Bioparco Roma, czyli zaglądamy do rzymskiego zoo – tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga. Część II

Ponownie zaglądamy do Włoch – dziś zapraszamy na drugą część relacji z Bioparco Roma autorstwa m…k.
Pierwszą część możecie przeczytać tutaj.

a

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa m…k, Mrówkojad dokonał jedynie redakcji tekstu oraz doboru zdjęć)

Po krótkim odpoczynku nad stawem ruszam w dalszą wędrówkę po zoo. Teren wokół stawu porośnięty jest przez bujną roślinność, która także przybliżana jest odwiedzającym poprzez świetne, często trójwymiarowe tablice dydaktyczne.


Spacer wśród palm pod koniec grudnia jest niezwykłym doświadczeniem, tym większym zaskoczeniem jest zatem wyłaniający się spośród nich na zboczu po lewej stronie słoń!

Okazuje się, że jest to tylko rzeźba o imieniu Sebastian, która zaprasza do pójścia w jego ślady, a mianowicie odwiedzenia założonego w 1932 r. Museo Civico de Zoologia, które to kontynuuje najlepsze tradycje Gabinetu Zoologicznego Uniwersytetu Papieskiego La Sapienza. Najstarsze kolekcje placówki pochodzą z roku 1792 r., w swoich zbiorach na powierzchni przeszło 1000 m2 przechowuje ponad 5 milionów okazów m.in. skamieniałości jak również współcześnie żyjących mięczaków, owadów, ptaków czy ssaków, w tym słynne ornitologiczne zbiory hrabiego Arrigoni degli Oddi. Wejście do muzeum znajduje się od strony Via Ulisse Aldrovandi, aby dostać się tam trzeba obejść niemal całe zoo i nabyć dodatkowy bilet co przy upływającym czasie i chylącym się ku zachodowi słońcu wpływa na moją rezygnację z odwiedzin w tym obiekcie.

Za stawem, nad którym spotykam jeszcze czerwonaki i spacerujące luzem po zoo pawie znajduje się jeszcze Ścieżka Niedźwiedzi ze świetnymi (ponownie) planszami dydaktycznymi przybliżającymi sylwetki poszczególnych gatunków tych drapieżników i wybiegiem dla dwóch niedźwiedzi brunatnych, które można oglądać zarówno przez fosę jak i z zaaranżowanych gawr.


Moim kolejnym celem jest „nowa”, przyłączona w latach 30-tych część zoo, nad którą na wzniesieniu góruje olbrzymia woliera. Do tej części przechodzi się tunelem pod Viale del Giardino Zoologico.

Zamiast jednak wybrać doń drogę na skróty po monumentalnych schodach:
wybieram drogę dookoła mijając po drodze wybieg wilków (plansze dydaktyczne przybliżają oczywiście historię założenia Rzymu i słynnej wilczycy, która wykarmiła Romulusa i Remusa), niewielką afrykańską sawannę z elandami, zebrami i strusiami oraz zabytkowe woliery na planie ćwierćkręgów, w których niegdyś zapewne przetrzymywano drapieżniki, a dziś są domem dla dzioborogów abisyńskich.

Sama wielka, sferyczna woliera ma kilkanaście metrów średnicy.

Zamieszkuje ją ptactwo przede wszystkim pochodzące z Afryki – bociany białe, marabuty, ibisy czczone i grzywiaste, warzęchy, czapelki złotawe, pelikany czy ścierwnik biały.

Najbardziej moją uwagę przykuwa jednak olbrzymi przedstawiciel rodziny dropi przycinający popołudniową drzemkę oraz przechadzający się opodal przedstawiciele rodziny chruścieli. Tabliczki przy wolierze aktualnością nie grzeszą, stąd moja prośba do czytelników z prośbą o identyfikację obu gatunków.

Po zewnętrznej stronie ścieżki okalającej wolierę znajdują się ekspozycje człekokształtnych mieszkających w Rzymie, a mianowicie orangutanów i szympansów. W pobliżu trwają także prace nad kolejnym lokum dla orangutanów. Zwierzęta chętnie nawiązują kontakt ze zwiedzającymi przez szybę, sylwetki ulubieńców najmłodszych przybliżają rzecz jasna świetne plansze.

Ostatnim obiektem w nowej części zoo jest ogromne, wybudowane na planie na planie koła Rettilario czyli Dom Gadów. Zanim doń dotrę mijam jeszcze wybieg likaonów oraz najnowszą ekspozycję surykatek znajdującą się tuż przy wejściu.

Sam obiekt ma koncentryczną strukturę.

Po wejściu do środka najpierw przechodzi się przez położoną przy zewnętrznych ścianach przechodnią wolierę zamieszkaną przez południowoamerykańskie ibisy purpurowe, warzęchy różowe oraz legwany zielone.

Ich sąsiadami są żółwie olbrzymie z Aldabry oraz żółwie promieniste.

Kolejnym etapem jest tunel, który wyprowadza zwiedzających do środka olbrzymiej rotundy w której panują iście tropikalne warunki a w warunkach zbliżonych do tropikalnych zamieszkują kolejne żółwie i krokodyle.

Ostatnim elementem jest otaczający rotundę na wyższym poziomie korytarz, w którym po obu stronach znajdują się akwaterraria dla płazów i gadów, m.in. drzewołazów, felsum, waranów czy obu gatunków heloderm (przy czym arizońskie znajdują się aktualnie poza ekspozycją gdyż zimują).

Po zwiedzeniu nowej części ponownie wracam do „starej” części tunelem, w którym zauważam dodatkowe pomieszczenia, które wg tabliczek służą za laboratorium dydaktyczne i audytorium. Stara, środkowa część zoo ma typową dla początku XX w. strukturę: niewielkie, niedostępne dla zwiedzających pawilony otoczone wybiegami. Tu też mieszkają najbardziej charakterystyczne i przykuwające uwagę zwiedzających gatunki: słoń indyjski, oba gatunki hipopotamów, baktriany, jak również nowsze ekspozycje dla koati czy lwów azjatyckich (przypominające swymi skałami wcześniej mijane ekspozycje niedźwiedzi).

Wyjście z ogrodu do strefy wejściowej z przyczyn marketingowych wytyczono przez dobrze zaopatrzony sklepik, przez który i ja opuszczam zoo.

Odrobinę zmęczony, po 3-godzinnym spacerze, ze stanem podgorączkowym a może i gorączką oddalam się w celu odpoczynku przed szaleństwami sylwestrowej nocy

Reasumując: rzymskie zoo jest typowym miejskim ogrodem w stolicy dużego europejskiego kraju mającym na celu uciechę gawiedzi. Mieszkają tu przedstawiciele wielkich ssaków, jak: słonie, żyrafy, hipopotamy czy lwy; bogata jest także oferta rekreacyjna skierowana dla najmłodszych w postaci placów zabaw, kolejki czy karuzeli.

Rozrywkę zapewne zapewniają także tajemnicze (bo niedziałające akuratnie podczas mej wizyty) obiekty funkcjonujące pod nazwami Teatro del Pinguino czy Sala degli Elefanti.
Bardzo dużym plusem jest przede wszystkim znaczna ilość zieleni, ukształtowanie wybiegów wykorzystujące naturalną zróżnicowaną rzeźbę terenu oraz świetne, co raz jeszcze podkreślę, plansze dydaktyczne. Z drugiej strony widać, że zoo posiada liczne zabytkowe obiekty, którym przydałoby się co najmniej odświeżenie, a wiele wybiegów jest niewielkich i odgrodzonych od zwiedzających potężnymi kratami czy mało estetyczną siatką. Sam ogród oceniam dobrze, co przy ilości i jakości atrakcji turystycznych Wiecznego Miasta plasuje placówkę na liście obiektów co najwyżej drugiej kategorii. Przekłada się to niewątpliwie na ostatni plus: brak kolejek w strefie wejściowej i stosunkowo mały ruch.
Dziękuję za uwagę – koniec i bomba a kto czytał ten trąba 😛

Galerię zdjęć z rzymskiego zoo możecie zobaczyć tutaj.

Reklamy

11 comments on “Bioparco Roma, czyli zaglądamy do rzymskiego zoo – tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga. Część II

    • 🙂
      Z Krakowa chyba już nigdy – poddaję się…
      Poznań będzie na pewno, ale żadnego terminu obiecać już nie mogę – nawał pracy skutecznie odciąga od mrówkojadzenia… 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s