Raz, dwa, trzy, nandu patrzy! Fotorelacja z wrocławskiego zoo

Nie o inwestycjach, transportach ani dramatycznych wydarzeniach, będzie dzisiejszy tekst, a o… zwierzakach, które spotkaliśmy podczas naszego pobytu we wrocławskim zoo kilka tygodni temu.
Postanowiliśmy jednak odejść od tradycyjnej formuły oprowadzania czytelników po zoo, opowiadania o wybiegach, pawilonach i rozmaitych informacjach dotyczących poszczególnych zwierząt, dlatego też nasza fotorelacja z wielkanocnego spaceru po wrocławskim zoo pozbawiona będzie encyklopedycznych faktów i biologicznych ciekawostek, za to z małą dawką mrówkojadziego humoru.
Poczuj plusz, jak mawia nasz towarzysz, Tadziu :).
Jeśli więc jesteście ciekawi, kto komu wychodził z torby, który profil flaminga jest lepszy, jak wygląda pół zebry, a jak latający żółw, który zwierzak z wrocławskiego zoo ma największy uśmiech i kto je, śpi i bawi się w takiej samej pozycji, koniecznie powinniście przeczytać poniższy tekst…

Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda pół zebry? Nam jakoś nigdy do głowy taka refleksja nie przyszła. Zebra to zebra, zazwyczaj widziana jest w całości. To, że widzimy ją jako całe zwierzę, a nie uszy, kopyta, paski – czarne i białe, wydawany przez nią zapach i dochodzący do naszych uszu odgłos prychania, zawdzięczamy psychologicznej zdolności umysłu do tego, żeby widzieć raczej całości niż oddzielne jakości. Immanuel Kant, wybitny filozof mieszkający całe życie w Królewcu (dzisiejszy Kaliningrad, słynący z wspaniałego swego czasu zoo, które ostatnimi czasy nieco podupadło, a które mamy nadzieję odwiedzić w te wakacje!), określił to mianem „transcendentalnej jedności apercepcji”.
No dobrze, ale co w takim razie z tą „połową zebry”? Czy połowa zebry to nadal zebra? Pytanie to ma w sobie znacznie większy potencjał i ładunek filozoficzny, niż wytarty już spór o paski, dlatego zaspokajamy Waszą ciekawość i pokazujemy, jak wygląda pół zebry.
A wygląda tak:

„Pół zebry”

Pamiętajmy jednak, że to zaledwie jeden z kilku możliwych wariantów „połowy zebry”!
Skoro już wiemy, jak wygląda pół zebry, dalszy spacer po zoo można byłoby sobie darować, nas jednak rozwiązanie jednego fundamentalnego pytania ludzkości wcale nie zadowala, dlatego idziemy dalej.
A dalej czeka na nas całe mnóstwo zagadek i niespodzianek. Oto na przykład okazuje się, że kangur rudy, którego możemy zobaczyć na poniższym zdjęciu:

Kangur rudy – rudy jak nic!

w odpowiednim oświetleniu wcale taki rudy już nie jest:

Kangur rudy przechodzi w szarego…

Kangur to kangur, jak mogłaby powiedzieć pewna pani ze stacji benzynowej niedaleko Człuchowa, przez chwilę jednak zwątpiliśmy, czy Wrocław nie postawił czasem na jakiś dziwny kangurzy wybieg mieszany.
A propos dziwnych wybiegów mieszanych – co powiecie na takie połączenie:
Tak, nandu plamiste też uważa to za dziwny pomysł…

Zdziwienie? Niedowierzanie?

Wróćmy jednak do zagadek. Na początek zagadka o zabarwieniu mitologicznym – gdybyście mieli znaleźć we wrocławskim zoo róg obfitości, to do którego zwierzaka by należał?
Kandydatów mamy co najmniej kilku:

Watussi wydaje się być jednym z faworytów – róg długi, a kręty

Muflon szczyci się porożem mniej fikuśnym, acz nie mniej efektownym

Gnu ma chyba większe szanse w kategorii „mistrz kamuflażu”, niż róg obfitości, no ale…

Bharal to chyba jednak nie ta liga. Nawet, jeśli nazwiemy go nahurem…

Palma pierwszeństwa – a właściwie rogi pierwszeństwa – należą się jednak chyba koziorożcowi syberyjskiemu!

Odłóżmy rogi na bok. Wbrew wcześniejszej zapowiedzi, nie będziemy też zaglądać do walabiej torby, w której wyraźnie „coś siedzi”:

Ktoś tu komuś wstaje z torby!

ani tym bardziej podglądać małego muflona:

Mały muflon z mamą

nie mówiąc już o małej gerezie:

Możemy za to zobaczyć, jak wygląda „latający żółw”, który fruwa sobie w pawilonie Akwarium:

Lot w nieznane – prawie jak Wielki A’Tuin…

czy też uważnie przyjrzeć się fossie – zwierzakowi, o którym wiele się nasłuchaliśmy, a którego udało się nam zobaczyć dopiero po raz pierwszy – i to od razu w momencie szczególnej aktywności:

Swego czasu zastanawialiśmy się, czy wrocławska fossa nie jest trochę taką poznańską łaszą palmową – jak widać nasze przypuszczenia, na szczęście, okazały się niesłuszne.
Inna sprawa, że tak naprawdę to nadal nie widzieliśmy na żywo łaszy palmowej…

Był już konkurs na rogi, czas na rywalizację w kategorii „najlepszy uśmiech w zoo”. Kandydatów mamy co najmniej kilku:

Wilk – uśmiech stonowany, jakby lekko szyderczy

Tygrys – uśmiech stonowany, „wewnętrzny”

Kotik – uśmiech przyklejony do szyby

Uśmiech krokodyla – jak to się mówi „pełną gębą”

Leniwiec – uśmiech do góry nogami

Słoń – uśmiech z uniesioną trąbą!

Hipopotam – uśmiech szczery i sympatyczny, jeden z naszych faworytów!

Niemniej wygrana należy się chyba pelikanowi z prawej 🙂

Przeciwnicy antropomorfizowania zwierzaków powiedzą, że tak naprawdę żaden z nich się nie uśmiecha – podobnie jak ten kruk wcale nie jest poważny:

Ten kruk wcale nie jest poważny

a ten koczkodan białonosy wcale nie jest zamyślony:

Koczkodan białonosy wcale nie jest zamyślony!

jednak patrząc na tego lemura czarno-białego naprawdę trudno oprzeć się wrażeniu, że wygląda na co najmniej zaskoczonego. Zdziwionego?

Lemur czarno-biały – zdziwiony czy zaskoczony?

My tymczasem mamy kolejne spory do rozstrzygnięcia: który profil flaminga jest lepszy?

czy lepszy jest jeden pelikan:

dwa pelikany:

a może trzy?

co łączy te dwie anakondy?

Anakonda zielona i anakonda żółta w żelaznym uścisku

i kogo tak uważnie wypatruje ten lemur?

Lemur gotowy do skoku

Odwiedziny każdego zwierzaka rodzą nowe pytania. Niektórych ciekawi, co jedzą, gdzie żyją, jak spędzają czas i czy nie tęsknią za wolnością (!), inni zastanawiają się, czy krokodyl z Terrarium jest prawdziwy:

Tak, jest prawdziwy!

albo czy leniwiec jest aż tak bardzo leniwy:

Ja leniwy?

Na wszystkie pytanie odpowiedzi nie znamy, wiemy jednak, że należy być ciekawym i zadawać pytania, bo świadczy to o naszym głodzie wiedzy – a jak wiadomo, zoo ma przecież edukować.
Skoro zaś wspomnieliśmy już o głodzie – niektórzy mają chyba ochotę na coś dobrego…

Coś bym zjadł…

Pora obiadowa to idealny moment, żeby uważnie przyjrzeć się rezydentom zoo. Mamy więc prawdziwych głodomorów, którzy opętańczo niemal rzucają się na jedzenie:

smakoszy, którzy ze szczególnym namaszczeniem wgryzają się w każdą gałązkę:

lub kawałek owocu:

wyjadaczy, którzy potrafią wylizać miskę/wiadro do ostatniego okruszka/pulpy :).

oraz nieufnych zjadaczy, którzy zanim coś spożyją, obejrzą to kilka razy. Czy aby nie obite.

Po jedzeniu czas na odpoczynek – tu także każdy zwierzak ma swoją metodę.
Jedni odpoczywają tak, jak jedzą – czyli do góry nogami:

inni urządzają sobie popołudniową drzemkę:

lub zapadają w całkiem mocny sen:

Wcale nie taki stary, ale śpi zapewne mocno…

niektórzy chowają się w swojej chatce:

albo odpoczywają w pozycji „na gada”:

Co ciekawe, niektóre zwierzęta wyglądają wówczas bardzo podobnie – ale w końcu co rodzina, to rodzina:

Wilk i likaon

Skoro jesteśmy już przy rodzinie, przyjrzyjmy się kilku „portretom rodzinnym” – ponoć z rodziną najlepiej wychodzi się właśnie na zdjęciu. Czy w świecie zwierząt ta zasada też obowiązuje?

Co za spojrzenie…

niektórzy jednak wyjątkowo niechętnie pozują do wspólnych fotografii:

Po posiłku, poobiedniej drzemce i wspólnym zdjęciu rodzinnym czas na zabawę. Także i w tym przypadku każdy zwierzak robi to po swojemu – tygrys bawi się w „przyczajonego tygrysa”:

Przyczajony tygrys…

a jaszczury z Terrarium w „ukryte smoki”:

Czakuela

Tarczołusk

W małpiarni da się słyszeć z kolei „tupot małych stóp”:

Uwaga! Pancernik biegnie!

a pelikany w swoim stylu szwendają się po ogrodowych alejkach:

Żółwie natomiast łączą zabawę ze staraniem się o to, aby mieć z kim pojawić się kiedyś na rodzinnej fotografii :).

I jeszcze tylko jedna uwaga a propos zabaw – gdybyście sami nabrali na nie kiedyś ochoty, to pamiętajcie, że w pewnych miejscach lepiej się nie kąpać:

Takie zabawy zawsze kończą się źle, choć, jak wiemy, niektórym zwiedzającym fantazji nie brakuje.
Albo przeciwnie – nie mają jej wcale…

„Dużo by mówić o tym, jakie mają pomysły”…

Tyle na dziś – a ciąg dalszy reminiscencji naszego pobytu we wrocławskim zoo już wkrótce!

Advertisements

13 comments on “Raz, dwa, trzy, nandu patrzy! Fotorelacja z wrocławskiego zoo

  1. witajcie, wiecie może dlaczego tylko w zoo we Wroclawiu w Polsce mają antylopy gnu, są piękne a nigdzie więcej ich nie ma? Podobnie z tomi, słabo z tymi gatunkami w Polsce

    • Są od minimum roku (bo wtedy je widziałem) napewno pręgowane (chyba właśnie białobrode) i białoogonowe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s