Czekając na Orientarium – łódzkie zoo przechodzi do ofensywy!

O łódzkim zoo do tej pory na Mrówkojadzie nie pojawiło się zbyt wiele tekstów, wciąż jest to bowiem jeden z nielicznych ogrodów w Polsce, do których nie udało nam się osobiście dotrzeć. Na szczęście zawsze możemy liczyć na naszych terenowych korespondentów, dlatego w tym tygodniu ukażą się aż dwa teksty poświęcone łódzkiej placówce – dziś wyczerpujący tekst o Orientarium, którego autorem jest nasz stały współpracownik, Robert, natomiast niebawem przekrojowy tekst Janka o wszystkich inwestycjach w łódzkim zoo.
Zapraszamy do lektury!

(Autorem tekstu jest Robert, Mrówkojad dokonał jedynie edycji i korekty artykułu)

Zanim przeniesiemy się do centralnej Polski i na dobre zakotwiczymy w czasach obecnych, cofnijmy się nieco w czasie i przenieśmy na Dolny Śląsk.
Jest rok 2015. Od niemal roku we wrocławskim zoo zachwyca zwiedzających świeżutkie jak bułeczki w piekarni za rogiem Afrykarium. Płynącym zewsząd pochwałom i gratulacjom nie ma końca. Nowoczesny, wielkopowierzchniowy pawilon sprawia, że placówka bije kolejne rekordy i na dobre lokuje się wśród najbardziej uznanych zoo w Europie i na świecie.

Czy łódzkie Orientarium powtórzy sukces wrocławskiego kuzyna? Fot.: Autor tekstu

Jednak, nie samym splendorem żyje zoo. Przed otwarciem największej atrakcji, wrocławskie zoo odwiedzało średnio do czterystu tysięcy gości. Po inauguracji wielkiego pawilonu liczba ta wzrosła w ciągu roku do dwóch milionów. W niedługim czasie wielki pawilon stanie się najczęściej odwiedzaną atrakcją biletowaną w Polsce. Jeśli w stosunku do rachuby czasu używa się określeń „przed narodzinami” czy „po narodzinach” Jezusa, to w przypadku wrocławskiego zoo spokojnie można stosować formułek „przed” czy „po” Afrykarium. Jakby nie patrzeć projekt ten otoczony jest nimbem sukcesu. A któż z nas nie kocha sukcesów..?
I w tym miejscu przenosimy się do centrum Polski.
Łódzkie zoo w 2015 roku znalazło się w ciekawym miejscu swojej blisko osiemdziesięcioletniej historii. Zmienił się właśnie zarząd ogrodu, który stał się jednostką zrzeszoną w Zarządzie Zieleni Miejskiej, a następnie spółką. Nowi ludzie, na czele z prezesem panem Arkadiuszem Jaksą oraz wiceprezesem, a zarazem naczelnikiem zoo, Tomaszem Jóźwikiem, stanęli przed dylematem – co dalej z zoo?

Strefa wejścia w łódzkim zoo – maj 2015. Fot.: Autor tekstu

Pytanie to było bardzo zasadne, bo placówka pomimo pewnych inwestycji była mocno zapóźniona w rozwoju. Wiele ekspozycji nie spełniało wymogów nowoczesnej hodowli zwierząt. Nie budziło żadnych wątpliwości, że chcąc się mocno wybić ponad prezentowany poziom potrzebna będzie realizacja nowych projektów na nieco większą skalę. Nie sposób było w tym momencie nie zerkać w stronę Dolnego Śląska. Na Afrykarium skorzystał nie tylko sam ogród zoologiczny, ale również miasto Wrocław. Nie dziwi więc fakt, że kierownictwo łódzkiego ogrodu zoologicznego wespół z władzami miasta zapragnęło równie spektakularnego sukcesu.

Wybieg niedźwiedzi – maj 2015. Jeden z symboli starych, przestarzałych standardów. Fot.: Autor tekstu

Łódzkie zoo to niecałe siedemnaście hektarów powierzchni. Nie dziwi fakt uznania, że większa inwestycja spowoduje jakościową zmianę dużej połaci terenów placówki. Ponadto jednym z priorytetów ogrodu była hodowla tak dużych zwierząt jak słonie, a to też zdawało się być łatwiejsze przy podjęciu dużej, spektakularnej inwestycji. Nie bez znaczenia była też chęć, by w takim przedsięwzięciu znalazło się miejsce dla przestrzeni edukacyjnej i konferencyjnej. Te argumenty w połączeniu z wrocławskim przykładem zrobiły zapewne swoje.
Po drodze zanim projekt przybrał ostateczny kształt, pojawił się pomysł na ekspozycję po tytułem „Indochiny”, która miała zajmować cztery hektary. Koncepcja jednak ewoluowała. Objęła szerzej pojęte tereny Azji Południowo – Wschodniej i rozrosła się niemal dwukrotnie. Nowa inwestycja miała objąć teren o powierzchni siedmiu i pół hektara. Tak narodziło się Orientarium, którego realizację ogłoszono po raz pierwszy na początku grudnia 2015 roku.

Plan budowy Orientarium. Fot.: Internet

Do tej pory w zoo rozpoczął się okres przygotowywania do wielkiej inwestycji. Stopniowo znikały poszczególne wybiegi z terenu, na którym miał powstać kompleks. Kolejne gatunki zwierząt wyjeżdżały z zoo lub lądowały na zapleczu. Z czasem, na dużej powierzchni zoo zamiast wybiegów pojawiły się ogrodzenia otaczające rozkopany teren rodem z obcej planety. Rewolucja, a taka przecież miała nastąpić w łódzkim zoo, wymagała ofiar.

Gepardy stały się jednymi z ofiar nowej wizji zoo. Fot.: Autor tekstu

Projektu nie ominęły kontrowersje i perturbacje. Od początku nie wzbudzał zachwytu ekologów, którzy w wycince drzew i obniżeniu poziomu wód widzą zagrożenie dla ekosystemu. Władze zoo zapewniają jednak, że nic takiego się nie stanie i wskazują na przeprowadzone pod tym kątem badania. Najbardziej jednak dostało się terminowi ukończenia przedsięwzięcia. Według początkowych prognoz kompleks miał zostać ukończony w 2019 roku, co oczywiście przestało być realne. Winne opóźnieniu są kłopoty przy przetargu, który wygrała firma „Mosty – Łódź”, ale tą decyzję zaskarżyła wrocławska firma „Inter-System”, pracująca przy budowie Afrykarium. Tym sposobem rozpoczął się serial odwołań, zaskarżeń i unieważnień. Ostatecznie nowy przetarg ogłoszony w maju 2017 roku wygrało konsorcjum w skład którego weszły dwie firmy; Mosty – Łódź i SKB Warszawa. Nie stało się to jednak równoznaczne z rychłym rozpoczęciem prac. Dopiero we wrześniu bieżącego roku zoo otrzymało stosowne pozwolenia i mogło wreszcie ogłosić rozpoczęcie prac budowlanych przy Orientarium.

Ciąg wolier, który przegrał z wizją Orientarium. Fot.: Autor tekstu

Od tej pory martwy, zagrodzony teren przeznaczony pod budowę kompleksu ożył. Usunięto znajdujące się pod ziemią stare instalacje, drążąc wykop o głębokości sześciu metrów. Od dłuższego czasu stałym elementem krajobrazu budowy stały się wysokie żurawie, pracujące przy stawianiu ścian szczelinowych. Według słów prezesa Arkadiusza Jaksy jeszcze w tym roku powinna być gotowa płyta denna kompleksu, a niebawem budynek zacznie wyrastać ponad poziom gruntu. W połowie przyszłego roku moją być montowane dźwigary dachowe. Harmonogram prac jest zachowany, a nawet ponoć wyprzedza nieco założenia. Wniosek z tego, że termin zakończenia prac przy Orientarium powinien być dotrzymany, a jest planowany na rok 2021. Koszt realizacji całej inwestycji powinien się zamknąć w kwocie nieco ponad 262 milionów brutto.

Powierzchnia – jak już wspominaliśmy – całego kompleksu wyniesie siedem i pół hektara. Z tego dwa zajmie budynek, a reszta to teren pod wybiegi zewnętrzne.
Pawilon oprócz wewnętrznych ekspozycji będzie posiadać również część konferencyjną ulokowaną przy strefie wejściowej oraz czterdzieści wewnętrznych miejsc parkingowych. Dostęp naturalnego światła do budynku ma zapewnić membranowy dach, który wesprą dźwigary o długości 46 metrów. Cóż ma się pod nim skrywać?

Strefa wejścia w roku 2021? Fot.: Internet

Przewidziany jest olbrzymi basen, którego głębokość ma osiągnąć sześć metrów głębokości, a objętość to dwa i pół tysiąca metrów kwadratowych. Obserwację zamieszkujących w nim zwierząt ma uatrakcyjnić podwodny tunel, podobny do tego z wrocławskiego Afrykarium.
Częścią pawilonu będzie na pewno strefa dżungli, a także ekspozycja wewnętrzna słoni. Tutaj dodatkową atrakcją ma być zastosowanie przeszkolonej ściany umożliwiającej poziomą obserwację największych lądowych ssaków podczas kąpieli.

Słoń w kąpieli. Fot.: Internet

Według zapewnień przedstawicieli placówki, projekt w żaden sposób nie powinien być okrojony w stosunku do tego, co planowano na początku.

W wyobrażeniu sobie skali i rozmachu przedsięwzięcia pomocne mogą być udostępnione wizualizacje, których nie należy jednak traktować dogmatycznie. Pawilon ma być budowany w formule zaprojektuj – wybuduj, a więc wykonawca będzie dostosowywał materiały i rozwiązania projektowe, starając się jednak by jak najwierniej odzwierciedlały obrazy z wizualizacji.

Podwodny tunel. Fot.: Internet

Skoro jesteśmy przy obrazach, to pora przejść do głównych ich bohaterów czyli zwierząt. Krótko mówiąc esencji projektu i tego, co najbardziej interesuje każdego zoo-maniaka.
Fauna Azji Południowo – Wschodniej to bez wątpienia temat wdzięczny i trudny. Jaśniejszą jego stroną jest bogactwo i różnorodność zwierząt z tego rejonu świata. Przy okazji wiele gatunków tych zwierząt jest rozpoznawalnych i lubianych przez gości odwiedzających ogrody zoologiczne jak na przykład orangutany czy wspominane już słonie. Oprócz nich goście zoo będą mieli okazję zapoznać się z mniej znanymi mieszkańcami azjatyckich mórz, dżungli i kryjących się w nich rzek.
Jest też brzydsza strona tego medalu. Wiele zwierząt występujących w tym rejonie to gatunki zagrożone. Duża ich część w stopniu krytycznym. Lasy w Azji Południowo-Wschodniej znikają w ekspresowym tempie, a tym samym zwierzęta tracą miejsce do życia. A to nie jedyna przyczyna coraz bardziej realnej zagłady dla wielu gatunków.

Czy powstaną takie oto klimatyczne wybiegi? Fot.: Internet

Tym bardziej więc rośnie zapotrzebowanie na hodowlę ex-situ, w celu uratowania tych zwierząt i zachowania ich dla przyszłych pokoleń. Miejsca takie jak Orientarium mają w tym pomagać, stąd – według zapewnień władz zoo – wybór takiego właśnie regionu zoogeograficznego, który nie będzie jedynie atrakcyjny, ale spełni ważną rolę w hodowli zagrożonych gatunków.
Kogo więc możemy się spodziewać ujrzeć w sztandarowej inwestycji łódzkiego zoo?

Hieny w Łodzi to na ten moment przeszłość. Fot.: Autor tekstu

Ważnym kryterium doboru ma być ponoć stopień zagrożenia danego gatunku. Wyliczankę wypada zacząć od wspominanych już tu dwukrotnie słoni indyjskich na których powrocie placówce bardzo zależy. Dla zwolenników małp człekokształtnych dobrą wiadomością na pewno jest zapowiedź hodowli orangutanów, które w Polsce możemy oglądać jedynie w Gdańsku. Naczelne mają reprezentować też langury, wcześniej wspominano o gibonach i makakach czubatych. Z innych ssaków przedstawicielami drapieżników w Orientarium mają być pantery mgliste i niedźwiedzie malajskie, a kopytnych anoa i daniele mezopotamskie. Na starcie projektu wymieniano też tapiry malajskie i babirussy. Nie zabraknie również reprezentantów awifauny. Mowa jest o dzioborożcach, szpakach balijskich i sójkowcach. Poza tym zwierzostan uzupełnią mieszkańcy wód w postaci gadzich przedstawicieli – gawiali oraz rybich na czele z rekinami, płaszczkami i wieloma gatunkami raf koralowych.
Ostateczny skład zwierzostanu będzie też zależny od aktualnej dostępności danego gatunku od innych placówek zrzeszonych w EAZA.

Orangutany, dzioborożce, gibony… Fot.: Internet

Przedstawiciele zoo zapewniają, że wybiegi odzwierciedlać będą jak najwierniej środowisko występowania zwierząt i w miarę możliwości możemy się spodziewać ekspozycji mieszanych (np. orangutany i langury).
Równocześnie z budową Orientarium trwają prace w pozostałej części zoo. Mają spowodować, że ekspozycje i infrastruktura terenu dookoła kompleksu dostosują się do jego nowoczesnego wyglądu i standardu. Z prac, które już zostały wykonane, należy wymienić: przebudowy Małpiarni i Pawilonu Małych Ssaków oraz stajni i alejek. W bardziej zaawansowanej fazie są roboty przy remoncie woliery papug, a ruszyły przy budowie ekspozycji dla lemurów wari, hipopotamów karłowatych czy orłanów. W odpowiedzi na nasze zapytania przedstawiciele zoo podali przypuszczalne, dość precyzyjne daty sfinalizowania innych przedsięwzięć.

Jedna z wolier odmienionego Pawilonu Małych Ssaków. Fot.: Autor tekstu

Pod koniec roku powinien zostać otwarty wewnętrzny parking od ulicy Krzemienieckiej. W maju przyszłego roku zwiedzający będą mogli cieszyć się widokiem tygrysów i lwów na nowych wybiegach. Pierwsza połowa 2021 ma natomiast należeć już do Orientarium, ale także wybiegu pingwinów.
Finalnie zoo ma być ogrodem nowoczesnym, przyjaznym zwierzętom i zwiedzającym. Pomimo szczytnej idei pomocy zagrożonym gatunkom, zarówno zarząd, ale też i włodarze miasta liczą na podobny efekt, który miał miejsce we Wrocławiu. Orientarium ma rozprawić się z sezonowością odwiedzin, która dotyka wiele ogrodów zoologicznych i sprawić by wzrosła liczba chętnych do jego zobaczenia. Nie ukrywają, że ich prognozy przewidują wzrost liczby zwiedzających placówkę do półtora miliona. Ma to mieć przełożenie na wzrost znaczenia nie tylko samego zoo, ale podnieść wartość turystyczną Łodzi i przynieść jej wymierne korzyści.
Póki co, łódzkie zoo znajduje się w trudnym okresie przejściowym. Pomimo tego, że duża część zoo jest wielkim placem budowy, jest ono otwarte dla zwiedzających. Ci narzekają, zarówno na skąpy zwierzostan i ceny biletów, które tego faktu nie uwzględniają. Mimo wszystko warto chyba dać szansę i okazać trochę cierpliwości, choć nie brak też również innych, drobniejszych zarzutów. Pomimo tego, a także opinii osób nieprzychylnych budowie Orientarium przepoczwarzanie się łódzkiej placówki trwa.
Czy na końcu tego procesu pojawi się pełen niepowtarzalnego uroku motyl?

Widok z przyszłości. Orientarium A.D. 2021. Fot.:Internet

Wiele wskazuje, że są na to szanse. Na pewno efektu końcowego ciekawi są zarządzający ogrodem, łodzianie i – przede wszystkim – fani ogrodów zoologicznych.
Tymczasem w kokonie prace wre…

Autor chciałby serdecznie podziękować łódzkiemu zoo za przychylne nastawienie do miłośnika zwierząt i ogrodów zoologicznych, który jednak nie jest profesjonalnym dziennikarzem, a jedynie się bawi w pisanie. Odpowiedzi przedstawicieli placówki na moje pytania sprawiły, że tekst stał się pełniejszy.

Reklamy

4 comments on “Czekając na Orientarium – łódzkie zoo przechodzi do ofensywy!

  1. Artykuł powyższy wart przeczytania aczkolwiek, choć bardzo nie chce być źle zrozumiany, to w sumie nie różni się niczym od typowego artykułu w lokalnej prasie na temat Orientarium.Nic nowego raczej. Od siebie nic raczej bym nie dodał, może tylko mgliste ale jednak świeższe ustalenia związane z zwierzostanem tego obiektu. Takowy, bardziej możliwy był zamieszczony na niedawnych materiałach promocyjnych zoo. To może się jeszcze zmienić parę razy, ale uznać to można za świeższe informacje.Poza tym już pierwsze kroki w sprawie pewnych gatunków zostały poczynione.

    Co do Orientarium – niech pchnie się w górę. I tyle. Za rok coś więcej będzie można więcej skomentować.
    Tradycyjnie jednak(niestety) ponarzekałbym na inne kwestie związane z zoo, a konkretnie, że zwykłych potencjalnych zwiedzających zoo w żaden sposób nie próbuje zachęcić do wizyty w zoo oraz ma się wrażenie, że obecnie zoo to tylko i wyłącznie plac budowy i w zoo w sumie nic nie ma innego poza trzema żurawiami od strony muszli koncertowej.

  2. Zgadzam się z Tobą Pomurniku, że niewiele nowego można wyłuskać z tego tekstu.Zwłaszcza Tobie – łodzianinowi i fanowi zoo – który z wieściami stamtąd jest bliżej i na bieżąco. Były jednak powody, by taki artykulik się ukazał na Mrówkojadzie. Po pierwsze – myślę sobie jednak, że znajdzie się grupa ludzi, którzy jakąś nową wiedzę nabędą. Po drugie – Orientarium to dość ważna inwestycja i wydarzenie w światku polskich zoo i nie powinno go zabraknąć na takiej stronie jak „Mrówkojad”. Myślę sobie, że cokolwiek nowego na ten moment trudno by było dopisać, z tego powodu, że zoo w przestrzeni publicznej udostępnia tyle informacji ile widać w przeróżnych artykułach. Ja osobiście wysłałem zestaw pytań i otrzymałem odpowiedzi na nie w piątek, więc tak sobie myślę, że można je uznać za dość świeże. Ile w nich było to inna sprawa, ale wątpię by zoo podzieliło się ze mną wiedzą zarezerwowaną dla wąskiego kręgu osób zarządzających zoo. Niemniej jednak jeszcze raz powtórzę, uważam, że tekstu o Orientarium nie powinno zabraknąć tutaj i stąd jego obecność.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s