Oliwa na koniec lata, czyli gdańskie zoo mrówkojadzim okiem…

Koniec lata coraz bliżej, co oznacza, że również i wakacje nieuchronnie się kończą. Ostatnie tygodnie obfitowały na szczęście w całe mnóstwo wspaniałych wypraw i przeżyć, dlatego bez żalu wracamy do „normalności” i mniejszego kontaktu z polskimi kolejami :). Jako że letnie wyprawy zaczęliśmy w Gdyni, postanowiliśmy zakończyć je również w Trójmieście i za cel naszej ostatniej wycieczki wybraliśmy oliwskie zoo – tym bardziej, że od naszej ostatniej w nim wizyty minął równo rok, a w tym czasie w zoo sporo się zmieniło: przybyło trochę zwierząt, doszło do wielu przeprowadzek, zmodernizowano kilka wybiegów, powstało też kilka pomniejszych inwestycji. Największą zmianą jest oczywiście pnąca się w górę lwiarnia, do której otwarcia pozostało już bardzo niewiele czasu – my mieliśmy przyjemność zwiedzić ją bardzo dokładnie wraz z jej twórcą, dzięki czemu zajrzeliśmy do niedostępnych dla nikogo zakątków. O tajemnicach lwiarni opowiemy Wam jednak w drugiej części naszej relacji, dziś natomiast skupimy się na „dostępnej” części ogrodu, ten bowiem w sierpniowym słońcu (z przelotnymi opadami:)) prezentował się wspaniale i zachęcał do fotografowania.
Zapraszamy do lektury!

IMG_8235(Serdecznie dziękujemy Panu Dyrektorowi Michałowi Targowskiemu oraz Panu Wicedyrektorowi Stanisławowi Wilkańcowi za gościnę!)

Do oliwskiego zoo docieramy we wtorek wczesnym rankiem – przyjedzie nam w nim spędzić trzy dni, będzie więc dość czasu na zwiedzanie, obserwacje zwierząt (i zwiedzających:)), a nawet wypad do Trójmiasta, co jest już tradycją naszych oliwskich wycieczek (zresztą o tym wspomnimy Wam w krótkim epilogu do naszej zoologicznej relacji). Po raz pierwszy przychodzi nam nocować nie w budynku dyrekcji (w osławionym pokoju „Łoś”), a w widocznej na powyższym zdjęciu Góralce – miejscówce wyjątkowo efektownej i wspaniale położonej w górnej części ogrodu, skąd rozpościera się przepiękny widok na zoo. W naszej relacji nie będziemy Was zanudzać wypisem wszystkich nowinek, przychówków i transferów ostatnich miesięcy, skupimy się natomiast – podobnie jak w przypadku wrocławskiej relacji – na najciekawszych obserwacjach z naszego trzydniowego pobytu. A żeby jakoś to wszystko uporządkować, zaczniemy od samego początku – czyli tego, co nas czeka, zanim jeszcze wejdziemy do zoo…

(Jako że w zoo byliśmy trzy dni, nasza relacja siłą rzeczy jest pewnym skrótem i wyciągiem z całego pobytu – jak zawsze w takich przypadkach zresztą)

PRZED WEJŚCIEM – nowa kasa, pluszowy żabol i gigantyczne koniki

Jak zwykle do zoo jedziemy z dworca kolejowego w Oliwie. Do pętli tramwajowej jest zaledwie kilka minut spacerku, toteż bez zbędnego marudzenia przemierzamy świetnie nam już znaną trasę. Na pętli mamy do wyboru dwa autobusy – 622 i 179, które kursują dosyć często (warto jednak wspomnieć, że ten pierwszy tylko w sezonie!). Co prawda do zoo jest stąd „tylko” 2,5 km, ale tym razem na spacer nie mamy jeszcze ochoty – tym bardziej, że doskonale wiemy, że podczas tej wyprawy i tak przyjdzie na niego pora :). Bilety można kupić na pętli (najlepiej przejazdowe – normalny za 3zł), albo u kierowcy (tylko godzinne – za 3,60 zł). Można też przejechać się meleksem, ale taka zabawa kosztuje już 35 zł!
Do zoo docieramy po kilku minutach – jest już po dziewiątej i przy kasie zbierają się już pierwsi zwiedzający. Warto dodać, że cały teren wejściowy do zoo od naszej ostatniej wizyty mocno się zmienił. Przede wszystkim stary budynek kas zastąpiono nowym:

Tłumy przy wejściu – przyznać trzeba, że przez wszystkie trzy dni zoo było dosłownie oblężone przez zwiedzających, a był to przecież środek tygodnia!

Zmianie uległy też ceny biletów – teraz za normalny zapłacimy 20 zł, za ulgowy 10 zł (w okresie zimowym odpowiednio 10 zł i 5 zł). Na tle pozostałych polskich ogrodów nie są to ceny szczególnie wysokie, ale przyznać trzeba, że w ciągu ostatnich trzech lat poszły mocno w górę (wówczas bilet normalny kosztował 12 zł). Warto dodać, że biletów nie kupimy przez Internet, a w kasie można płacić jedynie gotówką. Trzeba się też liczyć z szeregiem dodatkowych wydatków – obok oczywistych, za wszelkie atrakcje „nadprogramowe” (park linowy, park dinozaurów, przejażdżki na kucykach, wypożyczalnia wózków, mapa, przewodnik, pamiątki itp.) – są też mniej oczywiste: za kolejkę (co rozumiemy), minizoo (co rozumiemy trochę mniej) i za toalety (czego już nie rozumiemy i co od zawsze strasznie nas w oliwskim zoo wkurzało – niby tylko 2 zł, ale rodzina z dziećmi podczas całodniowej wyprawy do zoo trochę się w tej kwestii wykosztuje).

Sklep z pamiątkami przy wejściu a obok niego… pluszowa rzekotka na huśtawce!

Obok nowego pawilonu kas i pluszowej rzekotki na huśtawce przed wejściem do zoo naszą uwagę zwracają jeszcze dwie rzeczy: nowy, bardzo efektowny stojak dla rowerów:

(dla porównania stary wyglądał tak), a także nowi mieszkańcy znajdującego się za przystankiem autobusowym zewnętrznego wybiegu, na terenie którego znajduje się makieta budynku dyrekcji:

Gdyby ktoś nie wiedział, że to miniatura budynku dyrekcji, mógłby pomyśleć, że w oliwskim zoo mieszkają konie-giganty!

Swego czasu sporo mówiło się, że zamieszkają tu lemury, potem jednak projekt upadł, ale – jak widać na poniższym zdjęciu – nowi lokatorzy czują się tu znakomicie :).

PRZY WEJŚCIU – do kolejki czy małego zoo?

Tuż po przekroczeniu bramy wejściowej naszym oczom ukazuje się ogromna mapa zoo – bardzo starannie wykonana i świetnie nawiązująca do znajdujących się na terenie ogrodu tabliczek gatunkowych oraz pomniejszcyh map, rozsianych w strategicznych miejscach zoo.

Skoro o tabliczkach mowa – warto wspomnieć, że wszystkie nowe gatunki zwierząt w zoo są specjalnie oznakowane, choć kontrowersje może budzić kwestia „nowości” – czasem to nawet rok obecności zwierzaka w ogrodzie, niemniej za sam zamysł należy się wielki plus.

Skoro już weszliśmy, mamy do wyboru kilka opcji: możemy zajrzeć do Małego Zoo:

przejechać się kolejką:

Po liftingu prezentuje się nawet nieźle, choć 10 zł za bilet normalny za przejazd po całym ogrodzie to niemały wydatek – zawsze można jednak wybrać dwie krótsze i tańsze trasy

albo odwiedzić dinozaury:

Tak się zastanawiamy – czy są zwiedzający, którzy myślą, że zobaczą prawdziwe dinozaury?

Można też po prostu przejść się po zoo, co niniejszym czynimy – Małe Zoo i Park Dinozaurów już bowiem zaliczyliśmy, a „kolejka” jakoś nas nie kręci – choć wśród zwiedzających cieszy się ogromną popularnością (a od kierowcy można się dowiedzieć naprawdę wielu ciekawych rzeczy na temat zoo i jego mieszkańców).
My tymczasem ruszamy zwiedzać :).

FOKI

Pierwsze na trasie zwiedzania są foki – w zoo są obecnie tylko trzy osobniki. Podczas naszego pobytu trwało akurat napełnianie basenu po jego wcześniejszym wyczyszczeniu, przez co foki musiały sobie radzić z niedoborem wody.
Jak widać – całkiem skutecznie :).

Zresztą – basen napełnia się bardzo szybko i już środowe karmienie odbywało się w niemal normalnych warunkach.

PINGWINY

Po ostatnim transferze do wrocławskiego Afrykarium (20 osobników) mocno uszczupliło się także stado oliwskich pingwinów – wciąż jednak jest ich na tyle dużo (na pewno ponad 60), że na swoim wybiegu prezentują się wyjątkowo efektownie:

Tadziu i pingwiny

Zwłaszcza w porze karmienia, gdy cała grupa jak jeden pingwin zmierza w stronę wiadra z rybami:

Jeść, jeść!

Na pingwinie jedzenie jest zresztą znacznie więcej chętnych:

Także pingwiny miały akurat czyszczony basen, ale niektórym brodzenie w płytkiej wodzie zupełnie nie przeszkadzało:

Zwłaszcza, że następnego dnia wody było już pod dostatkiem i amatorów kąpieli gwałtownie przybyło:

Ja pierwszy!

HIPOPOTAM POGODĘ CI PRZEPOWIE…

Idziemy dalej – mijamy trochę ospałe słonice, ciągi kopytnych, gdzie od czasu do czasu można wypatrzeć jakieś młode:

Na przykład małą sitatungę

i docieramy do biorących akurat kąpiel hipopotamic nilowych:

Można też zajrzeć do pawilonu hipów, w którym znajduje się motylarnia i ekspozycje kilku gatunków gadów, my jednak niecierpliwie wyczekujemy, aż obiekt ten zostanie zmodernizowany na potrzeby hipopotamów karłowatych, a nilowe przeniosą się w należne im miejsce. Przy hipopotamach warto zwrócić uwagę na nową „instalację” pogodową, która uchodzi za najlepszą pogodynkę w kraju :).

Zaglądamy jeszcze do wilków grzywiastych, gepardów i straszliwie zatłoczonej gadziarnio-ptaszarni, w której odwiedzamy naszego dobrego znajomego z poznańskiego Starego Zoo:

Wąsal żółtooki – od zawsze jeden z naszych ulubieńców!

NA SAWANNIE

Kolejny przystanek: żyrafiarnia, w której oprócz żyraf (te są jednak częściej na wybiegach zewnętrznych) i surykatek (te są wszędzie) można również zobaczyć bardzo ciekawą wystawę „Włóczkowe Zoo”:

Tadziu był i poleca, choć sam jest z pluszu i dobrych myśli…

Można też zajrzeć w miskę śniadaniową surykatek i nabrać apetytu :).

Pychota!

Żyrafy – w mocno okrojonym wobec naszej ostatniej wizyty składzie – w towarzystwie zebr można oglądać przede wszystkim na rozległym wybiegu zewnętrznym:

Obchodząc wybieg sawanny dochodzimy do cieszącego się sporą popularnością placu piknikowego (sami z niego korzystaliśmy i polecamy!) i dochodzimy do wybiegu bongo, na którym obok znanej nam już trójki jest jeszcze urodzony tej wiosny maluch:

Od wybiegu bongo tylko krok do lwiarni, tam jednak zabierzemy Was pojutrze. Tymczasem mijamy wybieg bydła stepowego (i bocianów):

i dochodzimy do stawu pelikanów, gdzie obok wielu dzikich lokatorów (wśród których dominują czaple i boćki) spotkać można także dwa nandu i …dwa tapiry anta!

Pozostała dwójka zamieszkuje swój stary wybieg obok kapibar:

Przeniesienie dwóch tapirów na otwarty wybieg ze stawem pelikanów, gdzie biegają także nandu, to zaczątek tworzonego w tym miejscu wybiegu Ameryki Południowej, nad którym zaawansowane prace mają ruszyć w przyszłym roku. Docelowo obejmie on także wybieg bydła stepowego i wspomniane już wybiegi kapibar i tapirów, a także hipopotamów karłowatych, które z kolei przeniosą się na wybieg hipów nilowych.

Hipcie karłowate po kąpieli

Na tak ogromnym wybiegu zamieszkają wspólnie tapiry, kapibary, nandu i sprowadzone właśnie w tym celu do zoo wikunie, które póki co można oglądać w innej części zoo (gdzie niebawem dotrzemy). Jakby tego było mało, na pustym jak na razie wybiegu za hipopotami karłowatymi (to ten trawiasto-drzewiasty teren naprzeciwko hipów nilowych i budki z lodami) urządzony zostanie wybieg mrówkojadów olbrzymich! Zapowiada się to wszystko wspaniale – nic, tylko czekać!

W CENTRUM OGRODU

My tymczasem przenosimy się do centralnej części zoo – tu odwiedzi można rezusy, kotowate (rysie, żbiki, serwale, karakale, pantery i pumy), małe ssaki (m.in. aguti, jeżozwierze, żenety, mangusty i fennki), szopy pracze, ostronosy rude, a także kangury i walabbie.
Tu też można wstąpić coś zjeść (oferta na tle pozostałych ogrodów jest naprawdę przyzwoita) i kupić sobie jakieś pamiątki.
Można też zajrzeć do pawilonu gibbonów, Filipa i Gryzeldę jednak o tej porze roku najpewniej spotkamy na wyspie:

Na dawnym wybiegu kóz domowych tymczasowe lokum (przed przeprowadzką na wybieg południowoamerykański – co jednak trochę potrwa) -znalazły też trzy wikunie:

Sąsiadujący z osłami domowymi wybieg jest bardzo efektowny i wikunie nieźle się na nim prezentują – strome zbocze ma w sobie coś z andyjskich krajobrazów :).

Z kolei w wolierze naprzeciwko dużego stawu zamiast sowy śnieżnej zamieszkał żuraw mandżurski – niestety, prezentuje się w niej niezbyt korzystnie (co prawda była ona niedawno modernizowana, ale pod kątem sowy śnieżnej właśnie, która wyglądała w niej znacznie lepiej).

Żuraw w wolierze

FLAMINGI Z NOWYM MOSTKIEM

Zmodernizowano również staw flamingów – wcześniej obserwacja całkiem pokaźnej grupy ptaków (kilku gatunków) była mocno ograniczona, obecnie zaś możemy podejść do stawu bardzo blisko, zbudowano bowiem specjalny mostek i utworzono nową ścieżkę. Wygląda to estetycznie i jest bardzo praktyczne.

JELENIE, NOSOROŻCE…

Za stawem flamingów znajdują się wybiegi dzików, pekari i saren, naprzeciwko zaś rozciąga się ogromny wybieg jeleni, na którym zobaczyć można największe stado tych zwierząt w Polsce.
Gdy zwierzęta skupią się w jednym miejscu, robią niesamowite wrażenie:

Pełen nasłuch…

Ok, jest spokojnie, można jeść

Wspaniale wyglądają też przy wodopoju – od razu przypomina nam się Park Jurajski :).

W przyszłości – mamy nadzieję, że niedalekiej – wybieg ten zostanie przystosowany dla nosorożców indyjskich, które z całą pewnością miałyby tu wspaniałe warunki i mnóstwo przestrzeni!

PTASIE WOLIERY, TAKINY…

Idąc wzdłuż wybiegu jeleni mijamy ciąg ptasich wolier, zamieszkiwanych m.in. przez kariamy, czubacze rude, dzioborożce kafryjskie i symbol oliwskiego zoo – kondory.

Za ptasiorami mijamy wybieg bawołów i docieramy do miejsca, które przez długi czas wzbudzało spore zainteresowanie, mało kto bowiem wiedział, czym będzie. Gdy zostało ukończone okazało się, że nie jest to nowy wybieg, ani zwykła modernizacja hydrotechniczna, ale malownicze miejsce wypoczynkowo-rekreacyjne :).

No nic, wspinamy się po schodkach i zaglądamy do takinów, żubrów i jaków, skąd już tylko parę kroków w górę do tygrysów i starej niedźwiedzicy.

Takinowi chyba do śmiechu!

W KRAINIE WIELBŁĄDÓW

Schodzimy w dół i docieramy do bodaj najefektowniejszej pod względem krajobrazowym części zoo, zamieszkiwanej przez różne gatunki wielbłądowatych: baktriany, dromadery, lamy i alpaki. Te ostatnie doczekały się nowego domku.

LECH, CZECH I RUS DOSTANĄ WIĘCEJ MIEJSCA

Dotarliśmy do gibbonów, robimy więc małą cofkę i przenosimy się do wybiegu wilków, zamieszkiwanego przez trzy samce o wymownych imionach: Lech, Czech i Rus.
Obecnie wilki mają do dyspozycji bardzo ładny, ale stosunkowo nieduży wybieg – 700 m kw powierzchni nie pozwala im na zbyt wiele. Na szczęście na początku jesieni zostanie on powiększony do 2700 m kw, do obecnego wybiegu dołączony zostanie bowiem teren ciągnący się wzdłuż ścieżki, w stroną ptasich wolier. Wilki dzięki temu będą miały znacznie więcej miejsca, uzyskają również dostęp do stawu, co ma wzbogacić ich dotychczasową mięsną dietę o świeże ryby :).

Wybieg wilków zwiększy się czterokrotnie!

W KRAINIE ŁOSIA

Mijamy park linowy i park dinozaurów i docieramy do wybiegów mniejszych kopytnych: danieli, mundżaków chińskich, anoa i jeleni Alfreda. Względnie nowszymi mieszkańcami tego rejonu są mundżaki i Alfredy – oba gatunki prezentują się na swoich wybiegach bardzo efektownie.

Mundżak chiński

Jeleń Alfreda

Anoa

Największymi gwiazdami są jednak – dosłownie i w przenośni – łosie:

W takich okolicznościach przyrody łoś wygląda szczególnie efektownie!

HARCE W MAŁPIARNI

Następnie idziemy wzdłuż małpiarni, odwiedzając kolejnych jej lokatorów. Szczególną uwagę przykuwają szympansy, u których wypatrzeć można dwa młode osobniki – wspaniale prezentuje się zwłaszcza najmłodszy członek stada:

Na nas największe wrażenie robią jednak orangutany – para 42-latków, Raja i Albert. O ile Raję zastajemy śpiącą akurat z workiem na głowie…

O tyle Albercik – ku naszemu ogromnemu zdziwieniu – łazikuje sobie po wybiegu zewnętrznym! To o tyle zaskakujące, że ponoć nie zdarza mu się to zbyt często – my widzieliśmy go na zewnątrz po raz pierwszy, a przecież zaglądaliśmy do niego w ostatnich latach dziesiątki razy!

Owoc w prawej nodze…

Banany w pysku…

Spacer na krawędzi…

I można spokojnie zjeść śniadanie!

W porze lunchu zastaliśmy też mieszkające po sąsiedzku patasy:

Zaglądamy też do wyjców, lutungów, mandryli i gerez, wśród których wypatrujemy tegoroczne młode.

NOCNY SPACER

Tak oto kończymy spacer po ogrodzie. Na deser pozostawiamy nocną przechadzkę po zoo – o ile bowiem pierwszego dnia pobytu nie mieliśmy na nią już siły i korzystając ze specyficznego mikroklimatu oliwskiego zoo dosłownie „padliśmy” jeszcze przed zmrokiem, o tyle w środę urządziliśmy sobie małą nocną przechadzkę po zoo, tego dnia bowiem wróciliśmy z wieczornego koncertu mozartowskiego w Parku Oliwskim.
Przyznać trzeba, że zoo nocą prezentuje się tyleż fantastycznie, co nieco groźnie – tu słychać jakiś szelest, tu łamanie gałązki, tam jakiś ryk, chrumkanie…

Albo sztuczny niedźwiedź, który w pierwszej chwili wygląda jak prawdziwy…

Góralka nocą

Jakby tego było mało, wcześniej musimy przejść półtora kilometra w całkowitych ciemnościach, bowiem na odcinku od ulicy Spacerowej do bramy zoo trasa jest zupełnie nieoświetlona, a kilkaset metrów drogi ciągnie się przez las. Jest trochę strasznie, ale i emocjonująco – zwłaszcza, gdy drogę nagle przebiegnie dzik…

Nocna droga do zoo w Oliwie. Kilkaset metrów bez żadnej lampy. To naprawdę jest zdjęcie

Nocna droga do zoo w Oliwie. Kilkaset metrów bez żadnej lampy. To naprawdę jest zdjęcie!

EPILOG, CZYLI ZWIERZĄT W ZOO KARMIĆ NIE WOLNO!

To kwestia, wydawałoby się, oczywista – wie o tym każde dziecko, każdy rozsądny człowiek, a także każdy pluszowy mrówkojad – szczególnie Tadziu!

Niestety, nie wszyscy o tym wiedzą. Podczas trzech dni pobytu w oliwskim zoo byliśmy, niestety!, świadkami bardzo wielu nierozsądnych i niewłaściwych zachowań – w ilościach większych, niż to było np. we Wrocławiu, Poznaniu czy Krakowie. Trudno powiedzieć, czy to jakaś trójmiejska specyfika, ale gdy się tak nad tym głębiej zastanawiamy, to w ciągu ostatnich pięciu lat naszych wojaży najwięcej niewłaściwych zachowań zaobserwowaliśmy właśnie w Oliwie…
Pół biedy jednak, gdy ludzie karmią zwierzęta zielonką – nie powinni tego robić, ale w takich przypadkach jak ten poniżej, tak naprawdę bardziej szkodzą sobie, niż zwierzakom:

IMG_8025Pół biedy, gdy przekraczając barierki – lub balansując na nich! – narażają się na niebezpieczeństwo: robią to z własnej głupoty i zaszkodzą tylko sobie, choć przyznać trzeba, że brak wyobraźni niektórych bywa szokujący…

IMG_8021Gorzej jednak, gdy karmią zwierzęta czymś, czego to jeść absolutnie nie powinny – jak choćby Pan z poniższego zdjęcia, który częstował rezusy krakersami…

IMG_8003W takich sytuacjach zawsze interweniujemy, choć nigdy nie są to sytuacje przyjemne. Tym razem na szczęście na naszą grzeczną i rzeczową uwagę, że robić tego nie wolno, karmiący rezusy pan przestał i w milczeniu odszedł. Niestety, głos w sprawie postanowił zabrać jegomość z tłumu, charakteryzujący się solidną posturą i niezbyt sympatycznym wyrazem twarzy. Bezpardonowo i agresywnie nas zaatakował, zarzucając nam brak kultury i policyjne metody działania i za nic nie potrafił zrozumieć, że takie zachowania należy piętnować. Trudno jednak dyskutować z kimś, kto mówi, że „gdybym chciał przestrzegać prawa, to bym poszedł na prawo”…

Tym oto akcentem kończymy naszą relację z oliwskiego zoo i zapraszamy na kolejne teksty: jeszcze w tym tygodniu ukaże się tekst o lwiarni oraz krótka relacja z samego Trójmiasta, później zaś zabieramy się za relacje z naszych pozostałych wakacyjnych wypraw: Opola, Nowego Tomyśla, Poznania,

Pełną galerię zdjęć z naszej wizyty w oliwskim zoo znajdziecie TUTAJ.

Reklamy

19 comments on “Oliwa na koniec lata, czyli gdańskie zoo mrówkojadzim okiem…

  1. Parking na rowery pierwsza klasa, ale ta nowa budka z kasami to jakiś koszmar. A tak w ogóle to nie macie chrapki zwiedzić wreszcie Łodzi tylko ciągle ta Oliwa i Oliwa? 🙂

    • No jak Oliwa-Oliwa, jak tylko w te wakacje byliśmy we Wrocławiu, Poznaniu, Opolu i paru pomniejszych miejscach :). Na wiosnę planujemy wreszcie Chorzów, natomiast Łódź jest trudna do zrobienia, bo dojazd mamy tam koszmarny, a i miejscówki żadnej sprawdzonej.

    • Budka nie powala, ale jak słusznie zauważył Pfciuki, to wejście jest tymczasowe, nowe powstanie bowiem od strony parkingu i budowa wypasionego wejścia w starym miejscu nie ma po prostu sensu.

      • Tak sobie pomyślałem, że gdyby w zoo miałoby się rozwinąć tak jak planuje to przydałoby się odkorkowanie Opata Rybickiego i Spacerowej drugim wejściem do ogrodu. O ile dobrze pamiętam w przyszłości planowane jest poszerzenie Spacerowej, a na wysokości sporej polany jest zjazd, który prowadzi w kierunku zoo. Samochody jadące od strony obwodnicy (turyści z całego pomorza) zjeżdżały by szybciej i nie stały by w korkach… ale to tak za 50 lat jak już zoo będzie przyjmowało milion zwiedzających rocznie.

  2. Jeśli możecie, to napiszcie coś więcej o planowanym wybiegu dla fauny Ameryki Południowej. Ma powstac nowy pawilon, czy tylko ogrodzenia zostaną zmontowane inaczej? I jak sprawa będzie wyglądała z hipkami- o przebudowie pawilonu nilowych wiadomo coś konkretnie?
    I jak zawsze artykuł pierwsza klasa, czekam na kolejne 😀

  3. Na zooforum pisałem, że teren idealnie nadaję się na duży wybieg Ameryki Południowej. Już same tapiry i nandu wyglądają całkiem nieźle. Dwa dni temu podczas wizyty w zoo przeszło mi przez myśl, że przecież terenu jest dużo więc dla mrówkojadów znalazło by się trochę. Chwilę potem zszedłem na ziemię i przestałem marzyć, ale się okazuję, że nie potrzebnie. 🙂
    Jeżeli w planach są mrówkojady to raczej musi być nowy pawilon. Aktualne „tapirze” domki są za małe żeby pomieściły wszystkich lokatorów. Moje pytania zadał już Feniks, więc nie będę powtarzał. Może dodam tylko jedno, albo dwa. Czy teren za domkami tapirów będzie jakoś wykorzystany? No i przede wszystkim czy jeżeli w planach jest pawilon to czy będzie on dostępny dla zwiedzających?

    Woliera w której aktualnie mieszka żuraw była zamieszkiwana przez sowy, ale jakoś pół roku temu cała konstrukcja była zapadnięta… może jakaś gałąź upadła podczas wietrznych dni.
    Pomost przy flamingach gotowy jest już od dłuższego czasu, ale miałem nadzieję, że zamieszkają tam jakieś ciekawe gatunki. Flamingi i biegusy to maks, czy może będzie coś więcej?
    Skarpa przy bawołach to bardzo miłe miejsce do wypoczynku, ale mało kto z niego korzysta. Może jakiś zwierzak przyciągnął by zwiedzających w to miejsce. Ja bym tam widział wydry… może w jakiś bardzo dalekich planach.

    Co do „nowej” kasy zoo to bym tak nie narzekał. Jeżeli w ciągu najbliższych 10-15 lat zoo w końcu ruszy z realizacją rozbudowy w stronę Oliwy to powstanie nowe wejście. Inwestowanie w stare to zupełnie nie potrzebna strata pieniędzy. Jedyny minus to brak płatności kartą. Pomijając brak biletów rocznych i internetowych…
    Ceny rzeczywiście podskoczyły w górę. Wcześniej do zoo chodziłem kilka razy w miesiącu… teraz 2-3 razy w roku, a jeszcze jak mam kupić normalny to w ogóle odpadam. Mam nadzieję, że przełoży się to na inwestycje. Stojaki rowerowe powstały w kilku miejsca w mieście, tutaj chyba najwięcej, ale i tak nie wiele osób z nich korzysta.
    Toalety były płatne od zawsze, a przynajmniej od 16 lat. Do dziś pamiętam pierwszą wizytę w zoo i okropną toaletę jeszcze wtedy przy nandu i wilkach grzywiastych. Najprawdopodobniej przez to traumatyczne zdarzenie zapomniałem co było w dalszej części zoo, a mianowicie w miejscu dzisiejszego domu patasów i orangutanów. Wracając do toalet. Zimą te w pawilonie są darmowe, ale nie wiem jak jest z tymi przy małpiarni i pekari. Muszę się przyznać, że bardzo rzadko korzystam z tych miejsc. Przy ostatniej wizycie jakoś wytrzymałem cały dzień i wolałem odwiedzić McDonalda przed Mozartianą… a przy okazji możliwe, że gdzieś się minęliśmy :]
    Goście też rzadko korzystają z toalet. Niestety bardzo często nie idą gdzieś dalej w las tylko załatwiają potrzeby fizjologiczne przy głównych ścieżkach, a nawet pod samymi toaletami. Jestem w stanie zrozumieć „siku”, ale to co zobaczyłem ostatnio przeszło wszelkie moje wyobrażenia… rodzice doszli do wniosku, że i tak ktoś posprząta.
    Dokarmiającym też staram się zwracać uwagę. Jak byłem małym dzieckiem to zdarzało mi się dokarmiać trawą, ale z wiekiem przyszło trochę rozumu i sam zacząłem zwracać uwagę innym. Niestety często kończyło się to nieprzyjemnymi odzywkami. Jako, że jestem mało charyzmatyczny to czasami odpuszczam jak ktoś karmi „zielonką”, ale przy słodyczach również interweniuje i niestety takich przypadków jest coraz więcej.

    Z niecierpliwością czekam na relacja z lwiarni, jestem ciekaw jaki gatunek zamieszka obok lwów… czy otocjony czy może jednak jakiś kot. Przy okazji jestem ciekaw co myślicie o Teatrze Szekspirowski. 🙂
    Dzisiaj z rana wybieram się do Bydgoszczy, a potem Toruń, Płock i Łódź. Także może w końcu jakaś relacja z mojej strony. O ile będzie godna uwagi. :]

    • Powiekszenie obsady stawu flamingów to kwestia czasu (Szczegółów nie znamy), natomiast odnośnie do miejsca wypoczynkowego przy bawołach mamy identyczne zdanie – ładnie to zagospodarowane, ale mało używane i az prosi się, żeby czymś zachęcić do dłuższego tam zatrzymania się.
      Zwiedzających zaś, którzy „załatwiają się na lewo” spotkaliśmy przez te trzy dni mnóstwo, ale jako że kilka dni wcześniej zobaczyliśmy małego chłopca załatwiającego większą potrzebę na środku ulicy niedużego miasteczka przy pełnej aprobacie mamy, to nic nas już w tej kwestii nie zdziwi.
      Na relacje zawsze chętnie czekamy – jeśli się na coś zdecydujesz, daj znać. W pierwszej kolejności bierzemy Łódź :).
      A co do naszego zdania na temat Teatru Szekspirowskiego – napiszemy o tym w naszej relacji z miasta, lada dzień :).

  4. W lwiarni w oliwskim zoo zamieszkają: koty egipskie, skoczki egipskie, gundie i golce wszystko jest już przygotowane tylko urządzić wybiegi i czekać na ich nowych lokatorów, a co do planów wybiegu ameryki to zapowiada się ciekawie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s