Bioparco Roma, czyli zaglądamy do rzymskiego zoo – tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga. Część I

Dziś zapraszamy na szczególną relację, bo aż z Włoch! W roli naszego korespondenta terenowego debiutuje (aż dziw, że dopiero teraz!) m…k, który odwiedził rzymski ogród zoologiczny – Bioparco.
Zapraszamy do lektury!

DSC_0023

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa m…k, Mrówkojad dokonał jedynie redakcji tekstu oraz doboru zdjęć)

Rzymski ogród zoologiczny Bioparco założono w 1911 r. na terenie historycznego parku Villa Borghese. Rozplanowany na powierzchni 12 hektarów wg nowatorskiej koncepcji umożliwiającej swobodne przemieszczanie się zwierząt oraz oryginalnego projektu Carla Hagenbecka uplasował placówkę w gronie najnowocześniejszych ogrodów. W 1935 r. do ogrodu przyłączono kolejne 5 ha po drugiej stronie Viale del Giardino Zoologico i ogród osiągnął współczesną powierzchnię.

Nowy obszar został zaprojektowany przez architekta Raffaele de Vico, zaplanowano tu m. in. gadziarnię oraz wielką wolierę dla ptaków o unikatowej konstrukcji. Wielokrotnie zmieniał się organ prowadzący ogród. Zanim powstała fundacja, która obecnie zarządza ogrodem, był on m.in. własnością prywatną. Obecnie dzięki przedsiębiorczości włodarzy zoo ulega ciągłej modernizacji aby sprostać idei nowoczesnego ogrodu. Zgodnie z World Zoo Conservation Strategy, dokumentem opracowanym przez IUCN i wdrażanym przez WWF International placówka odgrywa czynną rolę zarówno w ochronie zagrożonych gatunków jak i edukacji ekologicznej.

Jak dostać się do ogrodu?

Co prawda ogród znajduje się niemal w centrum miasta, nie należy jednak zapominać, że Rzym jest jednak miastem rozległym. Najprostszym sposobem na dotarcie do ogrodu jest podróż tramwajem. Do wyboru są dwie linie: „3”, która objeżdża niemal całe miasto dookoła, przejeżdża obok wielu rzymskich zabytków i przecina obie linie metra oraz „19”, której jedna z dwóch pętli znajduje się raptem kilka kroków od Watykanu na Piazza Risorgimento. Jedynym mankamentem jest fakt, iż tramwaje nie posiadają systemu zapowiedzi przystanków i trzeba być czujnym. Z przystanku Bioparco do głównej bramy jest już raptem kilkaset kroków.

Wyprawę swoją rozpoczynam w sylwestrowe południe, piękny słoneczny dzień i temperatura ok. 10 stopni Celsjusza powodują, że Viale del Giardino Zoologico oddzielająca starą i nową część ogrodu jest całkowicie zastawiona samochodami odwiedzających zaś zoo nie może uskarżać się na niską frekwencję. Pierwsze wrażenie, które uzyskuję zaglądając przez wysoki płot to fakt, iż cały ogród tonie w zieleni. W porównaniu do tego, co obecnie możemy zobaczyć w polskich placówkach robi to piorunujące wrażenie.

Strefa wejściowa do której wkraczam przez zabytkową bramę jest obszarem dostępnym bez biletów, znajdują się tu rzecz jasna kasy, plansze z planem i regulaminem zoo, jak również pierwsza z ekspozycji na której mieszkają pancerniki włochate i ary różowookie (Ara rubrogenys).

Moją uwagę przykuwa w tym miejscu porządnie opracowana i estetycznie wykonana plansza dydaktyczna, pod tym względem zoo należy się 5+. W kasie nabywam bilet i otrzymuję ulotkę, na której z jednej strony znajduje się mapka, z drugiej zaś szereg informacji takich jak główne zasady obowiązujące w zoo, godziny karmienia oraz zamykania zwierząt (jeśli są zamykane zanim zoo opuszczą ostatni goście), opis nowych inwestycji oraz kampanii EAZA w 2012 jak również oferta działu edukacyjnego.
Uzbrojony w bilet przekraczam bramę i zwyczajowo udaję się w lewo zwiedzając zoo zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Zachodnia część ogrodu zamieszkana jest głównie przez kopytne oraz naczelne. Na zboczu zaaranżowano kompleks wybiegów dla zwierząt zamieszkujących góry, spotkamy tu m. in. tary himalajskie, muflony, kozy z wyspy Monte Cristo (tak tak, tej od Hrabiego).
Wybiegi te można oglądać zarówno z poziomu dolnej jak i górnej ścieżki, co czyni zwierzęta bardzo dobrze widocznymi. Z naczelnych spotkamy tu mandryle, kapucynki czubate, umieszczone w dużym zagłębieniu wybieg makaków japońskich (ekspozycja przypomina mi coś pomiędzy wrocławską skałą pawianów a wybiegiem dla miśka w Canpolu):
oraz przede wszystkim najnowszy pawilon pazurkowców zamieszkany przez pigmejki, tamaryny białoczube i tamaryny cesarskie. Zwierzęta można tutaj podziwiać przez duże przeszklenia, przy czym duża ilość zieleni, niewielkie rozmiary zwierząt jak i ich ruchliwość powoduje, że zwierzęta trudno wypatrzyć że o zrobieniu zdjęcia nie wspomnę.
Część środkowa zoo jest obszarem stosunkowo płaskim, na niedużej powierzchni ulokowano tu niewielkie wybiegi dla sporej ilości gatunków zwierząt.
Spotkamy tu zarówno ekspozycje otwarte (wybiegi dla licznych kopytnych: kobów liczi, addaksów, zebr Grevy’ego, bantengów czy bizonów;
fauny południowoamerykańskiej – łączony wybieg kapibar, mar patagońskich i nandu
czy fauny australijskiej – walabie Bennetta wraz z emu i kapodziobami), które oddzielone są od zwiedzających masywnymi kratami jak i potężne klatki pamiętające dawne czasy, w których mieszkają kotowate (rysie, irbisy i pantery perskie)
oraz ciekawe i zapewne historyczne woliery dla ptaków zamieszkane m. in. przez kakadu moluckie, kondory królewskie (wow!) wraz z karakarami andyjskimi (Phalcoboenus megalopterus) oraz sępy afrykańskie, plamiste i uszate.
Obchodząc uważnie dookoła ekspozycje ponownie wracam w okolice wejścia, gdzie znajduję początkową stację ogrodowej kolejki
wybieg żyraf z niewielkim pawilonem umożliwiającym podglądanie zwierząt z wnętrza przez szybę (znajdują się tu świetne plansze dydaktyczne) jak i z tarasu widokowego umieszczonego na dachu.

W pobliżu wejścia znajduje się także farma dziecięca ze zwierzętami domowymi (co ciekawe, dostępna dla zorganizowanych grup po wcześniejszym umówieniu) oraz pawilon BioversItalia, mający w założeniu autorów przybliżyć zwiedzającemu bioróżnorodność fauny Półwyspu Apenińskiego i wód otaczających.
Przez ekspozycje przechodzi się korytarzem, znajdują się tu zarówno ekspozycje bezkręgowców (m. in. ośmiornice), gadów (liczne jaszczurki, węże czy żółwie) oraz ptaków (zamknięta woliera puchacza oraz przechodnia z szablodziobami zwyczajnymi i żółwiami greckimi). Obok żywych zwierząt spotkamy tu także powiększone modele owadów (wraz ze śladami ich działalności), nad głowami unosi się sztuczny żuraw czy delfin.

Ze strefy wejściowej udaję się w kierunku Oasi del Lago, dużego rekreacyjnego obszaru z karuzelami i placem zabaw położonego nad jeziorem zamieszkanym przez liczne gatunki kaczek, gęsiówki egipskie i czarne łabędzie. Po drodze mijam jeszcze ekspozycje lemurów (ciekawie prezentują się na tle otaczających zoo z tej strony kamienic)
oraz fok szarych (na których karmienie trafię w drodze powrotnej).

Tymczasem czas na krótką przerwę i odpoczynek przed nieczynnym Teatro del Pinguino.

Galerię zdjęć z rzymskiego zoo możecie zobaczyć tutaj.

Advertisements

2 comments on “Bioparco Roma, czyli zaglądamy do rzymskiego zoo – tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga. Część I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s