„7 Dni Zoo” – tydzień z życia ogrodów zoologicznych w subiektywnym raporcie Mrówkojada

Zapraszamy na kolejny przegląd zoowieści tygodnia w szóstym już numerze jedynego tygodnika zoologicznego – 7 Dni Zoo!
Tym razem nieco później niż zwykle, a wszystko z powodu choroby, która dopadła Redakcję Mrówkojada. Wykorzystując chwilę lepszej formy sprawdzamy, o czym mówiło się w minionym tygodniu w temacie ogrodów zoologicznych.

"7 Dni Zoo"

"7 Dni Zoo"

A w dzisiejszym 7 Dni Zoo przeczytacie o:

1. Kup pan fokę! Kamienną…

Kamienna foka z warszawskiego zoo (fot. R. Guz/Fotorzepa, ze strony www.blog.zw.com.pl/rybawzoo)

Kamienna foka z warszawskiego zoo (fot. R. Guz/Fotorzepa, ze strony http://www.blog.zw.com.pl/rybawzoo)

Dopiero co ucichły echa „logogate” w warszawskim zoo, a już mamy nową aferę – „kamiennafokagate” lub, jak wolą niektórzy – „stonesealgate” :).
O co chodzi? O 80 tysięcy złotych, które warta jest kamienna rzeźba przedstawiająca fokę znajdująca się na terenie warszawskiego zoo. Dlaczego aż tyle i dlaczego mowa jest o tym dopiero teraz, skoro foka – tudzież jej kamienna prezentacja – znajduje się na terenie zoo od 2002 roku?
Problem w tym, że jedna z wizytówek zoo i ulubiony obiekt do fotografowania przez wielu zwiedzających (wiadomo, łatwiej zrobić sobie zdjęcie z kamienną foką, niż z żywą) nie należy do zoo, a jest jedynie przez ogród dzierżawiona.
Rzeźba należy do artysty Piotra Rzeczkowskiego. Do zoo trafiła, gdyż zainteresował się nią poprzedni dyrektor ogrodu, Maciej Rembiszewski. Rzeźba miała jednak być czasową ekspozycją i czekać na kupca – póki nikt jej nie chce kupić, będzie sobie stała w zoo, ale gdy tylko kupiec się znajdzie, foka z zoo zostaje zabrana. Układ prosty i korzystny dla wszystkich.
Mijały jednak lata, foki kupić nikt nie chciał, zoo prawie zapomniało, że foka nie jest własnością ogrodu, a zwiedzający zdążyli się tak do niej przyzwyczaić, że dziś nie mogą sobie wyobrazić bez niej zoo.
Tymczasem twórca i właściciel rzeźby, Piotr Rzeczkowski, postanowił się o swoje dzieło upomnieć. Co prawda nie chce jej zabierać na siłę, chciałby jednak dostać za swoją fokę pieniądze – nie ma się czemu dziwić, jest foka, nie ma kasy, coś się więc w tym wszystkim nie zgadza, no i – mamy problem.
Pytanie zatem – co z tym zrobić? Zbiórka pieniędzy na kamienną fokę na pewno nie jest dobrym pomysłem – po pierwsze: są pilniejsze potrzeby, zwłaszcza dotyczące żywych mieszkańców zoo, po drugie: zebranie tak dużej kwoty mogłoby trwać latami (trwająca dziewięć miesięcy – od 1 kwietnia do 31 grudnia 2010 roku – akcja zbierania pieniędzy na lwy do oliwskiego zoo zakończyła się bardzo umiarkowanym sukcesem – zebrano bowiem tylko 8.559,11 złotych, czyli ledwie ponad 10% wartości foki). Poza tym jakby nie patrzeć, byłaby to zbiórka na zapłacenie honorarium osobie prywatnej, co jednak mogłoby budzić pewne wątpliwości.
Zoo zastrzega, że na fokę pieniędzy nie da, bo… nie ma, a Fundacja Panda od wszelkich zbiórek stanowczo się odcina – i słusznie. Zostaje zatem opcja znalezienia sponsora rzeźby (w zamian za jej wykupienie otrzymałby tablicę reklamową przy rzeźbie) lub konieczność oddania jej artyście.
Na pewno do akcji nie włączy się miasto – są ważniejsze inwestycje, a dokładanie kasy z budżetu miasta do rzeźby byłoby jednak niestosownym posunięciem. A sam artysta szuka kupców i zaczyna się niecierpliwić…
Co z tego wyjdzie – zobaczymy. Póki co foka jest – jak zniknie, tragedii być nie powinno – w razie czego w zoo są jeszcze „prawdziwe” foki i cała masa innych obiektów do fotografowania – jeśli ktoś woli „martwą naturę” i małą architekturę, niż żywe zwierzaki.

Warszawskie foki

Warszawskie foki - "żywe"

A panu rzeźbiarzowi życzymy powodzenia – wyrzeźbił, to mu się zapłata należy!
Więcej o „kamiennafokagate” na blogu Ryba w zoo.

2. Oceloty w Krakowie.

21 grudnia 2010 roku do krakowskiego zoo przyjechała z Czech para młodych ocelotów – sześcioletni samiec i czteroletnia samica.
Zamieszkały w jednej w klatek, zamieszkiwanych przez przedstawicieli rodziny kotowatych (sąsiadują z kotem argentyńskim).

3. Żółtogłowe żółwie świątynne we wrocławskim zoo

Jeszcze w grudniu 2010 roku do wrocławskiego ogrodu zoologicznego trafiła trójka żółwi należąca do gatunku żółwi świątynnych (Heosemys annandalii).
Właśnie zakończyła się ich miesięczna kwarantanna i można je już oglądać na ekspozycji w terrarium.
Sporo ciekawostek o nowych mieszkańcach wrocławskiego zoo oraz ich zdjęcia możecie zobaczyć tutaj.

4. Uznany za winnego – sprawa Antoniego Gucwińskiego dobiegła końca.

Jedna ze smutniejszych i bardziej przykrych spraw okołozoologicznych ostatniej dekady znalazła swój finał 10 stycznia we wrocławskim sądzie – były dyrektor wrocławskiego zoo, Antoni Gucwiński, został uznany winnym stawianych mu zarzutów o znęcanie się nad niedźwiedziem brunatnym Mago, który przez dziesięć lat był trzymany w małym betonowym bunkrze na terenie wrocławskiego zoo.
Po szczegóły dotyczące wyroku jak i całej sprawy odsyłamy tutaj lub tutaj.
Pozwolimy sobie zostawić całą sprawę bez komentarza…

5. Oliwskie zoo dziękuje za wsparcie i… prosi o wsparcie.

Przypomnijmy: absurdalną decyzją Ministerstwa Finansów od 01.01.2011 r. zostało zlikwidowane dla wszystkich krajowych ogrodów zoologicznych tzw. Konto Dochodów Własnych. W praktyce oliwskiego zoo oznacza to, że została zlikwidowana skarbonka stojąca przy bramie wejściowej do ogrodu zoologicznego, do której zwiedzający zoo w Gdańsku-Oliwie mogli wrzucać pieniądze. Dla zoo to spory cios, bowiem tylko w latach 2005 – 2010 zebrano w ten sposób łącznie aż 70.846,33 zł, a w samym 2010 roku kwota wynosiła 10.433,49 zł.
Że suma ta była całkiem konkretna a pieniądze był potrzebne i zostały wydane sensownie najlepiej świadczy fakt, co udało się za nie zrealizować.
A udało się sporo – zoo opłaciło m. in. transport czterech żyraf, zbudowało domki dla kobów oraz anoa, opłaciło transporty wilków grzywiastych, gepardów, oryksów, papug, tamaryn cesarskich i wielu innych zwierząt. Zakupiony został także sprzęt do odłapywania drobnych zwierząt i sprzęt weterynaryjny.

Kto wie, czy gepardy trafiłyby do oliwskiego zoo, gdyby nie pieniądze z darowizn...

Kto wie, czy gepardy trafiłyby do oliwskiego zoo, gdyby nie pieniądze z darowizn...

Decyzja Ministra Finansów – nieodwołalna i obowiązująca już od blisko trzech tygodni – niestety w praktyce wyklucza możliwość takiego finansowania zoo, a przez to wypracowania funduszy na takie inwestycje. Wszystko dlatego, że pieniądze od prywatnych sponsorów zamiast do zoo, trafiają bezpośrednio do kasy miasta. Poza tym ogród zoologiczny nie może też samodzielnie prowadzić zbiórki pieniędzy na utrzymanie zwierząt.
Oliwskie zoo mimo to dziękuje wszystkim darczyńcom i nadal zachęca do reklamowania się na terenie zoo.
Jeżeli bowiem jakaś firma – lub osoba prywatna – chciałaby mimo wszystko ogrodowi zoologicznemu jakieś pieniądze przekazać, może je wpłacić do kasy zoo lub na konto główne. Kwoty te jednak zostaną potraktowane jako wpływy do budżetu miasta. To, czy pieniądze te wrócą do zoo, jest już kwestią władz. W Oliwie – podobnie jak w większości polskich ogrodów zoologicznych – mają nadzieję, że tak…

6. Plany planów planami…

Miniony tydzień obfitował w prasowe doniesienia o planach polskich ogrodów zoologicznych na najbliższą przyszłość – jak długo tematu unikano, tak doczekaliśmy się aż potrójnego uderzenia.
My dopiero co pisaliśmy o Wrocławiu, lada dzień napiszemy o Toruniu, cały czas wspominamy o Zamościu, a koniec końców – jeśli choroba nie zmorzy nas na dłużej – zajmiemy się całą krajową „dwunastką”.
Tymczasem w ostatnich dniach mogliśmy przeczytać o tym, co powstanie – a co nie – w:
– warszawskim zoo – że żyrafiarnia wreszcie wyremontowana zostanie do końca i otwarta, że azyl dla ptaków i ośrodek CITES, że paludarium w akwarium i że ośmiornica, ale że delfiny i motyle już nie…
łódzkim zoo – że nowy budynek i wybieg dla tapirów, że nowe woliery dla ptasiorów, że nowy lew i sporo innych nowych zwierzaków, że może motylarnia a nawet nowe szyby w żyrafiarni i że wreszcie przyjadą ptaki, które są rybami…
białostockim Akcent Zoo – że aż cały milion na ten rok, a za to i droga dojazdowa, i nowy wybieg dla niedźwiedzi, i całe tabuny nowych zwierząt (wilki!), i małe zoo dla dzieci…
I że najwcześniej w 2012 roku, bo w tym to pewnie tylko tę drogę uda się zrobić. Dojazdową…

7. Wieści ze świata

A na koniec kilka nowinek ze świata. Mniej niż zwykle – i krócej, chcielibyśmy się bowiem bardziej skupić na „krajowym podwórku”.
W ostatnim tygodniu w kategorii „zoo na świecie” głośno było o krokodylach z Zoo Sunshine Coast niedaleko Brisbane w Australii, które nieomal uciekły z zoo wykorzystując katastrofalną dla kraju powódź, sporo mówiło się o „chińskim podarunku” dla edynburskiego zoo, czyli dwóch pandach wielkich, które chiński rząd przekazał Szkotom na dziesięć lat w zamian za… podpisanie korzystnej dla Chin umowy gospodarczej z Wielką Brytanią (a wszystko pod przykrywką „szkocko-chińskiej współpracy badawczej w dziedzinie ochrony tego rzadkiego gatunku zwierząt”…).
Nie wspominamy natomiast o kolejnym śmiertelnym wypadku z udziałem opiekuna i słonia, ani tym bardziej o wciąż rosnącej popularności pewnego zezowatego oposa

Przypominamy natomiast o innych ważnych wydarzeniach ostatniego tygodnia, o których pisaliśmy już na Mrówkojadzie:

W Taipei Zoo urodził się pangolin

Zima we wrocławskim zoo

Nasza spóźniona (o pół roku…) relacja z opolskiego zoo

Podsumowanie 2010 roku we wrocławskim zoo i spojrzenie w 2011 rok

Weekendowy niezbędnik na ferie

Co nowego w zamojskim zoo?

A kolejny numer 7 Dni Zoo już za tydzień!

(P.S. – Nie, żebyśmy się chwalili, ale wczoraj na Mrówkojadzie padł nowy rekord unikalnych odwiedzin – 1037!
Radość dla nas tym większa, bo czekaliśmy na złamanie bariery tysiąca odwiedzin ponad szesnaście miesięcy! Teraz celem jest… zrobić z tego wyniku średnią :)).

Reklamy

9 comments on “„7 Dni Zoo” – tydzień z życia ogrodów zoologicznych w subiektywnym raporcie Mrówkojada

  1. Nie chcę się znowu czepiać ale cała ta focza afera jest jak dla mnie trochę naciągana… Z moich obserwacji wynika że dużo chętniej dzieci fotografują się z:
    -sarenką przy wejściu
    -płaskorzeźbą goryla
    -płaskorzeźbą nosorożca
    -betonowym gepardem/łasicą
    -plastikowy niedźwiedź przy chacie pod strzechą
    -drewniany hipek przy nowej hipopotamiarni
    -metalowy (mosiądz?) lew

    A foka – niby jest ale jakoś do niej kolejki nigdy nie widziałem.

    Niestety stołeczne zoo zamiast zająć się prawdziwymi problemami szuka dziury w całym, oczywiście że szkoda byłoby tego posążka ale za te 80 tysięcy które ewentualnie wyłożyłby sponsor zrobiłbym coś potrzebniejszego…

    A te plany delfinów w Warszawie mnie zdziwiły, ostatnio czytałem o nich w archiwalnych artykułach z końca lat 90tych

    • Heh, zabrzmiało, jakbyś „nie chciał” się czepiać nas, podczas gdy nie my całą „aferę” wywołujemy… – no chyba że się nam tylko wydaje :).
      My swoje zdanie na temat całej akcji wyraziliśmy chyba dosyć jasno… :). Tonacja artykułu mówi chyba sama za siebie.

          • Hehe, to dobrze, ale muszę zaznaczyć że nie będę was więcej chwalić, pochwaliłem że codziennie coś nowego na stronie i co grypa przerwała dobry okres 😦 ale mam nadzieję że dochodzicie powoli do siebie 🙂 i już niedługo podsumujecie naszą parszywą 12tkę 🙂

          • Ej no, dopiero dziś po prawie trzech dobach byliśmy w stanie utrzymać klawisze w dłoni a tu od razu że „dobry okres przerwany”… 😦
            Z samego rana pojawi się Twój tekst o „historycznym spotkaniu” dotyczącym warszawskiego zoo – świetna rzecz, naprawdę!
            Jeszcze w tym tygodniu z cyklu „Rok w zoo” wrzucimy Toruń, ale reszta tekstów dotyczących „parszywej dwunastki” niestety nie będzie już taka, jak byśmy chcieli, bo – delikatnie mówiąc – pozostałe placówki (oprócz Oliwy i Zamościa) potraktowały nas przeciągłym… milczeniem :).
            Miały dzieci listy pisać, ale jesteśmy chorzy, więc lekcje odwołane – i koło się zamyka :).

          • Ciekawe teksty rozumiem jako coś napisanego przez was 😛 Moje wariacje na temat pisania po polsku … no coments 😛

            A co do „parszywej 12” spróbuję coś zdziałać, ale nic nie obiecuję (bo w sumie wiem dużo ale może to jakieś tajemnice więc muszę najpierw ustalić czym można się podzielić)

  2. Ad. 1: Pana rzeźbiarza przycisnęło i szuka kasy… Jasne, ze mu się należy wynagrodzenie za dzieło, ale jeśli popełnił je z myślą o zarobku, to mógł się na darmową ekspozycję w zoo nie zgadzać. Moim zdaniem sprawa jest przedawniona i autor, żądając takiej kasy, pokazuje ile sam jest wart… Niech sobie zabierze swoje dzieło albo da spokój. Jakaś społeczna zbiórka kasy na taki cel byłaby co najmniej śmieszna.

    Ad. 5: To może zoologi powinny sobie pozakładać Fundacje, tak jak Fundacja Panda w warszawskim zoo? O ile się nie mylę, to można wspierać Fundację i wiadomo na co idą pieniądze (nie do kasy miejskiej).

    Bardzo ciekawe wydanie „7 dni w zoo” :))

  3. Hmmm, zakładanie fundacji to niejako też stąpanie po grząskim gruncie bo zależy kto w takiej fundacji działa i jakie ma w tym cele; przy wrocławskim zoo (czy raczej można powiedzieć „równolegle”) powstało swego czasu Towarzystwo Miłośników Zoo (czy jakaś podobna nazwa) i zasadniczo ślad po tym zaginął; najlepszym rozwiązaniem, o ile ogród posiada sprawną kadrę menadżerską, jest podążanie śladami wrocławskiego zoo i stanie się samodzielnym podmiotem gospodarczym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s