Mrówkojad na wysokościach – jak Tadeusz zdobywał Tatry…

Prace nad relacjami z Kaliningradu i Krakowa w toku (jutro pojawi się I część relacji z kaliningradzkiego zoo), my tymczasem, jako że wczoraj rozpoczął się rok szkolny i trzeba było na dobre wrócić do pracy, wspomnieniami wracamy jeszcze do naszych najlepszych wakacyjnych wojaży.
Ostatnio zwiedzaliśmy Warszawę, po której „przewodnikiem” był nasz pluszowy mrówkojad Tadziu, dziś natomiast wybierzemy się w Tatry Wysokie, które odwiedziliśmy przy okazji naszej wyprawy do Krakowa, a na pierwszy plan znów wysunie się Tadziu – tym bardziej, że prawdopodobnie żaden pluszowy mrówkojad nigdy nie zaszedł tak wysoko…

Tadziu w Tatrach

W góry wyruszamy z Krakowa, w niedzielny, sierpniowy ranek. Żeby być w Zakopanem na ósmą rano, wstajemy już o 4.30. Na dworzec autobusowy w Krakowie idziemy piechotą spod Wawelu, gdzie znajduje się nasz punkt wypadowy, mamy więc niepowtarzalną okazję przespacerować się po Starym Mieście właściwie pozbawionym turystów – na Rynku Głównym między piątą a szóstą rano spotkać można co najwyżej wracające z nocnych imprez niedobitki lub wszechobecnych kloszardów.
Naszą górską eskapadę rozpoczynamy w Kuźnicach, skąd rozpoczyna się wiele interesujących górskich szlaków. Naszymi towarzyszami są nasi przyjaciele z Krakowa, którzy z górskimi wyprawami są już solidnie obyci – my jesteśmy natomiast turystami raczej nizinnymi, preferującymi łazikowanie po miastach, stąd też decydujemy się na nieco łatwiejszą trasę – z Kuźnic do Czarnego Stawu Gąsienicowego przez schronisko Murowaniec na Hali Gąsienicowej – co i tak jest całkiem solidną wyprawą (prawie 15 km w obie strony!).
W Kuźnicach, do których dojeżdżamy busem (3 zł) spod dworca autobusowego w Zakopanem, znajduje się wejście na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego (6 zł). Tu też zaczyna się niebieski szlak, którym będziemy wędrować aż do Czarnego Stawu Gąsienicowego.

Jeszcze przed wejściem do parku wita nas informacja o tym, jak zachowywać się, gdy spotkamy niedźwiedzia

O tym, że wybierając się w góry (nawet latem i gdy pogoda zapowiada się wspaniała) należy się dobrze przygotować nikomu chyba przypominać nie musimy – odpowiednia odzież, buty, zapas prowiantu, wody i różnych potrzebnych na trasie rzeczy to sprawa tyleż konieczna, co oczywista. Od siebie dodamy tylko, że w zapasy żywieniowe lepiej zaopatrzyć się w domu – w Kuźnicach jest tylko jeden mały i bardzo drogi sklepik, a i schronisko w Murowańcu też ma swoją cenę.
No nic, dość gadania – ruszamy w trasę!

W drodze na Halę Gąsienicową

Do Wielkiego Stawu Gąsienicowego z Kuźnic jest jakieś 7 km – kierunkowskazy mówią, że idzie się jakieś 2-2,5 godziny. Jako że ruszamy o 9.00, mamy przed sobą cały dzień – jest bardzo ciepło i bardzo słonecznie, a my przypominamy sobie, że w górach nie byliśmy od wielu już lat…

Za plecami Nosal – jedna z „łatwiejszych” gór w Tatrach

Na początku droga jest bardzo kamienista – wędrujemy przez Boczań, mocno zalesione wzniesienie, sięgające 1224 m n.p.m. Na widoki, póki co, nie ma co liczyć – wszędzie las i kamienie na ścieżce…

Tadziu na ścieżce!

Kolejne wyzwanie w życiu pluszowego mrówkojada…

Po przejściu przez Boczań podejście robi się znacznie mniej strome i pojawią się pierwsze widoki, m.in. na skaliste Kopieńce.
Dalej, wśród kosodrzewiny, przy ciągle pięknych widokach, idziemy na Wielką Królową Kopę (1531 m.n.p.m.).

Pora na krótki odpoczynek…

W tle Zakopane, które zostaje za naszymi plecami

Dalej mijamy skrzyżowanie szlaków niebieskiego i żółtego prowadzącego do Doliny Jaworzynki.

Po dojściu na Wielką Królową Kopę  schodzimy niezwykle widokowym, niebieskim szlakiem, do schroniska Murowaniec.

W schronisku znajduje się tablica poświęcona Adamowi Asnykowi

Tu warto odpocząć i posilić się nieco – jeśli skończył nam się prowiant (a nie powinien!), można kupić coś na miejscu – jest drogo, ale porcje obiadowe są solidne. Warto też skorzystać z toalety – jedynej na całej trasie.

Drugi etap naszej wyprawy to półgodzinne przejście niebieskim szlakiem do Wielkiego Stawu Gąsienicowego.

Szlak jest całkiem przyjemny, gdyż idziemy tutaj równą ścieżką z poukładanych kamieni. Widoki są naprawdę wspaniałe, a i miejsc do zrobienia sobie pamiątkowych zdjęć nie brakuje…

U stóp Małego Kościelca, po lewej stronie w kamiennym dole, dostrzec można pomnik Mieczysława Karłowicza, kompozytora, taternika i popularyzatora gór, który zginął tutaj od lawiny w 1909 roku.

Kilka minut później docieramy wreszcie do Czarnego Stawu Gąsienicowego – jednego z najładniejszych stawów w całych Tatrach.

Czarny Staw Gąsienicowy

Jego turkusowe wody są bardzo piękne i przejrzyste i przyciągają rzesze turystów – nad brzegiem jeziora towarzyszą nam dziesiątki osób. Jednocześnie jest tu jednak tak cicho, spokojnie i pięknie, że decydujemy się na dłuższy odpoczynek – a Tadziu ma niepowtarzalną okazję zmoczyć pluszowe stopy w wodzie stawu…

Staw jest „uwięziony” w kotlinie kilku dwutysięczników – Świnicy, Kościelca i pasma Kozich Wierchów, przez co przez większą część dnia do połowy tego stawu nie dociera światło słoneczne, a widok na otaczające staw góry jest wprost oszałamiający!

Staw leży na wysokości 1620 m w Dolinie Gąsienicowej i jest jednym z największych tatrzańskich jezior (powierzchnia – 18 ha, głębokość – 51 m).

No proszę – kaczucha!

Na jeziorze znajduje się niewielka wysepka porośnięta kosodrzewiną – w 1909 roku planowano na niej zbudować mauzoleum Juliusza Słowackiego, ale protesty działaczy ochrony przyrody zablokowały ten pomysł.
Po dłuższym odpoczynku udajemy się w drogę powrotną do schroniska, gdzie zatrzymujemy się jeszcze na chwilę i ruszamy dalej, z powrotem do Kuźnic, tyle, że tym razem żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynki.
Trasa nie jest jakoś szczególnie łatwa – poza tym zejścia zwykle nie należą do łatwych – ale widoki są naprawdę wspaniałe!

W drodze powrotnej natrafiamy jeszcze na górskie źródełko, z którego nabieramy wody – okazuje się być niezwykle czysta i smaczna – lepsza od tej, którą rano kupiliśmy w sklepie…

Do Kuźnic docieramy solidnie zmęczeni, ale pełni wspaniałych wrażeń. Cała wyprawa zajęła nam około 7 godzin. Na sam koniec zaglądamy do znajdującego się tuż przy wejściu do parku pawilonu, w którym znajduje się Kolekcja Kocyana, czyli zbiór około 400 wypchanych zwierząt, z których większość to przedstawiciele krajowej fauny (więcej o ekspozycji przeczytacie tutaj).

Z Kuźnic jedziemy busem do centrum Zakopanego, mamy bowiem jeszcze trochę czasu, żeby połazić po samym mieście.

Na tropie dziwnych rzeźb…

Tadziu w rękach dra Chramca…

Giewont – widoczny z prawie każdego miejsca w mieście

Do Krakowa wracamy – jak zawsze – nie bez przygód. Na kilka pierwszych kursów autobusowych nie ma już miejsc, a ten, którym ostatecznie pojedziemy, ma dość, hm, szalonego kierowcę. Trasa powrotna jest też znacznie dłuższa, ale to akurat nas nie dziwi – Zakopianka to wszak bodaj najbardziej zatłoczona trasa w Polsce.
Do Krakowa docieramy ostatecznie późnym wieczorem – solidnie zmęczeni, ale zachwyceni pięknem gór i gotowi do następnych wypraw. Te jednak dopiero za rok…

(A pełną galerię zdjęć z naszej tatrzańskie wyprawy znajdziecie tutaj)

Reklamy

3 comments on “Mrówkojad na wysokościach – jak Tadeusz zdobywał Tatry…

  1. W przyszłym roku bardziej ambitny plan… Tadziu musi zatem szykować swoje pluszowe nóżki do nowych wyzwań… bo inaczej będzie musiał podpierać się „trąbą” 😀

  2. fajna relacja rozbudziła moje chęci do wyprawy w góry fajnie że dalej działacie rzadziej teraz zaglądam ale zawsze z wielkim zainteresowaniem 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s