Mrówkojad w Afrykarium, czyli relacji z wrocławskiego zoo część II

Od pierwszego dnia istnienia naszej strony kierowaliśmy się maksymą „albo dobrze, albo wcale” – i tyczyła się ona nie tylko jakości samego Mrówkojada, ale – przede wszystkim! – oczekiwań wobec ogrodów zoologicznych i tego, co się w nich dzieje. Kolejne lata pokazały, że niezmiernie trudno jest tej myśli podołać, rzeczywistość okazywała się bowiem przerastać – tak nas, jak i wiele poczynionych w polskich zoologach inwestycji. Żaden ogród jednak nie był tak bliski jej realizacji, jak wrocławskie zoo, a otwarte jesienią ubiegłego roku Afrykarium zdaje się być kwintesencją tego stwierdzenia.
Nie ma cienia przesady w określeniu, iż jest to najbardziej spektakularna inwestycja w historii polskich ogrodów zoologicznych, która nie tylko wywindowała wrocławskie zoo do światowej elity, ale też wyznaczyła nowy kierunek myślenia o rozwoju ogrodów. Gdzie Afrykarium będzie za dekadę-dwie, trudno powiedzieć, wiadomo jednak, gdzie jest teraz. Trudno się zatem dziwić, że nasza reakcja na pierwszą oficjalną wizytę w otwartym już obiekcie była właśnie taka:

11042941_989470351085319_2516740141681874592_n

Gdy po raz pierwszy odwiedziliśmy wrocławskie zoo – latem 2008 roku, jeszcze przed powstaniem Mrówkojada – coś takiego, jak Afrykarium, nawet nie przychodziło nam do głowy: ogród był mocno zapuszczony, a w oczy rzucały się przede wszystkim przestarzałe obiekty. Kolejne wizyty – a do dziś uzbierało się ich osiem – pozwalały nam naocznie obserwować proces powstawania Afrykarium: od fantastycznie brzmiących jeszcze planów w 2009 roku, przez ogromne „wykopaliska” w 2012 roku, po niemal gotowy już obiekt przed rokiem. W sobotę 4 lipca, z samego rana, po raz pierwszy weszliśmy do ukończonego już Afrykarium – jako goście numer milion ileś tam (rekord pobity w połowie roku!) i do naszego wyjazdu z Wrocławia obeszliśmy je jeszcze kilka razy: rano, w południe, wieczorem, tradycyjną trasą i „od kuchni”, z samym dyrektorem Ratajszczakiem. Pozwoliło nam to na w miarę szeroki ogląd obiektu, który jako „zoo samo w sobie” jest atrakcją na kilka godzin i pozwala na nowo zdefiniować pojęcie „nowoczesności i rozmachu” w zoo.

Tak to wygląda na papierze…

Od razu pragniemy też raz jeszcze serdecznie podziękować Panu Dyrektorowi Radosławowi Ratajszczakowi za zaproszenie do wrocławskiego zoo i wielokrotne po nim oprowadzenie, szczególnie zaś za niezwykle interesujące przechadzki po Afrykarium.
(Wszystkie zdjęcia zostały zrobione między 3 a 5 lipca, dlatego też aktualny stan rzeczy na terenie Afrykarium może być już nieco inny)

Liczby, liczby, liczby

Dla wielu tym, co świadczy o rozmachu tej inwestycji są liczby, te zaś są naprawdę imponujące i tak naprawdę można je powtarzać do znudzenia.
A że na budowę Afrykarium zużyto łącznie 36000 metrów sześciennych betonu i 4800 ton stali. A że powierzchnia całej działki pod kompleks to 1,9 ha, a kubatura obiektu, mającego wymiary 166 m długości x 54 m szerokości wynosi aż 184 000 metrów sześciennych! Czyli bardzo, bardzo dużo. Wrażenie robi też masa wody, jaka jest w obiegu obiektu – 15000 ton!

Imponująca bryła Afrykarium

To jednak „tylko” liczby, które na stronie pojawiały się już wielokrotnie i które tak naprawdę nie oddają tego, jak spektakularna jest to inwestycja i jakie wrażenie robi on podczas samego zwiedzania.

Bryła

A robi jeszcze zanim wejdziemy do środka – monumentalna bryła Afrykarium dominuje bowiem nad ogrodem, co ważne jednak, wcale go nie przytłacza. Nie ma więc na szczęście powtórki z poznańskiego Starego Zoo, w którym Pawilon Zmiennocieplnych zupełnie zaburzył zabytkową przestrzeń ogrodu.
Co ważne też, konstrukcja Afrykarium, a także zastosowane materiały i barwy sprawiają, że całość nadspodziewanie zgrabnie i naturalnie wkomponowała się w przestrzeń. Przynajmniej naszym zdaniem 🙂.

Ciekawym pomysłem jest też „basen” przed Afrykarium, w którym obserwować można kąpiące się kaczuchy – podczas naszego pobytu hitem była mama z młodą kaczką.

Od kuchni

Zanim jeszcze na dobre oprowadzimy Was po Afrykarium, zaglądamy za kulisy obiektu i zwiedzamy go „od kuchni”, co pozwala nam kolejny już raz przekonać się, jak imponujący jest to obiekt – to, co widzą zwiedzający, to tylko niewielka część tego, czym Afrykarium jest naprawdę: potężnym kompleksem z mnóstwem pomp, filtrów, zbiorników i rozmaitych urządzeń, których funkcji chyba nigdy nie zapamiętamy… :).

Winda transportowa

Kanał Mozambicki z góry

Pozwala nam to także zobaczyć ekspozycje z zupełnie innej perspektywy – rezultat bywa niekiedy naprawdę fascynujący!

„Ludzie w tunelu”

Warto też pamiętać, że Afrykarium to nie tylko ekspozycje zwierząt, ale też obiekt o kompleksowym charakterze: stąd znajdziemy tu restaurację i kawiarnię (polecamy kawę mrożoną!), salę konferencyjną, pomieszczenie dydaktyczne i świetnie wyposażony sklep z pamiątkami z bodaj największa kolekcją pluszaków, jaką widzieliśmy (ze szczególnym uwzględnieniem pluszaków związanych z Afrykarium!).

Sala konferencyjna

Pomieszczenie dydaktyczne

Sklep z pamiątkami z zewnątrz…

… i od środka!

SPACEROWNIK PO AFRYKARIUM

Hol główny

Afrykarium to jednak przede wszystkim zwierzęta, dlatego nie zwlekamy już dłużej i idziemy zwiedzać!

Kolejki – rzecz normalna i to już od samego rana, dlatego najlepiej zwiedzać Afrykarium pod wieczór, przed zamknięciem: nie ma wtedy (prawie) nikogo!

Jeszcze w holu głównym możemy sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie (dziękujemy, wolimy zrobić sobie samemu) i zobaczyć ekspozycję mokradeł afrykańskich: ich mieszkańcami są liczne gatunki ryb zamieszkujących płytkie wody takie jak: wielopłetwce senegalskie oraz różne gatunki tilapii, a także prapłetwce należące do ryb dwudysznych czyli potrafiących oddychać powietrzem atmosferycznym za pomocą płuc.W przyszłości pojawią się tu także afrykańskie arowany i żółwie błotne.

Z mapką w dłoni (koszt – 1 zł) i przy wtórze płynącej z głośników „afrykańskiej muzyki” wkraczamy w rejony Morza Czerwonego…

Oznakowanie na słupie

Morze Czerwone

Trasa zwiedzania rozpoczyna się od plaży położonej nad brzegiem Morza Czerwonego, na której za jakiś czas zamieszkają żółwie pustynne. Gdy schodzimy w dół mijamy ogromne (około 900 m3) zbiorniki zamieszkiwane przez ryby rafy koralowej.

pierwsze akwariaMożna sobie tylko wyobrazić, jak będzie to wyglądało za jakiś czas, gdy osiągnięty zostanie „stan docelowy”, skoro już teraz zbiorniki te wywołują zachwyt u zwiedzających, którzy nie wiedzą jeszcze, co czeka ich dalej…

Wielkie Jeziora Afrykańskie

W pierwszej kolejności naszym oczom ukazuje się basen hipopotamów – widziany „od spodu”

„Największymi” gwiazdami tej części Afrykarium – dosłownie i w przenośni – są trzy hipopotamy nilowe: dwie samice, Rumba i Salsa, matka z córką, które przeniosły się tu ze słoniarni, a także absolutnie wspaniały samiec Valecek (3 l.), który przyjechał z praskiego zoo.

„Ja z hipopotamem” albo… „Ja z Tadziem”

Oglądanie hipów z tej perspektywy jest naprawdę niesamowite – podobny podgląd widzieliśmy już w Warszawie i Berlinie, ale ekspozycyjne możliwości Afrykarium są nieporównywalne!
Widzimy zatem hipopotamy nurkujące tuż przed naszym nosem:
albo dopiero co schodzące do wody:

Jeśli widok zasłania nam przylepiony do szyby tłum (a tak bywa bardzo często!) możemy skorzystać ze specjalnie do tego przygotowanych stopni:

Po godzinach – pustki…

Taka ekspozycja sprawia, że niesamowite wrażenie robi nie tylko nagle pojawiający się przed naszą twarzą hipek, ale też pływające ptasiory:

Hipopotamy można oglądać oczywiście także z góry, najpierw jednak czeka nas spotkanie z mrównikami i golcami. 
Te pierwsze najczęściej śpią w swojej norze – i to w specyficzny sposób :).

Znacznie aktywniejsze są golce, dla których skonstruowano specjalną pionową ekspozycję imitującą labirynt podziemnych korytarzy, w których żyją.

Idziemy dalej i dochodzimy do zbiorników przedstawiających faunę jezior Malawi i Tanganika. Mieszka w nich kilkadziesiąt gatunków ryb pochodzących wyłącznie z tych jezior.

W tle ekspozycja golców

Dalej czeka nas wspinaczka po schodach (osoby niepełnosprawne i rodzice z wózkami mogą skorzystać z windy – tych jest na terenie całego obiektu kilka w newralgicznych punktach) i docieramy do „naziemnej” części ekspozycji Afryki Wschodniej.

Na górze spotkać możemy kilka gatunków ptaków (w oczy najbardziej rzucają się oczywiście czaple złotawe):

Desktopa także dik-diki oraz mangusty karłowate:

Teoretycznie spotkać możemy tu także mrówniki, które za pomocą specjalnego korytarza mogą przemieszczać się ze znajdującej się piętro niżej nory, ale te najczęściej śpią w najlepsze. W przyszłości natomiast pojawią się tu jeszcze góralki.
Póki co jednak idziemy dalej i dochodzimy do naziemnej części ekspozycji hipopotamów nilowych.

Całość prezentuje się naprawdę dobrze – miejsca jest dużo (choć rzeczywiście brakuje jeszcze „wybiegu zewnętrznego”), a zwierzęta możemy oglądać niemal z każdej perspektywy. I zawsze wyglądają wspaniale:

Coś czai się w wodzie…

Coś się wyłania przy wodospadzie…

Hipopotam!

Coś wyłazi z wody!

Wrażenie robi także wodospad, pod którym często siedzą hipopotamy – przejście pod nim to dla wielu atrakcja sama w sobie.

DesktopDo hipopotamów warto zajrzeć o 11:00, w porze karmienia – jedzenie siana nie jest może jakoś specjalnie spektakularne, ale trzy wielkie cielska pałaszujące śniadanie to jednak niecodzienny widok :).

Uwagę zwracają też „pasażerowie” na grzbietach hipów :).

z góryKanał Mozambicki

Za hipami czeka nas chyba najbardziej efektowna ekspozycja całego Afrykarium – i tym samym prawdopodobnie w całej Polsce – czyli Kanał Mozambicki, zamieszkiwany przez kilkadziesiąt gatunków ryb, w tym kilka gatunków rekinów i płaszczek. Obsada zwierzęca to jedno, ale to sposób ekspozycji wywołuje najwięcej emocji. Dwudziestometrowy tunel akrylowy oraz okno o powierzchni około 40 m. kw. i grubości 30 cm pozwalają na bezprecedensową obserwację fauny, a 3100 m3 pojemności basenu wprost oszałamia.

Tunel od środka – wyjątkowo pusty

Tunel widziany z boku

Największe wrażenie robią przepływające tuż nad naszymi głowami płaszczki i rekiny – niemal przyklejone do sklepienia tunelu:

tuneloraz majestatycznie „fruwający” żółw morski Stefan – nasz nowy ulubieniec :).

zolwWarto pamiętać, że to, co widzimy obecnie, to zaledwie namiastka stanu docelowego – zwierzaki podrosną, przybędzie sporo nowych gatunków i osobników…
Chyba tylko zwiedzających nie ubędzie.
A tak Kanał Mozambicki z perspektywy tunelu prezentuje się na filmach:

Ale i tak trzeba zobaczyć to na żywo! 🙂

Wybrzeże Szkieletów

Żegnamy się z żółwiem, rekinami i płaszczkami i docieramy do największej ekspozycji Afrykarium – dwóch olbrzymich basenów zewnętrznych, zamieszkiwanych odpowiednio przez kotiki afrykańskie i pingwiny przylądkowe.

Basen pingwinów widziany z zewnątrz

Możliwości ekspozycyjne bardzo zróżnicowane – zwierzaki możemy oglądać z zewnątrz, znajdując się poza obiektem, z tarasu przy kadłubie statku, z tarasów umieszczonych w głównej bryle obiektu, wreszcie z poziomu podwodnego – zdecydowanie najefektowniejszego.

Kotiki widziane z zewnątrz

Pingwiny widziane z zewnątrz

Pingwiny widziane z zewnątrz

Grupa pingwinów liczy obecnie ponad 50 osobników, ale docelowo ma być ich nawet 200. Od otwarcia obiektu zoo doczekało się także kilku przychówków!
Pingwiny zdecydowanie najlepiej obserwować spod wody – potrafią tuż przy szybie nurkować na głębokość kilku metrów, a basen o pojemności 2460m3 daje im ogromne możliwości do wykazania się pływackimi umiejętnościami.

Genialne!

Współlokatorami pingwinów są kazarki siwogłowe oraz mieszkające tu „na dziko” krzyżówki.

ptakiBasen po drugiej stronie statku zamieszkuje grupa sześciu kotików afrykańskich – mają do dyspozycji 3600 m3, ale i tak najchętniej wylegują się na skałkach :).

Największą gwiazdą z całego stada jest zdecydowanie roczna Zola – zawsze głodna i ciekawska tego, co się wokół niej dzieje:

Ale nie sposób nie polubić też całej reszty ferajny:

Kotiki warto odwiedzić w porze karmienia, kiedy to odbywa się trening medyczny – dwa razy dziennie, o 12:00 i 16:00. Można posłuchać ciekawej prelekcji opiekuna i zobaczyć zwierzaki w akcji.

Zaraz się dowiemy, ile waży kotik…

My mamy przyjemność zobaczyć trening „od wewnątrz”, a także zwiedzić całe kotikowo-pingwinowe zaplecze i bezpośrednio przywitać się ze zwierzakami – najbardziej towarzyska jest, rzecz jasna, Zola :).

Bliskie spotkanie z Tadziem...

Bliskie spotkanie z Tadziem…

Tadziowi jedzenie dla kotików nie smakowało...

Tadziowi jedzenie dla kotików nie smakowało…

W podziemiach budynku, gdzie zlokalizowano podwodne punkty widokowe do basenów pingwinów i uchatek, znajdują się jeszcze cztery akwaria. W jednym mieszkają mureny, w drugim – tuż po naszym wyjeździe! – zamieszkały meduzy, a w dwóch pozostałych w niedalekiej przyszłości pojawią się młode, dopiero dorastające rekiny.

Mureny zawsze efektowne!

Kotlina Kongo

Z Wybrzeża Szkieletów przenosimy się do Kotliny Kongo – w pierwszej kolejności napotykamy na krokodyle nilowe, które starą i ciasną krokodylarnię zamieniły na przestronny (260m3), efektowny wybieg, an którym można je oglądać zarówno z góry:

jak i spod wody:

No takie oglądanie krokodyli to my rozumiemy! 🙂

Sąsiadami krokodyli w przyszłości zostaną wydrzyce afrykańskie, a wśród drzew skakać będą talapoiny gabońskie. Już teraz można napotkać natomiast na kilka gatunków ptaków.
My tymczasem idziemy dalej, na spotkanie z najbardziej niezwykłymi mieszkańcami pawilonu, czyli manatami karaibskimi (to jeden z bardzo nielicznych gatunków w Afrykarium nie pochodzący z Czarnego Lądu – manaty afrykańskie są nieobecne w europejskich ogrodach zoologicznych, w przeciwieństwie do ich karaibskich kuzynów dla których prowadzony jest program hodowlany). Współlokatorami manatów będzie, jak we wszystkich zbiornikach, wiele gatunków ryb.

DesktopObecnie w Afrykarium mieszka para tych niesamowitych zwierząt – bracia Armstrong i Gumle urodzeni w 2009 roku w ZOO Odense, w Danii. Do dyspozycji mają basen o łącznej pojemności 1250m3.

Nigdy wcześniej nie widzieliśmy manatów na żywo (w Polsce można je zobaczyć tylko we Wrocławiu), dlatego na ich obserwacji spędziliśmy bardzo dużo czasu – przyznajemy, że w pełni zasługują na sławę, jaką się cieszą!

Żegnamy się z manatami i przechodzimy do naziemnej części ekspozycji kongijskiej – klimat dżungli daje nam się jednak we znaki (jakby nie dość, że na zewnątrz jest i tak prawie 40 stopni), dlatego zbyt długo nie jesteśmy w stanie tu wysiedzieć :).

Tu zobaczyć możemy m.in. manaty i krokodyle z góry, a także spotkać różnorodne ptasiory – w przyszłości pojawią się jeszcze wspomniane już talapoiny i wydry.

Po wyjściu z Konga docieramy do kawiarni i ruchomymi schodami kierujemy się do wyjścia z Afrykarium. Spokojne zwiedzenie całości zajmuje około dwóch godzin, ale jak wspomnieliśmy – można tu spędzić i cały dzień.

W sumie Afrykarium zamieszkiwać będzie kilkadziesiąt tysięcy zwierząt reprezentujących grubo ponad 200 gatunków, w obiekcie zaplanowanych jest również wiele mniejszych ekspozycji, zamieszkanych także przez gady czy płazy. Warto pamiętać, że stan docelowy obiekt osiągnie dopiero za kilka lat, co wyjaśnia wiele wątpliwych kwestii, jak choćby sporo wolnej, niewykorzystanej przestrzeni i pustawe niekiedy zbiorniki. Jeśli my mielibyśmy się do czegoś przyczepić (bo zawsze można!), to do obecnego wystroju holu głównego – na tle reszty wypada trochę chaotycznie i mało elegancko – a także do zbyt ubogiej jak na możliwości obiektu bazy plansz i tablic dydaktycznych (niektóre ekrany wyświetlają się nieprawidłowo). To jednak kwestie, które z czasem z pewnością będą poprawiane.
Afrykarium jako całość otrzymuje od nas piątkę z wielkim plusem – za rozmach i realizację, za zwierzostan (obecny i docelowy) i warunki, w jakich żyją zwierzaki, wreszcie za możliwości ekspozycyjne i narrację zwiedzania.
Z niecierpliwością czekamy na kolejny przyjazd do Wrocławia – bardzo jesteśmy ciekawi, jak zoo i Afrykarium będą się zmieniać i czym jeszcze nas zaskoczą…

Tak oto kończymy naszą relację z wrocławskiego zoo (pełną galerię zdjęć możecie zobaczyć TUTAJ), tymczasem zabieramy się za relację z Pragi i Berlina!

Reklamy

11 comments on “Mrówkojad w Afrykarium, czyli relacji z wrocławskiego zoo część II

  1. Super to wygląda trzeba będzie się wybrać jak nadarzy się okazja .
    Teraz tylko czekać aż któryś z pozostałych polskich ogrodów wpadnie na pomysł przebicia Afrykanarium stawiając np. pawilon obu Ameryk , lub pawilon Australii z pełną obsadom , albo pawilon dżungli Amazońskiej i moczar Kazirangi. Ale na ten czas takie możliwości ma tylko ZOO w Oliwie rozbudowując się po części w stronę lasów lub parkingu.

  2. Ale że jakie możliwości? Niemal w każdym zoo znajdzie się mniejszy czy większy niezagospodarowany teren. To raczej kwestia pomysłu, możliwości i przede wszystkim konsekwencji w dążeniu na celu, najlepiej przy zachowaniu zasady ze wstępnego akapitu „albo dobrze albo wcale”

    • „Gdy po raz pierwszy odwiedziliśmy wrocławskie zoo – latem 2008 roku, jeszcze przed powstaniem Mrówkojada – coś takiego, jak Afrykarium, nawet nie przychodziło nam do głowy: ogród był mocno zapuszczony, a w oczy rzucały się przede wszystkim przestarzałe obiekty.”

      jak najbardziej się zgadzam. ja zoo pierwszy raz odwiedziłem w 2002 roku i byłem moooocno rozczarowany. końcówka ery Państwa Gucwińskich była mizerna. obecnie jednak zoo na pewno kandyduje do czołówki europejskiej. za każdym razem można znaleźć tam coś nowego i nie sposób się nudzić. oby tak dalej!

  3. Po przeczytaniu, aż zatęskniłam za spokojnym wyjazdem do rodzinnego Wrocławia i spędzeniem dnia w ogrodzie zoologicznym. Hipopotamy pod wodospadem pobudziły moją wyobraźnię. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s