Kinoteka Mrówkojada – „Heca w zoo”. Recenzja

Czekaliśmy na ten film kilka miesięcy, i chociaż od samego początku wiedzieliśmy, czego się spodziewać, liczyliśmy na więcej. „Heca w zoo” okazała się być filmem tak słabym, jak herbata, z której za wcześnie wyjęto fusy. Żeby jednak nie uprzedzać faktów – napiszmy najpierw, co zacz.

Heca w zoo

Heca w zoo

Griffin (Kevin James) jest opiekunem zwierząt w bostońskim Franklin Park Zoo. Jego praca, która sprawia mu wielką radość, okazuje się być jego przekleństwem – to właśnie przez nią zrywa z nim jego dziewczyna, Stephanie (Leslie Bibb), która uważa, że praca opiekuna zwierząt w zoo jest upokarzająca i że trzeba się jej wstydzić. Stephanie jest jednak, jak łatwo się domyślić, osobą, dla której liczy się posada, kasa, samochód, idealne mieszkanie. Griffin zostaje sam i poświęca się zwierzakom. Kiedy po kilku latach pojawia się okazja odnowienia związku, podopieczni Griffina, skrzętnie ukrywające swoje zdolności komunikowania się z ludźmi zwierzęta, postanawiają mu pomóc. Sam bohater z kolei jest tak zapatrzony w Stephanie, że – OCZYWIŚCIE – bo jakżeby inaczej? – nie widzi, jak rozwija się jego relacja ze śliczną panią weterynarz Kate (Rosario Dawson).

Obejrzeliśmy ten film tak naprawdę tylko dla zwierzaków. Świetnie zanimowane są wilki, lwy, kapucynka, żyrafy, słoń, niedźwiedzie i absolutnie rewelacyjny goryl, któremu głosu użycza Nick Nolte. Jednak poza zwierzakami, niestety, w tym filmie nie ma nic, co zasługiwałoby na uwagę. Widzieliśmy takich filmów już dziesiątki (jeśli nie setki) i wszystkie toczą się według tego samego schematu.

1. Jest dobrze
2. Jest źle
3. Jest dobrze
4. Jest źle
5. Ostatecznie wszystko kończy się dobrze

Tak samo jest w „Hecy w zoo”. Pomijając jednak schematyczność głupiej komedii romantycznej, film ma trzy zasadnicze wady. Pierwsza to absolutnie żenujący poziom humoru (w filmie jest jedna warta uwagi scena humorystyczna, w której Griffin zabiera goryla na przejażdżkę po mieście). Druga to bohaterowie, a szczególnie główny bohater, który jest skrajnym idiotą – tak wielkim, że chyba żaden widz nie da rady się z nim utożsamić. Oglądając jego poczynania zastanawiamy się, jak  można było stworzyć tak bezdennie głupią postać, uczynić ją głównym bohaterem filmu i jeszcze namawiać widzów, żeby jej kibicowali…? Nie znajdujemy odpowiedzi na to pytanie. Trzecią wadą jest to, że film jest – najzwyczajniej w świecie – nudny…

Twórcy chyba nie do końca wiedzieli, dla kogo chcą nakręcić film. W Polsce „Heca w zoo” weszła do kin z dubbingiem, co było o tyle dziwnym rozwiązaniem, że to film ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Jeżeli chcecie popatrzeć na gadające zwierzaki, lepiej już obejrzyjcie kolejny raz „Króla lwa” ewentualnie „Opowieści z Narnii”. Albo idźcie do zoo. Może nie usłyszycie tam zwierzęcego gadania w ludzkim języku, ale z pewnością spędzicie czas dużo lepiej, niż półtorej godziny męcząc się przed komputerem (lub w kinie).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s