Wiosna w Nowym Zoo, czyli… Mrówkojad w Poznaniu!

Na ten dzień czekaliśmy ponad dwa miesiące – bo tyle czasu minęło od naszej ostatniej wizyty w poznańskim Nowym Zoo.
Świąteczna przerwa umożliwiła nam kilkudniową wyprawę do Wielkopolski. Postanowiliśmy wykorzystać ją jak najlepiej – przy okazji świętowania w rodzinnym gronie i powrotu do miasta, w którym spędziliśmy wiele lat, zaplanowaliśmy także wizyty w trzech wielkopolskich placówkach zoologicznych – Nowym Zoo, Starym Zoo i zoo w Nowym Tomyślu.
Odwiedziliśmy  wszystkie trzy, a dziś zabieramy Was do tego pierwszego – 21 kwietnia,w czwartek, wybraliśmy się do Nowego Zoo!

Tadeusz gotowy na wyprawę!

Do Poznania docieramy kilkanaście minut po godzinie dziesiątej (rano!) – oczywiście koleją :).
Wciąż jeszcze nie przywykliśmy do tego, że do zoo jedziemy nie na wyciągniętych z piwnicy rowerach (w ten sposób w 2010 roku odwiedziliśmy zoo co najmniej kilkadziesiąt razy…), tylko miejską komunikacją. Z dworca PKP udajemy się zatem (w pełnym oplecakowaniu podróżnym) na przystanek tramwajowy Dworzec Zachodni, skąd tramwajem nr 8 w 20 minut docieramy na przystanek Krańcowa.

Mapa dojazdu do Nowego Zoo z Dworca PKP

Tu niestety rola komunikacji się kończy. Z przystanku Krańcowa do bramy Nowego Zoo mamy jeszcze równo półtora kilometra, czyli całkiem solidny spacer (po pięciu godzinach w pociągu i z plecakami na sobie jest to wątpliwa przyjemność).

Dojście z przystanku Krańcowa do Nowego Zoo

Co jednak mamy do wyboru?
Autobus linii „Z”, kursujący z Ronda Śródka do zoo jeszcze nie jeździ, autobus nr 57 kursujący z Krańcowej do zoo między 7.46 a 14.06 nie ma… ani jednego kursu!, samochodu ani roweru też przy sobie nie mamy, jedynym środkiem komunikacji jest zatem Maltanka. Ta jeździ z Ronda Śródka (żaden problem – wysiedlibyśmy z tramwaju trzy przystanki wcześniej), ale jest dosyć droga – dwa normalne bilety to 10 zł.
Przejdziemy się :).
(Swoją drogą skandalicznym jest, że do zoo możemy dostać się tylko Maltanką – komunikacja miejska dowozi nas maksymalnie 1500 metrów przed zoo – a dalej? Maltanka jako jedyna alternatywa to stanowczo za mało – tym bardziej, że jest dosyć droga, a poza tym kursuje tylko w sezonie. Poza sezonem do zoo dostaniemy się jedynie na piechotę lub… własnym pojazdem. Super!).

Doszliśmy!

Jest ciepły, słoneczny poranek, przedświąteczny czwartek. Wiele osób ma już wolne, można się więc spodziewać, że w zoo będzie tego dnia sporo zwiedzających.
Gdy dochodzimy pod bramę ogrodu, jest kilka minut po jedenastej, a przy kasie kręcą się pojedyncze osoby.
Nie pierwszy już raz prosimy sympatyczną panią kasjerkę o możliwość zostawienia w pawilonie kasy plecaków (chodzenie z nimi przez kilka godzin po zoo to byłaby mordęga).
Kupujemy dwa bilety normalne – po 15 zł za sztukę (w weekend zapłacilibyśmy po 20 zł) i sprawdzamy jeszcze, czy pojawiło się może coś nowego w temacie pamiątek.
Niestety, nic – żadnych pocztówek, gadżetów związanych z zoo, albumów, koszulek itp. – dosłownie nic! Możemy tylko kupić słynny już przewodnik po zoo – za jedyne 5 zł!

Przewodnik po poznańskim zoo. Rocznik 2009

Mamy go już w swojej kolekcji od dwóch lat i już wtedy pozostawiał wiele do życzenia. Do tego tematu wrócimy już niebawem.
Nie czepiamy się już zatem biletów – te są co prawda bardzo ładne i należą do najatrakcyjniejszych ze wszystkich oferowanych przez krajowe ogrody (mamy blisko setkę biletów z poznańskiego zoo w ponad 20 różnych wersjach – gratka dla kolekcjonerów), zastanawia nas tylko, co na bilecie robią kobra i dromader, których w Nowym Zoo nie ma…

Bilet ulgowy do Nowego Zoo (w dni powszednie) - dziś zapłacimy za niego już 15 zł

Nieważne – bilet jest bardzo ładnie zrobiony (świetnie prezentuje się zwłaszcza kolejka) i nie ma co marudzić, choć mrówkojad, słoń i nosorożec prezentowałyby się pewnie lepiej.
Z biletami w dłoni, bez przewodnika (bo i po co?) i bez plecaków wchodzimy do zoo.
Super! 🙂

Co nowego w Dziecięcym Zoo?

Dziecięce Zoo

Jak zwykle zaczynamy od wizyty w Dziecięcym Zoo. Tu zawsze coś się dzieje – z każdego wybiegu dochodzą nas inne odgłosy – tu kozy, tam owce, jeszcze gdzie indziej kuce, osły, papużki…

Kuce trzymają się razem!

Osły też!

Na wybiegach widać też liczne tegoroczne przychówki – dwie owieczki kameruńskie, samczyk z jaśniejszą sierścią oraz samiczka z ciemniejszą sierścią, urodzone 17 marca (chowały się na tyłach wybiegu i opalały na słońcu), trzy młode kózki, urodzone 23 lutego – dwie czarno-białe samiczki i beżowy samczyk:

Młoda kózka - beżowy samczyk urodzony 23 lutego

a także ośliczka o znaczącym imieniu Granda, która urodziła się 19 marca:

Granda z mamą

Nie udało nam się natomiast wypatrzeć świnek wietnamskich, do swojego basenu nie wróciły też jeszcze żółwie czerwonolice, a w chatce królików nie było jeszcze świnek morskich. Nie ma też jednego z naszych ulubieńców – czarnego królika – chwilę później dowiadujemy się, że już go więcej, niestety, nie zobaczymy…

Jeden z naszych ulubieńców - niestety, już go w Dziecięcym Zoo nie zobaczymy...

Jeden z naszych ulubieńców - niestety, już go w Dziecięcym Zoo nie zobaczymy...

Ani śladu także wielkanocnego zająca, ale to dopiero czwartek, może więc jeszcze się pojawi.

Foki zrobione na biało!

Z Dziecięcego Zoo idziemy w stronę Pawilonu Zwierząt Nocnych mijając po drodze basen fok pospolitych, w którym… nie ma fok!
Nie tylko fok zresztą – w basenie nie było też wody, a wszystko z powodu gruntownego remontu polegającego m.in. na wybieleniu dna:

Basen fok

Biało, biało wszędzie!

Co ciekawe, ten sam basen oczyszczany był w sierpniu zeszłego roku. Na czas remontu basenu, który ma potrwać do końca kwietnia, trzy foki pospolite (jedyne w Polsce!) –  Aleksis, Max i Viki – zostały przeniesione do basenu wydr, które z kolei trafiły na zaplecze hodowlane.

Nowe lokum dla fok - na szczęście tylko tymczasowe

Basen wydr - foki mają tu nieco mniej miejsca ("ich" basen ma 320 m kw, ten znacznie mniej)

Pawilon Zwierząt Nocnych – ciemno wszędzie!

Wielkie zdjęcia lemurów katta na tylnej ścianie Pawilonu Zwierząt Nocnych - wszystko fajnie, tylko... w pawilonie lemurów katta nie ma!

W Pawilonie Zwierząt Nocnych ciemno jak zawsze, a na dodatek całkiem tłoczno. Można też zaobserwować kilka zmian i – kilku nowych mieszkańców!
Po trwającym aż pół roku śnie zimowym obudziła się rodzinka tenreków zwyczajnych, których niestety nie udało nam się zobaczyć. Po gałęziach szalał natomiast galago małouchy.
Widoczne były natomiast dwa lori małe, które urodziły się 17 marca. Ot, dwie małe puchate kulki przyklejone do gałązki.
Z kolei nowym – ale tymczasowym – sąsiadem galago senegalskiego został samiec pancernika bolita. Wszystko dlatego, że samica spodziewa się młodego i dlatego została przeniesiona na zaplecze. Sam został też samiec kanczyla mniejszego – samic i urodzonego w marcu młodego niestety nie było już na wybiegu…
Od zwiedzających dowiadujemy się także, że lori kukang to… skunks!
Tak, jak zszokowała nas ostatnio informacja, że można pomylić słonia z hipopotamem, tak pomylenie loriego ze skunksem też nam się w głowie nie mieści…

Skunks i... skunks. Podobieństwo uderzające!

Najwięcej dzieje się jednak na największym wybiegu w pawilonie, znajdującym się na środku naprzeciwko wejścia – możemy tam obserwować fruwające po całym wybiegu rudawki nilowe, skaczącego po gałęziach galago senegalskiego i parę kinkażu!
Oto bowiem do samca, który pojawił się w Poznaniu pod koniec grudnia 2010 roku, dołączyła wreszcie obiecana samica, która przyjechała ze Szwajcarii. Tak jak się tego spodziewaliśmy, niewidoczny do tej pory samiec (do czwartku ani razu nie udało nam się go zobaczyć – mimo kilku prób!) stał się bardzo aktywny i wraz z nową partnerką cały czas poruszali się po bardzo dużym i intensywnie zagospodarowanym wybiegu.
Wszędzie było ich pełno – to biegały po gałęziach, to wchodziły do kotników, to spacerowały przy szybie – zrobienie choćby przyzwoitego zdjęcia w Pawilonie Zwierząt Nocnych graniczy z cudem (a lampy używać nie wolno!) dlatego wrzucamy jedyne, które „jakoś” wygląda:

Kinkażu w akcji - to i tak najlepsze zdjęcie, jakie udało nam się zrobić...

Podglądanie obu kinkażu w akcji to niezła frajda – są większe, niż się spodziewaliśmy, mają fantastyczne uszy i niezwykły ogon, którym balansują niczym lemury katta lub galago małouchy. Gdy chowają się na tyłach wybiegu, widać tylko uniesione do góry ogony – trochę jak u ostronosów białonosych.

Gdzie te lemury i gdzie te… orły?

Na wybiegach zewnętrznych, przylegających do Pawilonu Zwierząt Nocnych, szaleją koszatniczki, lwiatki złotogłowe, pieski preriowe i przede wszystkim surykatki, które urządzają niezwykłe „zapasy”:

Które chwilami przypominają tańce:

Tańczący z surykatkami

Lemury czerwonobrzuche i alaotrańskie są znacznie mniej skore do zabaw i nie wychodzą na zewnątrz.
Pusto także w wielkiej wolierze zamieszkiwanej dotychczas przez niezwykle efektowną rodzinę lemurów wari rudych.
Trzy samczyki lemura wari – Filip, Rysiek i Wiedźmin, które urodziły się 22 marca 2010 roku, wyjechały już do jednego z francuskich ogrodów zoologicznych, tym samym w zoo została już tylko ich matka, Jessy.

Tej trójki nie zobaczymy już w zoo... (fot. L'N'A')

Idziemy zatem dalej, ale kolejne zaskoczenie czeka na nas przy tzw. wielkiej wolierze, w której do tej pory mieszkała para bielików olbrzymich.
Woliera jest pusta, a na jej tyłach kręcą się panowie z ekipy remontowej, którzy przycinają drzewa.

Woliera bielików chwilowo pusta

Na czas usunięcia szkód spowodowanych przez wiatr bieliki olbrzymie przeniesiono do woliery orłosępów, które z kolei przeniesiono do woliery zajmowanej wcześniej przez orły stepowe. Te zaś zamieszkały w jednej z wolier znajdującej się naprzeciwko wyspy lemurów – tej, w której do tej pory znajdowały się trzmielojady.
Tych zaś nie udało nam się nigdzie zobaczyć :).

Orzeł stepowy w "nowej" wolierze

Wielkie przestrzenie i nowe tablice

Od woliery bielików schodzimy w dół, w stronę sawanny afrykańskiej i wybiegu Ameryki Południowej.
Spostrzegamy też pierwszy z kilkunastu znajdujących się na terenie zoo nowych drogowskazów, na których znajdują się nowe, kolorowe tabliczki pokazujące nam, do jakich zwierzaków możemy dojść daną ścieżką – oprócz rysunku zwierzaka mamy jeszcze – w wybranych przypadkach – odległości nas od niego dzielące.
Całość prezentuje się bardzo ładnie.

Do słoniarni jeszcze 900 metrów!

Idziemy dalej, mijając grupki zwiedzających, a także spokojnie spacerujące sobie po ścieżkach i trawie bernikle kanadyjskie:

Bernikle na spacerze

Z daleka też widać biegające po wznoszącym się dość stromo wybiegu sawanny afrykańskiej zebry i strusie:

Struś po lewej

Drugi struś po lewej, zebra w tle, na środku (między drzewami)

Podchodzimy zatem bliżej, mijając po drodze – z prawej strony – czerwonaki chilijskie:

Czerwonak na czerwonaku!

oraz boćki i żurawie, przy wybiegu których zlokalizowany jest drugi przystanek kolejki – Przystanek „Flaming”:

Przystanek kolejki - "Flaming"

Cała infrastruktura kolejki została już ukończona – składa się na nią zadaszona wiata z ławeczkami i elektronicznym wyświetlaczem (godzina, temperatura, krótkie komunikaty typu „Witamy w zoo” lub „Kolejka nie jeździ”) , kiosk multimedialny (oferujący nam dostęp do strony internetowej zoo) a także – co jest właśnie nowością, bo reszta była już „w ofercie” wcześniej – dwie plansze – jedna przedstawiająca mapę całego zoo z zaznaczeniem trasy kolejki i nazwą przystanku (zdjęcie powyżej – plansza z lewej) oraz druga, pokazująca na zbliżeniu mapę tej części zoo, w której akurat się znajdujemy (zdjęcie powyżej – plansza z prawej).
Ładne to i czytelne, a przede wszystkim rozwiązuje sprawę map i drogowskazów, których dotychczas w zoo było zbyt mało – albo były zupełnie nieczytelne.
W połączeniu ze wspomnianymi drogowskazami, pojawiającymi się już od zeszłego roku wielkoformatowymi tablicami informacyjnymi poświęconymi poszczególnym zwierzętom lub wybiegom, a także nowymi tabliczkami gatunkowymi, które pojawiły się przy wielu wybiegach – poznańskiemu zoo należą się wielkie brawa za całokształt inwestycji informacyjno-edukacyjnych.
Do tego jeszcze infokioski z dostępem do strony internetowej zoo, nowa tablica z aktualnościami z życia zoo przy wejściu i nowa mapa główna, a także szereg pomniejszych – nieźle, jak na ostatnie kilka miesięcy – i oby tak dalej!
Przydałoby się jeszcze rozwiązać sprawę przewodnika :).

Duża plansza poświęcona faunie Afryki

Najwięcej nowych tabliczek pojawiło się w Pawilonie Małych Ssaków – tam wymieniono wszystkie tabliczki z opisem eksponowanych gatunków:

Kururo - nowa tabliczka

Kururo - stara tabliczka

Szynszyla - nowa tabliczka

Szynszyla - stara tabliczka

Do tego tematu też jeszcze wrócimy, bo należy mu się osobne miejsce.
Tymczasem wracamy do zwiedzania – od przystanku „Flaming” idziemy w stronę żyraf, które możemy podziwiać albo z alejki, albo z zrobionego w zeszłym roku tarasu – czyli wydzielonej części wzniesienia sawanny, które wcześniej znajdowało się na terenie wybiegu (to tu zwykle przesiadywał marabut).

Wydzielona część wybiegu sawanny - dzięki temu możemy podejść bliżej zwierząt

Co ciekawe, teraz na samym dole wzniesienia ustawiono kilkanaście drewnianych ław – można tu sobie usiąść i odpocząć.

Wchodzimy na samą górę, ale zarówno żyrafy, jak i zebry, znajdują się na tyłach swoich ogromnych wybiegów.

Zebra nadchodzi!

Żyrafy!

Za to fenomenalny widok rozciąga się z drugiej strony – odwracamy się, a przed nami widać jak na dłoni cały wybieg Ameryki Południowej:

Cała Ameryka Południowa przed nami!

A gdzieś tam w tle widać… dwa stwory z długimi nosami i długimi ogonami! Idziemy!

Granica nie do przekroczenia, czyli jak blisko podejdzie mrówkojad?

A na wybiegu Ameryki Południowej pustawo – wikunie przeniesiono na wybieg zajmowany wcześniej przez konia Przewalskiego, mrówkojady mają swój oddzielny wybieg, a rodzinka tapirów – Madzia, Gwizdek i całkiem spory już Cypisek – chowała się niestety tylko na tylnym wybiegu, niedostępnym dla zwiedzających. Jedyny nandu, który się tu jeszcze uchował, ponoć… panicznie boi się kolejki i na wybiegu pojawia się tylko przed pierwszym jej startem.
Tym samym po ogromnej przestrzeni snuły się tylko kapibary i bernikle…
Z kolei na wybiegu zajmowanym przez mrówkojady widać… mrówkojady! Guapa i Eskado są w ciągłym ruchu, niestety trzymają się tyłów wybiegu od strony chatki, przez co widoczne są z dużej odległości – na szczęście mamy ze sobą lornetkę :).

W tle Eskado!

Co rusz Eskado podchodzi w stronę jedynej krawędzi wybiegu, przy której mogą stanąć zwiedzający (z prawej mamy kamienny mur oddzielający wybieg mrówkojadów od wybiegu czepiaków, z lewej płot oddzielający wybieg mrówkojadów od reszty wybiegu południowoamerykańskiego, z tyłu zaś niedostępne dla  zwiedzających chatki…), niestety za każdym razem zatrzymuje się przy magicznej linii, którą wyznacza znajdujące się z prawej strony drzewo.
Do drzewa i… z powrotem.
I tak za każdym razem:

Nie mamy coś ostatnio szczęście do naszych podopiecznych 😦

Później odwiedzimy je jeszcze raz, wówczas na wybiegu spacerować będzie Felice, ale i ona trzyma się okolic chatki.
W najbliższym czasie powinna zapaść decyzja dotycząca przyszłości Felice – że poznańskie zoo opuści, to pewne, pytanie tylko, kiedy i dokąd pojedzie. Jak tylko się dowiemy – na pewno damy znać!

Tymczasem idziemy dalej kierując się w stronę słoniarni – idąc tą trasą warto się czasami zatrzymać i spojrzeć w bok lub za siebie, bo plenery są tutaj – zwłaszcza o tej porze roku – fantastyczne!

Z prawej - wybieg czepiaków, przed nami - kolejno: wybieg mrówkojadów, wybieg Ameryki Południowej, a w tle wybieg żyraf

Widok sprzed wybiegu ostronosów rudych - przed nami staw, a w tle wybieg żyraf, na którym widać... żyrafę!

Przystanek „Słoniarnia”

Do słoniarni jeszcze 200 metrów!

Po drodze do słoniarni mijamy wybiegi czepiaków czarnorękich, ostronosów rudych, woliery z ptakami drapieżnymi (gdzie znajdują się m.in. przeniesione orły stepowe i młody puszczyk mszarny, którego oddzielono od rodziców) oraz wyspę, na której zamieszkały już lemury katta.
Zaglądamy też do chatki tygrysów syberyjskich, ale tam panuje wyjątkowy spokój – cała czwórka leni się w narożnikach wybiegu.

Tygrys leniwy

W słoniarni pustki – cała piątka słoni znajduje się bowiem na wybiegu.
Trzy samice – Linda, Kizia i Kinga – spacerowały sobie w pełnym słońcu na głównym wybiegu zewnętrznym:

Kinga, Kizia i Linda na wybiegu

Natomiast Yzick bawił się z oddzielonym od reszty słoni Ninio – oba samce podawały sobie trąby przez bramę, za którą, na małym wybiegu na tyłach słoniarni, znajdował się Ninio.

Na pierwszym planie trzy samice, z tyłu, po prawej, Yzick i Ninio

Od słoniarni idziemy do znajdującego się przy wolierze susłów moręgowancyh przystanku kolejki „Słoniarnia”.
Najpierw zaglądamy do wielbłądów, gdzie udaje nam się wypatrzeć urodzoną 22 marca samiczkę o imieniu Layla:

Znajdź Laylę!

Stado poznańskich baktrianów liczy tym samym już osiem sztuk!

Wielbłądy dwugarbne

Z uwagą stajence wielbłądów przyglądał się także Tadeusz:

Wybieg wielbłądów okiem Mrówkojada

Tymczasem na znajdującym się naprzeciwko wielbłądów wybiegu susłów moręgowanych panuje niesamowity ruch – złapać w obiektywie aparatu choćby jednego susła to prawdziwy wyczyn!

Suseł moręgowany

Zanim w dalszą drogę ruszymy kolejką (odcinek od susłów do motylarni postanowiliśmy bowiem przemierzyć kolejką, bo trochę już jesteśmy zmęczeni, a do pokonania jeszcze kawał drogi, podczas gdy na tym, liczącym ponad półtora kilometra odcinku, zobaczyć można tylko bizony i makaki), podchodzimy jeszcze do wybiegu, na którym do niedawna mieszkała 22-letnia klacz konia Przewalskiego, Alma. W marcu przeniesiono ją na duży, leśny wybieg znajdujący się na zapleczu ogrodu, a jej miejsce zajęły wikunie, które opuściły wybieg Ameryki Południowej – wszystko dlatego, że nie mogły już znieść towarzystwa mrówkojadów, które nawet przez płot dawały im się we znaki :).

Nowy wybieg wikunii (dawniej konia Przewalskiego) - wikunie leżą w prawym, górnym rogu wybiegu

Wracamy na przystanek – kolejka, która kursuje po zoo według umownego rozkładu jazdy („co pół godziny”), jeszcze nie nadjechała, dlatego przyglądamy się uważnie samemu przystankowi.
Co my tu mamy? Tak jak na każdym innym przystanku – infokiosk z dostępem do strony internetowej zoo, tablicę z nazwą przystanku i mapą całego zoo (oraz rysunkiem zwierzaka, który jest w „nazwie” przystanku – w tym przypadku słonia):

Przystanek "Słoniarnia"

oraz mapę okolicy przystanku:

Mapa okolic przystanku "Słoniarnia"

Tadziowi nowe tablice przystankowe bardzo się spodobały :).

Przystanek... Mrówkojad!

Tymczasem na przystanku gromadzi się coraz więcej osób – znak, że zaraz pojawi się kolejka!
Tak też się dzieje – po chwili zza słoniarni wyłania się zielonożółty skład nowej kolejki ogrodowej, która po raz pierwszy wyruszyła na trasę po Nowym Zoo niemal równo rok temu – 1 maja 2010 roku!

Kolejka kursująca po Nowym Zoo

Wsiadamy do pierwszego wagoniku, który jest prawie pusty – tłoczno natomiast w drugim wagonie, może dlatego, że jest tam miejsce dla wózków dziecięcych, a pasażerów z takim dodatkowym obciążeniem jest całkiem sporo.
Rozsiadamy się wygodnie (siedzonka są „umiarkowanie” wygodne) i czekamy, aż ruszymy – od poprzedniej przejażdżki minęło pół roku, bo późną jesienią i zimą, z powodu „złych warunków atmosferycznych” kolejka nie kursowała.

Tadeusz już nie może się doczekać!

Jedźmy już, no!

Z różnych stron nadciągają kolejni zwiedzający, którzy chcą jeszcze zdążyć i gdy wreszcie ruszamy, kolejka jest już solidnie zapełniona (a pomieści 60 osób!).

Jedźmy, jedźmy!

No to jedziemy – mijamy wybieg wikunii („Sarenki, sarenki!”), bizonów preriowych („Żubry, żubry!”), makaków („Gibony, gibony!”), u których niedawno urodziło się kolejne młode oraz motylarnię, przy której… chcieliśmy wysiąść! Ale jedziemy dalej! Nie protestujemy, bo domyślamy się, w czym rzecz.
Jedziemy zatem dalej, bez jakichkolwiek przystanków, nasłuchując kolejnych mądrości naszych współpasażerów. Zastanawiające, że żadnego z mijanych zwierząt nie nazwali prawidłowo – czyżby był to efekt oceny gatunków z perspektywy jadącej kolejki czy życzeń, jakich gatunków nam w zoo brakuje (prawda – gibonów i sarenek w Nowym Zoo nie ma…).

Ale super!

Mijamy zatem wybieg Ameryki Południowej, skręcamy przy czepiakach w lewo (a nie jedziemy prosto, w stronę słoniarni, jak podczas typowego kursu), dalej między wolierami ptaków a wyspą lemurów i przed chatką tygrysów skręcamy w lewo, by przejechać przesmykiem między stawami.
Tym samym wyjeżdżamy wprost na… motylarnię!
Przejazd z jednego przystanku na drugi wymagał objechania połowy zoo! Powodem jest zwrotność kolejki, która przy przystanku motylarnia nie była by w stanie nakręcić, aby podjechać w stronę insektarium jadąc od strony słoniarni – musi zatem zrobić wielkie koło i wyjechać na wprost drogi do insektarium (choć dziwi nas nieco, że jeszcze jakiś czas temu objazdu nie było i kolejka zawracała przy motylarni…).
Brzmi to strasznie skomplikowanie, ale w praktyce przekłada się na nieco dłuższą przejażdżkę – i wszyscy są zadowoleni, choć po twarzach niektórych pasażerów widać, że są nieco skołowani.
A cały manewr na mapce prezentuje się tak:

W końcu docieramy do motylarni, gdzie postanawiamy wysiąść. Z nami wysiada też część pasażerów, która zamierza udać się do motylarni właśnie, niestety musimy ich rozczarować – motylarnia jest otwarta dopiero od 1 maja!

Motylarnia jeszcze zamknięta

O tym, że jest zamknięta, informuje nas w mało subtelny sposób… ławka, ustawiona na szczycie schodów, zastawiająca przejście do motylarni.
W tym miejscu musimy wspomnieć o kilku obserwacjach poczynionych podczas krótkiej przejażdżki, a także podczas kursu kolejka po całym zoo – taką bowiem wycieczkę zafundowaliśmy sobie na koniec zwiedzania (do tego momentu jeszcze dojdziemy).

Kolejka właśnie dojechała na swój ostatni przystanek, tuż przy wejściu do zoo

Po pierwsze – kolejka świetnie się sprawdza jako środek przemieszczania się po zoo, zwłaszcza dla rodzin z dziećmi, także z dziećmi „wózkowymi”.
Po drugie – dla dzieci – ale nie tylko – kolejka jest atrakcją samą w sobie i widać, że wielu zwiedzających, nie tylko tych najmłodszych – mogłoby nią jeździć tak długo, jak to tylko możliwe.
Po trzecie – wielu zwiedzających jest pozytywnie zaskoczonych, że za przejazd kolejką nie muszą nic płacić – wielu z nich zanim wsiądzie podchodzi do kierowcy i pyta, ile kosztuje przejazd.
Po czwarte – bardzo wielu zwiedzających traktuje przejazd kolejką jako „rozpoznanie terenu” – najpierw z okien kolejki oglądają całe zoo, a potem już na piechotę udają się do tych miejsc, które najbardziej im się spodobały.
Po piąte – można się czepiać kiczowatego wyglądu kolejki i tego, że tak naprawdę nie jest ona kolejką, ale… to i tak najlepsza oferta komunikacji na terenie zoo oferowana przez krajowe ogrody – w dodatku bez dodatkowej opłaty!
Można by tak wymieniać dalej, trzeba jednak przyczepić się pewnej kwestii – nagranego na płytę „przewodnika”, który wita podróżujących kolejką na samym początku i informuje na trasie o tym, jaki jest następny przystanek i dokąd można się z niego udać.
Samo w sobie jest to dużym plusem, niestety kilku rzeczy na nagraniu można się przyczepić:
– mamy już 2011 rok, a głos przewodnika z płyty informuje nas, że „słoniarnię otwarto w zeszłym roku” – tym samym zaniżony jest wiek słoni, o których również opowiada przewodnik
– już na samym początku słyszymy, że „w zoo mieszka 500 gatunków zwierząt”. To też nieprawda – tyle w szczytowym momencie mieszkało, ale zarówno w Starym jak i Nowym Zoo, a przewodnik wyraźnie mówi o „Nowym Zoo”.
To jednak dość rażące błędy i dobrze byłoby coś z tym zrobić – pisaliśmy o tym już w zeszłym roku, ale jak widać nic się nie zmieniło. Czy za rok też głos z mikrofonu będzie mówić, że słoniarnię wybudowano rok temu?

Skunksy, kuny, karakale, czyli w krainie małych ssaków

Kierunkowskaz przy wolierze kuny żółtogardłej

Od motylarni idziemy w stronę kompleksu wolier i wybiegów małych ssaków. Przez kilkaset metrów idziemy ścieżką, którą z jednej strony otacza las (z lewej), z drugiej puste wybiegi (puste od ponad dwóch lat!), aż dochodzimy do małego skrzyżowania – mamy do wyboru albo iść drogą na skróty do nosorożców, albo udać się w stronę Pawilonu Małych Ssaków i dalej insektarium.
Tadeusz jest za nosorożcami, ale my decydujemy się jednak obejść całe zoo – nie opuszczając żadnego wybiegu!

Tadziu i nosorożec

Pierwszą wolierę w tym sektorze zoo zamieszkuje samiec kuny żółtogardłej – od czasu, gdy w jego wolierze kratę zastąpiono szybą, można nie tylko obserwować jego niezwykłe harce, ale też zrobić całkiem przyzwoite zdjęcie:

Kuna żółtogardła

Kuna żółtogardła

Ale i tak najlepiej zobaczyć ją w „ruchomej” akcji:

Sąsiednią wolierę – również z nową szybą – zamieszkują z kolei żenety.

Woliera żenet

Te możemy zobaczyć w dość nietypowych pozycjach – dwie żenety śpią na przyczepionych do tylnej ściany wybiegu półkach, ze zwieszonymi w dół głowami – w dodatku obie półki są tuż obok siebie.
Widok jest dość makabryczny:

Śpiące żenety

Nam też zdarza się zasnąć w nietypowych pozycjach, ale żeby aż tak? :).

Kolejną wolierę zamieszkuje… nie, już nie łasza palmowa, która przeniosła się na zaplecze hodowlane, ale para jaguarundi.

Jaguarundi zamieszkały w wolierze, w której dotychczas mieszkała łasza palmowa

Możemy tu zobaczyć dziesięciomiesięczną samiczkę o imieniu Fiona, która przyjechała z Centrum Hodowli Rzadkich Gatunków, które mieści się w Sandwich w Anglii. Została wymieniona na rocznego samca manula, który powędrował na Wyspy.
Fiona dołączyła do mieszkającego już wcześniej w zoo pięcioletniego samca (pochodzącego z Opola), który po śmierci swojej poprzedniej partnerki przeniesiony został na zaplecze i teraz powrócił na ekspozycję.
Para jaguarundi ponoć od razu się zaakceptowała i nie przeszkadzała im w tym nawet różnica w umaszczeniu – jedno z nich jest bowiem bardziej szare, drugie bardziej brązowe.

Fiona ze swoim nowym partnerem wspólnie lenią się na półce, na której nigdy nie udało nam się zobaczyć łaszy...

Warto wspomnieć, że w tej wolierze również metalową siatkę zastąpiono szybą.

W chatce zamieszkiwanej przez perewiazkę i norkę europejską widać tylko tę drugą, która jednak szybko chowa się w pustym pniu.
Spory ruch panuje natomiast na wybiegu ostronosów białonosych:

Ostronosy białonose

Co innego otocjony – tu cała rodzinka (mama, tata i dwie roczne już prawie córeczki) wylegują się w najlepsze!

Na piachu

Znajdź otocjona!

W cieniu i przy ziemi

W cieniu i z podniesioną głową

W cieniu i z obrotem

Na sąsiednim wybiegu wylegują się także trzy karakale – wyglądają niczym rasowe kanapowce, tyle że na piachu :).

Karakale dwa

Karakal jeden, ale za to jaki!

Za wybiegiem karakali mamy cały ciąg wybiegów zamieszkiwanych głównie przez kotowate – możemy tu zobaczyć manule, koty amurskie, żbiki, rysie i najstarszą w Europie panterę śnieżną.
Niestety, wszystkie te woliery pamiętają jeszcze lata 70. – czekamy na to, żeby i one doczekały się modernizacji, choćby poprzez wymianę krat na szyby.

Woliery kotowatych

Nas interesuje jednak przede wszystkim jedna woliera – pierwsza, licząc od strony wybiegu karakali.
W niej bowiem niedawno zamieszkał nowy mieszkaniec zoo – skunks zwyczajny o imieniu Albert:

Woliera skunksa

Albert zamieszkał na wybiegu, na którym wcześniej mieszkała kotofretka (ta niestety jakiś czas temu padła).
Albert jest pierwszym od sześciu lat skunksem w poznańskim zoo. Ma dopiero osiem miesięcy i przyjechał z prywatnej hodowli. W każdej chwili ma dołączyć do niego samica (kto wie, może już do niego dotarła?).
Albert, podobnie jak samiczka jaguarundi, Fiona, ponoć świetnie zaaklimatyzował się w nowym miejscu i błyskawicznie dostosował je do „swoich potrzeb”.
Jak na skunksa przystało jest bardzo żarłoczny, odbiega za to nieco kolorem od typowego skunksa – przeważa u niego bowiem kolor biały.
Nam niestety nie udało się go zobaczyć, choć bardzo się staraliśmy wypatrzeć go na wybiegu.
Została nam – póki co – tylko tabliczka…

Skunks zwyczajny - tabliczka

Kurs na nosorożce!

Zaglądamy jeszcze do stojącego nieopodal Pawilonu Małych Ssaków, ale tu, oprócz kompletu nowych tabliczek informacyjnych (o których pisaliśmy wcześniej) i nieznacznych zmian dekoracji, nie pojawił się żaden nowy zwierzak.
Ruszamy zatem dalej, ścieżką wzdłuż tzw. sowich wolier:

Z prawej kompleks sowich wolier

aż dochodzimy do insektarium – pawilonu, który mógłby być jedną z największych atrakcji zoo, niestety, od wielu już lat praktycznie w ogóle się nie zmienia.
Owszem, w ostatnich dwóch latach obsada gatunkowa podlegała licznym zmianom, jednak wystrój samego obiektu i charakter ekspozycji nie zmienił się zupełnie. Szkoda, bo o ile był to pionierski obiekt tego typu w Polsce, to obecnie został daleko w tyle za obiektami w Warszawie i Opolu…

Insektarium

Najnowszym mieszkańcem insektarium jest katydid – gatunek roślinożernego pasikonika, występującego na Florydzie (USA). Owady te dorastają do 7 cm, a ich cechą charakterystyczną jest to, że… łudząco przypominają liście:

Znajdź katydida!

Przyznajemy – bardzo ciekawy stwór, tym bardziej, że tuż obok możemy zobaczyć również podobne do liści liśćce:

Liściec

Idziemy dalej – mijamy woliery z ptasiorami, wybieg żubrów:

Żubr

oraz wybiegi kopytnych – mundżaków i milu, tomi oraz nilgau i aksisów (gdzie 30 marca urodziły się trzy młode jelenie), aż dochodzimy do wybiegu nosorożców. Nosorożce na wybiegu co prawda są, ale wylegują się na tyłach wybiegu, tuż przy chatce:

Nosorożec wypoczywający

W sąsiadującym z wybiegiem nosorożców basenie wydr pływają wspomniane na samym początku foki, naszą uwagę zwraca jednak co innego – mały gryzoń starający się dostać do kawałka suchej bułki, a wszystko między barierką a krawędzią basenu:

Bułkę w końcu udaje się pochwycić i dzielny maluch znika w listowiu.
Warto pamiętać, że Nowe Zoo to nie tylko ogród zoologiczny, w którym możemy zobaczyć egzotyczne zwierzęta, to też ogromny obszar znajdujący się na terenie naturalnego lasu, zamieszkiwany przez przedstawicieli krajowej fauny (o czym informują nas liczne tablice), których możemy spotkać właściwie na każdym kroku.
Trzeba być tylko bardzo uważnym i mieć trochę szczęścia!

Od Australii po Filipiny!

Zaglądamy jeszcze na wybieg sitatung – samice rozsiane są dosłownie po całym wybiegu:

Sitatungi

natomiast samiec – „prezes” stada – obgryzał gałązki dosłownie kilka centymetrów od barierki:

Niestety, nasi ulubieńcy – para dzioborożców abisyńskich – są zamknięci na małych przedwybiegach.
Na wybiegu nie było także marabutów (wróciły na niego… dzień po naszej wizycie w zoo!), sporym zaskoczeniem był jednak widok woliery dzioborożca białodziobego – brakowało nie tylko samego dzioborożca (a także dzielącego z nim wolierę sójkowca krasnoskrzydłego), ale też… samej woliery!

Woliera dzioborożca białodziobego

Woliera dzioborożca białodziobego

Jak się okazało, konstrukcja woliery uległa biodegradacji i trzeba było wymienić słupki i siatkę, która tworzyła „dach” woliery.

Od woliery dzioborożca białodziobego cofamy się do sektora australijskiego.
O ile kangury są wyjątkowo leniwe i wylegują się przy ogrodzeniu:

Kangury wypoczywają

a i emu nie są zbyt aktywne, pozytywnie zaskakuje natomiast kazuar hełmiasty zamieszkujący niepozorny i nieco schowany wybieg za Barem „Miś”:

Kazuar hełmiasty

Teraz było go widać nieco lepiej – wycięto bowiem wszystkie krzaki, rosnące między barem a krawędzią wybiegu, a i sam kazuar podszedł bardzo blisko barierki, co zdarza mu się raczej rzadko.

Kazuar w przysiadzie

Od kazuara idziemy już w stronę wyjścia, mijając po drodze wybiegi jeleni baweańskich i jeleni Alfreda oraz, przede wszystkim, świń wisajskich!

Świnie wisajskie

Na wybiegu oprócz Elvisa – świetnego samca z rewelacyjną „grzywą” oraz samicy o nietypowym imieniu – Kurczak – możemy zobaczyć także trzy małe świnki, które urodziły się 12 stycznia:

Małe świnki wisajskie

Kilka dni temu pisaliśmy, że cała trójka została już nazwana –  samiczki nazwano Pyrka i Tytka, a samczyk otrzymał imię Chrumson :).
Cała trójka w towarzystwie rodziców ochoczo biegała po całym wybiegu, cały czas ryjąc w ziemi i szukając czegoś do schrupania:

Świnki w akcji

Ostatni odcinek trasy – wiodący wzdłuż wolier „kuraków” – pokonujemy już bez szczególnych przystanków – poza połączeniem kariam wiele się w tej części zoo nie zmieniło.
Solidnie już zmęczeni idziemy jeszcze na początkowy przystanek kolejki, by raz jeszcze się nią przejechać – tym razem po całym ogrodzie!
Z zoo wychodzimy ostatecznie solidnie po piętnastej co oznacza, że spędziliśmy tu ponad cztery godziny!
Przed nami jeszcze konkretny spacer do przystanku na Krańcowej, ale najpierw jednak musimy odebrać plecaki od pani kasjerki…

Tak oto kończy się nasz spacer po poznańskim Nowym Zoo – to jednak dopiero pierwszy akt naszej trzyczęściowej eskapady zoologicznej po Wielkopolsce.
Odcinek drugi – zoo w Nowym Tomyślu, które odwiedziliśmy w niedzielę, oraz odcinek trzeci – Stare Zoo (w którym byliśmy w poniedziałek) już niebawem.
Oczywiście na Mrówkojadzie!

Tyle na dziś – a pełną galerię zdjęć z Nowego Zoo możecie zobaczyć TUTAJ.

Advertisements

8 comments on “Wiosna w Nowym Zoo, czyli… Mrówkojad w Poznaniu!

  1. Bardzo ciekawa relacje – z resztą jak zawsze 😉

    Wiecie jak głęboki jest basen fok? Na zdjęciach sprawia wrażenie bardzo płytkiego, ale może to tylko takie złudzenie optyczne ^^

    • I niestety nie jest zbyt głęboki – w żadnym miejscu nie przekracza 150 cm głębokości, a średnia głębokość to nieco ponad metr. Wszystko dlatego, że powstał jako basen dla… ptactwa wodnego…

  2. „Wszystko dlatego, że samica urodziła młode i wraz z nim została przeniesiona na zaplecze.”

    Bolity, przenosi się na zaplecze przed porodem.

  3. Małe uzupełnienie do naszej relacji:
    – samiec Kinkażu ma na imię Kaziu, samica zaś Serena (ma 16 lat)
    – foki wróciły już do swojego basenu, podobnie jak wydry.
    Tymczasem 19 maja z zoo z Frankfurtu do Poznania przyjedzie czteroletnia samica foki pospolitej o imieniu Nelly, .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s