Majówka z Mrówkojadem – opolskie zoo po raz… trzeci! Część II

Zapraszamy na drugą część relacji z naszej wyprawy do opolskiego zoo, która miała miejsce 2 maja.
Wczoraj opowiedzieliśmy Wam m.in. o uchatkach, gorylach i pazurkowcach, dziś kontynuujemy zwiedzanie, zaczynając od wybiegu naszych ulubieńców, czyli mrówkojadów olbrzymich!

Mrówkojady olbrzymie

Opolskie zoo jest trzecim – po Warszawie i Poznaniu – ogrodem zoologicznym w Polsce, w którym zamieszkały mrówkojady olbrzymie. W przeciwieństwie do poznańskiego i warszawskiego zoo, historia hodowli mrówkojadów w Opolu jest jednak bardzo krótka – wszystko zaczęło się jakieś 10 lat temu, gdy opolskie zoo postanowiło sprowadzić nad Odrę mrówkojady. Pierwszy raz w historii zoo (wcześniej w Polsce były tylko w Poznaniu, Warszawie, Łodzi, Płocku i Wrocławiu). Po licznych przygotowaniach, budowie pawilonu i wybiegów oraz staraniom u koordynatora gatunku (a tym jest Zoo w Dortmundzie), udało się pozyskać mrówkojada.
14 czerwca 2008 roku, z ogrodu zoologicznego w Dortmundzie, przyjechał niespełna roczny wówczas samiec, Alejandro (znany też jako Alehandro, a dla przyjaciół – Aleks).

Alejandro

Niedługo jednak przyszło mu czekać na partnerkę – już kilka miesięcy później, 15 października 2008 roku, z wiedeńskiego zoo przyjechała do niego roczna wówczas samica, Fermina Sorpresa.

Fermina Sorpresa wyszła na spacer tylko raz...

Wybieg mrówkojadów olbrzymich znajduje się kilka minut drogi od wejścia do zoo, tuż za wybiegiem goryli.
Chatka mrówkojadów to całkiem spory obiekt pełniący funkcję zarówno noclegowni mrówkojadów, jak i ich wybiegu zimowego. Bez problemu zatem możemy obserwować opolskie mrówkojady przez cały rok i praktycznie przez cały dzień – komfort, którego brakuje choćby w poznańskim zoo.

Fermina Sorpresa w chatce

Chatka podzielona jest na dwa „pokoje”, każdy wyposażony w basen, z którego mrówkojady bardzo chętnie korzystają oraz w legowisko.
Oglądać mrówkojady w chatce można przez dwie wielkie szyby – mamy dostęp właściwie do całego pawilonu. Od strony frontowej są one jednak osłonięte specjalną trzcinową konstrukcją w formie przedsionka (przypomina to trochę ganek lub altankę – świetny pomysł, bo z jednej strony chroni mrówkojady przed słońcem i hałasem, a z drugiej tworzy atmosferę tajemnicy, gdy skradamy się po cichu do ich chatki przedzierając się przez ów ganek).
Cały obiekt jest bardzo nowoczesny i estetycznie wykonany. Ciekawostką jest natomiast specyficzne zdobienie na jednej ze ścian – płaskorzeźba przedstawiająca… krokodyla:

Krokodyle, mrówkojady...

Nie ma się czemu dziwić, że niektórzy zwiedzający mylą mrówkojada z krokodylem...

Choć Fermina Sorpresa i Alejandro – jak wszystkie mrówkojady zresztą – to okropne śpiochy, bardzo często można je zobaczyć na wybiegach zewnętrznych. Wybieg Alejandro znajduje się z lewej strony chatki (patrząc od przodu budynku), Ferminy zaś z prawej. Wybieg Alejandro jest nieco większy i bardziej rozciągnięty (mniej więcej na planie prostokąta).
Oba wybiegi są rewelacyjnie zaaranżowane – pełno tu porozrzucanych kłód, pieńków, wszelkiego rodzaju chaszczy, drzewek, skałek. Idealne miejsce dla buszującego mrówkojada!
Niemal cały wybieg jest trawiasty (ulubione podłoże mrówkojadów) i dosłownie gęsto na nim od wszelkiej roślinności, w której można się skryć.
Ponadto na obu wybiegach znajdują się niezbyt duże baseny, w których oba mrówkojady uwielbiają się kąpać.

Basen na wybiegu Alejandro

Walory ekspozycyjne obu wybiegów są rewelacyjne – z jednej strony mrówkojady mają całkiem sporo miejsca do dyspozycji, a z drugiej są tak skonstruowane, że właściwie można je obserwować z każdej pozycji i niezależnie od tego, w której części wybiegu są – dostęp do wybiegu ze strony publiczności wynosi bowiem około 300 stopni!
Świetnym rozwiązaniem jest ogrodzenie wybiegów – na całej długości złożone jest z odpowiedniej grubości szyb, które łączą się ze sobą w rozstawionych co mniej więcej 2-3 metry segmentach, w postaci efektownych skał. Szyby mają nieco ponad metr wysokości. Wszystko to daje fantastyczne możliwości oglądania mrówkojadów na wybiegu, praktycznie bez przeszkód.

Alejandro na wybiegu

W poszukiwanie mrówek

Niestety, podczas naszej wizyty oba mrówkojady, w szczególności zaś Fermina Sorpresa, nie były zbyt aktywne – Fermina Sorpresa większość dnia spała w chatce okryta ogonem, a Alejandro tylko od czasu do czasu – i to na krótką chwilę – wychodził na spacer na wybieg zewnętrzny.
Najczęstszym widokiem był więc… koniec ogona znikający w chatce:

Wyspa lemurów

Wyspa lemurów katta

Wyspa lemurów znajdująca się naprzeciwko wybiegu mrówkojadów to kolejne – po wybiegu pazurkowców – miejsce w opolskim  zoo, w którym mamy szansę spotkać się ze zwierzętami oko w oko, bez żadnych barier.
Na wyspę prowadzi drewniana kładka, po przejściu której trafiamy na niedużą wyspę, zamieszkiwaną przez grupę lemurów katta. Warto pamiętać, że wejść na wyspę możemy tylko od poniedziałku do piątku w godzinach otwarcia zoo – czyli od 10.00 do 18.00 (cieszymy się teraz, że postanowiliśmy odwiedzić zoo w poniedziałek, nie w niedzielę), w weekendy ruch jest bowiem zbyt duży i wyspie mogłoby grozić zadeptanie przez zwiedzających, co nie wpłynęłoby korzystnie na jej mieszkańców.
Lemury mają do dyspozycji znajdujący się na skraju wyspy domek:

Chatka lemurów

i całą wyspę dla siebie – zwiedzający zaś wytyczoną ścieżkę okalającą środek wyspy.

Trasa zwiedzania jest bardzo wyraźnie wytyczona

Wyspa lemurów to niepowtarzalne, fantastyczne miejsce, w którym mamy szansę bezpośredniego obcowania ze zwierzakami – po przejściu kładki trafiamy do zupełnie innego miejsca, które z każdej strony otoczone jest wodą i gęstymi drzewami – niemalże jakbyśmy znaleźli się w prawdziwej dżungli.
A lemury – te siedzą sobie jak gdyby nigdy nic tuż obok naszych głów:

Lemur widziany z bardzo bliska!

nad naszymi głowami:

Grupka lemurów na przerzuconym wzdłuż ścieżki pniaku

i u naszych stóp:

Lemury wszędzie!

Przyczajony lemur...

Na wyspie lemury mają dwa swoje ulubione miejsca – jednym jest „zawieszony” obok ścieżki pień drzewa, na którym przesiadują całą grupą:

Lemury katta

Ogon w górę, ogon w dół...

drugim zaś ostro ścięte drzewo z lewej strony ścieżki (patrząc od wejścia), na szczycie którego wysiadują i opalają się w promieniach słońca.
Wyglądają wtedy obłędnie:

Czasem jednak cała grupa chowa się na jednym z pniaków ukrytych w krzakach – zwłaszcza wtedy, gdy na wyspie robi się zbyt tłoczno:

Lemury jakby lekko wystraszone obecnością zbyt wielu dwunogich...

Warto jednak spędzić trochę czasu na wyspie i poobserwować te niezwykle dynamiczne i efektowne zwierzaki – największe wrażenie robią wtedy, gdy całą grupą zaczynają biegać po alejkach swojej wyspy:

oraz gdy przeskakują z gałęzi na gałąź i z pniaka na pniak:

Najlepiej jednak przyczaić się przy wspomnianym już pniu na początku ścieżki (na tym, na którym lemury się opalają), z niego bowiem przeskakują na stojące po drugiej stronie ścieżki drzewo.
I odwrotnie:

Jeśli będziemy mieć trochę szczęścia, możemy wówczas zrobić zdjęcie prawdziwym lemurzym lotnikom:

Jak one fruwają!

Podchodzę do lądowania!

Sposób ekspozycji, jaki zastosowano na wyspie, daje nam naprawdę fantastyczne możliwości obcowania ze zwierzakami, musimy jednak pamiętać, że to one są tutaj gospodarzami, a my tylko gośćmi i pewnych reguł trzeba jednak przestrzegać.
Dlatego jeśli zobaczymy taki oto zwisający sobie tuż przed naszym nosem lemurzy ogon – a szansa, że tak będzie, jest bardzo duża:

Ogon lemura

to pod żadnym pozorem nie wolno nam za ten ogon ciągnąć! Informuje o tym zresztą już tabliczka przed wejściem na wyspę, ale rozumie się to chyba samo przez się.
Choć chętni na „pociągnięcie lemura za ogon” i tak się znajdują. Na szczęście lemury nie dają sobie w kaszę dmuchać i na wszelkie próby kontaktu reagują… ucieczką!

Zaraz skoczę...

Dlatego też podziwiamy lemury z odpowiedniej odległości, ale pamiątkowej fotki z Tadziem nie możemy sobie odmówić.

Oczywiście wszystko pod kontrolą!

Jako ciekawostkę można dodać,  że w otaczającym wyspę lemurów stawie mieszkają ogromne ilości żab, których rechot rozbrzmiewa po całej okolicy.
Zresztą, „wolnościowe żaby” można spotkać w wielu miejscach zoo :).

Mary i inni

Obok wyspy lemurów znajduje się kolejna niezwykle ciekawa ekspozycja – półotwarty wybieg Ameryki Południowej zamieszkiwany przez aż osiem gatunków zwierząt!
W praktyce jest to bardzo duża woliera zbudowana na planie prostokąta, o dość typowej konstrukcji i zrobiona z siatki. Wyjątkowa jest natomiast dobudowana do zewnętrznej część ekspozycyjna, przypominająca nieco wiklinową wiatę:

Woliera z zewnątrz

Wejście do części obserwacyjnej

Konstrukcja trochę podobna do tej zastosowanej w otwartych wolierach pazurkowców.
Po przekroczeniu drzwi znajdujemy się na tarasie widokowym, przez który mamy otwarty wgląd na wybieg.
Świetna sprawa!

Taras widokowy

Drzewa pod ochroną :)

Drzewa pod ochroną 🙂

Wybieg jest całkiem spory i bardzo ładnie zaaranżowany – jest tu bardzo zielono, dużo tu różnych kompozycji skalnych, zarośli, w których zwierzęta mogą się schować, a przy samym tarasie znajduje się bajorko, w którym niektórzy mieszkańcy wybiegu mogliby spędzać długie godziny:

Skrzydłoszpon w kąpieli

Wewnątrz znajduje się jeszcze jedna panoramiczna szyba, natomiast wybieg można dobrze obserwować także z zewnątrz, z punktu widokowego przy wodospadzie:
a także z drugiej strony wybiegu:

I wybieg widziany z drugiej strony

Na wybiegu mieszka wspólnie aż osiem gatunków zwierząt, w tym pięć gatunków papug: ararauny zwyczajne, ary zielone, amazonki niebieskoczelne, amazonki pąsowe i kakadu Goffina:

Kakadu Goffina

oraz skrzydłoszpony obrożne:

Skrzydłoszpon obrożny

mary patagońskie:

Mary patagońskie

i pudu:

Pudu

Pawilon małych ssaków i ptaków egzotycznych

Tuż obok znajduje się jeden z najstarszych pawilonów ekspozycyjnych w zoo – z jednej strony będący pawilonem małych ssaków, z drugiej zaś pawilonem ptaków egzotycznych.
Możemy tu zobaczyć m.in. pancerniki włochate, manule, rysie:

Śpiący ryś

jeżozwierze indyjskie:

Jeżozwierz indyjski...

... i jego ogon!

oraz kilkanaście gatunków ptaków (ciąg wolier z drugiej strony budynku).

To niestety jeden z najsłabszych obiektów w zoo – zwierzęta mają tu stosunkowo niedużo miejsca, a kafelkowy wystrój po prostu źle wygląda. Trzeba jednak pamiętać, że to ostatni taki obiekt w opolskim zoo i w niedalekiej przyszłości także on ma ulec całkowitej przemianie.

Wybieg Ameryki Południowej

Wybieg Ameryki Południowej w opolskim zoo

Wybieg Ameryki Południowej to bardzo duży i fantastycznie ukształtowany teren rozciągający się od wybiegu mrówkojadów aż do Świata Stawonogów.
Na wybiegu możemy zobaczyć aż sześć gatunków południowoamerykańskich zwierząt: kapibary, mary patagońskie,  nandu:

Nandu

tapiry anta:

Czas na kąpiel!

Tapiry anta

oraz lamy, których stado powiększyło się 6 kwietnia o kolejne młode.

Starcie?

A gdzie się podziały głowy?

Nam udało się zaobserwować coś, co wyglądało jak mały pojedynek na głowy:

Ale i tak kolejny już raz wyczyny zwierząt zostały przyćmione przez zwiedzających – oto bowiem stoimy sobie na tarasie widokowym za chatką mrówkojadów, a na wybiegu łażą sobie tapiry. Podchodzi rodzina – rodzice z dzieckiem,  ok. 5 lat. Ojciec czyta tabliczkę: – Kapibara! – po czym podnosi głowę, patrzy na tapira i po zapoznaniu się z fizjonomią zwierzęcia komentuje dalej – to takie skrzyżowanie karłowatego hipcia azjatyckiego z ostronosem.
No no!
Tymczasem stojąca między wybiegiem południowoamerykańskim a wybiegiem mrówkojadów woliera ostronosów rudych była akurat nieczynna ze względu na remont. Szkoda, bo od razu moglibyśmy panu pokazać, jak wygląda ostronos, tyle, że rudy…

A u ostronosów rudych remont!

(Ostronosy wróciły już na swój wybieg po naszej wizycie.)

Herbarium i Świat Stawonogów

Herbarium

My tymczasem idziemy dalej – następnym przystankiem jest fantastycznie urządzone herbarium, czyli ogród ziół, na terenie którego rosną nie tylko liczne zioła, ale znajdują się też ule oraz „mieszkania dla owadów” i kilka tablic dydaktycznych:

W ogrodzie ziół - znajdź Tadzia!

Mieszkania dla owadów

Tadziu zielarz!

Możemy dowiedzieć się tu wielu ciekawych informacji na temat rosnących w Polsce ziół, a także zobaczyć je i powąchać, bowiem jest ich tutaj co nie miara!
Świetne miejsce – i nawet tabliczki ostrzegawcze są tu jakieś takie… bardziej przyjazne!

Skoro nie wolno, to nie wchodzimy...

Koniecznie trzeba też zajrzeć do znajdującego się tuż obok pawilonu insektarium, czyli Świata Stawonogów.

Świat Stawonogów zaprasza!

Trzeba tylko pamiętać, żeby nie wchodzić z otwartym ogniem!

Uwaga! Otwarty ogień lepiej zostawić na zewnątrz!

Świat stawonogów to niezwykle ciekawe, bardzo atrakcyjnie urządzone miejsce, niestety w środku jest tak ciemno, że zrobienie dobrych zdjęć jest praktycznie niemożliwe.
A szkoda, bo kilka ekspozycji robi naprawdę wielkie wrażenie – choćby ogromna grupa karaczanów za szybą, których „wybieg” podświetla się, gdy się do niego zbliżymy (ostrzegamy – niektórymi widok setek karaczanów, które chodzą sobie po „kuchennej ekspozycji”, może wstrząsnąć).

Na żywo ta ekspozycja robi naprawdę duże wrażenie!

Ciekawa jest też ekspozycja pająków, które możemy oglądać zarówno z perspektywy podłogi (trzeba się schylić, bo pająki chodzą pod naszymi stopami, a my oglądamy je przez szybę, niestety nieco już „przetartą”), jak i specjalnego filaru, wewnątrz którego znajduje się kilkanaście niewielkich okienek – a w każdym jeden gatunek pająka).

Wilki

Idziemy dalej – następny przystanek to wybieg wilków:

Tunel prowadzący do podziemnego "obserwatorium" wilków

W przypadku wybiegu wilków zastosowano podobny schemat ekspozycyjny, co na wybiegu piesków preriowych i susłów (tyle, że „wilki były pierwsze”:)) – tu również mamy tunele prowadzące do podziemnego obserwatorium, tyle, że nie wychodzimy na środku wybiegu, ale i tak mamy szansę stanąć „oko w oko z wilkiem”:

Oko w oko z wilkiem!

Tyle, że akurat dwa wilki siedzą sobie wprost nad podziemnym tunelem:

Wilki zrobiły nas w konia

Wilki zrobiły nas w konia

a pozostałej dwójki w ogóle nie było widać.

Przy wybiegu wilków znajduje się duża tablica dydaktyczna informująca nas o celach kampanii EAZA na rzecz ochrony drapieżników Carnivore z wizerunkami całej „parszywej dwunastki”, do której należą także wilki:

Parszywa dwunastka

W drodze do hipopotamów…

My tymczasem idziemy dalej, mijając kolejne wybiegi – pandy małej (której oczywiście przez cały dzień nie zobaczymy ani razu…), pantery śnieżnej (patrz: pandy małej), pusty wybieg rysi, fantastyczną wolierę żurawi mandżurskich, aż dochodzimy do wybiegu dzików.

A dzik śpi...

Od wybiegu dzików możemy skręcić w prawo, i pójść obok wybiegu, na którym wspólnie mieszkają oryksy szablorogie i sitatungi:

Oryksy szablorogie i sitatungi

albo iść dalej prosto, w stronę hipopotamów karłowatych.

Kierunek - hipopotamy!

I tak też robimy! Mijamy kolejne wybiegi, aż dochodzimy do hipków karłowatych:

Wybieg hipopotamów karłowatych

Gdy byliśmy u nich po raz pierwszy, oba wylegiwały się w słońcu wyglądając przy tym jak wielkie kleszcze:

Hipopotam karłowaty - wersja lądowa

Za drugim razem udało nam się już namierzyć jednego z hipów podczas zażywania kąpieli:

Hipopotam karłowaty - wersja wodna

Przy okazji udało nam się zaobserwować, jak fantastycznie te zwierzaki potrafią „ruszać uszami”:

Na hipopotamach karłowatych kończymy drugą część naszej relacji – na ciąg dalszy zwiedzania zapraszamy jutro!

Reklamy

18 comments on “Majówka z Mrówkojadem – opolskie zoo po raz… trzeci! Część II

  1. No, no – relacja się rozwija 🙂
    Ja tylko napomknę dodatkowo, że w Opolu jest więcej niż dwa wilki europejskie na wybiegu… tak tylko dodaję bo ktoś mógł by się zasugerować tymi dwoma na górce i pomyśleć, że to już wszystkie… a razem jest ich 4 😉

  2. Porównanie hipopotama karłowatego do kleszcza?! To tak jakby nazwać mrówkojada tasiemcem, albo owsikiem…

    Oba wilki siedzą nad tunelem. No ok ale powinny być na wybiegu jeszcze 2 bo w sumie Opole posiada w swej kolekcji 4 osobniki tego gatunku (nie licząc 2 osobników z „podgatunku” grzywiastego jak to GW podaje).

    No i u mrówkojadów chyba płotki nie są z trzciny a z… no właśnie i tu nazwa tego krzewu wypadła mi z głowy ale obecnie kwitnie na różowo 😛

    Ale ogólnie relacja świetna 🙂 A co do pandy i mrówkojadów to mieliście pecha bo jak ja byłem to cała trójka miała atak ADHD i szalała po swoich wybiegach 🙂 Szkoda tylko że w porównaniu z W-wą i Berlinem (tylko te wybiegi widziałem) mrówkojady mają tak maleńkie wybiegi.

    I takie pytanie na koniec – czy udało wam się wypatrzeć w wolierze pudu, mar itd jakieś inne ptaki niż kakadu i skrzydłoszpona? Ja wracałem do tej woliery chyba z 5 czy 10 razy i zawsze ten sam skład (mara, pudu, skrzydłoszpon i raz czy 2 kakadu się pojawiały).

    • Widzę nie tylko mnie te dwa wilki w oczy się rzuciły 🙂

      Mi tam hipek też kleszcza przypomina, a co – a mrówkojad co najwyżej szczotkę drucianą – tasiemce nie są owłosione, więc nie sądzę, żeby komuś z tym zwierzęciem miały się kojarzyć 😉

      Co do woliery z pudu, skrzydłoszponami itp. – to jak my tam byliśmy było wypuszczone więcej ptaków, ale od pracownika dowiedzieliśmy się, że nie zawsze są tam te drobniejsze wypuszczane bo pojawił się jakiś problem z miejscową kuną, czy tego typu zwierzątkiem, które do woliery próbuje się dobrać.

    • No jeśli mrówkojad kojarzy Ci się z owsikiem lub tasiemcem to gratulujemy wyobraźni…
      Porównanie miało na celu jedynie oddanie naszego skojarzenia – leżący w słońcu hipek karłowaty skojarzył nam się z opitym kleszczem – podobieństwo wszak pewne jest. Mrówkojad – owsik – litości…To już czysta złośliwość i nieadekwatność porównań.
      Co do woliery z pudu i skrzydłoszponami to Anza już odpowiedziała za nas.
      Trzcina w chatce mrówkojadów – nie chodziło o płotki, a tą wiatę z przodu, ale przyznajemy, nie byliśmy pewni, jak to coś się nazywa, więc nazwaliśmy to roboczo „trzciną” 🙂
      Co do wilków – nie napisaliśmy, że wilki są tylko dwa, tylko że te dwa akurat siedziały nad tunelem, a pozostałej dwójki w ogóle nie było widać na wybiegu, ale ok, zabrzmiało trochę, jakby faktycznie były tylko dwie sztuki.

      • No pewnie że złośliwość 🙂 Przecież ja tu tylko marudzę i piszę złośliwe wpisy 😛 Ale macie racje – porównanie Anzy trafniej opisuje mrówkojady 😛

        A co do trzcinagate – mi też chodziło o wiatę – płot wybiegu jest szklano-kamienny. I przepraszam za swoje komentarze – więcej nie będę

  3. Alejandro przyjechał z Duesseldorfu? W AquaZoo nie ma i nie było mrówkojadów. Nie powinno być raczej z Dortmundu?

    • Oczywiście, że z Dortmundu. Nie mamy pojęcia jak nam się to mogło pomylić i skąd ten Duesseldorf… 😦
      Tym bardziej, że wiele już razy pisaliśmy o tym na stronie i zawsze był Dortmund.
      Tak to jest, jak się pisze po nocach 🙂

    • A gdzie jest mowa o pawilonie dla rysia?
      Obecnie jeden ryś mieszka w tzw. pawilonie małych ssaków, który podzielony jest na kilkanaście małych wybiegów dla niedużych i średnich ssaków – obok rysia są tam jeszcze m.in. pancerniki włochate, jeżozwierz, manule.
      Poza tym w drugiej części zoo, obok wybiegu pantery śnieżnej, znajduje się jeszcze duży wybieg, na którym zamieszkają najpewniej sprowadzone właśnie z Ołomuńca dwa rysie.

      • Chodzi mi właśnie o tego rysia pawilonu małych ssaków. Czy on ma wybieg zewnętrzny? Pisaliście o wolierach dla rysi, ale to chyba w nieco innej części zoo.

        • Tylko taki nieduży wybieg zewnętrzny w tym pawilonie właśnie:


          Całość jest niewiele większa.
          A tak wygląda ów pawilon:

          Z kolei duży wybieg dla rysi znajduje się w drugiej części zoo, obok wybiegu pantery śnieżnej – zamieszkają w nim dwa rysie z Ołomuńca, które już dotarły do zoo.
          A to ów wybieg:

          (po prawej)

          • Niby miałem już nie pisać komentarzy u Was na stronie, ale jedna rzecz mnie zastanawia. Zoo ma rysia, który mieszka w substandardowym wybiegu – bo nie ukrywajmy że pawilon małych zwierząt jest dla niego maławy nawet jeśli ma połączone 2 wybiegi. Z drugiej strony na wielki nowoczesny wybieg sprowadza 2 nowe rysie. Coś mi tu nie pasuje. Nie mogli sprowadzić jednego i sparować go z tym, który w zoo już jest? Oba rysie sprowadzone z Ołomuńca? Rodzeństwo? Może ten już obecny w zoo jest jakiś stary, przebył jakąś chorobę eliminującą go z rozrodu, jest przeznaczony dla innego ogrodu? Więcej pomysłów nie mam. Znacie odpowiedź?

          • O co Ci chodzi z tym nie pisaniem komentarzy, co? Bez obrażania się, bo nie ma o co – prędzej my byśmy mogli za te złośliwości 🙂
            A na temat rysi na ten moment nic więcej niestety nie wiemy, poza tym, że to już bardzo stary osobnik.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s