Nowe Zoo w Poznaniu, czyli jesień mrówkojadów. Relacji część I

Dwa miesiące czekaliśmy na kolejną wizytę w poznańskim Nowym Zoo – ostatnio odwiedziliśmy je na początku sierpnia, a to jak na nas wyjątkowo długa przerwa!
Przyszedł jednak długi październikowy weekend (Dzień Nauczyciela to jednak świetna sprawa!) i ponownie wybraliśmy się do Poznania, by odwiedzić najbardziej mrówkojadzie zoo w Polsce.
Wyprawa ta miała być pod wieloma względami szczególna – mieliśmy odwiedzić chatkę mrówkojadów, wypróbować nowy aparat (wreszcie!), poza tym w zoo od naszej ostatniej wizyty trochę się jednak zmieniło.
Jeśli jesteście ciekawi, jakie nowe fantastyczne zwierzaki przyjechały do zoo, jak Felice witała się z Tadziem, jak miewają się Cypisek, Arturo i kto zostanie nowym sąsiadem perewiazki – zapraszamy do lektury naszej relacji!

Tadzik wita się z świnkami wisajskimi

(Z racji obszerności materiału oraz ilości i rozmiarów zdjęć podzieliliśmy naszą relację na dwie części – coby nie było problemów z otwieraniem się strony. Po dłuższej przerwie powróciliśmy także do tradycyjnej formy naszych relacji, a to ze względu na szczególny charakter naszej wyprawy. Ponownie zatem zabieramy Was na spacer po poznańskim zoo, opisany „krok po kroku”).

TRUDNA DROGA DO ZOO…

Do Poznania przyjeżdżamy z samego rana pociągiem – jest dość chłodny, ale słoneczny i przyjemny piątkowy, październikowy poranek.
Z dworca PKP udajemy się na przystanek tramwajowy Dworzec Zachodni, skąd wyjątkowo nie tramwajem nr 8, a tramwajem nr 6 w nieco ponad 20 minut docieramy na przystanek Krańcowa. Zmiana tramwaju jest efektem gigantycznych prac drogowych, które sparaliżowały praktycznie całe miasto i wymusiły liczne zmiany w kursowaniu miejskiej komunikacji. Ważne jednak, że tramwaj w ogóle w kierunku zoo jedzie…
Z przystanku Krańcowa do bramy Nowego Zoo mamy jeszcze równo półtora kilometra, czyli całkiem solidny spacer, ale innego wyjścia nie ma – Maltanka już nie kursuje, podobnie jak autobus linii „Z”, a autobus nr 57 kursujący z Krańcowej do zoo między 7.46 a 14.06 nie ma… ani jednego kursu!
Poza tym w związku z budową trasy dojazdowej do Term Maltańskich, których otwarcie nastąpiło tuż po naszej wizycie w zoo, w niedzielę, 16 października, cała ul. Krańcowa, aż do bramy wejściowej do Nowego Zoo jest jednym wielkim placem budowy.
Ulicą budowy :). Nawet rowerem ciężko byłoby ją przejechać – zresztą, co tu dużo mówić – nawet my, idąc pieszo, mieliśmy miejscami ogromne kłopoty z przedarciem się przez błoto i cały czas pracujący sprzęt drogowy…

Początek ul. Krańcowej

W połowie drogi do zoo...

Praca wre!

Ostatnim odcinkiem, prowadzącym do bramy wejściowej do zoo, już nie przejdziemy - trzeba iść ścieżką prowadzącą do końcowego przystanku Maltanki

Jakimś cudem docieramy do zoo w czystym obuwiu i bez kontaktu z jedną z wielu pracujących po drodze koparek. Można sobie tylko wyobrazić, jak taki stan rzeczy na jedynej de facto drodze dojazdowej do zoo wpływa na frekwencję w ogrodzie i jak bardzo przydałoby się teraz drugie wejście do zoo, które od lat „powstaje” na tyłach ogrodu.
Jak się później okaże, nasze przypuszczenia wcale nie są takie bezzasadne, ponieważ przez cztery godziny pobytu w zoo spotkamy ledwie kilkadziesiąt osób.
Niewiele, jak na słoneczny piątek…

MONECIAKI W TRAKCIE AWARII…

Jak pewnie pamiętacie, od połowy wakacji w zoo nie dostaje się już biletów, tylko paragony, na których potem pani, która sprawdza bilety, przystawia pieczątkę z małym słoniem. No cóż, oszczędności chyba…
W pakiecie dostajemy za to dwuletnią mapkę zoo i ruszamy na zwiedzanie!
Po przejściu przez bramę wejściową naszą uwagę od razu przykuwa znany nam już automat do moneciaków (pisaliśmy o nim w poprzedniej relacji) – co ciekawe, nie działa, o czym informuje nas niezwykle zgrabna kartka z napisem „awaria”…

Awaria!!! Awaria?

Jakoś nam moneciaków nie szkoda…

Na początku ruszamy do ogródka dziecięcego, w którym spotykamy nowego mieszkańca zoo – fantastycznego królika, który choć wygląda bardzo łagodnie, okazuje się być jeszcze większym łobuziakiem, niż nasz Bąbel :).

Nowy królik w ogródku dziecięcym

Króliczka (bo to samiczka) jest dosyć nerwowa i póki co nie pojawia się jeszcze na wybiegu zewnętrznym – w przeciwieństwie do tego czarno-białego królika, którego poznaliśmy już latem.

NOWA DZIEWCZYNA ARTURO

Mijamy Pawilon Zwierząt Nocnych (z pewnych ważnych powodów wrócimy do niego na końcu!), basen fok i nieczynny już Fort III (można go było zwiedzać tylko do końca września!) i zaglądamy na wybiegi przylegające do pawilonu nocnego. Nie śpią jeszcze pieski preriowe, aktywne są także surykatki, natomiast u lemurów czerwonobrzuchych przyszło na świat młode!

Nieświszczuk ani myśli zasypiać!

Następnym przystankiem jest wielka woliera, w której od jakiegoś już czasu mieszka Arturo – samiec orłosępa brodatego, a od 17 września także młoda, niespełna trzyletnia samica o imieniu Carmela.
O poznańskich orłosępach pisaliśmy szczegółowo w naszym czwartkowym artykule.
Tak jak pisaliśmy, Carmela, choć dobrze się w Poznaniu zaaklimatyzowała, trzyma się z daleka od Arturo, który ze względu na jej młody wiek niemal zupełnie ją ignoruje. Carmela przez większość czasu przesiaduje na skałach na tyłach woliery, warto jej jednak wypatrywać, gdyż jak każdy młody orłosęp, różni się wyglądem od dorosłego osobnika – jest ciemno ubarwiona, przez co wygląda jeszcze bardziej demonicznie!

Carmela - nowa samica orłosępa brodatego

Arturo natomiast czuje się w swojej nowej wolierze bardzo dobrze i często siada na jednej z przednich gałęzi, dzięki czemu doskonale można go obserwować.

FLAMINGI KOPCE BUDUJĄ…

Żegnamy się z orłosępami i idziemy do flamingów, które po roku przerwy ponownie zaczęły budować kopce – jest więc szansa, że w Poznaniu ponownie doczekamy się młodego flaminga – ostatni wykluł się w 2009 roku.

Czerwonaki chilijskie

Warto pamiętać, że flamingi, czyli czerwonaki chilijskie, to najstarsi mieszkańcy Nowego Zoo – żyją w nim od początku lat 70.

Naprzeciwko flamingów, w oddali, wypatrujemy stado zebr, wcinających akurat śniadanie na tyłach swojego wybiegu:

A zebry wciąż czekają na adopcję!

Z kolei na sąsiednim wybiegu w najlepsze spacerują sobie żyrafy – to chyba już ostatnie chwile, gdy można je podziwiać na wybiegu…

Gdy zrobi się chłodniej - czyli już niebawem - żyrafy przeniosą się na stałe do widocznej na zdjęciu żyrafiarni, która niestety jest niedostępna dla zwiedzających...

CYPISEK I INNI, CZYLI AMERYKA POŁUDNIOWA W PEŁNYM BLASKU!

Wreszcie docieramy do naszego ulubionego miejsca w całym zoo – wybiegu Ameryki Południowej, który po słabszym okresie (wyjeździe nandu, przeprowadzce wikunii, odgrodzeniu mrówkojadów) wrócił do  świetności, choć wikunii i mrówkojadów nadal na nim nie ma.
Są za to dwie kapibary, para nandu, trzy tapiry i „gościnnie” rozmaite ptactwo wodne, dzięki czemu wybieg znowu tętni życiem.

Tapiry i... sroki!

Największe wrażenie robią oczywiście tapiry – Madzia i Gwizdek oraz ich ponad roczny już (urodził się 12 lipca 2010 roku) synek, Cypisek, który mocno już podrósł i nie tylko stracił swoje urocze paski, ale jest też już niemal tej samej wielkości, co rodzice!
Chwilami naprawdę trudno rozróżnić całą trójkę…

Madzia, Gwizdek, Cypisek? Sroki!

Niezależnie od wszystkiego cała trójka wypoczywała sobie w najlepsze na wybiegu, grzejąc się w słońcu, w towarzystwie wszechobecnych srok – widok cudny!

Zupełnie rozbraja nas natomiast Cypisek (głowy nie damy, że to on, ale na pewno nie była to Madzia, a na Gwizdka był chyba jednak za mały:)), który turla się na trawie po czym siada sobie i grzeje się w słonku – uroczy widok!

Najlepsze następuje jednak później – przeciągły gwizd Madzi podrywa całą trójkę z ziemi i wtedy zza zakrętu wyłania się… traktor z pracownikami zoo, którzy rozwożą zwierzakom jedzenie! Przeczucie? Zegar biologiczny? Nieważne – już po chwili cała trójka pędzi do ustawionego przy ogrodzeniu paśnika i jak jeden tapir wcinają równo świeżą zieleninę…

Tapiry przy śniadaniu

„Współlokatorami” tapirów jest para kapibar – samczyk Normi i jego młoda partnerka, roczna samica, która przyjechała do Poznania latem tego roku z Holandii.

Kapibary

Z kolei od 5 sierpnia na towarzyszami tapirów i kapibar jest też para nandu, która przyjechała z prywatnej hodowli na Mazurach.

Nandu dwa

Para nandu to dwuletnia samica Kida i dwuletni samiec Milo – imiona te zaczerpnięte są z filmu Atlantyda, a wybrano je w ogłoszonym przez zoo konkursie.

 Nandu oswoiły się już z nowym wybiegiem i nie boją się ani kapibar, ani tapirów, ani sąsiadujących z nimi mrówkojadów – ani też kolejki, której tak bardzo bał się mieszkający przed nimi na tym wybiegu samiec nandu.

FELICE JESZCZE W POZNANIU!

Podczas naszej sierpniowej wizyty na wybiegu zewnętrznym dosłownie szalała Guapa, której wszędzie było pełno i podchodziła do samego ogrodzenia – tym razem jednak i ona, i Eskado, z którym wspólnie przebywała na dużym wybiegu zewnętrznym, trzymali się raczej bliżej swojej chatki i tylko raz udało nam się przyłapać Eskado, jak podszedł nieco bliżej:

Esakdo na wybiegu

Czekaliśmy, czekaliśmy i nic – Guapa przywitać się nie chciała, a i Eskado więcej nie podszedł. Na szczęście tym razem mieliśmy okazję zajrzeć na tyły wybiegu mrówkojadów, na tzw. przedwybieg, na którym akurat przebywała Felice, a z którego mogliśmy też z bliska zobaczyć i Eskado, i Guapę.
Po drodze do chatki mrówkojadów przywitaliśmy się jeszcze z Colombo – samcem czepiaka czarnorękiego, który najpierw spacerował sobie po wybiegu, a potem bujał się na linach:
Colombo - czepiak czarnoręki

To, co czepiaki lubią najbardziej!

Wreszcie docieramy do chatki mrówkojadów i zaglądamy na przedwybieg, na którym… nie ma Felice, bo jakoś nie ma ochoty wyjść na zewnątrz.
Na zachętę dostaje więc mrówkojadzi przysmak – awokado:

Awokado dla mrówkojada

Po chwili zza chatki wyłania się nos, a potem cała Felice, która przy okazji demonstruje nam, jak długaśnym językiem dysponuje:

Felice jednak zdaje się nie zauważać leżącego tuż obok niej awokado i zamiast zająć się swoim przysmakiem, woli jęzorem eksplorować szpary w chatce – wszak na pewno kryją się tam jakieś smakowitości…

Język mrówkojada w akcji

Pyszczek mrówkojada tuż po mrówkoszukaniu...

Felice wita się także z Tadziem, który bardzo długo czekał na tak niezwykłe spotkanie:

Mrówkojadzie spotkanie na szczycie!

Awokado natomiast już do końca naszej wizyty zostanie niezauważone – no cóż, nawet my nie zawsze mamy ochotę na coś dobrego :).

Warto przypomnieć, że nieco ponad dwa tygodnie wcześniej – 28 września – Felice obchodziła swoje drugie urodziny!
Obecnie jest już nawet większa od swej matki, Guapy, co jest ciekawe o tyle, że przez długi czas obawiano się, że jest jak na swój wiek bardzo mała i chuda. Jak widać z czasem nadrobiła zaległości i we wzroście, i w wadze!

Prawie jak mama!

Kto chce zobaczyć Felice, powinien się pospieszyć, jeszcze tej jesieni bowiem wyjedzie do jednego z niemieckich ogrodów zoologicznych! My odwiedzimy Nowe Zoo już za miesiąc i mamy nadzieję, że jeszcze ją w Poznaniu zastaniemy…

Felice

Żegnamy się z Felice, machamy też spacerującym w oddali Eskado i Guapie i ruszamy w stronę słoniarni – o tym jednak, co widzieliśmy i kogo spotkaliśmy opowiemy Wam jutro!
A na koniec bonus – Felice raz jeszcze!

Reklamy

2 comments on “Nowe Zoo w Poznaniu, czyli jesień mrówkojadów. Relacji część I

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s