Zmiennocieplny problem w Starym Zoo

Trzy tygodnie temu, przy okazji naszej wyprawy do Wielkopolski, kiedy to na rowerach zjechaliśmy rodzinne strony połowy Redakcji Mrówkojada, znaleźliśmy też chwilę, żeby wpaść do Poznania i zajrzeć do Starego Zoo. Od naszej poprzedniej wizyty w ogrodzie przy ul.Zwierzynieckiej minęło już pół roku, dlatego też byliśmy bardzo ciekawi, co zmieniło się od tego czasu. Dochodziły do nas co prawda liczne sygnały, że ukończony w międzyczasie Pawilon Zwierząt Zmiennocieplnych – największa poznańska inwestycja zoologiczna od czasu otwarcia słoniarni nad Maltą – pozostawia bardzo wiele do życzenia i na nie robi zbyt dobrego wrażenia na zwiedzających, niemniej nie spodziewaliśmy się, że to, co zastaniemy w zoo, będzie aż tak dalekie od naszych wyobrażeń i oczekiwań względem tego, jak powinno wyglądać i w którą stronę zmierzać Stare Zoo.
A z pewnością kierunek, w którym placówka ta podąża obecnie, nie jest właściwym – najlepszym zaś na to dowodem jest to, w jakim stanie oddano do użytku Pawilon Zmiennocieplnych…

IMG_3906

Zacznijmy jednak od początku. Do Poznania przyjechaliśmy w połowie sierpnia – dzień był wyjątkowo ciepły i słoneczny. Prosto z dworca PKP udaliśmy się do Starego Zoo, które – choć był środek tygodnia – pełne było zwiedzających.
Jak wiadomo, wejście na teren zoo jest bezpłatne, wyjątkiem jest jednak Pawilon Zwierząt Zmiennocieplnych, za wstęp do którego zapłacić już musimy. Nic w tym dziwnego, wszak jeszcze przed jego powstaniem trzeba było wykupić bilet do Pawilonu Płazów, Gadów i Ryb, w oparciu o który powstała nowa smoczarnia, a o tym, że za wstęp do Pawilonu Zmiennocieplnych będzie trzeba oddzielnie płacić, wiadomo było od samego początku. Problem jednak w tym, że cały czas była mowa o jednym bilecie, który miał kosztować maksymalnie 5 zł. Tymczasem jednak każdego zwiedzającego czeka dość przykra niespodzianka, okazuje się bowiem, że Pawilon Zmiennocieplnych to tak naprawdę dwa różne obiekty, do których trzeba wykupić dwa oddzielne bilety. Dobrze nam już znana ekspozycja gadów i waranów z Komodo, którą udostępniono już w zeszłym roku, wymaga nabycia w kasie zoo biletu za 3 zł (dzieci poniżej 3 roku życia wchodzą za darmo, innych zniżek brak). Tymczasem otwarta w tym roku część z akwariami i ekspozycjami płazów wymaga kupna kolejnego biletu – tym razem za 5 zł! – który można kupić już w pawilonie.

W efekcie za zwiedzenie całego obiektu zapłacimy 8 zł – co samo w sobie nie jest jeszcze czymś szokującym. Gorzej, gdy cenę tę zestawimy z tym, co otrzymujemy w zamian – ale do tego jeszcze dojdziemy. Zdecydowanie lepiej byłoby też, gdyby obowiązywał jeden bilet do całego obiektu, który z kolei można byłoby zwiedzać „za jednym razem”. W praktyce jednak kupujemy dwa bilety, a Pawilon Zmiennocieplnych zwiedzamy na dwa razy, bowiem przejścia między jedną, a drugą częścią w praktyce nie ma…
Strasznie to skomplikowane, przyznacie – i w praktyce dość niefortunne. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłby jeden bilet na cały obiekt – w cenie 5 zł. Można jednak w tych rozważaniach iść dalej – powinien wrócić bilet wstępu do samego zoo (w tym Pawilonu), ale to kwestia nierealna. Jeszcze inna sprawa, że samego Pawilonu w Starym Zoo być nie powinno – ale to już zupełnie inna historia…

Wróćmy jednak do samego zwiedzania – kupujemy w kasie bilet do części z gadami, rezygnujemy z kupna starego przewodnika po zoo (tego z 2009 roku, bo tego „nowego”, z kolejką na okładce, w kasie jeszcze nie ma) i wchodzimy na teren ogrodu.
Na wstępie wita nas nowa mapa zoo – przyznać trzeba, że prezentuje się całkiem nieźle, choć chyba po raz pierwszy widzimy taki pomysł na mapę – w praktyce jest to bowiem… odpowiednio obrobione zdjęcie zoo z GoogleMaps!
Można i tak.
Zoo tego dnia wygląda wyjątkowo pięknie i doskonale widać, że z funkcji parkowej wywiązuje się znakomicie – aż chce się tu przyjść na spacer:
Gorzej, że w sąsiedztwie naprawdę wspaniałych rzeźb – takich jak choćby replika rzeźby gorylicy Pussi – znajdują się takie maszkary, jak plastikowa zebra…
Nasze poczucie estetyki nie wytrzymuje takich zestawień, ale odpowiedzialnym za pojawienie się tej paskudy, jak widać, to nie przeszkadza. Trudno. Zmierzamy zatem do istoty naszej wyprawy, czyli oficjalnie już ukończonego i otwartego Pawilonu Zwierząt Zmiennocieplnych.

Już od wejścia obiekt nie robi, niestety, najlepszego wrażenia. Mniejsza o kiczowatego konika morskiego z plastiku ustawionego przy samym wejściu (patrz: zdjęcie powyżej), mniejsza też o dość chałupniczą metodę sprzedawania biletów (przypominamy – 5 zł od osoby), które nabyć można w takich oto okolicznościach przyrody:
Gorzej, że pierwsza część ekspozycji, w której znajdują się akwaria z rybami, ulokowana jest w wąskim, mrocznym korytarzu, który wygląda źle. Bardzo źle – nawet gorzej, niż wnętrze baraku mieszczącego Oceanarium w Mielnie. Naprawdę – wchodzimy i odnosimy wrażenie, że ktoś z nas sobie zażartował i udostępnił zwiedzającym ekspozycję znajdującą się na wstępnym etapie przygotowań.

Widok w jedną stronę…

… i w drugą

Naprawdę? W 2013 roku w jednym z największych i najnowocześniejszych miast Polski oddaje się do użytku coś takiego i każe się jeszcze za to płacić? A nie mówimy przecież o sezonowej budzie nad morzem, w której pokazywane są na wpół śnięte „egzotyczne ryby”! Co gorsza, same akwaria prezentują się równie biednie – zarówno pod kątem aranżacji wnętrza, jak i dydaktyki: opis eksponowanych gatunków trudno uznać za wystarczający…

Przypominamy sobie, jak to wyglądało w „starym” Akwarium i nie mamy wątpliwości, że – póki co – zmiany w wystroju są wyraźnie na gorsze. Ale nic – idziemy dalej. Z prawej strony mijamy wielką ścianę, na której znajduje się duża plansza poświęcona rekinom.
Jak się okazuje, w tym miejscu „za jakiś czas” otwarta zostanie ekspozycja rekinów, których – jak na razie – w Starym Zoo nie zobaczymy.
W prawo nie idziemy (znajdują się tam bowiem pomieszczenia służbowe i toalety), natomiast na wprost nas wyrasta cudnej urody „szafa” kryjąca w sobie kolejne akwarium…
Możemy tu „podziwiać” rogatnicę królewską i jeszcze jeden gatunek ryby, nie ma to jednak większego znaczenia jaki, akwarium bowiem zionie pustką i wygląda, jakby się miało zaraz rozsypać.
Skręcamy zatem w lewo i… wyłania nam się taki widok:
Paskudne żaby:
i maskujący uroczy kaloryfer plastikowi mieszkańcy rafy koralowej:
mogą, od biedy, znaleźć jeszcze swoich sympatyków, ale dwie kolejne ekspozycje tylko dopełniają nędznego obrazu całości. Obie są – oczywiście – aktualnie nieczynne, dokonuje się w nich bowiem „zmiana ekspozycji”.
Póki co pierwsza wygląda tak:
Druga zaś tak:
Szaleństwo, nie ma co! Pierwsza jeszcze jakoś wygląda, druga natomiast wykonana jest tak niedbale, że jej fragmenty można było znaleźć na posadzce…
Idziemy dalej – z lewej znajdują się schody na piętro, którymi wejść jednak nie można, na górze znajdują się bowiem – póki co – tylko pomieszczenia administracyjne, do których zwiedzający dostępu nie mają. Idziemy dalej – z lewej znajduje się przejście do części z płazami i kajmanami, do której zaraz się udamy, z prawej natomiast mamy bardzo ładny widok na ekspozycję waranów z Komodo, zamieszkujących drugą część pawilonu. Jeśli więc chcemy zobaczyć smoki, wystarczy kupić jeden bilet – ekspozycja waranów jest bowiem urządzona tak, że świetnie można ją zobaczyć z obu stron.

Jedna smoczyca…

I druga

Przyznać trzeba, że jeśli coś broni się w całym pawilonie, to są to przede wszystkim same zwierzęta – zwłaszcza zaś dwie smoczyce, stosunkowo najmniej pretensji można mieć też do ich wybiegu – choć i on niepozbawiony jest wad…
My tymczasem przechodzimy obok wątpliwej urody maszyny na „moneciaki”:

Chcesz moneciaka?

I wkraczamy do „gadziej” części, która prezentuje się tak:
Z prawej strony znajduje się część gastronomiczna – Akwarium Cafe, które wita nas niezwykle bogatą ofertą produktów:
oraz gustownymi stolikami żywcem z IKEA, które wspaniale komponują się z drzewną stylistyką tego miejsca:
Uroku dopełniają znajdujące się nad wejściem do tej części pawilonu elementy dekoracyjne przeniesione z kolei (chyba?) z Ameryki Południowej czasów prekolumbijskich…

Tak to wygląda w pełnej okazałości

I jeszcze rzut oka na piętro, na które i tak nie można wejść

Dobra – nie patrzymy więcej na te cuda tylko kierujemy swój wzrok na znajdująca się z lewej ekspozycję kajmanów okularowych: dwa niezbyt duże osobniki mają do dyspozycji niewielką „wysepkę” i równie nieduży basen, całość zaś oddzielona od zwiedzających grubą szybą:

Wybieg kajmanów

A oto i same zwierzaki

Może i niewielkie, ale wielce sympatyczne

Skoro kajmany są najważniejszymi mieszkańcami tej części pawilonu, można byłoby też oczekiwać nieco więcej od strony dydaktycznej im poświęconej, naklejone na szybę nalepki ze zdawkowymi informacjami to bowiem zdecydowanie za mało, żeby czegokolwiek sensownego się o nich dowiedzieć:
Sąsiadami kajmanów są paku i uaru królewskie, które mają do dyspozycji otwarty zbiornik, do którego woda spływa ze skalnego wodospadu. Ta ekspozycja prezentuje się akurat nie najgorzej.

Idziemy dalej – przechodzimy przez stylizowane wejście i wchodzimy do „szałasowej” części z płazimi terrariami:
Na pierwszy rzut oka ta część wygląda dużo lepiej: terraria są ładnie zaaranżowane, dużo więcej jest też tablic dydaktycznych z opisem zwierzaków, a niektóre szyby są bajerancko podkręcone:
Gdy się jednak bliżej przyjrzeć, widać, że nie każde terrarium jest równie umiejętnie wkomponowane w przestrzeń (czytaj: odpowiednio opakowane trzciną), a w wielu miejscach można zauważyć ewidentne niedoróbki:
Wszystko byłoby ok, gdyby nie sprzedawano nam tego jako gotowej ekspozycji i to jeszcze za takie pieniądze.
Na szczęście w 100% bronią się same zwierzaki, kolekcja płazów jest bowiem naprawdę ciekawa:

Całość prezentuje się zatem całkiem nieźle na tle reszty tej części Pawilonu, ale o zachwyty naprawdę trudno…
I to by było na tyle, jeśli chodzi o nowootwartą część Pawilonu – dalej mamy bowiem nieczynne przejście do części z gadami, która została otwarta w ubiegłym roku. Tam jednak od czasu naszej ostatniej wizyty nic się nie zmieniło, toteż nie rozwodzimy się nad Zmiennocieplnymi dłużej, tylko wychodzimy na zewnątrz i rzucamy jeszcze okiem na cały obiekt, do którego dominującej nad Starym Zoo bryły chyba nigdy się nie przyzwyczaimy…
Może gdyby zbudować ten obiekt w Nowym Zoo (co sugerowaliśmy jeszcze zanim ruszyły prace przy Zwierzynieckiej), przede wszystkim zaś gdyby oddać go do użytku po dopracowaniu całości w najdrobniejszych szczegółach, nasza ocena nie byłaby tak krytyczna. A tak trudno uciec od wrażenia, że tak kiepskiej ekspozycji akwarystycznej w czołowych polskich ogrodach zoologicznych po prostu nie ma. Trudno też znaleźć drugi tak niedopracowany obiekt zapowiadany jako wielką inwestycję, jak Pawilon w obecnym kształcie. Szkoda, wielka szkoda.

Idziemy dalej – na lody jakoś nie mamy ochoty, bo humory po wizycie w Smoczarni mamy wyjątkowo podłe, a i dobrze nam znana „maszyna do lodów z innego wymiaru” jakoś nie nastraja:
Naszą uwagę zwracają natomiast dwie metalowe żyrafki, które po zimowej renowacji (czytaj: malowaniu) zostały przeniesione i stoją teraz przy głównej alejce zoo (wcześniej stały na tyłach Baru „Kinga”):

Idziemy dalej – mijamy m.in. Naszą Zagrodę, gdzie 16 lipca urodziła się samiczka zebu o imieniu Tola, wybieg południowoamerykański, na którym 10 sierpnia urodziła się mała alpaka, Amelia, a także małpie woliery, gdzie zobaczyć można m.in. gibbony oraz koczkodany Diana.
Na dłużej zatrzymujemy się przy wybiegu warana Nacho, który cały czas mieszka sam, jest bowiem wciąż za mały, aby dołączyć do dwóch samic.
Kolejny przystanek do mocno już opustoszała ptaszarnia oraz znajdująca się naprzeciwko niej „budka”, w której mieszkają świnki morskie.
Zaglądamy też do królików, owiec i kóz, ale naszą uwagę zwraca przede wszystkim bardzo ładnie zaaranżowany ogródek zielny, który przeniesiony został w okolice wielkiej woliery dla ptaków – wcześniej bowiem ulokowany był przy wybiegu zebu.
Teraz prezentuje się naprawdę ciekawie.
Oczywiście nie musimy chyba przypominać, że zioła można tam śmiało oglądać i wąchać, ale do domu zabierać ich nie wolno!

Na koniec zaglądamy jeszcze do wielkiej woliery, w której mieszkają m.in. nasi ulubieńcy, dzioborożce trąbiące:
ale też m.in. turako:
oraz do lemurów, które zamiast na wyspie przesiadują w swoim domku. Na szczęście w pełnej okazałości pokazują nam się łabędzie czarne:
Tak oto kończy się nasz spacer po Starym Zoo – już na odchodne „dobijamy się” jeszcze wizytą w sklepie z pamiątkami, w którym, oczywiście, żadnych pamiątek z zoo nie kupimy, do wyboru mamy natomiast całe mnóstwo gumowych dinozaurów, lalek z „Monster High” oraz setki nikomu niepotrzebnych akcesoriów, których nie spodziewalibyśmy się w takim miejscu. Ale pamiątek ze Starego Zoo żadnych…

Żeby jednak nie kończyć tak pesymistycznie, bo dawno już wizyta w tak bliskim naszemu sercu Starym Zoo nie przygnębiła nas tak bardzo, mamy dla Was małą zagadkę.
Tak, wiemy, żadne to pocieszenie :).

Co to takiego?

A pełną galerię zdjęć z naszej wizyty w Starym Zoo w Poznaniu możecie zobaczyć tutaj.

Reklamy

17 comments on “Zmiennocieplny problem w Starym Zoo

  1. Czyżby cień marabuta? 😉
    Szkoda, że nowy kompleks okazał się tak nietrafnym i nieudolnym posunięciem. Najgorsze jest chyba to, że wszyscy to widzimy i nie mamy na to żadnego wpływu.

  2. co macie na myśli mówiąc o nieczynnym przejściu między obiema częściami pawilonu? będąc w maju/czerwcu wchodziło się tam od części środkowej po prawej mając płazy (i tam czaiła się pani z kasą) a po lewej skręcało w obejście waranów; czyżby przejście było jakkolwiek zastawione?

      • To zastawianie jest już od początków lipca kiedy ja tam bylem. Zresztą jego obecnośc wydaje się byc w pełni uzasadniano w gdy mamy tak kuriozalną sytuację, że tam maly obiekt jest podzielony na dwie częsci za które trzeba oddzielnie płacic. Generalnie wasze odczucia są prawie identyczne z moimi.

  3. Cóż nieudane ekspozycje zdarzają się jak widać wszędzie, ale to co zrobiono w poznańskim starym zoo jest o niebo lepsze i ciekawsze od tego co wyprawia się w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym….
    Szkoda, że Mrówkojad tam nie zajrzy :).

  4. No nie wiem czy te akwaria sa ciekawsze niz to co zrobiono w chorzowskim akwarium kilka lat temu. Na pewno nie! Poznańskie akwarium to taki dramat, że praktycznie w każdym sklepie zoologicznym możemy oglądac ciekawsze, ladniej urządzone akwaria…

    Ciekawi mnie jakie ma zamiary ta prywatna firma, która zarządza tą częścią. Na razie wygląda to tak, że nie mają zamiaru nic robic tylko chcą wychapac jak najwięcej kasy za dziadostwo poslugując się marka poznańskiego zoo 😦

  5. Przed „remontem” w tym korytarzu, gdzie obecnie jest tzw. akwarium była ekspozycja płazów, wzdłuż lewej ściany od wejścia w terrariach zgiętymi szybami, które ponownie służą płazom, jednak już w znacznie gorszym otoczeniu i z gorszą kolekcją, Po prawej było stosunkowo duże akwarium mangrowe ze strzelczykami, poskoczkami, żółwiami czteropazurzastymi, a nawet krabami i drobnymi ptakami. Za nim był zbiornik o pojemności ponad 5000 l z rybami rafy (później niewielkie rekiny). Dziwne, że te właśnie duże zbiorniki pozostają zasłonięte gipsowymi ściankami.

  6. Zupełnie nie rozumiem polityki inwestycyjnej wobec Starego ZOO.
    Stare ZOO ma bardzo dobrze zachowane zabytki architektury i historyczne rozplanowanie ogrodu zoologicznego z przełomu XIX i XX wieku. To wyróżnia Stare ZOO na tle setek innych ogrodów zoologicznych Europy. To stanowi o unikalności Starego ZOO. I na tym co najwartościowsze należało by, moim zdaniem oprzeć sens współczesnego istnienia Starego ZOO dla Poznania, Polski i reszty Europy.
    Ktoś powie, ale jak mają się stare budynki, okratowane klatki, małe wybiegi do współczesnych standardów ogrodów zoologicznych ? Na szczęście jest wiele dobrych europejskich przykładów pokazujących kierunek przemian obiektów historycznych. Chociażby dawny pawilon „gruboskórców” w paryskim Jardin des Plantes (bliźniak wrocławskiego pawilonu słoni). Pieczołowicie odtworzona dawna architektura i genialna w swej prostocie nowa idea programowa – dawniej zwierzęce olbrzymy, … dzisiaj mikro świat zwierząt oglądanych przez mikroskopy i lupy.
    A więc można i tak, a można i jeszcze inaczej. Tylko trzeba najpierw zdać sobie sprawę co jest największą wartością obiektu lub miejsca. A kiedy już to wiemy – to należy wysilić intelekt by znaleźć nieprzeciętny sposób na współcześnie atrakcyjny obiekt, bez tłamszenia jego wartości, w tym przypadku wybitnych wartości historycznych.

    A co zrobił Poznań ? Gdy po wielu latach pozyskał „większe” fundusze na rewitalizację Starego ZOO zaczął od budowy nowego w starym. Na wiele lat budowy nowego „wyłączył” dopływ finansów na podtrzymanie przy życiu starego, nie mówiąc o przywróceniu starego do życia. Powstał dysonans pomiędzy starym (bez pomysłu na współczesność) a tym nowym. Konsekwencją tego będą najprostsze skojarzenia w prostych umysłach – przecież to stare jest takie nie atrakcyjne, bez zwierząt, zaniedbane …. wyburzmy, pobudujmy nowe. I tu jest pies pogrzebany. Gdyby to nowe mogło być tak intelektualnie wybitne jak (z naszego podwórka) Afrykarium wrocławskie – to na pewno bym się zastanowił poważnie czy nie ma w tym jakiejś racji. Ale jeżeli to kolejne nowe ma być takie jak pokazał Mrówkojad i P. w swym reportażu, to … 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s