W Nowym Zoo po staremu

W ostatnich dniach 2013 roku odwiedziliśmy poznańskie Nowe Zoo, w którym – w co naprawdę trudno nam uwierzyć – nie byliśmy od prawie dziewięciu miesięcy (tak długiej przerwy między jedną, a drugą wizytę nie mieliśmy nigdy!), dlatego też byliśmy bardzo ciekawi, co też przez ten czas się zmieniło. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że koniec grudnia nie sprzyja zoologicznym obserwacjom, niemniej i tak to, co zobaczyliśmy, nie zachęciło nas do szybkiego powrotu nad Maltę. Co prawda pojawiło się kilka nowych zwierzaków, bardzo dobrze prezentuje się też wybieg niedźwiedzi, udało się też (wreszcie!) zakończyć budowę wybiegu dla rysi, ale gdyby nie nasze ukochane mrówkojady, wizyty do udanych zaliczyć byśmy nie mogli.
Jako że od naszej wyprawy minęło już pięć tygodni, a kilka niewątpliwie celnych spostrzeżeń mocno nam się w pamięci zatarło, nasza relacja ograniczy się jedynie do tego, co nam najbardziej utkwiło w głowie – a że o Nowym Zoo mówi się ostatnio wyjątkowo mało (cała uwaga skierowana została bowiem na Stare Zoo), każdy głos na temat najbliższego nam ogrodu jest ważna.
Nawet, jeśli znowu przyjdzie nam trochę pomarudzić :).

IMG_5971

Do Nowego Zoo dotarliśmy w zimny, grudniowy poranek, tuż przed Nowym Rokiem. Mimo specjalnej promocji biletowej (jedyne 8 zł za bilet normalny), byliśmy jednymi z zaledwie kilku osób, które tego dnia zdecydowały się na wizytę w zoo, czemu jednak trudno się dziwić – zwierząt na wybiegach było wyjątkowo mało, działały jedynie dwa pawilony (noktuarium i słoniarnia), nie jeździła kolejka, a od czasy przyjazdu niedźwiedzi o zoo się właściwie nie mówiło.
My jednak nastawieni byliśmy bardzo pozytywnie, w Nowym Zoo nie byliśmy bowiem od dziewięciu miesięcy, a to wszak wystarczająco dużo czasu, żeby coś nas mogło pozytywnie zaskoczyć. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna – nowości było jak na lekarstwo, większość wybiegów zionęła pustką, a po dwugodzinnym spacerze (tak szybko obejście całego zoo nie przydarzyło nam się nigdy) czuliśmy się, jakbyśmy ostatni raz byli tu przed ledwie kilkoma tygodniami.

Symbol poznańskiej bylejakości i kwintesencja kiczu – kolorowa zebra z plastiku

Żeby jednak nie było, że tylko marudzimy, zaczynamy od tego, co jednak w zoo się zmieniło.

NOWE ZWIERZAKI

Lista nowości nie jest co prawda zbyt długa, ale kilka ciekawych gatunków zasiliło szeregi mieszkańców zoo. W Pawilonie Zwierząt Nocnych pojawiły piaskówki (dwie pary), które przyjechały z Lipska, a także gundie.

Gundia

W Pawilonie Zwierząt Nocnych zamieszkały również dwa syczki długouche, które przyjechały z bydgoskiego ogrodu i dołączyły samicy, która mieszka w Poznaniu już od 1994 roku. Nowi lokatorzy to samiec i samiczka – oba osobniki wykluły się w 2000 roku.

Nowym lokatorem ptasich wolier, znajdujących się między wybiegiem kangurów, a wejściem głównym, jest kitta czerwonodzioba, która przyjechała w październiku z warszawskiego zoo.

Kitta czerwonodzioba

Poza tym zmiany nastąpiły w stadzie wielbłądów – 20 listopada z Rygi przyjechała samica Vessa (urodzona 14 maja 2012), z kolei w drugą stronę pojechała samica Leyla, która urodziła się w poznańskim zoo 22 marca 2011 roku.

4 września do Poznania przyjechał z kolei samiec kangura olbrzymiego szarego o imieniu Dobby (w Poznaniu występujący pod imieniem Zgredek), urodzony 1 maja 2012 w ogrodzie zoologicznym w Erfurcie.

Zgredek?

Z ciekawszych przychówków warto natomiast wymienić samiczkę wikunii (ur. się 21 października), samczyka jelenia aksis (ur. się 2 listopada) i dwie samiczki tego gatunku (ur. się 24 września i 10 listopada).

NIEDŹWIEDZIE TRZY

Najgłośniejsze transfery minionego roku to oczywiście trzy niedźwiedzie, żyrafa Epsi oraz nosorożec Kiwu, który zastąpił mieszkającego od lat w Poznaniu samca Dino. Żyraf, co oczywiste, zobaczyć nam się nie udało, swojej stajni nie opuściły także nosorożce, w niemal pełnej okazałości zaprezentowały się nam natomiast niedźwiedzie.
Nie trzy co prawda, tylko dwa (trzeci musiał się widać gdzieś schować), niemniej wrażenie zrobiły na nas bardzo dobre – choć z ostatecznym zdaniem na temat nowego wybiegu wstrzymamy się do zakończenia całej inwestycji.

Wejście na taras widokowy

Borys, Wania i Misza przyjechały do Poznania 29 października z Korabiewic – pisaliśmy o tym tutaj.
Widok zwierzaków, które niemal całe życie spędziły w barbarzyńskich warunkach, mając za dom obskurną, ciasną klatkę, a które teraz mogą korzystać z bardzo dużego, naturalnego wybiegu, to ukoronowanie wieloletnich starań mających na celu poprawę warunków życia niedźwiedzi w naszym kraju.

Co prawda czepiać można się samej konstrukcji tarasu widokowego, który z jednej strony dość topornie zakończony jest… ścianą z drewna, niemniej, jak już wspomnieliśmy, z oceną końcową wstrzymamy się do ostatecznego otwarcia całego kompleksu – jak bowiem widać na poniższych zdjęciach, sporo jeszcze zostało do zrobienia…

RYSIE NA SWOIM

Ostatecznie ukończony zdaje się być natomiast słynny już w zoologicznym światku wybieg rysi, którego początki sięgają czasów Mieszka I jeszcze 2009 roku!

Wybieg rysi wyłania się z lasu

To, że wybieg ów nie wygląda tak, jak obiecywały pierwsze projekty i wizualizacje, było oczywistym od samego początku, to jednak, że będzie się finalnie prezentował tak… nieefektownie, okazało się przykrą niespodzianką.
Na szczęście same zwierzaki są wspaniałe i mają do dyspozycji znacznie więcej miejsca, niż wcześniej – tym bardziej, że w użyciu cały czas są również stare klatki, stanowiące razem z nowym wybiegiem swoisty „rysi kompleks”.

Jeśli chodzi o pozostałe inwestycje, to warto wspomnieć o wymianie ogrodzeń wybiegów kopytnych (nilgau, aksis, tomi), w oczy rzuca się jednak bardziej fakt zrównania z ziemią ciągu sowich wolier, które znajdowały się na trasie od mrówkojadów, do tygrysów, a także wyłączenie z ekspozycji sowich wolier za pawilonem małych ssaków.

Inna sprawa, że do wyburzenia nadaje się zdecydowana większość ptasich wolier, znajdujących się na terenie zoo – można mieć tylko nadzieję, że znajdą się kiedyś pieniądze na to, żeby ogród od wiecznego stanu „tymczasowego” zaczął się wreszcie zmieniać, bo tak duża ilość obiektów niskiej klasy chwały placówce nie przynosi…

ZWIERZAKI W ODWROCIE

Klatki klatkami, wybiegi wybiegami, w zoo najważniejsze są oczywiście zwierzęta! Tych zobaczyliśmy jednak – ze względu na aurę i porę roku – wyjątkowo mało, a jakby tego brakowało, większość z nich musiała być chyba w kiepskim humorze, o czym świadczą poniższe zdjęcia :).

Orłosęp nie chce na nas patrzeć…

Tygrys ani myśli się odwrócić!

Słonie się na nas wypięły…

Te też…

Właściwie wszystkie, ale jak wiadomo, słonie obrażają się zbiorowo 🙂

I Ty, marabucie, przeciwko nam?

Na szczęście nie wszystkie zwierzaki były równie niechętne do pokazania się:

MRÓWKOJADY, MRÓWKOJADY!

Gwiazdami dnia zostały jednak – ku naszej radości – mrówkojady, które postanowiły skorzystać z tego, że zostały wypuszczone na wybieg zewnętrzny i postanowiły trochę po nim pobrykać. A przynajmniej Guapa, która 27 stycznia obchodziła ósme urodziny, oraz jej mocno już podrośnięta córka, Bella.
Eskado? Oczywiście spał w chatce :).

Moglibyśmy obserwować je godzinami, zimno dało nam się jednak mocno we znaki, dlatego pomachaliśmy naszym dawnym podopiecznym na do widzenia i ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie.
Na koniec zaś czekał na bardzo solidny spacer spod wejścia do zoo do przystanku tramwajowego przy zbiegu ul. Krańcowej i Warszawskiej, bo – jak wiadomo – o tej porze roku do zoo żaden autobus (o Maltance nie wspominając) nie dojeżdża.
Uwzględniając jednak tempo zmian, jakim podlega nadmaltańskie zoo (mówienie o nim Nowe Zoo coraz bardziej ociera się o śmieszność), wrócimy do niego najwcześniej latem – a wtedy ani zimno, ani brak dojazdu raczej nie będą już problemem… :).

A pełną galerię zdjęć z naszej wyprawy znajdziecie TUTAJ.

Reklamy

3 comments on “W Nowym Zoo po staremu

  1. W tym roku pierwszy raz będę w Poznańskich ogrodach zoologicznych i liczę, że nowe jednak wywołała we mnie pozytywne emocje. Szkoda, ze wasz powrót po tak długim czasie okazał się gorzkim przeżyciem.

  2. Trochę Mrówkojadów rozumiem. Ja tak mam z łódzkim zoo – chciałbym jeździć ciągle licząc na wielkie zmiany, a tych niestety nie ma (jeśli już są, to w niewielkiej ilości), a w Łodzi do tego część zwierzaków ciepłolubnych pojawia się na wybiegach dopiero w okolicach czerwca (sic!). I po takich odwiedzinach zawsze zostaje lekki przynajmniej niedosyt.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s