Niedzielny spacer po Starym Zoo – smoczarnia jeszcze poczeka…

Pół roku – tyle minęło od naszej ostatniej wizyty w poznańskim Starym Zoo. Wydawać by się mogło, że to wystarczająco dużo, aby ogród przy Zwierzynieckiej mógł nas czymś zaskoczyć, w Poznaniu czas płynie jednak zupełnie inaczej i gdy przekroczyliśmy bramę Starego Zoo mieliśmy wrażenie, że ostatni raz byliśmy tam… kilka dni temu.
W przekonaniu tym tylko utwierdziły nas (nie)zachodzące w zoo zmiany i wciąż nieukończony Pawilon Zwierząt Zmiennocieplnych.
Nawet maszyna do lodów psuje się tak samo, jak podczas każdej wiosny i każdego lata…
A jednak niedzielna wycieczka do Starego Zoo to nadal wspaniałe przeżycie – mało które miejsce ma tyle uroku i tak pięknie prezentuje się w słoneczne majowe południe.

Poznań odwiedziliśmy pierwszy raz w tym roku – miasto zaskoczyło nas nową bryłą dworca PKP, rozkopanymi ulicami, strasznym nowym-starym zamkiem tuż obok Rynku, przede wszystkim jednak tym wszystkim, za czym zdążyliśmy się stęsknić przez czas mieszkania w innym mieście.
Na wizytę w Nowym Zoo nie mieliśmy niestety czasu, ale chwila na wizytę w Starym Zoo na szczęście się znalazła.
Tak, jak jesienią zeszłego roku, towarzyszyła nam dwójka naszych poznańskich przyjaciół – Natalia i Marek – oraz… Tadeusz.
Jak zawsze zresztą :).

Do zoo wybraliśmy się w niedzielne południe – było wyjątkowo ciepło i bardzo słonecznie. Nic dziwnego, że taki sam pomysł jak my miało wielu innych poznaniaków, pod bramą ogrodu bowiem aż roiło się od samochodów, a w samym zoo było wyjątkowo wielu zwiedzających.

Jeszcze przed wejściem do zoo przywitał nas cementowy marabut, odnowiony w zeszłym roku, a także odrestaurowany niedawno mur zoo:

Pierwszy obiekt na trasie zwiedzania to dawny wybieg wyderek orientalnych, który obecnie – ponoć chwilowo – nie jest zamieszkiwany przez nikogo.
No, chyba, że liczyć tego oto osobliwego gołębia:

Lemury – zarówno katta, jak i czerwonobrzuche – zamiast na wyspie, wylegiwały się w chatce:

Katta na jednej półce, czerwonobrzuche na drugiej…

a na wybiegu zewnętrznym zobaczyć można było jedynie… łabędzie czarne:

Łabędzie czarne

Następnym przystankiem na trasie był kompleks wielkiej woliery, zamieszkiwany przez kilkanaście gatunków ptaków, m.in. dostojne korońce plamoczube. Ciekawostką była natomiast obecność w przylegającym do woliery pawilonie żółwi olbrzymich i orlicji:

Niezbyt to udana ekspozycja, niestety…
Znacznie lepiej prezentowały się żółwie – m.in. promieniste, greckie, stepowe i żabuti – spacerujące sobie na wybiegach zewnętrznych – zarówno w wielkiej wolierze, jak i na wybiegach obok starej małpiarni i alpinarium:

Przy wybiegu kóz byliśmy natomiast świadkami dość osobliwej sceny – mimo obecności tego oto znaku:
przy wybiegu kóz stali rodzice z dzieckiem, które karmiło jedną z kóz sucharami. Torebkę z sucharami trzymała mama, a tata robił zdjęcia. Zanim zdążyliśmy zareagować przy wybiegu pojawił się pracownik zoo na rowerze, który grzecznie, acz stanowczo, wytłumaczył, dlaczego kozy karmić nie wolno. Rodzice wyglądali na nieco speszonych, ale zanim zdążyli powiedzieć, że nic tak naprawdę nie robili, pracownik zoo wskazał na tabliczkę i informację o zainstalowanym przy wybiegu monitoringu, dzięki któremu dowiedział się, że owi państwo już dłuższą chwilę karmią kozy sucharami.
Linia obrony coraz bardziej speszonych rodziców ograniczyła się więc do opcji ostatecznej: „Nawet sucharami nie wolno? To tylko suchary…”
Sucharami też nie wolno. Rodzicom bardzo się to nie spodobało, ale dali za wygraną i odeszli od wybiegu – z sucharami w dłoni – choć wyglądali na mocno niepocieszonych…

My tymczasem zajrzeliśmy do ptaszarni, w której mieszka już tylko kilka gatunków ptaków – turako ostroczuby, kardynał dominikański, błyszczak purpurowy, papużki faliste i nimfy, zielononóżki kuropatwiane oraz kakadu żółtoczuba:

Do środka ptaszarni wejść oczywiście nadal nie można, podobnie jak do starej małpiarni – nic też nie wskazuje na to, aby cokolwiek w tej kwestii miało się zmienić. Później odwiedziliśmy jeszcze m.in. koczkodany Diana i gibbony, warany z Komodo, które leniły się jak zawsze, mieszkańców wybiegu południowoamerykańskiego, mundżaki i zwierzaki z „naszej zagrody”:

Wycieczkę – jak zawsze w sezonie – zakończyliśmy w „Barze Kinga”, gdzie zjeść można przepyszne lody. Kto chciałby się nań skusić liczyć się jednak musi nie tylko ze sporą kolejką, ale także ciągłymi awariami maszyny – sytuacja, jaką opisaliśmy blisko dwa lata temu, cały czas bowiem wygląda tak samo…

Pomimo ciągłego ubytku zwierząt, licznych zamkniętych pawilonów i ciągłych awarii „transformatora lodów” Stare Zoo to nadal miejsce, które warto odwiedzić – nawet mając do dyspozycji niewiele czasu. Nas każda wizyta w zoo przy Zwierzynieckiej zawsze jednak przygnębia, trudno bowiem o miejsce, które posiada tak wielki, a tak niewykorzystany potencjał i które w wyniku braku zainteresowania ze strony miasta zamiast być wizytówką Poznania, cierpi z powodu zaniedbań i braku pieniędzy. Historia tego niepowtarzalnego miejsca dosłownie umiera na naszych oczach, a zabytkowa kompozycja całego ogrodu jest brutalnie burzona przez powstające na jego terenie monstrum, którego otwarcie – według najbardziej optymistycznych założeń – mieliśmy świętować jesienią zeszłego roku.
A potem wiosną tego roku – przed EURO, latem – to termin niemożliwy do zrealizowania, wreszcie jesienią 2012.
Jak będzie – zobaczymy. Jak zwykle już poznańskie zoo nie wypowiada się w całej sprawie, nasze pytania zostają bez odpowiedzi, dlatego to, jak wygląda postęp prac nad Pawilonem Zwierząt Zmiennocieplnych pozostaje tajemnicą – przynajmniej oficjalnie. Z tego bowiem, co udało nam się dowiedzieć, do końca tego roku gotowa będzie jedynie ekspozycja waranów z Komodo. To wymóg narzucony miastu już w momencie przyjazdu waranów do Poznania – jeśli bowiem do końca tego roku nie zmieniłyby one lokum, wróciłyby do swojego macierzystego zoo! Ekspozycja waranów zatem – wbrew wszystkiemu – będzie gotowa jeszcze w tym roku, ale reszta Pawilonu otwarta zostanie zapewne ze sporym opóźnieniem, już w 2013 roku…
Poniżej prezentujemy kilka zrobionych przez nas w niedzielę zdjęć, które ilustrują, jak sprawy mają się „na dziś”:

Co ciekawe, dokładnie dwa lata temu – 22 maja 2010 roku – przedstawiliśmy Wam pierwszy materiał poświęcony pracom nad Pawilonem Zwierząt Zmiennocieplnych. Odwiedziliśmy wówczas Stare Zoo, w którym trwały akurat pierwsze prace wyburzeniowe – cały obszar wokół dawnego zespołu obiektów został ogrodzony, a fragmenty łączące Pawilon Gadów z Pawilonem Płazów i tenże z Akwarium zostały wyburzone.
Pawilon Zwierząt Zmiennocieplnych powstaje tymczasem już dwa lata i termin zakończenia prac wcale nie jest jeszcze tak bliski, jak można byłoby sobie tego życzyć…
A historię powstawania nowej smoczarni możecie – krok po kroku – prześledzić tutaj.

epilog

Udało się w końcu uzyskać jakąś oficjalną informację ze strony zoo:

Pawilon Zwierząt Zmiennocieplnych w części  z waranami z Komodo planujemy udostępnić na EURO 2012. Natomiast całość ekspozycji wiosną 2013 roku.

Ekspozycja waranów gotowa na EURO? Ok, wierzymy na słowo.

Reklamy

8 comments on “Niedzielny spacer po Starym Zoo – smoczarnia jeszcze poczeka…

  1. niezwykle ciekawa strona, przyznam szczerze że szukałam jedynie informacji o muzeum znajdującym się na terenie Zoo i zostałam na dużo dłuższą chwilę wczytując się w artykuły 😉
    ten o rzeźbach – klasa 🙂 sama pamiętam, jak robiono mi zdjęcia na wilku 😉

    to rzeczywiście przykre, że Stare Zoo jest trochę „zapomniane”, może z nadejściem tego „Nowego” zupełnie pominięte, a zdaniem niektórych w ogóle powinno się je zamknąć.
    jakieś inwestycje, coś się niby chce ruszyć – ale wygląda to, jak wygląda. miejsce niszczeje, a wystarczyłaby odrobina chęci i być może właśnie pomysł na „muzeum zoo” to byłoby coś. tyle jest historii, tyle ciekawych opowieści…

    myślę, że dla wielu Poznaniaków to miejsce szczególne, pełne wspomnień i własnych przeżyć – szkoda byłoby tak po prostu je zostawić…

    Dziękuję! 🙂

  2. Mam uwagę co do lodów- skuszona Waszym opisem kupiłam lody z automatu i… wodniste, smak taki sobie, znaczenie lepsze są w McDonaldzie. Nie wiem, czy to kwestia akurat tego dnia, czy czegoś innego, ale dobre nie były. Lepiej byłoby kupić gotowe po drugiej stronie baru.

    • Bardzo nam przykro 😦
      Możliwe, że zadziałała dyspozycja dnia „maszyny do lodów”, a może to w naszych głowach lody te są jakieś takie wyidealizowane, a może popsuły się od naszej ostatniej wizyty. Odpowiedzialności za nie nie bierzemy, ale ubolewamy i łączymy się w smutku…

  3. zdziwiłam się przy okazji, bo zrozumiałam z Waszego opisu, że lody są jabłkowo-śmietankowe, a te kupione przeze mnie były czekoladowo-śmietankowe, ta czekolada smakowała podobnie do czekoladowego budyniu (taka dość gorzka) i właśnie wodnista. Plus taki, że wreszcie zobaczyłam drewnianego krokodyla, którego nijak nie mogłam wcześniej znaleźć (chyba jest przenośny, jak druciane żyrafy). Pozdrawiam.

    • Bo te jabłkowo-śmietankowe zostały ostatnio zastąpione przez czekoladowo-śmietankowe, a te mogą nie być już tak dobre 😦
      Jeśli zaś chodzi o krokodyla i żyrafy to odkąd pamiętamy nie ruszają się z miejsca 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s