Warszawska wyprawa pluszowego mrówkojada…

Pamiętacie taką książeczkę z serii „Poczytaj mi, mamo”, pod tytułem Księżyc nad Warszawą? To jedna z ukochanych książeczek naszego dzieciństwa i zarazem pierwszy „przewodnik” po stolicy. Opowiada nocne przygody Księżyca, który postanowił trochę pozwiedzać i wybrał się na spacer po mieście tropem najsłynniejszych miejsc Warszawy.
My, jako że odwiedziliśmy Warszawę kilkanaście dni temu, postanowiliśmy Was zabrać na podobny – i równie ekscytujący! – spacer po Warszawie, tyle, że za dnia, a głównym bohaterem będzie nie Księżyc, ale – jak się już pewnie domyślacie – pluszowy mrówkojad Tadziu…

Do Warszawy wybraliśmy się bezpośrednio z Płocka, co ciekawe, bez większych przygód. Te zaczęły się dopiero na Dworcu Centralnym w stolicy, kiedy to (wczesnym rankiem!) okazało się, że nie ma już biletów na nasz wieczorny pociąg do domu. Trzeba było więc sobie radzić jakoś inaczej, co niestety odbiło się na budżecie naszej wycieczki, przez co nie daliśmy rady udać się do zoo i musieliśmy ograniczyć się do atrakcji dostępnych dla każdego – jak się jednak okazało, tych jest w stolicy tak dużo, że mieliśmy co robić przez cały dzień…

WARSZAWSKA WYPRAWA PLUSZOWEGO MRÓWKOJADA

Zaczynamy spod przystanku autobusowego znajdującego się tuż obok Dworca Centralnego – jest ciepły, słoneczny niedzielny ranek, a jednym z pierwszych naszych widoków jest – jakże by inaczej – Pałac Kultury i Nauki!

Tadeusz i PKiN

Jeszcze niedawno (pamiętamy z dzieciństwa) górował nad miastem, dziś tonie w gąszczu równie wysokich – a nawet wyższych – drapaczy. Ale – mimo historycznych zaszłości – ma w sobie więcej uroku, niż bezpłciowe szklane wieżowce zarastające centrum.
My tymczasem zaglądamy do znajdującej się w holu dworca IT, gdzie szukamy informacji na temat… darmowych atrakcji. Trudno, po kupieniu biletów powrotnych zostało nam już tylko na jedzenie…
Pani w IT przedstawia nam całkiem pokaźną listę miejsc, które możemy swobodnie odwiedzić, gdyż w niedzielę wstęp do nich jest darmowy. Jednym z nich jest Muzeum Powstania Warszawskiego – które swoją drogą i tak bardzo chcieliśmy zwiedzić.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Udajemy się więc spod dworca na solidny spacer do MPW, w którym spędzamy bite dwie godziny – i tak w pośpiechu, bo można byłoby spędzić tam pół dnia. Z muzeum idziemy w stronę Starego Miasta – solidny spacer, ale szkoda jechać tramwajem, podczas gdy po drodze jest tyle atrakcji!

Żeby jednak nie było, tramwaje w Warszawie bywają bardzo ładne!

Tadeusz pod domem, w którym mieszkał sam Norwid!

Tadeusz odwiedził też Rzecznika Praw Obywatelskich – nie wiemy, czy zajmuje się też prawami pluszowych mrówkojadów…

Tak wysoko Tadziowi wejść się, niestety, nie udało…

Wreszcie docieramy na Stare Miasto – tu koniecznie trzeba odwiedzić kilka miejsc!

Na Syrenkę Tadziu chciał wleźć, ale odstraszyła nas fontanna… – wróble mają łatwiej!

Ale na dzwon już się udało!

Plac Zamkowy z kolei to idealne miejsce na wypoczynek – i drugie śniadanie!

Plac, Zamek, Kolumna i Tadzik

Śniadanie pod Zamkiem

Nie można się też nie przywitać ze stojącym na Kolumnie Królem!

Witaj, Tadeuszu!

W niedzielę za darmo można zwiedzać również Zamek Królewski, dlatego nie wahamy się nawet chwili i – mimo przeraźliwych tłumów – przemierzamy królewskie komnaty…

Czyżby król?

Tron był tak blisko…

Po zwiedzeniu Zamku ruszamy Krakowskim Przedmieściem w stronę Łazienek – trasa jest wspaniała, bo do przemierzenia jest jeszcze Nowy Świat i Aleje Ujazdowskie.
Taki spacer, to tylko w Warszawie!

Tadziu ze Stadionem Narodowym – gdańska PGE Arena bardziej mu się podobała…

Obowiązkowy punkty wycieczki – Wieszcz Adam na pomniku

Co prawda Panowie Żołnierze byli trochę zaniepokojeni (a może zaciekawieni?), ale jak tu sobie nie zrobić foty z Księciem Józefem?

Będąc na Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie wprost nie można – zwłaszcza, jeśli się jest fanem i znawcą literatury – nie przejść się szlakiem Lalki Bolesława Prusa – nam, z racji czasu, nie udało się dotrzeć do wszystkich punktów na szlaku, ale sporą część zaliczyliśmy!

Tu mieszkał Rzecki – Tu byłem, Tadeusz!

U stóp Bolesława Prusa…

Na Nowym Świecie można zresztą znaleźć całe mnóstwo niezwykle interesujących miejsc związanych z polską – ale nie tylko – kulturą i literaturą:

Z jednego z tych okien wyrzucono Fortepian Szopena…

W tym miejscu była Kawiarnia „Pod Pikadorem”…

Tu przez chwilę mieszkał Joseph Conrad

A tu mieszkał i tworzył Julian Tuwim

Docieramy do słynnej palmy na Rondzie de Gaulle’a:

Ja z palmą

Zaglądamy też do „sektora rządowego”:

Niestety, nie dostaliśmy przepustek

Nikogo „znanego”, niestety, nie spotkaliśmy…

W końcu docieramy do Parku Ujazdowskiego:

Tadeusz z kolejnym wybitnym Polakiem

skąd już tylko kilka kroków mamy do Łazienek:

Pałac na Wodzie w Parku Łazienkowskim

W licznym towarzystwie wysłuchaliśmy koncertu chopinowskiego pod pomnikiem Fryderyka

Na koniec kręcimy się jeszcze trochę po Mokotowie i okolicy, gdzie również znajduje się wiele ważnych dla miłośników literatury miejsc:

Tu urodził się Baczyński…

A tu uczył się Jacek Kaczmarski

Szczególnie ważna jest dla nas wizyta na Czerniakowie, gdzie przy ul. Tatrzańskiej mieszkał Stanisław Grzesiuk, słynny bard warszawski i autor trzech wspaniałych powieści (Boso, ale w ostrogach, Pięć lat kacetu i Na marginesie życia), w którego twórczości literackiej specjalizuje się połowa Redakcji (Wojtek).
Co prawda po domu Grzesiuka nie został już ślad – na jego miejscu stoi zupełnie nowy budynek mieszkalny:

Na miejscu tego domu stał dom Grzesiuka

Ale sama uliczka zachowała odrobinę tego klimatu – i jest tak samo krótka, jak 80-90 lat temu.

Z Czerniakowa wracamy – już autobusem – do Centrum, gdzie kręcimy się jeszcze trochę, pociąg mamy bowiem dopiero o 22.00.
Na nogach jesteśmy już co prawda od kilkunastu godzin (z płockiego zoo wyszliśmy po piątej rano!), ale mamy jeszcze trochę siły, żeby zajrzeć jeszcze w kilka ciekawych miejsc.
Nasza wyprawa zatacza ostatecznie pętlę pod Pałacem Kultury i Nauki:

Co prawda pociąg dojeżdża do Koszalina z solidnym opóźnieniem (ponad 9 godzin jazdy z Warszawy!!!), ale i tak cała wyprawa kończy się mniej burzliwie, niż ubiegłoroczna z Płockiem w tle, dlatego nie marudzimy – mamy tylko nadzieję, że kiedy następnym razem będziemy w Warszawie, damy radę odwiedzić zoo…

A pełną galerię naszych zdjęć z Warszawy możecie zobaczyć TUTAJ.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s