Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Zoo w Lipsku. Część I

Zapraszamy na kolejną relację z zagranicznych ogrodów zoologicznych – dziś nasz stały korespondent terenowy, Wojtek, zabierze nas do ogrodu zoologicznego w Lipsku – to piąte już niemiecki miasto goszczące na łamach Mrówkojada (wcześniej „odwiedziliśmy” Drezno, Berlin, Stralsund, Ueckermunde).
Dziś pierwsza część relacji, z której dowiecie się, jak radzi sobie Euforio, z kim mieszkają wargacze i kogo warto zobaczyć z pokładu łodzi, zobaczycie też jedno z ostatnich zdjęć Heidi.
Zapraszamy do lektury!

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Wojtka – Mrówkojad dokonał edycji i redakcji tekstu oraz doboru zdjęć).

Do lipskiego zoo wybrałem się już ponad dwa miesiące temu, ale dopiero teraz udało mi się napisać relację – warto było jednak na nią poczekać, bowiem zoo jest naprawdę fantastyczne!
Dodatkowym magnesem był otwarty w lipcu tego roku pawilon Gondwany, czyli superkontynentu z odległych czasów, którego początki sięgają kambru (550–500 milionów lat temu). Na masę lądową Gondwany składały się dzisiejsze: Ameryka Południowa, Afryka, Indie, Australia, Antarktyda, Nowa Zelandia i południowo-wschodnia część Azji. Gondwanaland w lipskim zoo to niezwykły pawilon dżungli zawierający ogrom gatunków, ale – po kolei!

Wielką kopułę pawilonu widać już z daleka, jednak pierwszym punktem wycieczki jest parking, bo tam trzeba zostawić samochód. Parkingi prezentują się naprawdę efektownie – to dwa bardzo ciekawe piętrowe budynki, jeden starszy, drugi nowszy (jeszcze w fazie wykańczania). Konstrukcje ścian wykonane są z grubego bambusa i skutecznie odwracają uwagę od betonowych stropów. Lipskie parkingi to bardzo dobry przykład, jak mieścić samochody gości ogrodów zoologicznych położonych w centrach miast, poza tym oba wyglądają bardzo estetycznie.

Część parkingu jest przeszklona i widać z niej wejście do zoo. Najpierw przechodzę przez wielką bramę, dopiero kawałek dalej są nowoczesne kasy i bramki wejściowe. Bilety są podobne do praskich – na jednej stronie jest zdjęcie jednego z lipskich zwierząt, natomiast na drugiej jego opis i kod kreskowy do bramek.

Zaraz za wejściem ruszam w prawo (przy krawędzi zoo) do Gondwanalandu, jednak po drodze nie sposób nie minąć pewnych zwierząt. Tuż przy wejściu znajduje się „letnia rezydencja” (tak podaje zoo) dwóch zwierzaków o ciekawych imionach – są to: lama Horst i alpaka Harry.
Po przeciwnej stronie alejki znajdują się „wąwóz wargaczy i rezusów”.

Połączenie gatunków wygląda na udane i mnie osobiście bardzo zaciekawiło. Po drodze mijam jeszcze dwa zabytkowe budynki (przypominają nieco kościoły). Pierwszy z nich to stara małpiarnia, obecnie (po połączeniu wybiegów zewnętrznych i wewnętrznych) zamieszkiwana już tylko przez kilka gatunków (m.in. koczkodany zielonosiwe i pigmejki).

Drugi budynek to „dom odkrywcy”, czyli budynek o celach dydaktycznych. Hol główny przekształcony jest w statek. Dzięki tablicom dydaktycznym, zdjęciom, opowiadaniach do odsłuchania, makietom itp. możemy dowiedzieć się naprawdę wiele o historii lipskiego zoo.
W tym momencie chciałoby się dobrze znać język niemiecki, bo tylko w nim nagrane są opowiadania i napisane tablice – szkoda.

Obok znajdują się też murowane klatki dla królików.

Po budynkach najstarszych nadchodzi czas na coś znacznie nowszego i czegoś co naprawdę zapiera dech w piersiach. Tak – to Gondwanaland i jego potężna konstrukcja.

Dzięki temu, że jest jeszcze w miarę wcześnie, udaje mi się wejść beż wielkiej kolejki, a te potrafią być naprawdę długie!
Jednak do rzeczy – pierwszym etapem jest część wulkaniczna. Najpierw maszeruję wśród skamieniałości po podłodze imitującej lawę – naprawdę mam wrażenie, jakbym stąpał po niezastygłym materiale wulkanicznym. Następnie jest część nocna, czyli długi i szeroki (nie na tyle, aby robiły się zatory) korytarz z akwariami, terrariami itd. zamieszkiwany przez drobne ssaki, ryby, gady i ptaki, a także bezkręgowce. Największą gwiazdą jest Heidi, czyli sławny zezowaty opos. Przy szybie od jej pomieszczenia jest multum ludzi i zrobienie zdjęcia jest niemal niemożliwe.
(Niestety w związku z chorobami spowodowanymi podeszłym wiekiem dnia 28 września br. Heidi musiała zostać uśpiona.)

Po ujrzeniu zezowatych oczu Heidi (po raz pierwszy i ostatni) wkraczam do właściwej części pawilonu. Wrażenie jest fenomenalne, ale jaki w końcu miałoby być? Poza 40 gatunkami zwierząt żyje tu 500 gatunków roślin. Ruszam więc w trasę. Mijam kompleks gastronomiczny, punkt zwiedzania łodzią (ten zaliczę później) i docieram do wyspy saimiri. Na wyspę można wejść i to właśnie czynię. Małpki urządzają prawdziwe harce. Przeskakują tuż nad ludźmi nawet ich nie dotykając – widać, że raczej nie zwracają na nich uwagi.

Dalej znajduje się wspólna wyspa tamanduy i leniwca, niestety, udaje mi się wypatrzeć tylko tego drugiego, który akurat konsumuje posiłek.

Następnie dochodzę do basenu ariranii, czyli wydr olbrzymich. Zwierzęta cały czas śmigają pod wodą.

Kolejnym punktem są arapaimy i legwany.

Ryby możemy oglądać także z niższego poziomu.
Ostatnim przystankiem strefy Ameryki jest woliera ocelotów, natomiast strefę Afryki rozpoczyna woliera serwali. Kolejnym przystankiem są afrykańskie chaty, które poza punktami widokowymi na wspomniane serwale, a także hipopotamy karłowate, zawierają również tablice dydaktyczne.

Wśród hipopotamów dostrzec można niedawnego ulubieńca wrocławian – Euforia. Mieszka on wspólnie ze stadem koczkodanów Diana na całkiem przyzwoitym wybiegu z przeszklonym basenem.

Niestety niektóre elementy wystroju (tj. sztuczne skały) zasłaniają widok na Euforia, pałaszującego właśnie śniadanie.

Obok znajduje się wejście na punkt widokowy- olbrzymie drzewo w centrum pawilonu.

Po przejściu przez wiszący most docieram na owe drzewo.

Rozciąga się z niego widok na całą „dżunglę”.

Po obejściu całego punktu wracam równoległym mostem z powrotem przed wybieg hipopotama i koczkodanów. Teraz przechodząc pod sporym wodospadem wkraczam w strefę Azji.

Tuż przy wodospadzie zamieszkują taraje – piękne koty.


Chwilę później staram się wypatrzeć tapira malajskiego, ale dopiero po spojrzeniu z innego miejsca okazuje się, że stałem nad nim.

Zwierzę smacznie śpi w osłoniętym miejscu wybiegu – największego w całym pawilonie.

Kolejne na trasie są dzioborożce i wydry.

Wydry wciąż biegają po wybiegu lub pływają w basenie, zatrzymują się chyba tylko po to, aby trochę odetchnąć.

Tuż za wydrami znajduje się ogród kwiatów. To prawdziwe królestwo pięknych zapachów. Niektóre z nich można poczuć przykładając nos do specjalnych rurek.
Następnie znajduje się duży basen, którego głównymi mieszkańcami są krokodyle (gawiale) sundajskie.

Jako współlokatorów mają różne gatunki ryb i żółwi.

Ostatnim punktem pawilonu są jeszcze warany z Komodo – naprawdę robią wrażenie!

Tym sposobem zbliżam się już ku końcowi pawilonu. Mimo sporej kolejki nie zniechęcam się do zwiedzania łodzią – i jak się potem okazało – słusznie. Stojąc w ogonku można obserwować terraria mrówek i skomplikowany system korytarzy, o nudzie więc nie ma mowy. Wreszcie nadchodzi moja kolej. W pierwszym etapie płyniemy długim ciemnym korytarzem, gdzie za pomocą rzutników wyświetlana jest historia Gondwany. Nie braknie tu scenek z życia różnych gatunków i efektów specjalnych. Można się poczuć naprawdę jak kilkaset milionów lat temu. Wypływając widzę warany z zupełnie innej perspektywy. Ciekawie widać również inne zwierzęta, ale największe wrażenie robi ogrom i piękno roślinności. Po kilkunastominutowym rejsie docieram z powrotem do przystani.

Na dwukrotne przejście i rejs łodzią zeszły aż dwie godziny. To znak, że czas zwiedzać dalszą część zoo. Przede mną jeszcze strefa Azji, Świat człekokształtnych, Afryka i Ameryka Południowa.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy

One comment on “Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Zoo w Lipsku. Część I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s