Rok hipopotamiarni, czyli co się zmieniło u warszawskich hipopotamów?

Wczoraj – 10 kwietnia – minęła pierwsza rocznica otwarcia nowej hipopotamiarni w warszawskim zoo.
Rok temu, dzięki uprzejmości naszego czytelnika, Michała z Warszawy, mogliśmy Wam opowiedzieć, jak wyglądało otwarcie nowego obiektu w warszawskim zoo i jak prezentowała się tak wyczekiwana przez wszystkich hipopotamiarnia.
Nie mieliśmy zatem wątpliwości, kogo poprosić o okolicznościowy tekst z okazji pierwszej rocznicy istnienia obiektu, o którym regularnie pisaliśmy na stronie, a który w tym czasie był miejscem bardzo wielu burzliwych wydarzeń…

Warszawska hipopotamiarnia

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Michała – Mrówkojad dokonał jedynie edycji i redakcji tekstu oraz doboru zdjęć).

Minął rok od otwarcia warszawskiej hipopotamiarni. Jest to też pierwsza rocznica mojego debiutu na stronie Mrówkojada. Współpraca zawsze układała się świetnie – druga strona chyba nie narzekała (absolutnie nie! – przyp. red.) – a na święta zostałem wyróżniony piernikowym mrówkojadem – unikatowym, bo w formie puzzli (to już wina Poczty Polskiej!).
Co się w tym czasie zmieniło?

Hipopotamiarnia

Pawilon zapowiadany od początku XXI wieku, w końcu powstał. Otwarcie z wiadomych przyczyn nie było takie, jak planowano. O tym wszystkim mowa jednak była wcześniej.
Jakie zmiany zaszły przez ten rok?

Zacznijmy od zbiornika rekinów – z dawnej obsady pozostały argusy, rekiny dywanowe, zebrasomy żółte i tawrosz..

Co stało się z resztą? Było to łatwe do przewidzenia. W pawilonie na tablicy informującej o tawroszu wyczytać mogliśmy –”Żywi się mniejszymi rekinami i płaszczkami”… a z kim nasza gwiazda mieszkała? Z małymi rekinami i płaszczkami właśnie. Już w dniu otwarcia jeden rekin kurował się na zapleczu po ataku współlokatora, po kilku dniach brakowało kolejnego rekina. Później mogliśmy podziwiać zgryz tawrosza na orleni, której na szczęście udało się uciec i przeżyć – niestety na krótko…
Po kilku miesiącach został tylko jeden żarłacz.

Myślałem, że ten stan pozostanie już na stałe – w okrągłym zbiorniku rekiny pływały w kółko. Tawrosz zmienił kierunek, żarłacz robił to samo, żarłacz pływał niżej – tawrosz tak samo. Niestety i jemu się w końcu nie udało. Obecnie zoo ostatecznie zrezygnowało z rekinów i płaszczek. Zastąpiono je nowym „gatunkiem” o nazwie rafa koralowa… (niestety opis poszczególnych gatunków wpuszczonych do zbiornika uznano za zbędny, a szkoda. W zoo przydałaby się poważna rewolucja w kwestii informacji o mieszkańcach).
Sytuacja jednak ostatnio się polepszyła. Obecny stan utrzymuje się chyba już na stałym poziomie. Rekiny denne zaczęły podobno się rozmnażać. Zrezygnowano z większych gatunków, drobnica jest tolerowana przez tawrosza, a zbiornik wygląda całkiem całkiem. Inna sprawa, że tawrosz rośnie i niedługo zbiornik ten będzie za mały.

Oceanarium szanse na powstanie w najbliższych latach ma bardzo małe.

Przejdźmy teraz do drugiej części pawilonu…

Królowa umarła. Aniela, największa gwiazda warszawskiego zoo, Knut Warszawy. Tak jak Mago, Euforio i Ninio znana w całej Polsce. Jedyna kobieca celebrytka naszego lokalnego zooświatka – odeszła. Jak na hipopotama przeżyła wiele lat. Jeszcze rok temu była szóstą pod względem wieku przedstawicielką swego gatunku w Europie. Podobno w chwili śmierci była druga. Z zoo związana dłużej niż pracownicy z największym stażem. Jedna z moich trzech największych ulubienic (obok Shikari i Lucy).

Moje ostatnie zdjęcie Anieli

Aniela siedząca w swoim ulubionym miejscu w basenie

Rok temu pisałem, że zoo niedługo planuje sprowadzić kolejną samicę. Tylko skąd? Jako pierwszą brano pod uwagę Portugalię, później pojawiła się Szwecja (samica, co ciekawe, miała identyczne imię jak mieszkający już w Warszawie samiec), Wielka Brytania (dwie samice z dwóch różnych ogrodów), Czechy i Wrocław (o czym, co ciekawe, wrocławskie zoo nie wiedziało).
Czemu nie przyjechała? Jak usłyszałem, w zoo stwierdzono, że hipopotam jest jednak zwierzęciem terytorialnym, nowa samica w pawilonie mogłaby nie zostać zaakceptowana przez Anielę, a zbiorniki są tylko dwa i w razie awantury nie byłoby jak rozdzielić trzech hipopotamów. Dodatkowo pawilon zakłada utrzymanie tylko dwóch dorosłych hipopotamów (pomysł bardzo kiepski). Postanowiono poczekać i pozwolić Anieli panować w spokoju w swoim królestwie wraz z samczykiem Hugo. Teraz, kiedy Aniela padła, zoo wróciło do pomysłu sprowadzenia nowej samicy, jednak pod uwagę brana jest już tylko Portugalka.

Jak było przez ten rok?

Całe lato hipopotamy spędzały na wybiegu zewnętrznym, jedynie w piątki można było je oglądać wewnątrz hipopotamiarni w towarzystwie różnych ryb (były tam m.in dwie arapaimy).

Ciekawym pomysłem było zamontowanie nad basenem wewnętrznym oprzyrządowania wywołującego sztuczny deszcz.

Zraszacze w hipopotamiarni

Poza sezonem basen hipopotamów często był pusty. Może po prostu miałem pecha, ale niemal za każdym razem, gdy tam byłem, była informacja o awarii filtrów…
Powinienem chyba wspomnieć też o romansie, jaki był między Hugonem i Anielą oraz spodziewanym hipopotamiątku – na ten temat powiem tyle – „Czy wyobrażacie sobie, żeby stuletnia kobieta urodziła dziecko?”

Atak

Początek bitwy

Odejście przegranego

Dodam, że przeprowadzona sekcja wykluczyła zarówno ewentualną ciążę, jak i możliwość zajścia w nią w tym wieku. Ostatnie dni Anieli śledził cały świat zoologiczny. Najpierw informacja o odleżynach i niedowładzie tylnych kończyn, później akcja przenoszenia do basenu, dalej informacja, że Aniela od tygodnia nie je, aż w końcu nadszedł 30 marca…
Jej kości i niektóre ograny trafiły na WMW SGGW, natomiast ona sama być może doczeka się pomnika. Nieskromnie przyznam, że do pomysłu osobiście dorzuciłem swoje trzy grosze. Jak sprawy się rozwiną – na razie nie wiadomo.

Co poza tym?

W mojej pierwszej relacji wspominałem o sąsiadach Anieli. Teraz na koniec też kilka słów o nich. Części już z nami nie ma. Są to samica jaka, tygrys Andy, lwica Rosa. Na szczęście to koniec przykrych informacji. Na wybiegu zadebiutowała Sofia. W zoo brak młodego samca żyrafy – ten wyjechał do Holandii, niemniej w zoo jest ciągle pięć żyraf. Jak to możliwe? W zeszłym roku przyszła na świat Lokatka.

Lokatka

Powiększyło się też stado antylop bongo i pazurkowców.

Młode bongo

Pewnego rodzaju przetasowanie kolekcji miało miejsce w odnowionej żyrafiarni. Gady i płazy się z niej wyniosły, przybył natomiast jeden gatunek małp – trzy uistiti białouche, uratowane z brytyjskiego laboratorium. Pigmejki dostały nową dużą wolierę. Jedno terrarium ciągle czeka na wykończenie – prawdopodobnie zamieszkają tam cztery legwany zielone i żółw Fredek.
Zakończono też rozbudowę domku mrówkojadów, młodziaka wysłano za granicę, a rodzice już starają się o kolejnego malucha. U bezkręgowców przybyły dwa nowe wielkie terraria oraz nieco zmienił się wystrój (przybyło sztucznych skał).

A co z inwestycjami i nowościami w 2011 roku?

Na pewno przebudowany będzie pawilon akwarium, powstaną zapowiadane od dawna zbiorniki dla płaszczek i gigantów amazonki. W tym miesiącu powinny zadebiutować na ekspozycji żółwie świątynne. Czeka też kilka innych nowości – jedna zapowiada się bardzo ciekawie i jest pośrednio związana z pawilonem akwarium, ale co to będzie konkretnie, zdradzić na razie nie mogę. Dobre jest to, że wszystko wskazuje na to, że warszawskie zoo wybudza się z letargu, który trwał trzy lata i zaczynają powstawać realne plany.
Dodam, że niektóre ogrody marzyłyby o takim letargu jaki był w Warszawie, ale od stołecznego zoo zawsze oczekuje się więcej…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s