ZOO raport Okladka BF 2

Polskie ogrody zoologiczne w ogniu krytyki, czyli echa raportu Born Free Foundation i ENDCAP – „The EU Zoo Inquiry 2011 – Poland”

Od czasu pamiętnego „Raportu niedźwiedzia”, opublikowanego przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego, mgr Agnieszkę Sergiel i dr. Roberta Maślaka, żaden inny dokument nie wywołał w świecie polskich ogrodów zoologicznych tak żywej dyskusji i tylu emocji, jak zaprezentowany 22 listopada w Parlamencie Europejskim w Brukseli raport „The EU Zoo Inquiry 2011 – Poland”, przygotowany przez Born Free Foundation i ENDCAP.
Raport ów dotyczy implementacji unijnej Dyrektywy Zoo przez Polskę i warunków życia zwierząt w polskich ogrodach zoologicznych i jest – co tu dużo mówić – dla polskich ogrodów druzgocący.
O samym raporcie (który możecie przeczytać tutaj – niestety, dostępny jest tylko w jęz. angielskim) pisaliśmy już w ostatnim numerze 7 Dni Zoo, postanowiliśmy jednak bliżej przyjrzeć się temu wywołującemu tak duże emocje i żywą dyskusję dokumentowi, nie roszcząc sobie przy tym praw do jego pełnej oceny.

O co tyle szumu, czyli co to w ogóle za raport?

Zacznijmy od początku – raport „The EU Zoo Inquiry 2011 – Poland” to jedno z 21 dotychczas opublikowanych opracowań dotyczących sytuacji ogrodów zoologicznych w poszczególnych krajach Unii Europejskiej – a więc i w Polsce.
Za raport odpowiadają The Born Free Foundation, organizacja ochrony i ratowania zwierząt, powstała w Wielkiej Brytanii w 1984 roku jako „Zoo Check Campaign”  oraz ENDCAP, czyli koalicja 27 organizacji i specjalistów z 20 państw europejskich, których głównym celem są działania na rzecz polepszenia standardów w ogrodach zoologicznych.
„The EU Zoo Inquiry 2011” to wspólny projekt obu organizacji, oceniający przede wszystkim sytuację prawną w zakresie dostosowania prawa krajowego do unijnej „dyrektywy zoo” oraz poziomu dobrostanu, edukacji i innych aspektów działania ogrodów zoologicznych w poszczególnych krajach Unii.
Celem projektu była przede wszystkim ocena skuteczności wdrażania i egzekwowania tzw. Dyrektywy Zoo czyli Europejskiej Dyrektywy Rady 1999/22/WE (w sprawie trzymania dzikich zwierząt w ogrodach zoologicznych) w krajach Unii Europejskiej oraz innych przepisów europejskich i krajowych (Ustawa o Ochronie Przyrody z 2004 r. ze zmianami, Rozporządzenie w sprawie warunków hodowli i utrzymywania poszczególnych grup gatunków w ogrodach zoologicznych z 2004 r., Rozporządzenia dotyczącego zdrowia i bezpieczeństwa w ogrodach zoologicznych oraz Ustawy o Ochronie Zwierząt z 1997 r.).
Co może budzić pewne kontrowersje?
To, że obie organizacje traktują ogrody zoologiczne na równi z delfinariami czy cyrkami, ale też to, że już w założeniu uznają ogrody zoologiczne za miejsca, które istnieć nie powinny i docelowo dążą do ich likwidacji.
Też uważamy, że w idealnym świecie ogrody zoologiczne nie musiałyby funkcjonować…

Na stronie Born Free Foundation czytamy:

Born Free Foundation uważa, że ​​dzikie zwierzęta nie powinny być trzymane w niewoli. Niemniej jednak, jeśli ogrody zoologiczne już istnieją, koniecznym jest, aby przepisy dotyczące zoo były stosowane i egzekwowane w celu zapewnienia wszelkich koniecznych standardów w zakresie dobrostanu zwierząt.

Z tym stwierdzeniem akurat trudno się nie zgodzić, jednak idea likwidacji ogrodów jako takich wydaje się być zbyt oderwana od rzeczywistości i realnych potrzeb, podobnież, jak wrzucanie do jednego worka cyrków, prywatnych parków rozrywki, zwierzyńców i ogrodów zoologicznych na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem.

Born Free Foundation uważa, że ​​korzyści wynikające z ochrony zagrożonych gatunków w ogrodach zoologicznych nie uzasadniają trzymania dzikich zwierząt w niewoli.

No cóż – absolutnie nie zamierzamy krytykować raportu tylko dlatego, że nie zgadzamy się z jego autorami co do kwestii fundamentalnych, przejdźmy zatem do samego tekstu.

Raport krok po kroku

Z okładki raportu smutnym wzrokiem spogląda na nas Basia – niedźwiedzica z leszczyńskiego zwierzyńca, która dzięki staraniom BearProject wyjechała już do azylu dla niedźwiedzi w Niemczech. Już okładka daje nam do myślenia – niedźwiedź, którego w Polsce już nie ma, placówka, która z ogrodem zoologicznym nie ma nic do czynienia i nikt przy zdrowych zmysłach nie obstawałby przy dalszym funkcjonowaniu leszczyńskiego zwierzyńca.
Jakkolwiek okładka taka narzuca już pewnie odbiór raportu i nie jest to raczej odbiór obiektywny…
Dalej mamy wrocławską słonicę i jednego z warszawskich szympansów – dobór fotografii nieprzypadkowy – stara słonica na tle jeszcze starszej słoniarni i „smutna małpa” – nie czepiamy się jeszcze.
Następnie mamy słowniczek używanych w raporcie terminów oraz ogólne omówienie założeń raportu.
Czytamy w nim, że w Polsce przeanalizowano „osiem ogrodów zoologicznych” –  cztery ogrody należące do EAZA (Chorzów, Warszawa, Płock i Wrocław)  oraz placówki w Lesznie, Człuchowie, Braniewie i Bydgoszczy. Oceniano warunki utrzymywania 935 gatunków i jakość 905 pomieszczeń i wybiegów, przede wszystkim jednak oceniano działalność ogrodów pod kątem wymogów prawnych i zgodności z wszystkimi obowiązującymi takie placówki rozporządzeniami i dyrektywami.
Szkoda, że żaden z 8 polskich ogrodów wytypowanych do badań nie wypełnił kwestionariusza wysłanego przez realizatorów projektu – mogłoby to uwiarygodnić niektóre podawane w raporcie dane.
Poważne wątpliwości budzi dobór placówek – cztery „pełnoprawne” ogrody eazowskie, zoo w Bydgoszczy, a do tego miejski zwierzyniec w Lesznie i prywatne zoo na stacji benzynowej w Człuchowie. Nic dobrego wyjść z tego nie może, autorzy raportu mają jednak rację, że za taki stan rzeczy odpowiada bałagan w polskim ustawodawstwie – wszak wszystkie ww. placówki spełniają „definicyjne” wymogi ogrodu zoologicznego, narzucone przez GDOŚ…
Autorzy raportu zarzucają GDOŚ, że instytucja odpowiedzialna za ogrody zoologiczne w Polsce sama do końca nie ma pojęcia, ile ich jest i nie do końca panuje nad tym, na ile te, które uznawane są przezeń za „licencjonowane zoo” spełniają narzucane im wymagania.
Słowem – jest bałagan. Od samego początku uważamy, że w kwestii ustawowego rozdziału, „co jest zoo, a co nim nie jest”, należy zrobić porządek, żeby w jednym szeregu nie stawiać placówek o zupełnie innej konstrukcji, celu i sposobie funkcjonowania – niestety, tak, jak do jednego worka wrocławskie zoo i Canpol Zoo w Człuchowie wrzuca BFF, tak też robi GDOŚ…

Dalej czytamy, że rola polskich ogrodów w ochronie gatunków zagrożonych jest praktycznie żadna (86% gatunków jest klasyfikowana jako niezagrożone lub o niskim stopniu zagrożenia), zwłaszcza w kwestii zwierząt z Polskiej Czerwonej Listy Gatunków Zagrożonych (tylko 3%). Nieco lepiej wygląda to, gdy pod uwagę weźmiemy 4 ogrody eazowskie, natomiast aż 3 placówki (Braniewo, Leszno i Człuchów) nie biorą udziału w żadnych projektach ochronnych i badawczych.
Wcale nas to nie dziwi – naszym zdaniem każda z tych trzech palcówek nie ma racji bytu i docelowo powinna zostać zamknięta – odwiedziliśmy zarówno Leszno, jak i Człuchów, i nie mamy najmniejszych wątpliwości, iż miejsca te nie mają nic wspólnego z ogrodami takimi jak zoo w Płocku czy we Wrocławiu – tyle, że takich wątpliwości nie powinien też mieć GDOŚ…

Dalej mamy zarzuty o to, iż ogrody tak naprawdę nie pełnią funkcji edukacyjnej, co jednak opiera się głównie na zarzutach dotyczących Leszna, Braniewa i Człuchowa.
Widząc takie rzeczy:

Naczelne lwy w Człuchowie...

możemy tylko potwierdzić – tak, zwierzyńce w Lesznie, Człuchowie i Braniewie nie pełnią – lub pełnią w stopniu minimalnym! – funkcji edukacyjnej…

Dalej mamy mocne stwierdzenie sugerujące, że warunki życia zwierząt w polskich ogrodach nie należą do najlepszych, znowu jednak najmocniej obrywa się przywoływanym już kilka razy trzem placówkom.
Wnioski ogólne brzmią tak:

Udział ogrodów zoologicznych w Polsce w ochronie gatunków zagrożonych, promowaniu ochrony gatunkowej i odpowiednich warunków utrzymywania zwierząt, jest niewielki. Zwierzęta często utrzymywane są w warunkach niezapewniających podstawowych potrzeb biologicznych. 60% ocenianych wybiegów i pomieszczeń nie spełnia warunków obecnego rozporządzenia określającego minimalne standardy. Dzieje się tak pomimo drastycznego zmniejszenia tych standardów w 2004 roku. Niektóre z ogrodów, nawet należących do EAZA, nie spełniają zapisów ani ustawy, ani dyrektywy, a kontrole przeprowadzane przez inspekcje są iluzoryczne, zwierzęta pozostają w złych warunkach, a ogrody nie są zamykane.

Mocne.
Przyjrzyjmy się jednak najważniejszej partii raportu, czyli „rekomendacjom”:

Konieczne są zmiany w Ustawie o Ochronie Przyrody, która powinna uwzględniać definicje i wymagania zawarte w Dyrektywie Zoo (dotyczące m.in. skutecznych inspekcji i systemu licencji ogrodów).

Racja.

Przegląd i poprawienie procedury przyznawania licencji ogrodom zoologicznym, tak, aby były one zgodne z Dyrektywą, a ogrody były regularnie i kompetentnie kontrolowane.

Racja – sami postulujemy w tej sprawie od początku!

Efektywne zmuszenie wszystkich ogrodów do zastosowania standardów przewidzianych przepisami i stosowanie przewidzianych prawem kar, jeśli tak się nie stanie.

Racja.

Uczestniczący w kontrolach specjaliści powinni być szkoleni i mieć umiejętności oceny dobrostanu zwierząt dzikich w niewoli.

Racja.

Wdrożenie działań na rzecz zapobiegania ucieczkom zwierząt z ogrodów zoologicznych, szczególnie gatunków egzotycznych.

Racja.

Przegląd minimalnych standardów utrzymywania zwierząt w zoo zawartych w rozporządzeniu MŚ, tak, aby były one naukowo potwierdzone i aby zwierzęta miały zapewnione spełnienie przestrzennych, fizycznych, fizjologicznych i behawioralnych potrzeb. Korekty powinno dokonać niezależne gremium naukowe.

Racja.

Konieczne jest zapewnienie szkoleń dla wszystkich pracowników zoo, którzy powinni mieć odpowiednią widzę na temat utrzymywania zwierząt dzikich w niewoli.

Racja.

Konieczne jest skuteczne eliminowanie kontaktu zwiedzających ze zwierzętami niebezpiecznymi/chorymi np. na choroby mogące przenosić się na ludzi.

Racja.

Ogrody powinny skupić się przede wszystkim na ochronie gatunków zagrożonych w Polsce i w Europie.

To już nie jest takie proste – a kto ma zająć się ochroną gatunków zagrożonych żyjących na Filipinach – filipińskie ogrody zoologiczne?
Inna rzecz, że spełnianiu tej dyrektywy powinny służyć placówki takie jak Ogród Fauny Polskiej w Bydgoszczy – zamiast dokładać kolejne, coraz to bardziej absurdalne „skrawki świata”, winien skupić się na krajowej – względnie kontynentalnej – faunie, na wzór ogrodów szwedzkich czy norweskich.

Konieczne jest wsparcie dla personelu ogrodów, lekarzy weterynarii, organizacji pozarządowych i innych podmiotów w efektywnym i właściwym interpretowaniu zapisów Ustawy o Ochronie Przyrody, szczególnie w zakresie ich udziału w programach dotyczących edukacji i ochrony gatunkowej.

I wreszcie:

Ogrody powinny być zachęcane do wstąpienia do EAZA. Chodzi nie tylko o prawne zobowiązania, ale także o podwyższenie standardów utrzymywania zwierząt.

Jak najbardziej! Docelowo status ogrodu zoologicznego winny mieć tylko palcówki należące do EAZA i wypełniające zalecenia członkowskie. Konieczny jest wyraźny rozdział na ogrody zoologiczne – posiadające licencje i placówki, które z ideą nowoczesnego ogrodu zoologicznego poza nazwą nic wspólnego nie mają.
Uniknęlibyśmy wówczas absurdalnej sytuacji zestawiania zoo we Wrocławiu ze stacją benzynową w Człuchowie i budowania na tej podstawie fałszywego obrazu całości.
Bo choć z powyższymi „rekomendacjami” w większości naprawdę trudno się nie zgodzić, to gdy wejdziemy w szczegóły raportu okaże się, że – niestety – całe mnóstwo w nim błędów, wypaczeń i przekłamań, które – choć zapewne przyświecające dobrej idei całości – każą jednak z pewną rezerwą spoglądać na wysnuwane z obserwacji „polskich ogrodów zoologicznych” wnioski.
Raport jest bowiem dlań druzgocący, jednak czy za w pełni rzetelne dzieło można uznać dokument, którego wnioski opierają się o wyniki będące wypadkową danych zebranych tak w Lesznie, jak i we Wrocławiu? Jeśli sztywno trzymać się będziemy nieszczęsnej definicji „zoo” to pewnie tak, ale idąc tym tropem moglibyśmy równie dobrze wyrobić sobie opinię na temat polskiej literatury zestawiając poezję Herberta i Lalkę Prusa z publikacjami pewnych „regionalnych bractw literackich” – i to, i to w definicji jest literaturą, jednak z sumowania ocen poszczególnych tekstów nie wyjdzie nam „średnia krajowa”.
Jeśli kogoś ten przykład nie przekonuje, niech zamiast Leszna/Wrocławia czy Herberta/wierszydeł z lokalnych konkursów literackich podstawi sobie cokolwiek innego – Carlsberga i piwo z Tesco dla Tesco albo Old Trafford i stadion klubu Huragan Pakosław – i to boisko, i to boisko…
Oczywiście – skala problemu nie ta sama, ale chodzi o pewien mechanizm. Inna sprawa, że odpowiada za to bałagan w polskim ustawodawstwie, niemniej zły zapach unosi się – patrząc na raport – nad całością polskich ogrodów, a więc tak samo nad wrocławskim zoo, jak i leszczyńskim zwierzyńcem, choć to w tym drugim pachnie znacznie gorzej.
Znacznie.

Przejdźmy do szczegółów

Jeśli zatem nie można nie zgodzić się z częścią wniosków i wieloma rekomendacjami, to już szczegółowa analiza raportu – jak już wspomnieliśmy – wykazuje wiele niedopuszczalnych błędów i przekłamań, tudzież poważnych nieścisłości.
O ogólnych była mowa powyżej, spójrzmy zatem na szczegóły, które mogą budzić wątpliwości odnośnie do rzetelności raportu:

–  raport wyraźnie nastawiony jest na szukanie minusów w omawianych placówkach – nie ma w nim ani słowa o nowych inwestycjach i działaniach mających na celu poprawę warunków życia zwierząt w zoo; skupia się tylko na tym, co złe i niewłaściwe, nie dostrzeżono zaś w nim w ogóle procesu zmian na lepsze.

– informacja, że większość obserwowanych ogrodów to instytucje prywatne („Większość wybranych ogrodów zoologicznych wydaje się być w rękach prywatnych”) – jest nieprawdą.

– dobór fotografii – brak jakichkolwiek zdjęć dobrych wybiegów – opierając się tylko na tych użytych w raporcie, można by sądzić, że każde polskie zoo wygląda jak skrzyżowanie Leszna z Braniewem.

– w związku z tym, iż żaden ogród zoologiczny nie odesłał autorom raportu kwestionariusza, dużą część informacji pojawiających się w raporcie opiera się na danych ze stron internetowych poszczególnych ogrodów, przewodników i książek itp. – z jednej strony ogrody „same są sobie winne”, z drugiej taka metoda badawcza może jednak budzić pewne wątpliwości.

– na względnie niski procent gatunków zagrożonych eksponowanych w badanych ogrodach w miażdżącym stopniu wpływają placówki w Lesznie, Człuchowie i Braniewie oraz Bydgoszczy.

– zarzut, iż polskie ogrody zoologiczne w małym stopniu uczestniczą w różnego rodzaju programach ochrony oparty jest w dużym stopniu na tym, iż w ogóle nie są w nie zaangażowane placówki w Lesznie, Braniewie i Człuchowie…

– bardzo często autorzy raportu używają stwierdzeń typu „podobno”, odnoszących się do działań zoo, co do których nie ma wątpliwości – podawanie ich w wątpliwość jest niestety wyłącznie kwestią niedotarcia przez autorów raportu do odpowiednich źródeł i materiałów (oczywiście, gdyby ogrody odesłały kwestionariusze, takiej sytuacji pewnie by nie było, ale to i tak nie wyjaśnia sprawy do końca).

– zarzuty o niską wartość edukacyjną ogrodów ponownie w przytłaczającym stopniu opiera się na braku tego typu działań w Braniewie, Człuchowie i Lesznie – o zerowej wartości edukacyjnej zwierzyńców w Lesznie i Człuchowie pisaliśmy zresztą wielokrotnie…

– stwierdzenie, że zwierzęta w polskich ogrodach zoologicznych żyją „generalnie” w złych warunkach obrazowane jest kilkoma wybranymi przykładami, mającymi zobrazować całość.

– błędy w nazwach omawianych placówek (szczególnie Canpol Zoo w Człuchowie, określane jako… Odan)

– „Zoo warszawskie twierdzi, że posiada Centrum Rehabilitacji Dzikich Ptaków, które podobno wypuściło na wolność bociana białego (strona Warszawskiego Zoo) i podobno sępa płowego (strona Telegraph).” (str 23).

– obecność wróbli i wiewiórek w warszawskim, chorzowskim, płockim i bydgoskim zoo to „inwazja rodzimych zwierząt” i zagraża zdrowiu ludzi…

– zdjęcie nowej woliery orłów w Warszawie jako przykład złego traktowania zwierząt (ptaki nie mogą w niej latać). Problem w tym, że ptaki latać nie mogą, ponieważ… mają uszkodzone skrzydła lub ich nie mają…

– Thisam w Chorzowie opisany jest jako słoń afrykański.

– krytyka miejsc typu „dziecięce zoo” jako niewłaściwych, gdyż prowokują do bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami…

Komentarz końcowy

Powyższy wypis różnego rodzaju nieścisłości, wypaczeń i błędów metodologicznych nie jest oczywiście pełny, obrazuje nam jednak pewne podejście twórców raportu do tematu – jest przy okazji tak samo selektywny, jak i sam raport.
Jak zatem ocenić „The EU Zoo Inquiry 2011 – Poland”? Nie ma wątpliwości, że w polskich ogrodach zoologicznych cały czas jest bardzo dużo do zrobienia – w jednych mniej, w innych więcej – do wielu kwestii można byłoby się przyczepić (do wielu sami się przyczepiamy), trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że raport we wszystkich swoich szczegółach nie jest jednak ani sprawiedliwy wobec ogrodów zoologicznych, ani też nie daje pełnego ich obrazu.
Największym minusem jest niestety jego jednowymiarowość – prezentuje bowiem tylko to, co w poszczególnych placówkach najgorsze, praktycznie nie wspominając o żadnych pozytywnych działaniach, poprawie sytuacji, modernizacjach itp., których przecież nie brakuje. Wniosek z raportu jest trochę taki, jak gdyby w polskich ogrodach w ostatnich dekadach nic się nie zmieniło.
Największym problemem jest jednak ujęcie tematu przez zestawienie na jednym poziomie ogrodów zoologicznych z placówkami, które ogrodami zoologicznymi są tylko z nazwy. Oczywiście, duża w tym wina polskiego ustawodawstwa i braku jasnych regulacji, niemniej tego typu raport na pewno miałby większy sens – i znacznie więcej mówił o ogrodach zoologicznych – gdyby powstał powiedzmy w dwóch wersjach – jedna dotyczyłaby placówek zrzeszonych w EAZA, druga „innych zwierzyńców”.
Wnioski byłyby wówczas diametralnie inne – a tak do opinii publicznej przedostaje się informacja, iż „w polskich ogrodach jest bardzo, bardzo źle, ponieważ…” – kto zainteresuje się tym na tyle aby dociec, że Leszno i Wrocław to jednak nie to samo..?

Jedno jest pewne – GDOŚ od dawna już należą się solidne cięgi za brak jasnej postawy wobec ogrodów zoologicznych, szereg absurdów prawnych i brak konsekwencji (Leszno miało być zamknięte – z niewyjaśnionych do końca powodów nie zostało itp.), czas też najwyższy, aby dokonać wreszcie jakiejś sensownej strukturyzacji wszystkich placówek zoologicznych i „podziału na worki”, coby w jednym nie mieszały się ze sobą miejsca, które łączy tylko to, że „przez co najmniej 7 dni w roku…”

Czy zatem raport taki jest potrzebny?
I tak, i nie.
Tak, bo płynące z niego wnioski (patrz: rekomendacje) w ogólnych założeniach są w gruncie rzeczy jak najbardziej słuszne, raport obnaża także wiele słabości ogrodów zoologicznych, o których wiadomo nie od dziś, z którymi jednak większość placówek stara się walczyć i stale poprawiać swoją sytuację.
Nie jest więc tak, że „o ogrodach albo dobrze, albo wcale”, bo o Lesznie, Człuchowie czy Braniewie na Mrówkojadzie nie wspomnielibyśmy pewnie nigdy, a i niektórym eazowskim ogrodom trafiałyby się także długie okresy milczenia.
Nie może być jednak tak, że dokument o potencjalnie bardzo dużej sile sprawczej (kto wie, jakie mogą być jego echa), zawiera tak dużo błędów i nieścisłości i opiera się na chyba jednak niezbyt trafionym założeniu metodologicznym już u swoich podstaw.
Wnioski można byłoby jednak przedstawić i tak:
„Ogrody” w Lesznie i Braniewie powinny zostać docelowo zlikwidowane, Canpol w Człuchowie powinien zostać poddany gruntownej ocenie i pozbawiony statusu ogrodu zoologicznego, jest to bowiem tak naprawdę  wyłącznie prywatny zwierzyniec bez praktycznie żadnych wartości edukacyjnych i ochronnych, Ogród Fauny Polskiej w Bydgoszczy zaś winien skupić się przede wszystkim na faunie krajowej, inaczej bowiem w niedalekiej przyszłości stanie się Ogrodem Skrawków Świata w Bydgoszczy.
Gotowej recepty na poprawę sytuacji w ogrodach zoologicznych nie ma i nie zmieni tego żaden raport, ani tym bardziej zamknięcie tychże ogrodów, niemniej warto, aby wszelkim działaniom którejkolwiek ze stron przyświecało wypełnianie tej rekomendacji:

Skoro ogrody zoologiczne muszą istnieć, niech funkcjonują w oparciu o najwyższe standardy i stwarzanie zwierzętom najlepszych możliwych warunków.

Kto nie podpisze się pod tym stwierdzeniem?
Chyba tylko ktoś, kto uważa, że „wcale nie muszą” – niestety,  nie ma chyba wątpliwości, że tak jednak nie jest.
Mówmy zatem NIE miejscom typu Leszno, Braniewo czy Canpol Zoo, działajmy przy okazji na rzecz stałego poprawiania sytuacji w miejscach takich jak Wrocław, Warszawa czy Płock.
Kto wie, może doczekamy kiedyś czasów, że ogrody zoologiczne naprawdę nie będą potrzebne, oby jednak nie było tak, że już tylko w nich zobaczymy dzikie zwierzęta…

Advertisements

3 comments on “Polskie ogrody zoologiczne w ogniu krytyki, czyli echa raportu Born Free Foundation i ENDCAP – „The EU Zoo Inquiry 2011 – Poland”

  1. Moim zdaniem trzeba też zauważyć taki drobny szczegół że nieEAZowskie ogrody też mogą być dobre, nawet jeśli są prywatne. Borysew – prywatny – jak najbardziej a stara się o sensownie zaplanowaną kolekcję (oczywiście dla niektórych biały tygrys to zło wcielone ale jak dla mnie jest to uzasadnione) i trzyma poziom wzorując się na znaczących europejskich placówkach. Podobna sytuacja jest chyba w Kadzidłowie (aczkolwiek nie znalazłem nigdzie jednoznacznej informacji czy jest to instytucja prywatna czy państwowa/samorządowa). No i Świerkocin niby lekko podupadający ale jednak na poziomie. Kolejna sprawa tzw zwierzyńce miejskie – tu też jest sens ich istnienia, ale musi się za to poważnie wziąć miasto, w którym owe placówki się znajdują – jeszcze niedawno do najgorszych „placówek posiadających zwierzęta dzikie i egzotyczne” zaliczano Zamość i Białystok. Konieczna jest ocena co można z danym miejscem zrobić, na co nas stać – czy nawet jeśli nas na coś stać to będzie to racjonalne itd… I tak oto Zamość postanowił się przekształcić w nowoczesne (choć jak mówią niektórzy betonowe – nie wiem nie byłem) zoo. Miasto wywalczyło ogromne fundusze z unii itp, samo też nie żałowało a efekt będzie można od przyszłego roku podziwiać – będzie to prawdopodobnie najlepsze w swojej kategorii zoo. Kolejny jest Białystok – ileż gromów spadło na to pseudo zoo w ostatnich latach… I bardzo dobrze liczne awantury poskutkowały i miasto zauważyło że coś trzeba z problemem zrobić – tu postawiono na faunę krajową – łatwa w utrzymaniu – nie wymaga drogich w budowie a później i w utrzymaniu pawilonów. Działka mała więc miasto też nie chce tam miliarda gatunków stłoczonych obok siebie – wiele oddano, odsprzedano. Dla tych, które zostały będą powstawały nowe wybiegi (czy to stawy dla ptactwa wodnego, woliery ptaków drapieżnych, czy też wybiegi dla żubrów/niedźwiedzi). Tu widać że miejscowości poważnie podeszły do kwestii swoich zwierzyńców (nieraz trwało to długo – za długo – ale ważne że w końcu ten trybik przeskoczył i zmierza ku lepszemu). Podobnie chyba jest w Nowym Tomyślu – przynajmniej po relacjach mrówkojadów widać że zwierzyniec trzyma poziom. Leszno i Braniewo samo się skreśla – o Braniewie internet milczy za to o Lesznie pełno opinii że zoo musi zostać bo gdzie dzieci będą wyprowadzane na spacer itp… Władze nie mają pojęcia co by zrobić żeby rozwiązać problem – bo z jednej strony chcą zamknąć zoo, ale z 2giej chcą je zostawić a z 3ciej to w sumie twierdzą że to nie ich problem itd… Chorzów – hymmm tu wszystko zmierza ku lepszemu z tego co słychać. Canpoll – dziwny twór – fakt – ani dobry ani zły – ma pewnie równie dużo minusów co plusów – myślę ze dodać tam 1 osobę serio znającą się na sprawach zoologicznych i dałoby się z tego zrobić coś porządnego… Najbardziej ucierpiały W-wa, Wrocław i Płock – wiadomo nie idealne ale na bardzo wysokim poziomie… i jedna kwestia – nie dziwię się ze ogrody te nie odpisały owej organizacji – wiadome było że ich odpowiedzi byłyby tak przedstawione że pokazałyby ogrody jako zaślepione swoim blaskiem nie chcące ratować zwierząt – w końcu organizacje tego typu mają zatrudnionych do takich celów (przeinaczania faktów) specjalistów… Raport tragiczny choć zauważył wiele prawdziwych minusów (zbyt mało liczne stada, mało gatunków ginących, przepełnienie gatunkami pospolitymi, kulejąca strona dydaktyczna…) to sam sprowadził swój poziom do poziomu ryby niskogłębinowej… (nie ubliżając rybie)

  2. no to w-wiak ma swój artykuł 🙂 a co raportu to już chyba poprzednicy wyczerpali temat ciekawe czy jest jakaś sensowna podpowiedz co i jak poprawić a nie tylko aby wszystkie placówki pozamykać z tego co wiem to w unii jesteśmy od lat kilku i pewnie jest jakiś czas aby konieczne zmiany wprowadzić

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s