Nowe Zoo sierpniową porą, czyli Mrówkojad w Poznaniu!

Poznańskie Nowe Zoo odwiedziliśmy ostatnio zaledwie kilka tygodni temu –  1 lipca – nie liczyliśmy zatem na to, że od tego czasu w ogrodzie zmieni się zbyt wiele.
Ku naszemu zaskoczeniu jednak okazało się, że trochę się zmieniło, choć spektakularnych narodzin i transferów nie było.
Udało nam się mimo to zobaczyć niemal wszystkie urodzone w ostatnich miesiącach zwierzaki, a także zaobserwować wiele bardzo ciekawych sytuacji z udziałem zwierząt mieszkających w zoo od lat.
Zapraszamy zatem na relację z naszej ostatniej wizyty w Nowym Zoo, które odwiedziliśmy dwukrotnie na przestrzeni zaledwie dwóch dni!
Dlaczego tak? Zaraz się dowiecie…

Guapa na tropie mrówek

Tym razem w Poznaniu spędziliśmy cały tydzień, dlatego nie musieliśmy tłuc się z bagażami prosto z pociągu do zoo, jak to bywało ostatnio, a mogliśmy spokojnie wybrać się nad Maltę bez zbędnego balastu.
Naszym celem było odwiedzić zoo w sobotę, by wreszcie móc zajrzeć do nowootwartego Fortu III, o którym kilka już razy wspominaliśmy na stronie, a którego nie udało nam się jeszcze zobaczyć, gdyż bywaliśmy w zoo tylko w dni powszednie.
Zanim jednak wybraliśmy się do zoo w sobotę, wpadliśmy do niego na chwilę piątkowym popołudniem – niestety, po zaledwie kilkudziesięciu minutach nad zoo rozpętała się ulewa i resztę czasu spędziliśmy w kolejce i Pawilonie Zwierząt Nocnych, bo tylko tam można było się schronić przed deszczem.
Tym samym z piątkowego zwiedzania wyszło niewiele, w dodatku droga powrotna na parking okazała się być przeprawą przez wszechobecne błoto, na szczęście wszystko odbiliśmy sobie w sobotę – pogoda była piękna, a kilkugodzinna wizyta w zoo okazała się być i przyjemną, i owocną w różnorakie obserwacje.
Zacznijmy jednak od początku…

1. Jedziemy do zoo, czyli raz na rowerze, a raz po kostki w błocie…

Jak już wspomnieliśmy, tym razem nie musieliśmy tłuc się tramwajem z Dworca PKP do zoo, gdyż – jak za dawnych, dobrych czasów – mieliśmy możliwość skorzystania z bardzo wygodnych miejskich rowerów.
Tym samym wszelkie dostępne (i niedostępne!) środki komunikacji i sposoby dojazdu do zoo, o których pisaliśmy przed miesiącem, nie miały dla nas znaczenia.
Są rowery – no to jedziemy!

Parking rowerowy przed bramą zoo

Warto jednak pamiętać, że – jak pisaliśmy kilka tygodni temu – w związku z budową Term Maltańskich zamknięta została droga dojazdowa do Nowego Zoo. Inaczej kursują autobusy linii nr 57 i Z – ich przystanek końcowy zlokalizowany jest na terenie parkingu przy bramie wyjściowej. Pieszo jednak dojdziemy, podobnie jak dojedziemy rowerem, trzeba się jednak liczyć z tym, iż droga – delikatnie mówiąc – nie prezentuje się najlepiej.
Tak dojście do zoo wyglądało w sobotę rano:

Z prawej strony nieprzejezdna droga do końcowego przystanku autobusowego, przejście jest tylko z lewej strony

Gorzej było w piątek wieczorem, tuż po ulewie, gdy cała droga od bramy wejściowej do parkingu była jedną wielką błotną kałużą, a ulicą płynęły błotniste strumienie.

Tu i tak było trochę lepiej... (fot. Leszek Zaleski)

Zanim doszliśmy na parking, wyglądaliśmy jak potwory z bagien.
Na szczęście w sobotę było już lepiej :).

Błotnista droga do zoo w ujęciu panoramicznym (fot. Leszek Zaleski)

2. Wchodzimy do zoo, czyli paragon proszę i… gdzie się podziały bilety???

Parkujemy rowery i idziemy do kasy – choć jest ciepła, sierpniowa sobota, tłumów nie ma, ale może dlatego, że jest dopiero dziesiąta rano.
Kupujemy dwa bilety normalne – po 20 zł za sztukę i – ku naszemu wielkiemu zdziwieniu – nie dostajemy biletów, tylko sam paragon! Pytamy w kasie dlaczego, ale słyszymy tylko, że tak to już teraz będzie. Przypominamy sobie, że kilka dni wcześniej identycznie było w Starym Zoo.
Szkoda wielka, bo zaledwie miesiąc temu, w naszej ostatniej relacji z wizyty w Nowym Zoo, chwaliliśmy ogród za bardzo ładne, pamiątkowe bilety, które miały nam wynagrodzić brak jakichkolwiek pamiątek związanych z samym zoo i przestarzały przewodnik, a tu taki klops…

Takiego biletu w Nowym Zoo już nie dostaniemy…
Pani bileterce nie podajemy już zatem biletów, tylko sam paragon, na którym po chwili dostajemy niewielką pieczątkę w kształcie słonia. Że niby sprawdzone i można wejść. Jakoś tak słabo trochę… Gdy wchodzimy na teren zoo spostrzegamy od razu nowy element – przy sklepiku z pamiątkami stoi bowiem coś, co można by nazwać „automatem z moneciakami„:

Automat z moneciakami

Paskudna maszyna z wielką korbką, którą należy „kręcić powoli”.  Trzeba do niej wrzucić dwie monety – złotówkę i dwugroszówkę, przekręcić powoli korbką…

Wrzuć, przekręć...

Po czym otrzymujemy jednego z moneciaków:

Moneciaki...

Moneciaki to jajowate podróbki pamiątkowych monet, na których znajdują się wizerunki zwierząt mieszkających w zoo wraz z ich nazwą. Nie są one jednak sygnowane przez poznańskie zoo, w dodatku – co dobrze widać na powyższym zdjęciu – większość moneciaków jest fatalnej jakości: wizerunki zwierząt są często krzywo wybite, przez co równie dobrze możemy wylosować moneciaka z samą tylko głową tygrysa.
Nie, dziękujemy, to my już wolimy eleganckie monety pamiątkowe, jakie można kupić np. w Oliwie, Opolu czy Wrocławiu.

3. Co nowego w Ogródku Dziecięcym?

Ogródek Dziecięcy w Nowym Zoo

Ogródek Dziecięcy, wcześniej znany jako Dziecięce Zoo, zmienił nie tylko nazwę. Pojawiło się w nim kilka nowych tabliczek zakazujących karmienia zwierząt:

ale też nowy mieszkaniec – na wybiegu kuców szetlandzkich wypatrzyliśmy tego oto młodzieńca, który prawdopodobnie dopiero się urodził!

Młody kucyk szetlandzki

Warto przypomnieć, że 14 maja urodziła się Ogródku Dziecięcym klaczka kuca szetlandzkiego, Miśka.

4. Przedszkole u kuraków!

Pisaliśmy ostatnio o prawdziwym baby-boomie w tzw. wolierach kuraków, gdzie na przestrzeni kilku tygodni przyszło na świat aż kilkanaście młodych.
Dziś prezentujemy zdjęcia wszystkich młodych, które udało nam się wypatrzyć!

TRAGOPAN SATYR

15 maja wykluły się cztery tragopany satyry

Jeden z młodych tragopanów

TRAGOPAN TEMMINCKA

1 lipca z kolei dwa młode pojawiły się w wolierze tragopanów Temmincka.

Młody tragopan Temmincka

W tym przypadku doszło do niespotykanej sytuacji, gdyż to samiec wysiedział młode, a wśród kuraków jest to niespotykane. Samica złożyła wcześniej dwa razy jajka, ale nie siedziała na nich, dlatego samiec zdecydował sam wysiedzieć młode. Kiedy młode opuściły budkę, samiec nadal się nimi zajmował, podczas gdy samica nie wykazuje zainteresowania.

Młody tragopan jest bardzo ciekawski!

CZUBACZ HEŁMIASTY

6 lipca na świecie pojawiły się dwa młode czubacze hełmiaste:

Samica czubacza hełmiastego z młodymi

Jest to gatunek niezwykle rzadki, stąd tym większa radość z potomstwa. Poprzednio czubacze hełmiaste w Poznaniu urodziły się jesienią 2009 roku.

Czubacze hełmiaste - samica i młode

BAŻANT SYJAMSKI

Z kolei u bażantów syjamskich po trzech latach przerwy wykluły się trzy młode.

Cała trójka młodych bażantów syjamskich

Tu młodych dogląda zarówno samica, jak i samiec!

Rodzina bażantów syjamskich w komplecie

5. Gdzie się podziały sowy, czyli tu młode, a tam… pusto!

Ostatnio pisaliśmy także o licznych przychówkach wśród sów: oprócz trzech puszczyków mszarnych, które wykluły się w maju (pisaliśmy o nich w naszej poprzedniej relacji)

Majowe puszczyki mszarne mocno już podrosły

Jeden z młodych puszczyków mszarnych

na przełomie maja i czerwca wykluło się pięć syczków (trzy młode z jednej pary i dwa z kolejnej) i sześć sów jarzębatych (z dwóch par odpowiednio: cztery i dwa).
Tych drugich niestety nie udało nam się zobaczyć, natomiast syczki tak – w dodatku zamieszkały w jednej wolierze z kulonami!

Młode syczki

Do tego w czerwcu z Włoch przyjechała do Poznania jedna włochatka.

Co ciekawe, kilka kolejnych wolier między bielikami a Pawilonem Małych Ssaków, w których zwykle eksponowano sowy, było akurat wyłączonych z ekspozycji:

Puste woliery sów

Kilka sów przeniesiono natomiast do wolier w ciągu naprzeciwko wyspy lemurów – tam też zobaczyliśmy tego oto „bezgłowego” puchacza:

A gdzie głowa?

Nadal nic...

Na szczęście głowa szybko się „znalazła”:

Puchacz w pełnej okazałości!

 6. Co u nowych, czyli jak się mają nieco starsze maluchy i niedawni przybysze?

Było o ostatnich przychówkach, czas zajrzeć co u nieco starszych maluchów oraz zwierzakach, które w ostatnim czasie przyjechały do zoo!

ZEBRA GREVY’EGO

Yoko, samiczka zebry Grevy’ego, która urodziła się 27 maja, ma się bardzo dobrze – rośnie zdrowo i swobodnie porusza się po wybiegu.

Młoda zebra Yoko

Najłatwiej spotkać ją oczywiście przy paśniku – podobnie jak resztę stada.

Pora karmienia - najlepszy moment na obserwację zebr

KAPIBARY

Ostatnio pisaliśmy także, że w zoo pojawiła się nowa samica kapibary, która dołączyła do mieszkającego już w zoo samca, Normiego. Nowa samica przyjechała z Holandii, jest jeszcze bardzo młoda – ma zaledwie rok.

Normi (z lewej) i jego nowa partnerka (fot. Leszek Zaleski)

Obie kapibary – obecnie jedyne w zoo! – świetnie się ze sobą dogadują i chętnie wspólnie spacerują po wybiegu, kąpią się w stawie lub po prostu wylegują nad brzegiem:

Kapibary i bernikle

FOKI POSPOLITE

W niedawno wyremontowanym basenie fok pospolitych mieszkają jak wiadomo trzy foki –  Max,Viki i sprowadzona 19 maja z Frankfurtu Nelly, która zastąpiła mieszkającą wcześniej w poznańskim zoo Aleksis (która niestety padła).
W sobotę było widać tylko jedną fokę – za to bardzo dobrze. Nie mamy pewności, czy to akurat Nelly, ale jeśli dobrze pamiętamy, to takiej foki jeszcze w Poznaniu nie widzieliśmy, może to więc być tylko ona :).

SKUNKS

W Gazecie Wyborczej mogliśmy ostatnio przeczytać:

Po sześciu latach nieobecności tego gatunku w naszym ogrodzie wiosną pojawił się oczekiwany długo skunks. Albert równie chętnie je, co pokazuje się zwiedzającym. Ci jednak nie muszą się obawiać cuchnącej wydzieliny, której skunksy używają do odstraszania napastników, gruczoły ją produkujące zostały Albertowi usunięte. – Albert jest na diecie warzywno-owocowej, raz na jakiś czas dostanie jakąś małą myszkę – mówi Piątek. – To fajny, kochany zwierzak. Nie boi się ludzi, więc warto do niego zajrzeć.

Długo oczekiwany? Ciekawe…
Poza tym fajnie, że zoo i prasa zachęcają do odwiedzenia Alberta, szkoda tylko, że dostała mu się jedna z najgorszych pod względem ekspozycyjnym klatek w zoo – Albert zamieszkał na wybiegu, na którym wcześniej mieszkała kotofretka (ta niestety jakiś czas temu padła).
Sam wybieg nie jest najgorszy, niestety zwiedzający oglądają skunksa przez gęstą kratę, a od wybiegu oddziela ich jeszcze barierka, przez co obserwacja zwierzaka do łatwych nie należy.
My spędziliśmy przy jego wybiegu trochę czasu i udało nam się go trochę poobserwować, ale zrobienie przyzwoitego choćby zdjęcia graniczy z cudem:

Znajdź skunksa na zdjęciu! To najlepsze z kilkunastu zdjęć Alberta, jakie zrobiliśmy...

Skunks Albert ma dopiero rok, a przyjechał z prywatnej hodowli. W każdej chwili ma dołączyć do niego samica.
Oby doczekały się lepszego wybiegu – albo chociaż szyby, jak u kuny żółtogardłej i żenet.

7. Ptasia urazówka, czyli tu skrzydło, tam dziób…

Jak wiadomo, w Nowym Zoo działa Centrum Rehabilitacji Ptaków, zwane potocznie Ptasim Azylem – znajduje się ono na lewo od bramy wejściowej, tuż przy parkingu.

Ptasi Azyl w Nowym Zoo

Ptasi Azyl to ośrodek leczniczo-rehabilitacyjny, gdzie chore lub zranione ptaki przyjmowane są przez cały rok, a dzięki fachowej opiece mają szanse powrotu do natury.
Na terenie zoo mieszka wiele ptaków, które ze względu na rozmaite kontuzje w warunkach naturalnych by sobie nie poradziły, ale też takie, które akurat przechodzą rehabilitację.
Do tej drugiej grupy zaliczają się np. bociany białe.

Bocian z uszkodzonym skrzydłem (fot. Leszek Zaleski)

Tych jest na terenie zoo kilkanaście – niektóre z nich mają naprawdę poważne kontuzje:

Ten bociek jest w najgorszym stanie

Do tej pierwszej grupy należy choćby słynna para dzioborożców abisyńskich – Generał i Nożyczki.

Generał i Nożyczki - para dzioborożców abisyńskich

Generał jest niezwykle troskliwym i oddanym partnerem i bardzo dba o swoją pokrzywdzoną przez los małżonkę. Zresztą jej krzywy dziób – tragedia w przypadku dzioborożców (jest on niezbędny przy wychowywaniu potomstwa) – to nie jedyny problem pary dzioborożców – niepełnosprawny jest także Generał. Ma poważnie uszkodzone lewe skrzydło.

W pogoni za Generałem...

Oba dzioborożce bardzo o siebie dbają, nie zważając przy tym na swoje ułomności. Praktycznie cały czas trzymają się razem, a ulubionym miejscem ich zabaw jest pniak z wystającą gałęzią znajdujący się na środku wybiegu – dzielonego ze stadem sitatung.

Generał rozłupuje dziobem orzecha - jego partnerka uważnie mu się przygląda...

W sobotę przez kilka minut obserwowaliśmy, jak Generał zmaga się ze znalezionym w trawie orzechem – próbował go rozłupać dziobem i wyglądało to tak, jakby miał go potem przekazać swojej partnerce, która bacznie mu się przyglądała…

Nic z tego – po chwili bezowocnych zmagań porzucił orzech, z którym zaczęła się mocować… Nożyczki. Niestety, też bez powodzenia…

8. Co słychać u olbrzymów, czyli Yzick wyjeżdża… (?)

Ostatnio pisaliśmy o największych/najcięższych/najwyższych mieszkańcach Nowego Zoo, dziś zaglądamy, co u nich słychać.

SŁONIE AFRYKAŃSKIE

Głośno w mediach było ostatnio o najmłodszym członku poznańskiego stada słoni afrykańskich – Yzicku. Można było przeczytać o „targu słoni we Francji”, na którym to poznańskie zoo będzie mogło wymienić Yzicka na młodą samicę. Targ ma się odbyć w październiku, a Yzick miałby wyjechać  „jeżeli nie pod koniec roku, to na początku następnego”. Wtedy też zoo będzie się starać o samicę…
Póki co Yzicka można oglądać na wybiegu – ma się świetnie, mocno podrósł i zatracił nieco wygląd „małego słonika”:

Jeśli chodzi o resztę stada – zoo zapewnia, że jest „w przededniu jego połączenia”. Czas najwyższy!

NOSOROŻCE BIAŁE

Poznańskie nosorożce - Dino i Diuna

Zdecydowanie największe „lenie” w poznańskim zoo – łącznie kilka ton odpoczynku :).

Dino

Z wysuniętą "nóżką"...

Prawie jak nasz królik Bąbel...

ŻYRAFY ROTSCHILDA

Wybieg żyraf w Nowym Zoo - znajdź żyrafę!

Z poznańskimi żyrafami nie jest łatwo – nie dość, że Nowe Zoo to jedyny ogród w Polsce eksponujący żyrafy z żyrafiarnią, do której dostępu nie mają zwiedzający (coś nam się to kojarzy z analogiczną sytuacją z mrówkojadami…), to jeszcze wybieg poznańskich żyraf pod względem ekspozycyjnym do najprzyjaźniejszych nie należy. Co prawda od zeszłego roku żyrafy można oglądać z dwóch stron (po tym, jak cofnięto ogrodzenie wybiegu sawanny afrykańskiej), specyficzna konstrukcja wybiegu sprawia, że żyrafy widać jednak z dużej odległości.

Cofnięcie ogrodzenia sawanny sprawiło, że żyrafy można oglądać z bliższej odległości

Bliżej już się nie da - oprócz ogrodzenia od żyraf oddziela zwiedzających jeszcze dodatkowa barierka

Poza tym żyrafy eksponowane są tylko przez kilka miesięcy w roku, gdy jest sprzyjająca pogoda (mniej więcej od maja do września), a ze względu na duże nachylenie wybiegu często bywa on podmyty przez deszcz i żyrafy nie są wówczas wypuszczane…

Żyrafa schowana...

9. Madzia w kąpieli, czyli tapirem być!

Nieco ponad rok temu zaprezentowaliśmy Wam sylwetkę Gwizdka – tapira anta z poznańskiego Nowego Zoo – który pokazał nam, jak świetnym jest pływakiem. Co zresztą dla tapirów jest umiejętnością, można by rzec, podstawową.
Dlatego też nie zdziwiło nas, gdy w sobotę swoje umiejętności pływackie pokazała nam partnerka Gwizdka (ten akurat lenił się gdzieś w kącie wybiegu), Madzia.

Madzia, poznańska tapirzyca

W poznańskim Nowym Zoo oprócz Madzi i Gwizdka mieszka jeszcze ich potomek – Cypisek, tego jednak nie udało nam się zobaczyć. Tapiry mają w Poznaniu do dyspozycji jeden z najlepszych wybiegów w całym ogrodzie – rozległą przestrzeń nad stawem określaną jako wybieg Ameryki Południowej. Oprócz tapirów, mieszkają tam jeszcze kapibary (a jeszcze rok temu także nandu, wikunie i mrówkojady…).
Zamieszkujący Amerykę Południową tapir żyje głównie w tropikalnych lasach deszczowych, nad brzegami rzek, bagien i obszarach zalewowych, w związku z tym doskonale pływa i nurkuje pod wodą – woda jest bowiem świetnym schronieniem przed licznymi drapieżnikami (pumy, jaguary, anakondy, kajmany), które czyhają na wyjątkowo spokojnego zwierzaka, jakim jest tapir. W dodatku dość bezbronnego – bo poza solidnymi rozmiarami i talentem pływacko-nurkowym tapiry wielu atutów w starciu z rywalem niestety nie mają.
Pływać jednak nie tylko potrafią doskonale, co i bardzo lubią:).

Najlepszy punkt do obserwacji pływających tapirów to niewielka wysepka, do której dojdziemy drewnianym pomostem. Są tam ławeczki, wokół których spacerują często rozmaite ptasiory (bernikle, krzyżówki).

Uwaga! Ptak na pomoście! (fot. Leszek Zaleski)

Gdy podchodzimy do barierki, wokół której zgromadziło się akurat kilka osób, z wody wynurza się nagle tapirza głowa – to Madzia, która chwilę wcześniej dała nura do stawu…

Przygotować się do wynurzenia...

Nagłe pojawienie się tapirzej głowy wzbudziło spore zainteresowanie wśród zwiedzających, którzy zastanawiali się, cóż to za stwór – mrówkojad, kapibara, dzik jakiś…
Ktoś nagle wpadł na pomysł, żeby zapoznać się z umieszczoną na ogrodzeniu tabliczką, dzięki czemu dziwne stworzenie w wodzie zdiagnozowano jako tapira. W tym momencie wszyscy zaczęli się zastanawiać, jak też ów tapir wygląda w całości – widać było bowiem tylko głowę i trochę grzbietu. Czy ma długie nogi, jaki jest duży i jak wygląda w całości. Madzia jednak nie od razu dała się poznać, bo wyłoniła się z wody tylko częściowo, po czym… znowu dała nura!

I odpłynęła kierując się w stronę wybiegu żyraf:

Tapir w kąpieli

W tym momencie wszyscy zaczęli się zastanawiać, czy aby nie przepłynie pod pomostem i nie wypłynie na staw – co jest jednak niemożliwe, gdyż pod pomostem rozciągnięta jest specjalna siatka. Inaczej tapir mógłby wyjść sobie na jedną z ogrodowych alejek, a to dopiero byłby skandal!

Tymczasem Madzia zawróciła i ponownie podpłynęła do wyspy:

Tapir!

Ku uciesze zgromadzonych tym razem Madzia postanowiła wyjść z wody w całości:

Po minach i komentarzach zgromadzonych było widać, że choć zwierz budzi zainteresowanie, to jednak są pewne kłopoty z jego zaklasyfikowaniem – bo ni to koń, ni to świnia, ni to nosorożec jakiś, kapibara, mrówkojad czy inny cudak, do tego ani to ładne, ani do czegoś podobne, a jednak ciekawe.”
Słowem – tapir! 🙂

Tapir jaki jest, każdy widzi!

Madzia jest widać w towarzyskim nastroju, bo podchodzi do samego ogrodzenia i sprawdza, co też za dziwne stworzenia tak się nią interesują:

Tapir obwąchiwacz

A my dzięki temu mamy możliwość zrobić jej kilka portretowych zdjęć – ze szczególnym uwzględnieniem tapirzego uśmiechu :).

 oraz tapirzego ucha:

Z cyklu: "czyje to ucho?"

Zgromadzony tłum podziwia tapirzą urodę jeszcze przez chwilę, po czym odchodzi – a my mamy wrażenie, że zwierz ów wzbudził wśród nich tyleż zaciekawienie, co i konsternację – ciekawe to, ale jakieś takie dziwne…
Może gdybyśmy doczekali się animacji o tapirach byłoby łatwiej a one same stały się bardziej popularne…

10. Powrót Guapy, czyli mrówkojad na mrówczym tropie…

Jak byśmy mieli deja vu – równo miesiąc temu opowiedzieliśmy Wam o poznańskiej mrówkojadzicy Guapie, która eksplorowała wybieg w poszukiwaniu mrówek, a w sobotę mieliśmy okazję zobaczyć niemal dosłowną powtórkę tego wydarzenia.
Sceneria i okoliczności te same, główny bohater i cel działań też. Można by rzec – powtórka z rozrywki, gdyby nie jeden, wcale nie mały szczegół…
Ale po kolei!

Guapa - najpiękniejszy mrówkojad na świecie!

Gdy podchodzimy do ogrodzenia wybiegu mrówkojadów, stoi przy nim kilka osób, które z zaciekawieniem przyglądają się znajdującej się zaledwie metr od płotu mrówkojadzicy, która z uporem węszy w trawie i co jakiś czas coś w niej znajduje, co widać po intensywnych ruchach długaśnego jęzora…

Niestety, oprócz spróchniałych pniaków i rozmaitych kopców, na wybiegu można się natknąć także na coś takiego:

Kartonik po soczku - brawa za bezmyślność dla tego, który to wrzucił na wybieg mrówkojadów...

Na szczęście Guapa właściwie zignorowała nieproszonego gościa – sprawdziła językiem i pazurami co to takiego, a gdy uznała, że nic ciekawego, poszła węszyć dalej.

Guapa skierowała się następnie w stronę narożnika wybiegu, w którym już wcześniej wypatrzyliśmy wyjątkowy obrazek – skulonego, śpiącego w najlepsze Eskado, który co chwila tylko poprawiał swój ogon, służący mu za swoisty kocyk.

Eskado śpi skulony tuż przy płocie - widok raczej rzadki

Taki obrazek wiele razy obserwowaliśmy w chatce mrówkojadów, ale jeszcze nigdy na wybiegu przy samym ogrodzeniu!

Swoją drogą dopiero gdy Guapa ruszyła w jego stronę, obecność śpiącego mrówkojada zauważyli inni zwiedzający!

Choć Guapa trącała nosem Eskado i wyraźnie próbowała go zaczepić, ten nic nie robił sobie z jej zaczepek i spał w najlepsze. Co było więc robić – Guapa trąciła go jeszcze lekko i odeszła w głąb wybiegu.

Guapa nadchodzi - Eskado śpi w kącie

Wstawaj leniu!

Nic z tego...

Idę dalej szukać mrówek...

A Eskado spał sobie dalej…

11. Słonie wreszcie dorosły, czyli jedziemy kolejką!

Kolejka już czeka na przystanku początkowym!

Na koniec zwiedzania – tradycyjnie już – postanowiliśmy przejechać się po całym zoo kolejką. W ten weekend jeździliśmy nią wyjątkowo dużo – bo i w piątek, gdy służyła za schronienie przed deszczem, i w sobotę, gdy zjechaliśmy nią zoo dwa razy.
Bardzo wiele na jej temat napisaliśmy przy okazji naszej kwietniowej wizyty i nadal podtrzymujemy zdanie, że mimo pewnych niedociągnięć to zdecydowanie jedna z największych atrakcji w poznańskim zoo.
Warto tu jednak podkreślić, że to, co wzbudzało nasz uśmiech od dłuższego już czasu i było sporym minusem, o którym pisaliśmy przy okazji każdej naszej relacji z wizyty w Nowym Zoo – czyli nieaktualne nagranie – zostało wreszcie zaktualizowane!
Tym samym nie usłyszymy już, że „słoniarnia powstała w minionym roku”, a w Nowym Zoo mieszka „500 gatunków” – te fragmenty, podobnie jak te, dotyczące wieku słoni (no bo jak długo Ninio może mieć 10 lat!), zostały z nagrania… wycięte.
Czyżby efekt naszych permanentnych utyskiwań na błędy w nagraniu? Nawet jeśli nie i tak dobrze, że w końcu je zmieniono.
Co ciekawe, kolejka nadal swój ostatni przystanek ma nie, jak zwykle, przy bramie wejściowej do zoo, ale przy wybiegu… kazuara. Dziwne, bo skład i tak jedzie dalej – możliwe jednak, że taki układ ma na celu zachęcenie zwiedzających do odwiedzenia znajdującego się od razu przy przystanku Baru „Miś” – przejechałeś się? To teraz idź coś zjeść!
A może to tylko zbieg okoliczności? 🙂

Przystanek końcowy kolejki - z lewej dzioborożce abisyńskie i sitatungi, z prawej kazuar i Bistro "Miś"

 12. Panie, kto tę ławkę tak rozwalił?

Skoro już jesteśmy przy wybiegu dzioborożców abisyńskich i sitatung musimy niestety wspomnieć o pewnym drobiazgu, który jednak nie prezentuje się najlepiej – na platformie widokowej przy wybiegu, od strony głównej alejki, znaleźliśmy bowiem ławkę w stanie wskazującym na duże zużycie:

Ławka przy wybiegu sitatung

Możliwe, że to „świeże” uszkodzenia, ale nie prezentuje się najlepiej. Nie czepialibyśmy się zresztą tak bardzo (bo może faktycznie ktoś ławkę rozwalił tego samego dnia, ewentualnie w piątek wieczorem, a nikt z pracowników zoo nie miał jeszcze czasu zareagować), gdyby nie fakt, że nieco wcześniej przy pomoście, znajdującym się przy wybiegu południowoamerykańskim, nie przywitał nas taki obrazek:

Nieciekawie...

Może się czepiamy, ale jakoś się to nie prezentuje najlepiej…

13. „Godzina pełna mocnych wrażeń”, czyli Fort III zaprasza!

1 czerwca, w Dzień Dziecka, w zoo udostępniono dla zwiedzających tzw. Fort III należący do systemu fortyfikacyjnego Twierdzy Poznań. Dzięki staraniom Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji udało się go zamienić w otwartą atrakcję – wcześniej bowiem stał i niszczał.
Fort III to jeden z obiektów wchodzących w skład Twierdzy Poznań. Zbudowano w latach 1877-1881, obecnie zaś należy do najlepiej zachowanych, gdyż znajduje się na terenie Nowego Zoo, tym samym nie mieli tam wstępu np. złomiarze czy bezdomni, którzy przyczynili się do niszczenia pozostałych fortów.
Wejście na teren fortu znajduje się bezpośrednio naprzeciwko głównego wejścia do zoo, po prawej od parku linowego, tuż za początkowym przystankiem kolejki.

Doprowadzenie fortu do stanu używalności jest efektem pracy kilkudziesięciu wolontariuszy i członków PTPF, spore zasługi ma także dyrekcja poznańskiego zoo, która zezwoliła na prowadzenie prac modernizacyjnych na terenie fortu.
Fort można zwiedzać w każdą sobotę i niedzielę, a także w święta, o godz. 11, 12.30, 14, 15.40 i 17.
Żeby jednak wejść na teren fortu, najpierw trzeba kupić bilet do Nowego Zoo, a następnie, tuż przy przystanku kolejki, gdzie znajduje się punkt sprzedaży biletów do fortu, zakupić jeszcze wejściówki doń (8 zł normalny i 6 ulgowy).

U tych panów kupimy bilety do Fortu III

Specjalnie wybraliśmy się do zoo w sobotę, żeby móc wreszcie odwiedzić fort – od czerwca bowiem mieliśmy takie szczęście, że bywaliśmy w zoo tylko w piątki… – stąd też był to najważniejszy punkt naszej wycieczki, który zostawiliśmy sobie na koniec zwiedzania.
W zoo pojawiliśmy się bowiem o dziesiątej rano, a zwiedzanie zakończyliśmy chwilę przed drugą – akurat, żeby zdążyć na zwiedzanie fortu o godzinie 14.00.

„Godzina pełna mocnych wrażeń!”

Takie hasło znajduje się na potykaczu, ustawionym przed wejściem do zoo – przyznacie, brzmi intrygująco i zachęcająco!
Armaty? Ciężkie działa? Podziemia? Pewnie, że chcemy!
Mocne wrażenia + niezapomniana lekcja historii + brama do innego świata musi się = niezwykła przygoda!
No to idziemy!

U sympatycznych Panów ze zdjęcia powyżej kupujemy dwa bilety normalne (co tam 16 zł za tak obiecujące wrażenia!), dostajemy jeszcze całkiem sensowną broszurkę, która oprócz mapy fortu i opisu miejsc, które zaraz zwiedzimy, zawiera jeszcze ogólne informacje o twierdzy (taki miniprzewodnik) i grzecznie ustawiamy się przy tablicy dydaktycznej, gdzie równo o godzinie 14.00 ma się zjawić Pan przewodnik, który oprowadzi nas po forcie.
Razem z nami na przewodnika czeka około 25 osób, a więc całkiem niezła grupa (jak się potem dowiemy, od otwarcia fort zwiedziło już około 2 tysięcy osób!), w tym nadpobudliwy nastolatek, który z wyimaginowanego karabinu strzela do wszystkiego dookoła, a który ma nadzieję postrzelać sobie też w forcie do Niemców…
Zapowiada się wspaniała wycieczka! :).
O 14.01 zjawia się sympatycznie wyglądający Pan przewodnik, który słowem wstępnym krótko opowiada nam czym jest Fort III i cała Twierdza Poznań, po czym zabiera nas w niedostępne dotychczas rejony zoo…

Plan Fortu III

Przechodzimy przez bramę wjazdową i znajdujemy się na niewielkim placu broni, z którego rozciąga się widok na fosę i frontalne umocnienia fortu:

Widok z lewej...

Widok z prawej...

Fosa - ponoć nigdy nie było w niej wody!

Następnie przez zwodzony most wchodzimy do wnętrza fortu…

Wchodzimy do środka...

i ciemnym korytarzem kierujemy się do pierwszego pomieszczenia na trasie zwiedzania:

Prosto, potem w lewo...

Właściwe zwiedzanie rozpoczyna się od wizyty w niewielkim pomieszczeniu, gdzie znajduję się wystawa poświęcona Twierdzy Poznań – możemy to zobaczyć m.in. gabloty z pociskami i latarniami, które niegdyś oświetlały fort, są też plany specjalnie sprowadzone z niemieckiego archiwum i mnóstwo starych map tak fortu, jak i całej twierdzy.

Wystawa "Twierdza Poznań"

Nas jednak interesuje tutaj – zresztą jak i w całym forcie – przede wszystkim makieta zooramy, czyli potężnego kompleksu obiektów, które zoo chciało wybudować na terenie fortu. Zoorama miała powstać w latach 70., jak się jednak pewnie domyślacie, nic z tego nie wyszło.
Co ciekawe, Pan przewodnik wspomina o makiecie – i samej zooramie – chyba tylko dlatego, że całą uwagę poświęcamy jej my (w końcu do tej pory widzieliśmy ją tylko w książce!). Wspomina, że coś takiego miało w zoo powstać,

na szczęście nie powstało i dlatego możemy się cieszyć fortem takim, jakim był w chwili powstania

– mówi Pan przewodnik.
Jak wszystko zależy od punktu widzenia! Swoją drogą, Pan przewodnik wielce zaangażowany jest w sprawy fortu, opowiada o nim z pasją i niewątpliwa wiedzą, jakoś mocno uprzedzony jest do zoo – można by wywnioskować, że to ogród zoologiczny odpowiedzialny jest za wszystko zło, które spotkało fort.
Ciekawe, czy któryś z pracowników zoo wybrał się już na zwiedzanie fortu, bo Pan Dyrektor chyba jeszcze nie…
Wróćmy jednak do makiety zooramy – ta, choć ma już kilkadziesiąt lat, zachowała się w bardzo dobrym stanie, zastanawia nas jednak, dlaczego eksponowana jest… na ścianie, a nie na jakimś blacie lub stole, w pozycji poziomej…

Makieta zooramy w Forcie III

Na pewno łatwiej byłoby ją wówczas oglądać – a tak musimy się trochę nagimnastykować, żeby przyjrzeć się uważnie wszystkim detalom:

Makietę wykonano w skali 1:200

Fragment makiety zooramy - tu miała powstać hala tropikalna

Fragment makiety zooramy

Fragment makiety zooramy - widoczne hale wolnego lotu (z lewej) i ptaków brodzących (z prawej)

Tu miały powstać akwaria i terraria

Fragment makiety zooramy

Tuż obok makiety zooramy znajduje się  makieta całego zoo z 1960 roku – ją również mogliśmy oglądać do tej pory tylko w książce

Makieta zoo z 1960 roku

Ta eksponowana jest już w należyty sposób – na pochyłym blacie – i zachowana jest w świetnym stanie.
Robi wrażenie!
Więcej zdjęć makiety zooramy jak i całego Fortu III znajdziecie tutaj, my tymczasem wróćmy do zwiedzania fortu, bo nawet nie zauważyliśmy, jak nam wycieczka zniknęła…

Następny punkt na trasie zwiedzania to tzw. koszary szyjowe:

Podłogi nie stwierdzono...

Dalej wychodzimy na chwilę na rozległy dziedziniec, gdzie można zobaczyć m.in. pozostałości stanowiska działa Ringkanone 15 cm:

W tle z prawej widoczne stanowisko działa

To już wiemy, skąd strzelały armaty, ale żadnych wielkich dział niestety nie zobaczymy. A obiecano…

Idziemy dalej – zaglądamy jeszcze do pomieszczenia za stanowiskiem działa, gdzie ponoć zoo trzyma czasem jakieś zwierzęta zapleczowe:

O, właśnie tutaj...

Po czym idziemy do pancernej kopuły obserwatora artylerii, znajdującej się na wprost wejścia do fortu. To także najwyższy punkt na terenie całego zoo – niestety, niewiele stąd widać, bo z każdej strony mamy wysokie drzewa.
Szkoda, bo ponoć blisko kopuły znajduje się słoniarnia
Idziemy zatem dalej – dochodzimy do prochowni wojennej, gdzie panują zupełne ciemności i tylko dzięki błyskającym fleszom widać cokolwiek:

Wnętrze prochowni, a na ścianie z lewej strony...

Pająk-atrapa - straszak na turystów

skąd wąskim a ciemnym korytarzem idziemy do kaponiery barkowej, skąd przez malutkie otwory w ścianie można popatrzeć na fosę:

Fosa widziana z kaponiery barkowej

To właściwie ostatni punkt zwiedzania – przechodzimy jeszcze przez rozległy dziedziniec i dochodzimy do miejsca, skąd wyruszyliśmy…

Koniec zwiedzania...

Pan przewodnik zapewnia nas, że to dopiero początek działalności fortu, stąd tak niewiele można na razie zobaczyć, ale już w przyszłym roku (fort zwiedzać można do końca września!) będzie znacznie ciekawiej!
Wierzymy i doceniamy ogrom trudu, włożonego w przywrócenie fortu do stanu „zwiedzalności”, a także zaangażowanie wszystkich pasjonatów, mamy jednak prawo trochę pokręcić nosem nad nieprzystawalnością buńczucznych zapowiedzi z potykacza a rzeczywistością wycieczki. No i to permanentne psioczenie na zoo…
Jakkolwiek – zwiedzanie trwało równą godzinę, więc chociaż to się zgadza!
Nie mamy jednak wątpliwości, że Fort III to gratka dla wszystkich miłośników fortyfikacji, militariów i historycznych obiektów wojskowych, do których my się specjalnie nie zaliczamy. Wycieczka była jednak bardzo zadowolona, nastolatek z wyimaginowanym karabinem także, poza tym pamiętamy, że to dopiero początki. Żeby oddać sprawiedliwość i my byliśmy usatysfakcjonowani, bo zobaczyliśmy makietę zoo i zooramy, szkoda tylko, że ta druga miała tak niefortunną ekspozycję.
Jakkolwiek – polecamy wizytę w Forcie III wszystkim, którzy zawitają do Nowego Zoo, kto wie, może obudzi się w Was miłośnik fortyfikacji? :).

Wszystkich ciekawych, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o Forcie III odsyłamy TUTAJ.

EPILOG – „SŁOŃKURS”

W długi sierpniowy weekend (13-15 sierpnia) wszyscy goście Nowego Zoo będą mogli wziąć udział w konkursowej zabawie zorganizowanej przez portal dziecipoznan.pl.
Do wygrania są atrakcyjne nagrody, m. in. roczny bilet wstępu do poznańskiego zoo (ważny dla trzech osób w dni powszednie do 31 grudnia 2011). W puli nagród będą także bilety wstępu do sali zabaw mykSmyk oraz książki. Wystarczy odnaleźć cztery pytania znajdujące się na terenie zoo i wrzucić odpowiedzi do skrzynki lub wysłać mailem. Szczegóły na kuponach dostępnych za wejściem do Nowego Zoo. Wyniki konkursu 17 sierpnia na stronie dziecipoznan.pl.
Z kolei w niedzielę 14 sierpnia na terenie ogródka dziecięcego (od 11 do 15) na dzieciaki będą czekały rozmaite konkursy i zabawy.

Reklamy

4 comments on “Nowe Zoo sierpniową porą, czyli Mrówkojad w Poznaniu!

  1. Czubacze hełmiaste rozmnożyły się po raz pierwszy w roku 2004 (ta sama para), a nie w 2009. Jedno z piskląt z tamtego czasu żyje po dziś dzień we Warszawie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s