Czytelnia Mrówkojada – Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu (1956)

Dziś w „Czytelni Mrówkojada” pozycja szczególna – oto bowiem na początku stycznia w nasze ręce wpadł prawdziwy zoologiczny rarytas. Na jednej z internetowych aukcji kupiliśmy bardzo cenny – i bardzo rzadki! – okaz do naszej kolekcji przewodników po ogrodach zoologicznych: Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu z 1956 roku.
Rzecz niezwykle ciekawa i pełna smaczków, a przy okazji dająca obraz tego, jak wyglądało zoo przy Zwierzynieckiej w okresie powojennym.

"Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu"

Zoo Poznań. Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu został wydany w Poznaniu w 1956 roku. To stosunkowo nieduża książeczka licząca 56 stron, która wyszła w nakładzie 25 tysięcy egzemplarzy. Na okładce widnieje czarno-biała fotografia słonia indyjskiego.
Redaktorem przewodnika jest Aleksander Tosin.
Jest to trzeci oficjalny przewodnik po poznańskim zoo – wcześniejsze ukazały się w 1924 i 1929 roku.

Lektura przewodnika – zwłaszcza pierwszych kilkunastu stron, poświęconych „sprawom ogólnym” – to prawdziwa uczta.
Dziś przewodników już się tak nie pisze – styl, język, podejście do czytelnika, pewna naiwność w widzeniu świata, aneks na końcu (jeszcze do tego wrócimy!).
Na początku wita nas dość pokaźnych rozmiarów errata – sporo błędów, jak na tak małą książeczkę, jednak warto pamiętać, że gdyby do dzisiejszych pozycji również dodawano takie załączniki, byłyby one pewnie jeszcze obszerniejsze :).
Pierwszy rozdział przewodnika to „Przepisy porządkowe”.

Oprócz dość oczywistych informacji, takich, jak zasady dotyczące biletów i godzin otwarcia zoo, trafiamy też na prawdziwe osobliwości:

Fotografowanie zwierząt na terenie ogrodu zoologicznego dozwolone jest jedynie po uzyskaniu w kasie zezwolenia. Publikacja zdjęć wykonanych w Zoo dopuszczalna jest po uzyskaniu pisemnej zgody Dyrekcji Zoo i przekazaniu 2 egzemplarzy każdego zdjęcia do archiwum Zoo.

!!!
Wyobrażacie sobie taki układ dzisiaj? Nie dość, że najpierw musimy uzyskać w kasie zoo zezwolenie na robienie zdjęć, to gdybyśmy chcieli je gdzieś opublikować, musielibyśmy nie dość, że poprosić dyrekcję o zgodę, to jeszcze przesłać do archiwum duplikaty…
W takich okolicznościach Mrówkojad nie miałby szans funkcjonowania… :).
Żeby było jeszcze trudniej, z późniejszych partii tekstu dowiadujemy się, że żeby robić zdjęcia w zoo nie tylko musimy poprosić o zgodę, ale jeszcze dodatkowo… wykupić drugi bilet do zoo. Za jedyne 3 zł – czyli dokładnie tyle samo, ile kosztuje bilet normalny (to tak, jakby za robienie zdjęć we wrocławskim zoo kazano nam dopłacić jeszcze 25 zł!).
Inna sprawa, że ów „bilet na fotografowanie” uprawnia nie tylko do fotografowania zwierząt, ale też do:

Przebywania dla dokonywania zdjęć w pawilonach i innych miejscach stale lub czasowo niedostępnych dla publiczności (oraz) wykonywania zdjęć tzw. zwierząt imprezowych wyprowadzonych w tym celu poza klatki i ogrodzenie wybiegu.

No, no.

Dalej czytamy, czego w zoo robić nie wolno, co ilustrują także zabawne rysunki z niedźwiedziem w roli „porządkowego”:

Nas zaciekawił przede wszystkim zakaz „urządzania na terenie Zoo jakichkolwiek zabaw, gier i śpiewów„.
No, no!

Dowiadujemy się także, że wszelkie „zażalenia na działalność personelu należy wpisywać do „Książki Skarg i Zażaleń”, znajdującej się w Dyrekcji Ogrodu.

Kojarzycie, żeby dziś w jakimś zoo była podobna księga?
Ponoć jednak w okresie PRL-u stanowiła „obowiązkowe wyposażenie uspołecznionych placówek handlu detalicznego, gastronomicznych i usługowych, które powinno znajdować się w widocznym i swobodnie dostępnym miejscu.”
Zoo się liczy?

Kolejny rozdział – „Cele i zadania ogrodu zoologicznego” – jest szczególnie ciekawy, mamy bowiem okazję porównać, jak widziano te cele ponad pół wieku temu.

Już na początku dowiadujemy się, iż:

Szybki rozwój nauk przyrodniczych w ostatnich latach, a szczególnie biologii, zwrócił większą uwagę na ogrody zoologiczne.

A dalej:

Ogólny poziom znajomości przyrody jest w naszym społeczeństwie bardzo niski. W ogrodzie zoologicznym nieraz słyszy się, że niektórzy nie potrafią odróżnić lwa od tygrysa, jelenia od rogacza sarny czy nawet żurawia od czapli.

Jak widać w tej kwestii przez 56 lat niewiele się zmieniło :).

Dowiadujemy się też, że „nowoczesne zoo to już nie menażeria”, tylko placówka oświatowo-kulturalna i naukowa.
No, no!

Dalej mamy rozdział o historii zoo – ciekawy zwłaszcza we fragmentach mówiących o potrzebie utworzenia „nowego zoo” – we wschodniej części miasta, na obszarze (!) 55 ha…

Migawki z Ogrodu Zoologicznego w 1887 roku

Na kolejnych 37 stronach krok po kroku opisane są wszystkie obiekty, pawilony i wybiegi w całym zoo, wraz z zamieszkującymi je zwierzętami.
Czytając tę część można się złapać za głowę, patrząc na liczbę gatunków eksponowanych na tak małym terenie.
Słoń, bawoły, bizony, hipopotam, lwy, tygrysy, pantery, szympansy, niedźwiedzie, wilki, żubry – rzut oka na dwustronicowy alfabetyczny spis zwierząt i widać, że zwierzostanem można by śmiało obdzielić połowę krajowych ogrodów…

Słonica Kinga - tu mająca zaledwie 4,5 roku

Dalej mamy informator dotyczący godzin otwarcia, cen biletów i dojazdu do zoo – okazuje się, że taka np. roczna karta imienna kosztowała 24 zł – czyli ośmiokrotną wartość biletu normalnego. Dziś za karnet roczny do poznańskiego zoo dla jednej osoby zapłacimy 50 zł, czyli niespełna 4 razy tyle, co za bilet normalny, ale karnet taki ważny jest tylko w dni powszednie!
Na końcu przewodnika znajduje się spis treści, rozkład komunikacji miejskiej (tramwaje, autobusy i trolejbusy!) oraz – i jest to prawdziwa perełka – ogłoszenia reklamowe sponsorów przewodnika, wśród których znajdują się m.in. sklep chemiczny i miejska pralnia…

"Pranie bielizny w domu - stratą czasu!" - a jak!

Na ostatniej stronie znajduje się z kolei rozkładany plan zoo – świetna rzecz, dzięki której możemy się przekonać, jak wiele zmieniło się w zoo przez te 56 lat i jak niewiele zwierząt przebywa w nim obecnie wobec tego, co można było zobaczyć w połowie lat 50. XX wieku…

Plan (Starego) Zoo w Poznaniu z 1955 roku

Na spacer po poznańskim (Starym) Zoo z połowy ubiegłego wieku zabierzemy Was jednak innym razem – zapewniamy jednak, że będzie to wycieczka niezwykła, choć dla dobra wszystkich – a zwierzaków przede wszystkim – dobrze, że z kolekcji zwierząt z tamtych lat do dzisiaj nie zostało już prawie nic.
Powierzchnia zoo wszak się nie zmieniła!

Reklamy

8 comments on “Czytelnia Mrówkojada – Przewodnik po ogrodzie zoologicznym w Poznaniu (1956)

  1. Stare zoo w czasach mojej wczesnej młodości było jak przepełniony pociąg, ciągle jeszcze przyjmujący nowych pasażerów. Ileż tam było zwierząt, których próżno szukać dziś w całej Europie – pakarany, paki górskie, oribi, suni, 5 gatunków pancerników, kunołazy pręgowane, łaskuny trójpręgie i chińskie, pantery mgliste, taraje, koty bengalskie, szpringboki, dujker czarnopręgi, dżejran, gazela dorkas, duki, tapiry malajskie, wauwau, hulok, wiskacze….. i tak możnaby długo. Były oczywiśćie także mrówkojady olbrzymie i tamanduy. Te ostatnie żyły nawet kilka lat (przynajmniej jedna). Aż się wierzyć nie chce, gdzie to się wszystko mieściło. W słoniarni w jednym czasie żyły: 3-4 żyrafy, słonica Kinga, stado 14 impal, 6-7 springboków, 3-4 kudu wielkie, 2-3 gnu białobrode, kilka zebr Grevy’ego, strusie afrykańskie, grupa dikdików i para suni. Nie do wiary? A jednak to prawda.

    • Nam się to w głowie nie mieści, jak to się wszystko tam mieściło…
      Czasy naszej młodości i wizyt w Starym Zoo to… przełom l. 80. i 90., a wtedy zwierząt było już znacznie mniej, choć i tak pamiętamy, że wobec tego, jak zoo wygląda dzisiaj, było tam bardzo tłoczno.

  2. Dzisiejsze terrarium to był pawilon małych ssaków (żyły w nim nawet wilki i hiena pręgowana). Miał dwupoziomowe klatki, a było ich w sumie 14, te na dole zaledwie o wysokości około 1.2 m, a wzdłuż ściany terraria, z 10, może więcej, gdzie eksponowano małe ssaki (w tym bolitę, pancernika Zaedius pichi, lotopałaNKI, JAMRAJE, WIEWIÓRKI PALMOWE, WIEWIÓRKI AFRYKAŃSKIE ITP. Wokół słoniarni było 10 małych wybiegów i dwa „duże” z mieszaną fauną sawanny. I tak dalej…….

  3. „Jest to trzeci oficjalny przewodnik po poznańskim zoo – wcześniejsze ukazały się w 1924 i 1929 roku” Trzeci polski, wcześnie był niemiecki. Chyba że uznamy go za broszurę a nie przewodnik. Cały czas szukam tego z tukanem na okładce, w przypływach desperacji jestem gotów oddać za niego ten z 1924:)

  4. „Bilet na fotografowanie” nadal obowiązuje (tak było przynajmniej w 2010 r.) w Ogrodzie Zoologicznym w Zamościu.

    • Zamość jeszcze do niedawna był jedynym miastem w Polsce, które pobierało taką opłatę (to w ogóle niebywale rzadka sytuacja, że pobierana jest opłata za fotografowanie na terenie placówki publicznej otwarte, takiej jak parki czy zoo).
      Swego czasu poddaliśmy tę kwestię pod dyskusję w rozmowie z zamojskim zoo, sprawa ucichła, ale po podwyższeniu cen do ogrodu w związku z modernizacją i rozbudową zoo, opłata za fotografowanie została zlikwidowana. Przynajmniej oficjalnie, bo w zoo jeszcze nie byliśmy, żeby to sprawdzić…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s