Mrówkojad w Człuchowie po raz drugi! – naczelne lwy, nowa ścieżka i czekając na pingwiny czyli 17 pytań o Canpol!

Canpol Zoo, Zoo Canpol, Zoo w Człuchowie, Zoo w Sieroczynie, Canpol Zoo w Człuchowie, Mnizoo Canpol…
Jak zwał, tak zwał, a tymczasem Redakcja Mrówkojada 14 maja po raz drugi postanowiła wybrać się do Człuchowa, aby odwiedzić tamtejsze „zoo”. Pierwszy raz do Człuchowa wybraliśmy się w październiku zeszłego roku i wówczas zdecydowanie lepsze wrażenie zrobiło na nas samo miasto, niż główny cel naszej wyprawy, czyli zoo w kompleksie Canpolu.
Dlaczego więc postanowiliśmy wybrać się tam ponownie? Głównym powodem było dość sensacyjne i nieoczekiwane sprowadzenie do człuchowskiego zoologu trzech lwów, ale też chęć sprawdzenia, co zmieniło się w całym zoo i jak prezentuje się ono w słoneczną, majową sobotę, poprzednim razem było bowiem chłodno, ponuro i jesiennie.
Zapraszamy na relację z naszej wizyty w Człuchowie i Canpol Zoo – relację dość nietypową – dlaczego?
Sami zobaczcie… :).

Mrówkojad w Człuchowie po raz drugi - Tadzik na człuchowskim rynku

Nie ukrywamy, że majowa wizyta w Człuchowie stanowi dla nas trudny orzech do zgryzienia i od samego początku zastanawialiśmy się, w jaki sposób opisać naszą do podczłuchowskiego zoo – tym bardziej, że tylko utwierdziła nas ona w przekonaniu, że Canpol Zoo to miejsce kontrowersyjne i budzące sprzeczne uczucia.
Poza tym bardzo szczegółowo, dosłownie krok po kroku, oprowadziliśmy Was po zoo przy okazji naszej jesiennej wizyty, uznaliśmy więc, że nie ma sensu się powtarzać (tym bardziej, że oprócz pojawienia się lwów naprawdę bardzo niewiele się zmieniło…) i postanowiliśmy wymyślić nieco inną formułę relacji – tak oto narodził się pomysł na relację typu „ileś tam pytań do”, którą postanowiliśmy niniejszym zastosować.
Zadaliśmy sobie zatem szereg pytań odnośnie do człuchowskiego zoo i na podstawie naszej majowej (ale nie tylko) wizyty postanowiliśmy na nie odpowiedzieć.
Do dzieła zatem!

17 pytań o Canpol Zoo!

1. Czy Człuchów jest najmniejszym miastem w Polsce posiadającym „własne” zoo?

Najmniejszym miastem w Polsce posiadającym ogród zoologiczny z prawdziwego zdarzenia jest Zamość (67 tys. mieszkańców). Człuchów to jednak zupełnie inna liga – z 15 tysiącami mieszkańców bliżej mu do Nowego Tomyśla (też 15 tysięcy) czy Braniewa (18 tys.).
Człuchów jest miasteczkiem położonym w powiecie człuchowskim (woj. pomorskie), w miejscu, gdzie przecinają się drogi krajowe z Koszalina do Warszawy i z Królewca do Berlina, mniej więcej równo w połowie drogi między Koszalinem a Bydgoszczą (100 km w jedną stronę i 100 km w drugą).

Człuchów - położenie

2. Z czego Człuchów słynie, czyli co zobaczyć trzeba, zanim dojdziemy do zoo?

Jak podają wszelkie przewodniki, Człuchów to przede wszystkim gotycki zamek krzyżacki, ponoć swego czasu drugi w kraju, po Malborku! Kiedyś może i tak, niestety dziś została z niego już tylko wieża.
Inna sprawa, że całkiem okazała – 46 metrów robi wrażenie, a wieżę widać z każdego miejsca w mieście:

Wieża zamku w Człuchowie - widok z rynku

Oprócz zamku mamy jeszcze trochę zabytków, całkiem ładny rynek i – przede wszystkim – ogromną ilość niezwykle interesujących obiektów architektonicznych z drugiej połowy XX wieku, które nadają miastu niezwykłego klimatu.
Naszym ulubionym budynkiem jest bez wątpienia gmach biblioteki miejskiej z fenomenalnym muralem:

W Człuchowie wybierają pokój!

Więcej informacji na temat samego Człuchowa i jego atrakcji znajdziecie w pierwszej części naszej zeszłorocznej relacji.  Zapraszamy też do galerii zdjęć z Człuchowa, w której zebraliśmy zarówno największe atrakcje miasta, jak i wszelkie „smaczki” miejskie.
Zgłodniałym turystom polecamy natomiast znajdującą się na rynku pizzerię, gdzie oprócz smacznej i niedrogiej pizzy (duża jest naprawdę duża!), można także obcować z niezwykłymi malunkami naściennymi, zdradzającymi upodobania właścicieli:

Zagadka - ile zwierząt widzisz na zdjęciu. Nazwij je!

Sprawdzamy także, jakież to słynne osoby pochodzą z Człuchowa bądź też są z tą miejscowością bliżej związane.
Co się okazuje – w Człuchowie mieszka „największy polski jasnowidz”, urodził się tu jednokrotny reprezentant Polski w piłce nożnej oraz znana polska aktorka telewizyjno-filmowo-teatralna.
W Człuchowie także rezydował swego czasu niejaki Ulrich von Jungingen, znany nie tylko z pewnego filmu :).

Całkiem nieźle jak na tak nieduże miasteczko!

3. Gdzie tak naprawdę jest zoo w Człuchowie?

Od tego właściwie powinniśmy zacząć. Zoo w Człuchowie, Zoo Canpol w Człuchowie – Człuchów tu, Człuchów tam, myśli więc sobie człowiek, że będzie jak w innych miastach – czyli że w mieście. Bliżej (Warszawa, Toruń) lub dalej (Kraków, Bydgoszcz) od „miasta”, ale jednak gdzieś na jego terenie. Tak, żeby móc dojść albo spokojnie sobie czymś dojechać.
My na szczęście byliśmy tym razem mądrzejsi o naszą pierwszą wizytę i już wiedzieliśmy, że Zoo Canpol wcale nie leży w Człuchowie!
„Zoo” leży na terenie Canpolu, czyli wielkiego kompleksu gastronomiczno-handlowo-rekreacyjno-motoryzacyjnego położonego 2,9 km od centrum Człuchowa, bite 1,5 km poza granicą miasta! Dyskretnie informuje nas o tym tabliczka na drogowskazie:

Którędy do zoo?

Jak informuje nas strona samego Canpolu (i zoo zarazem), położony jest on w… Sieroczynie, liczącej 200 mieszkańców wsi, 3 km na zachód od Człuchowa. Wtórują tej informacji wszelkie internetowe mapy pokazując lokalizację Canpolu w owej wsi pod adresem Sieroczyn 4a. Tyle, że to nieprawda.
W rzeczywistości bowiem Canpol i leżące na jego terenie zoo znajduje się przy samej drodze nr 22, czyli wylotówce z Człuchowa do Wałcza. Dobre 1,5 km od lokalizacji sugerowanej na wirtualnych mapach!

Jak dotrzeć do Zoo Canpol w...Człuchowie (?)?

4. Jak dojść do Canpol Zoo z centrum?

Plan Człuchowa i droga do zoo

Zoo Canpol co prawda na mapce się już nie mieści, ale – jak mówi nam pani w informacji – „ze dwa centymetry za mapą jest” – więc niedaleko.
Z rynku wychodzimy ulicą Królewską (cały czas prosto!), a potem ul. Szczecińską (też prosto!).
Za szpitalem (duży, brzydki budynek po lewej) odbijamy lekko w prawo, cały czas jednak idziemy ul. Szczecińską. Dopiero za stacją benzynową, która znajduje się z prawej strony ulicy (u zbiegu ul. Szczecińskiej i Al. Jana Pawła II w tym miejscu przechodzących w krajową 22 – patrz mapka) skręcamy w LEWO. Idziemy sobie chodnikiem, aż dotrzemy do dużego białego kościoła z wysoką wieżą.
I tu czeka na nas miła niespodzianka – jeszcze jesienią bowiem w tym miejscu kończył się chodnik i zaczynało… pole. Do Canpolu z tego miejsca są jakieś dwa kilometry, zostawało więc iść… poboczem ruchliwej drogi!

Jeszcze jesienią była to jedyna opcja dojścia do Canpolu!

Dla zmotoryzowanych i tak nie byłoby problemu – dwie minuty i jesteśmy na miejscu. Rowerem byłoby niebezpiecznie, piechotą to praktycznie samobójstwo, a komunikacja – niby jest, ale… w weekendy żaden autobus nie kursuje!
Na szczęście teraz czekała na nas nowiutka ścieżka z kostki brukowej z wydzieloną trasą dla pieszych i dla rowerów!
Tak to można spacerować!

Początek ścieżki przy kościele MB Królowej Polski

To samo miejsce - droga do Canpolu w październiku 2010 i maju 2011

Dwa kilometry nowiutkiej ścieżki!

Widać żubra - znak, że jesteśmy (prawie) na miejscu!

Prawie dotarliśmy –  zoo jest po drugiej stronie ulicy, tymczasem w zasięgu wzroku żadnego przejścia nie ma… Chcąc nie chcąc, musimy się zatem przeprawić przez jezdnię (korzystając z chwilowego braku ruchu) i znajdujemy się przy płocie zoo. Do wejścia na teren Canpolu jest jednak jeszcze dobre 200 metrów, idziemy zatem rowem, wzdłuż ogrodzenia (za którym znajduje się – jakżeby inaczej – wybieg żubrów), jakiś metr od krawędzi jezdni. Wygląda to dokładnie tak, jak jesienią.
Nic się nie zmieniło…

Przejście przez ulicę - pasów brak

Przy odpływie kanalizacyjnym schodzimy ścieżką trochę w prawo, droga robi się szersza i mamy teraz nieco więcej miejsca. Cały czas idziemy wzdłuż ogrodzenia zoo, tym razem obok młyna i stawu z ptactwem wodnym:

Z prawej żubry, z lewej szosa, z przodu Canpol...

aż w końcu „jesteśmy na miejscu” – dochodzimy bowiem do rozległego wjazdu na teren kompleksu Canpol i mamy przed sobą… salon Opla:

Canpol wita Oplem!

5. Czym tak naprawdę jest Canpol?

Powiedzmy to od razu – tzw. Canpol to ogromny, wielofunkcyjny kompleks usługowo-handlowy, do którego zoo, szumnie niekiedy zwane „ogrodem zoologicznym”, jest tylko egzotycznym i atrakcyjnym dodatkiem. Nas jednak interesuje praktycznie tylko ono, dlatego też jakoś szczególnie nie skupiamy się na innych elementach oferty Canpolu – a ta jest bardzo rozległa.

Plan Canpolu

Już z powyższego planu widać, że zoo jest tylko dodatkiem do całego tego wielkiego kompleksu, którego sercem i istotą jest… stacja benzynowa. Do tego mamy serwis i salon Opla, myjnie, blacharnię, parkingi, tor kartingowy, hotel, restauracje (kompleks gastronomiczny), centrum handlowe, autokomis… – cuda niewidy! Nas interesuje jednak tylko samo zoo, zainteresowanych resztą odsyłamy na stronę www Canpolu.

6. Skąd u licha wzięło się zoo na stacji benzynowej?

Początki Canpolu sięgają 1993 roku, choć długo trzeba było czekać, aż nabierze on obecnego kształtu. Trudno też wskazać, kiedy właściwie powstał w tym miejscu ogród zoologiczny – a raczej coś w rodzaju przydrożnego minizoo, którym to człuchowski ogród jest obecnie.

Stacja benzynowa, ulica, wejście do zoo...

Na początku były to łabędzie, potem sarenka, a potem już poszło za ciosem. Podczłuchowski zwierzyniec stopniowo rozwijał się w kierunku czegoś na kształt zoo przy wydatnej pomocy najbliższego „prawdziwego” zoo, czyli Ogrodu Zoologicznego w Gdańsku-Oliwie, z którym od lat Canpol utrzymuje stały kontakt i od którego co jakiś czas otrzymuje nowe zwierzęta. Później doszła jeszcze współpraca z płockim zoo.

Trzyletni samiec wielbłąda dwugarbnego o imieniu Miluś, który przyjechał do Człuchowa w 2008 roku z Zoo w Oliwie.

Niedźwiedzica himalajska Gosia - podczas naszego majowego pobytu cały czas spała. Do Człuchowa przyjechała 11 lat temu z oliwskiego zoo

O wysyłce zwierząt do innych ogrodów na razie nie ma mowy – póki co Canpol jest nastawiony jedynie na sprowadzanie nowych zwierząt do siebie. Wiele wskazuje na to, że kluczem przy sprowadzaniu nowych zwierząt jest wypadkowa możliwości i życzeń właścicieli – wszak to prywatne zoo, które jest spełnieniem marzeń i dodatkiem do wielkiego biznesu.

Obecnie Canpol posiada nadany przez Ministra Ochrony Środowiska status ogrodu zoologicznego, choć stawianie Canpolu w jednym szeregu np. z zoo w Opolu czy nawet Bydgoszczy to zupełnie nieporozumienie…

7. Ile zwierząt mieszka w Canpol Zoo?

Zoo w Człuchowie, choć ministerialny status ogrodu zoologicznego posiada, nie przynależy do żadnej istotnej krajowej czy międzynarodowej organizacji zoologicznej.
Cały teren zoo zajmuje ok. 7 ha – to niemal dwa razy tyle, co Ogród Zoobotaniczny w Toruniu! Powierzchnia ekspozycyjna zoo jest jednak dość mocno rozrzucona po całym kompleksie Canpolu, stąd też kwestia powierzchni zoo jest dosyć dyskusyjna i nieczytelna.
Na chwilę obecną ogród zamieszkuje około 15o sztuk zwierząt reprezentujących około 50 gatunków– to zdecydowanie mniej, niż ostatni w stawce „12″ Ogród Zoobotaniczny w Toruniu, ale mniej więcej tyle, ile zoo w Nowym Tomyślu (48 gatunków).
Szczegółowy opis wszystkich mieszkańców zoo znajdziecie w naszej zeszłorocznej relacji (a jeśli coś się zmieniło, piszemy o tym w tej relacji!).

Jedna z trzech człuchowskich zebr Chapmana

8. Czy za wstęp do zoo trzeba coś zapłacić i w jakich godzinach jest ono czynne?

Po pierwsze – wstęp do Zoo w Człuchowie jest wolny. To dla wielu dobra wiadomość, ale jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż zoo jest jedynie atrakcyjnym dodatkiem dla gości „właściwych” podmiotów Canpolu, taka sytuacja wcale już nie dziwi. Jakkolwiek – darmowy wstęp to zawsze atut danego miejsca! :) .

Zoo zaprasza!

Druga sprawa – zoo jest czynne przez cały rok, jednak nie, jak sugeruje strona internetowa Canpolu – 24 godziny na dobę – a od świtu do zmierzchu. Różnica – przyznacie – dosyć istotna.
Zoo oferuje także darmowe toalety znajdujące się w budynku stacji benzynowej.

9. Czy możemy zaufać mapie zoo?

Plansza z mapą zoo stoi tuż obok stacji benzynowej oraz na początku trasy zwiedzania

Pytanie dość prowokacyjne, ale jak najbardziej uzasadnione – taką oto tablicę znajdujemy przy wejściu do głównego kompleksu Canpolu, czyli restauracji i stacji benzynowej. Na planszy znajduje się dość dokładna i czytelna choć niezbyt aktualna mapa zoo  z jasno określonym planem zwiedzania.
Niestety, musimy trochę ponarzekać na zawartość merytoryczną mapy, która zawiera wiele błędów:
– jest nieaktualna: wielu gatunków zaznaczonych na mapie w zoo już nie ma, inne zmieniły wybiegi
– nazwy gatunkowe zwierząt niepotrzebnie zapisane są wielkimi literami
– nandu szare określane jest jako „Struś Nandu Szary”!
– aleksandretta obrożna określona jest jako „Aleksandreta Obrożna”
– walabia Bennetta określona jest jako „Kangur Walabia Benetta”!
– jeleń europejski określony jest jako jedna z „antylop”…
– uistiti białoucha określona jest jako „Uisti Białoucha”…
– na mapie nie ma zaznaczonego wybiegu lwów!
Nie czepialibyśmy się, gdyby tych błędów nie było aż tak wiele…

10. Czy w zoo są jakieś atrakcje dla dzieci?

Atrakcje atrakcjami, ale tylko z dorosłymi!

Skupmy się najpierw na samej przestrzeni „zoo” – tu Canpol oferuje dla najmłodszych kilka atrakcji, przede wszystkim plac zabaw – a tam m.in. karuzele, zjeżdżalnie, drabinki, rozmaite sprzęty i przyrządy, jakich pełno na wszelkich placach zabaw. Dla dzieciaków – raj, dla rodziców – miejsce na chwilę odpoczynku, są też bowiem drewniane stoły i ławki znajdujące się pod specjalnymi daszkami, przypominającymi trochę wielkie grzyby. Pod jednym z nich znajdują się przeszklone plansze z rysunkami różnych gatunków ptaków (ale tylko w języku angielskim) – ciekawe, choć przydałby się jakiś komentarz, wyjaśniający zasadność takich plansz w tym miejscu – no i polska wersja językowa.
Jest też mapa zoo, kilka plansz (m.in. mapa atrakcji Pomorza Zachodniego) i nawet kranik z wodą!.
Cały plac zabaw prezentuje się bardzo okazale i efektownie – jest duży, przestronny, świetnie wkomponowany w przestrzeń lasu. Atrakcje dla dzieciaków są różnorodne, kolorowe, zadbane i odpowiednio zabezpieczone – praktycznie nie mamy zastrzeżeń.

Plac zabaw w człuchowskim zoo

Tuż obok mamy powstałe w 2007 roku małe zoo, w którym możemy się tu przejechać bryczką (5 zł) lub na kucyku (5 zł), pamiętać jednak trzeba, że „dopuszczalna waga dziecka nie powinna przekroczyć 30 kg” .
Najważniejsza jest jednak możliwość nakarmienia mieszkańców małego zoo. W tym celu musimy się zaopatrzyć w specjalnie dla nich przygotowaną karmę, którą możemy kupić w specjalnych dystrybutorach umieszczonych na ogrodzeniu wybiegu.

Automat świeżo zaopatrzony

Karmienie zwierząt „z ręki” odbywa się w soboty i niedziele od godziny 12.00 do 18.00. Jedna porcja karmy dla zwierząt kosztuje 2 zł.
Małe zoo zamieszkują obecnie lamy, kozy karłowate, kozy bengalskie i owce kameruńskie.

Niestety – na ogrodzeniu brak jakiejkolwiek informacji o tym, jakie gatunki mieszkają w Małym Zoo – trzeba się zdać na obserwacje własne i dane z głównej mapy zoo i porównać je ze sobą…
Do wybiegu małego zoo przylega z boku jeszcze niewielki wybieg zamieszkiwany przez zawsze cieszące się popularnością wsród dzieci świnki morskie i króliki:

Swoją drogą za wybiegiem świnek i królików jest jeszcze mały wybieg żółwi czerwonolicych i wybieg dla świnki wietnamskiej, jednak do nich nie ma już dostępu…

Na pierwszym planie świnki morskie, dalej żółwie czerwonolice, potem świnia wietnamska - z prawej małe zoo

Niewątpliwą atrakcją dla najmłodszych jest także wyspa kapucynek znajdująca się naprzeciwko wejścia do restauracji.

Wyspa Kapucynek

Wysepkę, ogrodzoną płotem i pastuchem elektrycznym, zajmują trzy kapucynki, będące jedną z największych atrakcji zoo – zawsze w ruchu, popisujące się rozmaitymi sztuczkami – no i widoczne z ulicy…
Można je też nakarmić specjalną karmą (do kupienia przy wybiegu), którą wrzuca się przez rurę prowadzącą na wybieg.

Kapucynka czeka na jedzenie

Mamy jeszcze mały plac zabaw przy stacji benzynowej i  tor kartingowy obok… wybiegu lwów.

To oczywiście nie jedyne atrakcje dla dzieci – ale najważniejsze z tych, które są skierowane bezpośrednio do najmłodszych zwiedzających.

11. Jakie ptaki zobaczymy w Canpol Zoo?

Kolekcja ptaków stanowi większość mieszkańców zoo.
Ptasią grupę stanowią papugi: ara ararauna, patagonki, żako, aleksandretty obrożne, amazonki żółtogłowe i dwie okazałe ary zielonoskrzydłe:

Ararauny

Ary zielonoskrzydłe

i sowy: trzy puszczyki:
i dwie sowy śnieżne:

Sowa śnieżna

mamy też strusia afrykańskiego, nandu szare oraz sporą grupę ptaków zamieszkującą dwa duże wybiegi przy szosie:

Całkiem niezła woliera, tylko ta lokalizacja przy szosie...

a w nich: łabędzie czarnoszyje, bociany białe:

Bociek schowany...

I bociek w pełnej krasie

czaple siwe:

Czapla siwa

bociany czarne:

Bocian czarny

warzęchy, żurawie koroniaste i ibisy czczone:

Na powyższym zdjęciu widać wszystkie trzy gatunki

kormorany:

Kormoran

i … mewy:

Mewa - jak pewnie pamiętacie, największy ptak świata! 🙂

Ptaki spotkamy jeszcze w dwóch miejscach – na dużym, ogrodzonym stawie, znajdującym się od razu z prawej strony po wjeździe na teren Canpolu:

Wyspa na stawie

Kładka prowadząca na wyspę - na niej chętnie wylegują się ptaki

Tu spotkamy bernikle białolice, karolinki, mandarynki, łabędzie czarne, pelikany baba i żurawie zwyczajne.

Kilka gatunków ptaków znajdziemy także w wolierze w restauracji:

Woliera ptaków w restauracji

Problem w tym, że ptaki zobaczyć można przez jedną tylko szybę, do której dość trudno się dostać (zastawia ją… stół!).
W wolierze mieszka 10 gatunków ptaków: astryld falisty, amadyna obrożna, kardynał czubaty, ryżowiec, zeberka, wikłacz ognisty, przepiór kalifornijski, błyszczak królewski, turak modry oraz błyszczak rudobrzuchy.

Opisy całej dziesiątki żywcem wzięte z książki o ptakach...
Opisy całej dziesiątki żywcem wzięte z książki o ptakach…

Jeden z dziesięciu - przepiór kalifornijski

Razem aż 35 gatunków!

12. Czy w Canpolu są jakieś szczególnie cenne gatunki?

Jeśliby trzymać się tego, co napisano na tabliczkach przy wybiegach, to w zoo mamy kilka „cennych gatunków”:

a) hipopotam karłowaty

Wybieg hipopotama karłowatego, znajdujący się przy szosie

Wybieg hipka jest niezbyt duży, w kształcie mocno rozciągniętego prostokąta. Podłoże wybiegu to goła ziemia, po której spaceruje hipopotam. Na tyłach wybiegu znajduje się duża chatka pełniąca funkcję pawilonu nocnego i zimowego dla zwierzaka – jest niedostępna dla zwiedzających. Do wybiegu możemy dojść tylko z prawej jego strony (ewentualnie z mostku przy kapucynkach) – tam znajduje się mała platforma, z której najlepiej widać hipopotama.  Kawałek dalej, po prawej, znajduje się drewniany mostek prowadzący do chatki hipcia, niestety, jest on niedostępny dla zwiedzających.
Wybieg zamieszkuje największa gwiazda człuchowskiego zoo i ulubienica wszystkich zwiedzających – samica o imieniu Tosia, która przyjechała do Człuchowa z oliwskiego zoo w 2007 roku.

Hipopotam karłowaty - Zoo Człuchów

Tosia, choć przebywa w Człuchowie, jest pod stałą obserwacją kontrolera z oliwskiego zoo, który doradza pracownikom Canpolu, jak należy zajmować się hipkiem. Pozyskanie Tosi było niezwykle trudnym zadaniem, dlatego jej wybieg, zbudowany w 2007 roku, musiał byś specjalnie przygotowany. Najwięcej pracy włożono w urządzenie jej pawilonu – ma tam do dyspozycji sypialnię, salon i łazienkę z basenem. Drugi basen ma na swoim wybiegu zewnętrznym, dzięki czemu ma stały dostęp do wody.
Okolica wybiegu (wybieg, staw, teren zielony za mostkiem) jest bardzo zadbana i efektowna. Sam wybieg hipka jest wystarczającej wielkości, ma dostęp do wody, chatka też wygląda bardzo solidnie. Warunki ekspozycyjne są przyzwoite – do chatki dostępu nie mamy, ale Tosię można oglądać z dwóch różnych punktów – mostu przy kapucynkach i platformy naprzeciwko chatki. Nie jest źle. Najgorzej wypada niestety kwestia lokalizacji samego wybiegu – mniejsza, że z jednej strony znajduje się stacja benzynowa i tankujące samochody. Gorzej, że dosłownie dwa metry za ogrodzeniem wybiegu przebiega krajowa szosa – hałas jest bardzo duży, co przeszkadza zapewne nie tylko nam, ale i samemu zwierzakowi. No, ale – ważne, że hipcia można bez problemu zobaczyć z okien przejeżdżającego samochodu…
Coś nam tu ponownie nie gra, ale może się wcale nie znamy i Tosia do mknących obok jej wybiegu samochodów się już przyzwyczaiła…

Samo zoo bardzo chwali się obecnością hipopotama karłowatego twierdząc, iż jest to niezwykle cenny gatunek, z którego „hodowli” są bardzo dumni…

b) tamaryna białoczuba

Tamaryny białoczube - ceny gatunek

Tamaryny białoczube mieszkają w niedużej wolierze między klatkami małp a wolierą uistiti białouchej.

c) oryks szablorogi

Oryks szablorogi - cenny gatunek

Trzy oryksy szablorogie zamieszkują najbardziej na północ wysunięty wybieg zoo, znajdujący się za wybiegiem wielbłąda. Oryksy przyjechały do Człuchowa w 2009 roku z oliwskiego zoo, wtedy też oddano do użytku największy w tej części zoo wybieg – z małym szpalerem drzew, charakterystyczną górką oraz trawiastym podłożem.

Wybieg oryksów szablorogich

Jeden z oryksów siedział zamknięty na wydzielonym wybiegu przy chatce

d) gibbon ungko

Gibbon ungko - cenny gatunek

Gibbon czarnoręki (ungko) to teoretycznie najcenniejszy eksponowany w zoo gatunek – poza Człuchowem można go oglądać tylko w płockim zoo, a na całym świecie jest ich zaledwie około 70!
Jesienią w Człuchowie mieszkał tylko jeden gibbon, natomiast teraz w zoo są dwa okazy:

Gibbon ungko

Dwa gibbony

Oba ungko to samce i oba są depozytem z Płocka.

e) żubr

Żubr prawie jak prawdziwy!

Mamy wreszcie żubry – do czasu przybycia lwów „flagowe” zwierzaki z kolekcji Canpol Zoo.
Otwarcie wybiegu żubrów nastąpiło 17 grudnia 2009 roku i było najważniejszym wydarzeniem ostatnich lat w zoo. Gościem honorowym uroczystości, która zapoczątkowała hodowlę żubrów w Człuchowie, był były prezydent Lech Wałęsa. Tym samym długotrwałe starania człuchowskiego zoo o otrzymanie stosownego certyfikatu umożliwiającego hodowlę żubrów zostały zakończone sukcesem.

Tablica upamiętniająca otwarcie wybiegu żubrów

Póki co, stado hodowlane człuchowskich żubrów to para – samiec Pompik (syn Postoja i Porwanki), pochodzący z Białowieży oraz samica Podlotka (córka Portera Drugiego i Kalwatki), która przyjechała z wrocławskiego zoo. Oba żubry pojawiły się w Człuchowie 12 listopada 2009 roku.
Żubry są jeszcze młode i wszyscy w Człuchowie mają nadzieję, że niebawem doczekają się one potomka. Choć wybieg mają bardzo duży i ładnie zaaranżowany, problemem jest jego lokalizacja – cała południowa strona wybiegu (około 200 m) przylega bowiem do krajowej 22 – od płotu do szosy jest ledwo około metra

13. Czy niedźwiedź himalajski żyje w dobrych warunkach?

Małgosia - niedźwiedź himalajski z człuchowskiego zooWybieg niedźwiedzia himalajskiego – a właściwie niedźwiedzicy o wdzięcznym imieniu Małgosia (dla przyjaciół – Gosia), znajduje się tuż za nowozbudowanym wybiegiem lwów.
Małgosia - niedźwiedź himalajski z człuchowskiego zoo

Małgosia przyjechała do Człuchowa z Oliwskiego Zoo 18 grudnia 2000 roku. Wcześniej długo szukano dla niej odpowiedniego miejsca, gdyż zoo w Oliwie nie miało odpowiednich warunków do dalszego jej trzymania. Chęć przejęcia Małgosi wyraziło wówczas człuchowskie zoo i tak oto Małgosia stała się mieszkanką Canpolu.
Wraz z nią do Człuchowa przyjechał jej opiekun z oliwskiego zoo, który przeszkolił personel Canpolu i nadzorował rozładunek niedźwiadka.
Małgosia ma obecnie 30 lat.

Warunki, w jakich w Człuchowie żyje Małgosi,a są nieporównywalnie lepsze od tych, jakie miała w oliwskim zoo – wysoko oceniono je także w pamiętnym „raporcie niedźwiedzia” (jako jedne z lepszych w kraju), spełniają także wszystkie unijne normy bezpieczeństwa, my jednak nie możemy oprzeć się wrażeniu, że wybieg – choć świetnie zaaranżowany i bardzo zróżnicowany jeśli chodzi o podłoże i dekoracje roślinno-kamienne – przypomina trochę odkryty bunkier.
Coś, jakby ktoś zabetonował z czterech stron dziurę w ziemi:

Wybieg niedźwiedzia himalajskiego - Zoo Człuchów (widok od południa)
Wybieg niedźwiedzia himalajskiego - Zoo Człuchów (widok od południa)

Największym plusem wybiegu jest jego powierzchnia – dla jednego misia to naprawdę bardzo dużo miejsca. Przez kilka pierwszych miesięcy swojego pobytu w Człuchowie Gosia nie mogła nacieszyć się przestrzenią, którą miała do swojej dyspozycji. Oprócz dużego terenu do biegania i wszelkich eksploracji ma bowiem także całkiem spory basen oraz olbrzymi konar drzewa na środku wybiegu, na który wprost uwielbia się wdrapywać.

Dobra, wejdę sobie na konar...
Jeszcze kawałek...
Już prawie...

Oprócz zrobionej z połączonych ze sobą konarów konstrukcji do wspinania i basenu, na wybiegu znajduje się jeszcze specjalny skalniak, przez który miś może wdrapać się na kłody, liczne głazy i kamienie oraz porozrzucane w różnych miejscach pniaki.
Prawie cala nawierzchnia wybiegu jest ziemisto-trawiasta, nie ma tu mowy o żadnym betonie. Ponadto na wybiegu rosną dwa całkiem spore świerki.

Konstrukacja do wspinania i świerki

Ulubioną zabawką Gosi jest jednak konar drzewa nasączony miodem, którym potrafi bawić się godzinami – obraca go wówczas i wylizuje. Poza tym opiekunowie Gosi regularnie przygotowują dla niej nowe atrakcje – zabawki, nowe elementy wystroju wybiegu itp. Poza tym chowają dla niej jedzenie w różnych miejscach wybiegu, aby nieco zaktywizować bardzo leniwego misia, dzięki czemu niedźwiedzica jest w lepszej kondycji i chętnie eksploruje teren.

Gdzie oni chowają to jedzenie?

W narożniku wybiegu znajduje się budynek mieszczący „dwupokojowy apartament”, w którym niedźwiedź spędza noce. Ma tam przygotowane na posadzce wykonanej z drzewa specjalne legowisko, wyścielone słomą i gałązkami.
Z zewnątrz jednak sypialnia niedźwiedzia wygląda jak betonowy bunkier z dwoma metalowymi zasuwami:

Za tymi zasuwami znajduje się sypialnia Gosi

Gosia, choć wygląda jak wielki, pluszowy miś, wymaga szczególnego traktowania i przestrzegania najwyższych norm bezpieczeństwa przy jej eksponowaniu. Dlatego też wybieg jest wyjątkowo dobrze zabezpieczony.
Wybieg niedźwiedzia znajduje się w zabetonowanym z każdej strony dole (przez co wygląda trochę jak odkryty bunkier), o głębokości około 5 metrów – taka jest też różnica wysokości między poziomem zwiedzających, a dnem wybiegu. Wybieg odgrodzony jest od strony publiczności metrowym murkiem, na którym znajduje się jeszcze prawie metrowa siatka zakończona dwurzędowym drutem kolczastym:

Zabezpieczenie wybiegu niedźwiedzia himalajskiego

Ponadto w kilku miejscach na siatce okalającej wybieg umieszczone są różne tablice ostrzegawcze:

Tabliczka ostrzegawcza przy wybiegu niedźwiedzia himalajskiego
Tabliczka ostrzegawcza przy wybiegu niedźwiedzia himalajskiego

a wybieg jest dodatkowo monitorowany:

Tabliczka ostrzegawcza przy wybiegu niedźwiedzia himalajskiego

Gosia – jak każdy miś – to okropny smakosz i leniuch. Jej ulubione przysmaki to miód, mleko i owoce. Jest także wielkim leniuchem – uwielbia spać i godzinami potrafi się wylegiwać w słońcu, najchętniej na konstrukcji z konarów drzew właśnie:

Miś odpoczywa!

Widać, że miś jest w dobrej formie i jest zadbany – to akurat bardzo cieszy!

Niestety, wrócić musimy do kwestii konstrukcji samego wybiegu – jak już wspomnieliśmy, budzi on bardzo ambiwalentne odczucia. Z jednej strony aranżacja wybiegu, jego duża powierzchnia, rekwizyty aktywizujące misia, z drugiej bardzo nieszczęśliwe ulokowanie wybiegu – powtórzymy po raz kolejny: odkryty bunkier.
Pomijamy już kwestie estetyczne – wygląda to po prostu źle. Dla zwiedzających jest też bardzo niekorzystne z powodu fatalnej perspektywy, z jakiej widzimy niedźwiedzia – tylko i wyłącznie z góry, w dodatku różnica wysokości między nami a niedźwiedziem to około 6 metrów!

Miś widziany z góry wygląda na bardzo małego...

Pewności nie mamy, ale wydaje nam się także, że taka sytuacja nie jest najlepsza dla samego niedźwiedzia – jego pole widzenia jest przy takiej konstrukcji wybiegu bardzo ograniczone i w praktyce widzi on tylko to, co znajduje się w bunkrze, tzn. na wybiegu oraz ewentualnie nad jego krawędzią – czyli obserwujących go zwiedzających.
Musi wtedy mocno zadrzeć głowę do góry:

Ciekawe co jest za tym wybiegiem?

A pamiętajmy, że misie to bardzo ciekawskie zwierzaki!

14. Czy w Canpolu możemy kupić jakieś pamiątki związane z zoo?

Wnętrze stacji benzynowej to równocześnie wielki sklep, w którym znajdziemy praktycznie wszystko.
Są też i zabawki, także zwierzęce, w tym stojak z gigantyczną kolekcją zabawek Schleicha – bodaj największą, jaką do tej pory widzieliśmy (my kupiliśmy sobie morsa:)), nas jednak interesują przede wszystkim rzeczy związane z tutejszym zoo. Jak się jednak okazuje, cała oferta ogranicza się tylko do pięciu widokówek – to i tak postęp, bo jesienią były do kupienia były tylko te dwie:

Pocztówki z człuchowskiego zoo - te dwie były do kupienia jesienią

natomiast teraz oferta poszerzyła się o kolejne dwie:

Człuchów - pocztówka nr 1

Człuchów - pocztówka nr 2

Po złotówce za sztukę. Bierzemy wszystkie!
Poza tym w stosie ulotek reklamujących Canpol znajdziemy jedną, która od biedy może posłużyć jako namiastka broszurki poświęconej zoo – przewodnikiem, nawet mini-, nigdy byśmy tego nie nazwali, ale lepsze to, niż nic.

"Przewodnik" po człuchowskim zoo

Co ciekawe, broszura dostępna jest także w rosyjskiej wersji językowej – nie dziwi nas to o tyle, że podczas pobytu w Canpol Zoo (kilka godzin), spotkaliśmy kilka grup Rosjan!

15. Czy Canpol Zoo ma jakieś plany rozwojowe? Jakie nowe gatunki pojawią się w kolekcji?

Dość sensacyjne i owiane tajemnicą pojawienie się lwów w Człuchowie doskonale obrazuje podejście Canpolu do tematu. Dowiedzieć się czegoś konkretnego w sprawie potencjalnych planów rozwojowych placówki nie sposób, nie ma jednak wątpliwości, że zwierzyniec będzie się dalej rozrastał, bo apetyty właścicieli są bardzo duże i… rosną w miarę pojawiania się nowych zwierząt.
Nam udało się dowiedzieć, że Canpol celuje w przyszłości w pingwiny („Jakie?!”. – „Jakiekolwiek. Pingwin to pingwin”), a patrząc na to, z jakimi placówkami współpracuje (Płock i Oliwa), prawdopodobieństwo pojawienia się pingwinów w Człuchowie jest naprawdę spore…

16. Czy Canpol Zoo realizuje misję ponowoczesnego ogrodu zoologicznego?

Canpol tłumaczy, że zajmują się hodowlą zagrożonych gatunków (żubry, lwy, tamaryny białoczube, hipopotam karłowaty, gibony ungko) i stale się rozwijają – pojawiają się nowe gatunki (w ciągu ostatniego roku jeden – lwy), zwierzęta mają generalnie dobre warunki i właściwą opiekę…
Nie istnieje za to coś takiego jak dydaktyka, edukacja, uczestnictwo w jakichkolwiek programach itp.
Obecność dzikich zwierząt w Canpolu sprowadza się tak naprawdę do prostego faktu – „chcemy – możemy – mamy”…
Jak dla nas podejście Canpolu niewiele ma wspólnego tak naprawdę z ideą współczesnego ogrodu zoologicznego, przynajmniej w takim rozumieniu, jakie my uważamy za słuszne, choć sama placówka za takowy się uważa. Przynajmniej bardzo chce.
Całość jest jednak bardziej ponowoczesną przydrożną menażerią, z całkiem niezłą obsadą i względnie dobrymi warunkami dla większości gatunków, ale ogród zoologiczny z prawdziwego zdarzenia to nie jest i nie będzie. I nie chodzi tu już tylko o to, jak ogród jest zorganizowany (teren nieogrodzony), ale jakie jest podejście do niego właścicieli i jak wyobrażają sobie oni ideę zoo.

17. Jak wygląda wybieg lwów?

Tadziu podziwia lwy przez podwójną kratę

Wiadomość o przybyciu lwów do Człuchowa dotarła do nas pod koniec kwietnia i wywołała spore poruszenie w zoologicznym światku, takiego transferu bowiem raczej nikt się nie spodziewał.
Właściciele Canpolu potwierdzili, że od dłuższego czasu czynili starania o pozyskanie lwów, jednak działo się to poza oficjalnymi działaniami polskich ogrodów zoologicznych.

Lwy do Człuchowa przyjechały ostatecznie 29 kwietnia. Sprowadzono trzy lwy – samca o imieniu Alexander i dwie samice, siostry, które dopiero otrzymają imiona. Lwy przyjechały prosto z ogrodu zoologicznego w niemieckim Erfurcie.
Trzeba przyznać, że cała trójka prezentuje się niezwykle efektownie – Alexander jest dużym, kilkuletnim samcem, który może pochwalić się efektowną grzywą:

Alexander w pełnej krasie

Jak na lwa przystało, ulubionym zajęciem Alexa jest wylegiwanie się przez cały dzień:

Lew odpoczywa

Choć zdarzały mu się też pojedyncze przechadzki – na większą aktywność nie było jednak można liczyć:

Alexander na spacerze

Nam „króla” udało się przyłapać na trochę niekrólewskim zachowaniu, ale – każdemu się przecież zdarza :).

Towarzyszkami Alexandra są dwie kilkuletnie lwice – siostry, na razie bezimienne – imię miały otrzymać podczas uroczystego otwarcia wybiegu, które ponoć odbyło się 23 maja – ponoć, bo termin otwarcia już raz przesuwano, a do tej pory brak oficjalnych wieści z Człuchowa, jakoby wybieg otwarto.
Jakkolwiek – lwice są równie efektowne jak Alexander i… równie nieskore do aktywności.
Ich ulubionym zajęciem jest wylegiwanie się na specjalnej konstrukcji „wypoczynkowej”, znajdującej się z boku wybiegu od strony wybiegu niedźwiedzicy Gosi:

Konstrukcja wypoczynkowa dla lwów

Lwice śpią...

 

Lwy mają do dyspozycji zupełnie nowy wybieg o powierzchni 700 metrów kwadratowych znajdujący się między wybiegiem niedźwiedzia himalajskiego, a wybiegiem kangurów oraz niedostępny dla zwiedzających pawilon nocny:

Pawilon nocny dla lwów

Pawilon nocny to w praktyce piętrowa drewniana chatka, w której znajdują się „sypialnie” dla lwów. Chatka ulokowana jest na tyłach wybiegu zewnętrznego na terenie dawnego przedłużenia wybiegu dla wielbłąda dwugarbnego.
Budowę nowego wybiegu dla lwów ukończono dopiero wiosną – gdy odwiedziliśmy Człuchów w październiku zeszłego roku, nie było widać nawet śladów budowy.

O obecności lwów w Canpolu informuje nas już na samym początku wielki baner reklamowy zachęcający wszystkich do odwiedzenia nowych mieszkańców zoo – w szczególności zaś „Króla Alexandra”!

Król Alexander już w Canpolu

Do wybiegu lwów możemy dojść albo od strony wybiegu oryksów, idąc trasą zwiedzania:

Wybieg lwów widziany od strony wybiegu wielbłąda dwugarbnego

albo idąc bezpośrednio do wybiegu lwów, kierując się do wybiegu niedźwiedzicy himalajskiej, której „bunkier” jest bezpośrednio przed wybiegiem lwów:

Parking dla ciężarówek - z przodu od lewej wybieg niedźwiedzicy, za nim wybieg lwów

Wybieg lwów ogrodzony jest podwójnym ogrodzeniem – ponadpięciometrowym i ponaddwumetrowym, które sprawiają wrażenie ogromnej, podwójnej klatki, w której zamknięto kawałek piaszczystego terenu, na którym ulokowano dwa lwy. Taka konstrukcja jest na pewno dobra z punktu widzenie bezpieczeństwa zarówno zwierząt, jak i zwiedzających, jednak bardzo mocno obniża możliwości ekspozycyjne.

Ogrodzenie wybiegu stwarza wrażenie klatki

Narożnik "klatki"

Widok na podwójne ogrodzenie

Jeśli chodzi o ekspozycje – zwiedzający mają do wybiegu dostęp z dwóch stron – od strony „pola” (dosłownie – gdy stoimy przodem do głównej ściany wybiegu lwów, to za plecami mamy rozległe pola…):

Widok na wybieg lwów - ściana "główna"

oraz od strony wybiegu niedźwiedzicy – tu mamy do wyboru dwie ławeczki, ustawione tuż przed ogrodzeniem wybiegu lwów.

Z lewej główny punkt ekspozycyjny znajdujący się przy wybiegu niedźwiedzicy

My spędziliśmy na nich dobrą godzinę, obserwując wyczyny całej trójki.

O ile utyskiwać można na warunki ekspozycyjne, bo zrobić dobrego zdjęcia lwom nie sposób (podwójna krata):

Widok przez podwójną kratę

Trochę słabo widać tego lwa...

 To już aranżacja wybiegu prezentuje się nawet przyzwoicie – duża konstrukcja z drewnianych bali, na której wylegują się lwy (i pod którą wypoczywają), liczne skalniaki i głazy, rozsiane po całym wybiegu krzewy i drzewka oraz duży pień na środku wybiegu:

Trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz – wybieg lwów jest bardzo solidnie „otabliczkowany” – na całej długości ogrodzenia pełno jest tabliczek informujących o tym, że za kraąą mieszkają bardzo niebezpieczne zwierzęta (co ciekawe – z logo lwa!):

Zwierzęta bardzo niebezpieczne!

są też tabliczki zabraniające karmienia zwierząt i zbliżania się do wybiegu:

Wszystko to jednak nic w zderzeniu z osławioną już tabliczką gatunkową poświęconą lwom – tym razem nie będziemy jej już komentować…

Naczelne lwy tylko w Człuchowie!

Przy wybiegu lwów spędziliśmy bardzo dużo czasu i chętnie przysłuchiwaliśmy się wypowiedziom licznych zwiedzających, którzy tego dnia wybrali się na spacer do Canpolu. Przeważali wśród nich miejscowi, którzy bardzo dobrze znali wszystkie zwierzęta, niektóre nawet wołali po imieniu. Widać też było,  że traktują zoo jako czołową atrakcję w okolicy, bo odwiedzają je regularnie, przyprowadzając tu swoich znajomych i rodziny spoza Człuchowa. Wielu było też przejezdnych gości, którzy postanowili zobaczyć lwy przy okazji tankowania lub obiadu w restauracji. Naliczyliśmy też wielu obcokrajowców, przede wszystkim Rosjan.
Z obserwacji zachowań ludzi można wyciągnąć kilka wniosków – miejscowi odnoszą się do eksponowanych zwierząt z sympatią, znają je, chętnie odwiedzają i z reguły przestrzegają zasad kontaktu z dzikimi zwierzętami (przez kilka godzin nie zaobserwowaliśmy żadnego nagannego zachowania!), co więcej, pilnują, aby nikt nie przekraczał barierek czy nie zbliżał się zbytnio do ogrodzenia. Możliwe, że działają na nich wszechobecne tabliczki, możliwe też, że traktują to miejsce jako „swoje” – skoro jest ono za darmo i dla nas wszystkich, to może warto o nie zadbać?
Całkiem rozsądne rozumowanie.

Inna sprawa, że wartość dydaktyczna i edukacyjna tego miejsca jest znikoma – co z tego, że możemy zobaczyć tu „prawdziwe lwy”, skoro naprawdę niewiele się o nich dowiemy – co gorsza dowiemy się, że należą do naczelnych, czyli są wyjątkowo bliskimi krewniakami nas samych…
Szkoda, bo skoro lwy w Człuchowie już są, można by potraktować ich obecność także w kategoriach dydaktycznych czy edukacyjnych, ale skoro ich obecność podyktowana jest przede wszystkim potrzebami samych właścicieli, to chyba nie powinniśmy oczekiwać zbyt wiele.
Warto też zadać sobie pytanie – po co lwy w Człuchowie? Oczywiście, bo właściciele „chcą, mogą, mają”, bo są świetnym magnesem ściągającym ludzi do Canpolu (nic, że zoo jest za darmo, skoro już ktoś Canpol odwiedzi, na pewno skorzysta z licznych atrakcji, zatankuje, zje obiad, cokolwiek) i wpisują się w specyficznie rozumianą przez właścicieli Canpolu wizję rozwoju zwierzyńca.

Właściciele zapewniają, że wszystkie wymagania dotyczące hodowli i ekspozycji lwów zostały spełnione i wszystko jest super. Wierzymy zatem.
Wartość ekspozycyjna wybiegu lwów jest jednak wątpliwa, ich obecność w Canpolu jeszcze bardziej, a o wymiarze hodowlanym nawet nie mówimy.
Czekamy zatem spokojnie na rewelacyjnie zapowiadający się wybieg lwów w Oliwie i gratulujemy pomysłu wrocławskiemu zoo, które postanowiło „wpuścić” na wybieg lwów wysłużonego land rovera, do którego będzie można wsiąść i przez okna samochodu oglądać lwy.
Prawie jak safari, ale to i tak o niebo lepiej, niż „prawie jak zoo”…

EPILOG

Na stronie namonciaku.pl ukazał się niedawno artykuł pod tytułem Gdańsk ma je tylko w herbie. W Człuchowie usłyszysz, jak ryczą .
Gorąco zachęcamy do jego lektury, można się bowiem z niego dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy.
Właścicielka Canpolu, z którą mieliśmy okazję się spotkać, mówi w artykule:

– Jesteśmy ogrodem zoologicznym ze statusem nadanym przez Ministerstwo Ochrony Środowiska, dlatego przy tego typu transakcjach jesteśmy brani pod uwagę – wyjaśnia, dlaczego lwy znalazły się akurat w Człuchowie właścicielka zoo Izabela Odejewska.

Ciekawe, bo to nie do końca działa w ten sposób.Tym bardziej, że za chwilę dodaje:

– Alexander, Etana i Pola mieszkali wcześniej w Erfurcie ze swoim bratem Amosem. Niestety kiedy siostry miały cieczkę, Amos przestawał jeść i popadał w anemię. Dlatego jego wcześniejsi właściciele zadecydowali o rozdzieleniu rodzeństwa. Ponieważ mieliśmy warunki i możliwość, żeby je kupić, podjęliśmy taką decyzję – dodaje ich właścicielka.

Zwracamy uwagę na słowo „kupić„.

Dalej mamy już same ciekawostki:

Lwy w Człuchowie mają lepsze warunki niż w swoim poprzednim miejscu zamieszkania. Wybieg dla lwów liczy aż 700 metrów kwadratowych czyli o połowę więcej niż poprzedni. Poza tym wybieg został specjalnie dla nich zaprojektowanych. Mają tam ogromne łoże na specjalnym podwyższeniu, pionowe głazy, na których mogą się wieszać czy drzewa i kłody, w których mogą się czaić.

Aż 700 metrów kwadratowych? Planowany wybieg lwów w oliwskim zoo będzie miał 1,5 ha, czyli…  20 razy więcej!
Sam staw na wybiegu lwów w Oliwie ma mieć 1200 m kw!
No ale nic, Człuchów lwy już ma, Gdańsk tylko w herbie – i wszystko w temacie.
Łoże wcale nie jest takie ogromne, ale to też drobiazg, bo nas bardziej zastanawia to, na co niby człuchowskie lwy miałyby się czaić?
Nokaut czeka na nas jednak na końcu:

W dobrych warunkach ryk lwa można usłyszeć nawet z 5 kilometrów. Dlatego, mimo że zoo jest położone niedaleko Człuchowa, w samym mieście bardzo często można usłyszeć ryk lwów.

???
Ciekawe co na to mieszkańcy, bo my ryku lwów nie słyszeliśmy ani w zoo, ani w Człuchowie, ale może miały akurat zły dzień…

Poza tym zoo nie jest czynne 24 h na dobę, jak sugeruje artykuł (i strona Canpolu), ale od  świtu do zmierzchu.
Różnica naprawdę istotna!

Reklamy

8 comments on “Mrówkojad w Człuchowie po raz drugi! – naczelne lwy, nowa ścieżka i czekając na pingwiny czyli 17 pytań o Canpol!

  1. „Ciekawe co na to mieszkańcy, bo my ryku lwów nie słyszeliśmy ani w zoo, ani w Człuchowie, ale może miały akurat zły dzień…”

    Rozumiem że spędziliście całe 24h w napięciu oczekując wspomnianego ryku? Bo to raczej przyjemność której można zaznać o świcie i zmierzchu, nie w samo południe (kiedy to, oczywiście, najprzyjemniej się zwiedza wszelkie napowietrzne obiekty). W zasadzie to lwy raczej niemowami nie są, a że jest tam samiec i znaczy teren, to głosem też to robi, właśnie w formie ryku. Dziwi mnie więc Wasze powątpiewanie 🙂

    • Nie, tylko 10 godzin (od 9.00 do 19.00) i tak, oczekiwaliśmy w napięciu owego ryku :).
      Że lwy ryczeć mogą w zoo – w to nie wątpimy i nie wątpiliśmy ani przez chwilę, ale że ich ryk jest słyszalny w Człuchowie – 3 km od Canpol Zoo, to już trochę wątpimy, bo rzecz nie rozgrywa się na afrykańskiej sawannie, ale między znajdującym się przy stacji benzynowej zoo a miastem, które łączy ze sobą bardzo ruchliwa krajowa szosa – ilość dźwięków, które mogą ów ryk zagłuszyć jest na tyle duża (szosa, odgłosy miasta, odgłosy Canpolu – tor cartingowy, stacja benzynowa, blacharnia itp. – oczywiście, nie działają w środku nocy, ale i tak śmiemy wątpić…), że raczej wątpimy w tę słyszalność w Człuchowie, ale może się mylimy…

    • Poza tym w artykule mowa jest o tym, że ryk można usłyszeć bardzo często – i to w samym mieście, a nie gdzieś na obrzeżach. A „z samego miasta” do Canpolu jest nawet trochę ponad 3 km.
      Chyba będziemy musieli o to spytać mieszkańców Człuchowa :).

  2. Z ciekawości zajrzeliśmy na stronę zoo w Erfurcie, skąd przyjechały do Człuchowa trzy lwy – i czego można się dowiedzieć?
    Że samiec miał na imię Jantar (obecnie Alexander) a samice Etana i Rafiki.
    Cała trójka to niestety niezbyt czyste gatunkowo zwierzęta, których erfurckie zoo chętnie się pozbyło, gdyż… zamierza się na wymianę całego stada lwów afrykańskich (z których większość to mieszańce) na lwy berberyjskie. Z siedmiu lwów w Erfurcie zostały już tylko cztery, w tym dwa berberyjskie, ale pozostałe dwa afrykańskie mają lada dzień też wyjechać.
    Więcej na stronie erfurckiego zoo:
    http://www.zoopark-erfurt.de/cb/start.php3?kat=QWt0dWVsbGVz&rub=TmV3cw==&fsessionid=54844f3dd48df877b6a092de1a6cf54b&enty=JTI2VXVtbCUzQg==

  3. Przez straszne niedobory czasu mam zaległości na mrówkojadzie, ale w końcu zaczynam nadrabiać. Tym sposobem przeczytałam relację z Canpolu i muszę powiedzieć – że przynajmniej z punktu widzenia zwierząt zoo wcale nie prezentuje się źle i liczne urozmaicenia na wybiegach bardzo miłe są mojemu oku 🙂

  4. Będąc niedawno w podróży, zatrzymaliśmy się na opisywanej przez Mrówkojada stacji benzynowej. Wiedziałam, że jest tu mini Zoo, ale o tym, że sprowadzono tu lwy, dowiedziałam się dopiero na miejscu, a i tak cały czas myślałam, że to żart, dopóki nie zobaczyłam ich na własne oczy. Dla mnie osobiście bardzo przykry widok, leżały smutne w małej klatce, obok strasznie hałasujących go-kardów. Nam pękały uszy od tego hałasu, a one muszą to znosić cały dzień. Przyznam się szczerze, że nie znam się na zwierzakach, ale je lubię i szanuję. Nie chciałabym na ich miejscu mieć takiego domu. Dźwięk i smród samochodów był okropny. Co to za pomysł tworzyć ZOO przy bardzo ruchliwej szosie, na stacji benzynowej? Znacie się bardziej na zwierzętach, proszę uświadomcie mnie, czy ten hałas i spaliny nie przeszkadzają zwierzakom? Samochodów było więcej niż w Nowym Yorku w fazie szczytu. Stacja nie jest dla mnie żadnym ZOO, stacja jest stacją benzynową, a raczej hałaśliwym parkiem rozrywki, nastawionym głównie na business. Czytałam, że niedźwiedzica Gosia ma ponoć dobre warunki, a innymi zwierzakom podobno nie jest źle. No cóż może jesteśmy dziwni, ale dla nas widok był tak smutny, że nie mieliśmy ochoty zwiedzać dalszej części Zoo i czym prędzej ruszyliśmy w drogę. Jeśli właścicielom zależało na reklamie, to czy nie mogliby pozostać przy tych pięknych rybkach w akwarium, które są naprawdę ładne i zadbane. Co teraz sobie „kupią” ????? Orkę?
    Zgadzam się z Mrówkojadem, że to miejsce jest bardzo kontrowersyjne.

  5. bardzo dziekuje za informacje własnie dzis byłam w canpolu pojawiły sie sztuczne kucy do ujezdzania i wielki king kong ze szczecinka pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s