Mrówkojad wąskotorowy, czyli kolejką do Manowa…

Lato jeszcze trwa, czas więc na kolejną wyprawę – ostatnio trochę wędrowaliśmy po okolicach Koszalina, wczoraj zabraliśmy Was do dwóch rezerwatów na Wyspie Sobieszewskiej, dziś zaś opowiemy Wam o naszej wycieczce do podkoszalińskiego Manowa, które odwiedziliśmy 14 lipca.
Wycieczce niezwykłej, bo tym razem wybraliśmy się nie rowerami czy pociągiem, a… kolejką wąskotorową!

Mrówkojad wąskotorowy - Tadzik na trasie kolejki wąskotorowej Koszalin-Manowo

Do kolejki wąskotorowej mamy szczególny sentyment – tak się bowiem składa, że połowa Redakcji Mrówkojada wychowała się (i spędziła pierwsze sześć lat życia) dosłownie kilkadziesiątj metrów od kolejki wąskotorowej – było to w dawnych latach 80. w Opalenicy. Niestety, z opalenickiej kolejki, pierwszej w Wielkopolsce, dzisiaj nie zostało już zbyt wiele:

Tu była zajezdnia...

Tyle zostało z torów...

Dlatego tym bardziej ucieszyliśmy się, że reaktywowana po latach przerwy została koszalińska kolej wąskotorowa, która została zamknięta w październiku 2001 roku. Na szczęście dzięki Towarzystwu Miłośników Koszalińskiej Wąskotorówki, które powstało w 2005 roku, powstał projekt przywrócenia kolejki wąskotorowej, której początki sięgają sięgają 1898 roku. W 2009 roku rozpoczął się remont pomieszczeń znajdujących się w budynku lokomotywowni, natomiast trzy lata później w trasę wyruszył pierwszy od 2001 roku skład.
W tym roku kolejka kursowała przez całe wakacje, w każdą niedzielę – szczegółowy rozkład znajdziecie tutaj.

KOSZALIŃSKA KOLEJ WĄSKOTOROWA

Niedziela, 14 lipca – gorący i słoneczny poranek, w sam raz na wyprawę. Na przejażdżkę wąskotorówką czekaliśmy od dłuższego czasu, tak się jednak składało, że każdą niedzielę wakacji mieliśmy zajętą – kolejka kursuje bowiem tylko w niedzielę, raz dziennie. W końcu się udało…

Stacja początkowa koszalińskiej kolejki wąskotorowej znajduje się kilkaset metrów na południe od dworca PKP, przy ul. Kolejowej (niestety, google maps podaje zupełnie inną lokalizację…).

Budynek koszalińskiej kolejki wąskotorowej przy ul. Kolejowej

Obecnie kolejka wąskotorowa jeździ na odcinku Koszalin-Kretomino-Bonin-Manowo. Trasę 12 kilometrów kolejka pokonuje w 50 minut – prędkość jest więc wybitnie turystyczna :). Docelowo trasa ma zostać przedłużona do Rosnowa – to dodatkowe kilkanaście kilometrów – na razie jednak trwają prace remontowe na tym odcinku. Warto bowiem wiedzieć, że wąskotorówka działa tylko dzięki działaniom towarzystwa i ogromnemu wysiłkowi miłośników kolejki. Dlatego też wybaczamy wszystkie drobne ułomności w jej funkcjonowaniu i gorąco kibicujemy, aby kolejka nie tylko dalej funkcjonowała, ale miała się coraz lepiej.
Wróćmy jednak na peron początkowy w Koszalinie…

Tory kolejki wąskotorowej przy stacji początkowej w Koszalinie

Kolejka do Manowa odjeżdża o godzinie 11.00. Na stację przybywamy pół godziny przed czasem, żeby zapoznać się z najbliższym otoczeniem kolejki. Ku naszemu zaskoczeniu, na peronie czeka już całkiem spora grupa turystów – widać, że kolejka cieszy się pewną popularnością i sympatią mieszkańców.
Kilka minut przed jedenastą na „stację” wjeżdża skład…

Kolejka wąskotorowa wjeżdża na stację w Koszalinie

Mamy więc trochę czasu, żeby przyjrzeć się uważniej kolejce, którą będziemy jechać. Pociągi obsługiwane są przez wąskotorowy motowóz MBxd2-307, naszą kolejkę pociągnie jednak lokomotywa spalinowa Lxd2, motowóz miał bowiem jakąś awarię.

Lokomotywa spalinowa Lxd2

Lokomotywa i trzy wagony - w tym motowóz MBxd2

Zaglądamy też do kabiny motowozu, który ze względu na awarię pełnił funkcję wagonu:

Kabina motorniczego

sprawdzamy, jak wygląda podwozie…

Solidne!

sprawdzamy też warunki jazdy dla pasażerów – te są naprawdę niezłe. Jest czysto i wygodnie – na ile to możliwe na takich siedzeniach :).

Eleganckie siedzenia w kolejce

Można jechać!

BILETY

Bilety kupuje się już w kolejce, u „konduktora” – bilet normalny w obie strony kosztuje 15 zł (w jedną 10 zł), ulgowy 10 zł (w jedną stronę – 8 zł). Mamy też opcję biletu rodzinnego – obowiązuje tylko w obie strony – 30 zł za trzy osoby i 40 zł za cztery.
Niedużo, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystkie pieniądze z biletów idą na utrzymanie kolejki i prace nad jej modernizacją, a cała „obsługa” pociągu to fascynaci kolejki, którzy poza satysfakcją nie czerpią z niej żadnych zysków.
Szacunek i uznanie z naszej strony!
Dość jednak gadania – czas jechać!

KOLEJKĄ DO MANOWA

Równo o godzinie 11.00 kolejka rusza i w swoim tempie mknie przez miasto. Co jakiś czas przejeżdżamy przez ulicę, co wiąże się z dość szczególną sprawą – „konduktor” musi bowiem wysiąść z kolejki i… zatrzymać ruch uliczny! Kierowcy wydają się być wówczas lekko zaskoczeni, ich zdumienie jednak ustępuje pod wpływem machających dzieci, które jadą razem z nami (czy Wy też w dzieciństwie machaliście do ludzi jadących np. autobusem czy pociągiem? Albo do pieszych gdy sami jechaliście pociągiem?). Samochody się zatrzymują, kolejka przejeżdża ulicę, „konduktor” wsiada do ostatniego wagonu i jedziemy dalej! Zdarzają się też sytuacje wyjątkowe – w pewnym momencie kolejka zatrzymuje się w miejscu, które nijak nie wygląda jak stacja pośrednia. Okazuje się, że zatrzymał ją… śpiący na torach mężczyzna, który trochę zbyt mocno balował minionego wieczoru…
Mijamy osiedla, chwilami niemal wjeżdżając do prywatnych ogródków, a następnie przejeżdżamy między starą i nową częścią Cmentarza Komunalnego – chyba nigdzie indziej w Polsce nie można przejechać kolejką przez cmentarz!
Wreszcie wyjeżdżamy z miasta i jedziemy malowniczą trasą wzdłuż dość stromego w tym miejscu zbocza doliny rzeczki Dzierżęcinki pomiędzy nadrzecznymi podmokłymi łąkami a terenem wojskowego poligonu. Mijamy stacje pośrednie – Kretomino i Bonin, objeżdżamy łukiem Jezioro Lubiatowskie i po dokładnie 50 minutach jazdy (cóż za punktualność!) dojeżdżamy do Manowa…

Stacja Manowo

To obecnie końcowa stacja kolejki, ale w planach jest odbudowa linii do Rosnowa. Póki co jednak dalej nie pojedziemy, dlatego wraz ze współpasażerami wysiadamy z kolejki i zaczynamy zwiedzanie najbliższej okolicy – do powrotu mamy równo cztery godziny, jest więc sporo czasu, żeby zapoznać się z lokalnymi atrakcjami…

Dworzec kolejki wąskotorowej w Manowie

No to wysiadamy...

MANOWO

Czapla - herb Manowa

Manowo to spora (prawie 800 mieszkańców) wieś gminna, leżąca przy drodze krajowej nr 11.
Zwiedzanie zaczynamy od okolic stacji – mijamy zabytkowy budynek dworca z początku XX wieku:

Budynek dworca wąskotorówki w Manowie

przechodzimy przez szosę i dochodzimy do siedziby Nadleśnictwa Manowo, znajdującej się w zabytkowym budynku z początku XX wieku.

Budynek Nadleśnictwa Manowo

Nadleśnictwo Manowo obejmuje obszar o powierzchni 18 tysięcy hektarów

Mapa Nadleśnictwa Manowo

Przy budynku dyrekcji znajduje się ciekawa rzeźba – drewniany leśnik:

Rzeźba leśnika

Najważniejszą atrakcją jest jednak Ścieżka Edukacji Przyrodniczej „Czapla Góra”.

Ścieżka Edukacji Przyrodniczej „Czapla Góra”

Ścieżka Edukacji Przyrodniczej "Czapla Góra"

„Czapla Góra” to rezerwat przyrody na całkiem sporym wzniesieniu, górującym nad okolicą. W 2000 roku utworzono tu ścieżkę edukacyjno-przyrodniczą, którą opiekują się uczniowie miejscowego gimnazjum i szkoły podstawowej.
Ścieżka ma długość około 500 metrów – nie liczmy więc na godzinny spacer…

Mapa ścieżki edukacyjnej na "Czaplej Górze" w Manowie

Głównym zadaniem ścieżki jest przybliżenie gospodarki leśnej, zapoznanie odwiedzających z miejscowa przyrodą i przedstawienie wizji jej ochrony. Sama ścieżka jest dosyć skromna, doceniamy jednak pracę włożoną w jej utworzenie i samą ideę jej powstania – takie inicjatywy, zwłaszcza w tak małych miejscowościach – zawsze są godne uznania!

Ścieżka edukacyjna "Czapla Góra"

Na przejście 500-metrowej ścieżki wystarczy kilkanaście minut. Idziemy leśną ścieżką wijącą się wokół wzgórza:

Na ścieżce...

po drodze mijamy kilkanaście tablic dydaktycznych, poświęconych przyrodzie Nadleśnictwa Manowo, jak i lasom jako takim. Dowiemy się więc „ile mamy lasów”, jak „zbudowany” jest las, „dlaczego las jest taki ważny”, jakie są formy ochrony przyrody, jak rośliny rozprzestrzeniają swoje nasiona i wielu innych ciekawych rzeczy:

Nie wyrzucaj śmieci!

Na terenie ścieżki możemy zobaczyć także wiele ciekawych gatunków roślin – wszystkie są opisane! – m.in. wiciokrzew pomorski, który występuje dziko tylko na Pomorzu Zachodnim:

Wiciokrzew pomorski

modrzew europejski, którego na nizinach raczej w warunkach naturalnych nie spotkamy:

Modrzew europejski

metasekwoję chińską:

Metasekwoja chińska

czy też sosnę limbę:

Sosna limba

Jest też dąb „Chrobry junior”:

Dąb Chrobry junior

oraz dość „świeża” ciekawostka – wielkie spalone drzewo, wyglądające, jakby trafił w nie piorun, gdyż wokół osmalonego pnia leżało mnóstwo roztrzaskanych kawałków drewna:

Obok spalonego drzewa znajduje się znajduje się rozwidlenie ścieżki – można stąd rowerem pojechać do Ogrodu Edukacyjnego „Wiciokrzewy” we Włokach – tego samego, do którego prawie dojechaliśmy przy okazji naszej niedawnej wycieczki do Świeszyna

Albo Włoki, albo... króliki?

Do Włok jeszcze pojedziemy, my tymczasem idziemy dalej – w dół ścieżki, gdzie znajduje się największa osobliwość okolicy – kolonia czapli siwych.

Czaple siwe w Manowie

Niestety, czapli nigdzie nie widzimy, ale z tablicy informacyjnej dowiadujemy się, że kolonia czapli siwej istnieje w parku leśnym w Manowie już od 35 lat. W połowie lat 60. czaple przeniosły bowiem swoje gniazda z pobliskiego lasu stając się… mieszkańcami Manowa. Jak czytamy na tablicy:

Zrobiły to zapewne ze względu na mieszkańców wsi, którzy są bardzo mili i przyjaźnie nastawieni do wszystkich przybyszów.

Możemy tylko potwierdzić :).
Z czasem czaple na dobre zadomowiły się w nowym miejscu i stały się symbolem Gminy Manowo oraz Nadleśnictwa Manowo. Przy okazji Góra Dębowa, na której znajduje się park leśny, została przemianowana na Czaplą Górę.
Nam czapli w Manowie nie udało się zobaczyć, wierzymy jednak, że jest ich tam sporo, a żeby nie było, że tyle o czapli piszemy bez czapli – oto czapla :).

Czapla siwa z Człuchowa

Brak czapli wynagradza nam jednak zwierzak, na którego trafiamy zupełnie przypadkowo dosłownie na ostatnim metrze ścieżki – kolejny już spotkany przez nas tego lata padalec:

Padalec zwyczajny to gatunek beznogiej jaszczurki, dorastającej do nawet 50 cm długości! „Nasz” okaz był co prawda krótszy, ale i tak prezentował się fantastycznie!

Padalec zwyczajny z Manowa

Na oko jakieś 30 cm długości...

Przypominamy – padalec jest całkowicie niegroźny i  nie stanowi absolutnie żadnego zagrożenia dla człowieka! Do tego podlega ścisłej ochronie, dlatego nie wolno wyrządzać mu żadnej krzywdy!

Niczym sznurówka w trawie

W Polsce jest gatunkiem pospolitym, niestety jest masowo zabijany ze względu na rzekome podobieństwo do żmii zygzakowatej…

Faktycznie - żmija jak nic...

Po opuszczeniu ścieżki edukacyjno-przyrodniczej schodzimy na tajemnicze „miejsce zbiórki do ewakuacji”:

???

gdzie spotykamy jeszcze kilka zwierzaków:

Letni bez pełen motyli

Rusałka pawik

Wstężyk ogrodowy

Osa..?

a trochę dalej natrafiamy na takiego oto zwierza:

Mrówkojad piaskowy

Strzelnica myśliwska i zagroda dzików

Następny nasz cel na trasie zwiedzania Manowa to pokazowa zagroda dzików, o której czytaliśmy w ulotce reklamującej przejażdżkę wąskotorówką. Pytamy więc w znajdującym się przy budynku Nadleśnictwa spożywczaku „którędy do dzików”, gdyż jakoś nigdzie żadnego drogowskazu nie uświadczyliśmy, na szczęście pan sklepikarz grzecznie i rzeczowo udziela nam informacji, jak dojść.
Idziemy więc!
Przechodzimy więc przez szosę, tory wąskotorówki, jedną łąkę, drugą łąkę, mostek nad rzeczką…

Owa rzeczka to Dzierżęcinka - ta sama, która przepływa przez Koszalin

spotykamy po drodze rozmaite stworzenia:

Co to za stwór?

Tadzik wszędzie być musi...

aż dochodzimy do strzelnicy myśliwskiej:

Strzelnica myśliwska w Manowie

Na terenie kilku hektarów znajduje się kilka stanowisk strzeleckich o znaczących nazwach:

To wbrew pozorom nie kierunkowskaz do zagrody dzików, a nazwa strzelnicy...

Strzelnica "Dzik"

jest też parking, hotel i plac apelowy, na którym można zorganizować sobie piknik – my napotykamy akurat na niemal wszystkich naszych współpasażerów, którzy biesiadują przy ognisku lub grają w piłkę.

Plan strzelnicy

Jedna z pań „organizatorek” (ów piknik jest bowiem elementem wycieczki wąskotorówką!) usilnie próbuje nas namówić, abyśmy przyłączyli się do „wspólnej zabawy”, a gdy odmawiamy i mówimy, że my wolimy „tak po swojemu”, jest co najmniej zdziwiona.
Gdy dodajemy, że zamiast kiełbaski z grilla czy grania w piłkę wolimy odwiedzić zagrodę dzików zachęca nas, że „za pół godziny będzie prowadzenie do dzików” i możemy pójść z całą wycieczką.
Jakoś jednak nie jesteśmy zainteresowani…

Tadzik i drewniana rzeźba orła, stojąca na placu apelowym...

Sami więc idziemy do pokazowej zagrody dzików, znajdującej się na początku strzelnicy.
Na sporym wybiegu można zobaczyć rodzinkę dzików – dorosłą samicę i szóstkę zeszłorocznych młodych.

Dziki w Manowie

Dziki w Manowie

Zwierzaki są bardzo aktywne i chętnie podchodzą do ogrodzenia, zwłaszcza młode – matka bowiem woli kontrolować sytuację z pewnej odległości.

Dochodzi też do bliskiego spotkania z małym dzikiem z udziałem samego Tadzia!

Dzik był bardzo zainteresowany, natomiast Tadzio trochę się bał...

Trochę boimy się pomyśleć jak wygląda spotkanie z dzikami z udziałem całej wycieczki – kilkadziesiąt osób, w tym mnóstwo kilkulatków, z których prawie każdy chce dać coś do jedzenia dzikom…

Manowo-wieś i wracamy do domu…

Żegnamy się więc z dzikami zanim dotrze do nich wycieczka idąca „na prowadzenie” i idziemy w ustronne miejsce coś przekąsić – zrobiło się bowiem już całkiem późno. Do odjazdu kolejki w stronę Koszalina (15.50) mamy jednak jeszcze trochę czasu, posileni idziemy więc jeszcze trochę pozwiedzać wieś.
Przechodzimy przez tory wąskotorówki prowadzące z Manowa do Rosnowa:

Mamy nadzieję, że niebawem pojedziemy tymi torami aż do Rosnowa

i dochodzimy do kościoła pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych:

Kościół w Manowie

Świątynia, choć wygląda na starszą, została zbudowana zaledwie 28 lat temu – w 1983 roku.

Wnętrze kościoła w Manowie

Ciekawostkę jest stojąca przy kościele figurka Matki Boskiej, ulokowana w… dziupli drzewa:

Z kościoła wracamy już prosto na peron kolejki wąskotorowej, gdzie gromadzą się już powoli pierwsi podróżni. Wracamy rozszerzonym składem, gdyż w Manowie dołączony został dodatkowy wagon, dzięki czemu w przedziale jedziemy sami.
Gdy dojeżdżamy do Koszalina – już bez atrakcji w postaci śpiących na torach ludzi – widać, że wszyscy uczestnicy wyprawy są zadowoleni.
My też i śmiało możemy każdemu taką wyprawę polecić, a Towarzystwu Miłośników Koszalińskiej Wąskotorówki życzymy powodzenia i wytrwałości. My wąskotorówką przejedziemy się na pewno nie raz, może razem z rowerami (przewóz rowerów jest darmowy, a Manowo jest niezłą bazą wypadową na rowerowe wycieczki), ale dopiero w przyszłym sezonie – ostatni kurs tego roku wąskotorówka ma bowiem w niedzielę – my w tym czasie będziemy natomiast w oliwskim zoo…

EPILOG

Więcej informacji na temat koszalińskiej wąskotorówki znajdziecie tutaj.
Pełną galerię naszych zdjęć z Manowa znajdziecie tutaj, a z przejazdu Koszalińską Kolejką Wąskotorową – tutaj.

Reklamy

One comment on “Mrówkojad wąskotorowy, czyli kolejką do Manowa…

  1. Dziki wyglądają na bardzo sympatyczne i niezły z nimi pomysł – szkoda tylko, że to bliskie podchodzenie do ogrodzenia może wynikać w dużej mierze z dokarmiania. Ścieżka edukacyjna też bardzo się chwali… w ogóle cieszą człowieka bardzo tego typu inicjatywy w takich małych miejscowościach – o kolejce wąskotorowej już nie wspominając.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s