Fermina Sorpresa kończy dziś sześć lat!

Fermina Sorpresa urodziła się 11 sierpnia 2007 roku w Zoo w Wiedniu, z którego też przyjechała do Opola 15 października 2008, jako ledwie nieco ponad roczna samica, pierwsza w historii opolskiego zoo.

Czytaj dalej

Reklamy

Kosmici z wrocławskiego zoo – ponownie zaglądamy do mrówników!

Urody nie pozazdrościłby im chyba nikt, ale uroku mają w sobie więcej, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Większość zwiedzających ma problem z ich identyfikacją i wielu rodziców często bezradnie rozkłada ręce na pytanie dziecka – „Mamo, co to jest?”.
Zainteresować mógłby się nimi sam Fox Mulder, a mrówczym apetytem i długością języka ustępują tylko mrówkojadom olbrzymim, z którymi zresztą często są mylone…
O kim mowa? O mrównikach – które w Polsce można zobaczyć tylko we wrocławskim zoo!

Czytaj dalej

Fermina Sorpresa kończy dziś pięć lat!

Fermina Sorpresa urodziła się 11 sierpnia 2007 roku w Zoo w Wiedniu, z którego też przyjechała do Opola 15 października 2008, jako ledwie nieco ponad roczna samica, pierwsza w historii opolskiego zoo.

Czytaj dalej

Mrówkojady w polskich ogrodach zoologicznych – Zoo Płock

Czyli naszych poszukiwań mrówkojadów w historii polskich ogrodów zoologicznych ciąg dalszy. Po Opolu, Łodzi i Wrocławiu zapraszamy dziś do Płocka, który w swoim czasie znany był w całej Europie z hodowli mrówkojadów olbrzymich!

Historia hodowli mrówkojadów olbrzymich w płockim zoo to opowieść niezwykle fascynująca – naznaczona niewątpliwymi sukcesami i licznymi porażkami. Nie brakowało w niej chwil pięknych, jak i niezwykle dramatycznych.
Wszystko zaś zaczęło się w latach sześćdziesiątych, gdy w płockim zoo zainicjowano pewną dość nietypową akcję…

„Akcja Krokodyl”

Zainicjowana w latach sześćdziesiątych XX wieku „Akcja Krokodyl” ogromnie przysłużyła się płockiemu zoo. I chociaż z dzisiejszego punktu widzenia może to wyglądać dziwnie, w tamtych czasach była ewenementem na skalę Polski.
„Akcja Krokodyl” zapoczątkowana została przez wieloletniego dyrektora płockiego zoo, pana Tadeusza Taworskiego, silnie związanego z Polonią argentyńską i brazylijską. Program polegał na tym, aby zebrać książki dla argentyńskiej Polonii, w zamian za co Płockie zoo miało otrzymać zwierzęta.
W ramach akcji do Płocka w latach 60. przyjechały m.in. jeżozwierze, emu, ale też wiele gatunków fauny południowoamerykańskiej, m.in. mrówkojady, oposy, pancerniki, różne węże i wiele innych zwierząt, w tym najsłynniejszy polski gad – aligator missisipijski Marta.

Aligator missisipijski Marta

Do Płocka trafiło w ten sposób mnóstwo zwierząt, których wcześniej w Polsce nie było, co czasem prowadziło do tyleż kłopotliwych, co z dzisiejszego punktu widzenia dość zabawnych sytuacji, pojawiał się bowiem problem z… właściwą identyfikacją nowoprzybyłych zwierząt!
Najbardziej typowym przykładem był pancernik otrzymany z Chaco, który przyjechał jako pancernik olbrzymi, za takiego został początkowo uznany również w Polsce, a który po jakimś czasie okazał się – ponad wszelką wątpliwość! – pancernikiem Kabassu (Cabassous unicinctus).

Można się pomylić...

Często do Płocka trafiały pojedyncze osobniki, które wyglądały na zwierzęta wyjątkowo delikatne i cenne, przez co też wymagające specjalnej opieki – takie okazy były przekazywane do Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu, gdzie były znacznie lepsze warunki hodowlane i bardziej doświadczeni hodowcy, co w praktyce dawało większe szanse na przeżycie tych zwierząt.

O „Akcji Krokodyl” więcej napiszemy już niebawem!

Trudne początki…

Pierwszy mrówkojad do płockiego zoo przyjechał 13 maja 1961 roku z Argentyny. Był to osobnik o nieustalonej płci, urodzony na wolności najprawdopodobniej na początku 1960 roku. Niestety, zwierzak padł po roku pobytu w płockim zoo, 27 czerwca 1962 roku. W chwili śmierci wiek zwierzaka oceniono na 2 lata, 5 miesięcy i 25 dni.
Na drugiego mrówkojada w Płocku trzeba było czekać dwa lata – przyjechał 18 czerwca 1964 roku również z Argentyny, z ogrodu zoologicznego w Rosario. Niestety, gdy transport dotarł do Płocka okazało się, że mrówkojad jest martwy…
Również ten mrówkojad urodził się na wolności, w 1963 roku – jego wiek oszacowano na rok i 16 dni.
Po tych dwóch nieudanych próbach utrzymania przy życiu sprowadzonych z Argentyny mrówkojadów,  pracownicy płockiego zoo zwątpili w celowość dalszych prób hodowli tego gatunku w Płocku. Minął jednak rok, a do Płocka przyjechał kolejny mrówkojad – 14 lipca 1965 roku dotarł do Płocka trzeci już mrówkojad z Argentyny, ponownie z Rosario – urodzony w 1960 roku samiec.

Niestety, zwierzak był w fatalnej kondycji, dlatego dyrekcja płockiego zoo zwróciła się do Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu z prośbą o przejęcie mrówkojada. Przybyły do Płocka przedstawiciel wrocławskiego zoo po obejrzeniu zwierzęcia stwierdził, iż jest on w tak złej kondycji, że może nawet nie przeżyć drogi do Wrocławia! Po konsultacji z ówczesnym dyrektorem wrocławskiego zoo, Karolem Łukaszewiczem, przybyły z Wrocławia transport… zrezygnował z zabrania mrówkojada!
Mrówkojad w dniu przybycia do zoo nie przyjmował żadnego pokarmu i pokładał się wykazując oznaki całkowitego wycieńczenia. Na szczęście mrówkojad przeżył noc, ale rano nadal nie przyjmował pokarmu, poza tym nie bardzo było wiadomo wówczas, jak go karmić. Dyrektor Taworski w związku z tym wpadł na pomysł, żeby „zapakować” mrówkojada do samochodu i… zawieźć go do lasu, aby podsunąć do mrowiska! Co się okazało? Mrówkojad początkowo nie wykazywał żadnego zainteresowania mrowiskami, co więcej – sprawiał wręcz wrażenie, jakby był mocno poirytowany łażącymi mu po pyszczku mrówkami. Dobrym znakiem był jednak fakt, że mrówkojad, który wypoczął w nocy po trudach podróży z Argentyny, zaczął wykazywać pewną aktywność – chwiejnym krokiem co prawda, ale jednak – pospacerował trochę po lesie! Co ciekawe, podczas tego spaceru mrówkojad cały czas rył pyszczkiem w ziemi, a pracownicy zoo zauważyli wówczas, że nieustannie coś przełyka! Czy były to mrówki, nie udało się ustalić, jakkolwiek wycieczki do lasu przyniosły oczekiwane skutki – po kilkunastu takich wyprawach do lasu kondycja zwierzęcia poprawiła się na tyle, że… coraz trudniej było zapanować nad jego poruszaniem się po wolnej przestrzeni w lesie! 🙂
Niezależnie jednak od leśnych wycieczek żywieniowych w kuchni płockiego zoo pracownicy ogrodu eksperymentowali na wszelkie sposoby z przygotowaniem dla trudnego mieszkańca odpowiedniego pokarmu.
Co udało się przygotować?

Kuchenne rewolucje – posiłek dla mrówkojada a’la płockie zoo 1965!

Pierwszą propozycją była zupa mleczna z rozgotowanym ryżem, posłodzona glukozą. Dodatkami do zupy były rozbite żółtko lub bardzo drobno mielone mięso zmieszane z kleikiem. Mrówkojad jadł to niezbyt chętnie, w dodatku trudno było ustalić w jakich ilościach, gdyż bez względu na rodzaj użytego naczynia, część zupy była regularnie rozlewana pyszczkiem lub łapą.
Na szczęście po paru dniach pracownicy zoo odkryli prawdziwy przysmak mrówkojada, którym okazały się nie mrówki, a ich jaja i poczwarki, które okazały się świetnym dodatkiem do zup, które dzięki temu zostały zaakceptowane przez wybrednego smakosza. Osobną kwestią pozostawał sposób pozyskiwania owych jaj i poczwarek – pracownicy zoo zbierali je na terenie zoo i w jego najbliższej okolicy… podnosząc wszelkie kamienie i płyty chodnikowe, w okolicach których spostrzeżono mrówki. Co prawda nie było tego zbyt wiele, ale jako swoista „przyprawa” się sprawdzało!
Drugą propozycją „obiadową” były rosoły z drobno mielonym mięsem i żółtkami jaj oraz rozmaitymi dodatkami, które udało się odszukać we wszelkich dostępnych wówczas doniesieniach na temat chowu i karmienia mrówkojadów (a tych, jak pewnie się domyślacie, nie było wówczas zbyt wiele…).
Ogrodowi kucharze przetestowali w ten sposób kilka propozycji, dostępnych w niemieckich źródłach:
1. Czerwie żuków występujących w zakładach garbarskich – niestety, okazały się w Polsce nie do zdobycia…
2. Larwy mączników – te zjadane były nawet chętnie!
3. Paseczki mięśnia sercowego – nieakceptowane.
4. Filety z mrożonych – ale nie solonych! – śledzi – nieakceptowane.
5. Noworodki mysie – sporadycznie zjadane, ale raczej połknięte przypadkowo, niż świadomie.

Do wspomnianej zupy mlecznej dodawano w różnych okresach urozmaicana – dodawano kaszę mannę, zabielano mąką, zagęszczano, dodawano dostępne wówczas witaminy i mikroelementy.
Mijał czas, mrówkojad wszystkie te potrawy jadł – lub nie – aż w końcu minęły trzy lata, a zwierz nie tylko wciąż żył, ale poczynał sobie coraz lepiej. Trzy lata, które spędził w płockim zoo to był ówczesny rekord długowieczności mrówkojada w polskim ogrodzie!

Mrówkojad Maciuś

Mrówkojada – na podstawie dokładnych oględzin i stałego, a bliskiego kontaktu – zakwalifikowano jako samca, a na podstawie wyglądu pazurów, grubej skóry na stopach, łysiejącego ogona i ogólnego wyglądu skóry jego wiek określono na 4-5 lat. Mrówkojad otrzymał też imię – Maciuś.
Z czasem powyższe spostrzeżenia skonfrontowano z kolejnymi mrówkojadami, które pojawiły się w Płocku.
Następny mrówkojad pojawił się 25 sierpnia 1969 roku – przyjechał z Niemiec jako roczny samiec. Niestety, padł już po pięciu miesiącach, 4 stycznia 1970 roku (miał mieć wówczas dwa lata i trzy dni).
Następne dwa mrówkojady przyjechały do Płocka z Argentyny jako samice, 10 sierpnia 1971 roku – pierwszy, młodszy (urodzony na początku 1970 roku) padł po dwóch latach i czterech miesiącach, pod koniec 1973 roku w wieku trzech lat, drugi, urodzony w1966 roku przeżył w Płocku aż 16 lat! Samica otrzymała imię Jadzia, jednak po jakimś czasie okazało się, że nie był to najlepszy pomysł…
14 września 1972 roku płockie zoo otrzymało w darze młodziutkiego mrówkojada z Niemiec, samca, żył on niestety tylko dwa miesiące – padł 23 listopada 1972 roku mając zaledwie półtora roku. Podczas sekcji zwłok stwierdzono zwyrodnienie tłuszczowe wątroby. Oceniono, iż mrówkojad ten został stanowczo zbyt szybko odebrany matce.
19 października 1973 roku do Płocka przyjechał kolejny mrówkojad, roczna samica. Na „usilne prośby” łódzkiego zoo został on 16 listopada 1973 roku przekazany do Łodzi, by zająć miejsce świeżo padłego w tamtejszym zoo mrówkojada (łódzki mrówkojad – pierwszy w historii tamtejszego zoo – padł 8 listopada).
Tym samym na koniec 1973 roku w płockim zoo zostały dwa mrówkojady – Maciuś oraz Jadzia. Podczas porównawczych obserwacji obu mrówkojadów stwierdzono wówczas, że Maciuś jest jednak… samicą, a Jadzia – samcem! Maciuś był bowiem znacznie mniejszy zarówno od Jadzi, jaki i od wszystkich „samców”, które wcześniej i później pojawiły się w zoo.
Tym samym Maciuś został samicą, a imię zmieniono mu na Maciusię, natomiast Jadzię przemianowano ja Józka.
Po narządach rodnych wówczas nie sposób było ocenić płeć zwierzęcia – jak wiemy, i dzisiaj niektóre ogrody mają z tym pewne problemy i trzeba czekać czasem kilka miesięcy, żeby mieć pewność. A co dopiero w 1973 roku! :).
Absolutną pewność uzyskano jednak trochę później, gdy…

Pierwsze narodziny!

23 sierpnia 1976 roku z Argentyny przyjechała „gwarantowana” samica – miała wówczas pięć lat i już raz, w Argentynie, dała przychówek. Płeć mrówkojada była dzięki temu łatwa do ustalenia, samica miała bowiem bardzo duże i widoczne sutki. Skoro nie było wątpliwości odnośnie do płci zwierzęcia, można mu było dać imię – nową mrówkojadzicę nazwano więc Małgosią.
Dwa lata później, 16 października 1978 roku na świat przychodzi pierwszy płocki mrówkojad – jego matką była  Małgosia właśnie, ojcem zaś… Józek, który jeszcze do niedawna uchodził za Jadzię!
Był to absolutny sukces płockiego zoo, gdyż były to nie tylko pierwsze narodziny mrówkojada w Płocku, ale i pierwsze narodziny mrówkojada w powojennej historii polskich ogrodów zoologicznych (w l. 30. mrówkojady rodziły się we wrocławskim zoo). Maluch – samiczka – urodził się między godziną 12.30 a 13.00. Wraz z matką został oddzielony od pozostałych dwóch mrówkojadów. Maluch był w świetnej kondycji i był bardzo aktywny, matka zaś bardzo dobrze się nim opiekowała. Bardzo szybko też młody mrówkojad zaczął wdrapywać się na grzbiet matki – nie tylko jeździł na niej, ale też zdarzało mu się na niej spać!

Mały mrówkojad 10 dni po urodzeniu na grzbiecie swojej matki, Małgosi

Ówczesny dyrektor płockiego zoo, Tadeusz Taworski, i 51-dniowy wówczas mały mrówkojad

Po siedmiu miesiącach od narodzin małego mrówkojada, połączono go wraz z matką z pozostałymi mrówkojadami – była to największa eksponowana kiedykolwiek w Polsce grupa mrówkojadów olbrzymich – równocześnie na wybiegu można było bowiem obserwować aż cztery mrówkojady!
Młody mrówkojad osiągnął rozmiar swoich rodziców w wieku ośmiu miesięcy – można go było odróżnić tylko po małym garbie na nosie i miękkich włosach na ogonie.
Wciąż jednak jeździł na grzbiecie swojej matki i – uwaga! – pozostałych dwóch mrówkojadów!

Dziewięciomiesięczny młodzian nie zamierzał oszczędzać swojej matki, jak również "wujka" i "cioci"...

Młody przeżył w Płocku jednak tylko rok i pięć miesięcy – padł 22 marca 1980 roku z powodu niewydolności krążenia.
W chwili śmierci młoda samica ważyła 23, 450 kg i mierzyła 207,5 cm długości – porównując te dane do innych mrówkojadów w analogicznym wieku, były one jak najbardziej prawidłowe.

Porażki i sukcesy…

Kolejnych trzech młodych, niestety, nie udało się odchować. Pierwszy młody urodził się 27 listopada 1980 roku i prawdopodobnie został zagnieciony po nocnym porodzie.  Drugi młody, samczyk o imieniu Jaś, urodzony 4 sierpnia 1981, padł z niewyjaśnionych do końca powodów. Podejrzewano zatrucie farbą olejną, którą pomalowano pomieszczenie wewnętrzne mrówkojadów, ale bardziej prawdopodobną, sugerowaną przez lekarza weterynarii,  przyczyną śmierci była anemia.
W trzecim przypadku, mrówkojada urodzonego 6 lipca 1982 roku, nastąpiło poronienie.
Mimo tych niepowodzeń, płockie zoo może się pochwalić także wieloma sukcesami na polu hodowli mrówkojadów – oprócz przychówku i odchowania młodego w 1978 roku, do niewątpliwych sukcesów należy doliczyć także historię pobytu w zoo Maciusia, który dożył w Płocku sędziwego wieku. Padł 7 maja 1984 roku, co oznacza, że przeżył w Płocku aż 19 lat- to wciąż niepobity rekord Polski! Jego wiek oceniono wówczas na 24 lata, 4 miesiące i 5 dni, a przyczyną śmierci była… starość.
Jadzia przeżyła w Płocku aż 16 lat – padła na ospę 23 sierpnia 1987 roku, mając 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni.
Wreszcie Małgosia, która przeżyła w Płocku 11 lat – padła 9 września 1987 roku w wieku 17 lat, 8 miesięcy i 7 dni. Była wówczas ostatnim mrówkojadem w Płocku. Niestety, okoliczności jej śmierci to jedna z najbardziej dramatycznych historii w polskich ogrodach zoologicznych, została bowiem… przebita ostrym narzędziem, najprawdopodobniej ktoś zadźgał ją nożem!
Jakkolwiek – aż trzy mrówkojady przeżyły w płockim zoo co najmniej 10 lat, co do dziś jest niepobitym rekordem.
Wielokrotnie próbowano wyjaśnić te sukcesy – choć w innych polskich ogrodach warunki do hodowli mrówkojadów były porównywalne lub nawet lepsze, to nigdzie nie udało się – aż do lat 90. – uzyskać tak dobrych wyników. Wystarczy dodać, że między 1945 a 1990 rokiem w żadnym polskim zoo nie udało się mrówkojadów rozmnożyć, nigdzie też żaden mrówkojad nie przeżył więcej, niż trzy lata.
Co ciekawe, choć mrówkojady do Płocka sprowadzano zarówno z Argentyny jak i Europy Zachodniej, przychówków doczekano się tylko od tych, które przyjechały zza oceanu!

Chatka i wybieg

Warunki, w jakich przebywały mrówkojady w płockim zoo były jak na owe czasy dosyć przeciętne, trudno zatem w nich upatrywać źródła sukcesów hodowlanych. Zimowisko miało powierzchnię 5 m2, z wydzielonym kątem do spania. Podłoga była wykonana z drewna – część chatki przeznaczoną do spania wykładano sianem, drugą zaś – tzw. dzienną – wysypywano piaskiem. W pomieszczeniu wewnętrznym znajdował się też grzejnik, promieniujący ciepło na cały kojec – działał od późnej jesieni do wiosny.
Mrówkojady miały też oczywiście do dyspozycji trawiasty wybieg zewnętrzny, znajdujący się na terenie obecnego wybiegu słoni – w jego lewym narożniku:

Lewy narożnik obecnego wybiegu słoni w Płocku - tu kiedyś znajdował się wybieg mrówkojadów

Wybieg miał powierzchnię około 200 m2 (wymiary 19,2 x 17,4 x 6,2 x 17,3 m) i otoczony był płotem o wysokości 120 cm. Porośnięty był m.in. mniszkiem pospolitym, wiechliną łąkową, życicą wielokwiatową, pokrzywą zwyczajną, babką i rdestami. W południowej części wybiegu rosło ponadto kilka krzewów, a przy ogrodzeniu kilka niedużych drzewek.
Od zachodu wybieg otaczał półkolisty betonowy mur, a jedną ze ścian stanowiły trzy szyby o wymiarze 165 cm na 90 cm.

Mrówkojadzi przysmak po płocku

Wróćmy jeszcze na chwilę do żywienia mrówkojadów w Płocku. Pisaliśmy o trudnych początkach i eksperymentach żywieniowych z lat 60, testowanych na Maciusiu. Pod koniec lat 70. ustalono wreszcie konkretną dietę, opartą na tej, którą stosowano w Sao Leopoldo Zoo w Brazylii.
Mrówkojady jadły więc dwa razy dziennie – o 8.00 i o 14.00. Dzienna dieta dla trzech mieszkających wówczas w zoo dorosłych mrówkojadów (Józek, Maciusia i Małgosia) składała się z:
– 1 kg. surowego mięsa końskiego z dodatkiem ziemi
– zupy mlecznej składającej się z 1 kg. ugotowanego ryżu i 3 l mleka, z dodatkiem 10 surowych jajek
– kilku główek posiekanej sałaty
– kompotu owocowego (najczęściej jabłkowy) do picia
Poza tym wiele razy obserwowano, jak mrówkojady rozdrapują pazurami ziemię na wybiegu w poszukiwaniu bliżej nieokreślonych bezkręgowców. Mrówek? Możliwe…

Lista płockich mrówkojadów

Jeden z płockich mrówkojadów do dziś znajduje się na zapleczu herpetarium pośród innych wypchanych zwierząt...

Prezentujemy poniżej pełne zestawienie mrówkojadów, które przebywały w płockim zoo – dane w oparciu o raport taksonomiczny dla płockich mrówkojadów olbrzymich.

1. Płeć nieznana – ur. 1960, przybył z Argentyny 13.05. 1961, padł 27.01. 1962, przeżył 2 lata, 5 miesięcy i 25 dni

2. Płeć nieznana – ur. 1963, przybył z Rosario w Argentynie 18.01.1964, padł 18.01.1964, przeżył rok i 16 dni

3. Samica Maciusia (wcześniej samiec Maciuś) – ur. 1960, przybyła z Rosario w Argentynie 14.07.1965, padła 07.05.1984, przeżyła 24 lata, 4 miesiące i 5 dni

4. Samiec – ur. 1968, przybył z Niemiec 25.08.1969, padł 04.01.1970, przeżył 2 lata i 3 dni

5. Samiec Józek (wcześniej samica Jadzia) – ur. 1966, przybył 10.08.1971 z Argentyny, padł 23.08.1987, przeżył 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni

6. Samica – ur. 1970, przybyła 10.08.1971 z Argentyny, padła w 1973 roku, przeżyła 3 lata

7. Samiec – ur. 06. 1972, przybył 14.09.1972 z Niemiec, padł 23.10.1972, przeżył rok, 5 miesięcy i 23 dni

8. Samica – ur. 1972, przybyła 19.10.1973 z Niemiec, wyjechała do łódzkiego zoo 16.11.1973, gdzie padła 05.04.1975, przeżyła 3 lata

9. Samica Małgosia – ur. 1970, przybyła 23.08.1976 z Argentyny, padła 09.09.1987, przeżyła 17 lat, 8 miesięcy i 7 dni

10. Samica urodzona w Płocku – ur. 16.08.1978 w płockim zoo, padła 22.03.1980, przeżyła rok, 5 miesięcy i 5 dni

11. Płeć nieznana – ur. 27.11.1980 w płockim zoo, padł 27.11.1980

12. Samiec Jaś – ur. 04.08.1981 w płockim zoo, padł 24.04.1983, przeżył rok, 8 miesięcy i 19 dni

13. Płeć nieznana – 06. 07. 1982 w płockim zoo, padł 06.07.1982

Jak widać z powyższego zestawienia, historię płockiego zoo tworzy 13 mrówkojadów – to najliczniejsza grupa spośród wszystkich krajowych ogrodów zoologicznych. Do Płocka sprowadzono z zagranicy łącznie 9 mrówkojadów (6 z Argentyny i 3 z Niemiec), z których jeden przyjechał martwy, a jednego wysłano niemal od razu do zoo w Łodzi. Z pozostałej siódemki trzy mrówkojady – Małgosia, Maciusia i Józek przeżyły w Płocku co najmniej 10 lat każdy.
Płockie zoo doczekało się także czterech przychówków, jednak tylko dwa młode udało się odchować – pozostałe dwa maluchy nie przeżyły nawet dnia.
Zestawiając te dane z innymi polskimi ogrodami zoologicznymi, niewątpliwie należy płockiemu zoo oddać palmę pierwszeństwa na polu historycznych zasług w hodowli mrówkojadów, choć nie ulega wątpliwościom, że z dzisiejszej perspektywy można by mieć szereg obiekcji do sposobu pozyskiwania zwierząt i niektórych „pomysłów” w toku ich hodowli. Nie wolno jednak zapomnieć o najważniejszym, czyli kontekście historycznym – bez uwzględnienia ówczesnej wiedzy na temat mrówkojadów i możliwości hodowlanych płockiego zoo obraz całej tej opowieści pozostanie mocno niepełny…

EPILOG – spojrzenie w przyszłość…

Od czasu, gdy ostatni mrówkojad olbrzymi hasał na wybiegu w płockim zoo, minęły 24 lata! Od tego czasu o mrówkojady olbrzymie wzbogaciły się ogrody w Opolu i Warszawie, mrówkojady wróciły także do Poznania (tyle, że do Nowego Zoo). Nie ma ich już natomiast we Wrocławiu i tym bardziej w Łodzi (w Łodzi mrówkojadów nie było już w chwili śmierci Małgosi – i to od kilkunastu lat!).
Jaka jest szansa, że po tak długiej przerwie mrówkojady do Płocka powrócą? I czy w ogóle taka kwestia jest rozpatrywana? We wstępnych planach rozwojowych płockiego zoo, które pojawiły się w zeszłym roku, jest co prawda koncepcja stworzenia wybiegu zwierząt Ameryki Południowej, z mrówkojadami olbrzymimi w roli głównej, jednak szanse na realizację tych planów są póki co niewielkie, choć obecności mrówkojadów w dalszej przyszłości w płockim zoo nikt nie wyklucza.
Jak będzie – przekonamy się za jakiś czas, póki co możemy Wam pokazać niezwykłe zdjęcie, jakie udało nam się zrobić w płockim zoo w lipcu tego roku – każdy może z tego zdjęcia wyciągnąć wnioski jakie tylko chce :).

ŹRÓDŁA DANYCH

Wszystkie materiały i informacje dotyczące historii mrówkojadów w płockim zoo pochodzą z trzech tekstów:
– Artykułu o płockich mrówkojadach, który ukazał się w International Zoo News z roku 1981 (numer 174, wrzesień/październik). Autorami tekstu byli: Jan Śmiełowski, Piotr Stanisławowski i Tadeusz Taworski.
– Tekstu ówczesnego dyrektora płockiego zoo, p. Tadeusza Taworskiego pt. Ekspozycja i hodowla mrówkojada olbrzymiego w Płockim ZOO.
– Raportu taksonomicznego dotyczącego mrówkojadów olbrzymich w płockim zoo
Teksty te uzyskaliśmy dzięki pomocy i życzliwości Ogrodu Zoologicznego w Płocku. Za ich udostępnienie serdecznie dziękujemy Panu Dyrektorowi Aleksandrowi Niwelińskiemu, oraz pracownikom zoo, Kierowniczce Działu Dydaktycznego Pani Dorocie Raniszewskiej, Kierownikowi Działu Hodowlanego Panu Krzysztofowi Kelmanowi oraz Panu Wiktorowi Zduniakowi.

Jego Wysokość Mrówkojad Olbrzymi, czyli tajemnica pewnego obrazu!

W 1759 roku na tronie Hiszpanii zasiada nowy władca – Karol III Hiszpański. Hiszpania ma wówczas status supermocarstwa, a znaczną część swojej potęgi opiera na licznych koloniach – wszak trzyma w ryzach prawie całą Amerykę Łacińską. Karol III uznawany jest za władcę nieprzeciętnego, choć obok wielu ważnych reform, które wprowadza, wdaje się też w niezbyt dobrze rokujące dla Hiszpanii sojusze i działania zbrojne. Dobra polityka wewnętrzna ściera się z niezbyt udaną zagraniczną.
Historia jeszcze go oceni.

Karol, król-kolekcjoner

Karol III Hiszpański (fot. Wikipedia)

Ale Karol III to nie tylko władca – to także zapalony myśliwy i wytrawny kolekcjoner sztuki. Jak na światłego człowieka swoich czasów przystało, zainteresowania ma bardzo szerokie – kolekcjonuje szczególnie dzieła sztuki, zwłaszcza malarstwa, głównie antycznego, ale też współczesnego, poza tym zbiera rzeźby, książki i przedmioty dekoracyjne, a wśród jego kolekcji znajdują się także zwierzęta, minerały, skamieniałości i rośliny.
To, że jest władcą nie tylko Hiszpanii, ale też zarządcą ogromnych terytoriów za oceanem, znacznie poszerza jego możliwości kolekcjonerskie. Nowy Świat był dla Hiszpanii i jej monarchy w tym czasie niezwykle ekscytujący – wciąż do końca niepoznany i kryjący wiele tajemnic. Do Hiszpanii co jakiś czas docierały statki z Ameryki, przywożąc rozmaite nieznane Europejczykom zabytki i ciekawostki – w tym lokalne, egzotyczne rośliny i zwierzęta.
Ładunek, jaki przypłynął do Hiszpanii pewnego lipcowego poranka 1776 roku z Buenos Aires w Argentynie miał jednak przebić wszystkie poprzednie i wprawić w niezwykłe zadziwienie samego króla!
Oto bowiem przed oblicze króla, w Pałacu Królewskim w Madrycie, przyprowadzono zwierzę, jakiego nie tylko w Hiszpanii, ale i w całej Europie dotąd nie widziano!
Wyglądało najprawdopodobniej tak:

To się musiał król zdziwić…

Wedle wszelkich dostępnych danych był to pierwszy żywy mrówkojad olbrzymi przywieziony do Europy! Przed obliczem króla stanęła samica, złapana w środowisku naturalnym w Argentynie.

Namaluj mi mrówkojada!

Król – jak łatwo się domyślić – był nie tylko wielce zdumiony, ale też bez reszty zafascynowany tym niezwykłym zwierzęciem, niepodobnym do jakiegokolwiek znanego w Starym Świecie.
Król postanowił przenieść mrówkojada do ogrodów królewskich w Buen Retiro, gdzie przygotowano dla niego specjalny wybieg. Jak łatwo się domyślić, w XVIII wieku nie istniały jeszcze aparaty fotograficzne, dlatego jedyną możliwością uwiecznienia niezwykłego stworzenia było wykonać jego portret. Dlatego też król, który był wielce rad z tego, że jego kolekcja zwierząt powiększyła się o niezwykłe i unikatowe na skalę całej Europy zwierzę, zapragnął także mieć jego portret, aby wzbogacić swoją kolekcję malarstwa. Namalowanie obrazu zlecił swojemu nadwornemu malarzowi, Rafaelowi Mengsowi, który od razu zabrał się do dzieła.

Rafael Mengs (fot. Wikipedia)

Mengs pracował nad portretem zwierzęcia, niestety, czy ze względu na warunki klimatyczne czy nieodpowiednią dietę – składającą się głównie z mielonego mięsa i chleba (!), zwierzę zginęło zaledwie siedem miesięcy po jego przyjeździe do Madrytu.
Na szczęście Mengs zdążył ukończyć portret mrówkojada – jeszcze w 1776 roku – obraz, zatytułowany His Majesty’s Giant Anteater, trafił do Królewskiego Gabinetu Historii Naturalnej w Madrycie, później zaś trafił do Muzeum Przyrodniczego (Museo Nacional de Ciencias Naturales) w Madrycie, w którym znajduje się do dziś – tyle, że nie na ekspozycji, a w biurze kustosza muzeum.
Padł mrówkojad, umarł Mengs, umarł też sam król Karol III, a obraz utonął w ogromnych zbiorach madryckiego muzeum i zdawać się mogło, że niemal wszyscy o nim zapomnieli…
Co prawda od samego początku pojawiały się sugestie, jakoby autorem obrazu wcale nie był Mengs, ale brakowało jakichkolwiek dowodów.
Wreszcie w 2006 roku – 230 lat po namalowaniu obrazu! –  Ana Victoria Mazo Pérez wydała papierową reprodukcję obrazu, dzięki czemu obraz „przypomniał o sobie”.

Kto autorem obrazu???

Po opublikowaniu w 2006 roku papierowej wersji obrazu, portretem mrówkojada zainteresował się niejaki Javier Jordán de Urríes y de la Colina, kustosz w Zamku Królewskim w Aranjuez, którego zaintrygowała kwestia autorstwa obrazu. Coś nie dawało mu spokoju – choć oficjalnie autorem malowidła miał być Mengs, Javier Jordán rozpoczął szczegółowe badania, mająca raz na zawsze rozstrzygnąć tę sporną kwestię.
Bomba wybuchła tego lata, gdy w magazynie sztuki Goya opublikowany został artykuł Jordána, w którym kustosz twierdził, iż rzeczywistym autorem obrazu jest… Francisco de Goya!

Francisco Goya (fot. Wikipedia)

W artykule de Urriés pisze, iż zaintrygował go przede wszystkim dość nietypowy temat malowidła oraz pytania o faktycznego autora obrazu – wątpliwości pojawiały się już wcześniej, ale nie były odpowiednio udokumentowane.
Już wstępne badania wykazały, że autorem obrazu na pewno nie jest Mengs! Jak to?
Ano, zlecenie namalowania obrazu dostał co prawda Mengs – i to bezpośrednio od samego króla – jak jednak powszechnie wiadomo, uznani artyści – a za takiego uchodził Mengs (był wszak nadwornym malarzem samego króla!) często mają do pomocy szereg asystentów i współpracowników, którzy pomagają „głównemu artyście” w tworzeniu. Łatwo sobie wyobrazić, że nadworny malarz królewski musiał mieć mnóstwo zleceń, z którymi sam nie byłby sobie w stanie poradzić, stąd siłą rzeczy musiał się wspierać współpracownikami i asystentami. Ponieważ namalowanie obrazu zlecono samemu Mengsowi, praca była przypisana właśnie jemu. Mengs co prawda podjął intensywne przygotowania do projektu, ale nie mógł samodzielnie go namalować, gdyż musiał wyjechać na dłuższy czas do Rzymu.
Kluczowy w wyjaśnieniu zagadki okazuje się być pewnie dokument z 17 września 1776 roku, wedle którego Mengsowi zostały wypłacone pieniądze z tytułu ukończenia obrazu, z zaznaczeniem, że mają być przekazane „anonimowemu malarzowi”, który ukończył obraz pod kierunkiem samego Mengsa. Oczywistym więc stało się, że obrazu nie namalował Mengs (do niego mogła należeć co najwyżej ogólna wizja dzieła, jego zarys, szkic itp.), tylko jeden z malarzy z jego pracowni.
Javier Jordán wśród pracowników Mengsa znalazł m.in. nieznanego wówczas Goyę. Kustosz uznał, iż to właśnie on może być autorem dzieła, za czym przemawiać miały liczne szczegóły stylistyczne, widoczne na portrecie mrówkojada, które żywcem przypominają te, widoczne w późniejszych dziełach artysty. Na tej podstawie uznał, iż rzeczywistym autorem obrazu jest Francisco Goya!

Dlaczego Goya?

Goya i mrówkojad? Hmm, zestawienie dość dziwne. Goya znany jest raczej jako autor takich dzieł jak Maja naga i Maja ubrana, Rozstrzelanie powstańców madryckich 3 maja 1808 roku czy Gdy rozum śpi, budzą się upiory, ale mrówkojad?

Goya, „Rozstrzelanie powstańców madryckich 3 maja 1808 roku” (fot. Wikipedia)

Pamiętajmy jednak, że obraz mrówkojada powstaje, gdy Goya jest ledwie praktykantem u Mengsa i ma dokończyć zamówione u swego mistrza dzieło. Za autorstwem Goi przemawiają jednak przede wszystkim elementy tła obrazu – sposób przedstawiania krajobrazu, który ma być typowy dla późniejszych dzieł artysty.
Co więcej, obraz His Majesty’s Giant Anteater w niczym nie przypomina innych dzieł samego Mengsa, a wśród jego współpracowników trudno znaleźć kogokolwiek, kto talentem mógłby dorównać Goi – sam portret mrówkojada jest zaś dziełem na tyle wybitnym, że trudno wyobrazić sobie, aby miał namalować go artysta przeciętny.
Goya wydaje się być więc wskazaniem idealnym!

Zainteresowanych szczegółową analizą porównawczą obrazu His Majesty’s Giant Anteater z innymi dziełami artysty, która ma udowodnić, iż jest on również autorem mrówkojadziego portretu, odsyłamy tutaj.

Teoria kustosza Jordána, choć bardzo przekonująca i do tego niezwykle elektryzująca, jest jeszcze zbyt świeżą, aby przyjąć ją zupełnie bezkrytycznie, stąd trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, zanim oficjalnie autorem portretu mrówkojada zostanie obwieszczony Goya. Nie brak bowiem sceptyków tej teorii, którzy twierdzą, że pomysł z Goyą jako autorem obrazu jest bardzo chwytliwy, ale ma wiele luk. Póki co w świecie sztuki trwa gorąca debata nad obrazem, choć coraz powszechniejsze jest uznanie, iż autorem dzieła jest jednak Goya.
Jednak niezależnie od tego, kto faktycznie namalował obraz, nie ma wątpliwości, że His Majesty’s Giant Anteater  jest wielkim dziełem sztuki!

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater (1776)

No właśnie – czas chyba przyjrzeć się bliżej samemu obrazowi, wokół którego rozpętał się taki szum. My nie mamy wątpliwości – czy jego autorem jest Goya, czy Mengs, czy któryś z jego uczniów – bez znaczenia: obraz jest po prostu piękny, zachwycający i marzymy tylko o jednym: żeby mieć go w swoim pokoju.
Albo chociaż zobaczyć go „na żywo” w Museo Nacional de Ciencias Naturales w Madrycie.
Póki co jednak zdani jesteśmy na reprodukcję, która ukazała się w magazynie Goya:

Francisco Goya, His Majesty’s Giant Anteater – reprodukcja obrazu, która ukazała się w magazynie „Goya”, nr lipiec-sierpień 2011, str. 336 (zdjęcie pochodzi ze strony http://www.museolazarogaldiano.wordpress.com)

His Majesty’s Giant Anteater to obraz olejny na płótnie, o wymiarach 105 x 209 cm. Przedstawia stojącą samicę mrówkojada olbrzymiego praktycznie naturalnej wielkości, z lewego profilu, z wyciągniętym językiem. Niebywała jest idealna wręcz poprawność w ukazaniu anatomii mrówkojada na obrazie – jeśli weźmiemy pod uwagę, że malarz widział mrówkojada pierwszy raz w życiu i nie mógł mieć na jego temat zbyt dużej wiedzy, to dbałość o szczegóły i poprawność w ich ukazywaniu jest wręcz nieprawdopodobna!
Spójrzmy – przednie łapy są podwinięte, jak bowiem wiadomo, mrówkojady chodzą na knykciach. Idealnie zachowane są też proporcje w budowie zwierzęcia – wiele współczesnych rysunków w rozmaitych popularnych wydawnictwach mogłoby się na obrazie Goi (?) uczyć, jak należy pokazywać mrówkojada! Mrówkojad na obrazie ukazany jest na tle drzew i łagodnych wzgórz, w tle widać też ruiny zamku. Uwagę zwraca jednak bardzo szczególny element dzieła – z prawej strony obrazu, tuż nad ogonem stojącego mrówkojada, widać potężny monolit, u podstawy którego widać drugiego mrówkojada, który śpi skulony i przykryty ogonem.
Jakbyśmy widzieli Eskado!

Śpiący Eskado

Tym samym obraz prezentuje mrówkojada w dwóch różnych pozach, w których jest najczęściej spotykany. Na monolicie widnieje także napis w języku hiszpańskim, zawierający informacje na temat portretowanego zwierzęcia – dowiemy się z niego, że w naturalnym środowisku mrówkojad zjada mrówki, że dany okaz należy do króla, a ten widoczny na obrazie ma około 30 miesięcy i może dożyć do 6-7 lat.

Jeśli natraficie gdzieś na jakiekolwiek mrówkojadzie tropy, o których nie pisaliśmy jeszcze na Mrówkojadzie – koniecznie dajcie nam znać!
My tymczasem wracamy do tropienia – kto wie, jaki artysta jeszcze namalował naszego ulubionego zwierzaka… :).

Alfabet Mrówkojada – N jak Najstarszy mrówkojad!

Witamy w kolejnej części Alfabetu Mrówkojada! W ostatniej części Alfabetu opowiedzieliśmy Wam o kilku mitach rodem z Ameryki Południowej, których głównym bohaterem jest nasz drogi mrówkojad, dziś natomiast odpowiemy na pytanie, jak długo żyją mrówkojady i jaki jest rekord długości życia mrówkojada w ogrodach zoologicznych na świecie i w Polsce.
Zapraszamy do lektury!

N – NAJSTARSZY MRÓWKOJAD

Jesteście ciekawi, jak długo żyją mrówkojady? Zaraz Wam powiem!

Jesteście ciekawi, jak długo żyją mrówkojady? Zaraz Wam powiem!

Długość życia poszczególnych gatunków w Królestwie Zwierząt jest niebywale wręcz różnorodna – od żyjących zaledwie do kilku lat gryzoni po długowieczne żółwie, których niektóre gatunki, jak choćby żółw słoniowy z Galapagos, żyją grubo ponad 100 lat (rekordzista żył 176 lat, choć ocenia się, że żółwie te mogą żyć nawet 300 lat!).
Jak na tym tle wypadają mrówkojady? Ano, bardzo średnio, musimy jednak pamiętać, że ssaki tej wielkości nie zaliczają się do grona szczególnie długowiecznych, poza tym mrówkojady narażone są na ogromne ilości czynników, które ograniczają szczególnie długi okres życia – czyhające nań drapieżniki, człowiek i cywilizacja, utrata terenów, a do tego niskokaloryczna dieta i specyficzny tryb życia – wszystko to elementy, które wyraźnie ograniczają długość życia zwierzęcia.
W naturze bowiem mrówkojady żyją średnio 15 do 26 lat. Z oczywistych powodów nie sposób ustalić, jaki jest rekord długowieczności tych zwierząt w środowisku naturalnym, szacuje się jednak że nie przekracza on 30 lat.
Dla porównania: tapiry anta dożywają 40 lat, leniwce dwupalczaste 37, mrówniki 30, a pancerniki włochate 25 – mrówkojady więc wypadają na ich tle przeciętnie.

Mrówkojady w zoo!

Nieco inaczej sprawy mają się w ogrodach zoologicznych – tu na długość życia mrówkojadów wpływ miał przez dziesięciolecia stan wiedzy dotyczący ich hodowli – a ten był bardzo niewielki. Brak wystarczającej wiedzy na temat potrzeb żywieniowych tych zwierząt sprawiał, że do połowy XX wieku sukcesem było, gdy mrówkojad w niewoli przeżył więcej niż 3 lata. Rekordzistą w połowie XX wieku był okaz z zoo w amerykańskim Cincinnati, który przyjechał do zoo w 1928 roku – już jako dorosły osobnik! – i przeżył w zoo 20 lat!
Jeszcze na początku lat 70. długość życia mrówkojadów olbrzymich w niewoli szacowano na średnio 14 lat! Obecnie wg różnych danych jest to około 20-23 lata, czyli bardzo porównywalnie do długości życia w naturze.

Kto najstarszy?

Za rekordzistę jeśli chodzi o długość życia u mrówkojadów w ogrodach zoologicznych uchodzi pewna samica mrówkojada urodzona w 1969 roku w Paragwaju, na wolności, która przybyła do zoo w Krefeld 1.04.1970 i padła tam 9.11.2000 – jej wiek oceniono wówczas na około 30 lat i 7 miesięcy!

Innym kandydatem do tytułu najstarszego mrówkojada jest samica z Santa Barbara Zoo w USA, o wiele mówiącym imieniu „Grandma”, która padła w 2002 roku – jej wiek szacowano wówczas na 31 lat i uznano ją za najstarszego mrówkojada w historii. Ze względu jednak na „niepewne” do końca dane, w fachowej literaturze (Richard Weigl, „Longevity of Mammals in Captivity; from the Living Collection of the World” wyd. 2005) rekordzistką wciąż jest samica z Krefeld…

Rekordziści w Polsce!

Obecnie w polskich ogrodach zoologicznych żyje 8 mrówkojadów – po trzy w Poznaniu i Warszawie oraz dwa w Opolu. Najstarszym z nich jest zdecydowanie samica Yuri z warszawskiego zoo, urodzona 20 maja 1996 w Dortmundzie – obecnie ma więc 15 lat i 5 miesięcy. Pozostałe „polskie” mrówkojady są jeszcze bardzo młode – żaden nie skończył jeszcze 7 lat! (drugi najstarszy polski mrówkojad – Eskado – ma dopiero 6 lat).

Yuri z warszawskiego zoo - najstarszy polski mrówkojad (na jej grzbiecie siedzi jej syn, Ares)

A jak to było w przeszłości?
Najstarszymi mrówkojadami w Polsce są teraz Yuri i Esakdo mieszkające w Warszawie i Poznaniu, zaś opolskim rekordzistą jest Alejandro (4 lata – urodzony 3 lipca 2007), pamiętać jednak musimy, że w przeszłości mrówkojady były jeszcze w Płocku, Wrocławiu i Łodzi.
O ile rekordzista z Łodzi przeżył tylko 3 lata, a z Wrocławia 7 lat, to najstarszy mrówkojad w płockim zoo przeżył aż 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni – był to samiec Józek (wcześniej znany jako… samica Jadzia), urodzony w 1966. Do Płocka przybył 10.08.1971 z Argentyny, a padł 23.08.1987 – w samym płockim zoo przeżył więc aż 16 lat!
To już wynik na światowym poziomie!

My natomiast mamy nadzieję, że wszystkie nasze mrówkojady będą w zdrowiu i dobrej formie żyły jak najdłużej i któryś z nich doczeka kiedyś miejsca w mrówkojadziej Księdze Rekordów Guinnessa… :).

Kinoteka Mrówkojada – „Amazońskie szpony”

W Kinotece Mrówkojada pokazaliśmy Wam ostatnio niesamowity film o morderczych waranach z Komodo, dziś natomiast słów kilka o produkcji bardziej na serio, choć wcale nie mniej dramatycznej – „Amazońskich szponach”.

Amazońskie szpony

„Amazońskie szpony” (tytuł oryginalny „Amazon Claws”) to brytyjski film dokumentalny z 2005 roku, zrealizowany dla National Geographic.

„Amazońskie szpony” to rewelacyjna, trwająca 47 minut opowieść, której głównymi bohaterami są zamieszkujące Amerykę Południową szczerbaki.
Głównych bohaterów jest piątka – to mrówkojad olbrzymi, tamandua, mrówkojadek, leniwiec i pancernik – ich losy przeplatają się przez cały film. W rolach drugoplanowych możemy zobaczyć także oposy, żółwie, różne gatunki ptaków, a w rolach antagonistów głównych bohaterów – m.in. ocelota, kajmana i anakondę.

Amazońskie szpony

Dokument utrzymany jest w niesłychanym napięciu – to pasjonująca i dramatyczna opowieść o codziennym życiu tych zwierzaków i zagrożeniach, jakie czyhają na nie ze strony licznych drapieżników – ogląda się to chwilami jak dobre kino akcji (niestety, z elementami dramatu – pożar buszu). Świetne są zwłaszcza sceny z młodym tamanduą (walka z ocelotem to majstersztyk) – zresztą, zobaczcie sami:

oraz ucieczka mrówkojada przed kajmanem. Całość intensywnie komentowana z offu i rewelacyjnie sfilmowana – jedna z lepszych dokumentalnych produkcji o zwierzakach (a już na pewno najpełniejszy materiał filmowy o mrówkojadach:).
Dlatego też przyznajemy „Amazońskim szponom” specjalny znak “Mrówkojad poleca!

Amazon claws

Wypatrujcie go w ramówce „National Geographic” lub „Animal Planet”.

Alfabet Mrówkojada – H jak Hagenbeck

H – HAGENBECK CARL

Carl Hagenbeck (fot. wikipedia.commons)

Hagenbeck. Carl Hagenbeck. To w świecie ogrodów zoologicznych postać tyleż legendarna, co wymykająca się jednoznacznym kwalifikacjom i opiniom. Treser, handlarz zwierząt, właściciel cyrku i założyciel ogrodu zoologicznego w Hamburgu.
Urodzony w 1844 roku w Niemczech, na przełomie wieków stworzył podwaliny nowoczesnego myślenia o ogrodach zoologicznych (stworzenie zwierzętom w zoo warunków możliwie zbliżonych do naturalnych), znany był też z wielu kontrowersyjnych pomysłów i działań (krzyżowanie różnych gatunków w celach komercyjnych – tigon, eksponowanie  na wybiegach nie tylko zwierząt, ale także ludzi z danego obszaru, metody pozyskiwania zwierząt z naturalnego środowiska do zoo).

Carl Hagenbeck wśród lwów (fot. wikipedia.commons)

Szczegóły z życia Hagenbecka mogłyby być tematem barwnej i porywającej opowieści – może kiedyś szerzej się tym zajmiemy. Tymczasem zwracamy uwagę na pewien epizod z jego niezwykle ciekawego życiorysu…

Otóż ten syn hamburskiego rybaka urodził się, kiedy podróże odbywano jeszcze dyliżansem, a znajomość zoologii była jeszcze stosunkowo słaba. Ojciec Carla wystawiał za odpowiednią opłatą wszelkie złowione bądź nabyte zwierzęta, w czym ochoczo pomagał mu syn, który szybko wprawia się w fach „łowcy zwierząt”. W 1862 zjawia się z ojcem w Antwerpii na dorocznej aukcji zwierząt (sic!), poznaje wszystkich obecnych tam dyrektorów zoo i dowiaduje się, że w jednym z miasteczek zmarł właściciel wędrownej menażerii – jedzie tam zatem natychmiast, aby zakupić pozostawione zwierzęta. Następnego roku zjawia się w Londynie, przywożąc do zoo…wspaniały okaz mrówkojada.
Warto zauważyć, że mrówkojad w Europie znany jest już od ponad wieku, jednak wiedza o nim jest praktycznie żadna.
Niesamowita jest w tych okolicznościach historia, związana z dostarczeniem przez Hagenbecka owego mrówkojada do londyńskiego zoo. Otóż w zupełnej nieznajomości obyczajów tego zwierzęcia, którego Hagenbeck zobaczył wtedy po raz pierwszy w życiu, zabiera je ze sobą do cabu (rodzaj dorożki), jak zwykłego psa, bez żadnego opakowania czy zabezpieczenia! W drodze z doków do Southampton wystraszony zwierz pokazuje, co umie. Hagenbeck musi stoczyć ciężką walkę z silnym zwierzęciem, które usiłuje dostać go w uścisk swych potężnych pazurów

Mrówkojad kontra jaguar - nie możemy sobie jakoś wyobrazić w tej scenie Hagenbecka zamiast jaguara...A jednak!

Cudem – i mrówkojad, i zwłaszcza Hagenbeck, wychodzą z tej przygody cało – zwierzak trafia w końcu do zoo, a łowca już wie, jak obchodzić się z niektórymi gatunkami. Mrówkojady będzie jeszcze „zdobywał” nie raz, nigdy jednak nie będzie ich dostarczał w ten sposób…

(Więcej podobnych historii można znaleźć w książce „Ogrody zoologiczne – wczoraj, dziś, jutro”, Karola Łukasiewicza. Jej recenzja na Mrówkojadzie już niebawem!).

Na tropie mrówkojadów – odcinek III. Figurki i ozdoby.

Czyli tropienia mrówkojadów ciąg dalszy. Ostatnio pokazaliśmy Wam małą galerię mrówkojadów-maskotek i pluszaków, dziś czas na wszelkiego rodzaju figurki z mrówkojadami oraz biżuterię i ozdoby.
Co ważne – i tu każdy z Was może mieć takiego mrówkojada! My jednego już mamy:).

Figurka mrówkojada w specyficznym plenerze:)

Na początek figurka mrówkojada, którą sami posiadamy w swojej kolekcji. Kupiona za jedyne 6 zł na jednym ze straganów z pamiątkami przed wejściem do Nowego ZOO.

GALERIA FIGUREK MRÓWKOJADÓW

Mrówkojad - figurka

Mrówkojad - figurka

Mrówkojad - figurka

Mrówkojad - figurki

Mrówkojad - figurka

Mrówkojad - figurka Schleicha

Mrówkojad - figurka drewniana

Mrówkojad - figurka drewniana

Mrówkojad - figurka szklana

Mrówkojad ze szkła

Mrówkojad - medalik

Mrówkojad - origami

Mrówkojad - origami

Mrówkojad - figurka z porcelany kostnej znanej wytwórni w Ćmielowie

Mrówkojad - figurka z porcelany kostnej znanej wytwórni w Ćmielowie

Jeśli znajdziecie jakąś inną figurkę mrówkojada – koniecznie dajcie znać!

A co Ty wiesz o ogrodach zoologicznych? – sprawdź się w quizie Mrówkojada!

Jeśli „zoo” oznacza dla Ciebie coś więcej, niż tylko „z ograniczoną odpowiedzialnością”, lubisz się sprawdzać we wszelkiego rodzaju quizach i konkursach i wiesz, ile palców ma mrówkojad, jesteś na właściwej stronie :).
Dlatego też dla wszystkich – nie tylko miłośników i znawców – przygotowaliśmy mały quiz poświęcony tematyce ogrodów zoologicznych. 10 pytań-3 możliwe odpowiedzi-10 punktów do zdobycia.
Gotowy, żeby się sprawdzić? No to do dzieła!

Co Ty wiesz o ogrodach zoologicznych?

Przygotowaliśmy dla Was 10 pytań – do wyboru są 3 odpowiedzi, z których tylko jedna jest prawidłowa. Odpowiedzi na pytania można umieścić w komentarzu do notki (niestety, żadni z nas informatycy i nie potrafiliśmy zrobić tego quizu jakoś inaczej, we flashu czy czymś podobnym…).
Liczy się jednak wiedza i zabawa – a do tego nie potrzeba efektownych prezentacji. Podpowiedź – odpowiedzi na wszystkie pytania możecie znaleźć na Mrówkojadzie, ale żeby zabawa miała jakiś sens, sugerujemy nie ściągać :).

CO TY WIESZ O OGRODACH ZOOLOGICZNYCH? – QUIZ MRÓWKOJADA

1. W historii polskich ogrodów zoologicznych tylko jedno ZOO posiadało w swojej kolekcji kolczatkę. W którym mieście można ją było zobaczyć?

Kolczatka

a) Warszawa
b) Wrocław
c) Poznań

2. Która ze znanych postaci polskiej literatury jest autorem eseju p.t. Poranek w ogrodzie zoologicznym?

a) Zofia Nałkowska
b) Julian Tuwim
c) Maria Dąbrowska

3. Który artysta śpiewał o „inwazji waranów„?

Warany z Komodo

a) Muniek Staszczyk
b) Grabaż
c) Kazik

4. W których polskich ogrodach nie zobaczymy żadnego z gatunków nosorożca?

Nosorożec ogródkowy

a) Gdańsk, Poznań, Łódź
b) Wrocław, Kraków, Opole
c) Gdańsk, Wrocław, Płock

5. W którym z polskich ogrodów zoologicznych nigdy nie było mrówkojada olbrzymiego?

Polskie mrówkojady - obecnie

a) Płock
b) Gdańsk
c) Łódź

6. Który ogród zoologiczny w Polsce jako jedyny posiada w swojej kolekcji foki pospolite?

a) Gdańsk
b) Poznań
c) Płock

7. Który z polskich ogrodów zoologicznych nie należy do WAZA?

WAZA - logo

a) Śląskie ZOO
b) Opole
c) Kraków

8. W oficjalnym logo którego z polskich ogrodów zoologicznych nie znajduje się ssak?

a) Płock
b) Poznań
c) Gdańsk

9. W którym z polskich ogrodów zoologicznych nie ma insektarium?

a) Opole
b) Gdańsk
c) Poznań

10. W którym ogrodzie zoologicznym mieszka obecnie najstarszy hipopotam nilowy w Europie?

Hipopotamy nilowe - ZOO Wrocław

a) Kaliningrad
b) Monachium
c) Warszawa

Odpowiedzi możecie umieszczać w komentarzu albo przesyłać na adres Redakcji – czipsy.dwa@gmail.com
Dla osoby, która jako pierwsza prawidłowo odpowie na wszystkie pytanie przewidzieliśmy nagrodę – przewodnik po poznańskim ZOO oraz piękną fotografię mrówkojada olbrzymiego z bezcenną pieczątką Redakcji :).