Zwierzaki w kinie – na tropie motywów animalistycznych w filmach z 2011 roku

Jak co roku także i tym razem – wraz z nastaniem wiosny – Redakcja Mrówkojada zmienia się na chwilę w domorosłych krytyków filmowych i zabiera się za nagradzanie najlepszych i najgorszych filmów za dany rok.
Póki co zajęliśmy się tylko tymi drugimi, ale lada dzień opublikujemy wyniki dotyczące także tych pierwszych – zwycięzcy są nam już bowiem znani.
Przy tej okazji – już po raz drugi – postanowiliśmy także wyróżnić najciekawsze ujęcia motywów zwierzęcych w filmach z 2011 roku, nagrodzić najciekawszych zwierzęcych bohaterów (i tych prawdziwych, i tych animowanych) oraz zobaczyć, czy – i jak – kino zaglądało, choć na chwilę, do ogrodów zoologicznych.
Tym razem jednak chcielibyśmy na temat spojrzeć trochę szerzej niż przed rokiem i zobaczyć w jak różny sposób kino A.D. 2011 wykorzystywało w opowiadanych historiach zwierzęce tropy i jakież to zwierzaki gościły na kinowych ekranach.
Siłą rzeczy ograniczymy się tylko do tych filmów, które widzieliśmy, ale biorąc pod uwagę fakt, iż było ich ponad 100 (słownie: sto), materiał badawczy jest chyba wystarczający… :).

Zwierzaki w kinie A.D. 2011

Spośród stu filmów z 2011 roku, które obejrzeliśmy, różnego rodzaju motywy zwierzęce – takie, które można uznać za bardziej istotne – pojawiły się w około 30. Rozrzut tematyczny tych filmów był ogromny – od animacji, przez filmy fantasy i science-fiction po komedie, dramaty i kino akcji.
W filmach pojawiały się zarówno żywe zwierzęta, jak i animowane, nie brakowało też bohaterów tylko przybierających kostium zwierzęcy lub takich obrazów, w których pojawiały się jedynie sygnalizowane motywy.
Dwa razy wreszcie kamera filmowa zajrzała do ogrodu zoologicznego…

ZWIERZAKI ANIMOWANE

Kino ostatnich kilkunastu lat przyzwyczaiło nas już, że praktycznie co roku na ekrany wchodzi przynajmniej kilka dużych produkcji animowanych – nie inaczej było i w 2011 roku. A jeśli animacja (z reguły równoznaczna z filmem skierowanym do młodszego odbiorcy), to niemal pewne, że wśród bohaterów pojawi się też jakiś zwierzak.
A najlepiej cała ich zgraja – nie od dziś bowiem wiadomo, że najlepiej sprzedają się animacje ze zwierzętami w rolach głównych (tak, tak, syndrom Króla Lwa wciąż działa!).
O ile w 2010 roku takich typowo zwierzęcych animacji nie było zbyt wiele (zwierzęcy bohaterowie lokowali się z reguły na drugim planie, jak choćby w Zaplątanych, Megamocnym czy Jak wytresować smoka), o tyle w 2011 roku takich filmów było całe mnóstwo – Mniam, którego bohaterami były m.in. ryby – w tym rekiny, żółwie czy kurczaki, kolejna część Happy Feet, opowiadająca o tańczących – i śpiewających! – pingwinach, Kubuś i przyjaciele, z doskonale znanymi bohaterami ze Stumilowego Lasu oraz takie kurioza jak Hop, opowiadające o przygodach… Zająca Wielkanocnego czy wreszcie trzecia już część przygód Alvina i Wiewiórek, której bohaterami są – jakże by inaczej – śpiewające wiewiórki…

Największymi animowanymi produkcjami minionego roku, których głównymi bohaterami były zwierzęta, były zdecydowanie Rio oraz Kung Fu Panda 2.
Akcja tego pierwszego rozgrywa się w Brazylii, a głównymi bohaterami są…, nie, nie mrówkojady, tylko dwie niebieskie papugi, w tle zaś mamy całą masę innych egzotycznych ptaków:

„Rio”

Animacja jest naprawdę niezła, piosenki przyjemne dla ucha, jest kolorowo i egzotycznie, ale… jest też nudno i przewidywalnie – a zamiast jakichkolwiek emocji, mamy folder turystyczny zachęcający do wybrania się do Rio.
Jak dla nas trochę za mało :). Na uwagę zasługują natomiast dwa motywy – nielegalny handel egzotycznymi ptakami oraz problemy z rozmnażaniem zagrożonych gatunków w warunkach laboratoryjnych – gdy film skupia się na tych kwestiach, a nie na dylematach głównego bohatera, jest znacznie lepiej.

Na ekrany po trzech latach powrócił także Po – żarłoczny panda, który w pierwszej części swoich przygód okazał się być Smoczym Wojownikiem.

Po i Wielka Piątka

O Kung Fu Panda 2 obszernie pisaliśmy tutaj – w filmie jest znacznie więcej akcji, niż w części z 2008 roku, co dla młodszych widzów stanowi wielki plus, wszak ciągle coś się dzieje! Animacja kontynuuje też tradycję zapoczątkowaną w jakiś sposób przez “Shreka” – bajka niby dla dzieci okazuje się, w wielu miejscach, być opowieścią dla dorosłych.
“KFP2″ jest też przykładem tego, że animacja idzie wciąż do przodu – film zrealizowany jest perfekcyjnie, szczególną uwagę zwraca finałowa sekwencja, w której trudno dopatrzyć się jakichkolwiek uchybień – animowane “efekty specjalne” są iście godne podziwu. Kluczową dla nas sprawą jest jednak animacja samych zwierząt, wśród których pojawia się nowy przedstawiciel – absolutnie rewelacyjny paw albinos Shen.

Shen

Shen jest postacią nie tylko negatywną, ale także w jakiś sposób tragiczną, bardzo wyraźnie zarysowaną i psychologicznie niezwykle wiarygodną – to bodaj jedna z najlepszych animowanych postaci zwierzęcych ostatnich lat.
Oprócz pandy (a nawet pand!) i pawia-albinosa, na ekranie pojawia się także Wielka Piątka (małpa, tygrysica, żuraw, modliszka, wąż) oraz cały zastęp innych zwierząt – nosorożec, krokodyl, owce i króliki, panda mała czy gorylopodobne małpy…
Na pewno powstanie trzecia część i można się tylko domyślać, że pojawi się w niej jeszcze więcej… pand wielkich :).

Zupełnie inną produkcją niż Rio czy Kung Fu Panda 2 jest natomiast chyba najbardziej oryginalna animacja ostatnich lat (a już na pewno ostatniego roku), czyli Rango – utrzymana w westernowej konwencji opowieść o kameleonie Rango, który w wyniku nieprawdopodobnych zdarzeń zostaje szeryfem pewnego miasteczka na pustyni Mojave…

Rango, mówiący w oryginale głosem Johnny’ego Deppa (brawa!), jest zanimowany wręcz doskonale – poza tym jest chyba pierwszym kameleonem, który doczekał się tak dużej roli w kinie.

Rango

Sama historia – niekoniecznie skierowana do młodszego widza – choć ma mnóstwo smaczków i wizualnie prezentuje się znakomicie, ma niestety liczne przestoje i niekoniecznie udane rozwiązania fabularne.
Świetnie wypada natomiast animacja zwierzęcych bohaterów – mamy tu praktycznie cały przekrój fauny charakterystycznej dla amerykańskich pustyń: sowy, wszelkiej maści gryzonie, jastrzębie, całą armadę płazów i gadów, z ogromnym grzechotnikiem na czele:

Nie dość, że ogromny i zły, to jeszcze w kapeluszu!

Takich bohaterów w kinie dawno już nie było – za to wielki plus!

Oprócz animacji, w których wszystkimi bohaterami są zwierzęta – i to różnych gatunków, mieliśmy też takie, w których pojawiają się one jako jedni z bohaterów – jak choćby kot w Kocie w butach:

„Kot w butach”

czy – jako postać ewidentnie drugoplanowa – piesek Miluś, towarzyszący w najróżniejszych przygodach swojemu panu Tintinowi w oszałamiającej rozmachem animacji Przygody Tintina.
Miluś wpisuje się w bardzo liczną w kinie ubiegłego roku grupę inteligentnych psów, które w razie potrzeby służą swoim opiekunom.
Jako jedyny z nich jest jednak… animowany :).

Miluś

W tym przypadku mamy jednak do czynienia nie z typową animacją komputerową (która w coraz większym stopniu wypiera klasyczną animację), a z techniką motion capture, którą zastosowano także w jednym z najciekawszych – i naszym zdaniem najlepszych filmów minionego roku, w których kluczową dla fabuły rolę odgrywają zwierzęta.
Mowa o Genezie Planety Małp, która nawiązuje do kultowej już serii filmów science-fiction opowiadających o walce rodzaju ludzkiego ze stworzoną przez nich rasą inteligentnych małp, zapoczątkowanej przez Franklin’a J. Schaffner’a w 1968 roku. Tym razem cofamy się do początków historii i dowiadujemy się, jak doszło do opanowania świata przez małpy.

Głównym bohaterem filmu jest Caesar – szympans, który w wyniku naukowego eksperymentu zostaje obdarzony nadnaturalną inteligencją. To uruchamia ciąg dramatycznych zdarzeń – szympans zostaje oddany do specjalnego ośrodka, gdzie spotyka inne, „normalne” małpy. Gdy Caesar zdaje sobie sprawę, jak źle traktowani są jego pobratymcy, staje na czele rebelii…
Można Genezę rozpatrywać jako letnią superprodukcję o zbuntowanych małpach, jest w tym filmie jednak coś więcej – ukazanie stosunku ludzi do zwierząt, kwestia prowadzenia na nich eksperymentów medycznych, problemy związane z ewolucją, ale też dylematy natury moralnej – kto jest bardziej „ludzki”: człowiek, czy małpa.

Ceasar w ośrodku dla niechcianych małp

W pewnym momencie narracja filmu prowadzona jest z perspektywy Ceasara – to jego oczami oglądamy rzeczywistość, a wypada ona dla rodzaju ludzkiego niekorzystnie: ludzie są źli, bezwzględni i okrutni. Cierpienie małp i tragizm głównego bohatera ukazany jest na tyle sugestywnie, iż w pewnym momencie zaczynamy kibicować… buntującym się małpom.
Warto jednak pamiętać, że łatwo tu o pułapkę antropomorfizacji – Ceasar nie jest wszak „normalną” małpą, a jego cierpienie wynika przede wszystkim z faktu, iż bliżej mu do ludzi, niż małp.
To dopiero bohater tragiczny – maturzyści powinni się zastanowić, czy nie nadawałby się do omówienia lepiej, niż kolejne edypy, makbety i kordiany :).

Ceasar

Ceasar to jedna z najlepszych postaci ubiegłorocznego sezonu filmowego – jego tragizm jest niezwykle wiarygodny i przejmujący, a stopniowa przemiana bohatera z udomowionej małpy o ponadprzeciętnej inteligencji w przywódce rebelii wypada niepokojąco sugestywnie.
Duża w tym zasługa świetnej animacji i gry Andy’ego Serkisa (tak, tego od Golluma i najnowszego King Konga), który użyczył swojej postaci do stworzenia Ceasara.
Nieźle wypadają także inne przedstawione w filmie małpy – szympansy, goryle czy orangutany.

ŻYWE ZWIERZAKI NA EKRANIE

O ile Ceasar, choć wygląda jak prawdziwy szympans, został stworzony komputerowo, to w minionym roku nie brakowało filmów,  w których mniejsze lub większe rolę grały jak najbardziej prawdziwe, żywe zwierzęta.
Najczęściej – i zwykle w największych ilościach, pojawiały się konie.
W większości filmów, w jakich się pojawiły – że wspomnimy tylko takie tytuły jak Kowboje i obcy, 1920 Bitwa Warszawska czy Conan Barbarzyńca 3D – pełniły rolę raczej „scenograficzną”: ot, bohaterowie muszą przemieścić się z punktu A do B, a że akcja filmu rozgrywa się w czasach, gdy głównym środkiem transportu są konie, to… wsiadają na koń!

Wojacy na koniach – „1920 Bitwa Warszawska”

Wyjątkiem była wojenna epopeja Stevena Spielberga, Czas wojny, której oryginalny tytuł – War Horse – znacznie lepiej oddaje to, o czym film opowiada. A opowiada o Joey’u, pięknym gniadym koniu z charakterystyczną białą kreską na nosie, który zostaje sprzedany armii i trafia w wir wojny na Froncie Zachodnim.

Joey – koń wojenny

Głównym bohaterem filmu uczynić konia, którego losy śledzimy podczas wojennej zawieruchy? Zadanie karkołomne, a rezultat, niestety, nie do końca udany – film jest zbyt naiwny i miejscami mocno uderza w pretensjonalny sentymentalizm, a sama historia staje się chwilami niepokojąco nużąca.
Ale dzielny koń wypada bardzo dobrze – gdy trzeba, biega jak szalony, gdy trzeba, walczy o przetrwanie, poza tym więcej w nim uczuć i emocji niż we wszystkich bohaterach Bitwy Warszawskiej razem wziętych.
Co ciekawe, Joeya „zagrało” aż 14 koni. Jeden z nich, ogier o imieniu Finder, który pojawił się w największej ilości scen, wystąpił już kiedyś w filmie Niepokonany Seabiscuit.

Psi bohaterowie

Konie końmi, nie ma jednak wątpliwości, że ze zwierzęcego punktu widzenia, miniony rok w kinie należał do… psów!
Oprócz wspomnianego już animowanego Milusia z Przygód Tintina, na ekranach zagościło jeszcze całe mnóstwo psich bohaterów, spośród których najciekawiej wypadła ta oto czwórka:

Piesek George’a Valentine’a (grany przez – Uggie), Artysta

Chyba największa zwierzęca gwiazda minionego roku – Uggie, pies rasy Jack Russell, który wystąpił w filmie pt. Artysta.
Za swój występ został wyróżniony Złotą Obrożą za najlepszego psiego aktora w kinowym filmie pełnometrażowym.

Uggie ze swoją statuetką

Uggie, urodzony w 2002 roku, to prawdziwy wyjadacz – przed rolą w Artyście zagrał w Wodzie dla słoni (2011), za którą również był nominowany do Złotej Obroży, oraz w licznych reklamach. Już wcześniej za występ w Artyście uhonorowano go prestiżową nagrodą Palm Dog Award, przyznawaną od 2001 roku w Cannes czworonożnym wykonawcom za wybitne osiągnięcia w filmie.

Co ciekawe, Uggie nie był jedynym psim aktorem, który wcielił się w postać pieska głównego bohatera – rolę tę grały jeszcze dwa inne psy, Dash i Dude, które przed kręceniem zdjęć przemalowywano, by wyglądały podobnie do Uggiego.

Arthur (grany przez – Cosmo), Debiutanci

Arthur z „Debiutantów”

Nasz faworyt – choć długo wahaliśmy się, kto spisał się lepiej: on, czy Uggie.

Wybór padł ostatecznie na Arthura, pieska rasy Jack Russell (ta sama rasa, co Uggie z Artysty), granego przez psa imieniem Cosmo – kto widział Debiutantów wie, dlaczego.
Jest uroczy, a do tego niezwykle mądry – to prawdziwy filozof, który co raz to wypowiada (nie na głos, bo mówić nie potrafi, ale zna 150 słów i doskonale rozumie, co się wokół niego dzieje) jakieś niezwykle trafne uwagi.
Niektóre z jego wypowiedzi – widzimy je w formie pojawiających się na ekranie napisów – dosłownie rzucają na kolana:

Powiedz jej, że jeżeli nie nastąpi coś drastycznego, to pochłonie nas mrok.

Arthur towarzyszy swojemu nowemu panu, Oliverowi, we wszystkich ważnych dla niego momentach – prowadzą ze sobą filozoficzne dialogi o sensie życia, psiak towarzyszy mu też w żałobie po śmierci ojca, który wcześniej był właścicielem Arthura.

Co ciekawe, Cosmo zmienił do roli swój wygląd: jego białe futro pomalowano w brązowe plamy.

Szkieletor (grany przez – Denver), 50/50

Szkieletor z „50/50”

Grany przez Denvera Szkieletor to chart, którego w prezencie od swojej dziewczyny dostaje główny bohater filmu 50/50 – Adam. Pies ma być dla niego towarzyszem w chorobie, Adam walczy bowiem z rakiem.
Sam Szkieletor nie ma niestety zbyt wiele czasu aby pokazać swoje możliwości – widać prawdziwą gwiazdą może być tylko terrier…

Doberman (grany przez – Blackie), Hugo

Doberman z „Hugo”

Tym razem ani terrier, ani chart, a doberman. Grany przez niejakiego Blackiego wielki doberman należy do nadzorcy stacji kolejowej – psisko jest wielkie, groźne, bardzo szybkie i oddane sprawie: jego zadaniem jest bowiem wyłapywanie bezdomnych dzieci kręcących się po paryskim dworcu kolejowym.
W przeciwieństwie do Artura i pieska z Artysty, doberman z Hugo to zdecydowanie czarny charakter.

Woda dla słoni

Osobna wzmianka należy się Wodzie dla słoni – ekranizacji powieści Sary Gruen opowiadającej o historii miłości dwojga ludzi, którym przyszło się spotkać w czasach Wielkiego Kryzysu, na przełomie lat 20 i 30 XX wieku. Rzecz o tyle ciekawa, gdyż główny bohater, niejaki Jacob, zostaje weterynarzem w cyrku – a to otwiera możliwości do pokazania całej masy zwierzaków – mamy więc tygrysy, lwy, konie, pieska (granego przez wspomnianego już Uggie’go), jednak największą gwiazdą filmu – dosłownie i w przenośni – jest słonica Rosie:
Rosie zagrała 45-letnia słonica Thai, która w przeszłości doświadczyła podobnych cierpień jak jej ekranowa bohaterka.
Wątek melodramatyczny w filmie wypada dla nas bardzo średnio, a historia jest chwilami zbyt ckliwa, niemniej bardzo ciekawie przedstawione są kulisy funkcjonowania cyrku z początku minionego stulecia – pełnego bezmyślnego okrucieństwa, wykorzystywania zwierząt po to, by zapewnić rozrywkę gawiedzi, ale też miejsca, w którym narodzić się może niezwykła przyjaźń między człowiekiem, a zwierzęciem.
Jakkolwiek – historia ta tylko utwierdza w przekonaniu, że cyrk winien ograniczać się do klaunów, akrobatów i sztuczek iluzjonistycznych.
A zwierzętom niech dadzą spokój.

Poza tym na ekranach pojawiało się mnóstwo zwierzaków w rolach epizodycznych – że wspomnimy tylko o kocie z Dziewczyny z tatuażem, nietoperzu z Contagion i małpce z Kac Vegas w Bangkoku.

Ta małpka sprawi bohaterom filmu mnóstwo kłopotów…

OGRODY ZOOLOGICZNE NA EKRANIE

W 2011 roku pojawiły się dwa filmy, których akcja rozgrywa się w ogrodzie zoologicznym – nawet najstarsze mrówkojady nie pamiętają takiej sytuacji :).
Gorzej, że obie produkcje nie były do końca udane – o ile Kupiliśmy Zoo to film jeszcze nienajgorszy, który ma prawo się podobać, to już Heca w Zoo to pseudokomedia operująca humorem najniższych lotów.
Plusem obydwu filmów są jednak przede wszystkim zwierzęta – w większości są to prawdziwe zwierzaki, choć nie zabrakło też i komputerowych animacji i aktorów-przebierańców – w tym celował głównie drugi z wymienionych filmów.
Oba filmy zrecenzowaliśmy już dla Was na Mrówkojadzie, nie ma się więc sensu w tym miejscu powtarzać – odsyłamy więc do lektury:
Kupiliśmy Zoo

Heca w Zoo

Warto tylko przywołać kilka obserwacji, które można poczynić po obejrzeniu obydwu filmów, a które tyczą się tematyki wiwaryjnej:
– pielęgniarz w zoo (przynajmniej amerykańskim) to zawód o prestiżu społecznym równym babci klozetowej na dworcu (Heca w Zoo)
– w zoo pracują totalni kretyni, ale o dobrym sercu (Heca w Zoo)
– najlepszym rozwiązaniem na wyjście z depresji po dramacie życiowym jest kupić sobie zoo (Kupiliśmy Zoo)
– żeby mieć prywatne zoo wystarczy mieć dużo pieniędzy (Kupiliśmy Zoo)
– należy uważać na jeżozwierze! (Heca w Zoo, Kupiliśmy Zoo)

INNE MOTYWY ZWIERZĘCE W FILMACH

Na koniec zebraliśmy kilka przykładów innego wykorzystania motywów zwierzęcych w filmach z 2011 roku.

Bestiariusz kinowy

Wszelkiej maści filmowych bestii było, niestety, w ubiegłorocznych filmach jak na lekarstwo.
Już po raz czwarty na ekranie „straszyły” wilkołaki z Sagi „Zmierzch”:

Wilk to czy wilkołak?

ale choć zęby szczerzyły profesjonalnie, to w wilczym temacie niczego nowego nie pokazały. Powrócą jednak – po raz piąty i ostatni (na szczęście…)! – w tym roku, niewykluczone więc, że coś się jeszcze zwilczy…

Efektowniej – i bardziej przerażająco! – prezentowały się natomiast węże wielkie, a straszliwe, które zauważyliśmy dwa: jeden, mniejszy, pełzał w ostatniej części przygód Harry’ego Pottera:

Uwaga, wąż

drugi, znacznie większy, stanął na drodze dzielnego Conana Barbarzyńcy, który powrócił, w 3D i z dłuższą listą dialogową.
Na ekrany powróciły też, choć tylko na chwilę i w niewielkim epizodzie, dinozaury – w Drzewie życia zostały wpisane w sekwencję metaforycznej historii świata.

Jest w tej scenie ponoć dramatyczna metafora, my jednak jakoś zamiast refleksji odczuwamy tęsknotę za Parkiem Jurajskim.
Jakoś dinozaury były tam bardziej na miejscu…

Poza tym na ekranie straszyły jeszcze krwiożercze rekiny w Nocy rekinów 3D oraz wielki jak góra stwór w Monstrum, telewizyjnym horrorze, który w kinach grany nigdy nie był, a na TV Puls – owszem :).

A to monstrum!

Jerzy, Kermit i inni…

Na pytanie, jaka jest najsłynniejsza żaba w dziejach bez wahania odpowiadamy: Kermit!

i

Kermit

Ok, Kermit, choć jest żabą, nie jest zwierzęciem – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Jest muppetem i jako taki sławi żabi ród od ponad półwiecza. W minionym roku powrócił do sławy w nie do końca niestety udanym filmie Muppety, jednak moment, gdy Kermit po raz pierwszy pojawia się na ekranie to coś więcej, niż tylko żaba z walizką na drodze pełnej liści:

„Muppety” – Kermit wkracza do akcji!

W Muppetach pojawia się także wielu innych bohaterów ze „zwierzęcym” rodowodem: Świnka Piggy, Miś Fazi, pies Rowlf czy Sam Orzeł.

Wątpliwym jeżem jest także Jeż Jerzy, który zadebiutował na wielkim ekranie w nieprzeznaczonej dla dzieci polskiej animacji opowiadającej o pewnym Jeżu, który z małym, kolczastym owadożercą naprawdę niewiele ma wspólnego:

Jeż Jerzy we własnej osobie

Co na to inne jeże? Komentarzy brak.

Swoistą ciekawostką była też pacynka w kształcie… bobra, z którą biegał bohater grany przez Mela Gibsona w filmie The Beaver.

Mel i bóbr. Albo odwrotnie…

Miało być dramatycznie, wyszło groteskowo, ale o bobrze z Bobra wspominamy – wszak jak często goszczą bobry w filmach?
No właśnie.

I na sam koniec jeszcze jedna ciekawostka animalistyczna – w filmie Woody’ego Allena O północy w Paryżu (nawiasem mówiąc – smakowite kino!) jedna ze scen rozgrywa się na przyjęciu, które przyozdabiają… wypchane zwierzęta, a jeden z drugoplanowych bohaterów – niejaki Salvador Dali – raz po raz wspomina coś o jakimś nosorożcu…

Kto nie wie, o co chodzi, niech zajrzy tutaj :).

Najlepsi A.D. 2011

Miniony rok był w kinie wyjątkowo bogaty jeśli chodzi o wykorzystywanie motywów zwierzęcych – zwłaszcza na tle bardzo przeciętnego roku 2010.
Ponad 30 tytułów, w których pojawiają się zwierzaki, w tym kilka naprawdę bardzo dobrych, mnóstwo wspaniałych bohaterów zwierzęcych, wreszcie dwa filmy których akcja rozgrywa się w zoo.
Całkiem nieźle :).
Pora więc nagrodzić filmy i postacie, które w poszczególnych „zwierzęcych” kategoriach wypadły najlepiej!

NAJLEPSZA POSTAĆ ZWIERZĘCA – SZTUCZNIE WYKREOWANA

Ceasar, Geneza Planety Małp

Ceasar

NOMINACJE

Kameleon Rango, Rango
Paw Shen, Kung Fu Panda 2

NAJLEPSZA POSTAĆ ZWIERZĘCA – PRAWDZIWY ZWIERZAK

Artur, Debiutanci

Artur z „Debiutantów”

NOMINACJE

Joey, Czas wojny
Doberman, Hugo
Piesek Valentine’a, Artysta
Szkieletor, 50/50

NAGRODA MRÓWKOJADA – NAJLEPSZE WYKORZYSTANIE MOTYWU ZWIERZĘCEGO W FILMIE

Geneza Planety Małp

Co w 2012?

A co nas czeka w kinie tego roku?
Na pewno nie zabraknie rozmaitych stworów, które zapełnią kinowy bestiariusz – tu „dostarczycielami bohaterów” będą na pewno John Carter, Igrzyska śmierci, Gniew Tytanów czy Hobbit.
Animowanych bohaterów zwierzęcych spotkamy z kolei w Loraxie, Piratach, Epoce lodowcowej 4, Madagaskarze 3
Żywe zwierzaki – i to w dużych rolach – pojawią się natomiast w takich produkcjach jak: Na ratunek wielorybom, czy w dokumentalnych Chimpanzee oraz To the Arctic 3D.
O filmach typu Pirania 3DD nawet nie wspominamy…
Z kilku tegorocznych filmów, które już widzieliśmy, warto wspomnieć choćby Przetrwanie, gdzie bohaterowi granemu przez Liama Neesona przychodzi mierzyć się z grasującymi gdzieś na Alasce wilkami – to już jednak historia, którą zajmiemy się przy podsumowaniu filmowych motywów zwierzęcych za rok 2012.

Miejmy nadzieję, że do tego czasu pojawi się jeszcze mnóstwo filmów, które sprawią, że obecny rok wcale nie okaże się być gorszym od poprzedniego – choć o żadnej większej produkcji mającej rozgrywać się w zoo nie słyszeliśmy…

Reklamy

2 comments on “Zwierzaki w kinie – na tropie motywów animalistycznych w filmach z 2011 roku

  1. Pojawiło się tutaj mnóstwo filmów, które zamierzam obejrzeć i wielu z nich jeszcze nie widziałam xD. Szczególnie „Kung Fu Panda 2”, „Geneza planety małp”. Z tych co tu były wymienione widziałam „Czas wojny”, „1920 Bitwa Warszawska”, „O północy w Paryżu”, „Woda dla słoni”. Ciekawym filmem z zeszłego roku jest też „Dolphin Tale”. Co prawda w Polsce do kin nie wszedł, ale na szczęście wydano go na DVD :-). Chociaż przyznam, że mimo iż kocham delfinowate, moja ulubiona scena to rozmowa pomiędzy Dr. McCarthym a Kylem. Oglądając go odczułam wrażenie, że film zwraca uwagę na sprawę niepełnosprawnych. Szczególnie wzruszyła mnie scena jak dziewczynka bez nóżki mówi o Winter pozbawionej płetwy ognowej „Ona jest taka sama jak ja”. I jeszcze na koniec filmu piosenka „Safe” zespołu Westlife ^^. Może to nie jest film idealny, ale ma w sobie to coś. Pozdrawiam!

    • O „Dolphin Tale” słyszeliśmy, ale jeszcze nie udało nam się tego filmu zobaczyć. Przy wolnym czasie spróbujemy jednak film zobaczyć – dzięki za info!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s