Mrówkojady w polskich ogrodach zoologicznych – Zoo Płock

Czyli naszych poszukiwań mrówkojadów w historii polskich ogrodów zoologicznych ciąg dalszy. Po Opolu, Łodzi i Wrocławiu zapraszamy dziś do Płocka, który w swoim czasie znany był w całej Europie z hodowli mrówkojadów olbrzymich!

Historia hodowli mrówkojadów olbrzymich w płockim zoo to opowieść niezwykle fascynująca – naznaczona niewątpliwymi sukcesami i licznymi porażkami. Nie brakowało w niej chwil pięknych, jak i niezwykle dramatycznych.
Wszystko zaś zaczęło się w latach sześćdziesiątych, gdy w płockim zoo zainicjowano pewną dość nietypową akcję…

„Akcja Krokodyl”

Zainicjowana w latach sześćdziesiątych XX wieku „Akcja Krokodyl” ogromnie przysłużyła się płockiemu zoo. I chociaż z dzisiejszego punktu widzenia może to wyglądać dziwnie, w tamtych czasach była ewenementem na skalę Polski.
„Akcja Krokodyl” zapoczątkowana została przez wieloletniego dyrektora płockiego zoo, pana Tadeusza Taworskiego, silnie związanego z Polonią argentyńską i brazylijską. Program polegał na tym, aby zebrać książki dla argentyńskiej Polonii, w zamian za co Płockie zoo miało otrzymać zwierzęta.
W ramach akcji do Płocka w latach 60. przyjechały m.in. jeżozwierze, emu, ale też wiele gatunków fauny południowoamerykańskiej, m.in. mrówkojady, oposy, pancerniki, różne węże i wiele innych zwierząt, w tym najsłynniejszy polski gad – aligator missisipijski Marta.

Aligator missisipijski Marta

Do Płocka trafiło w ten sposób mnóstwo zwierząt, których wcześniej w Polsce nie było, co czasem prowadziło do tyleż kłopotliwych, co z dzisiejszego punktu widzenia dość zabawnych sytuacji, pojawiał się bowiem problem z… właściwą identyfikacją nowoprzybyłych zwierząt!
Najbardziej typowym przykładem był pancernik otrzymany z Chaco, który przyjechał jako pancernik olbrzymi, za takiego został początkowo uznany również w Polsce, a który po jakimś czasie okazał się – ponad wszelką wątpliwość! – pancernikiem Kabassu (Cabassous unicinctus).

Można się pomylić...

Często do Płocka trafiały pojedyncze osobniki, które wyglądały na zwierzęta wyjątkowo delikatne i cenne, przez co też wymagające specjalnej opieki – takie okazy były przekazywane do Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu, gdzie były znacznie lepsze warunki hodowlane i bardziej doświadczeni hodowcy, co w praktyce dawało większe szanse na przeżycie tych zwierząt.

O „Akcji Krokodyl” więcej napiszemy już niebawem!

Trudne początki…

Pierwszy mrówkojad do płockiego zoo przyjechał 13 maja 1961 roku z Argentyny. Był to osobnik o nieustalonej płci, urodzony na wolności najprawdopodobniej na początku 1960 roku. Niestety, zwierzak padł po roku pobytu w płockim zoo, 27 czerwca 1962 roku. W chwili śmierci wiek zwierzaka oceniono na 2 lata, 5 miesięcy i 25 dni.
Na drugiego mrówkojada w Płocku trzeba było czekać dwa lata – przyjechał 18 czerwca 1964 roku również z Argentyny, z ogrodu zoologicznego w Rosario. Niestety, gdy transport dotarł do Płocka okazało się, że mrówkojad jest martwy…
Również ten mrówkojad urodził się na wolności, w 1963 roku – jego wiek oszacowano na rok i 16 dni.
Po tych dwóch nieudanych próbach utrzymania przy życiu sprowadzonych z Argentyny mrówkojadów,  pracownicy płockiego zoo zwątpili w celowość dalszych prób hodowli tego gatunku w Płocku. Minął jednak rok, a do Płocka przyjechał kolejny mrówkojad – 14 lipca 1965 roku dotarł do Płocka trzeci już mrówkojad z Argentyny, ponownie z Rosario – urodzony w 1960 roku samiec.

Niestety, zwierzak był w fatalnej kondycji, dlatego dyrekcja płockiego zoo zwróciła się do Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu z prośbą o przejęcie mrówkojada. Przybyły do Płocka przedstawiciel wrocławskiego zoo po obejrzeniu zwierzęcia stwierdził, iż jest on w tak złej kondycji, że może nawet nie przeżyć drogi do Wrocławia! Po konsultacji z ówczesnym dyrektorem wrocławskiego zoo, Karolem Łukaszewiczem, przybyły z Wrocławia transport… zrezygnował z zabrania mrówkojada!
Mrówkojad w dniu przybycia do zoo nie przyjmował żadnego pokarmu i pokładał się wykazując oznaki całkowitego wycieńczenia. Na szczęście mrówkojad przeżył noc, ale rano nadal nie przyjmował pokarmu, poza tym nie bardzo było wiadomo wówczas, jak go karmić. Dyrektor Taworski w związku z tym wpadł na pomysł, żeby „zapakować” mrówkojada do samochodu i… zawieźć go do lasu, aby podsunąć do mrowiska! Co się okazało? Mrówkojad początkowo nie wykazywał żadnego zainteresowania mrowiskami, co więcej – sprawiał wręcz wrażenie, jakby był mocno poirytowany łażącymi mu po pyszczku mrówkami. Dobrym znakiem był jednak fakt, że mrówkojad, który wypoczął w nocy po trudach podróży z Argentyny, zaczął wykazywać pewną aktywność – chwiejnym krokiem co prawda, ale jednak – pospacerował trochę po lesie! Co ciekawe, podczas tego spaceru mrówkojad cały czas rył pyszczkiem w ziemi, a pracownicy zoo zauważyli wówczas, że nieustannie coś przełyka! Czy były to mrówki, nie udało się ustalić, jakkolwiek wycieczki do lasu przyniosły oczekiwane skutki – po kilkunastu takich wyprawach do lasu kondycja zwierzęcia poprawiła się na tyle, że… coraz trudniej było zapanować nad jego poruszaniem się po wolnej przestrzeni w lesie! 🙂
Niezależnie jednak od leśnych wycieczek żywieniowych w kuchni płockiego zoo pracownicy ogrodu eksperymentowali na wszelkie sposoby z przygotowaniem dla trudnego mieszkańca odpowiedniego pokarmu.
Co udało się przygotować?

Kuchenne rewolucje – posiłek dla mrówkojada a’la płockie zoo 1965!

Pierwszą propozycją była zupa mleczna z rozgotowanym ryżem, posłodzona glukozą. Dodatkami do zupy były rozbite żółtko lub bardzo drobno mielone mięso zmieszane z kleikiem. Mrówkojad jadł to niezbyt chętnie, w dodatku trudno było ustalić w jakich ilościach, gdyż bez względu na rodzaj użytego naczynia, część zupy była regularnie rozlewana pyszczkiem lub łapą.
Na szczęście po paru dniach pracownicy zoo odkryli prawdziwy przysmak mrówkojada, którym okazały się nie mrówki, a ich jaja i poczwarki, które okazały się świetnym dodatkiem do zup, które dzięki temu zostały zaakceptowane przez wybrednego smakosza. Osobną kwestią pozostawał sposób pozyskiwania owych jaj i poczwarek – pracownicy zoo zbierali je na terenie zoo i w jego najbliższej okolicy… podnosząc wszelkie kamienie i płyty chodnikowe, w okolicach których spostrzeżono mrówki. Co prawda nie było tego zbyt wiele, ale jako swoista „przyprawa” się sprawdzało!
Drugą propozycją „obiadową” były rosoły z drobno mielonym mięsem i żółtkami jaj oraz rozmaitymi dodatkami, które udało się odszukać we wszelkich dostępnych wówczas doniesieniach na temat chowu i karmienia mrówkojadów (a tych, jak pewnie się domyślacie, nie było wówczas zbyt wiele…).
Ogrodowi kucharze przetestowali w ten sposób kilka propozycji, dostępnych w niemieckich źródłach:
1. Czerwie żuków występujących w zakładach garbarskich – niestety, okazały się w Polsce nie do zdobycia…
2. Larwy mączników – te zjadane były nawet chętnie!
3. Paseczki mięśnia sercowego – nieakceptowane.
4. Filety z mrożonych – ale nie solonych! – śledzi – nieakceptowane.
5. Noworodki mysie – sporadycznie zjadane, ale raczej połknięte przypadkowo, niż świadomie.

Do wspomnianej zupy mlecznej dodawano w różnych okresach urozmaicana – dodawano kaszę mannę, zabielano mąką, zagęszczano, dodawano dostępne wówczas witaminy i mikroelementy.
Mijał czas, mrówkojad wszystkie te potrawy jadł – lub nie – aż w końcu minęły trzy lata, a zwierz nie tylko wciąż żył, ale poczynał sobie coraz lepiej. Trzy lata, które spędził w płockim zoo to był ówczesny rekord długowieczności mrówkojada w polskim ogrodzie!

Mrówkojad Maciuś

Mrówkojada – na podstawie dokładnych oględzin i stałego, a bliskiego kontaktu – zakwalifikowano jako samca, a na podstawie wyglądu pazurów, grubej skóry na stopach, łysiejącego ogona i ogólnego wyglądu skóry jego wiek określono na 4-5 lat. Mrówkojad otrzymał też imię – Maciuś.
Z czasem powyższe spostrzeżenia skonfrontowano z kolejnymi mrówkojadami, które pojawiły się w Płocku.
Następny mrówkojad pojawił się 25 sierpnia 1969 roku – przyjechał z Niemiec jako roczny samiec. Niestety, padł już po pięciu miesiącach, 4 stycznia 1970 roku (miał mieć wówczas dwa lata i trzy dni).
Następne dwa mrówkojady przyjechały do Płocka z Argentyny jako samice, 10 sierpnia 1971 roku – pierwszy, młodszy (urodzony na początku 1970 roku) padł po dwóch latach i czterech miesiącach, pod koniec 1973 roku w wieku trzech lat, drugi, urodzony w1966 roku przeżył w Płocku aż 16 lat! Samica otrzymała imię Jadzia, jednak po jakimś czasie okazało się, że nie był to najlepszy pomysł…
14 września 1972 roku płockie zoo otrzymało w darze młodziutkiego mrówkojada z Niemiec, samca, żył on niestety tylko dwa miesiące – padł 23 listopada 1972 roku mając zaledwie półtora roku. Podczas sekcji zwłok stwierdzono zwyrodnienie tłuszczowe wątroby. Oceniono, iż mrówkojad ten został stanowczo zbyt szybko odebrany matce.
19 października 1973 roku do Płocka przyjechał kolejny mrówkojad, roczna samica. Na „usilne prośby” łódzkiego zoo został on 16 listopada 1973 roku przekazany do Łodzi, by zająć miejsce świeżo padłego w tamtejszym zoo mrówkojada (łódzki mrówkojad – pierwszy w historii tamtejszego zoo – padł 8 listopada).
Tym samym na koniec 1973 roku w płockim zoo zostały dwa mrówkojady – Maciuś oraz Jadzia. Podczas porównawczych obserwacji obu mrówkojadów stwierdzono wówczas, że Maciuś jest jednak… samicą, a Jadzia – samcem! Maciuś był bowiem znacznie mniejszy zarówno od Jadzi, jaki i od wszystkich „samców”, które wcześniej i później pojawiły się w zoo.
Tym samym Maciuś został samicą, a imię zmieniono mu na Maciusię, natomiast Jadzię przemianowano ja Józka.
Po narządach rodnych wówczas nie sposób było ocenić płeć zwierzęcia – jak wiemy, i dzisiaj niektóre ogrody mają z tym pewne problemy i trzeba czekać czasem kilka miesięcy, żeby mieć pewność. A co dopiero w 1973 roku! :).
Absolutną pewność uzyskano jednak trochę później, gdy…

Pierwsze narodziny!

23 sierpnia 1976 roku z Argentyny przyjechała „gwarantowana” samica – miała wówczas pięć lat i już raz, w Argentynie, dała przychówek. Płeć mrówkojada była dzięki temu łatwa do ustalenia, samica miała bowiem bardzo duże i widoczne sutki. Skoro nie było wątpliwości odnośnie do płci zwierzęcia, można mu było dać imię – nową mrówkojadzicę nazwano więc Małgosią.
Dwa lata później, 16 października 1978 roku na świat przychodzi pierwszy płocki mrówkojad – jego matką była  Małgosia właśnie, ojcem zaś… Józek, który jeszcze do niedawna uchodził za Jadzię!
Był to absolutny sukces płockiego zoo, gdyż były to nie tylko pierwsze narodziny mrówkojada w Płocku, ale i pierwsze narodziny mrówkojada w powojennej historii polskich ogrodów zoologicznych (w l. 30. mrówkojady rodziły się we wrocławskim zoo). Maluch – samiczka – urodził się między godziną 12.30 a 13.00. Wraz z matką został oddzielony od pozostałych dwóch mrówkojadów. Maluch był w świetnej kondycji i był bardzo aktywny, matka zaś bardzo dobrze się nim opiekowała. Bardzo szybko też młody mrówkojad zaczął wdrapywać się na grzbiet matki – nie tylko jeździł na niej, ale też zdarzało mu się na niej spać!

Mały mrówkojad 10 dni po urodzeniu na grzbiecie swojej matki, Małgosi

Ówczesny dyrektor płockiego zoo, Tadeusz Taworski, i 51-dniowy wówczas mały mrówkojad

Po siedmiu miesiącach od narodzin małego mrówkojada, połączono go wraz z matką z pozostałymi mrówkojadami – była to największa eksponowana kiedykolwiek w Polsce grupa mrówkojadów olbrzymich – równocześnie na wybiegu można było bowiem obserwować aż cztery mrówkojady!
Młody mrówkojad osiągnął rozmiar swoich rodziców w wieku ośmiu miesięcy – można go było odróżnić tylko po małym garbie na nosie i miękkich włosach na ogonie.
Wciąż jednak jeździł na grzbiecie swojej matki i – uwaga! – pozostałych dwóch mrówkojadów!

Dziewięciomiesięczny młodzian nie zamierzał oszczędzać swojej matki, jak również "wujka" i "cioci"...

Młody przeżył w Płocku jednak tylko rok i pięć miesięcy – padł 22 marca 1980 roku z powodu niewydolności krążenia.
W chwili śmierci młoda samica ważyła 23, 450 kg i mierzyła 207,5 cm długości – porównując te dane do innych mrówkojadów w analogicznym wieku, były one jak najbardziej prawidłowe.

Porażki i sukcesy…

Kolejnych trzech młodych, niestety, nie udało się odchować. Pierwszy młody urodził się 27 listopada 1980 roku i prawdopodobnie został zagnieciony po nocnym porodzie.  Drugi młody, samczyk o imieniu Jaś, urodzony 4 sierpnia 1981, padł z niewyjaśnionych do końca powodów. Podejrzewano zatrucie farbą olejną, którą pomalowano pomieszczenie wewnętrzne mrówkojadów, ale bardziej prawdopodobną, sugerowaną przez lekarza weterynarii,  przyczyną śmierci była anemia.
W trzecim przypadku, mrówkojada urodzonego 6 lipca 1982 roku, nastąpiło poronienie.
Mimo tych niepowodzeń, płockie zoo może się pochwalić także wieloma sukcesami na polu hodowli mrówkojadów – oprócz przychówku i odchowania młodego w 1978 roku, do niewątpliwych sukcesów należy doliczyć także historię pobytu w zoo Maciusia, który dożył w Płocku sędziwego wieku. Padł 7 maja 1984 roku, co oznacza, że przeżył w Płocku aż 19 lat- to wciąż niepobity rekord Polski! Jego wiek oceniono wówczas na 24 lata, 4 miesiące i 5 dni, a przyczyną śmierci była… starość.
Jadzia przeżyła w Płocku aż 16 lat – padła na ospę 23 sierpnia 1987 roku, mając 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni.
Wreszcie Małgosia, która przeżyła w Płocku 11 lat – padła 9 września 1987 roku w wieku 17 lat, 8 miesięcy i 7 dni. Była wówczas ostatnim mrówkojadem w Płocku. Niestety, okoliczności jej śmierci to jedna z najbardziej dramatycznych historii w polskich ogrodach zoologicznych, została bowiem… przebita ostrym narzędziem, najprawdopodobniej ktoś zadźgał ją nożem!
Jakkolwiek – aż trzy mrówkojady przeżyły w płockim zoo co najmniej 10 lat, co do dziś jest niepobitym rekordem.
Wielokrotnie próbowano wyjaśnić te sukcesy – choć w innych polskich ogrodach warunki do hodowli mrówkojadów były porównywalne lub nawet lepsze, to nigdzie nie udało się – aż do lat 90. – uzyskać tak dobrych wyników. Wystarczy dodać, że między 1945 a 1990 rokiem w żadnym polskim zoo nie udało się mrówkojadów rozmnożyć, nigdzie też żaden mrówkojad nie przeżył więcej, niż trzy lata.
Co ciekawe, choć mrówkojady do Płocka sprowadzano zarówno z Argentyny jak i Europy Zachodniej, przychówków doczekano się tylko od tych, które przyjechały zza oceanu!

Chatka i wybieg

Warunki, w jakich przebywały mrówkojady w płockim zoo były jak na owe czasy dosyć przeciętne, trudno zatem w nich upatrywać źródła sukcesów hodowlanych. Zimowisko miało powierzchnię 5 m2, z wydzielonym kątem do spania. Podłoga była wykonana z drewna – część chatki przeznaczoną do spania wykładano sianem, drugą zaś – tzw. dzienną – wysypywano piaskiem. W pomieszczeniu wewnętrznym znajdował się też grzejnik, promieniujący ciepło na cały kojec – działał od późnej jesieni do wiosny.
Mrówkojady miały też oczywiście do dyspozycji trawiasty wybieg zewnętrzny, znajdujący się na terenie obecnego wybiegu słoni – w jego lewym narożniku:

Lewy narożnik obecnego wybiegu słoni w Płocku - tu kiedyś znajdował się wybieg mrówkojadów

Wybieg miał powierzchnię około 200 m2 (wymiary 19,2 x 17,4 x 6,2 x 17,3 m) i otoczony był płotem o wysokości 120 cm. Porośnięty był m.in. mniszkiem pospolitym, wiechliną łąkową, życicą wielokwiatową, pokrzywą zwyczajną, babką i rdestami. W południowej części wybiegu rosło ponadto kilka krzewów, a przy ogrodzeniu kilka niedużych drzewek.
Od zachodu wybieg otaczał półkolisty betonowy mur, a jedną ze ścian stanowiły trzy szyby o wymiarze 165 cm na 90 cm.

Mrówkojadzi przysmak po płocku

Wróćmy jeszcze na chwilę do żywienia mrówkojadów w Płocku. Pisaliśmy o trudnych początkach i eksperymentach żywieniowych z lat 60, testowanych na Maciusiu. Pod koniec lat 70. ustalono wreszcie konkretną dietę, opartą na tej, którą stosowano w Sao Leopoldo Zoo w Brazylii.
Mrówkojady jadły więc dwa razy dziennie – o 8.00 i o 14.00. Dzienna dieta dla trzech mieszkających wówczas w zoo dorosłych mrówkojadów (Józek, Maciusia i Małgosia) składała się z:
– 1 kg. surowego mięsa końskiego z dodatkiem ziemi
– zupy mlecznej składającej się z 1 kg. ugotowanego ryżu i 3 l mleka, z dodatkiem 10 surowych jajek
– kilku główek posiekanej sałaty
– kompotu owocowego (najczęściej jabłkowy) do picia
Poza tym wiele razy obserwowano, jak mrówkojady rozdrapują pazurami ziemię na wybiegu w poszukiwaniu bliżej nieokreślonych bezkręgowców. Mrówek? Możliwe…

Lista płockich mrówkojadów

Jeden z płockich mrówkojadów do dziś znajduje się na zapleczu herpetarium pośród innych wypchanych zwierząt...

Prezentujemy poniżej pełne zestawienie mrówkojadów, które przebywały w płockim zoo – dane w oparciu o raport taksonomiczny dla płockich mrówkojadów olbrzymich.

1. Płeć nieznana – ur. 1960, przybył z Argentyny 13.05. 1961, padł 27.01. 1962, przeżył 2 lata, 5 miesięcy i 25 dni

2. Płeć nieznana – ur. 1963, przybył z Rosario w Argentynie 18.01.1964, padł 18.01.1964, przeżył rok i 16 dni

3. Samica Maciusia (wcześniej samiec Maciuś) – ur. 1960, przybyła z Rosario w Argentynie 14.07.1965, padła 07.05.1984, przeżyła 24 lata, 4 miesiące i 5 dni

4. Samiec – ur. 1968, przybył z Niemiec 25.08.1969, padł 04.01.1970, przeżył 2 lata i 3 dni

5. Samiec Józek (wcześniej samica Jadzia) – ur. 1966, przybył 10.08.1971 z Argentyny, padł 23.08.1987, przeżył 21 lat, 7 miesięcy i 20 dni

6. Samica – ur. 1970, przybyła 10.08.1971 z Argentyny, padła w 1973 roku, przeżyła 3 lata

7. Samiec – ur. 06. 1972, przybył 14.09.1972 z Niemiec, padł 23.10.1972, przeżył rok, 5 miesięcy i 23 dni

8. Samica – ur. 1972, przybyła 19.10.1973 z Niemiec, wyjechała do łódzkiego zoo 16.11.1973, gdzie padła 05.04.1975, przeżyła 3 lata

9. Samica Małgosia – ur. 1970, przybyła 23.08.1976 z Argentyny, padła 09.09.1987, przeżyła 17 lat, 8 miesięcy i 7 dni

10. Samica urodzona w Płocku – ur. 16.08.1978 w płockim zoo, padła 22.03.1980, przeżyła rok, 5 miesięcy i 5 dni

11. Płeć nieznana – ur. 27.11.1980 w płockim zoo, padł 27.11.1980

12. Samiec Jaś – ur. 04.08.1981 w płockim zoo, padł 24.04.1983, przeżył rok, 8 miesięcy i 19 dni

13. Płeć nieznana – 06. 07. 1982 w płockim zoo, padł 06.07.1982

Jak widać z powyższego zestawienia, historię płockiego zoo tworzy 13 mrówkojadów – to najliczniejsza grupa spośród wszystkich krajowych ogrodów zoologicznych. Do Płocka sprowadzono z zagranicy łącznie 9 mrówkojadów (6 z Argentyny i 3 z Niemiec), z których jeden przyjechał martwy, a jednego wysłano niemal od razu do zoo w Łodzi. Z pozostałej siódemki trzy mrówkojady – Małgosia, Maciusia i Józek przeżyły w Płocku co najmniej 10 lat każdy.
Płockie zoo doczekało się także czterech przychówków, jednak tylko dwa młode udało się odchować – pozostałe dwa maluchy nie przeżyły nawet dnia.
Zestawiając te dane z innymi polskimi ogrodami zoologicznymi, niewątpliwie należy płockiemu zoo oddać palmę pierwszeństwa na polu historycznych zasług w hodowli mrówkojadów, choć nie ulega wątpliwościom, że z dzisiejszej perspektywy można by mieć szereg obiekcji do sposobu pozyskiwania zwierząt i niektórych „pomysłów” w toku ich hodowli. Nie wolno jednak zapomnieć o najważniejszym, czyli kontekście historycznym – bez uwzględnienia ówczesnej wiedzy na temat mrówkojadów i możliwości hodowlanych płockiego zoo obraz całej tej opowieści pozostanie mocno niepełny…

EPILOG – spojrzenie w przyszłość…

Od czasu, gdy ostatni mrówkojad olbrzymi hasał na wybiegu w płockim zoo, minęły 24 lata! Od tego czasu o mrówkojady olbrzymie wzbogaciły się ogrody w Opolu i Warszawie, mrówkojady wróciły także do Poznania (tyle, że do Nowego Zoo). Nie ma ich już natomiast we Wrocławiu i tym bardziej w Łodzi (w Łodzi mrówkojadów nie było już w chwili śmierci Małgosi – i to od kilkunastu lat!).
Jaka jest szansa, że po tak długiej przerwie mrówkojady do Płocka powrócą? I czy w ogóle taka kwestia jest rozpatrywana? We wstępnych planach rozwojowych płockiego zoo, które pojawiły się w zeszłym roku, jest co prawda koncepcja stworzenia wybiegu zwierząt Ameryki Południowej, z mrówkojadami olbrzymimi w roli głównej, jednak szanse na realizację tych planów są póki co niewielkie, choć obecności mrówkojadów w dalszej przyszłości w płockim zoo nikt nie wyklucza.
Jak będzie – przekonamy się za jakiś czas, póki co możemy Wam pokazać niezwykłe zdjęcie, jakie udało nam się zrobić w płockim zoo w lipcu tego roku – każdy może z tego zdjęcia wyciągnąć wnioski jakie tylko chce :).

ŹRÓDŁA DANYCH

Wszystkie materiały i informacje dotyczące historii mrówkojadów w płockim zoo pochodzą z trzech tekstów:
– Artykułu o płockich mrówkojadach, który ukazał się w International Zoo News z roku 1981 (numer 174, wrzesień/październik). Autorami tekstu byli: Jan Śmiełowski, Piotr Stanisławowski i Tadeusz Taworski.
– Tekstu ówczesnego dyrektora płockiego zoo, p. Tadeusza Taworskiego pt. Ekspozycja i hodowla mrówkojada olbrzymiego w Płockim ZOO.
– Raportu taksonomicznego dotyczącego mrówkojadów olbrzymich w płockim zoo
Teksty te uzyskaliśmy dzięki pomocy i życzliwości Ogrodu Zoologicznego w Płocku. Za ich udostępnienie serdecznie dziękujemy Panu Dyrektorowi Aleksandrowi Niwelińskiemu, oraz pracownikom zoo, Kierowniczce Działu Dydaktycznego Pani Dorocie Raniszewskiej, Kierownikowi Działu Hodowlanego Panu Krzysztofowi Kelmanowi oraz Panu Wiktorowi Zduniakowi.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s