Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Zoo w Lipsku. Część II

Zapraszamy na drugą część relacji naszego terenowego korespondenta Wojtka, który pod koniec lata odwiedził zoo w Lipsku.
Dwa tygodnie temu odwiedziliśmy m.in. Gondwanaland i z pokładu wycieczkowego statku z bardzo bliska mogliśmy przyjrzeć się waranom z Komodo, natomiast dziś zajrzymy do słoniarni, zwiedzimy małpi świat i staniemy oko w oko z okapi!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zapraszamy do lektury!

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Wojtka – Mrówkojad dokonał edycji i redakcji tekstu oraz doboru zdjęć).

Tuż przy wyjściu z Gondwanalandu znajdują się stare wybiegi typowe dla dużych drapieżników.

Obecnie są zmodernizowane i zamieszkują je pieski preriowe oraz ostronosy.

Następnie znajdują się wielkie woliery dla ptaków. W jednej z nich mieszkają m.in. sępy płowe i kondory królewskie. Natomiast druga to „azjatycka woliera wolnych lotów” zamieszkiwana przez czaple siodłate i nadobne, czajki płaskolice, piżmówki malajskie, ibisy kasztanowate, ślepowrony i kiśćce nepalskie. Tuż obok znajdują się także stawy ptactwa wodnego z kaczkami na czele. Oglądając mieszkańców wolier zbliżam się do „świątyni słoni”. Jest to zabytkowy budynek na krańcu zoo.

Otoczony jest przez pięć mniejszych łączonych wybiegów.

Po budowie Gondwanalandu jeden z nich jest niedostępny dla zwiedzających. Obecnie w Lipsku mieszka aż siedem słoni.

Przy basenach zbudowane są pagody- jako punkty widokowe.

Co prawda słonie są na zewnątrz, ale ja wchodzę do środka. Słoniarnia może i nie jest nowoczesna, ale mimo to bardzo ciekawa.

Główną atrakcją jest przeszkolony basen dla słoni, w którym można obserwować pływające olbrzymy.

W budynku znajduje się także kilka ptasich wolier.
Przechodzę wzdłuż stawu pelikanów kędzierzawych:

i docieram do wybiegów anoa i świń wisajskich.

Para i dwójka młodych świń dokazuje na swoim terytorium, najbardziej zadziorny okazuje się dorosły samiec, jednak swojej partnerce okazuje nadzwyczaj dużo miłości.

Po drugiej stronie alejki znajduje się „tygrysia tajga” zamieszkiwana przez tygrysy syberyjskie.

Oba wybiegi są bardzo ładnie urządzone. Znajduje się tam także budynek z tablicami dydaktycznymi. Jeden z tygrysów dumnie paraduje po swym terenie, po czym kładzie się i rozciąga na trawie. Ostatnim punktem strefy Azji są wybiegi niedźwiedzi andyjskich.

Te znane są zwłaszcza dlatego, że mają niezwykłą chorobę o podłożu genetycznym – mianowicie tracą całą sierść. Obecnie w zoo mieszkają trzy niedźwiedzie, ale na wybiegu widać tylko dwa.

Sierść jednego z nich wygląda całkiem normalnie, natomiast drugiego niezupełnie. Co zaś stało się z trzecim? Być może zamknięty jest w pomieszczeniu wewnętrznym. O niedźwiedziach i ich przypadłości informuje tabliczka. Tu niestety muszę zwrócić uwagę na stan wybiegów dla niedźwiedzi. Uważam, że w ogóle nie nadają się dla tych zwierząt. Jest to, bowiem pięć małych ceglanych typowych wybiegów z fosą dla drapieżników. Co prawda znajdują się tam jakieś drewniane konstrukcje, ale zupełnie brak jest naturalnego podłoża. To bardzo osłabia wizerunek zoo w moich oczach i po prostu nie pasuje do reszty, która jak dotąd stoi na bardzo wysokim poziomie. To na razie koniec narzekania, bo ruszam w kierunku wybiegu australijskiego. Zamieszkują go emu, kangury rude, walabie Benetta i bezpłetwce.

Nie ma w tym nic dziwnego poza tym, że wybieg ma charakter przechodni. Oddzielone są tylko emu. Reszta zwierząt porusza się swobodnie po całym wybiegu. W przeciwieństwie do ludzi, bo ci poruszać się mogą tylko po wyznaczonych ścieżkach (wysypanych czerwonym piaskiem niczym w Australii).

Znajduje się tu także zadaszony punkcik obserwacyjny z tablicami dydaktycznymi na temat Australii. Wychodzę z wybiegu australijskiego i dochodzę do Pongolandu, czyli krainy małp człekokształtnych. Wielki przeszklony pawilon zamieszkują szympansy, goryle, bonobo, orangutany i gibony. Wszystkie wybiegi są ogromne, naturalnie zarośnięte i stwarzają optymalne warunki dla zwierząt.

Warszawa może się naprawdę schować, a Gdańsk wziąć tylko przykład! Najpierw ruszam drewnianym mostem wzdłuż wybiegów goryli (po lewej) i szympansów (po prawej). Trafiam akurat na karmienie szympansów! Całe stado urzęduje na wybiegu.

W zoo mieszkają obecnie aż 24 szympansy, jednak podzielone są na dwie grupy.

W budynku znajduje się specjalna księga, w której opisane są wszystkie osobniki.

Następnie wchodzę do wielkiego pawilonu. Wybiegi wewnętrzne mają tu wszystkie z ww. gatunków. Bardzo ciekawe jest to, że wybiegi mają naturalne podłoże i znajduje się tam sporo żywych roślin. W pomieszczeniach wewnętrznych aktualnie urzędują orangutany i bonobo. Cała ósemka szympansów skupia się na żerowaniu. Ich pomieszczenie, jako jedyne dodatkowo zabezpieczone jest od góry siatką.

Zupełnie inaczej ma się sprawa u orangutanów. Cała dziesiątka wyczekuje na wypuszczenie na wybieg. Największą furorę robi dwójka, która przytulona pozuje do zdjęcie tuż przy szybie. Gromadzi to niemałą publiczność.

Serca zwiedzających podbija także początkowo wstydliwy maluch, który potem podchodzi tuż do szyby zazdroszcząc zainteresowania wspomnianej dwójce.

Wspólnie z orangutanami mieszka para gibonów czubatych.

Opuszczam pawilon człekokształtnych, mijam strefę gastronomiczną oraz sklepiki (daję się jedynie skusić na dwie pocztówki) i docieram do „Azjatyckiej leśnej zagrody”, czyli kompletu wybiegów zamieszkanych przez m.in. jelenie Elda, piżmowce, żurawie biłoszyje i mandżurskie.

Jak sama nazwa wskazuje, wybiegi położone są w pięknym lasku. Natomiast naprzeciwko zaczyna się strefa afrykańska z okapi na czele. Zanim jednak dojdę do tych cudownych zwierząt, przechodzę na znajdujący się po drugiej stronie punkt widokowy na wyspę orangutanów i gibonów, bowiem cała grupa właśnie wyszła na wybieg zewnętrzny i zaczyna harce.

Tuż obok znajduje się „Las okapi”. To tajemnicze zwierzę świetnie wygląda w gęstwinie drzew. Można je obserwować ze specjalnego punktu widokowego, bowiem dalsza część płotu jest zasłonięta.

Kawałek dalej znajduje kolejny wybieg okapi, tym razem wspólny z dujkerami czerwonymi.

Tym razem zwierzęta można oglądać wyłącznie przez dwa otwory w drewnianym płocie – to pokazuje, jak skrytym zwierzęciem jest okapi.

Jednak najprzyjemniejszym elementem było podejście okapi tuż do siatki na niemalże kilka centymetrów.

Przy jego wybiegu spędzam sporo czasu, ale muszę ruszać dalej. Mijam wyspę bonobo i docieram do wyspy goryli. Wybieg jest wielki mocno zarośnięty, jednak udaje mi się dojrzeć jednego z goryli żerującego na młodym klonie.

Nie zwlekając ruszam dalej. Dochodzę do ruszam do żyrafiarni. Tuż przy niej znajduje się staw flamingów różowych. Obecnie w zoo jest ich ponad 90. Ich wybieg wygląda jakby tworzył jedność z wybiegiem sawanny.

W żyrafiarni co prawda nie ma głównych mieszkańców, ale można zajrzeć do małych afrykańskich gryzoni, takich jak piaskówki czy kretoszczury. Sama żyrafiarnia jest bardzo ciekawa. Znajduje się w niej jeden duży wybieg ekspozycyjny i trzy mniejsze-hodowlane. Zwierzęta oddzielone od publiczności są tylko grubymi linami.

Opuszczam żyrafiarnię i przez najbliższy czas będę szedł wzdłuż sawanny mijając także inne ciekawe miejsca.

Pierwszym z nich jest duży punkt gastronomiczny. Jest on jednocześnie dobrym punktem widokowym. Po krótkim odpoczynku ruszam dalej. Po drugiej stronie alejki znajduje się „lwia sawanna”. Zamieszkuje ją para lwów angolańskich. Co prawda mieszkańcy smacznie śpią, ale ich wybieg zasługuje na chwilę uwagi. Jest bardzo ładnie urządzony, zarośnięty i od strony publiczności oddzielony wodą.

Lwy można oglądać także w pomieszczeniu wewnętrznym w stylu jaskini. Opuszczam lwy i ruszam do następnych drapieżników Afryki. Do ciągnącej się cały czas sawanny afrykańskiej przylegają wybiegi surykatek i hien cętkowanych.

Wszystko wygląda tak jakby tworzyło spójną całość i hieny były połączone z kopytnymi i ptakami.

Trafiam akurat na karmienie tych pięknych zwierząt. Dorosły i dwójka zdecydowanie młodszych bez większych sprzeczek dzieli się obiadem.

Idę jeszcze kawałek wzdłuż sawanny aż docieram do wybiegu bydła miniaturowego.

Przechodzę koło wysp pawianów i wanderu. Wybiegi są dość stare, a ich standard nieco odbiega od reszty zoo.

Kolejnym bardzo ciekawym miejscem są wybiegi nosorożców czarnych.

Obecnie w Lipsku mieszkają dwie samice i samiec. Do dyspozycji mają wybiegi z dużymi stawami.

Obok wybiegu nosorożców znajduje się ptaszarnia. Znajduje się tu zaledwie kilka wolier wewnętrznych, bo większą część zajmuje hala wolnych lotów. Bardzo ciekawskim okazuje się być koroniec błękitny.

W hali można by siedzieć dużo dłużej, ale niestety czas już nagli. Po wyjściu zaglądam do kotików afrykańskich i pingwinów przylądkowych. Właśnie odbywa się u nich karmienie.

Na ryby czają się również czaple.

Niestety oglądanie kotików przez szybę pod wodą mocno utrudnia zabrudzona szyba i woda.

Mijam wolierę ibisów i klatki papug.

Docieram do wybiegu pand małych (przypomina on trochę ten warszawski). Pandy urzędują wysoko na drzewach.

Po przeciwnej stronie znajdują się klatki lampartów amurskich i panter śnieżnych.

Kawałek dalej mieszka stado pięciu koni Przewalskiego. Tuż obok znajduje się minizoo. Z powodu naglącego czasu nie zaglądam już do niego. Jedną z atrakcji, którą widać z daleka, są przejażdżki na wielbłądach dwugarbnych. Powoli zbliżam się do wyjścia. Zaglądam do wilków grzywiastych:

i idę do ostatniego punktu wycieczki- akwarium i terrarium.
Kolekcja rybio-gadzia wcale nie jest zbyt duża. Zdecydowanie najciekawsza jest ekspozycja rekinów.

Najpierw schodami schodzę na piętro. Pomieszczenie jest okrągłe i wzdłuż całej ściany znajduje się akwarium przeznaczone dla rekinów, a także koralowce i ryby zamieszkujące rafę. Na parterze znajduje się jeszcze kilkanaście zbiorników z rybami.

Natomiast w części gadziej moją uwagę zwracają kameleony, boa szmaragdowe, czy wreszcie aligatory amerykańskie.

Zaglądam jeszcze tylko do pominiętego wcześniej basenu fok. Ekspozycja jest warta zwrócenia uwagi, gdyż w zoo znajdują się również inne płetwonogi- uchatki, więc daje to rzadko spotykaną możliwość porównania obu gatunków.
Tuż przy wyjściu swój wybieg mają  jeszcze czerwonaki chilijskie i karmazynowe.

W ten oto sposób kończy się moja wycieczka po lipskim ogrodzie zoologicznym. Wrażenia mam jak najbardziej pozytywne, (choć z małymi wyjątkami). Zoo ma wspaniałe pawilony, których można naprawdę pozazdrościć. Posiada także wyśmienite ekspozycje wielu gatunków zwierząt, których nie można zobaczyć w Polsce. Z radością mogę jednak stwierdzić, że granica dzieląca czołowe polskie ogrody od zachodnich jest coraz mniejsza…


Ja żałuję tylko, że zabrakło mi czasu na dokładne zwierzenie terrarium-akwarium. Chciałbym też zwrócić uwagę na ogromną ilość zwiedzających, która przewijała się przez alejki zoo tego szczęśliwego dnia. Kilka wybiegów (np. Hedi, surykatek) było naprawdę obleganych. Dobrze, że pawilon Gondwany odwiedziłem na początku, bo potem stałbym w długim ogonku do wejścia. To jednak nie zmienia faktu, że zoo jest prezentuje bardzo wysoki poziom i jest godne polecenia.

6 comments on “Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Zoo w Lipsku. Część II

  1. Kolejna część relacji również bardzo ciekawa – zachęca do dowiedzenia tego miejsca 🙂

    Btw. te kotiki afrykańskie to jak tam były karmione – tylko wrzucano im rybę? Wie ktoś, czy się z nimi tam trenuje?

  2. Moim zdaniem jest to najładniejsze niemieckie zoo! Warte odwiedzenia. 😉
    Kilka moich uwag do relacji:
    Słoniarnia raczej nie jest budynkiem zabytkowym, lecz całość ma imitować zabytkową architekturę hinduskich świątyń, stąd wrażenie, że budynek swoje lata ma.
    Niedźwiedzie andyjskie są oczywiście z Ameryki Południowej, a nie z Azji… 😉 Swojką drogą bardzo interesujący jest fakt ich choroby. Trzeci niedźwiedzi, którego nie ma na zdjęciach z tego co pamiętam chyba całkowicie wyłysiał.
    Kangury prezentowane w zoo to kangury rude, a nie szare. 😉
    I jeszcze temat gibbonów- Czy w zoo na pewno jest para tych zwierząt? Do niedawna w zoo była tylko dość wiekowa samica gibbona, która jest prezentowana na zdjęciach.

    • No cóż – w relacji nie ma mowy, że niedźwiedzie andyjskie są z Azji, tylko że ich wybieg leży w tzw. strefie azjatyckiej. Czy tak jest rzeczywiście, musi odpowiedzieć autor relacji :).

      • Być może zwiódł mnie stylizowany wygląd słoniarni. Budynek raczej nie jest najnowocześniejszy, ale i widocznie nie jest też zabytkiem.

        Oczywiście, że niedźwiedzie andyjskie zamieszkują Amerykę Południową, a nie Azję. Prawdę mówiąc to trochę źle to napisałem, bo strefa Ameryki Pd. jest bardzo nie spójna i nieco rozciągnięta/porozrzucana. Tak na przykład wybieg niedźwiedzi andyjskich znajduje się miedzy kangurami, anoa, a nawet nosorożcami czarnymi.

        Kangury rzecz jasna rude. Myślę jedno, a piszę drugie 😉

        Jeśli chodzi o gibony to teraz sam zwątpiłem. Przeszukałem zdjęcia i faktycznie widzę na nich tylko jednego gibona. Być może zwiodła mnie tablica informacyjna z rysunkiem pary gibonów. Głowy jednak nie dam sobie uciąć. 😉

        Za wszystkie błędy najmocniej przepraszam. Staram się jak mogę, ale zawsze wkradnie mi się jakiś lapsus.

        • Zawsze się coś przydarzy – najgorzej, jak z całej relacji w pamięci czytelników zostają tylko błędy :).
          My też obiecujemy na przyszłość uważniej sprawdzać merytorycznie relacje, ale w przypadku tekstów, których sami nie piszemy, jest to szczególnie trudne.
          Na szczęście mamy uważnych czytelników i zawsze wspólnymi siłami wszelkie nieścisłości się poprawi :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s