Jedyną zmienną jest stałość, czyli co starego w Nowym Zoo?

Grecki filozof Heraklit starał się udowodnić, że jedyną stałością, jaka istnieje w świecie, jest to, że wszystko się zmienia. Nasza ubiegłotygodniowa już wyprawa do poznańskiego Nowego Zoo jest najlepszym dowodem na to, że Heraklit nigdy nie odwiedził ogrodu nad Maltą, a gdyby to zrobił, musiałby mocno zrewidować swoje poglądy. Oto bowiem wybraliśmy się do Nowego Zoo po najdłuższej w mrówkojadziej historii przerwie – od naszej ostatniej wizyty minęło bowiem ponad pół roku! Można byłoby więc oczekiwań, że po takim czasie zoo zaskoczy czymś nowym – a tu jakiś wybieg, tu jakiś nowy zwierzak, tu jeszcze coś. Przez lata chodzenia do poznańskiego zoo nauczyliśmy się jednak, że czas w tym ogrodzie płynie innym tempem i nie należy oczekiwać zbyt wiele, dlatego też – mimo wszystko – nie zdziwiliśmy się zupełnie, że na ubiegłotygodniowej przechadzce czuliśmy się tak, jakbyśmy w Nowym Zoo bywali w ostatnim półroczu co dwa tygodnie.
Żeby jednak nie było, że tylko marudzimy – zoo jest o tej porze roku wyjątkowo ładne, a w ostatnich dniach w zoo przyszło na świat trochę maluchów, nie tylko w dziecięcym zoo…
Dość gadania – zapraszamy na fotorelację z naszej wycieczki!

Coby się nie powtarzać, nie będziemy Was dziś oprowadzać krok po kroku po zoo – robiliśmy to już tyle razy, że trochę nam się ta formuła już znudziła – zwłaszcza w kontekście Nowego Zoo, dlatego też dziś ograniczymy się do kilku – może nawet trochę filozoficznych! – uwag i refleksji, jakie nasunęły się nam podczas kilkugodzinnej przechadzki. Jako że w Gdańsku naszym filozoficznym przewodnikiem był Artur Schopenhauer, a podczas nadchodzącej wyprawy do Kaliningradu będzie nim – jakże by inaczej – Immanuel Kant, to teraz zdecydowaliśmy się na Zenona z Kition, który mawiał, że jeśli nie możemy zmienić otoczenia (czytaj: Nowego Zoo), powinniśmy zmienić podejście…

Zmiany widzę ogromne, czyli nowe ścieżki i podświetlane tabliczki…

Narzekamy na brak zmian, zaczniemy jednak przekornie – czyli od tych kilku nowych drobiazgów, które wyłapały nasze czujne spojrzenia. Co prawda od naszej grudniowej wizyty nie wzniesiono na terenie ogrodu żadnego nowego pawilonu, nie ruszyła też żadna spektakularna inwestycja, a jednak… a jednak coś tam się nowego porobiło – poniżej zatem prezentujemy kilka „inwestycyjnych” nowości:

Podświetlane tabliczki w Pawilonie Zwierząt Nocnych

Nowe tabliczki w Pawilonie Zwierząt Nocnych

Niezły bajer – prosty, a przy tym tani pomysł, dzięki któremu – wreszcie! – bez trudu poczytamy o mieszkańcach Pawilonu Zwierząt Nocnych. Dziw, że tak długo trzeba było na nie czekać – dopominaliśmy się o nie od trzech lat! – ale ważne, że są.
Teraz nikt już nie będzie musiał świecić komórką na tabliczki ani domyślać się, co to za zwierzak:

O, tu mamy zwierza co zwie się lori mały…

Duży plus!

Nowa droga do zoo

To co prawda inwestycja okołozoologiczna, ale nie sposób o niej nie wspomnieć, odgrywa bowiem kluczową rolę w kontekście rozmawiania o poznańskim zoo. Przed rokiem marudziliśmy, że trasa dojazdowa do zoo to prawdziwy koszmar, a wybierając się na pieszą wycieczkę do zoo od strony ul. Krańcowej musimy się liczyć ze spacerowaniem po asfalcie pomiędzy mknącymi w obie strony samochodami. Nowa droga zaczęła powstawać jesienią zeszłego roku, a już pod koniec grudnia była niemal ukończona.
W środę mogliśmy podziwiać końcowy już efekt prac – nowiutki chodnik i wspaniałą ścieżkę rowerową – spod przystanku tramwajowego na Krańcowej, aż po bramę wejściową zoo – aż się rączki same składają do oklasków!

Dla każdego coś wygodnego

Nowiutka ścieżka rowerowa…

Elegancki chodnik…

Chwalimy – zarówno nowe tabliczki w noktuarium, jak i nową drogę do zoo, nie wolno jednak zapomnieć, że „inwestycje” te powinny powstać już dawno, dawno temu, w pewnym zoo nad jeziorem Malta…

Nowy dom dla łasic już gotowy!

Wreszcie – trochę to trwało, ale nowy wybieg łasic syberyjskich wreszcie został ukończony:

Woliera łasic syberyjskich

Są tablice dydaktyczne z opisem gatunku, tabliczki ostrzegające, że zwierzaki gryzą, tylko… samych łasic nie udało nam się zobaczyć. Podobnie jak norek i perewiazek, mieszkających na sąsiadujących z nimi wybiegach. No nic, może następnym razem…

Kukabura lada chwila!

Tymczasem w strefie australijskiej – pomiędzy wybiegiem kangurów a wybiegiem emu, wznosi się nowa woliera, w której już niebawem zamieszka kukabura. Co ciekawe, to jedyna inwestycja w Nowym Zoo, której budowa ruszyła w tym roku. Obiekt jest już praktycznie gotowy – konstrukcja jest bardzo lekka i prezentuje się całkiem zgrabnie, a wnętrze woliery jest już praktycznie urządzone – tylko ptaków jeszcze w środku nie ma…

Chwalimy, bo nowych wolier/wybiegów/pawilonów nigdy dość – zwłaszcza w Poznaniu, a kukabury to piękne ptaki, które doskonale wpasują się w tę część zoo.

Paskudny słoń i równie urodziwa zebra…

Spokojnie – wcale nie chodzi nam o żywe zwierzaki – nigdy nie ośmielilibyśmy się użyć takich określeń wobec żadnego słonia – ani żadnej zebry.
Ale wobec tych maszkar nie sposób przejść obojętnie – choć byłoby to, po prawdzie, najlepsze, co można byłoby zrobić…

Słoń stoi przed wejściem do zoo

A zebra w Dziecięcym Zoo

Co prawda słonie mogliśmy oglądać już wcześniej na terenie zoo (kilka wciąż stoi w Starym Zoo…), ale przed bramą zoo tej paskudy jeszcze nie było. Sztuczna zebra straszy z kolei w Dziecięcym Zoo – reklamuje pewien portal internetowy, który zaadoptował jedną z „żywych” zebr. Akcja niewątpliwie słuszna, ale forma reklamy – niekoniecznie…

Nowi w zoo

Podczas gdy w takim wrocławskim zoo pół roku to czas, gdy ogród wzbogaca się o co najmniej kilkanaście nowych gatunków, my w Poznaniu zauważyliśmy tylko jeden – i to w dodatku raczej mało imponujący – oto bowiem nowym lokatorem w dziale kuraków został bażant ognisty:

Bażant ognisty

Kolejny do kolekcji bażantów, uszaków i czubaczy…

Przeprowadzki

Zauważyliśmy także kilka spektakularnych przeprowadzek – w związku z budową woliery dla kukabury, wybiegami zamieniły się kangury i emu:

Kangurom – jak widać – zamiana ta odpowiada, zresztą w przeszłości gatunki te często zamieniały się wybiegami

Nowym lokatorem wielkiej woliery, w której dotychczas mieszkała para orłosępów brodatych – Arturo i Carmela – został jedyny w zoo sęp płowy, dzięki czemu doczekaliśmy się bardzo ciekawego wybiegu łączonego:

Orłosęp i sęp – dla wielu zwiedzających to i tak dwa orły…

Sęp okupuje tyły wybiegu…

Carmela zdaje się nie zauważać nowego lokatora…

NARODZINY

Dobra, czas wspomnieć o najmłodszych mieszkańcach zoo, w ostatnich tygodniach bowiem w ogrodzie urodziło się całkiem sporo nowych zwierząt, najwięcej przychówków zaś zobaczyć można w części zoo zamieszkiwanej przez małe i średnie ssaki – czyli na odcinku między wybiegiem żyraf, a pawilonem małych ssaków.

Rysie i okolice

Najgłośniej w ostatnich dniach było o narodzinach trzech małych rysi. Kociaki przyszły na świat 6 maja, a ich rodzicami są Amanda i Teofil. Samica została matką po raz pierwszy i jak na razie doskonale wywiązuje się ze swojej roli, cały czas ma bowiem swoje młode na oku.

Mały ryś

Mały ryś smacznie sobie śpi

Czujna mama

Amanda bacznie pilnuje swoich młodych

Tatuś tymczasem mieszka na oddzielnym wybiegu, kiedyś jednak cała rodzina zamieszka na nowym wybiegu, który cały czas powstaje na tyłach obecnych wolier rysi…

W sąsiednich wolierach także sporo młodych – 9 marca urodziły się małe żbiki – rodzicami została para Michalina i Rasputin.

Podrośnięty już mocno młody żbik

Cennym przychówkiem są także dwa małe manule, samczyki, które urodziły się 22 marca. Ciekawostką, której zupełnie się nie spodziewaliśmy, są z kolei małe skunksy, które zobaczyliśmy spacerujące sobie na wybiegu w towarzystwie rodziców. Maluchy są co najmniej dwa, może nawet trzy, niestety, nie żadne ze zdjęć, które próbowaliśmy im zrobić, nie udało się, na co wpływ ma fatalna ekspozycja – kraty na wybiegu skunksów są chyba najgorsze w całym zoo, a szkoda, bo zwierzaki to wspaniałe, a małe skunksy są naprawdę przecudne!

Inne maluchy

W ostatnim czasie urodziły się także m.in. lemur katta (28 maja), Pris, samiczka makaka japońskiego (urodziła się pod koniec kwietnia), 4 czerwca urodził się drugi już w tym roku wielbłąd dwugarbny – samiec Zahir, 8 czerwca przyszła na świat sitatunga, a kilka tygodni temu cztery małe kapibary – te jednak, „ze względów hodowlanych” przebywają cały czas na przedwybiegu – niewidocznym dla zwiedzających – i pozostają wraz z rodzicami, trzeba będzie więc trochę poczekać, żeby móc je zobaczyć. Małe kapibary urodziły się 12 czerwca. Jest to już drugi miot poznańskiej samicy. Obecnie stado składa się z dorosłego samca, samicy, młodego z poprzedniego roku (urodzonego 11 listopada) oraz czterech maluchów i liczy siedem osobników.
Młode pojawiły się także w ogródku dziecięcym – urodziły się m.in. dwa baranki owcy kameruńskiej, cztery kózki karłowate (jedna samiczka i trzy samczyki), dwa kucyki szetlandzkie i osiołek.

Po staremu, czyli nic nowego pod słońcem…

Na początek najbardziej chyba spektakularny zastój, czyli wciąż nieukończony nowy wybieg rysi.
Rok temu wybieg ten wyglądał tak:

Natomiast w ubiegłą środę tak:

Na tyle, na ile mogliśmy go obejrzeć, wyglądał identycznie jak przed rokiem. Na szczęście tydzień temu poznańskie zoo ogłosiło przetarg na budowę wybiegu rysi i toalety na terenie Nowego Zoo, jest więc szansa, że powstający od dwóch lat wybieg rysi wreszcie zostanie ukończony, równocześnie jednak jeszcze więcej wskazuje na to, że będzie to jedyna większa inwestycja, jaka zostanie zrealizowana w tym roku w Poznaniu…
No nic, poczekamy…

Póki co żadnych zmian nie ma także w bardzo wielu miejscach zoo, które tych zmian wymagają. Coraz bardziej dogorywają pawilony insektarium i małych ssaków, w których od dawna już nie pojawiają się nowe gatunki, a same pawilony, nowoczesne kilka dekad temu, starzeją się z każdym dniem. Wciąż fatalnie przedstawia się wybieg wydr, większość ptasich wolier, co druga woliera w rzędzie wybiegów małych i średnich ssaków (skunksy, manule, żbiki, rysie), odłogiem leżą też duże wybiegi za motylarnią, nic nie dzieje się w sprawie wyspy gibbonów, o safari za słoniarnią nie wspominając.
Czymś kuriozalnym jest niedostępna dla zwiedzających żyrafiarnia, którą można sobie co najwyżej zobaczyć z takiej perspektywy:

Żyrafa na tle żyrafiarni

Przydałoby się też wzdłuż wybiegu sawanny od strony publiczności postawić dodatkową barierkę, żeby utrudnić bezpośredni kontakt z takimi zwierzętami jak zebry i strusie – na co wielu zwiedzających ma bardzo duża ochotę…
Na nowy wybieg czekają też czerwonaki chilijskie – obecny, z punkty widzenia estetyki ekspozycji, pozostawia wiele do życzenia.
Na szczęście same ptaki prezentują się wspaniale:

Czerwonaki chilijskie

Czerwonaki chilijskie

Nadal też nie możemy przekonać się do ekspozycji mrówkojadów olbrzymich, które częściej jednak są niewidoczne, gdyż przebywają na tyłach swojego wybiegu i zwykle można je zobaczyć z takiej właśnie perspektywy:

Guapa przemyka w tle…

Wybieg południowoamerykański zresztą już od jakiegoś czasu stracił swoją dawną świetność – mrówkojady oddzielono płotem, wikunie przeniesiono na dawny wybieg koni Przewalskiego, dlatego w najlepszym razie możemy oglądać równocześnie maksymalnie trzy gatunki – kapibary, nandu i tapiry anta:

Swoją drogą Cypisek solidnie już urósł…

Optymistycznie na koniec, czyli fajno jest!

Coby jednak tylko nie marudzić – znowu! – zawsze możemy sobie pooglądać „duże” zwierzaki – nosorożce albo słonie:

Nosorożec w pozie spoczynkowej

Słonie na wybiegu – brakowało tylko Ninio…

Ostatnio doszły do nas głosy, jakoby Diuna, samica nosorożca, mogła być w ciąży – byłoby to niewątpliwie wielkim wydarzeniem, jeśli zaś chodzi o słonie, to wbrew zapowiedziom, w zoo cały czas pozostaje piątka tych zwierząt – o wyjeździe Yzicka na razie cicho.
Jeśli nie zadowoli nas natomiast samo oglądanie dużych zwierząt, zawsze możemy liczyć na to, że jakiś zwierzak zrobi coś śmiesznego:

Np. zamacha uszami…

Albo zrobi taką minę…

Dobrym pomysłem na poprawę humoru jest jak zawsze przejażdżka kolejką po zoo – my zostawiamy ją sobie zawsze na koniec wyprawy, kiedy jesteśmy już trochę zmęczeni kilometrami, które przeszliśmy i mamy ochotę po prostu się przejechać :).

Kolejki – jak najbardziej na plus!

Poza tym zawsze dobrym pomysłem jest tropienie w zoo „naturalnej przyrody” – czasem wystarczy tylko się obejrzeć:

Tadziu i ślimak

Tego motyla spotkaliśmy przy pieskach preriowych

Sroka spacerująca przed bramą zoo

Goście u czerwonaków

Mnóstwo ptaków spotkamy na stawach – nie tylko pelikany

„Bohaterem dnia” może też zostać zwierzak dość „zwyczajny” – wszystko bowiem zależy od momentu, prezencji i naszej cierpliwości.
Nam, czekając na kolejkę, udało się zobaczyć takie oto widowisko:

Na koniec nasunęła nam się jeszcze jedna refleksja – chyba najczęściej spotykanym gatunkiem w Nowym Zoo – jeśli wziąć pod uwagę ilość różnych miejsc, w których można go spotkać, jest… bocian!
Mamy bowiem boćki przy wybiegu czerwonaków chilijskich:

Na wspólnym wybiegu z tomi i żurawiami koroniastymi:

Wreszcie przed rzędem wolier kuraków, a za wybiegiem marabutów:

Koniec końców wychodzimy z zoo w dobrych nastrojach i zadowoleni z wycieczki, ale nie ukrywamy, że spodziewaliśmy się po tej wizycie znacznie więcej. Następną powinniśmy zaplanować chyba dopiero na kwiecień przyszłego roku – może wówczas ogród zaskoczyłby nas mnóstwem nowości. Póki co jednak czekać należy chyba tylko na zasiedlenie woliery kukabury, ukończenie wybiegu rysi i jakieś pomniejsze działania – chyba, że powiedzie się akcja z wybiegiem dla niedźwiedzi – wówczas będzie można powiedzieć o naprawdę dużych zmianach na plus, póki co jednak wcale nie jest tak dobrze, jak mogłoby być.
I powinno.
Tym akcentem kończymy naszą krótką fotorelację z Nowego Zoo i już zapraszamy na tekst o Starym Zoo, w którym – o dziwo – działo się przez ostatnie pół roku znacznie więcej…

Reklamy

9 comments on “Jedyną zmienną jest stałość, czyli co starego w Nowym Zoo?

  1. Zgadzam się z Waszymi wrażeniami z wizyty- i tak mieliście szczęście, że zobaczyliście żyrafy, mi ostatnio nie było dane oglądać ani żyraf, ani strusi (i faktycznie poprzednim razem atrakcją była gra z samcem strusia, czy dziobnie zwiedzających w palce, które przekładali przez siatkę), ale za to widziałam zebry, których poprzednim razem nie było widać. Woliery ptaków, zwłaszcza drapieżnych (orły, kondory) straszą, stawik flamingów też chyba jest za mały dla całego stada, sporo klatek (również u gryzoni) stoi pustych, a skunksa już drugi raz nie było widać, zaczynam wątpić, czy faktycznie tam mieszka. Cieszą mnie natomiast narodziny katty, ile ich jest razem na wyspie?

  2. Surowi jesteście dla poznańskiego zoo, ale zważywszy, że ten ogród jest wam najbliższy cieszy ta dosadność. Świadczy o tym, że jesteście rzetelni i wiarygodni.

  3. Nowe Zoo w porównaniu z innymi polskimi ogrodami zoologicznymi pod względem rozwoju stoi w maraźmie i stagnacji. Niestety, do niczego dobrego to nie prowadzi!

  4. Byłam w nowym zoo wczoraj i w przygotowanej wolierze jest już kukabura, a nawet dwie! Nie udało się jednak usłyszeć ich śmiechu.

  5. Straszny zastój w tym Nowym Zoo 😦 Już sam nie wiem od czego to zależy? Czy to tylko brak funduszy, czy po prostu brak świeżości i pomysłów… Na pewno bardzo podobają mi się te podświetlane tabliczki. Bardzo dobry pomysł! A co do nosorożców. Tak właśnie myślałem, że wkrótce usłyszymy coś w tym temacie. Ostatnio młode urodziło się w 2009 roku, niestety padło po jakimś czasie. Najwyższy zatem już czas! Myślicie, że to w miarę wiarygodna informacja? Czy to takie ploteczki? 🙂

    • Pierwszych trzech zdań już komentować nie będziemy :).
      Tabliczki super, ale powinny pojawić się już dawno – w 2009 roku jeszcze pisaliśmy, że brakuje czegoś takiego…
      A nosorożce – to tylko plotki, ale ponoć wiarygodne :).

  6. Jeśli chcecie obejrzeć łasice syberyjskie, perewiastki, norki europejskie i wszystkie inne drapieżne, najlepiej odwiedźcie zoo rano tuż po otwarciu, o 10. O tej porze wszystkie drapieżniki są bardzo aktywne i wykazują nawet ogromne zainteresowanie zwiedzającym – biegają wesoło po wybiegu, podchodzą i wspinają się po kratkach – zupełnie jakby miały ochotę na zabawę :).

    • W Nowym Zoo byliśmy setki razy – o każdej porze dnia i roku, bardzo wiele razy jako pierwsi goście, tuż po otwarciu. Wtedy też bez trudu obserwowaliśmy norki czy większość drapieżników. Z perewiazkami bywało różnie – udało się kilka razy, w tym podczas Nocy Marzeń, późnym wieczorem. Jeśli chodzi o łasice, to od czasu ich sprowadzenia byliśmy w zoo tylko dwa razy i akurat się nie udało, ale będziemy próbować. Na łaszę z kolei nie było mocnych nigdy, a teraz, gdy są poza ekspozycją, to już zupełnie nie ma na co liczyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s