Mrówkojad w Szczecinie – na tropie zoo, czyli gdzie to Oceanarium?

Od naszej ostatniej zoologicznej wyprawy (do oliwskiego zoo i helskiego fokarium) minęło już trochę czasu, postanowiliśmy zatem wykorzystać dobrą pogodę i wolny weekend i ruszyć w trasę, żeby tym samym rozpocząć sezon wojaży. Zastanawialiśmy się, czy wybrać się do Akwarium Gdyńskiego, a może ponownie do Oliwy, w końcu stanęło na Szczecinie i tamtejszym Oceanarium – głównie dlatego, że jeszcze tam nie byliśmy, a temat Szczecina i miejscowej oferty zoologicznej był ostatnio szerzej komentowany.
Gdynię, Oliwę a także Człuchów postanowiliśmy zatem przełożyć na kolejne kwietniowe weekendy, a w sobotę z samego rana wybrać się do Szczecina…

Dla połowy Redakcji miała to być pierwsza wizyta w Szczecinie, który – wybaczcie, mieszkańcy – zawsze kojarzył się przede wszystkim z tajemniczym produktem spożywczym, jakim był – i wciąż jest – paprykarz.
Owszem – port, stocznia, stolica województwa, miasto nad wieloma wodami (Odra, Zalew, jeziora – w tym Dąbie i Bałtyk niedaleko), wreszcie zabytki i reprezentatywne budowle na Wałach Chrobrego, Pogoń Szczecin i kilka znanych postaci i zespołów polskiej sceny muzycznej.
Ale i tak na pierwszym miejscu zawsze był ten nieszczęsny paprykarz, dlatego podczas naszej sobotniej wyprawy postanowiliśmy nieco to wyobrażenie o mieście zrewidować i odkryć miasto na nowo.
Czas – jeden dzień (praktycznie cała sobota).
Miejsce – Szczecin.
Akcja – wyprawa do Oceanarium i wytropienie wszelkich zoo-śladów, a przy okazji poznanie miasta (na ile to możliwe w jeden dzień…).
Bohaterowie – Redakcja Mrówkojada wraz ze swoim nieodłącznym pluszowym towarzyszem :).

Na Szczecin!

Ostateczna decyzja o tym, że wyruszamy właśnie do Szczecina, zapadła tak naprawdę dopiero w piątek. Gdy obudziliśmy się w sobotę o 5.30 rano nie byliśmy już tacy pewni, że wciąż chcemy tam jechać :).
Mimo to o 6.30 siedzieliśmy już w pociągu, który ruszał ze stacji w Koszalinie i w ciągu dwóch godzin i 56 minut miał pokonać 173 km do Szczecina z bajeczną średnią prędkością 60 km/h!
Po prawie trzech godzinach snu w pociągu obudziliśmy się na stacji Szczecin Główny – był dość ciepły, choć pochmurny, sobotni ranek ,a my naprawdę wierzyliśmy, że uda nam się tego dnia dotrzeć do Oceanarium.
Ale – po kolei!

Szczecin wita!

Większość naszych wypraw to podróże pociągami, dlatego też dworce kolejowe i ich okolice to zwykle pierwsze miejsca w danym mieście, które odwiedzamy i – z nieukrywaną lubością – fotografujemy i klasyfikujemy (mamy już całkiem pokaźną galerię dworców Polski:)).
Gdy wysiadamy na peronie w Szczecinie mamy wrażenie, jakbyśmy znaleźli się w „większym Białogardzie” – nieszczególnie urodziwa kładka, którą wydostajemy się w kierunku miasta, szare budynki – uroczo, ale po prawdzie taki sam widoczek można by znaleźć w większości polskich miast…

Szczecin... wita!

Sam budynek dworca kolejowego wygląda dość niepozornie – przynajmniej z zewnątrz (później okaże się, że są w nim miejsca, których nie chcielibyśmy zobaczyć…).

Dworzec Główny PKP w Szczecinie

W bezpośredniej okolicy dworca naszą uwagę zwracają jeszcze dwa obiekty – dworzec autobusowy, przypominający nieco dworzec PKP w Lesznie, oraz dość kuriozalne centrum handlowe.

Dworzec autobusowy w Szczecinie

Centrum handlowe - a jak!

Na tropie Oceanarium!

Naszym celem numer 1 nie jest jednak ocena miejscowej architektury kolejowej, a odwiedzenie Oceanarium, dlatego z mapą w dłoni kierujemy się pod wskazany adres – ul. Wały Chrobrego 3, Gmach Główny Muzeum Narodowego w Szczecinie. Do pokonania – nieco ponad 2,5 km.
Ok – idziemy!

Droga z dworca PKP do Muzeum Narodowego w Szczecinie

Po drodze mijamy szereg bardzo ciekawych budowli, m.in. kolosalną ruinę przy Nabrzeżu Wieleckim:

Imponujący gmach!

katedrę św. Jakuba:

Katedra św. Jakuba

czy Basztę Panieńską:

Baszta Panieńska

Czujemy się trochę jak w „większej Bydgoszczy” (która z kolei przypominała nam miejscami „większe Leszno”) – jest trochę szaro, ponuro, niezbyt czysto a przede wszystkim podejrzanie pusto.
Uroku dopełniają takie miejsca jak to – znajdujące się dosłownie kilkadziesiąt metrów od flagowego zabytku Szczecina, Zamku Książąt Pomorskich (do którego jeszcze wrócimy!):

???

W końcu docieramy na Wały Chrobrego, gdzie już na wstępie wita nas… ogromny model rekina, zawieszony przed wejściem do restauracji Columbus Restaurant & Pub.

Czyżby pierwsza zapowiedź Oceanarium?
Co ciekawe, przy modelu rekina znajduje się… tabliczka z opisem żarłacza białego. Ciekawe.
Zwraca też uwagę stylowy stojak na rowery.

Nie jesteśmy jednak jeszcze głodni, dlatego nie zaglądamy do środka tylko kierujemy się dalej, aż dochodzimy pod gmach Muzeum Narodowego.

Gmach Główny Muzeum Narodowego

Gmach Główny Muzeum Narodowego

To zdecydowanie jedno z najbardziej reprezentatywnych i efektownych miejsc w Szczecinie i jeden z najlepszych przykładów monumentalizmu niemieckiej architektury – imponująco wygląda cały kompleks poniemieckich gmachów urzędów na bulwarze nad kanałem, a widok na bulwar i panoramę po drugiej stronie kanału jest naprawdę efektowny.

Budynki Urzędu Wojewódzkiego

#  "Herkules walczący z centaurem" #

"Herkules walczący z centaurem"

Taras widokowy przed gmachem muzeum okazuje się być bardzo ciekawym miejscem – nie tylko w kwestiach widokowych :).

Tymczasem jest już kilka minut po dziesiątej, co oznacza, że Oceanarium powinno już zostać otwarte. Zważywszy, że wedle wszelkich danych Oceanarium znajduje się „przy Muzeum Narodowym”, zaczynamy się lekko niepokoić brakiem jakichkolwiek informacji na jego temat – drogowskazów, tabliczek, reklam…
Postanawiamy zatem obejść gmach muzeum – wszak ekspozycja Oceanarium ma znajdować się „przy” :).
Wokół gmachu muzeum znajdujemy – i owszem  – kilka ciekawych miejsc:

Ekspozycja łodzi na tyłach muzeum

Pomnik... domyslamy się już kogo...

Pomnik... domyślamy się już kogo...

Dom pracy twórczej i... szatnia polowa

Ale Oceanarium – ani śladu!
Lekko zaniepokojeni postanawiamy wejść do Muzeum Narodowego i zapytać – Gdzie jest Oceanarium?

Tu na pewno będą wiedzieć!

Oceanarium odnalezione…

Nabieramy wątpliwości gdy po wejściu do środka Muzeum Narodowego nadal nie widzimy nawet śladu Oceanarium – żadnej reklamy ani informacji w kasie. Mocno już zaniepokojeni pytamy, a odpowiedź zwala nas z nóg:

Oceanarium już nie ma. Zwinęli się jakiś tydzień temu.

Nooo, tego byśmy się nie spodziewali – jeszcze w piątek wieczorem zaglądaliśmy na stronę Oceanarium i wszystko wydawało się być w porządku – zapraszamy, zapraszamy, przyjeżdżajcie!
A tu taki klops…
Pani w szatni potwierdza rewelacje na temat „zniknięcia Akwarium”:

Tydzień, może dwa ich już tu nie ma.

I na dowód pokazuje nam wielkie metalowe drzwi jednej z sal na parterze, w której znajdowała się ekspozycja Oceanarium:

Tam jeszcze tydzień temu było Oceanarium...

To ładnie…
Jest 10.30 – od godziny jesteśmy w Szczecinie i nagle okazuje się, że główny cel naszej podróży nie istnieje!
Nie tracimy jednak rezonu i dość szybko modyfikujemy nasz plan dnia, zanim jednak ruszymy dalej, warto chwilę przyjrzeć się całej sprawie „zniknięcia Oceanarium” – zacznijmy zatem od początku…

O co chodzi z tym całym Oceanarium?

Na stronie Oceanarium w dziale „historia” czytamy:

Przygotowana wystawa Oceanarium stanowi zwieńczenie 20-lecia naszej pracy. Wykorzystując wieloletnie doświadczenie, pasję i entuzjazm udało się stworzyć wspaniałą wystawę, unikalną w skali kraju pod względem ilości i różnorodności gatunków ryb.

Nasza firma organizowała wystawy w wielu miejscach Polski na przykład:

  • Muzeum Przyrodnicze w Krakowie
  • Ogród Botaniczny w Powsinie w Warszawie
  • Centrum Handlowe Blue City w Warszawie

Obecnie przedstawiane Oceanarium mieści się w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Szczecinie. To kolejny przystanek wykwintnej podróży. Zapraszamy do obejrzenia wystawy.

Taa, guzik prawda!

Żeby wyjaśnić co doprowadziło do końca Oceanarium, musimy cofnąć się do początków jego istnienia.
Oceanarium zostało otwarte w połowie października 2009 r. na parterze gmachu głównego Muzeum Narodowego, na powierzchni 400 m kw. W 28 akwariach można było zobaczyć około 2 tys. okazów, m.in. nadymki, mureny, płaszczki, piranie czy rekiny rafowe czarnopłetwe.
Przedsięwzięcie miało przyciągać turystów na Wały Chrobrego i służyć edukacji przyrodniczej i na początku swojego istnienia wywiązywało się z tej roli raz lepiej, raz gorzej, często wzbudzając kontrowersje (krytykowano warunki, w jakich eksponowano zwierzęta), niemniej w pierwszych miesiącach funkcjonowania było odwiedzane przez ogromne ilości zwiedzających.
Oceanarium to inicjatywa prywatna właściciela kolekcji. Dyrekcja muzeum wynajęła mu sale na parterze na trzy lata, a właściciel dzierżawił lokum, płacąc za czynsz i energię.
Kłopoty zaczęły się jednak już w zeszłym roku – minął czas największego zainteresowania i frekwencja mocno spadła w porównaniu z rokiem 2009 i pierwszą połową 2010. Koszty utrzymania wystawy w miesiącach letnich w Szczecinie okazały się zbyt wysokie i obie strony zdecydowały zakończyć przedwcześnie współpracę.
Już w zeszłoroczne wakacje ekspozycja była przenoszona na wybrzeże, co z kolei nie opłacało się Muzeum, które nie mogło zagospodarować pustych sal. W dodatku interweniował konserwator zabytków, który zażądał likwidacji reklam Oceanarium „z powodu ich estetycznej nieprzystawalności do gmachu”.
Chodziło o wielkie, pstrokate banery, które zasłaniały okna zabytkowego gmachu na Wałach Chrobrego.
Gwoździem do trumny Oceanarium były też stanowczo zbyt wysokie ceny biletów – 20 zł za normalny i 15 zł za ulgowy – nieporównywalnie atrakcyjniejsze Akwarium Gdyńskie jest o kilka złotych tańsze (odpowiednio 16 i 12).
W szczecińskiej prasie już w połowie marca pojawiły się teksty sygnalizujące rychły koniec Oceanarium, jednak żadnego oficjalnego komunikatu nie było – tym bardziej na stronie samego Oceanarium.
Mieliśmy zatem prawo być i mocno zdziwieni, i – tym bardziej – ostro wkurzeni na takie potraktowanie potencjalnych zwiedzających – mimo obaw, że kolekcja, jak i samo Oceanarium, nie będą warte 40 zł za bilety, byliśmy w stanie w imię naszej akcji „zwiedzamy polskie placówki zoologiczne” zapłacić tyle żeby samemu się o tym przekonać, a tu taki numer.
Od razu po powrocie – w sobotę wieczorem – napisaliśmy do Oceanarium na dwa różne adresy kontaktowe bardzo długie maile z prośbą o komentarz i wyjaśnienia, niestety do teraz nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Być może jednak po naszej interwencji (a być może nie) na stronie Oceanarium pojawił się takie oto komunikat:

Infomujemy Państwa, iż wystawa w Szczecinie jest nieczynna, aż do odwołania.
Opublikowane niedziela, Kwiecień 3rd, 2011 o 14:16

a zaraz pod nim drugi:

od 1 Kwietnia zapraszamy do Oceanarium w Międzyzdrojach na Promenadzie Gwiazd 4
Opublikowane niedziela, Kwiecień 3rd, 2011 o 08:34

Ciekawe, prawda? W niedzielę po południu informują, że Oceanarium jest nieczynne – choć na 100% było nieczynne już w sobotę rano i wedle informacji pracowników Muzeum zamknięte było od co najmniej tygodnia, a równocześnie kilka godzin wcześniej zapraszają do Międzyzdrojów na tę samą wystawę…
Tym samym musiała ona zniknąć ze Szczecina co najmniej kilka dni wcześniej, choć poinformowano o tym oficjalnie później, niż o otwarciu tej samej wystawy w Międzyzdrojach…
Paranoja, czy tylko się czepiamy?
Tymczasem w lokalnej prasie natrafiliśmy na informację, że:

Właściciel prezentowanej w Oceanarium kolekcji jest obecnie za granicą. Jego żona potwierdza, że wystawa będzie przeniesiona w nowe miejsce – do Warszawy.

Nie ma miejsca na zoo w Szczecinie, czyli dlaczego Oceanarium padło?

Szczecin jest dziwnym miastem.  Jest jednym z największych miast Polski – terytorialnie jest na trzecim miejscu (po Warszawie i Krakowie), a pod względem liczby mieszkańców zajmuje wysoką, siódmą pozycję – z 406 tysiącami mieszkańców.
Jest to więc bardzo duży potencjał, niestety niewspółmierny do relatywnie niskiego znaczenia miasta niemal w każdej dziedzinie życia – w większości istotnych kategorii Szczecin przegrywa nie tylko z sześcioma większymi od siebie miastami, ale także z Lublinem, Katowicami a nawet Toruniem.
Jednym z elementów świadczących o znaczeniu niewspółmiernym do możliwości jest np. brak zoo – kwestia wydawałoby się drugoplanowa i mniej istotna, niż poziom szkolnictwa wyższego, przemysł czy znaczenie komunikacyjne miasta, ale… coś w tym jest – tym bardziej, że wszystkie sześć większych od Szczecina miast jednak zoo posiada!
Co więcej – Szczecin jest największym miastem w Polsce, które nie posiada ogrodu zoologicznego, a po plajcie Oceanarium nie posiada nawet jakiejkolwiek placówki zoologicznej, a to jest już co najmniej zastanawiające!
Jak widać z powyższego, uproszczonego zestawienia, Szczecin jest jedynym dużym/bardzo dużym miastem bez jakiejkolwiek placówki zoologicznej. Z 18 polskich miast liczących co najmniej 200 tysięcy mieszkańców, klasyczny typowym, dużym ogrodem zoologicznym, może pochwalić się 9 miast (Śląskie Zoo – de facto leżące w Chorzowie – z racji specyficznej lokalizacji możemy przypisać także Katowicom), w pięciu kolejnych mamy całkiem solidne placówki (zwłaszcza Akwarium w Gdyni) i praktycznie tylko Radom, Częstochowa i prawie dwukrotnie od nich większy Szczecin są zoologiczną pustynią.
Zresztą – w całym woj. zachodniopomorskim nie znajdziemy żadnego zoo, a jedynie kilka mniej istotnych zwierzyńców i minizoo.

WOJEWÓDZTWO ZACHODNIOPOMORSKIE

Zwierzyńce województwa zachodniopomorskiego

1. Mielno, Oceanarium
2. Świnoujście, Oceanarium

3. Międzyzdroje, Muzeum Przyrodnicze

4. Szczecin, Oceanarium – UWAGA! – Ekspozycja zlikwidowana!
5. Przesącin, Minizoo Rancho Ponderosa

6. Renice, Minizoo

7. Renice, Auto-Port (ekspozycja z krokodylem nilowym)

8. Rzepowo, Minizoo Gościnna Wieś

9. Kołobrzeg-Zieleniewo, Minizoo Dziki Zachód

10. Parnowo, Minizoo

Pozostałe miejsca:
Koszalin, wioska indiańska Indiański Świat (bizony)

Szarlota, Minizoo

Szczecinek, Minizoo przy parafii św. Franciszka z Asyżu

Najbliższe krajowe ogrody zoologiczne znajdują się w Poznaniu (215 km) i Gdańsku (313 km), ewentualnie w Świerkocienie (Z00 Safari – 100 km).
W praktyce jednak najbliższe dla Szczecina są niemieckie ogrody zoologiczne – Ueckermunde Tierpark i ogrody zoologiczne w Berlinie. Wystarczy wpisać w Google  frazę „szczecin ogród zoologiczny”, a większość wyników przekierowuje nas na te placówki, Ueckemunde w szczególności,  co w dużym stopniu wyjaśnia potrzebę (czy też jej brak) zoo w Szczecinie.
Dla potencjalnego zoo w Szczecinie po otwarciu granic powstała realna, bardzo silna konkurencja po stronie niemieckiej, w bliskiej odległości – Ueckermunde i oczywiście konkurencja Berlina (dwa ogrody), który dla mieszkańców Szczecina jest tak naprawdę najważniejszym miastem metropolitalnym oraz Poznań z dwoma ogrodami zoologicznymi i palmiarnią.

Plajta oceanarium niestety nie rokuje ewentualnemu przyszłemu zoo – odczuwalny jest brak istotnego i przede wszystkim trwałego popytu na kontakt z tego typu placówkami.
Wniosek wydaje się być zatem prosty – najpierw trzeba popracować medialnie i intelektualnie nad wykształceniem takiej potrzeby wśród szczecinian, choć równocześnie można oczekiwać, że taka potrzeba zostałaby zanegowana przez samą społeczność miasta, która mogłaby być przeciwna wydawaniu tak ogromnych sum z publicznych pieniedzy – mogłoby tak być, ale… nie musiałoby :).

Zastanówmy się zatem, jakie są realne szanse na założenie zoo w Szczecinie – na zoo z prawdziwego zdarzenia niestety miasta nie stać – i pewnie długo nie będzie, a tylko miasto jest gwarantem dobrego zoo, które miałoby szansę przetrwać – doświadczenia z prywatnymi inwestorami pokazały, że o ile można stworzyć tymczasową atrakcję, to już nie solidną placówkę, która na trwałe mogłaby się wpisać w struktury i panoramę miasta.
Myśląc o zoo w Szczecinie należałoby szukać jakiejś nietypowej formuły, wykorzystującej wolną, niezagospodarowaną i niezagrożoną w przyszłości niszę – tu jednak trzeba innowacyjności zarówno architektonicznej, jak i  ideowej.
A założenie od podstaw klasycznego ogrodu zoologicznego to wydatek rzędu co najmniej kilkuset milionów złotych – do czego trzeba doliczyć koszty utrzymania i rokroczne inwestycje…
Czy zatem Szczecin stać na założenie zoo i czy – a to może przede wszystkim – sam Szczecin i jego mieszkańcy tego zoo potrzebują?

Do tego tematu jeszcze wrócimy, my tymczasem znajdujemy się przy kasie w holu Muzeum Narodowego i zastanawiamy się, co robić, skoro Oceanarium już nie istnieje…

Hajże na muzeum! – czyli co ciekawego można zobaczyć w Narodowym?

Hol główny Muzeum Narodowego

Trochę zbici z tropu, nieco wkurzeni ale przede wszystkim mocno rozbawieni takim obrotem spraw, postanawiamy czas, jaki chcieliśmy przeznaczyć na zwiedzenie Oceanarium, poświęcić  na zwiedzenie Muzeum Narodowego. Bilet normalny kosztuje 10 zł – czyli tylko połowę ceny za ewentualny bilet do Oceanarium. My jednak dajemy się namówić Pani, która sprzedaje bilety i decydujemy się na zakup specjalnego karnetu wstępu do czterech podlegających pod Muzeum Narodowe oddziałów – za jedyne 15 zł od osoby. Nieźle – za 30 zł możemy zwiedzić cztery muzea, a tak za 40 zł mielibyśmy wstęp do jednej tylko sali Oceanarium.
Może i lepiej, że już je zamknięto?

Ekspozycje w gmachu głównym Muzeum Narodowyego jednak nie powalają – ciekawych dokładnego opisu zbiorów odsyłamy na stronę Muzeum.
Nam najbardziej podobała się ekspozycja prezentująca kulturę grup środkowoafrykańskich – już na wstępie wita nas gigantyczna, plastyczna mapa Afryki, zawieszona na ścianie:
dalej możemy wejść do wnętrza dwóch zrekonstruowanych chat:
lub odwiedzić typowe targowisko:

Oczywiście eksponatów dotykać nie wolno, a szkoda, bo z jednej ze skrzyń wystają efektowne trofea myśliwskie i aż chciałoby się zobaczyć, co kryje się w środku – skrzynia jest bowiem przymknięta…

Swoistym kuriozum jest natomiast duża kolekcja antycznych rzeźb, które powstały… w XX wieku. Możemy tu zatem zobaczyć rekonstrukcje najsłynniejszych antycznych rzeźb, m.in. Dyskobola:

Myron z Eleuterai, Dyskobol, ok. 460 – 450 r. p.n.e., brąz. Kopia wykonana w l. 1905 – 1909

ale też „czekoladowego Sokratesa”:

Sokrates ewidentnie czekoladowy!

Rozumiemy szlachetne intencje autora kolekcji, niemniej obcujemy tu z kopiami, symulakrami prawdziwych dzieł sztuki, a nie oryginałami i nazywanie tych rzeźb kolekcją antyczną jest jednak pewnym nadużyciem semantycznym.
To tak, jakbyśmy zwiedzali Muzeum Przyrodnicze we Wrocławiu a wmawiano nam, że pokazywane tam zwierzaki to kolekcja prawie taka jak we wrocławskim zoo…

Na parterze Muzeum warto obejrzeć jeszcze całkiem niezłą kolekcję miniatur jednostek pływających z różnych epok – od egipskiego statku żaglowo-wiosłowego z ok. 2500 roku p.n.e. po Dar Pomorza:

Miniatura "Daru Pomorza"

Ale i tak najciekawszym eksponatem w całym Muzeum jest naszym zdaniem to dzieło:

Ado Vabbe, "Parafraza E"

Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz

Z Muzeum Narodowego kierujemy się zatem w stronę dwóch kolejnych placówek, które znajdują się dosłownie naprzeciwko siebie – Galerii Sztuki Dawnej i Muzeum Sztuki Współczesnej.
Najpierw jednak ruszamy pod monumentalny pomnik, znajdujący się za Muzeum Narodowym, na placu Mickiewicza (patrz wyżej).
Nie mamy zatem wątpliwości, kogo ten pomnik upamiętnia :).

Z cyklu "Znane pomniki od tyłu" - Adam Mickiewicz, Szczecin

Pomnik, autorstwa Sławomira Lewińskiego, odsłonięto 3 maja 1960 r. z okazji Tysiąclecia Państwa Polskiego na miejscu dawnego pomnika króla Prus i cesarza Niemiec – Fryderyka III.
Z pomnikiem wieszcza koniecznie musiał się sfotografować jego wielki fan, pluszowy mrówkojad Tadeusz:

Adam Mickiewicz i Pan Tadeusz

Ku pamięci największego dzieła poety 🙂

W tym miejscu przypominamy, że największy twórca mrówkojadziej poezji to niejaki Adam Mrówkojadowicz, autor słynnych Stepów amerykańskich:

Stepy amerykańskie

Wpłynąłem na wybiegu przestwór rozpoznany,
Nos nurza się w zieloność i za mrówką brodzi,
Śród fali traw szumiących, w strumyków powodzi,
Omijam na trawniku czepiaka banany.

Już mrok zapada, już przejmuje noc nas chłodem,
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi,
Księżyc jasny dziś nam nad zoologiem wschodzi,
To błyszczy staw, to weszła lampa nad ogrodem.

Stójmy! – jak cicho! – słyszę tapira gwizdanie,
Miska pełna jedzenia, tam pyszności zgoła;
Apetyt chyba wróci jutro na śniadanie,

Kędy gęś swoim dziobem wydłubuje zioła,
W takiej ciszy – tak ucho natężam z ufaniem,
Że słyszałbym głos z pampy. – Jedzmy, nikt nie woła.

Po drodze do wspomnianych muzeów mijamy kilka reprezentacyjnych obiektów, m.in. kolorową cerkiew św. Mikołaja:

Z cerkwią "pięknie' komponuje się paskudny kiosk

Pomnik „Anioł Wolności” na Placu Solidarności:

Anioł Wolności, Plac Solidarności

oraz Bramę Królewską na pl. Hołdu Pruskiego:

Brama Królewska

Aż dochodzimy do Galerii Sztuki Dawnej i Muzeum Sztuki Współczesnej – obie placówki znajdują się przy ulicy Staromłyńskiej, dosłownie naprzeciwko siebie.

A co Ty wiesz o Estonii?

Galeria Sztuki Dawnej

Galeria Sztuki Dawnej mieści się w barokowym Pałacu Sejmu Stanów wybudowanym w latach 1726-1727.
Ekspozycja muzealna nie rzuca jednak na kolana, a wystrój niektórych wnętrz pozostawia wiele do życzenia:

Te drzwi...

Co innego Muzeum Sztuki Współczesnej – nie spodziewamy się zbyt wiele, a dość nieoczekiwanie okazuje się być to najciekawsze miejsce podczas całej naszej wycieczki!

Galeria Sztuki Współczesnej

Tu spędzamy już znacznie więcej czasu – a ciekawych ekspozycji jest kilka, wszystkie zaś poświęcone są współczesnej sztuce estońskiej w ramach czasowej wystawy pt. Konfrontacje i prowokacje. Spojrzenie na współczesną sztukę estońską – od razu uprzedzamy – wystawa była czynna do… niedzieli (mieliśmy szczęście, nie ma co!).
W sali na parterze uwagę przykuwa praca Toomasa Thetloffa pt. Wschodnioeuropejska sielanka – wielka, ścienna mapa świata, na której… brakuje Rosji!

Toomas Thetloff, Wschodnioeuropejska sielanka

Za ścianą, na której wisiała mapa, znajdowała się natomiast oddzielona część sali, gdzie puszczany był niezwykle ciekawy film młodej estońskiej artystki, Kristiny Norman, pt. Monolith – 14-minutowy dokument o tarciach estońsko-rosyjskich na przykładzie konfliktu o pomnik Brązowego Żołnierza w Tallinie.

Kadr z filmu "Monolith"

Na piętrze natomiast ogromne wrażenie robiła instalacja Marko Mäetamm’a Małe dramaty oraz dwa wielkie obrazy przedstawiające… głośniki – sam tylko obraz namalowanych głośników sprawiał, że w sali odczuwało się dźwięk, jaki powinien się z nich wydobywać.

Jeden z rysunkowych "Małych dramatów"

Muzeum Sztuki Współczesnej – ze świetną wystawą najnowszej sztuki estońskiej – opuszczamy tuż przed drugą – zostalibyśmy może i dłużej, ale przyszła już pora, coby coś przekąsić :).

Największa wtyczka na świecie i ptasior w tle! (ściana boczna Muzeum Sztuki Współczesnej)

Na tropie zwierzaków!

Ruszamy w stronę Placu Lotników, gdzie znajduje się wyszukana przez nas wcześniej pizzeria Pizza King – całkiem niedrogie, stylowe miejsce, gdzie można nieźle zjeść.
Okolica Placu Lotników to przy okazji niezwykłe nagromadzenie rzeźb i pomników, z którymi ochoczo fotografuje się nasz Tadzik :).

Szczególnie upodobał sobie słynne szczecińskie pompy żeliwne z drugiej połowy XIX w., których zachowało się do dziś około trzydziestu – pompy są bogato zdobione (herby miasta, korona na szczycie), a wylew wody następuje ze stylizowanej paszczy smoka!

Znajdujemy się akurat na Alei Jana Pawła II – głównej ulicy centrum ciągnącej się od Placu Żołnierza Polskiego, przez Plac Lotników i najbardziej charakterystyczny punkt na mapie miasta – Plac Grunwaldzki – aż na północ po Plac Armii Krajowej.
Ulica powstawała od lat 80. XIX w. w centrum dawnego Fortu Wilhelma. W tamtym okresie powstał jej reprezentacyjny wielkomiejski styl z eklektycznymi kamienicami w tle.
Szczególnie efektownie prezentuje się na zdjęciach lotniczych:

Centrum Szczecina z lotu ptaka (fot. Cezary Skórka)

Doskonale widać tu XIX-wieczne założenia śródmieścia Szczecina. Na zdjęciu lotniczym wyglądają imponująco, niestety z poziomu ulicy wrażenie psuje nie najlepszy stan zabudowy.
Urbanistycznie centrum Szczecina wzorowane jest na Paryżu – regularnie promienista siatka ulic i placów, założona, podobnie jak paryska, w XIX wieku jest bodaj najczytelniejszą i najkonsekwentniejszą w Polsce w obecnych granicach!

Centrum współczesnego Szczecina

Centrum współczesnego Szczecina

My dochodzimy jednak tylko do Placu Grunwaldzkiego, przy którym znajduje się świetna rzeźba marynarza, którą postawiono tu w 1980 roku – Tadzik nie mógł przepuścić takiej okazji:

My tymczasem nie zaprzestajemy tropienia jakichkolwiek śladów zwierzaków – wiemy już, że zoo ani żadnej innej oficjalnej ekspozycji egzotycznych zwierząt nie znajdziemy, ale coś tam może uda się wypatrzeć :).
W ten sposób trafiamy do Restauracji Chief, gdzie oprócz bogatego wyboru dań z ryb (dobrze, że jesteśmy już po obiedzie, bo cennik jednak trochę odstrasza) możemy zobaczyć także kilka akwariów z rybami i żółwiami czerwonolicymi – ciekawe…
Kilkadziesiąt metrów dalej zauważamy wielce wymowny neon, który niestety nie kieruje nas do prawdziwego zoo, tylko… sklepu zoologicznego:

ZOO w Szczecinie?!

ZOO w Szczecinie?!

W środku spotykamy jednak niezwykłego gwarka, który uwielbia się ze wszystkimi witać:

Ale zoo jak nie było – tak nie ma – i od razu możemy powiedzieć: już niczego pod hasłem „zoo” nie znajdziemy.
A jeszcze niedawno w Szczecinie było nie tylko Oceanarium, ale też spora grupa egzotycznych zwierząt, która przebywała w schronisku dla zwierząt przy ul. Wojska Polskiego 247.
Swego czasu znajdowało się tu coś na kształt minizoo z niedźwiedziami (w tym himalajskim), wilkami, ptakami drapieżnymi i kopytnymi. Właśnie te zwierzaki miały być zaczątkiem nowego ogrodu zoologicznego Szczecina w przyległych od północy, niezwykle pięknych lasach dzielnicy Głębokie, ale jak wiemy, nic z tych pomysłów nie wyszło.
Obecnie w schronisku nie ma już jednak żadnych dzikich zwierząt, niestety nam nie udało się tam dotrzeć, na taką dalszą wycieczkę nie mieliśmy już bowiem czasu.

Na tropie szczecińskiej historii

Od Placu Grunwaldzkiego stopniowo kierujemy się w stronę dworca PKP – Aleją Jana Pawła II zmierzamy w stronę Placu Żołnierza Polskiego a potem ul. Korsarzy pod Zamek Książąt Pomorskich – chyba najbardziej kojarzony ze Szczecinem zabytek.

Zamek Książąt Pomorskich

Wielki, renesansowy zamek wzniesiono w XVI wieku i po wojennych zniszczeniach w latach 1958−1980 gruntownie odbudowano.

Zamek Książąt Pomorskich

Przed zamkiem, od strony ul. Korsarzy, znajduje się pomnik księcia Bogusława X i jego żony królewny Anny Jagiellonki, odsłonięty w 1974 roku.

Znajdź Tadzia!

Stąd zaledwie kilka kroków do bardzo ciekawego Muzeum Historii Szczecina mieszczącego się w gotyckim Ratuszu Staromiejskim.

Muzeum Historii Szczecina w Ratuszu Staromiejskim

W efektownych wnętrzach Ratusza można oglądać wystawy poświęcone historii i kulturze Szczecina od czasów najdawniejszych – ilustrowanych zabytkami archeologicznymi – poprzez czasy książęce, okres szwedzki, pruski i niemiecki, aż po polski okres powojenny z bliskimi nam latami końca XX wieku.

Makieta dawnego Szczecina

Panorama dawnego Szczecina

Szczecińskie mieszkanie z 2 poł. XX wieku

Ciekawostką jest możliwość wysłuchania melodii z polifonu – widzieliśmy już podobny w poznańskim Muzeum Instrumentów Muzycznych, niestety tamten… nie grał (podobnie jak wszystkie pozostałe eksponaty…).

Przed wejściem do Muzeum znajduje się nowoczesna rzeźba autorstwa urodzonego w Szczecinie Bernharda Heiligera jednego z czołowych niemieckich rzeźbiarzy okresu powojennego, pt. „Wielki łuk” (z 1991 roku):

"Wielki łuk" i Tadeusz

Do domu już czas!

Muzeum Historii Szczecina opuszczamy kilkanaście minut przed czwartą – od ponad sześciu już godzin zwiedzamy miasto, a do pociągu powrotnego zostało nam już tylko pół godziny.
Na koniec jeszcze Tadeusz robi sobie zdjęcie ze stojącym przed budynkiem dworca PKP pomnikiem kolejarza:

Tadeusz i "Kolejarz"

Mierzący 3,20 m wysokości pomnik postawiono tu w 1964 roku.
Zaglądamy także do środka dworca PKP, który o ile z zewnątrz prezentuje się przyzwoicie, to całkowicie odrzuca stylistyką przejść podziemnych…

Wracamy do domu...

Trasa powrotna jest, co ciekawe, zupełnie inna – jedziemy już nie przez Białogard i Stargard Szczeciński, a przez Nowogard i Kołobrzeg – tylko 4 km dalej, ale już 36 minut dłużej, choć pociąg potrafi rozpędzić się nawet do 83 km/h!

Ale jazda!

Szok!
I jeszcze jeden widoczek z drogi powrotnej:

Bieczyno

Tak oto zakończyła się nasza wyprawa do Szczecina, która z wycieczki do Oceanarium nieoczekiwanie zakończyła się odwiedzinami w aż czterech szczecińskich muzeach, tropieniem jakichkolwiek śladów zoo – którego ostatecznie nie znaleźliśmy – i pokaźną kolekcją zdjęć Tadeusza na tle pomników Szczecina.
Do stolicy województwa zachodniopomorskiego pewnie jeszcze wrócimy, tymczasem już szykujemy się na następne wojaże – do Akwarium Gdyńskiego, Człuchowa i Poznania.
A z Oceanarium za wykręcony nam numer jeszcze się policzymy :).

Pełną galerię zdjęć z naszej wyprawy do Szczecina możecie zobaczyć TUTAJ.

(Serdecznie dziękujemy Panu Markowi Nakoniecznemu za bezcenne informacje dotyczące Szczecina, które pomogły w powstaniu powyższej notki.)

Advertisements

11 comments on “Mrówkojad w Szczecinie – na tropie zoo, czyli gdzie to Oceanarium?

  1. Czujemy się trochę jak w „większej Bydgoszczy” (która z kolei przypominała nam miejscami „większe Leszno”) – jest trochę szaro, ponuro, niezbyt czysto a przede wszystkim podejrzanie pusto. – nauczyciele a takie bzdury wygadają!Dla porównania Szczecin 405 tysięcy, Bydgoszcz 360 tysięcy, Leszno 65 tysięcy. Więc wybaczcie porównanie przykre, to raz a dwa godzące w mieszkańców wszystkich tych miast. Nie znacie tych miast więc nie oceniajcie ich po tym co widzieliście przez kilka godzin! Znacie się na ogrodach zoologicznych więc nimi się zajmujcie, a nie mając pojęcia o turystyce i historii zostawcie te sprawy w spokoju!

    • Ooo! Nie trzeba się znać na historii i turystyce, żeby móc stwierdzić, że w danym mieście jest „trochę szaro, ponuro, niezbyt czysto a przede wszystkim podejrzanie pusto”.
      Gdzie tu obraza miasta a tym bardziej jego mieszkańców? Co to znaczy, że ktoś „zna się na turystyce”? I co tu do rzeczy ma wiedza o historii miasta?
      Na jakiej też podstawie wystawiasz nam taką opinię?
      Zacytowana przez Ciebie opinia to – uwaga! – nasza OPINIA – oparta o to, co widzimy. Tak, przez kilka godzin pobytu w mieście, dlatego tez nie jest to żadna wiążąca recenzja miasta, a opinia kogoś, kto jako turysta (no nie, co to znaczy „mieć pojęcie o turystyce”? litości!) przyjechał do danego miasta i ocenia je na podstawie tego, co widzi. Czytamy ze zrozumieniem i z uwzględnieniem kontekstu, prawda?
      To, że jakieś miasto kojarzy się z innym to chyba normalne – gdzie tu godzenie w mieszkańców tych miast? Co takiego w nich godzi? Jakie porównanie?
      Czy żeby powiedzieć coś na temat jakiegoś miasta trzeba w nim mieszkać, spędzić lata? To tylko opinie turystów-amatorów, jakimi jesteśmy a nigdy nie przyznawaliśmy sobie wyższych ambicji.
      Smutny ten Twój komentarz, bo krzywdzący i niesprawiedliwy – my wyraziliśmy tylko swoją opinię, opartą o to, co zobaczyliśmy – nie była to gruntowna analiza danego miasta, bo do tego ani nie mamy kompetencji, ani takiej potrzeby.
      Poza tym warto czasem przeczytać, co o danym mieście sądzi niezwiązany z nim w żaden sposób turysta.
      Pozdrawiamy!

      P.S. – i jeszcze odnośnie do Twojego ostatniego zdania: „zostawcie te sprawy w spokoju!” – a może bez komentarza, bo w takim razie tylko specjaliści i rodowici mieszkancy mogą pisac o swoich miastach, zwyczajni turyści niech lepiej zamilkną.
      Poza tym, abstrahując już od Twojego komentarza – wszystkie te trzy miasta na swój szczególny, indywidualny sposób podobały się nam i w swoich relacjach wymieniliśmy szereg powodów, dla których tak jest – obok rzeczy, które nam się nie podobają, zawsze zwracamy jednak przede wszystkim uwagę na to, co jest w nich dobrego, ciekawego. Tak tez było w przypadku relacji ze Szczecina.
      Kończąc zaś – nasze relacje to nie przewodniki po mieście, tylko subiektywne, pisane trochę na wesoło relacje z naszych wypraw.
      Koniec. Dziękujemy za uwagę. 🙂

    • I jeszcze jedno – wyrywanie tego zdania z kontekstu dość mocno wypacza jego znaczenie – w naszej relacji pojawia się ono na początku naszej wycieczki, gdy przeszliśmy góra kilometr a w mieście byliśmy może z pół godziny – to takie pierwsze wrażenie, oparte na tym, jak wygląda najbliższa okolica dworca PKP – a ta faktycznie skojarzyła nam się z Lesznem (podobieństwo dworca PKS w Szczecinie do dworca PKP w Lesznie) czy zwłaszcza Bydgoszczy (najbliższe okolice dworca są w obu miastach bardzo podobne) – czy subiektywne skojarzenia mają coś do wiedzy historycznej i „pojęciu o turystyce”? (co to w ogóle jest?).

  2. fajna wyprawa mniej więcej te same miejsca zwiedzałem tyle że autem poruszałem się po mieście i odradzam ten sposób kiedy ja szukałem miejsca do zaparkowania moja żona i córka wędrowały oglądając wszystkie zabytki ja byłem ostatnio z rodzinką w ;Muzeum Kopernictwa;jak to moja córka mawia ale tylko ona była usatysfakcjonowana tym wyjściem dla mnie za głośno i nie działa więcej niż 5-7% urządzeń kolejki potworne sam stałem z półtorej godziny

  3. a co do braku zoo w szczecinie to na pewno by się przydało zieleni parków nie brakuje natomiast ja byłem tam w końcówce czerwca lub na początku lipca 2009 wiec wszytko tętniło życiem 🙂

  4. ja wam radzę jedno nie jedzcie co Świnoujścia bo tam też tymczasowo się pan z oceanarium wynosi i jak chcę mieć odwiedzających nie tylko w sezonie to cenę bym proponował obniżyć

  5. Na odpowiedź ze strony „Oceanarium” bym nie liczył. Sam pisałem do nich o ilość gatunków, wielkość akwariów itp. – zero odpowiedzi. Ale nie informowanie o zamknięciu placówki to prawdziwy skandal. W zasadzie to powinni Was przeprosić i zwrócić za bilety kolejowe. Przy takim podejściu do biznesu, to nic dziwnego, że musieli zwinąć działalność.
    I jeszcze krótki komentarz do wypowiedzi Polonusa. Przypominają się stare hasła „studenci do nauki, literaci do piór”. A mrówkojady do termitiery. 😉

  6. az musialem napisac:) urodzilem sie w szczecinie i niestety zgadzam sie z tworcami artykulu, nie ma tutaj za bardzo co ogladac. Choc oczywiscie zalezy co kogo interesuje, bo na przyklad cmentarz niektorzy okreslaja jaka wielki ogrod botaniczny gdzie jest podobno niesamowita ilosc roznych gatunkow drzew (nie znam sie wiec nie wiem na 100%) do tego jest to chyba drugi co do wielkosci cmentarz europy.
    Jesli chodzi o atrakcje to niestety kilkugodzinna wycieczka przedstawiona powyzej obejmuje chyba wiekszosc co warto zobaczyc. Szkoda tylko jeszcze ze z placu grunwaldzkiego nie ma opisu trasy w strone placu armi krajowej i jasnych bloni (park) gdzie jest ogromny pomnik trzech orlow oraz amfiteatr letni. Ale tak naprawde nic wiecej nie ma. Nawet mieszkancy okreslaja swoje miasto „wies z tramwajami” jedyne co mamy nowe to co rusz nowe markety. Pozdrawiam i przyznam ze artykul jest ciekawy i wedlug mnie poprawnie opisuje warunki Szczecina (a wlasciwie zaprzepaszczone warunki – na nowe kapielisko miejskie czekamy chyba juz 15lat….)

    • Dziękujemy za komentarz!
      Od siebie dodamy tylko, że nigdy nie mieliśmy aspiracji do pełnego opisywania wszelkich atrakcji danego miasta – naszym celem zawsze są przede wszystkim wizyty w ogrodach zoologicznych w danym mieście lub – jak w powyższym przypadku – placówkach, które jakoś z tematyką zoo są związane. Przy okazji jednak zawsze staramy się opisać jakieś ciekawe miejsca, do których warto zajrzeć po drodze, a do których sami docieramy. Jasne, zawsze staramy się wcześniej poczytać, gdzie warto zajrzeć, ale możliwości czasowe zwykle sprawiają, że nie wszędzie docieramy. Wyprawa do Szczecina była pod tym względem szczególna, bo celem było wszak przede wszystkim „Oceanarium” – a zważywszy, że już nie istniało, cała reszta naszej wyprawy była niejako wymuszona i przy okazji.
      Poza tym zawsze pamiętać trzeba, że to jedynie punkt widzenia turystów, którzy wpadają do danego miasta na kilka godzin i wcale nie muszą znać doszczętnie jego historii i okoliczności tego, dlaczego coś jest takie, a takie. Tym bardziej, jeśli jest to tylko subiektywna relacja ze spaceru po mieście…
      Pozdrawiamy i życzymy, by kąpielisko wreszcie powstało!

  7. Jestem mieszkanka Szczecina, mam male dziecko, wiec rowniez lubie spedzac czas na lonie natury. Niestety zwiedziliscie tylko zabudowe szcz. i kilka ulic glownych. Sama nigdy nie bywam na dworcu glownym gdyz jest to wylegarnia bezdomnych i innych, a widok rzeczywiscie nie urzeka, jest to miejsce raczej przemyslowe ( firmy produkcyjne i hurtownie) nasze” centrum handlowe” z pierwszego zdjecia to tzw „tobruk ” nie sadzilam, ze jeszcze istnieje( ubrania za tzw zlotowke) Jezeli chodzi o Wały jest to miejsce imprez organizowanych przez miasto i spacerowanie tam bez powodu nie ma juz dla nas sensu, opatrzylo sie, dlatego takie pustki w tym miejscu.Szkoda, ze nie mieliscie wiecej czasu na zwiedzenie terenow zielonych, np na prawym brzegu, jeziorko szmaragdowe male , ale 50 m gl, naszą starą grotę, lysą gorę i bunkry z czasow wojny. Na lewym brzegu tez jest mnostwo ciekawych miejsc do zwiedzania, ale trzeba miec dobrego przewodnika bo mimo tego , iz mieszkam tutaj ponad 30 lat to rowerem znajduje miejsca w ktorych sie mozna zakochac.Najwiecej fajnych miejsc jest ok 100 km od centrum, (park dinozaurow pod wolinem )ale potrzebny samochod. Jezeli chodzi o zoo to tylko berlin, nic innego nie robi na mnie wrazenia, zwlaszcza w Polsce. Berlin ma ciekawe oceanarium – polecam.
    W Berlinie to dopiero jest dworzec, trzymajcie sie za kieszen i pilnujcie toreb 🙂 za to wychodzicie z dworca i macie zoo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s