Majówka z Mrówkojadem – wrocławskie zoo po raz… czwarty!

Dopiero co zakończyliśmy nasze wojaże zoologiczne po Wielkopolsce, a ponownie wyruszyliśmy w trasę, tym razem jeszcze bardziej na południe Polski – na zaproszenie zaprzyjaźnionej z nami Redakcji „ZOOrro” wybraliśmy się bowiem do Opola, by po raz trzeci już odwiedzić tamtejsze zoo.
Mając jednak do dyspozycji całą majówkę – czyli aż cztery dni! – nie mogliśmy nie odwiedzić także leżącego stosunkowo blisko wrocławskiego zoo.
Co też i zrobiliśmy czwarty już raz w ciągu ostatnich dwóch lat.
Tym samym zapraszamy na pierwszą, wrocławską część naszej relacji z majówkowej wyprawy zoologicznej Mrówkojada na Dolny Śląsk i Opolszczyznę!
Część I – Zoo Wrocław!

Majówka we wrocławskim zoo

Na tę majówkę czekaliśmy szczególnie – co roku staramy się wykorzystać te dni na jakieś wyprawy i zawsze udawało nam się dokądś wyjechać, tym razem jednak miała to być wybitnie zoologiczna wyprawa, a to dzięki zaproszeniu naszych przyjaciół z ZOOrro. Nie namyślając się więc długo (choć mieliśmy jeszcze kilka ciekawych propozycji, w tym jedną szczególnie!) z samego rana w sobotę, 30 kwietnia, zapakowaliśmy Tadzia i niezbędny ekwipunek i ruszyliśmy w drogę…
Bardzo długą drogę…

Z Koszalina do Opola przez Wrocław

Raptem 500 km. Dokładnie tyle!
Wyruszamy w sobotę z samego rana, dlatego już przed piątą budzimy naszego pluszowego towarzysza, żeby na 6.07 być na dworcu PKP w Koszalinie.
I tu zaczynają się nasze przygody, bo jak zawsze (naprawdę, każda wyprawa musi mieć w sobie jakiś element zaskoczenia komunikacyjnego) podróż pociągiem musi być czymś naznaczona. Tak jest i tym razem – pociąg przyjeżdża dopiero przed 7.00, ale tym razem spóźnienie jest uzasadnione – dwa dni wcześniej doszło do katastrofy kolejowej pod Lęborkiem, czego efektem były m. in. znaczne zmiany w rozkładzie jazdy pociągów i liczne opóźnienia.
To jedno – na trasie natomiast pociąg, który miał jechać do Opola nieco ponad osiem godzin i być na miejscu tuż po czternastej, zyskuje kolejne opóźnienia – mijanki, postoje w polu czy przejazd w zwolnionym tempie na uszkodzonym odcinku torów między Jastrowiem i Okonkiem (tu również, tyle że nieco wcześniej, wykoleił się pociąg) – wszystko to sprawia, że do Opola dojeżdżamy solidnie po szesnastej, z ponaddwugodzinnym opóźnieniem.

Pozostałości po wypadku koło Jastrowia

Tym samym rezygnujemy już z wyprawy do opolskiego zoo…

W Opolu…

A w Opolu czeka już na nas Olaf z ZOOrro, który zabiera nas na mały spacer po mieście, w którym akurat trwają… Dni Opola! Zapoznajemy się tym samym nie tylko z lokalnymi zabytkami i atrakcjami, ale też okazjonalną kulturą i rozrywką :).

Grają na Rynku!

Tu warto coś zjeść...

A tu coś kupić

Tadeusz gotowy do odpalenia!

 

 

 Z samego rana w niedzielę, 1 maja, mamy wybrać się do opolskiego zoo, ale nie najlepsza prognoza pogody na ten dzień sprawia, że… w ostatniej chwili decydujemy się zamienić nasz plan weekendu i do opolskiego zoo wybrać się we wtorek, a w niedzielę odwiedzić… wrocławskie zoo!

Na Wrocław!

Nic więc dziwnego, że w niedzielny ranek siedzimy już w pociągu, jadącym z Opola do Wrocławia. Jakby nam było mało PKP w ciągu ostatniej doby :).
Do Wrocławia docieramy o 10.30 i niemal prosto z dworca udajemy się na przystanek tramwajowy.
Tym razem nie musimy czekać na tramwaj tak długo jak w grudniu, bowiem tramwaj nr 2 podjeżdża już po chwili – i nie ma wątpliwości, że jest to tramwaj, który jedzie do zoo :).

Tramwaj z reklamą wrocławskiego zoo

Dwójką spod samego dworca dojeżdżamy pod samo zoo – i to w zaledwie 17 minut!

Dojazd z dworca PKP do wrocławskiego zoo - tramwaj nr 2

Pod bramą zoo lądujemy ostatecznie tuż po jedenastej – tramwaj jedzie wolniej niż zwykle, bo już od Placu Grunwaldzkiego tworzą się gigantyczne korki – wszyscy jadą do zoo!
W końcu jest niedziela, 1 maja, początek majówki, w dodatku jest bardzo ciepło i słonecznie – czego chcieć więcej?

U bram zoo

Efekty doskonale widać pod bramą zoo, która z każdej strony otoczona jest przez tłum ludzi – kolejki są niewiarygodne!

Kolejki do wrocławskiego zoo - 01.05.2011

Przed głównym wejściem tłum ustawia się w sześciu rzędach – cztery do kas przy wejściu, a dwa do ustawionych przed wejściem biletomatów:

Cały Wrocław przyjechał do zoo!

Jak widać najdroższe bilety w Polsce (25 zł normalny, 15 zł ulgowy, szczegóły tutaj) nie zniechęcają odwiedzających do wizyty w zoo – przeciwnie, z każdą minuta kolejki się wydłużają. Sytuacji nie poprawiają nawet dwa automaty biletowe,  w których możemy kupić bilet bez konieczności wizyty w kasie.

Automat biletowy - Zoo Wrocław

A pamiętać trzeba, że piąta kasa znajduje się jeszcze z drugiej strony zoo, przy Bramie Japońskiej! Takiego naporu zwiedzających nie wytrzymuje jednak nawet najlepiej do tego przygotowane zoo w Polsce (żaden inny ogród w Polsce nie ma tak szerokiej infrastruktury w tej kwestii).
Jeśli w sobotę, 30 kwietnia, zoo odwiedziło około 7 tysięcy osób, to przez całą niedzielę będzie ich pewnie ze dwa razy więcej. A może więcej?
Kolejki będą się tworzyć przez praktycznie cały dzień – gdy po południu będziemy mijać bramę dwa razy, cały czas będzie przed nią tłum oczekujących!

Kilka godzin później...

Kilka godzin później...

Stoimy w jednej z kolejek już kilkanaście minut, podczas gdy za bramą zoo czeka na nas Anza,  z którą umówiliśmy się na wspólne zwiedzanie zoo. Gdy już mamy dobić się do biletomatu, dzwoni do nas sam Pan Prezes Radosław Ratajszczak,  z którym też umówiliśmy się na spotkanie :).
Ostatecznie Pan Dyrektor zgarnia nas bocznym wejściem i wspólnie już wybieramy się na… trzygodzinny spacer po zoo! W tym czasie przechodzimy nie tylko przez ponad połowę ogrodu, ale też zaglądamy do solidnie odremontowanego budynku dyrekcji, w którym zaszły bardzo duże zmiany – jak modernizować zoo, to na całego i w każdym jego aspekcie! :).

Z zewnątrz budynek dyrekcji się nie zmienił!

Po drodze dołącza do nas w końcu Anza i wspólnie zwiedzamy zoo, w którym spędzamy łącznie ponad sześć i pół godziny, schodząc je kilka razy!
Żeby się więc nie powtarzać, opowiemy Wam krótko o naszym spacerze po zoo nie tyle chronologicznie (do mrówników wracamy chyba z pięć razy), co wg trasy zwiedzania.
Zapraszamy na krótką fotorelację z wrocławskiego zoo, którą podzieliliśmy na kilkanaście przystanków.

Mapa wrocławskiego zoo

Zwiedzamy!

Przystanek 1 – co tam u Życzliwka?

Czekając na nosorożce...

Życzliwek na wybiegu

Obecnie możemy oglądać tu osły Poitou, w tym urodzonego w zeszłym roku Życzliwka, w przyszłości – coraz bliższej – zamieszkają tu jednak nosorożce! Ponoć już rosną, czekając na przyjazd do Wrocławia, trzeba tylko wybudować dla nich wybieg i pawilon, ale… projekt już jest!

Przystanek 2 – misie bułek nie jedzą!

Mijamy wybiegi Tarotki i Trezorki, które szykują się powoli do powrotu do zamojskiego zoo oraz Przemisi, która na szczęście czuje się już coraz lepiej, ale na razie jeszcze we Wrocławiu zostanie (zresztą, możliwe, że zostanie w nim już na dobre…), mijamy basen kotików, do których wrócimy później (na karmienie o 17.00) i dochodzimy do wybiegu ostatniej niedźwiedzicy w tym rzędzie, Myszki.

Proszę Państwa, oto miś!

Przed jej wybiegiem zgromadzony jest tłum ludzi, którzy przypatrują się, jak… kilka osób wrzuca na wybieg niedźwiedzicy jedzenie. Ta oczywiście staje na tylnych łapach i próbuje jedzenie złapać – ku uciesze gawiedzi.
Gdy wraz z Panem Dyrektorem podchodzimy do wybiegu, jedna z pań rzuca właśnie w stronę niedźwiedzicy… bułkę.
Pan Dyrektor grzecznie zwraca jej uwagę, że tak robić nie wypada, na co pani odwraca się, mierzy nas wzrokiem po czym… rzuca w niedźwiedzia drugą bułką!
Reakcja Pana Dyrektora jest już nieco bardziej stanowcza, choć równie grzeczna, ale mamy wrażenie, że pani trzeciej bułki już nie rzuca tylko dlatego, że… jej nie ma.
Tłum słucha w milczeniu, a my idziemy dalej, do wybiegu tygrysów, które – co wcale przy takiej pogodzie nie dziwi – śpią w kącie swojego wybiegu:

Tygrys śpi

Po drugiej stronie alejki znacznie bardziej aktywne są natomiast kangury rude:

Kangur rudy

Przystanek 3 – prawa ściana zoo

Do słoniarni nie wchodzimy, bo wszystkie zwierzaki są na wybiegach.

Hipopotamy nilowe

Ten obiekt, podobnie zresztą jak większość wrocławskiego zoo, w najbliższej przyszłości całkowicie zmieni swoje oblicze – mijając kolejne pawilony i wybiegi i słuchając słów Pana Dyrektora mamy świadomość, że za dwa-trzy lata będzie to zupełnie inny ogród. Można tym słowom wierzyć patrząc, jak zoo zmieniło się w ciągu ostatnich czterech lat – każda kolejna nasza wizyta, a od 2008 roku jesteśmy we wrocławskim zoo już po raz czwarty, to przyjazd do tego samego, ale jednak innego zoo.
Zoo zmienia się i rozwija praktycznie każdego dnia, a wizja rozbudowy jest naprawdę epicka – już nie możemy doczekać się tych wszystkich zmian. Póki co jednak na każdym kroku możemy obserwować te mniejsze – a to nowe woliery ptaków Azji, a to zupełnie odświeżony staw, wyczyszczony po raz pierwszy od… bardzo wielu lat, a to kolejne nowe pawilony (ile wydarzyło się we wrocławskim zoo w samym tylko 2010 roku, możecie przeczytać tutaj).
Niezwykłym doświadczeniem jest także obserwowanie przychówków, których dosłownie pełno na wybiegach – jeśli coś nie urodziło się w ostatnich dniach/tygodniach, to urodzi się w najbliższych – tu urodził się mały renifer (niestety, nie udało nam się go zobaczyć), a lada dzień urodzi się następny, tu czekamy na młodego takina, a tam na dniach ma przyjść na świat milu…

Koziorożec syberyjski - te rogi będą jeszcze znacznie dłuższe!

Ta część zoo, nieco bardziej zaniedbana przez lata i jakby trochę mniej popularna, ulec ma zupełnemu przeobrażeniu – wiodąca między stawami a wybiegami zwierząt górskich ścieżka ma zostać zlikwidowana, a wybiegi kopytnych będą schodzić aż do stawu – tym samym będziemy je oglądać z drugiej strony, dzięki czemu i zwierzęta zyskają znacznie więcej miejsca, i zwiedzający będą mieć zupełnie nową, bardzo ciekawą perspektywę ich oglądania.
Nam ten pomysł bardzo się podoba!

Wybieg koziorożca syberyjskiego będzie niebawem wyglądał zupełnie inaczej

Zmieni się też woliera pawi, wybieg jeżozwierza, a nawet bardzo ładny i zadbany wybieg flamingów – aktualnie chyba najładniejszy w Polsce:

Flamingi

Co ciekawe, odcinek od woliery kruka po Basztę Niedźwiedzi to tak naprawdę jedyna część zoo, w której nie ma tłumów – jakby na potwierdzenie tezy, że to nieco zapomniany i mniej popularny odcinek zwiedzania.

Przystanek 4 – Wyspa sajmiri

Za wolierą papugi kea schodzimy na chwilę ze ścieżki i zaglądamy do niemal ukończonego, ale jeszcze nieotwartego pawilonu dla sajmiri, które będą miały do dyspozycji nie tylko domek, ale także własną wyspę, położoną niedaleko wyspy gibonów.
Na wyspę będą mogły dostać się specjalnym tunelem:

Przystanek 5 – Wyspa lemurów

Przy Bramie Japońskiej ponownie pojawia się tłum zwiedzających cały czas dosłownie „wsypujących” się do zoo, a który to tłum będzie nam towarzyszył już właściwie do końca zwiedzania.
Na dłuższą chwilę zaglądamy do budynku dyrekcji, zwiedzić nowe wnętrza i przygotowywaną właśnie bibliotekę z czytelnią (super sprawa!), po czym akurat w poorze karmienia lemurów trafiamy na Wyspę Lemurów.

"Juliany" czekają!

"Juliany" czekają!

Tłum też już czeka!

Zaczęło się!

Wari czarnobiałe są natomiast wyjątkowo ospałe – najaktywniejsze są rano i po południu, a nie o 13.00, musimy więc wrócić do nich później.

Wari czarnobiałe

Wari czarnobiały

Przystanek 6 – u Heńka jak zwykle…

Następnie zaglądamy do pawilonu małp – w którym prawdziwą gwiazdą jest leniwiec Heniek mieszkający dosłownie nad głowami zwiedzających:

Leniwiec Heniek

W pawilonie można zobaczyć także uistiti białouche, które również swobodnie poruszają się po małpiarni:

Uistiti białoucha

W wolierach zewnętrznych natomiast wypatrzyliśmy m.in. dwa młode koczkodany górskie:

Najmłodszy przychówek koczkodana górskiego w objęciach matki

Z lewej - starszy maluch

O małpiarni i jej mieszkańcach więcej mogliście przeczytać choćby w relacji Anzy, nie będziemy się zatem powtarzać. Z tego też powodu mniej miejsca poświęcimy wszystkim mieszkającym w zoo małpom, tym bardziej, że do pawilonu człekokształtnych nawet nie weszliśmy – spróbowaliśmy, ale tłum był tak potworny, że w środku nie dało się wytrzymać, dlatego ruszyliśmy dalej.

Przystanek 7 – a mrówniki jak zawsze…

Zbliżamy się do dawnego pawilonu krokodyli, przed którym znajduje się woliera wiewiórek trójbarwnych. Te mają do dyspozycji specjalnie przygotowany system tuneli, rozciągnięty między pobliskimi drzewami, które tworzą całą sieć połączeń, którymi poruszają się wiewiórki – świetna rzecz!

Autostrada dla wiewiórek

Na jednym z zakrętów wiewiórki utworzyły zator - szykują sobie gniazdo? 🙂

Nas najbardziej interesują oczywiście mrówniki, które tej wiosny doczekały się wybiegu zewnętrznego:

Wybieg zewnętrzny mrówników

Wcześniej mieszkały tu mangusty, teraz – podobno! – można tu zobaczyć spacerujące mrówniki. Nam oczywiście – mimo kilku prób – nie udaje się ich zobaczyć.
Przez cały dzień śpią sobie wewnątrz pawilonu:

A mrówniki śpią, jak zwykle...

Przy okazji dowiadujemy się, że: „na dworze były mrówkojady, a tutaj są mrówniki”.
Że też sami tego nie zauważyliśmy!

Przystanek 8 – w stronę niedźwiedzi!

Od mrówników idziemy w stronę leśnego wybiegu niedźwiedzi brunatnych, na którym można zobaczyć Mago z rodziną. Po drodze na dłuższą pogawędkę zatrzymujemy się w Karczmie Koala.
Dookoła ludzi tłum.

Tłumy przy Restauracji Letniej

Tłumy przy Restauracji Letniej. Przy Koali było podobnie...

Tu także rozstajemy się z Panem Prezesem, którego wzywają służbowe obowiązki i w trójkę ruszamy w kierunku niedźwiedzi.

Infokiosk w strefie europejskiej

Leśny wybieg niedźwiedzi brunatnych to jeden z najefektowniejszych wybiegów w całym zoo – ponad hektar wydzielonej części lasu, o urozmaiconej powierzchni, z licznymi kryjówkami i efektowną kaskadą na środku:

Wybieg niedźwiedzi - kaskada

Chętnych na kąpiele nie było...

Na wybiegu mieszkają obecnie cztery niedźwiedzie – samiec Mago oraz jego siostra Mania i dwie córki: Kora i Kira.

Choć wybieg niedźwiedzi znajduje się dosłownie na krańcu zoo, całą czwórkę z tarasu widokowego obserwują tłumy:

Tłumy na tarasie widokowym przy wybiegu niedźwiedzi

Po drugiej stronie drewnianego mostka, skąd zwiedzający mogą podglądać niedźwiedzią rodzinę, znajduje się wybieg, na którym mieszkają wspólnie muflony i magoty:

Muflony na wybiegu, magoty na drzewach...

Przystanek 9 – Pawilon Madagaskaru

Tłumy przed Madagaskarem

Następnym przystankiem na naszej trasie jest Pawilon Madagaskaru – jedno z najciekawszych miejsc we wrocławskim zoo, gdzie na stosunkowo niewielkiej powierzchni zgromadzono kilkadziesiąt gatunków reprezentujących faunę Madagaskaru – dodać trzeba, że faunę niezwykłą i unikatową.
Niestety, pierwszomajowa niedziela to nieszczególnie dobry moment na zwiedzanie tego obiektu, który cieszy się wyjątkowym zainteresowaniem zwiedzających – zagęszczenie osób na metr kwadratowy jest kolosalne, a w środku panuje zaduch i jest do tego bardzo gorąco, dlatego niemal od razu kierujemy się do zewnętrznej części pawilonu, którą tworzy przede wszystkim wolny wybieg wari rudych – zdecydowanie jedna z największych atrakcji dla zwiedzających w całym zoo!

Oko w oko z wari rudym

Wybieg wari rudych od odwiedzających odgrodzony jest tylko drewnianymi barierkami przy ścieżce. Lemury jednak nic sobie z tego ogrodzenia nie robią, przysiadają na poręczach, przypatrują się swoim gościom, zaczepiają ich, nadstawiają się do głaskania i pozują do zdjęć.

Największe wrażenie robią, gdy bezpośrednio nad głowami zwiedzających, jeden po drugim, przechodzą z jednej części wybiegu zewnętrznego na drugą, po czym chowają się w chatce.

My, zwiedzający, musimy jednak pamiętać o tym, że lemurów nie powinniśmy dotykać (choć wiemy, jak trudno jest się tego trzymać!), a absolutnie nie wolno nam ich niczym karmić ani czegokolwiek im podsuwać! Niestety, zawsze znajdą się zwiedzający, którzy za wszelką cenę będą chcieli lemura dotknąć, pogłaskać, pociągnąć za ogon…

To tylko jedno z kilkunastu takich zdjęć...

Pokusa jest wielka, ale robić tego pod żadnym pozorem nie wolno! Niestety, na niektórych nie działają ani tabliczki zakazujące jakiegokolwiek kontaktu ze zwierzęciem, ani uwagi ze strony co bardziej rozsądnych – i odważnych – zwiedzających.
W kwestiach związanych z przestrzeganiem takich przepisów i stosowaniem się do próśb i zaleceń zoo jest co prawda coraz lepiej, wciąż jednak jest jeszcze dużo do zrobienia.
Na szczęście lemury są dosyć ostrożne i nie pozwalają sobie na zbyt wiele, choć niektórzy zwiedzający potrafią być wyjątkowo nachalni – czego nie robi się dla dobrej „fotki na Naszą Klasę”…

Swoją drogą warto przypomnieć, że właśnie dzisiaj, gdy ukazuje się ta relacja, mija równo rok od uroczystego otwarcia Pawilonu Madagaskaru – stało się to 12 maja 2010 roku!

Pawilon Madagaskaru we wrocławskim zoo - zdaniem czytelników "Mrówkojada" zoologiczna inwestycja roku 2010! Dziś obchodzi swoje "pierwsze urodziny".

Przystanek 10 – sitatungi jak kangury

Z Pawilonu Madagaskaru zmierzamy w stronę kolejnego nowego obiektu, czyli Pawilonu Sahary. Po drodze mijamy kompleks wybiegów zwierząt kopytnych, gdzie zobaczyć możemy m.in. watussi, koby, nilgau, garny, gnu, których niestety jak zwykle nie udaje nam się zobaczyć.
Nie udaje nam się zobaczyć także tego, co widzi jeden z niepełnoletnich zwiedzających, który na widok sitatung wykrzykuje:

Kangury!

Aż boimy się zapytać, jak mógłby nazwać te zwierzaki:

Wilki!

Świstak!

Jak nic ostronosy rude!

Przystanek 11 – Pawilon Sahary

Pawilon Sahary

Większość mieszkańców Pawilonu Sahary możemy zobaczyć na wybiegach zewnętrznych – na naszych oczach z pawilonu na wybieg wychodzi po kolei całe stado oryksów szablorogich, wśród których są też urodzone w tym roku młode:

Oryksy szablorogie

Oryksy szablorogie

Oryksy szablorogie

Oryksy szablorogie

Na wybiegu opalają się także osły i wielbłądy jednogarbne:

Wielbłądy jednogarbne i osły

Spać...

Co jest?

Na swoim wybiegu zewnętrznym śpią sobie także fenki:

Fenek

Z kolei na ich wybiegu zewnętrznym wypatrzyliśmy coś takiego…

Przystanek 12 – Sawanna afrykańska

Infokiosk w strefie zwierząt sawanny afrykańskiej

Żyrafy na sawannie

Możemy tu obserwować żyjące wspólnie żyrafy, zebry i strusie:

Trzy zwierzaki na jednym wybiegu

Największe wrażenie robią oczywiście żyrafy, które bardzo chętnie podchodzą do krawędzi wybiegu, dzięki czemu są dosłownie na wyciągnięcie ręki:

Przystanek 13 – Dzieciniec zwierzęcy

Dzieciniec zwierzęcy

Dzieciniec zwierzęcy jest miejscem, które wymaga od nas szczególnej cierpliwości, bo tłumy są tu wyjątkowe – a dominują oczywiście najmłodsi zwiedzający. Wcale to nas nie dziwi, bo to miejsce głównie dla nich.
Maluchów nie brakuje także na wybiegach – właściwie w każdej zagrodzie można wypatrzeć tegoroczne przychówki:

Młode mangalice - przychówek z 13 lutego

I druga grupa z 28 marca

Kozy angorskie

Koza karpacka

Naszą uwagę zwracają także zupełnie nowe tabliczki z opisem zwierzaków, które pojawiły się przy prawie wszystkich wybiegach – są naprawdę rewelacyjne!

Nowa tabliczka w Dziecińcu zwierzęcym

Co my tu mamy?
Na ciepłym, zielonym tle znajdują się świetne rysunki z wizerunkami zwierząt znajdujących się w gospodarskiej zagrodzie.
Dalej mamy logo zoo oraz opis zwierzęcia.
Najciekawszy element tabliczki znajduje się jednak na dole:

Do czego "służy" świnka?

W interesujący, a przy tym bezpośredni sposób pokazane zostało, jakie jest „przeznaczenie” hodowlane eksponowanych w Dziecińcu zwierzęcym zwierzaków – ta świnka służy jako „maskotka”, a tamta jako „jedzenie”. Taki przekaz bardzo mocno działa na wyobraźnię i chyba całkiem nieźle dociera także do najmłodszych.
Od nas duży plus!

Przystanek 14 – Ranczo

Ranczo

To jedna z najnowszych i najciekawszych zarazem inwestycji we wrocławskim zoo – miłośnik egzotyki i ochrony gatunków może na takie miejsce kręcić nosem, ale każdy średnio zorientowany w idei nowoczesnego ogrodu zoologicznego zwiedzający doceni ideę powstania takiego miejsca.
A „przeciętny” zwiedzający będzie po prostu zachwycony!

Wszyscy chcą pogłaskać "konika" I mogą!

Ranczo to atrakcja nie tylko dla najmłodszych, ale też dla zwiedzających w każdym wieku, zwłaszcza „mieszczuchów”, dla których wizyta w tym miejscu może być jedyną szansą na kontakt z takimi zwierzakami jak… koń. To bardzo ważne, zwłaszcza dla najmłodszych, kontakt ze zwierzakami domowymi buduje bowiem w linii prostej empatię dla zwierząt jako takich. Dzięki temu świnka może zyskać nowe oznaczenie na swojej tabliczce i nie będzie już tylko „szynką”…

Można pogłaskać!

Ranczo nie wzięło się zresztą znikąd – wcześniej w tym miejscu stał stary, paskudny barak, dlatego zdecydowano, że powstanie tu dalsza część sąsiedniego Dziecińca. Sprowadzono do tego miejsca osły Poitou, kuce i haflingery.

Kuce - w tym dwa młode, jeden urodzony w noc przed naszą wizytą!

Wybieg kuców

Haflinger

Cały kompleks Rancza zwraca uwagę spójną stylistyką i lekkością w architekturze zagród i pawilonów. Dobre wrażenie robią np. takie drobiazgi, jak wahadłowe drzwiczki w przejściach między poszczególnymi zagrodami – „prawie jak” z westernowego salonu :).
Wszystkie zwierzaki są odpowiednio „otabliczkowane”, na ogrodzeniach wiszą też wzmianki o najnowszych przychówkach:

Tabliczki informacyjne na Ranczu

Najmłodsi mogą skorzystać z atrakcji, jaką jest przejażdżka na kucyku, nieco starsi natomiast mają okazję na specjalnej wystawie zobaczyć różne akcesoria, związane z końmi:

Ciekawe ilu wrocławian wie, co to takiego

Z chomątem może być wcale nie lepiej 🙂

A to tak dla ozdoby 🙂

Ciekawostką jest także ustawiony tuż przy Ranczu wóz jednokonny:

Wóz jest dokładnie opisany, pełni więc pewne funkcje dydaktyczne...

Na wóz można wsiadać tylko na własną odpowiedzialność, dlatego… sami nie wsiadamy, ale co najmniej jeden chętny się znajduje:

Tadzik na wozie

Zresztą, nie tylko jeden :).

Na dostawionego do wozu sztucznego konia – swoją drogę strasznie kiczowatego – wsiadać natomiast w ogóle nie wolno, ale pluszowemu mrówkojadowi chyba nikt nie zabroni…

Tadzik odkrywa w sobie talenty jeździeckie!

Przystanek 15 – w drodze do Terrarium

Z Rancza kierujemy się w stronę pawilonu Terrarium po drodze zahaczając jeszcze o wybieg zamieszkiwany przez mundżaki chińskie oraz pandę małą:

Mundżaki chińskie prawie zawsze są dobrze widoczne

Yunnan wyszedł po jedzenie i...wraca do siebie

Mijamy straszliwie zapchane Akwarium i zaglądamy jeszcze na wybieg mar patagońskich, na którym obok grupy dorosłych osobników:

Mary patagońskie

widać malutką marę, jak młodą, nie jesteśmy niestety w stanie określić:

Mała mara patagońska

Uroczy maluch przypomina nam trochę naszego królika Bąbla:

Prawie jak Bąbel

O zgrozo, spostrzegamy, że maluch zajada się porozrzucanymi po wybiegu… chrupkami, które ktoś bezmyślnie wrzucił:

Mała mara

Bezmyślność ludzka nie ma niestety granic. To akurat jeszcze wcale nie najgorsza rzecz, do jakiej zdolni są zwiedzający, niemniej taki chrupki dla młodziutkiej mary mogą być szkodliwe – mamy nadzieję, że jednak nie.
Niestety, niewiele mogliśmy poradzić, bo maluch wcinał chrupki błyskawicznie, a zabrać ich z wybiegu się nie dało.

Mara patagońska

Przystanek 16 – Terrarium

Terrarium to obiekt niezwykły – znajduje się w największym i najefektowniejszym budynku na terenie zoo, którego budowę zakończono w 1885 roku, a przez wiele lat mieściła się w nim restauracja i sala balowa. Obecnie znajdują się tu m.in. ekspozycje gadów, płazów i bezkręgowców oraz – z czego mało który zwiedzający zdaje sobie sprawę – liczne zaplecza hodowlane, w których przebywa kilkadziesiąt gatunków zwierząt, które z różnych powodów (nadwyżka hodowlana, młode, kwarantanna) nie trafiły na ekspozycję.
O tym pisaliśmy szczegółowo przy okazji naszego grudniowego spaceru z Panem Dyrektorem.
Tym razem w Terrarium, które z racji liczby eksponowanych gatunków i powierzchni ekspozycyjnej samo w sobie mogłoby uchodzić za ogród zoologiczny, spędzamy stosunkowo mało czasu – wszystko przez przeraźliwy zaduch i upał, oraz „dzikie tłumy” – ludzi jest tu jeszcze więcej, niż na zewnątrz, a oglądanie zwierzaków przypomina nieco szkolną wycieczkę w muzeum, gdy żółwim (sic!) krokiem przepychamy się od jednego terrarium do drugiego. Po chwili mamy dość i przechodzimy przez cały obiekt nieprzyzwoicie szybkim krokiem…

Terrarium - tłumy przy krokodylach

Dlatego też nie udaje nam się zobaczyć kilku nowych mieszkańców, m.in. kameleona Mellera, ale zobaczyliśmy za to nieco „starszą” nowość, legwana nosorogiego:

Legwan nosorogi

Robi wrażenie! Ale i tak naszymi ulubionymi gadami są warany :).

Waran papuaski

Waran nilowy

Kto wie, może kiedyś pojawią się też warany z Komodo?

Przystanek 17 – kotiki jak foczki, czyli pora na karmienie!

Powoli zbliża się godzina 17.00, a w świątecznie dni oznacza to jedno – porę karmienia kotików afrykańskich!
Tym samym ruszamy w stronę ich basenu, po drodze zaglądając jeszcze do pawianów, które zawsze przyciągają tłumy:

Tłumy przy pawianach

Przy okazji dowiadujemy się od jednego ze zwiedzających, który tłumaczy zachowania pawianów swoim znajomym, że na wybiegu możemy zobaczyć dwa gatunki małp – „pawiany i jeszcze jakieś inne”, które walczą ze sobą.
Ciekawe.

To pawian

Czyżby to była zatem małpa z "tego drugiego gatunku"?

Na tarasie przy basenie kotików ustawiamy się chwilę przed rozpoczęciem karmienia i treningu medycznego zarazem, gdyż liczba zwiedzających, chcących zobaczyć ten pokaz jest znacznie większa, niż możliwości ekspozycyjne. Gdy o 17.00 zaczyna się trening, jesteśmy dosłownie przyciśnięci do barierki.

Zaraz się zacznie!

W treningu bierze udział dwóch pielęgniarzy oraz trzy kotiki – Nelson, Mandisa i Jojo – poniżej możecie zobaczyć kilka filmów z treningu kotików:

Cały pokaz jest bardzo atrakcyjny – kotiki popisują się swoimi umiejętnościami, prowadzący trening pielęgniarz bardzo ciekawie opowiada o swoich podopiecznych, wyjaśnia zwiedzającym różnice między kotikiem afrykańskim a foką, co jednak większości ludzi i tak nie przekonuje – przez cały czas trwania słyszymy co najmniej kilkanaście razy słowo foka.
W pewnym momencie sami zaczynamy wierzyć, że jesteśmy w fokarium… :).

Witamy się!

Jojo trenuje z drugim pielęgniarzem

Sprawdzamy uzębienie

Nelson i Mandisa są już gotowi

Gotowi? Zaczynamy!

Prawa płetwa...

Lewa płetwa...

Wcale nie taki gładki, jak by się wydawało!

Cmok w nos!

I jeszcze drugi całus!

Zawstydzenie...

I cmok na pożegnanie

Gdy kończy się trening kotików, zwanych też uchatkami karłowatymi, ale przede wszystkim „foczkami”, jest już solidnie po siedemnastej co oznacza, że w zoo jesteśmy już od bitych sześciu godzin.
Powoli trzeba chyba się zbierać…

Przystanek 18 – Przy wyjściu…

Kręcimy się jeszcze trochę po zoo, zaglądamy raz jeszcze do mrówników, które oczywiście śpią w swoim pawilonie i zmierzamy w stronę wyjścia, zahaczając po drodze jeszcze o wybieg sawanny afrykańskiej.
Przy bramie głównej zoo wracamy uwagę na kilka rzeczy, m.in. tablice sponsorów:

Naprawdę jest ich aż tam mało?

uaktualnioną mapę zoo na dużej tablicy:

Stawy jak prawdziwe!

potykacz z mapą, na której zaznaczono miejsca i godziny pokazów karmienia zwierząt:

Małe co nieco w zoo - gdzie i kiedy.

oraz specjalną klatkę znajdującą się tuż przy głównym wejściu, do której można wrzucać puszki aluminiowe.
Pisaliśmy o niej przy okazji wydarzeń w trakcie Małpiego tygodnia.

Klatka, do której można wrzucać puszki - póki co jeszcze prawie pusta... (niedziela, 1.05)

Segregując odpady pomagamy zbierać fundusze na ochronę małp, bowiem zysk ze sprzedaży puszek w całości przeznaczony jest na różne projekty ochroniarskie realizowane w miejscach występowania małp człekokształtnych.

Co ciekawe, już w drodze powrotnej na dworzec PKP, w tramwaju, spostrzegamy taką oto reklamą Kampanii EAZA na rzecz ochrony małp człekokształtnych:

Reklama kampanii EAZA w tramwaju

Chwali się!

Na zakupy!

Pod bramą zoo spotykamy jeszcze Pana Dyrektora, który udał się właśnie na końcowy obchód po zoo. Raz jeszcze dziękujemy za spotkanie i wspólny spacer, po czym udajemy się na małe zakupy do sklepu z pamiątkami.
Tu niestety czeka nas rozczarowanie – jak na tak duży, efektowny i świetnie działający na polu marketingowym ogród, wybór jest niewielki. Nowy przewodnik po zoo już mieliśmy, od Pana Dyrektora dostaliśmy w prezencie nową mapę oraz najnowszą broszurę informacyjną (w dwóch wydaniach językowych), która bije na głowę niejeden przewodnik po zoo, ale same sklepiki oferują nam stosunkowo niewiele pamiątek związanych stricte z wrocławskim zoo.
A tylko na takich nam zależy. Mamy więc do wyboru kilka pocztówek (bierzemy wszystkie) i… właściwie tyle.

Pocztówka nr 1

Pocztówka nr 2

Pocztówka nr 3

Owszem, jest jeszcze mała rozkładana książeczka, reklamowana jako „Zwierzęta w zoo”, domyślamy się więc, że chodzi o mieszkańców wrocławskiego zoo, więc bierzemy (a kosztuje 8 zł!).
I to jest niestety błąd – już później okazuje się, że jest to po prostu zbiór zdjęć różnych zwierząt, z absurdalnymi podpisami (słoń – jaki?, zebry – jakie?, jelonek – a na zdjęciu daniele…).
Ok, daliśmy się nabrać, nasza nieuwaga przy zakupie :).

A poza tym same gumowe zwierzątka i inne odpustowe gadżety. Dziękujemy.
Na koniec przypomina nam się, że w specjalnych automatach, których kilka rozstawionych jest na terenie zoo, można kupić pamiątkowe monety z mieszkańcami ogrodu. Ok, idziemy zatem raz jeszcze przejść się po zoo, żeby wybrać coś dla siebie. Ostatecznie decydujemy się na monetę z kameleonem i paziem królowej (do kupienia w Terrarium, koszt – 5 zł), bo kilka innych (lemur katta, krokodyl) są niestety wątpliwej jakości.

Pamiątkowa moneta z wrocławskiego zoo

Bez piątaka a z pamiątkową monetą (uwaga! – tańszą niż moneta z prałatem Jankowskim!) opuszczamy wrocławskie zoo.
Czas najwyższy – w ogrodzie spędziliśmy bowiem prawie osiem godzin, a przecież następnego dnia czeka nas wyprawa do opolskiego zoo :).
Ale o niej opowiemy Wam już w następnej relacji!

Pełną galerię zdjęć z naszej majówkowej wizyty we wrocławskim zoo możecie zobaczyć TUTAJ.

Reklamy

14 comments on “Majówka z Mrówkojadem – wrocławskie zoo po raz… czwarty!

  1. Nareszcie wyczekana relacja z majówki! 😀
    Przy okazji jeszcze raz dziękuję za wspólnie spędzony „zoologiczny” czas 🙂

  2. JAk zwykle super relacja jedyną drażniącą rzeczą jest to, że coraz częściej wyśmiewacie się z innych ludzi, a nie wszyscy muszą byc po biologii żeby znać wszystkie zwierzaki, sami piszecie, że było mnóstwo ludzi więc i nie wszyscy muszą widzieć tabliczki, a po trzecie nie wymagajcie od maluchów, żeby przejmowały się nazwami, wystarczy, że im największą frajdę sprawia to, że widzą zwierzaka i nie ważne czy kotiki nazwą uszatka, foka czy wieloryb. Ale poza tym super:)

    • Wyśmiewamy się z innych?
      Wyśmiewaniem można by było nazwać określenie typu „Co za idioci, przecież wiadomo, że to uchatki, a Ci mówią, że foki” albo „Głupota tych ludzi jest przerażająca, czytać nie umieją?”.
      Ale tak nie piszemy, nawet tak nie myślimy. Zwracamy na takie rzeczy uwagę, bo jest ich bardzo dużo – i nie są to kpiny, tylko zobrazowanie pewnego zjawiska. Tym bardziej nigdy nie naśmiewamy się, nawet nie czepiamy się dzieci, które nagminnie mylą bądź mieszają nazwy – przytaczamy jedynie niektóre z takich przykładów jako pewne zabawne sytuacje.
      Chłopiec od „kangura” po prostu nas rozbroił – i tyle. Codziennie w pracy z dziećmi w szkole spotykamy się z dziesiątkami sytuacji, przy których można by się było złapać za głowę, nigdy jednak nie tworzymy sytuacji, w której nasz młody rozmówca mógłby się poczuć źle.
      „Naśmiewanie się” to zdecydowanie określenie nie na miejscu.
      W relacji ewidentnie chodzi o dorosłe osoby, które słuchając komentarza opiekuna kotików, iż są to kotiki, na głos, przy dezaprobacie wielu innych zwiedzających, wykrzykują, iż są to foki. Przy którymś razie może to być trochę irytujące.

  3. Afrykarium ma powstać nie na obecnym wybiegu afrykańskiej sawanny ale za nim potrzac od głównego wejścia, na miejscu obecnych restauracji, placu zabaw dla dzieci, wybiegu koników polskich, serwali i czaplińca. Afrykańska sawanna zostaje na swoim miejscu i wkrótce wzbogaci się o nowy gatunek antylopy.
    Wrocławskie mrówniki wyrażnie za wami nie przepadają, ja w czasie prawie każdej wizyty w zoo mam okazje zobaczyć je w ruchu chociaż też muszę zaglądać do nich czasami kilkakrotnie, jednak na zewnętrznym wybiegu ich jeszcze nie widziałem.

  4. „Takiego naporu zwiedzających nie wytrzymuje jednak nawet najlepiej do tego przygotowane zoo w Polsce (żaden inny ogród w Polsce nie ma tak szerokiej infrastruktury w tej kwestii).”

    Nie jestem pewien ale Warszawa ma chyba albo tyle samo kas albo więcej (mi kołaczą się po głowie 4 z przodu i 3 z tyłu) – i też 2 biletomaty. Dodatkowo niedługo mają przybyć kolejne dwa wejścia 🙂 Ale to muszę dokładniej sprawdzić

  5. A ja mam 2 pytania : Czy we Wrocławiu są ponocnice i jakie gatunki zamieszkują pawilon madagaskarski?

    • obecnie we Wrocławiu nie ma ponocnic wcześniej były eksponowane w Pawilonie Małych Ssaków ale przed rozpoczęciem przebudowy tego pawilonu na Pawilon Madagaskaru wyjechały one z Wrocławia. Obecnie w Pawilonie mieszkają następujące gatunki:
      bezkręgowce
      karaczan madagaskarski
      megakaraczan madagaskarski
      patyczak skrzydlasty
      oprócz tego jest modliszka, wij, skorpion i pająk ale nie pamiętam jakie gatunki konkretnie a chwilowo nie mogę tego sprawić na pewno są to gatunki występujące na Madagaskarze

      ryby
      bedocja madagaskarska, szczupieńczyk madagaskarski, pielęgnica madagaskarska

      płazy
      żaba pomidorowa, trzcinarka madagaskarska

      gady
      boa Dumerila, saniznia madagaskarska, boa madagaskarski, felsuma madagaskarska, żółw zawiasowy, żółw promienisty, gekon Standinga, kameleon lamparci

      ptaki
      waza duża, czapla zielona, stepówka brunatna, srebrzanka Hotentocka, cyraneczka madagaskarska, kaczka Mellera, dziwonos

      ssaki
      lemur alaotrański, rudawka wielka, wari rudy, mangusta wąskosmuga, tenrek zwyczajny, tenrek mniejszy, maki myszka, lemur czerwonobrzuchy

      jest to skład inny niż był w dniu otwarcia pawilonu, niektóre gatunki zmieniły lokum np. zonura olbrzymia przeniesiona została do terrarium zaś wikłacze czerwone do ptaszarni ale są też gatunki nowe jak np. waza duża jeszcze inne wylądowały na zapleczu (gekon Henekla) widać więc że w pawilonie ciągle się coś dzieje

  6. ja też mam pytanie czy we Wrocławiu są oposy agamy kołnierzaste albo inne zwierzaki które są tylko we Wrocławiu a w innym zoo w Polsce ich nie ma

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s