazały i efektowny samiec jelenia, który z gracją i dumą przechadza się po swoim ogromnym wybiegu, podczas gdy przy paśniku wylegują się jego samice.

Jeleń z oliwskiego zoo

Przyznajemy – mało kto mógłby rywalizować z nim w pojedynku na poroże…

K – KAMUFLAŻ

Wiadomo – odpowiedni kamuflaż to dla wielu drapieżców i ich ofiar podstawa w walce o przetrwanie. Schowaj się, żeby nikt cię nie zjadł, ukryj się, żeby twoja ofiara cię nie zauważyła.
Zimą możemy zaobserwować jak doskonały jest kamuflaż niektórych gatunków zwierząt, szczególnie tych, zamieszkujących strefy polarne, jak choćby lis polarny czy sowa śnieżna:

Sowa śnieżna

Plus dla tego, kto na poniższym zdjęciu znajdzie dwie sowy śnieżne:

Woliera sów śnieżnych

Ubarwienie na ten czas zmieniają także zwykle ciemniejsze puchacze wirginijskie:

Puchacze wirginijskie

Jednak dla wielu gatunków zwierząt czas zimy to okres, gdy ukryć jest się wyjątkowo trudno – przykładem mogą być sarny, które wiosną, latem i jesienią naprawdę trudno wypatrzeć na ich rozległym, trawiastym wybiegu w oliwskim zoo, a które zimą widać doskonale.
Co zdaje się bywa dla nich trochę… irytujące?

Co ja pacze?

M – MAŁPIARNIA

Orangutan

To kolejne miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić – nie tylko dlatego, że jest tam ciepło :).
Co prawda na wybiegach zewnętrznych nikogo nie spotkamy, patasów zaś nie zobaczymy wcale (jako jedyne nie mają dostępnego dla zwiedzających wybiegu wewnętrznego), niemniej zawsze można zaobserwować jakieś ciekawe zachowania – zwłaszcza u szympansów, gdzie wyjątkowo dokazuje fantastyczny maluch, urodzony w zeszłym roku.
Niestety, na zrobienie dobrych zdjęć nie ma za bardzo co liczyć – większość szyb jest zaparowana, a w niektórych pomieszczeniach jest dosyć ciemno.

Mandryl

Lutung jawajski

Poza tym małpy są często w ciągłym ruchu.
No, może poza orangutanami, które najczęściej spotkamy w takiej sytuacji…

Orangutan mocno śpi...

N – NADCHODZĄ PINGWINY!

Co tu dużo mówić – zobaczcie sami!

Stado oliwskich pingwinów tońców, najliczniejsze w Polsce – wg różnych danych od 64 do 71 sztuk, powiększyło się w ostatnim czasie aż o osiem młodych osobników, w tym dwa bliźniaki! Możliwe jednak, że tej zimy wykluje się jeszcze kilka-kilkanaście kolejnych młodych pingwinów, bowiem niektóre pary lęgowe mają jeszcze jaja do wysiedzenia.

Tymczasem zaś pingwiny korzystają z uroków śnieżnej scenerii i ochoczo eksplorują swój wybieg:

Wybieg pingwinów cały w śniegu

Jakieś większe zgromadzenie...

Niektóre pingwiny gromadzą się w grupkach, po kilka, kilkanaście osobników:

Inne spacerują w parach:

a jeszcze inne samotnie przemykają gdzieś na tyłach wybiegu:

lub tuż nad brzegiem basenu:

Na kąpiel nie decyduje się jednak żaden z pingwinów, choć tęsknym wzrokiem w stronę basenu spoglądają tłumy…

Jeszcze inni siedzą w ciepłych domkach i nawet namowy kolegów nie są w stanie ich stamtąd wyciągnąć…

Ej, no chodź!

No, chyba, że pora karmienia – nam akurat udaje się trafić na śniadanie – wówczas to całe stado stopniowo wychodzi z domków na wybieg i idzie po swoją porcję – jedni jedzą z ręki, inni z wiader:

a jeszcze inni dostają ryby z dostawą do domku :).
Niektórzy są tak głodni, że łykają ryby w całości jedna po drugiej, aż nie mieszczą im się w gardle…

Trudno o bardziej efektowne zwierzaki w porze zimowej, niż pingwiny podczas śniadania – warto więc zjawić się przy ich wybiegu około godziny 10., gdy dostają ranną porcję ryb…

O – OBIAD

A skoro już o jedzeniu mowa – pora obiadowa to zawsze dobry czas, żeby zobaczyć zwierzęta w pełnej aktywności.
Jedni jedzą wspólnie, całą grupą, przy wspólnym „stole”, jak choćby wielbłądy, żubry, jaki, bawoły:

Baktriany przy jedzeniu

Żubry - na pierwszym planie ubiegłoroczne młode

inni wolą jeść w samotności:

Karakara nie lubi jeść przy innych...

Dla zwiedzających mamy natomiast radę – jeśli wybieracie się na dłuższy spacer, koniecznie zaopatrzcie się w coś ciepłego do picia (termos z kawą lub herbatą), owoce, suchy prowiant i jakąś czekoladę – na terenie zoo aż do wiosny na pewno nie kupimy nic do jedzenia ani picia…

Strefa gastronomiczna nieczynna do wiosny...

A gdybyście mieli kiedyś przyjemność nocować w zoo, pamiętajcie, aby wcześniej zrobić solidne zakupy – do najbliższego sklepu w Oliwie są dwa kilometry i ponad pół godziny piechotą (śnieg!), a w weekendy autobusy praktycznie nie jeżdżą, zaś po 16 z zoo inaczej niż piechotą (ewentualnie taksówką) się nie wydostaniemy.
Lepiej więc zawczasu się zaopatrzyć :).

P – PTASZARNIA

Ptaszarnia - widok zewnętrzny

Kolejne miejsce, w którym można się ogrzać i nieco odpocząć po intensywnym łazikowaniu po rozległym terenie zoo.
Na pewno nie jest to najlepszy tego typu obiekt w Polsce, niemniej kilka ciekawych zwierzaków możemy tu spotkać – w tym przybyłego z Poznania wąsala żółtookiego, najstarszego mieszkańca oliwskiego zoo, niesamowicie aktywne tamaryny cesarskie (w tym ubiegłoroczne młode!) czy sporą kolekcję papug.

Ara zielona

Ararauny

Damy niebieskobrzuche

Wąsal żółtooki

Oko w oko z żółwiem!

R – RYSIE

Oliwski ryś

Choć ryś z powyższego zdjęcia wygląda na niezłego zmarźlucha możecie być pewni, że zima mu niestraszna.
Z drugiej jednak strony jest coś w tym spojrzeniu…

S – SAMOCHODY I SAMOCHODZIKI

O pojazdach krążących po oliwskim zoo pisaliśmy nie raz – że wspomnimy słynny zebrocar i niemniej słynny tygrysowóz:
Równie często w zoo spotkać można jeszcze słynne meleksy i nowiuteńkie, ekologiczne wózki o napędzie elektrycznym, które zoo dostało „pod choinkę”.

A do tego koparka no i kolejki – tyle, że te ruszą dopiero na wiosnę…

T – TADZIK

Nie ma w tym cienia przesady – Tadeusz to bezsprzecznie najsłynniejszy pluszowy podróżnik w Polsce, który w minionym roku odwiedził 10 różnych ogrodów zoologicznych, w tym 6 należących do EAZA! Kto może pochwalić się tak imponującym bilansem?
Spotkał – osobiście – czterech dyrektorów, zaglądał na wybiegi mrówkojadów, do basenów fok, przybijał łapkę z lemurami…
W Oliwie zaś chadzał własnymi ścieżkami i stawał oko w oko z mieszkańcami zoo…

Tadzik z wężem

Tadzik z żyrafą

Tadzik z dzikiem

Tadzik z gepardem

Tadzik z ławkowym bałwankiem

Bardzo niebezpieczne zwierzę?

Śnieżny mrówkojad!

A czy Ty masz już zdjęcie z Tadeuszem?

U – UŚMIECH KROKODYLA…

Niektórzy mówią, że krokodyle są paskudne – gadziny takie, co to leżą, nie ruszają się i tylko dybią, coby kogoś zjeść.
Niektórzy się mylą.
Spójrzcie na poniższe zdjęcia i powiedzcie, że mieszkający w oliwskiej gadziarni krokodyl kubański nie jest piękny!
Te oczy, te zęby, te pazury, ten uśmiech…

W – WILKI

A właściwie wilki trzy, czyli trzej bracia, którzy niedawno przyjechali do Gdańska z wrocławskiego zoo.

Trzy wilki z Wrocławia na nowym wybiegu w oliwskim zoo

Bracia przyszli na świat 25 maja ubiegłego roku we wrocławskim zoo – we Wrocławiu pozostała jeszcze czwórka wilków (miot liczył bowiem aż 8 szczeniąt, niestety jedno padło) oraz ich rodzice, w tym samiec Max, który urodził się w oliwskim zoo, potem trafił do Opola, a stamtąd do Wrocławia!
Młode, ośmiomiesięczne wilki zostały wypuszczone z transporterów prosto na wybieg – ogrodzoną polanę nad potokiem, otoczona gęstymi, niskimi drzewami liściastymi oraz rzadko porośniętą choinkami.

Wybieg ten ma być docelowo powiększony – możliwe, że stanie się to jeszcze w tym roku.

Trzej bracia czują się w swoim nowym domu doskonale – są niezwykle aktywni, cały czas biegają po wybiegu, odkrywają nowe miejsca, doskonale także czują się na śniegu!

Świetna sprawa – obserwacja wilków to prawdziwa przyjemność i tylko czekać, aż ich wybieg zostanie powiększony.

A teraz ciekawostka – co widać na poniższym zdjęciu?

Co to jest?

A teraz łatwiej?

Przez chwilę się zaniepokoiliśmy – ryby w stawie przed wybiegiem wilków wyglądały, jakby zamarzły, wystarczyło jednak tylko rzucić śnieżką aby przekonać się, że „wszystkie żyją i mają się świetnie” :).
Ale wyglądało to niepokojąco…

Z – ZŁODZIEJE RYB

Wróćmy na chwilę do basenu pingwinów – podczas gdy ich opiekun roznosił po całym wybiegu ryby na śniadanie, a pingwiny wychylały się ze swoich domków zwabione zapachem ryb, a my stojąc tuż za płotkiem obserwowaliśmy ich pokraczne człapanie po śniegu, coś czaiło się nad naszymi głowami…

Duże, szare, szybkie i zwinne.
A przede wszystkim głodne!
Rozglądamy się nerwowo, patrząc w niebo i – jest! Nad basenem pingwinów krąży co najmniej pięć czapli siwych, które zwabiła szansa zdobycia darmowego jedzenia!

Wysiadują na gałęziach, pikują nad basenem, lecą w stronę fok i – zawracają. Czają się i kombinują, jakby tu dobrać się do jakiejś ryby…


Pingwiny zaś spokojnie wcinają śniadanie…

Ż – ŻYRAFY

Na koniec zostawiamy oliwskie żyrafy – już podczas ubiegłorocznych ferii było to jedno z najciekawszych miejsc w zoo, gdzie nie tylko możemy się ogrzać, ale też stanąć – dosłownie! – oko w oko z czterema żyrafami.

Pawilon żyrafiarni to chluba i wizytówka oliwskiego zoo i zdecydowanie najefektowniejszy obiekt w całym ogrodzie.
Jej oddanie do użytku w lipcu 2008 roku było wydarzeniem sezonu (nie tylko w samym Gdańsku), które sprawiło, że w kolejnym roku frekwencja w zoo wzrosła o kilkanaście procent – nie do przecenienia był fakt, że przybył kolejny pawilon zimowy, który można odwiedzić niezależnie od pory roku i zawsze zobaczymy w nim zwierzęta (zawsze przypomina się nam poznańska żyrafiarnia, zbudowana jako „tymczasowa”, która jest niedostępna dla zwiedzających, przez co żyrafy można zobaczyć przez góra kilka miesięcy w roku).

Żyrafy to w końcu jedne z najpopularniejszych zwierząt w zoo – piękne i efektowne, zawsze przyciągają tłumy.
My jakoś nigdy nie byliśmy wielkimi fanami tych najwyższych ssaków na ziemi, sporo zmieniło się jednak przy okazji naszej wizyty w Oliwie we wrześniu 2010 roku, kiedy to mieliśmy okazję wziąć udział w treningu żyraf i zwiedzić całą żyrafiarnię od kuchni. Wtedy też stanęliśmy z żyrafami oko w oko (mogliśmy je nawet pogłaskać!) i uświadomiliśmy sobie, jak… wielkie to zwierzęta!

Obecnie w żyrafiarni mieszkają cztery żyrafy Rotszylda – co ciekawe, same samce: Gucio i Tofik, które przyjechały jeszcze latem 2008 roku oraz „Czesi”: Vaclav i Ludek, którzy dołączyli 15 kwietnia 2009 roku.
Cała czwórka świetnie zaaklimatyzowała się w oliwskim zoo, a od dwóch lat bierze udział w specjalnym treningu, którego celem jest nauczenie zwierząt odpowiedniego zachowania, które w razie potrzeby umożliwiłoby ich zbadanie czy pobranie krwi – o samym treningu sporo pisaliśmy tutaj.

Zachwycając się żyrafami warto też zerknąć czasem w dół, na okalający żyrafy wybieg surykatek:

Wiosna, lato, jesień, zima – u nich zawsze coś się dzieje!

EPILOG

Tak oto dotarliśmy do końca naszego alfabetu i pokrótce opowiedzieliśmy Wam o naszym kilkudniowym pobycie w oliwskim zoo.
O wielu rzeczach pewnie zapomnieliśmy wspomnieć, ale jeśli coś jeszcze się nam przypomni – damy Wam znać!
A tymczasem zapraszamy do pełnej galerii zdjęć z Oliwy i już zapraszamy na jutrzejszą relację z Torunia – możemy zdradzić, że lokomocyjnych przygód nie zabraknie…

The Best of… Wybiegi wielbłądowatych w oliwskim zoo

W naszym cyklu, który skupia się na najlepszych – naszym zdaniem – aspektach różnych polskich ogrodów zoologicznych napisaliśmy już o wybiegu wari rudych we Wrocławiu, basenie uchatek kalifornijskich w Opolu czy o kolejce w Nowym Zoo w Poznaniu. Dzisiaj postanowiliśmy napisać o wybiegach, na których mieszkają wielbłądowate w oliwskim zoo.

U wielbłądów jak na wolności

Wybiegi wielbłądowatych w Oliwie to ogromne tereny przypominające rejony, w których naturalnie żyją te zwierzęta. Idąc na prawo od wejścia do ogrodu, po minięciu kotów i gibonów dojdziemy do baktrianów. Ogromną zaleta ich wybiegu jest to, że zwierzęta nie są odgrodzone od zwiedzających niczym, poza fosą. Można podejść do nich bardzo blisko i nie tylko od frontu wybiegu, ale także od tyłu, gdzie mają ustawiony paśnik. Doskonale obserwuje się baktriany wcinające śniadanie, trzeba jednak pamiętać, żeby nie podchodzić zbyt blisko i nie karmić ich samemu!

Do baktriana można podejść naprawdę blisko!

Do baktriana można podejść naprawdę blisko!

Wybieg baktriaów świetnie prezentuje się także zimą

Wybieg baktrianów świetnie prezentuje się także zimą

Kawałek dalej miniemy lamy i alpaki. Choć te zwierzęta są dużo bardziej pospolite, ich ekspozycja także robi wrażenie – duże tereny, jakie maja do dyspozycji sprawiają, że ogląda się je prawie jak na wolności.

Alpaki podczas śniadania na swoim wybiegu

Alpaki podczas śniadania na swoim wybiegu

Najlepiej jednak prezentuje się wybieg dromaderów. Wysoka skarpa, którą można obejść tak, aby oglądać zwierzęta z trzech stron robi ogromne wrażenie.

Wybieg dromaderów widziany od strony takinów

Wybieg dromaderów widziany od strony jaków

Wybieg oddzielony jest od zwiedzających niewielkim murkiem i pastuchem elektrycznym. Ogrodzenie zostało zdemontowane w roku 2004 – od tamtego czasu wielbłądy wydeptały sobie na wybiegu ścieżki i uczyniły z niego niemalże „pustynny” teren. Funkcja obecnego ograniczenia jest zgoła inna, niż mogłoby się wydawać. Na początku bowiem, kiedy pastucha jeszcze nie było, wielbłądy pozostawały na swoim wybiegu, za to wchodzili na niego… zwiedzający! Zwierzakom nadal nie w głowie wychodzenie na ścieżki – mamy nadzieję, że zwiedzającym również 🙂

Dromadery przy śniadaniu

Dromadery przy śniadaniu

Wybieg dromaderów w Oliwie

Wybieg dromaderów w Oliwie

Oczywiście, w oliwskim zoo są też dziesiątki innych rzeczy, dla których warto tam pojechać. My uważamy jednak, że wybiegi wielbłądowatych są jednym z najlepszych rozwiązań w tym ogrodzie. Zwierzęta mają duży teren, który przypomina nam warunki naturalne, widać, że czują się na nim bardzo dobrze. Poza tym dla zwiedzającego oglądanie zwierząt z tej perspektywy to gratka – owszem, możemy wdrapać się na skarpę (z niej blisko do tygrysów i niedźwiedzi), ale przede wszystkim można stanąć niemalże twarzą w twarz z wielbłądem i przekonać się, jak ogromnym jest zwierzęciem. Polecamy!

Dromader prawie jak z "Gwiezdnych wojen"!

Dromader prawie jak z "Gwiezdnych wojen"!