Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga… Relacja Wojtka z zoo w Usti

Zanim zabierzemy Was do płockiego zoo i do Kaliningradu, z którego niedawno wróciliśmy, zapraszamy do przeczytania kolejnej relacji jednego z naszych czytelników – Wojtka, który jakiś czas temu odwiedził ogród zoologiczny w Usti w Czechach.

(Tekst i zdjęcia są autorstwa Wojtka, Mrówkojad dokonał niezbędnej redakcji i doboru zdjęć.)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Ostatnio oprowadziłem Was po niewielkim Tierparku w Chemnitz. Dziś natomiast pokażę Wam znacznie większe zoo w czeskim mieście Usti nad Labem (nad Łabą). Na pierwszy rzut oka ogród wygląda niepozornie, ot mała posesja naprzeciwko torów kolejowych i rzeki, pomiędzy inną zabudową i potężnymi skałami. Po przejściu przez kasę mijam budynek administracyjny oraz sklep z pamiątkami (w nim kupuję mapkę) i podchodzę do wielkiej mapy. Już po niej widać, że moje pozory były złudne i ogród jest całkiem duży. Zoo zajmuje teren górzysty, co pozwala na tworzenie ciekawych ekspozycji, ale jednocześnie zapewnia meczący spacer. Pierwszą ekspozycją, do której zaglądam, jest basen fok przylegający do budynku administracyjnego. Ma kształt półkola otoczonego przez trybuny. Następnie udaję się do orangutanów. Mimo, że ich obiekt nie wygląda na przestarzały, to jest strasznie mały. W takich wolierach mogą mieszkać małe małpy, ale nie potężne orangutany. Zwiedzający mają także dostęp do pawilonu, jednak teraz jest on zamknięty dla gości. Mniejszą z klatek zamieszkuje samotny samiec, który jest mieszańcem podgatunku sumatrzańskiego i borneańskiego, natomiast większą – para orangutanów borneańskich wraz z ich pięcioletnim już dzieckiem. Kawałek obok znajduje się basen zamieszkiwany przez samca uchatki kalifornijskiej. Obiekt, mimo nienajgorszego efektu wizualnego, chyba nie jest najlepszy do hodowli płetwonogów, zapewne stąd też w zoo przebywa tylko jeden samiec. Idąc dalej docieram do wybiegu bardzo ciekawskich wyderek orientalnych. Następnie podchodzę do wspólnego wybiegu kapibar. Trwa tutaj akurat wymiana wody w basenie. Co prawda mapa pokazuje, że powinny tu mieszkać babirussy, ale to i tak najmniejszy mankament planu. Bardziej nieaktualnej mapy niż ta, którą kupiłem, nie widziałem. Kolejne na trasie zwiedzania są górskie wybiegi serau japońskiego i mundżaków chińskich. Zwierzęta można oglądać zarówno z doliny, jak i z góry. Idąc dalej ową doliną dochodzę do dwóch oczek wodnych. Jedno z nich zamieszkane jest przez płazy, natomiast drugie przez aligatora. Niedaleko znajduje się wybieg, który według mapy zasiedlony jest przez flamingi… jasne, tylko, że flamingi chyba zamieniły się… w kaczki. W pobliżu znajduje się także wielkie drzewo zamieszkane przez rodzinę ostronosów. Kolejne wybiegi to para dzioborożców kafryjskich oraz emu. Nie pomnę, co pokazuje w tym miejscu mapa. Ale czego się spodziewać po sześcioletnim przewodniku? Dalej znajduje się małpiarnia, niestety standardem znacznie odbiega poziomu europejskiego. Znajdują się tu dwie większe wykafelkowane woliery dla gibonów białopoliczkowych oraz kilka małych klatek dla innych małp, począwszy od gerez, przez koczkodany i lemury, po mandryle. Warunki są niestety niezadowalające. Tuż obok znajdują się wybiegi zamieszkane przez anoa nizinne oraz wybieg pand małych. Naprzeciwko można zajrzeć do wolier małych kotów m.in. taraja.
Niedaleko swój wybieg maja wilki grzywiaste.

Kolejny obiekt na trasie to kompleks wielkich drapieżników. Mimo, że wybiegi nie powalają wielkością, to utrzymane są na przyzwoitym stopniu estetycznym. Pierwszy typowy fosowy wybieg zamieszkują lwy angolańskie, następnie są woliery tygrysów malajskich, pantery mglistej i lampartów amurskich.

Za nimi znajduje się fosowy, wybieg dla niedźwiedzi malajskich. Tych w zoo jest przynajmniej siedem.

Poza tym po drugiej stronie budynku znajduje się woliera dla irbisów.

Po chwili wchodzę do pawilonu. Ten prezentuje się całkiem przyzwoicie. W holu znajdują się różne ozdoby, tablice dydaktyczne i interaktywne. Pomieszczenia wewnętrzne mają stylowe malunki.

Po wyjściu z pawilonu wspinam się w stronę wybiegu osłów somalijskich oraz addaksów.

Im wyżej wchodzę, tym ładniejszy widok mogę podziwiać za moimi plecami.

Nieopodal znajdują się wybiegi innych zwierząt kopytnych, ale ja wybieram inną drogę i mijając wybieg kuców szetlandzkich docieram do pierwszego z wybiegów gepardów.

Zwiedzający mają także wgląd przez szybę do pomieszczenia wewnętrznego zwierząt. Można odnieść wrażenie, że kontakt zwiedzających z gepardami nie jest utrudniony przez jakiekolwiek zabezpieczenia, co może nieść za sobą różne niebezpieczeństwa.

Naprzeciwko znajduje się wybieg zamieszkany przez parę pekari obrożnych.

Ruszam w dalszą wspinaczkę wzdłuż wybiegu baktrianów, lam i alpak. Wreszcie docieram do najwyższego chyba punktu zoo, co jednak nie kończy wspinaczki, bo górek do przebycia jest jeszcze wiele.

Docieram wreszcie do kompleksu dwóch wielkich wybiegów, połączonych przejściem pod alejką. Mieszkają na nim siki wietnamskie, garny oraz nilgau.

Swoje terytorium ma pomiędzy nimi także sęp himalajski.

Naprzeciwko znajduje się drugi wybieg gepardów oraz „górne wejście” do zoo, przy którym znajduje się ciekawy punkt widokowy. Tuż obok mieszkają dwie słonice indyjskie. Są one na tyle oswojone, że o stałych porach można zobaczyć je na terenie zoo z pracownikami na grzbietach.

Następnie wchodzę do słoniarni. Jest to całkiem nowoczesny, choć już ośmioletni pawilon, który poza słoniami zamieszkują także ptaki (w dwóch wolierach), żółwie wodne i ryby (w zbiorniku wodnym) oraz żółwie lądowe, które swój dom znalazły w suchej fosie pomiędzy słoniami, a widownią.

Z drugiej strony słoniarni mieszkają guanako oraz nandu. Na wybiegu można dotrzeć rozstawiony kojec, w którym przebywają młode nandu.

W przyszłości wszystkie okoliczne wybiegi mogłyby zostać podłączone do kompleksu dla słoni. Nieopodal znajduje się kompleks sawanny afrykańskiej.

Mary patagońskie w kopułowatym budynku są tu chyba tylko tymczasowo, bo mapka w ogóle o nich nie wspomina, a na mapie internetowej ukazane są w zupełnie innym miejscu. Wybieg sawanny podzielony jest na dwie części. Pierwszą i mniejszą, zamieszkują nosorożce białe.

Co dziwne, ich wybieg w większości pokryty jest asfaltem. Pod konstrukcja dającą cień można dostrzec nosorożca o bardzo zdeformowanym rogu. Natomiast drugi, znacznie większy i trawiasty wybieg, zamieszkują żyrafy, marabuty, addaksy i koby Defassa.

Warto zauważyć, że jedna z żyraf- Syrenka – pochodzi z warszawskiego zoo. Po chwili spędzonej przy sawannie afrykańskiej zmierzam już powoli ku końcowi. Mijam minizoo, pole do minigolfa oraz plac zabaw i docieram do pominiętych wcześniej wybiegów. Na pierwszym z nich mieszkają zebry Hartmana, w których hodowli zoo ma bardzo bogatą historię.

Część zwierząt zajęta jest konsumpcją posiłku, a część przebywa na oddzielnych przedwybiegach. Kolejne wybiegi to małe stadko garn oraz samiec koba liczi.

Teraz idę jeszcze do pawilonu egzotarium (czyt. małych ssaków, małp, gadów, bezkręgowców, ryb i płazów), czyli wszystko w jednym (a właściwie na dwóch piętrach). W budynku znajdują się m.in. pomieszczenia ostronosów, surykatek, lwiatek, lemurów katta, saki białolicych, czy marmozet.

W mniejszym pomieszczeniu jest sześć terrariów dla płazów, natomiast kondygnację niżej swój dom mają przeróżne ryby, gady, a także nieliczne płazy.

Ciekawie prezentuje się zwłaszcza tematyczne terrarium rzeki Orinoko. Po wyjściu z pawilonu kieruję się już do wyjścia. Spotykam jeszcze ciekawy akcent z Euro 2012.

Nieopodal znajduje się też nowa woliera zamieszkana przez ary zielone i araruany. Ostatnie punkty po drodze do wyjścia to wielki wybieg jeleni białowargich, przestarzała woliera puchaczy i wybieg rosomaków. O tych ostatnich mogę co najwyżej posłuchać nagrania w języku czeskim, bo nie ma ich nigdzie na wybiegu. W ten oto sposób żegnam się z ogrodem w czeskim Usti nad Łabą. Ogród maa co prawda jeszcze wiele do zrobienia w kwestii estetyki i warunków zwierząt, ale ogólnie stoi na całkiem przyzwoitym poziomie.

Reklamy

4 comments on “Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga… Relacja Wojtka z zoo w Usti

    • Faktycznie, źle wskoczyła. WordPress ostatnio szaleje i mamy masę roboty z wrzucaniem zdjęć (nie zawsze wskakują tam, gdzie trzeba i potem trzeba je ręcznie przestawiać, a czasem coś umknie…).

  1. Wojtku wspominasz o wspólnym wybiegu kapibar ale nie wspominasz z czym, bo zakładam że nie z babirussami wg mapki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s