Mrówkojady w akcji, Aleja Winniczków i 18 innych spostrzeżeń z naszego letniego spaceru po poznańskim Nowego Zoo

W piątek, 1 lipca, w warszawskim zoo urodził się mały mrówkojad, my tymczasem tego dnia odwiedziliśmy poznańskie Nowe Zoo – po raz pierwszy od naszej pamiętnej wielkanocnej wyprawy, od której minęły już ponad dwa miesiące!
Zapraszamy zatem na relację z naszej wizyty w Nowym Zoo – tym razem w nieco innej formule, zrezygnowaliśmy bowiem z relacji „krok po kroku”, na rzecz ujęcia problemowego – poniżej prezentujemy w formie punktów dwadzieścia wybranych zagadnień dotyczących Nowego Zoo, które chcielibyśmy Wam zaprezentować w kontekście piątkowej wycieczki.
Stały się one inspiracją do stworzenia przez nas listy „10 powodów, dla których warto latem odwiedzić Nowe Zoo” – o nich jednak napiszemy Wam niebawem…

Guapa i Tadzik, czyli wielkie mrówkojadzie spotkanie na szczycie!

Do Poznania przyjechaliśmy z samego rana w piątek, 1 lipca. Dla nas był to pierwszy dzień tak wyczekiwanych wakacji i zasłużonego wypoczynku. Wizyta w Nowym Zoo miała być otwarciem naszego letniego cyklu wypraw, który niestety z różnych powodów będzie bardzo mocno okrojony. Co gorsza, w piątek nie tylko w Poznaniu pogoda była raczej jesienna i można było odnieść wrażenie, że odwiedzamy zoo nie w lipcu, a w październiku.
Na szczęście podczas wizyty w Nowym Zoo padało tylko przelotnie, a warunki do zwiedzania były całkiem przyjemne.
Nasza wyprawa, jak to zwykle bywa, zaczęła się od dworca PKP, który – kogoś to dziwi? – jednak nie zmieni się tak, jak tego oczekiwano, przed EURO 2012.

Tak ma być, a tak jest teraz...

Warto przy okazji zapytać – jak do tego czasu zmieni się Nowe Zoo? Poczekamy, zobaczymy – stan bieżący przedstawiamy Wam na Mrówkojadzie regularnie.
Zobaczmy zatem, jak sprawy wszelakie miały się w ostatni piątek…

1. Jedziemy do zoo, czyli kilka sposobów na to, aby dostać się do Nowego Zoo!

Z dworca PKP udajemy się (jak zwykle w pełnym oplecakowaniu podróżnym) na przystanek tramwajowy Dworzec Zachodni, skąd tramwajem nr 8 w 20 minut docieramy na przystanek Krańcowa.

Mapa dojazdu do Nowego Zoo z Dworca PKP

Z przystanku Krańcowa do bramy Nowego Zoo mamy jeszcze równo półtora kilometra, czyli całkiem solidny spacer (po pięciu godzinach w pociągu i z plecakami na sobie jest to wątpliwa przyjemność).

Dojście z przystanku Krańcowa do Nowego Zoo

Co jednak mamy do wyboru?
Autobus linii „Z”, kursujący z Ronda Śródka do zoo, jeździ tylko w weekendy (małą więc pociechą jest to, że linię tę obsługuję zabytkowy tabor), a autobus nr 57 kursujący z Krańcowej do zoo między 7.46 a 14.06 nie ma… ani jednego kursu!

MPK nie rozpieszcza turystów chcących odwiedzić Nowe Zoo...

Samochodu ani roweru też przy sobie nie mamy, jedynym środkiem komunikacji jest zatem Maltanka. Ta jeździ z Ronda Śródka (żaden problem – wysiedlibyśmy z tramwaju trzy przystanki wcześniej), ale jest dosyć droga – dwa normalne bilety to 10 zł.
Przejdziemy się :) .
(Swoją drogą skandalicznym jest, że do zoo możemy dostać się tylko Maltanką – komunikacja miejska dowozi nas maksymalnie 1500 metrów przed zoo – a dalej? Maltanka jako jedyna alternatywa to stanowczo za mało – tym bardziej, że jest dosyć droga, a poza tym kursuje tylko w sezonie. Poza sezonem do zoo dostaniemy się jedynie na piechotę lub… własnym pojazdem. Super!)
Ale o tym była mowa już wiele razy – grunt, że w końcu do zoo dochodzimy…

2. Wchodzimy do zoo, czyli paragon proszę i pamiątek wciąż brak…

Jest lipcowe przedpołudnie, całkiem ciepło, choć wrażenie psuje nieco pochmurne niebo, wiatr i przelotny deszcz.
Przed kasą tłumów nie ma – ot, grupa około 10 osób, najpewniej wycieczka.

Wejście do zoo

Nie pierwszy już raz prosimy sympatyczną panią kasjerkę o możliwość zostawienia w pawilonie kasy plecaków (chodzenie z nimi przez kilka godzin po zoo to byłaby mordęga).
Kupujemy dwa bilety normalne – po 15 zł za sztukę (w weekend zapłacilibyśmy po 20 zł) i sprawdzamy jeszcze, czy pojawiło się może coś nowego w temacie pamiątek.

Sklepiki z pamiątkami już otwarte - nie proponują jednak nic, co miałoby bezpośredni związek z poznańskim zoo...

Niestety, nic – żadnych pocztówek, gadżetów związanych z zoo, albumów, koszulek itp. – dosłownie nic! Możemy tylko kupić słynny już przewodnik po zoo – za jedyne 5 zł!

Przewodnik po poznańskim zoo. Rocznik 2009. Czy nie mamy już przypadkiem roku 2011?
Nie czepiamy się już zatem biletów – te są bardzo ładne i należą do najatrakcyjniejszych ze wszystkich oferowanych przez krajowe ogrody (mamy blisko setkę biletów z poznańskiego zoo w ponad 20 różnych wersjach – gratka dla kolekcjonerów), zastanawia nas tylko, co na bilecie robią kobra i dromader, których w Nowym Zoo nie ma…

Bilet normalny do Nowego Zoo - 15 zł (w weekend zapłacimy 20 zł)

Nieważne – bilet jest bardzo ładnie zrobiony (świetnie prezentuje się zwłaszcza kolejka) i nie ma co marudzić, choć mrówkojad, słoń i nosorożec prezentowałyby się pewnie lepiej.
Co ciekawe, gdy pani bileterka sprawdza dopiero co kupione w kasie bilety, prosi nas jeszcze o okazanie paragonu – to pewna nowinka, na którą lepiej być przygotowanym (my swojego nie zdążyliśmy jeszcze wyrzucić, ale wiele osób robi tak odruchowo od razu po otrzymaniu paragonu).
Z biletami w dłoni, bez przewodnika (bo i po co?) i bez plecaków wchodzimy do zoo.
Czas rozpocząć zwiedzanie – dziś jednak, jak już wspomnieliśmy, nie prowadzimy Was krok po kroku, od wybiegu do wybiegu, ale omówimy naszą wycieczkę po zoo według kilkunastu wybranych zagadnień.
Pierwszym są:

3. Narodziny, czyli kto przyszedł na świat w ostatnich tygodniach w Nowym Zoo?

Zaczynamy od narodzin – a tych w minionych tygodniach było trochę. O kilku nowych mieszkańcach zoo już pisaliśmy na Mrówkojadzie, m.in. o: makaku japońskim, ośmiu młodych aksisach i jednej antylopie nilgau czy samiczce jelenia baweańskiego urodzonej 1 czerwca.
W Dziecięcym Zoo zaś 14 maja urodziła się klaczka kuca szetlandzkiego, Miśka oraz tradycyjnie już kilka kóz karłowatych.

Młode kozy karłowate w Dziecięcym Zoo

Odwiedziliśmy także samiczkę zebry Grevy’ego urodzoną 27 maja, która otrzymała imię Yoko.

Yoko, młodziutka zebra z Nowego Zoo

Młoda zebra ma już pięć tygodni i swobodnie porusza się po wybiegu, cały czas jednak trzyma się bardzo blisko swojej matki, Yumy.

Młoda zebra robi naprawdę niesamowite wrażenie i przyciąga zwiedzających, którzy tradycyjnie zastanawiają się, czy jest „biała w czarne paski, czy czarna w białe paski”…
My tymczasem wypatrzyliśmy jeszcze kilka innych niedawno urodzonych zwierzaków, m.in. cztery tragopany czerwone (tragopan satyr), które urodziły się już kilka tygodni temu:

Jeden z młodych tragopanów

dwie młode kaczki krzyżówki, które wypatrzyliśmy nad stawem, przy wybiegu sawanny afrykańskiej:

Mama-kaczka pilnowała, by nikt zanadto nie zbliżył się do małych kaczuszek

i przede wszystkim trzy puszczyki mszarne, które urodziły się już co prawda przed paroma tygodniami, jednak dopiero kilka dni temu wyszły z dziupli i pokazały się zwiedzającym.

Trzy młode puszczyki mszarne

Warto zaznaczyć, że para poznańskich puszczyków mszarnych rozmnaża się w Nowym Zoo bardzo dobrze –  poprzedni młody puszczyk wykluł się 23 maja zeszłego roku, a wcześniej para doczekała się jeszcze dwóch przychówków.  Tegoroczny jest wyjątkowy, bo wykluły się aż trzy młode sowy!

Puszczyk mszarny nr 1

I puszczyk mszarny nr 2. Niestety, trzeciemu trudno było zrobić "portretowe" zdjęcie...

Jeszcze liczniejsze narodziny miały miejsce w Pawilonie Zwierząt Nocnych – oto bowiem niedawno urodziło się aż… 15 tenreków zwyczajnych!

Małe tenreki zwyczajne z Nowego Zoo (fot. L'N'A)

To drugie już tak liczne narodziny tych zwierząt w poznańskim zoo – 28 czerwca zeszłego roku urodziło się bowiem siedem małych tenreków!
Poznań jest jednym z dwóch miast w Polsce, w którym można zobaczyć te niezwykłe zwierzęta. Oprócz poznańskiej dziewiątki grupa tenreków żyje jeszcze we wrocławskim zoo.
Rodzice maluchów przyjechali do poznańskiego zoo z ogrodu w Pilznie jako półroczne osobniki. Tuż po przeniesieniu  na obszerny wybieg do Pawilonu Zwierząt Nocnych, który podzieliły z galago małouchymi, samica urodziła pierwsze młode – i to aż siedem! Teraz doczekała się kolejnych młodych – i to aż 15!
Maluchy obecnie rosną zdrowo i mają się bardzo dobrze, trzeba jednak mieć sporo szczęścia, aby je wypatrzeć, zwykle bowiem chowają się na tyłach wybiegu – nam niestety nie udało się ich zobaczyć.

Małe tenreki zwyczajne z Nowego Zoo (fot. L'N'A)

Siódemka zeszłorocznych maluchów we wrześniu 2010 roku wyjechała do innego zoo, dlatego też poznańska grupa liczy obecnie 17 osobników.

Tenrek zwyczajny to jeden z największych ssaków owadożernych – osiąga długość nawet do 40 cm i wagę do 2,5 kg. Zamieszkuje Madagaskar (jest tam gatunkiem endemicznym), choć introdukowano go również na pobliskich wyspach (Komorach, Seszelach, Mauritusie i Reunionie).
Zamieszkuje głównie tereny krzewiaste i lasy równikowe.
Co ciekawe, tenrek zwyczajny ma najwyższy wśród ssaków potencjał rozrodczy – po ciąży trwającej około dwóch miesięcy samica może urodzić do 32 młodych i to dwa razy do roku, zwykle jednak miot oscyluje w granicach 10-20. Dodatkowo samica ma największą wśród ssaków liczbę sutków – 24!
Tenrek zwyczajny jest gatunkiem szeroko rozpowszechnionym i nie zagraża mu wyginięcie, a poziom populacji jest bardzo stabilny. W ogrodach zoologicznych są z kolei stosunkowo rzadkie – w Europie można je zobaczyć tylko w kilku placówkach.

4. Przeprowadzki, czyli już wiemy, co się stało z bocianami!

Co ciekawe, o ile w zoo w ostatnim czasie urodziło się trochę zwierzaków, to jakichś poważniejszych transferów z innych ogrodów nie zauważyliśmy – a jeśli takowe były, to wspominaliśmy o nich na bieżąco na mrówkojadzie (m.in. nowa foka pospolita).
Jedynym „nowym” gatunkiem okazał się być… bocian czarnodzioby – para tych ptaków zajęła wybieg, znajdujący się bezpośrednio przed rzędem tzw. wolier kuraków – zwykle wybieg ten pozostawał pusty, czasem można było na nim zobaczyć pawia. Teraz mieszka tu para bocianów, która przyjechała z… poznańskiego Starego Zoo!

Bociany czarnodziobe przeprowadziły się ze Starego Zoo do Nowego Zoo

Bociany czarnodziobe przeprowadziły się ze Starego Zoo do Nowego Zoo

W zoo przy Zwierzynieckiej dzieliły wybieg z mundżakami chińskimi, teraz mają do dyspozycji dość duży, zadrzewiony wybieg, na środku którego znajduje się konstrukcja z gniazdem. Niestety, walory ekspozycyjne wybiegu są umiarkowane…

Bocian czarnodzioby - Nowe Zoo

To nie koniec bocianich przeprowadzek – na wybiegu, zajmowanym dotychczas przez stado tomi zamieszkały dwa… bociany białe:

Bociany białe i tomi - Nowe Zoo

Przyznajemy – bardzo malownicze połączenie. Warto pamiętać, że wcześniej na wybiegu z tomi mieszkały żurawie koroniaste.

Tymczasem w tzw. wielkiej wolierze, zajmowanej bardzo długo przez dwa bieliki olbrzymie, zamieszkał samiec orłosepa brodatego.

Orłosęp brodaty - Nowe Zoo Poznań

Do niedawna para orłosępów zamieszkiwała wolierę obok insektarium, w której obecnie mieszkają… bieliki olbrzymie. Gdy byliśmy w Nowym Zoo pod koniec kwietnia, bieliki mieszkały już w wolierze orłosępów, orłosępy w wolierze orłów stepowych, natomiast wielka woliera stała pusta – była właśnie remontowana (w wyniku wichury została nieznacznie uszkodzona). Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że w zoo został już tylko jeden orłosęp – co się stało z drugim, niestety nie wiemy.
Jakkolwiek samiec orłosępa w nowej wolierze prezentuje się naprawdę fantastycznie:

Orłosęp brodaty zamieszkał w dawnej wolierze bielików olbrzymich

Na brak gości też nie może narzekać :).

Spotkanie na szczycie - nikomu nic się nie stało...

To nie koniec – w zoo pojawiła się także nowa samica kapibary, która dołączyła do mieszkającego już w zoo samca, Normiego. Nowa samica przyjechała z Holandii, jest jeszcze bardzo młoda – ma zaledwie rok.
Obecnie w zoo są tylko dwie kapibary.
Z kolei w Pawilonie Zwierząt Nocnych zamieszkała samiczka lemura myszatego, która dołączyła do czteroletniego samca, który przyjechał z Pilzna. Samica przyjechała z holenderskiego ogrodu Overloon (stamtąd też pochodzi kapibara).

5. Inwestycje i remonty, czyli foki jak malowane!

Obok narodzin nowych zwierząt i pojawianiu się w zoo zwierzaków z innych ogrodów zoologicznych to właśnie wszelkiego rodzaju inwestycje i remonty są tym, co świadczy o aktywności i „żywotności” danego zoo. Każda nasza kolejna wizyta we wrocławskim zoo to wizyta za każdym razem w innym miejscu – zoo bowiem cały czas się zmienia, przekształca, rozwija. Niestety, w przypadku poznańskiego zoo ten postęp jest nieporównywalnie mniejszy, a wszelkie zmiany mniej widoczne. Na niekorzyść Nowego Zoo przemawia też zapewne fakt, iż odwiedzamy je znacznie częściej i bardzo regularnie, ale za to znamy je już tak dobrze, że dostrzegamy właściwie każdą większą zmianę.
A tych od naszej ostatniej wizyty nie było niestety zbyt wiele.

Pierwsza, widoczna już na wstępie, to… zmiana nazwy Dziecięcego Zoo na  Ogródek Dziecięcy:

Ogródek Dziecięcy w Nowym Zoo

Póki co zmiana sprowadza się jedynie do naklejenie na bramę wejściową tablicy z napisem oraz zmianie nazwy tego miejsca – kto wie, może to początek większych inwestycji w tym miejscu?

A tak byłon jeszcze niedawno...

W znajdującym się za Ogródkiem Dziecięcym basenie fok pospolitych jest już nie tylko woda, ale także wszystkie trzy foki –  Max i Viki i sprowadzona 19 maja z Frankfurtu Nelly, która zastąpiła mieszkającą wcześniej w poznańskim zoo Aleksis (która niestety padła).

Basen fok - gdzieś tam w tle widać Nelly

Niestety, mimo modernizacji basenu, pomalowania dna i wymiany wody widoczność niewiele się poprawiła i wciąż możemy tylko pomarzyć o ekspozycji, na miarę opolskiej czy wrocławskiej.
Wiadomo, foki pospolite to nie uchatki, ale przydałoby się coś więcej, niż tylko dawny basen ptactwa wodnego.
Kto wie, może kiedyś?

Tymczasem „nowej” woliery doczekał się dzioborożec białodzioby oraz sójkowiec krasnoskrzydły – dach ich woliery uległ bowiem „biodegradacji” i pod koniec kwietnia był wymieniany.
Teraz woliera prezentuje się jak nowa:

Żeby jednak nie było – to nie jedyne zmiany, największą jest bowiem…

6. Przystanek „Ryś”

Nowy wybieg dla rysi powstaje już od zeszłego roku tuż za obecnym wybiegiem, zajmowanym przez parę rysi – fasada ekspozycyjna nowego wybiegu znajdować się jednak będzie nie od strony wybiegów drapieżnych, a od strony alejki przy nosorożcach, zaś sam wybieg ulokowany jest naprzeciwko wybiegu milu.
Na razie możemy zobaczyć jedynie metalową konstrukcję otaczającą przyszły wybieg oraz ceglany murek…

Docelowo jednak nowy wybieg ma składać się z ogrzewanego budynku (kotnika), niewielkiego wydzielonego wybiegu dla młodych zwierząt oraz z ogrodzonego wybiegu zewnętrznego przeznaczonego dla ekspozycji zwierząt.
Wybieg ogrodzony będzie murkiem żelbetowym z okładziną kamienną, nad podmurówką znajdzie się ogrodzenie z siatki z elementami drewnianymi i przeszkleniem. Wybieg utworzony będzie na bazie istniejącej obecnie klatki, która przeznaczona zostanie do modernizacji. Częścią ogrodzenia będzie sztuczna górka z tunelem w poziomie przejścia.
Wybieg będzie miał powierzchnię nieco ponad 1600 m kw.

Więcej na temat nowego wybiegu rysi napiszemy już niebawem!

Póki co gotowy jest Przystanek „Ryś” – czyli przedostatni przystanek na trasie kolejki.

Przystanek "Ryś"

Przystanek „Ryś” zastąpił przystanek „Nosorożce/milu”, których wybiegi znajdują się de facto w pewnej odległości od wybiegów tych zwierząt – nowy wybieg rysi będzie natomiast dosłownie naprzeciwko.
Na przystanku pojawiła się nowa mapa z rysiem oraz plan najbliższej okolicy przystanku.

7. „Zakaz karmienia zwierząt” i co ma orzeł do zamku Przemysła?

Zostajemy w temacie tablic – na terenie całego zoo pojawiło się kilka nowych, dużych tablic, informujących zwiedzających o zakazie karmienia zwierząt – tablice są duże i widoczne, a przy tym estetycznie wykonane. Można je zobaczyć m.in. na ogrodzeniu przy paśniku zebr, na wolierze wari oraz wolierach lwiatek złotogłowych.

Mamy nadzieję, ze tablice okażą się skuteczne, choć po prawdzie przyznać trzeba, że poznańskie Nowe Zoo na tle krajowych ogrodów wypada naprawdę dobrze jeśli chodzi o postawę zwiedzających – jak na tak wiele wizyt w Nowym Zoo zaobserwowaliśmy względnie niewiele niepożądanych zachowań ze strony zwiedzających. Z drugiej jednak strony pojawienie się tylu nowych tablic może mieć przełożenie na zwiększenie się liczby takich przypadków…

Ciekawostkę jest natomiast tablica, która pojawiła się na wolierze orłów przednich – poświęcona jest ona historii godła Rzeczypospolitej Polskiej, którego pierwowzorem miał być orzeł przedni właśnie – jak powszechnie wiadomo, kandydatów do tego tytułu jest znacznie więcej…

Orzeł przedni, bielik, kogut, paw a może gołąb?

Tablica została wykonana przez Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Poznaniu – na tablicy znajduje się prośba o wsparcie odbudowy poznańskiego zamku królewskiego – jak bowiem wiadomo, to właśnie w poznańskim zamku narodziło się godło państwowe.
Pomysł odbudowy zamku jest co najmniej kontrowersyjny, ale reklamowanie akcji w zoo to zabieg całkiem sprytny.
Pytanie tylko – jaki ptak tak naprawdę stał się pierwowzorem dla godła?

8. Flaming dla Czerwonaka

Tematu tabliczek ciąg dalszy – miesiąc temu pisaliśmy o festynie, zorganizowanym przez podpoznańską gminę Czerwonak, która z okazji 600- lecia swego powstania adoptowała jednego z mieszkających w Nowym Zoo czerwonaków chilijskich (flamingów) – pomysł wielce oryginalny i naszym zdaniem bardzo trafny.

Gmina Czerwonak adoptowała flaminga, znaczy czerwonaka!

Zwierzak adoptowany został 8 marca,  a uroczysty festyn z tej okazji zorganizowano 5 czerwca w Nowym Zoo.
Zorganizowano nawet konkurs na imię dla adoptowanego czerwonaka i, jak się okazało, zwyciężyła propozycja Flamcio.

Flamcio? Czemu nie!

My zastanawiamy się tylko, który z poznańskich czerwonaków to ów Flamcio, który ma za sobą wsparcie całej gminy, bo patrząc na całe stado, jakoś nie możemy go odnaleźć…

Który to Flamcio?

Niemniej duże brawa dla gminy Czerwonak za oryginalny pomysł i ciekawą akcję promocyjną!
Przy okazji przypominamy, że adoptowanie zwierzaka to nie tylko działanie w słusznej sprawie i korzyści dla samego zwierza, ale też możliwość oryginalnej promocji – o czym zresztą sami bardzo dobrze wiemy :).

Będzie trzeba nieco zmienić tę tabliczkę...

9. Motylarnia, czyli łap motyla tylko na zdjęciach!

O samej Motylarni szczegółowo pisaliśmy tutaj. Nie ma wątpliwości, iż pawilon Świata Motyli to – przynajmniej potencjalnie – jedno z ciekawszych miejsc w Nowym Zoo. To zresztą, obok słoniarni i Pawilonu Zwierząt Nocnych, jedyny w całym zoo typowy pawilon, niestety, jest nieczynny poza sezonem, czyli od 1 września do 30 kwietnia. Warto o tym pamiętać, np. wtedy, gdybyśmy jesienią lub zimą chcieli się schronić przed deszczem/zimnem i pooglądać egzotyczne motyle :).

A sama Motylarnia prezentuje się tak:

Pamiętajmy, że w środku jest bardzo ciepło i duszno, a motyli nie wolno – pod żadnym pozorem! – łapać ani dotykać.
Ale zdjęcia robić wolno :).

My do zakazów dorzucilibyśmy jeszcze jeden – żeby nie wrzucać monet do oczka wodnego, bo efekt jest niestety taki:

To już lepiej zamontować skarbonkę przed wejściem na ekspozycję...

Podczas naszej piątkowej wizyty motyli było wyjątkowo dużo i były w dodatku bardzo aktywne, jednak ze względu na panującą wewnątrz temperaturę i wilgotność trudno wytrzymać w środku dłużej, niż kilka minut…

10. W rodzinnym kręgu…

Zwierzęcych rodzin w Nowym Zoo nie brakuje – mamy wszak tygrysy syberyjskie, mrówkojady (a jak!) i puszczyki mszarne, dwie rodziny budzą jednak naszą szczególną sympatię, głównie ze względu na fakt, iż praktycznie cały czas trzymają się razem – to otocjony oraz świnie wisajskie.

Rodzinka otocjonów w komplecie

Starsza, choć mniej liczna, jest rodzinka otocjonów. To para dorosłych – siedmioletnia samica Smużka i sześcioletni samiec Gacek, oraz dwie samiczki, które urodziły się 25 maja zeszłego roku. Rodzice bardzo troskliwie zajmowali się swoimi pociechami, a teraz rodzina właściwie nie odstępuje siebie na krok.

Warto pamiętać, że to właśnie w poznańskim zoo po raz pierwszy na świecie urodziły się otocjony – nastąpiło to w 1993 roku i było nie lada sensacją nie tylko ze względu na narodziny, ale także dlatego, że młode zostały odchowane przez matkę.

Z pięciu osobników składa się natomiast rodzina świnek wisajskich.

Świnie wisajskie - rodzina w komplecie

Tata Elvis, jego partnerka oraz trzy maluchy, które urodziły się 12 stycznia tego roku – Pyrka, Tytka i Chrumson (takie imiona wybrała dla nich czytelniczka Głosu Wielkopolskiego w specjalnie zorganizowanym przez gazetę konkursie na imiona dla trzech świnek).
Tu również rodzina trzyma się razem – oglądanie całej piątki maszerującej po wybiegu to naprawdę przedni widok :).

11. Ptasie pary

Było o rodzinach, czas na pary – a tych w Nowym Zoo nie brakuje. Szczególną sympatią darzymy dwie ptasie pary, które należą do naszych ulubionych zwierzaków w zoo.
Są to:

MARABUTY – Roman i Frania


Marabuty mieszkają na wybiegu między wybiegiem kangurów a wolierą dzioborożca białodziobego. Starszy – samiec Roman, który w poznańskim zoo mieszka już od lat, oraz młoda samica, Frania, która przyjechała do Poznania w połowie listopada 2009 roku z zoo w Cottbus.
Roman zamieszkiwał wcześniej wybieg sawanny afrykańskiej, razem z zebrami i strusiami. Na nowy wybieg przeniósł się w połowie zeszłego roku, gdy połączono go z samicą.
Wszyscy mają nadzieję, że para doczeka się w końcu młodych, tym bardziej, że Romek od wielu już lat czeka na swego potomka – z poprzednią partnerką niestety nie udało mu się go doczekać. Frania jest jeszcze bardzo młoda i świetnie zaaklimatyzowała się w zoo. Widać też, że dobrze dogaduje się z Romkiem, można więc mieć nadzieję, że coś z tego będzie… :).

DZIOBOROŻCE ABISYŃSKIE – Generał i Nożyczki

Generał i Nożyczki - dzioborożce abisyńskie z Nowego Zoo

To kolejna niezwykle malownicza para – dwa pokrzywdzone przez los dzioborożce abisyńskie, które świetnie się ze sobą dogadują i tworzą zgodną, uroczą parę.

Generał jest niezwykle troskliwym i oddanym partnerem i bardzo dba o swoją pokrzywdzoną przez los małżonkę. Zresztą jej krzywy dziób – tragedia w przypadku dzioborożców (jest on niezbędny przy wychowywaniu potomstwa) – to nie jedyny problem pary dzioborożców – niepełnosprawny jest także Generał. Ma poważnie uszkodzone lewe skrzydło.

Gdzie jest Generał? Tutaj!

Oba dzioborożce bardzo o siebie dbają, nie zważając przy tym na swoje ułomności. Praktycznie cały czas trzymają się razem, a ulubionym miejscem ich zabaw jest pniak z wystającą gałęzią znajdujący się na środku wybiegu – dzielonego ze stadem sitatung!

Tylko jeden dzioborożec może być na szczycie gałęzi - tym razem jest to Generał.

Poznańska para jest jedną z zaledwie dwóch w Polsce – drugą parę dzioborożców abisyńskich można zobaczyć w łódzkim zoo.

12. Pieski – reanimacja

Nieświszczuki czarnoogonowe, popularnie zwane pieskami preriowymi, to zwierzęta same w sobie bardzo atrakcyjne i wdzięczne dla zwiedzających – gdy tylko nie śpią, zawsze są w ruchu, ciągle coś robią, jedzą, biegają lub znienacka „łypią” na zwiedzających słynnym już spojrzeniem. Taki zwierzak prawie w każdych warunkach jest dla zwiedzających atrakcyjny – gdy będziemy mieć możliwość oglądania go tak, jak choćby w opolskim zoo, automatycznie awansuje do grona największych hitów ogrodu. Ale nawet w warunkach poznańskich można zaobserwować różne ciekawe sytuacje – ot, choćby taką:

W wersji rozszerzonej wyglądało to tak:

Siłowanie

Przewrót

Przytrzymanie

Masaż

Wirowanie

i na koniec badawcze spojrzenie

Jakieś pomysły? 🙂

13. Który zwierzak w zoo jest największy?

Nie ma wątpliwości – największym (ponad 3 metry wzrostu) i najcięższym (waga – ponad 4500 kg) mieszkańcem Nowego Zoo – a pewnie i całej Polski – jest słoń afrykański Ninio.

Ninio

Urodził się  30 września 1999 roku w Ramat Gan w Izraelu, do Poznania przyjechał 10 marca 2009 roku. Wraz z młodszym samcem, Yzickiem, oraz trzema samicami – Kizią, Kingą i Lindą – tworzy największe w Polsce stado słoni afrykańskich. Co ciekawe jednak, jeszcze nie zdarzyło się, żeby cała piątka była razem na jednym wybiegu – Ninio wciąż jeszcze nie został połączony z resztą „stada”.

O ile Ninio jest najcięższy i największy, ze wszystkich mieszkańców zoo, to tytuł najwyższego należy się raczej komuś innemu – samcowi żyrafy Rooibosowi, który mierzy co najmniej 5 metrów!

Z kolei tytuł „największej pary” należy się bezsprzecznie dwóm nosorożcom białym – Diunie i Dino!

Kto ma najdłuższy język, chyba wiadomo :).

14. Na pawim tropie…

Paw to nietypowy mieszkaniec zoo – zarówno w Starym jak i Nowym Zoo można go spotkać praktycznie wszędzie – a to dlatego, że jest to jedyny pełnoprawny mieszkaniec zoo, który może sobie swobodnie spacerować po jego terenie.
Oczywiście rzecz się tyczy nie wszystkich pawi mieszkających w Nowym Zoo – w ogrodzie zoologicznym mieszka ich kilka (w Nowym Zoo zamieszkują dwie woliery w tzw. rzędzie kuraków), ale przynajmniej jeden okaz spaceruje sobie tam, gdzie mu się tylko podoba.
W piątek na ten przykład najpierw zauważyliśmy go, jak siedział sobie na… wolierze olśniaków himalajskich:
Następnie dosłownie przebiegł przez kilka kolejnych wolier:

Paw-sprinter

i zniknął za wybiegiem kangurów. Spotkaliśmy go kilka godzin później, gdy… spacerował sobie przy basenie fok pospolitych:

Paw na spacerze

Oczywiście na samym spacerowaniu się nie skończyło – w pewnym momencie, ni stąd, ni zowąd nasz paw rozłożył swój ogon i z dumą zaprezentował go zarówno od przodu:

jak i od tyłu:

Na tym nie koniec – gdy my na zakończenie naszej wycieczki postanowiliśmy przejechać się jeszcze po zoo kolejką, paw nic sobie nie robiąc z nikogo wskoczył na ławkę na przystanku początkowym:

Do kolejki już jednak nie wsiadł, choć byli i tacy pasażerowie, którzy usilnie go do tego namawiali…

15. Gdzie jest kazuar?

O ile pawia możemy spotkać w bardzo wielu miejscach zoo i wiemy już, gdzie jest Generał, o tyle sprawa kazuara hełmiastego nie jest już taka prosta.
Jego wybieg znajduje się naprzeciwko wybiegu emu, między wybiegiem jeleni baweańskich a Barem „Miś”, jednak mamy wrażenie, że o jego obecności w zoo wie tak naprawdę bardo niewielu zwiedzających. Wszystko dlatego, że obecnie widok na wybieg kazuara z ogrodowej alejki prezentuje się tak:

a tak od strony Baru „Miś”:

Warunki ekspozycyjne tego wybiegu nigdy nie były zbyt dobre, teraz jednak wszystko tak zarosło, że praktycznie nie widać nawet tabliczki informującej, kto ów wybieg zamieszkuje.
A szkoda, bo kazuar to naprawdę wspaniały i wielce interesujący ptak – który wygląda tak:

Zdjęcie zrobione, gdy chaszcze były mniejsze - ale i tak musieliśmy się nagimnastykować, żeby tak dobrze go zobaczyć...

Ciekawi jesteśmy jaki procent zwiedzających Nowe Zoo zadał sobie trud, żeby zejść z alejki głównej, wdrapać się na podwyższenie przy Barze „Miś” i przez gąszcz krzaków wypatrzeć kryjącego się gdzieś w oddali kazuara. Możliwe, że większość zwiedzających nawet nie wiedziała, że takowy zwierz w zoo w ogóle mieszka…

16. Wypatruj, wypatruj! – czyli kogo w Nowym Zoo spotkać nie tak łatwo…

A skoro już mowa o zwierzakach, które zobaczyć trudno, postanowiliśmy zrobić szybki przegląd wszystkich mieszkańców poznańskiego zoo i sprawdzić, z obserwacją których możemy mieć podczas wycieczki do zoo szczególne kłopoty. Nowe Zoo odwiedziliśmy tyle razy – i to o różnych porach roku i dnia – iż materiał badawczy zebrał się przeogromny.
Można by z niego stworzyć osobny tekst (i pewnie to zrobimy) – dlatego też teraz postanowiliśmy zrobić jedynie krótką listę zwierzaków „trudnych do wypatrzenia”:

– Pawilon Małych Ssaków: tu problemów jest szczególnie dużo – zwierzaki są nie dość, że bardzo małe, to jeszcze płochliwe i czasem potrzeba dużo cierpliwości, żeby któryś nam się zaprezentował. Nie tak łatwo wypatrzyć szczególnie lemingi stepowe, chomiki myszakowate, myszaki kaktusowe a nawet kururo!

Podstawa to cierpliwość!

Perewiazka: w jej przypadku trzeba mieć ogromne szczęście – nam udało się ją zobaczyć tylko trzy razy, w tym podczas Nocy Marzeń w 2010 roku – wtedy zobaczyliśmy ją po raz pierwszy. Największe szanse mamy pod wieczór, gdyż to zwierzak o raczej nocnym trybie życia. Warto jednak próbować, gdyż perewiazka to zdecydowanie jeden z najładniejszych mieszkańców Nowego Zoo!

Prawda, że piękna?

Norka europejska: widziana rzadziej niż podczas połowy wizyt, a sprawdzamy zawsze!

Łasza palmowa: chyba nie musimy nic dodawać, prawda? Nadal jedyny gatunek mieszkający w Nowym Zoo, którego nie zobaczyliśmy na własne oczy. Zdjęcia może i są, ale…

– Pawilon Zwierząt Nocnych: wiadomo – ciemno, ciemno i jeszcze raz ciemno, zawsze więc można jakiegoś zwierza nie wypatrzeć. Z niektórymi jednak kłopoty są szczególne – najtrudniej chyba zobaczyć jeżatkę afrykańską, tenreki zwyczajne i syczka długouchego.
O zrobieniu dobrych zdjęć natomiast lepiej zapomnieć – pamiętać natomiast trzeba, że wewnątrz pawilonu nie wolno robić zdjęć z użyciem lampy błyskowej!

Oczywiście – oprócz łaszy, która przebywa obecnie na zapleczu hodowlanym – wszystkie wymienione powyżej zwierzaki mamy szansę zobaczyć w Nowym Zoo – trzeba mieć jednak trochę cierpliwości, a czasem po prostu przyjść do zoo raz jeszcze. Albo i dwa, trzy…
Szanse, by podczas jednej wizyty zobaczyć wszystkie zwierzęta, są nikłe, ale też i nie o to chodzi – dla nas wielką frajdą było stopniowe odkrywanie zoo i odkreślanie po każdej wizycie gatunków, które udało nam się zobaczyć – tym większa bowiem była radość, gdy jakiegoś zwierza „upolowaliśmy” dopiero za którymś razem.
Może kiedyś doczekamy i łaszy? :).

Sami "zrobiliśmy" to zdjęcie!

Do tematu jednak jeszcze wrócimy w osobnym tekście, jest to bowiem kwestia bardzo ciekawa i wymagająca szerszej analizy.

17. Aleja Winniczków

O ile niektórych „oficjalnych” mieszkańców Nowego Zoo (podobnie zresztą, jak jakiegokolwiek innego zoo w Polsce czy na świecie) może nam się czasem nie udać zobaczyć, o tyle spacerując alejkami ogrodu mamy szansę spotkać bardzo wiele zwierzaków mieszkających w zoo „bez meldunku” – na terenie Nowego Zoo żyje bowiem w „warunkach naturalnych” bardzo wiele stworzeń.
Bez problemu spotkamy np. wiewiórki, krajowe ptasiory, owady, żaby, gryzonie (np. myszy), a przy odrobinie szczęścia jeża lub borsuka.
Podczas naszej piątkowej wyprawy hitem okazały się być natomiast… winniczki, których dziesiątki spotkaliśmy na ogrodowych alejkach, szczególnie na odcinku od małych drapieżników do Motylarni oraz na trasie od słoniarni do wybiegu mrówkojadów.

Temu daliśmy na imię Kacper...

To Bazyl...

A to Stefan...

Warunki pogodowe widać sprawiły, że winniczki masowo przemieszczały się po ogrodowych alejkach – niestety, dla wielu takie podróże kończyły się tragicznie…
Jak się też okazało, zawsze przyjacielski Tadzik od razu polubił dzielnych wędrowców z muszlą na… grzbiecie (?):

Tadzik i... Tadeusz!

Jako że Tadzik je tylko pluszowe mrówki, winniczek mógł się czuć bezpiecznie.

18. Twierdza Poznań w Nowym Zoo!

1 czerwca, w Dzień Dziecka, w zoo udostępniono dla zwiedzających tzw. Fort III należący do systemu fortyfikacyjnego Twierdzy Poznań. Dzięki staraniom Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Fortyfikacji udało się go zamienić w otwartą atrakcję – wcześniej bowiem stał i niszczał.
Fort III to jeden z obiektów wchodzących w skład Twierdzy Poznań. Zbudowano w latach 1877-1881, obecnie zaś należy do najlepiej zachowanych, gdyż znajduje się na terenie Nowego Zoo, tym samym nie mieli tam wstępu np. złomiarze czy bezdomni, którzy przyczynili się do niszczenia pozostałych fortów.
Wejście na teren fortu znajduje się bezpośrednio naprzeciwko głównego wejścia do zoo, po prawej od parku linowego, tuż za początkowym przystankiem kolejki.

Doprowadzenie fortu do stanu używalności jest efektem pracy kilkudziesięciu wolontariuszy i członków PTPF, spore zasługi ma także dyrekcja poznańskiego zoo, która zezwoliła na prowadzenie prac modernizacyjnych na terenie fortu.
Fort można zwiedzać w każdą sobotę i niedzielę, a także w święta, o godz. 11, 12.30, 14, 15.40 i 17.
Żeby jednak wejść na teren fortu, najpierw trzeba kupić bilet do Nowego Zoo, a następnie, tuż przy przystanku kolejki, gdzie znajduje się punkt sprzedaży biletów do fortu, zakupić jeszcze wejściówki doń (8 zł normalny i 6 ulgowy).

Tu kupimy bilety...

Zwiedzanie rozpoczyna się od wizyty w niewielkim pomieszczeniu, gdzie znajdują się gabloty z pociskami, latarniami, które niegdyś oświetlały fort zbudowany w latach 1877-1881. Są też plany specjalnie sprowadzone z niemieckiego archiwum i ciekawostka – makieta zoo z lat 70.

Niestety, nam podczas tej wyprawy nie udało się zwiedzić fortu, a to dlatego, że byliśmy w zoo w… piątek. W sobotę niestety strasznie lało, a w niedzielę nie było już czasu…
No nic – wypada czekać do następnej wyprawy (już za miesiąc) – wtedy postaramy się odwiedzić zoo w weekend, żeby zajrzeć także do fortu!
Mamy bowiem przeczucie, że może stać się on jedną z największych atrakcji zoo – jak by nie patrzeć, żaden inny polski ogród zoologiczny nie może zaoferować zwiedzającym podobnej atrakcji!

19. Przejażdżka kolejką na koniec, czyli zmarźluchy niech trzymają się ciepło!

Na koniec zwiedzania – tradycyjnie już – postanowiliśmy przejechać się po całym zoo kolejką. Bardzo wiele na jej temat napisaliśmy przy okazji naszej poprzedniej wizyty i nadal podtrzymujemy zdanie, że mimo pewnych niedociągnięć (przydałoby się wreszcie zaktualizować nagranie, którego słucha się podczas jazdy, bo słoniarnia nie powstała „w minionym roku”, a w Nowym Zoo naprawdę nie ma „500 gatunków”) to zdecydowanie jedna z największych atrakcji w poznańskim zoo.

Dla wielu kicz i "żadna to kolejka", ale większości - szczególnie dzieciakom - bardzo się podoba!

Warto jednak pamiętać, że w chłodniejsze dni – a takim był piątek – podczas jazdy naprawdę mocno wieje i można trochę zmarznąć. My po dwudziestokilkuminutowej przejażdżce byliśmy solidnie wyziębieni.
Co ciekawe także, kolejka swój ostatni przystanek miała nie, jak zwykle, przy bramie wejściowej do zoo, ale przy wybiegu… kazuara. Dziwne, bo skład i tak jechał dalej – my przez taką przymusową wysiadkę spóźniliśmy się na autobus nr 57, którym chcieliśmy podjechać na tramwaj, by nie musieć znów dreptać półtora kilometra na przystanek Krańcowa…

20. Mrówkojady, mrówkojady!

A na koniec – last, but not least – nasze ukochane zwierzaki, czyli – jakby ktoś jeszcze nie wiedział – mrówkojady olbrzymie!
Niech się dzieje co chce – niech pada, wieje, wszystkie zwierzaki się chowaj,ą a w zoo nic się nie buduje nowego – ale gdy one są na wybiegu, to każda wizyta już jest udana :).
W takim razie naszą piątkową wizytę uznać trzeba za wybitnie udaną, bo na brak mrówkojadów akurat narzekać nie mogliśmy…

Guapa na tropie mrówek

Uznaliśmy jednak, że nasza relacja i tak bardzo mocno się rozrosła, a mrówkojady jak nikt inny zasługują na osobne miejsce, dlatego też kilka słów na ich temat przeczytacie w epilogu do naszej relacji z piątkowej wizyty w Nowym Zoo, poświęconym trójce naszych ukochanych zwierzaków właśnie.

Tyle zatem na dziś – więcej mrówkojadów już wkrótce!

Advertisements

One comment on “Mrówkojady w akcji, Aleja Winniczków i 18 innych spostrzeżeń z naszego letniego spaceru po poznańskim Nowego Zoo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s