Mrówkojady w zoo w Pradze

Na zakończenie naszej relacji z praskiego zoo zostawiliśmy nasze ukochane zwierzaki – mrówkojady. Przy nich bowiem spędziliśmy najwięcej czasu i – jak zawsze – były one dla nas głównym punktem wizyty w zoo, dlatego też tym bardziej cieszy nas fakt, że – w przeciwieństwie do Berlina – mieliśmy co oglądać :).

TROCHĘ HISTORII…

Historia eksponowania mrówkojadów w praskim zoo sięga jeszcze początku lat 50. – były to jedne z pierwszych zwierząt tego gatunku w czeskich ogrodach zoologicznych. Do dziś przez praskie zoo „przewinęło się” aż 10 mrówkojadów, nigdy jednak na świat nie przyszło żadne młode.
Między 1982 a 1997 rokiem w Pradze mrówkojadów nie było, potem jednak udało się ściągnąć parę z nadzieją na pierwszy przychówek. Nic jednak z tego nie wyszło, szybko okazało się bowiem, że były to dwie samice :). W 2002 roku wysłano je do zoo w Usti nad Łabą i przez kolejnych 12 lat w stolicy Czech ponownie nie było mrówkojadów.
Sytuacja uległa zmianie w czerwcu 2014 roku, kiedy to równocześnie do Pragi przybyły dwa młode mrówkojady – samica Ella z Warszawy (!) i samiec Hannibal z Zoo w Madrycie.
Mrówkojady powróciły do praskiego zoo! :).

ELLA I HANNIBAL

Hannibal

Samica – Ella – to doskonale nam znany mrówkojad z warszawskiego zoo, który przyszedł na świat 18 stycznia 2013 roku jako czwarte już dziecko pary warszawskich mrówkojadów, Yuri i Lutza.
Hannibal, który przyjechał z Zoo w Madrycie, również urodził się na początku 2013 roku, jest jednak aż o 10 kg lżejszy od Elli – co akurat w przypadku mrówkojadów jest właściwie normą.
Oba mrówkojady już od sierpnia 2014 roku zapoznawały się ze sobą przez płot oddzielający ich wybiegi, natomiast już w listopadzie doszło do pierwszego spotkania i od tego czasu oba zwierzaki mieszkają razem. Póki co obywa się bez większych tarć, dlatego wszyscy niecierpliwie czekają na pierwszy w historii zoo przychówek :).

Z takim nastawieniem może być ciężko…

WYBIEG MRÓWKOJADÓW

Wybieg mrówkojadów znajduje się w dolnej części zoo, tuż obok pawilonu gawiali i Bororo Reserve. Co ciekawe, wcześniej znajdował się tu stary wybieg hipopotamów, który został odpowiednio przystosowany dla mrówkojadów.

Mrówkojady mają do dyspozycji dość typowy pawilon (bardzo podobny do warszawskiego) oraz duży i ładnie zaaranżowany wybieg zewnętrzny – z basenem, porozrzucanymi kłodami i głazami, a także drzewami i krzakami. Całość przypomina chyba najbardziej warunki, jakie mają do dyspozycji mrówkojady w Opolu.
Na tyłach głównego wybiegu znajduje się jeszcze mały wybieg zapleczowy – ten z kolei przypomina zaplecze poznańskich mrówkojadów.
Oprawa dydaktyczna jest bardzo poprawna, ale nie rzuca na kolana (dla porównania – jest lepsza niż w Poznaniu i Warszawie, ale wyraźnie gorsza niż w Opolu).
Naszą uwagę zwróciła jednak kapitalna podobizna mrówkojada na ścianie pawilonu – wraz z podpisem i dodatkowym zdjęciem mrówkojada tworzy cudną całość :).

Chcemy to!

Na wielki plus musimy jednak zaliczyć coś, z czym w Polsce wciąż spotykamy się bardzo rzadko, a co w praskim zoo jest normą – spotkania z opiekunami bądź pracownikami zoo, którzy opowiadają o zwierzakach. U mrówkojadów takie spotkanie miało miejsce o 15:00 – i choć było prowadzone po czesku, jakoś nie mieliśmy większych problemów ze zrozumieniem tego, co mówiła sympatyczna pani z parasolką, która ni z tego ni z owego pojawiła się o umówionej godzinie przy pawilonie i przez następny kwadrans z szybkością karabinu maszynowego opowiadała tak o samych mrówkojadach, jak i praskiej parze :).

CZAS NA OBIAD!

Prelekcja o mrówkojadach zbiegła się w czasie z porą obiadową – która, jak się pewnie domyślacie, w przypadku tych zwierzaków jest tyleż efektownym, co mało apetycznym doświadczeniem :). Od razu zdaliśmy sobie jednak sprawę, że w żadnym z polskich ogrodów takiego pokazu karmienia oficjalnie nie uświadczymy (choć my widzieliśmy wiele razy), dlatego rzecz jest tym bardziej ciekawa.
Wyglądało to w dużym skrócie tak: gdy nastała 15:00, a pani z parasolką zaczęła już swoją opowieść, w pawilonie pojawiła się tez opiekunka mrówkojadów.
Wówczas Hannibal zareagował tak:
a Ella tak:

Jak widać, nie pomogła też interwencja opiekunki – Ella spała w najlepsze i ani myślała wstawać na obiad. Nie pomogła też interwencja zgłodniałego „małżonka”, któremu jakoś nie w smak było jeść samemu…

W końcu jednak skapitulował i poszedł jeść sam…

Jak pewnie pamiętacie (bo pisaliśmy o tym wiele razy!) mrówkojadzie jedzenie w zoo nie wygląda zbyt apetycznie – najczęściej jak brunatna breja – nie inaczej było w Pradze: tu jednak zamiast brei mogliśmy zobaczyć, jak mrówkojad pałaszuje „robaczki” :).

Zgromadzona przy pawilonie publika byłą cokolwiek zniesmaczona, nas jednak widok ten wcale nie dziwił, a Hannibal był wyraźnie zadowolony.
Co innego Ella, która za żadne skarby nie chciała wstać – nie reagowała na kolejne wizyty Hannibala, ani godne podziwu próby opiekunki, która robiła co mogła, żeby zachęcić mrówkojadzicę do jedzenia.
W końcu opiekunka skapitulowała i pozwoliła Elli dalej spać. Widać nie była głodna…
Po skończonym posiłku (kto jadł ten jadł) i prelekcji posiedzieliśmy jeszcze chwilę przy naszych ulubionych zwierzakach, gdy jednak i Hannibal dołączył do Elli uznaliśmy, że czas iść – i tak też zakończyła się nasza wycieczka po praskim zoo, do którego na pewno jeszcze wrócimy.
Choćby po to, żeby sprawdzić, czy jednak jakiś mrówkojad z tego leniwego związku się nie urodzi… :).

A na koniec film :).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s