12 Volt niezgody, czyli co wydarzyło się w oliwskim zoo…

W trójmiejskich mediach w ostatnich dniach zawrzało. Zarówno trójmiejski portal gazeta.pl, jak i portal gdansk.naszemiasto.pl opublikowały w ostatnich dniach artykuły o mrożących krew w żyłach tytułach: „Dwuletni chłopczyk porażony prądem w oliwskim zoo” i „W zoo dziecko poraził prąd. Sprawa jest wyjaśniana, rodzice oburzeni”. Kiedy zobaczyliśmy te nagłówki, lekko nas zmroziło – aż przeczytaliśmy całe artykuły oraz komentarze do nich…

Co się zdarzyło w niedzielę w oliwskim zoo

Gazeta.pl relacjonuje sprawę, o której doniósł pan Paweł, który w niedzielne popołudnie wybrał się z żoną i dzieckiem do oliwskiego zoo. Obok wybiegu dla saren dziecko podeszło do płotu, obok którego znajdował się niezabezpieczony kabel doprowadzający prąd do pastucha elektrycznego. Prąd o napięciu 12 Volt „kopnął” dziecko i jego mamę, co spowodowało płacz chłopca.

I wtedy wszystko się zaczęło…

Sarna na wybiegu w oliwskim zoo

Sarna na wybiegu w oliwskim zoo

Pan Paweł postanowił bowiem, zaalarmowany płaczem dziecka, wezwać policję i pogotowie.

Po porażeniu prądem synek był niespokojny, a później bardzo ospały, w szpitalu dostał ziołowe leki uspokajające – opowiada Paweł Michałowicz, ojciec Bartka. – To oburzające, że taki kabel z prądem, niezabezpieczony wisiał sobie na ogrodzeniu, do którego każdy zwiedzający może podejść. Żona i synek na szczęście przeżyli, ale gdyby o ten przewód zahaczył starszy człowiek z rozrusznikiem serca, pewnie nie miałby tyle szczęścia.

Cytuje pana Pawła gazeta.pl, a nam to przypomina coś jeszcze…

Chłopiec wraz z matką trafili na obserwację do szpitala, z którego zostali wypisani, gdyż lekarze orzekli, że nie odnieśli żadnych obrażeń. Dyrektor Ogrodu Zoologicznego Gdańsk-Oliwa, pan Michał Targowski, bardzo przepraszał za całą sytuację. Okazało się, że ktoś ukradł wtyczkę zabezpieczającą kabel i to doprowadziło do wypadku. Do matki chłopca z przeprosinami zadzwonił również zastępca dyrektora, co wywołało jeszcze większe oburzenie pana Pawła, podobnie, jak zaproponowany w ramach przeprosin darmowy karnet wstępu do zoo.

Przeprosiny przyjmuję, ale za karnet dziękuję, bo to wygląda na formę przekupienia nas. Moja rodzina już po prostu więcej do tego zoo nie pójdzie, razem z moim prawnikiem zastanawiamy się też, czy nie wytoczyć dyrekcji procesu cywilnego.

Cytuje znów pana Pawła portal gazeta.pl.

Konsekwencje dla ogrodu?

Artykuł, szczególnie ten umieszczony na portalu gazeta.pl, wywołał lawinę komentarzy – niestety dla pana Pawła, bardzo mu nieprzychylnych. Internauci w ponad stu wypowiedziach zwracają uwagę na bezmyślne zachowanie, niepotrzebne wywoływanie sensacji i na to, że dziecku, które ucierpiało w wypadku, z pewnością więcej stresu niż samo „kopnięcie” mogło przysporzyć wzywanie policji, pogotowia i pobyt w szpitalu. Naszym zadaniem nie jest jednak ocenianie kwestii wychowawczych i nie mamy zamiaru tego robić, chcemy natomiast zwrócić uwagę na kilka innych kwestii.

Jak zareagował ojciec dziecka po wypadku?

Pan Paweł wezwał policję i pogotowie, „szukając jednocześnie pracowników ogrodu”. Po całej sprawie stwierdził, że zastanawia się nad wytoczeniem ogrodowi procesu cywilnego. I tu przydałby się Ockham ze swoją brzytwą, żeby pokazać, że nie wolno tworzyć bytów nad potrzebę. Rozumiemy – jak najbardziej! – stres rodziców i płacz dziecka związany z dość nieprzyjemnym wypadkiem, jednak posuwanie się do tak radykalnych kroków to już duża przesada. Sprawa jest wyjaśniana przez policję dwutorowo – z jednej strony sprawdzane jest, czy zaistniało realne zagrożenie dla czyjegoś życia lub zdrowia, z drugiej policja bada, kto mógł ukraść wtyczkę zabezpieczającą kabel.

Ojciec dziecka dodatkowo oskarża dyrekcję o próbę przekupstwa. Trzeba mieć naprawdę wiele złej woli, żeby próbę wynagrodzenia stresu i przeprosiny traktować w ten sposób.

Jeśli możemy coś poradzić w tej sprawie, to na pewno nie wytaczać procesu cywilnego. Dlaczego? O tym za chwilę.

Jak zareagowała dyrekcja ogrodu na wiadomość o wypadku?

Jak już wspomnieliśmy, dyrektor Targowski bardzo przeprosił za to, co się przydarzyło. Oczywistym jest, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, jednak zdarzyła się, dyrekcja zareagowała więc w najlepszy możliwy sposób – przepraszając i proponując wynagrodzenie w postaci karnetu wstępu. Naprawdę nie wiemy, co jeszcze można było zrobić…

Czy istniało realne zagrożenie dla zdrowia lub życia chłopca i jego matki?

Nie istniało. Prąd o napięciu 12 Volt nie jest w stanie zagrozić niczyjemu zdrowiu, a tym bardziej życiu – nawet dwuletniego dziecka. Owszem, daje on nieprzyjemne kopnięcie, jednak sami z dzieciństwa pamiętamy, że wiele razy kopał nas prąd, co więcej, w domu może nas kopnąć prąd od razu po wyjęciu wtyczki, na przykład od żelazka, z gniazdka. Czy będziemy wtedy pozywać producenta żelazek? Bez przesady.
Prąd płynący w przewodzie doprowadzającym do pastucha nie może być zbyt silny, ponieważ ma odstraszać zwierzęta od podchodzenia do płotów i barierek, ale absolutnie nie może zaszkodzić – ani zwierzętom, ani, tym bardziej, ludziom.
Ja na tę informację zareagował pan Paweł?

Ale mnie nie było przy tych oględzinach, ja nie wiem, jaki prąd tam płynął, może 12, a może 300 woltów, ja widziałem, że kopnięcie było na tyle silne, że moja żona aż się wzdrygnęła

Gratulujemy znajomości tematu – jak wiemy, wzdrygnięcie świadczy o zagrożeniu życia i zdrowia. Proponujemy zacząć pozywać producentów noży za bolesne skaleczenia podczas krojenia ogórków do mizerii. Też można się wzdrygnąć.
Ach, i wracając jeszcze do jednego z wcześniejszych cytatów – z tego, co wiemy, osobie z rozrusznikiem serca też by to nic nie zaszkodziło.

Czy zoo w Oliwie może spodziewać się jakichś konsekwencji?

Nie jesteśmy prawnikami, ale – szczerze mówiąc – nie wydaje nam się, żeby jakikolwiek człowiek posiadający minimum zdrowego rozsądku pozywał ogród za takie coś, a jeśli już – nie chce nam się wierzyć, żeby sąd potraktował taki pozew poważnie. Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia – regulamin ogrodu wyraźnie mówi o tym, że w zoo wolno poruszać się tylko po wyznaczonych ścieżkach! Wie o tym każdy, kto choć raz był w zoo i przeczytał regulamin. Jeśli nie przeczytał, powinien pamietać, że ignorantia iuris nocet. Zanim ktoś zacznie oskarżać ogród powinien się zastanowić, czy sam nie złamał przepisów. W oliwskim zoo z kolei, żeby podejść do płotu odgradzającego wybieg saren od zwiedzających, trzeba najpierw wejść na trawnik, na którym ścieżki nie ma…

Jak zachować się w podobnej sytuacji?

Na wszelki wypadek radzimy:

1. W zoo wolno poruszać się tylko po wyznaczonych ścieżkach – nie wolno podchodzić do barierek, ogrodzeń, wyciągać rąk w stronę zwierząt, karmić ich, itd.
2. Jeśli wydarzy się podobna sytuacja, trzeba zachować spokój – jak najszybciej poinformować  pracowników ogrodu i dyrekcję o wypadku, żeby można było usunąć usterkę. W ten sposób pomagamy także innym – nawet, jeśli „kopnięcie” nie jest silniejsze od tego spowodowanego przyłożeniem baterii do języka.

Przede wszystkim trzeba się zastanowić – na czym zależy nam w takiej sytuacji? Na sensacji i minutowej sławie, czy na dobru swoim, ogrodu i innych?

Reklamy

8 comments on “12 Volt niezgody, czyli co wydarzyło się w oliwskim zoo…

  1. taki sam pastuch jest tez u pingwinów, miałam okazje przebywać na ich wybiegu i kilkakrotnie przy otwieraniu czy zamykaniu furtki przypadkowo dotykałam tej ‚śmiercionośnej’ broni, nie jest to jakis elektrowstrzas tylko takie zwykłe kopnięcie – mocno podobne do tego z domowego kontaktu lub nawet kopnięcia naelektryzowanej rzeczy, albo do ‚pradu’ jaki przelatuje po ciele jak sie człowiek walnie w łokiec. Ot pyk i tyle…. nie bardzo wiem o co ten szum, dzieciak sie pewnie przestraszył a rodzice zamiast go ospokoić to zrobili jeszcze większą aferę. Jeśli za takie kopniecie prdądem temu panu nalezy sie odszkodowenie pieniężne ( do czego wyraźnie dąży) to od teraz zaczynam łamać zasady, schodzić ze ścieżek i łapać wszystkie dostępne pastuchy 😀

  2. Kiedyś miałem okazję nadepnąć na pastuch chroniący uprawę róż. Oczywiście wzdrygnąłem się, ale nawet to nie zabolało. Pan Paweł (ehh) widocznie chce stać się popularny i walczyć o swoje prawa jak na filmach.

  3. Ja jak byłem mały i nie wiedzialem do czego służy pastuch to na wybiegach krów/koni na wsi zawsze za nie łapałem bo było takie fajne mrówienie w palcach 😛 A i w zoo zdażyło się że się o taki gadżet oparłem i może to zmartwi ojca „kopniętego” dziecka ale żyję i czuję się całkiem normalnie 🙂 Bardziej razi prąd podczas zabiegu elektrostymulacji nerwu. Chyba pozwę rehablitanta że mnie do takiej strasznej aparatury podłączył kiedyś 😛

  4. W opolskim zoo całkiem przypadkiem można zostać „kopniętym” prądem w kilku miejscach ot choćby przy wybiegu wydr i zwykle gdy się przy tym wybiegu stoi choć chwilę, wiele osób zostaje śmiertelnie potraktowanych prądem. Moim zdaniem Pan Paweł ma po prostu „parcie na szkło” chć w tym wypadku chyba bardziej na papier i chce być za wszelką cenę znany, ale chyba nie tędy droga

  5. Heh, ja natomiast pamiętam podczas wizyt w płockim zoo, że pastuchy były bardzo popularne przez zwiedzających, zwłaszcza tych najmłodszych. Jednego kopnęło, to i reszta była ciekaw. „Starzy” też dołączali do tej zabawy stojącej, jakby nie patrzeć, na cholernie wysokim poziomie. Ale cóż poradzić na ludzką głupotę…

  6. super artykul! ubaw po pachy:) tylko glupota ludzka boli…oby jak najmniej „psychicznych” wsrod zwiedzajacych! Pozdrowienia dla Pana Targowskiego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s