Przystanek: Oliwa, czyli jak w drodze do Anglii odwiedziliśmy gdańskie zoo

Tego lata nie próżnowaliśmy – choć na stronie działo się, niestety, niewiele, to Redakcja Mrówkojada właściwie całe dwa miesiące spędziła w podróży. Odwiedziliśmy m.in. Płock (relacją już się z Wami podzieliliśmy), Warszawę (lepiej nic nie mówmy…), Poznań (relacja pojawi się wkrótce), poza tym wybraliśmy się na wiele jednodniowych wycieczek do pomorskich miasteczek i przejechaliśmy na rowerach kilkaset kilometrów zaliczając przy tym kilka całkiem niezłych wypraw. Hitem sezonu była jednak wyprawa na Wyspy – do Manchesteru (w zeszłym roku hitem sezonu był Kaliningrad, wyraźnie więc zmieniliśmy kierunek :)). O tej wyprawie mamy nadzieję opowiedzieć Wam niebawem, tymczasem jednak zapraszamy na relację z oliwskiego zoo, które odwiedziliśmy zupełnie nieoczekiwanie – tak się bowiem złożyło, że nasz samolot do Manchesteru odlatywał z Gdańska, a że w Trójmieście pojawiliśmy się dosyć wcześnie, mieliśmy jeszcze sporo czasu. Zważywszy zaś, że ostatni raz w oliwskim zoo byliśmy ładnych parę miesięcy temu, postanowiliśmy skorzystać z okazji i choć na chwilę zobaczyć, co też tam słychać w Oliwie…

IMG_2333

Gdy ostatni raz odwiedziliśmy oliwskie zoo, a było to w ferie zimowe (wyszło nam, że od paru lat zawsze ferie zimowe spędzamy w Oliwie), ogrodowe alejki tonęły w roztopach, a na będący wówczas w fazie przygotowawczej wybieg lwów można było wejść jedynie w kaloszach. Tym razem pogoda była znakomita – koniec lipca w Trójmieście był jednym z najsłoneczniejszych i najcieplejszych momentów tego roku. Na wybieg lwów mogliśmy zaś wejść w sandałach, choć – i tu od lutego nie zmieniło się zbyt wiele – samych lwów na nim nie zobaczyliśmy. Na to przyjdzie poczekać trochę dłużej, póki co jednak można już podziwiać coraz wyrazistszy zarys całego przyszłego lwiego kompleksu.
Ale do lwów jeszcze dojdziemy, nasze zwiedzanie zaczyna się bowiem dość nietypowo, bo… od wybiegu gepardów (media mają swoje wejście :)). Gepardy, mające do dyspozycji chyba najlepszy wybieg w Polsce, siedzą sobie spokojnie w wysokiej trawie i trzeba wykazać się odrobiną cierpliwości, by móc je wypatrzeć. Warto jednak poświęcić na to chwilę, bo widok jest znakomity. Od gepardów idziemy do żyrafiarni, mijając wolierę żurawi koroniastych. W żyrafiarni żyraf oczywiście nie ma (są na wybiegu zewnętrznym), można zatem podziwiać stado surykatek, które zawsze zapewnia zwiedzającym mnóstwo atrakcji.

Od żyraf idziemy w stronę placu piknikowego, okrążając tym samym cały kompleks sawanny afrykańskiej. Na placu piknikowym oprócz coraz osób wypoczywających na drewnianych leżakach spotykamy także wiekowych już odkrywców, którzy postanawiają zobaczyć co znajduje się po drugiej stronie strumyka i zrobić sobie tam parę zdjęć….

Przypominamy zatem – tego pana nie powinno tam być…

Nas interesują jednak bardziej same zwierzęta, a tych w najbliższej okolicy jest pod dostatkiem. Szczególne wrażenie robią antylopy bongo, zwłaszcza zaś maluch, który przyszedł na świat wiosną tego roku.

Młode bongo

Co ciekawe, maluch urodził się w Gdańsku, ale do zapłodnienia samicy doszło jeszcze zanim trafiła do oliwskiego zoo, toteż „rodzinka” gdańskich bongo jest dość specyficzna, samiec robi bowiem za zastępczego ojca…

Wybieg bongo

Bongo nad strumykiem – wybieg antylop należy do najładniejszych w zoo

Matka malucha, Smilla, zajmuje się nim bardzo dobrze, a i do zastępczego taty nie można mieć większych uwag. No i przyznać trzeba, że cała trójka prezentuje się nad wyraz efektownie.

Co ciekawe, przychówków nie brakuje także na sąsiednich wybiegach – w ostatnim czasie urodziły się m.in. kuc szetlandzki, zebra oraz antylopa eland.

Stado elandów

Będąc w tej okolicy warto przyjrzeć się także stawowi pelikanów, które w okolicach pory karmienia zyskują rzesze nowych współlokatorów – w szczególności zaś wyjątkowo natrętne czaple i niemniej bezczelne kormorany.

Jak się dobrze przyjrzeć, to czapli i kormoranów jest nawet więcej, niż pelikanów…

Pelikany otoczone…

Nikt nie przejdzie tą drogą, jeśli nie odda czapli-strażniczce ryby…

Swoją drogą dzikich lokatorów spotkać można także na sąsiednim wybiegu zamieszkiwanym przez bydło stepowe…

Rodzimy bociek w odwiedzinach u bydła węgierskiego

Między stawem pelikanów a wybiegiem bongo znajduje się krótka alejka, którą idziemy w stronę przyszłego wybiegu lwów. Pozostali zwiedzający będą musieli jeszcze trochę poczekać, zanim uda im się przejść przez znajdującą się na jej końcu bramę, nam jednak – dzięki odpowiedniemu towarzystwu – udaje się wejść tam, gdzie już za rok biegać będą lwy. Plan jest bowiem taki, aby uroczyste otwarcie wybiegu nastąpiło w okolicach maja przyszłego roku, kiedy to zoo świętować będzie swoje 60. urodziny.
Póki co wybieg jest wciąż nieukończony – co prawda gotowe jest już niemal całe ogrodzenie, ale nie zaczęto jeszcze żadnych prac nad samym pawilonem, a część wybiegu służy jako… tymczasowy parking. Trzeba jednak przyznać, że nawet w takim kształcie cała inwestycja prezentuje się bardzo okazale i robi wrażenie.

Wchodzimy na teren przyszłego wybiegu…

Widok na wybieg od strony parkingu

A tu jesteśmy w środku klatki przechodniej. Przyznać trzeba, że jest ona całkiem spora…

Z klatki przechodniej przechodzimy na wybieg właściwy…

Przypominamy – całość zajmować będzie powierzchnię aż 1,5 ha!

Charakterystycznym punktem wybiegu jest staw o powierzchni 1200 m kw, z którego systemem kaskad wypływać strumień, przepływający przez cały wybieg

Staw otoczony jest naturalną roślinnością, która – co ważne – zostanie w dużym stopniu zachowana

Dzięki temu w naturalny sposób na wybiegu uda się stworzyć warunki podobne do tych, w jakich lwy żyją w naturze

Ogrodzenie zostało zrobione już niemal w całości…

Zwierzęta będzie można oglądać m.in. z kilku znajdujących się nad wybiegiem tarasów widokowych

Umożliwią one panoramiczny ogląd całego wybiegu

Przyznajemy – już teraz widok jest naprawdę świetny

Wybieg dla lwów to flagowa inwestycja gdańskiego zoo. – tym bardziej, że lwów w Gdańsku nie ma już od 14 lat, kiedy to w 1999 roku przekazano do innej placówki ostatnie okazy (w ramach akcji likwidowania substandardów). Lwy zaś od zawsze były zwierzętami dla gdańskiego zoo i samego miasta niezwykle prestiżowymi.
Czy faktycznie uda się zakończyć inwestycję na 60. urodziny zoo okaże się w przyszłym roku. Efekt końcowy ma wyglądać tak:

Plan wybiegu – z lewej pawilon, z prawej u dołu staw

Wizualizacja pawilonu lwów

No nic, poczekamy.

Z wybiegu lwów, na którym spędzamy dobrych kilkadziesiąt minut, udajemy się w stronę centrum zoo, czeka nas bowiem jeszcze sporo zwiedzania, a czasu mamy już coraz mniej.
Mijamy wybieg nandu szarych, które są pierwszymi strusiowatymi w Oliwie od kilku lat (para tych zwierząt przyjechała w tym roku z Luksemburga), dalej nieco ospałe wybiegi tapirów, kapibar i hipopotamów karłowatych:

Amatorów kąpieli brak

Wybieg żyraf, na którym spotykamy całą oliwską czwórkę plus zaprzyjaźnione zebry:

Zaglądamy też do gadziarni-ptaszarni, w której od naszej zimowej wizyty nie zmieniło się zbyt wiele – różnicę robią jednak przeraźliwe tłumy turystów, które sprawiają, że na dłuższy pobyt w pawilonie nie mamy ochoty. Z kolei z pawilonu hipopotamów udającego motylarnię przegania nas zarówno kolejka zwiedzających, jak i straszliwa duchota wewnątrz – jakby mało było tego, że na zewnątrz panuje upał…
Idziemy dalej – zaglądamy do dwóch słonic, przy okazji zwracając uwagę na nowinkę infrastrukturalną: na przeciwko słoniowego wybiegu pojawiła się bowiem wypożyczalnia wózków.

Co ciekawe, oprócz wózków dziecięcych, można w niej wypożyczyć także wózek inwalidzki. Nie jesteśmy pewni, ale chyba w żadnym innym zoo takiej usługi nie ma…

Ruszamy dalej: po drodze mijamy zażywające kąpieli foki i pingwiny i wdrapujemy się na wzniesienie, na którym znajduje się pawilon małpiarni. Tu spędzić można naprawdę sporo czasu – my najwięcej poświęcamy gerezom abisyńskim:

oraz naszym ulubionym orangutanom:

Co ciekawe, Raja i Albert w tym roku obchodzili swoje 40. urodziny!

Na małego orangutana nie ma co prawda co liczyć, ale przychówki wypatrujemy u innych małp – mandryli oraz szympansów.

Idąc górną alejką wzdłuż małpiarni, na wysokości patasów, warto zwrócić uwagę na znajdujący się z prawej strony wybieg -zamieszkają w nim mundżaki chińskie.

Póki co mundżaki zobaczyć można na sporym wybiegu zapleczowym za wybiegiem anoa.

Za małpiarnią znajduje się z kolei kilka kolejnych wybiegów zwierząt kopytnych, z których – co ciekawe – większość w ostatnich miesiącach doczekała się przychówków! Najgłośniej było zdecydowanie o urodzonym w marcu anoa, który był już trzecim przychówkiem tego gatunku w historii zoo, ale pierwszą samicą. Z kolei dwa poprzednie młode anoa zostały oddzielone od rodziny i zamieszkały na zapleczowym wybiegu koło budynku jeleni – jak widać chętnych na ich przyjęcie wciąż nie ma.
Poza tym młode pojawiły się także u łosi – i to od razu bliźniaki! – oraz danieli: maluch urodził się latem.
Obok wybiegu anoa zobaczyć można także sprowadzone w maju jelenie Alfreda – pięć samic przyjechało wówczas z Niemiec.

O, widać je w oddali obok chatki

O, widać je w oddali obok chatki

Idziemy dalej – omijamy szerokim łukiem park linowy (nie kręcą nas takie rozrywki) i wystawę dinozaurów w lesie (już byliśmy, a nic się tam raczej nie zmienia) i kierujemy się w stronę tygrysów. Po drodze mijamy m.in. wilki i jelenie, a także kompleks ptasich wolier. Jeszcze rok temu prezentowały się one fatalnie, teraz zaś już trzy z nich zostały zbudowane na nowo – jedną z nich już od zeszłego roku zamieszkują kariamy:
W sąsiedniej zaś niedługo zamieszkają dzioborogi kafryjskie oraz zapewne urubu różowogłowe.

Nowe woliery dla ptaków

Póki co jednak dzioborożce zamieszkują ostatnią wolierę w rzędzie, w której wcześniej mieszkały żurawie mandżurskie.

Będąc w tym miejscu warto też zwrócić uwagę na trwające cały czas pracę nad dwoma zbiornikami wodnymi – jeden znajduje się obok stawu flamingów, natomiast drugi za wybiegiem bawołów.
My tymczasem idziemy dalej – kolejnym przystankiem są takiny, które w marcu tego roku doczekały się potomka oraz żubry, na wybiegu których spotykamy przynajmniej dwa młode jeszcze osobniki.


Zaglądamy jeszcze do tygrysów i samotnej już niedźwiedzicy (druga z samic padła już jakiś czas temu) i powoli schodzimy w dół zoo.

Wybieg dromaderów

Także i w tej części zoo spotkać można młode – latem na świat przyszły m.in. lama oraz wielbłąd jednogarbny. Zwłaszcza narodziny małego dromadera są sporym wydarzeniem, bo to pierwszy wielbłąd urodzony w zoo od ponad 6 lat. Mamą została 8 letnia Nirwana, a tatą jest 6 letni Jukon.

Gdy znajdujemy się w strefie wielbłądowatych, trwa akurat pora obiadowa – wcinają więc wszystkie zwierzaki. Zwłaszcza baktriany, które jedzą, aż… im się garby trzęsą :).

Także i my robimy się powoli głodni, a w zoo jesteśmy już od grubo ponad dwóch godzin, toteż jeszcze bardziej podkręcamy tempo. Nie możemy jednak na dłużej nie zatrzymać się przy nowym pawilonie gibbonów, choć ze względu na pogodę ani Filip, ani Gryzelda nie siedzą wewnątrz.

Wyspa gibbonów i przejście do pawilonu

Filipa błyskawicznie lokalizujemy na wyspie – siedzi sobie w beczce:
Gryzeldę zaś, dopiero po chwili, spostrzegamy u wylotu korytarza prowadzącego na wyspę:
Żegnamy się z gibbonami i zaglądamy jeszcze na chwilę do kotowatych i wybiegów w centralnej części zoo, po czym na koniec zachodzimy jeszcze do budynku dyrekcji na krótkie spotkanie z Działem Dydaktycznym (które nigdy tak naprawdę nie jest krótkie :)).
Będąc już przy budynku dyrekcji warto unieść wzrok, na wieńczącej budynek wieżyczce znajduje się bowiem bocianie gniazdo, a same boćki bardzo często można też zobaczyć tak w samym gnieździe, jak i w różnych miejscach na dachu budynku.
Para bocianów urządziła sobie w tym miejscu mieszkanie już kilkanaście lat temu i co roku odchowuje młode.

Tak oto kończy się nasza zdecydowanie najkrótsza, bo ledwie trzygodzinna wizyta w oliwskim zoo (zwykle spędzamy w nim… cały weekend). Z ogrodu udaliśmy się jeszcze do miasta na obiad i krótkie zwiedzanie, potem zaś na lotnisko, skąd polecieliśmy do Anglii, to jednak już zupełnie inna historia.
O której, mamy nadzieję, opowiemy Wam wkrótce :).
A pełną galerię zdjęć z naszej wizyty w oliwskim zoo możecie zobaczyć tutaj.

Reklamy

4 comments on “Przystanek: Oliwa, czyli jak w drodze do Anglii odwiedziliśmy gdańskie zoo

  1. Jeśli chcą zbudować lwiarnię na wiosnę przyszłego roku to nie wróżę im sukcesu, a szkoda bowiem była by to świetna atrakcja na 60 urodziny a poza tym będę w gdańsku na wakacje 🙂

  2. Z bongo jest trochę inaczej. Z Opola pochodzi samica, która urodziła w Gdańsku syna. Starszy samiec pochodzi natomiast bodajże z Berlina, przyjechał on do zoo dwa lata temu z innym samcem.

  3. Rozumiem, że z przybyłej dwójki samców bongo ostał się tylko jeden?
    Czy prace hydrotechniczne nad zbiornikiem koło bawołów to tylko zabezpieczenie przed obsypywaniem się ziemi, czy też mają jakiś inny powód?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s