Sosnowiec czeka na zoo!

„Sosnowiec chce mieć zoo!” – takie hasło padło pod koniec zeszłego roku w trzecim numerze tygodnika zoologicznego 7 Dni Zoo. Pisaliśmy wtedy o pomyśle władz Sosnowca na utworzenie w mieście prawdziwego ogrodu zoologicznego w oparciu o dwie już istniejące placówki – minizoo w Parku Kazimierz oraz Egzotarium przy ul. Piłsudskiego.
Sprawa jest cały czas w toku i wywołuje niezwykle gorące emocję, zwłaszcza na linii miasto Sosnowiec – Śląskie Zoo…

Sosnowieckie placówki zoologiczne i Śląskie Zoo - rozlokowanie

Sosnowieckie placówki zoologiczne i Śląskie Zoo - rozlokowanie

W całej dyskusji nad przyszłością ewentualnego sosnowieckiego zoo sporo jest niestety złych emocji i sporów, dlatego też spróbujemy przedstawić racje każdej strony.

Zoo dla miasta, miasto dla zoo

Władzom Sosnowca marzy się własne zoo i zupełnie im nie przeszkadza, że sosnowieckie egzotarium dzieli od Śląskiego Zoo niespełna 8 kilometrów, a minizoo około 17 km. Zoo to zoo, a chodzi przecież o ogród zoologiczny z prawdziwego zdarzenia, a nie parkowy zwierzyniec.
Obecnie w Sosnowcu znajdują się dwie placówki zoologiczne – Egzotarium przy ul. Piłsudskiego i minizoo w leżącej na wschodnim krańcu miasta dzielnicy Kazimierz Górniczy. Kolekcja zwierząt w egzotarium jest całkiem spora – to prawie sto gatunków, w tym krokodyl nilowy, boa tęczowy, pyton tygrysi i siatkowy, sześć gatunków żółwi, kilkanaście gatunków ptaków, głównie papug, 40 gatunków ryb, trochę ssaków, a do tego pokaźna kolekcja botaniczna – ponad 80 gatunków roślin z różnych stref klimatycznych i geograficznych świata. Minizoo z kolei to głównie daniele i lamy oraz ptactwo domowe.
Władzom miasta marzy się jednak połączenie tych dwóch placówek i nadanie im odpowiedniego statusu, dzięki czemu nowopowstały twór miałby takie sama prawa jak choćby Śląskie Zoo.
Pomysł ma przede wszystkim przyciągnąć więcej turystów, ale także załatwić raz na zawsze kwestie prawne nazewnictwa obu tych instytucji, co dziś m.in. nie pozwala miastu starać się o dodatkowe fundusze europejskie na ich modernizację, gdyż na minizoo i obiekty typu egzotarium takich funduszy uzyskać się nie da, a na ogród zoologiczny – już tak.
Cała sprawa ciągnie się od czterech lat, jednak w pewnym momencie o pomyśle przekształcenia minizoo i egzotarium w ogród zoologiczny zrobiło się trochę ciszej. Sprawa wróciła jednak jesienią ubiegłego roku.
Jak powiedział nam Pan Zbigniew Majchrzak, dyrektor Miejskiego Zakładu Usług Komunalnych w Sosnowcu, któremu obie placówki podlegają:

Urząd Miejski w Sosnowcu wystąpił w październiku 2010 z ponownym wnioskiem do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska o usankcjonowanie istniejących od lat pięćdziesiątych obiektów na terenie miasta. W tej chwili trwa opiniowanie tego wniosku przez podmioty, do których zwrócił się GDOŚ. O efektach tych działań powiadomimy po wydaniu oficjalnego stanowiska właściwego organu.

Miasto – a przez to i same zainteresowane placówki – złożyły wniosek do GDOŚ, ten zaś czeka na opinię wspomnianych podmiotów, w tym opinię Rady Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów.
I tu dochodzi do głosu druga strona…

Rada radzi…

Choć decyzja nie została jeszcze podjęta, to już teraz można przewidzieć, że Sosnowiec łatwo mieć nie będzie.
Ryszard Topola, przewodniczący Rady Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów przyznaje, że ogród zoologiczny musi spełniać wymogi ustawy o ochronie przyrody, a wniosek przesłany przez władze Sosnowca jest w tej kwestii niejasny, poza tym egzotarium i minizoo nie spełniają podstawowych wymogów stawianych ogrodom zoologicznym.

Śląskie Zoo jest przeciw

To jednak jeszcze sprawy nie przesądza. Ciekawe jest jednak stanowisko Ślaskiego Zoo, położonego kilka kilometrów od Sosnowca, reprezentowanego przez Panią Dyrektor Jolantę Kopiec, która od samego początku i we wszystkich swoich wypowiedziach stanowczo sprzeciwia się idei utworzenia ogrodu zoologicznego w Sosnowcu.
Dlaczego?
Powodów jest kilka – taka placówka mogłaby być zagrożeniem i niezdrową konkurencją dla już istniejącego Śląskiego Zoo, które w dodatku samo boryka się z wieloma problemami. Pozostaje także pytanie, czy naprawdę jest potrzeba utworzenia drugiego ogrodu zoologicznego w tak niewielkim oddaleniu od Ślaskiego Zoo – obie placówki mogłyby sobie szkodzić i podbierać nie tylko zwiedzających, ale także zwierzęta. Poza tym koszty utrzymania zoo są znacznie większe niż koszty utrzymania minizoo i egzotarium, a z tym władze Sosnowca mogłyby sobie nie poradzić. Do tego dochodzą zwiększone wymogi i standardy, a to wiąże się z kosztami – i tak dalej…
Śląskie Zoo jest więc stanowczo przeciw i nie tylko nie zamierza pomóc w realizacji sosnowieckich planów, ale jeszcze im przeszkadza – dowodem choćby niedawne pismo dyrekcji Śląskiego Zoo do marszałka województwa śląskiego wnoszące o rezygnację z pomysłu.
Władze Sosnowca wszystkie zarzuty odpierają, ale porozumienia póki co nie widać. Samego zoo też nie…

Zoo – to be or not to be?

Czy zoo w Sosnowcu powstanie – czas pokaże. Czy powstać powinno – warto się zastanowić. Już ostatnio pokusiliśmy się o krótką analizę tego, czy powstanie zoo w Sosnowcu ma sens i jak to się ma do sytuacji w Polsce.
Wniosek był następujący – sens powstania zoo w Sosnowcu byłby tylko wówczas, gdyby była to alternatywa dla Śląskiego Zoo – zupełnie inny charakter i profil, inna kolekcja i inne cele. Tworzenie kolejnego klasycznego ogrodu zoologicznego – a takim jest Śląskie Zoo – mija się z celem.
Zresztą tendencją współczesnych ogrodów zoologicznych jest ich specjalizacja i profilowanie, zwłaszcza w sytuacji, gdy w odpowiedniej bliskości znajduje się więcej niż jedna placówka zoologiczna. Zoo w Sosnowcu miałoby więc sens, gdyby było to po prostu rozbudowane egzotarium, nastawione na ekspozycję gadów, płazów, ryb oraz różnych małych zwierząt. Słowem – obecne egzotarium ale w rozbudowanej wersji.
Idea łączenia tego miejsca z minizoo w Parku Kazimierz jest zupełnie chybiona – oba miejsca dzieli prawie 9 kilometrów, poza tym parkowe minizoo to zwykły zwierzyniec jakich w Polce setki.

Cała sprawa jest o ciekawa o tyle, że choć w wielu miastach mówi się o zbudowaniu placówki zoologicznej (Rzeszów, Zielona Góra), to tylko w przypadku Sosnowca chodzi o prawdziwy, pełnoprawny ogród zoologiczny o eazowskich aspiracjach, który miałby dołączyć do dwunastu już istniejących w Polsce ogrodów zoologicznych. Że nie jest to takie łatwe najlepiej świadczy fakt, że „najmłodsze” oficjalne zoo w Polsce to Ogród Fauny Polskiej, założony w 1978 roku, a więc ponad 30 lat temu! Od tego czasu powstało całe mnóstwo placówek zoologicznych, zwierzyńców i zoo-safari, ale ogrodu z prawdziwego zdarzenia się nie doczekaliśmy.
Czy doczekamy się w Sosnowcu – zobaczymy. Sprawa byłaby o tyle ułatwiona, że nie byłoby to zoo budowane od podstaw (jak choćby Świerkocin), ale na bazie już istniejących obiektów.

Zróbmy sobie zoo

Zoo obok zoo to pomysł wcale nie nowy, choć w Polsce praktycznie nie występujący. Owszem, mamy Trójmiasto, gdzie sąsiadują ze sobą zoo w Oliwie i Akwarium Gdyńskie, są to jednak placówki o skrajnie odmiennym profilu. Dwa poznańskie ogrody to w praktyce pod każdym względem jedno zoo – tyle że w dwóch lokalizacjach, co jest uwarunkowane wyłącznie kwestiami historycznymi. Jeśli gdziekolwiek w Polsce ma miejsce sąsiedztwo dwóch placówek zoologicznych z wyższej półki (nie zwierzyńców i menażerii), zawsze są to skrajnie odmienne miejsca.
Pytanie, czy podobnie byłoby w Sosnowcu – jeśli nie, to zoo w tym miejscu mija się z celem.
Chyba, ze naprawdę chodzi tylko o kwestię nazwy :).

Spróbujmy zatem przeprowadzić małą analizę porównawczą, która pozwoli nam ocenić, jakie szanse miałoby sosnowieckie zoo. Za przykład porównawczy weźmiemy pewne miasto w Polsce, które swego czasu wystąpiło z prośbą o ocenę szans i możliwości powstania na jego terenie ogrodu zoologicznego. W czym tkwił haczyk? Ano w tym, że miasto to leżało w bezpośredniej bliskości już istniejącego dużego ogrodu zoologicznego.
Jakie pojawiły się wnioski?
Po pierwsze – uświadomienie potencjalnym założycielom ogrodu obowiązku, który przyjmują na siebie. Likwidacja placówki, jeśli „nie wypali” – nie jest prosta, a praktycznie prawie niemożliwa.
W Sosnowcu takiego problemu by nie było – zaczątki zoo już bowiem są i nie chodzi o zbudowanie zoo od podstaw, a jedynie zmianę statutu i rozwój już istniejącego.
Idziemy zatem dalej.
Po drugie – od strony wiwarystycznej, w tym dydaktycznej wszystko musi być absolutnie na najwyższym poziomie. Profesjonalny program hodowlany, profesjonalne obiekty, profesjonalna obsługa zwierząt i profesjonalny dział dydaktyczny. Tu Sosnowiec miałby bardzo dużo do zrobienia – a to wszystko kosztuje – zarówno wybudowanie, jak i utrzymanie. I to bardzo dużo!
Po trzecie – z analiz wynikło, że pomimo sąsiedztwa dużego zoo, istniała nisza programowa dla nowego zoo, tyle, że profil nowej placówki nie powinien pokrywać się z już istniejącą ofertą, tylko ją uzupełniać.
Analiza była jednak dla nowej placówki pozytywna – istniejące w sąsiedztwie zoo nie czuło się zagrożone, ponieważ nowa placówka miała być uzupełnieniem, a nie konkurencją, a oba ogrody miały ze sobą ściśle współpracować (casus oliwskiego zoo i Canpol Zoo w Człuchowie pokazuje, że taka współpraca jest możliwa). Poza tym nowa placówka miałaby i tak pozostać w cieniu istniejącej, gdyż zakładany poziom frekwencji byłby nieporównywalny, a nowa placówka skupiałaby się głównie na zorientowaniu się na odbiorcę lokalnego, choć aspekt promocyjny byłby równie istotny – nowe zoo miałoby stać się wizytówką miasta i turystyczną przynętą.
O kwestiach budżetowych już nie wspominamy, b0 każda z placówek należałaby i tak do innej gminy, byłaby więc finansowana z innych budżetów.
Zoo ostatecznie jednak – mimo przychylności i wsparcia istniejącego nieopodal zoo – nie powstało, a barierą nie do przeskoczenia okazały się finanse. W Sosnowcu mamy sytuację nieco inną – to właśnie wizja dodatkowych funduszy kusi władze miasta, żeby istniejące placówki przekształcić w zoo.
Niezły mętlik 🙂

Trochę statystyk

Na koniec jeszcze trochę statystyk, które pozwolą nam nieco zobrazować w jakiej przestrzeni zoologicznej sytuuje się potencjalne sosnowieckie zoo.
Sosnowiec to miasto liczące 220 tysięcy mieszkańców – to trzeci wynik w województwie i piętnasty w kraju. Z dwunastu polskich miast, w których znajdują się oficjalne ogrody zoologiczne, osiem jest większych (przy założeniu, że Ślaskie Zoo jest także w Katowicach), trzy są mniejsze (Płock, Opole i Zamość), porównywalny jest natomiast Toruń.
Lokalizacja Sosnowca jest jednak specyficzna (na terenie konurbacji śląskiej), dlatego takie zestawienie mija się z celem.
Spróbujmy zatem inaczej.
Sosnowiec leży na w województwie śląskim, zamieszkiwanym przez grubo ponad cztery i pół miliona mieszkańcówto mniej więcej tyle, ilu mieszkańców ma Irlandia, Chorwacja czy Norwegia. Niewiele nam to jednak daje, bo kraje te nie mają tradycji wiwarystycznych – Irlandia ma tylko dwa ogrody eazowskie, Norwegia trzy a Chorwacja jeden – tyle, ile województwo śląskie. Ogrody eazowskie to jednak nie wszystko – w województwie śląskim mamy jeszcze piętnaście innych placówek zoologicznych:

Zwierzyńce województwa śląskiego

Zwierzyńce województwa śląskiego

Jednak tylko gliwicka Palmiarnia i sosnowieckie Egzotarium wybijają się ponad poziom zwykłego zwierzyńca – mimo wszystko niewiele jak na blisko pięć milionów potencjalnych odbiorców.
Pójdźmy dalej – frekwencja w sosnowieckim Egzotarium wyniosła w 2009 roku 25 000 osób, w Śląskim Zoo – ponad 360 tysięcy, czyli blisko piętnaście razy tyle. Czy można zatem mówić o jakiejkolwiek konkurencji?
Ślaskie Zoo – jedyny ogród eazowski w województwie – przyciągnęło zatem ledwie 8% mieszkańców regionu. To niewiele – dla porównania współczynnik odwiedzających w stosunku do liczby mieszkańców województwa dla wrocławskiego wynosi aż 23%, a dla oliwskiego 20%. Nawet poznańskie i warszawskie zoo wypadają tutaj znacznie lepiej – po 13%.  Z drugiej jednak strony niemal identyczne wskaźniki co Ślaskie Zoo mają ogrody w Łodzi i Krakowie.
Widać zatem spore rezerwy – Ślaskie Zoo na pewno nie wykorzystuje potencjału regionu i na pewno jest miejsce dla „kolejnego gracza”. Obecny wynik sosnowieckiego egzotarium – 25 tysięcy – to ledwie ułamek odwiedzających Ślaskie Zoo. Widać więc, że obawy ze strony Śląskiego Zoo o ewentualne „podebranie” zwiedzających, są zupełnie bezpodstawne.
Weźmy jeszcze jeden przykład – konurbacji śląskiej, na terenie której leży Sosnowiec, najbliżej do niemieckiego Zagłębia Ruhry, dlatego porównajmy te dwa regiony pod kątem „wiwarystycznego podłoża”.

DANE KONURBACJA ŚLĄSKA ZAGŁĘBIE RUHRY
Powierzchnia (kmkw) 1471 4435
Ludność (mszk.) 2201800 5317565
Ogrody zoologiczne w EAZA 1 4
Ilość mieszkańców/zoo 2201800 1329390
Powierzchnia/zoo 1471 1109

Wnioski – cztery ogrody do jednego, ale też ponad trzy razy większa powierzchnia i grubo ponad dwa razy więcej mieszkańców. Jakkolwiek – znalazłoby się miejsce w konurbacji śląskiej na jeszcze jedno zoo, choć wszystkie cztery miasta z Zagłębia Ruhry mające zoo (Gelsenkirchen, Dortmund, Bochum, Dusiburg) są od Sosnowca większe. I znacznie bogatsze…
Powyższe statystyki to tylko zabawa i pewna ilustracja zjawiska, wniosków żadnych z tego nie wyciągamy. Dla nas kluczową sprawą, dotyczącą tworzenia zoo w Sosnowcu jest odpowiedź na pytania: czy miasto zdaje sobie sprawę, jakie będą tego konsekwencję, czy przyszłe zoo ma pomysł „na siebie” i będzie dążyć do tego, aby być uzupełnieniem lub alternatywą dla Ślaskiego Zoo a nie jego kopią i wreszcie czy nie jest to tylko polityczne zagranie „pod publikę”, a przemyślane działanie, mające doprowadzić do utworzenia w Sosnowcu sensownej placówki hodowlano-dydaktycznej.
Dobrych ogrodów zoologicznych nigdy dość – nawet, jeśli ze sobą sąsiadują. Złych i średnich nie chcemy wcale, nawet, gdyby były jedynymi w całym regionie.

Co z tego wszystkiego wyniknie – poczekamy, zobaczymy.

EPILOG – Statystyk ciąg dalszy

A na koniec jeszcze trochę statystyk, tym razem o globalnym, krajowym wymiarze.
Przypuśćmy, że sosnowieckie zoo zostałoby zaakceptowane przez Radę, zyskało status zoo i wstąpiło do EAZA. Droga daleka, ale podywagować nie zaszkodzi. Co by to oznaczało? Jaki jest obecny potencjał wiwarystyczny Polski i jak to wygląda na tle innych państw Europy.
Przyjrzyjmy się statystykom:

KRAJ LUDNOŚĆ OGRODY W EAZA WSPÓŁCZYNNIK
Polska 38139000 11 1 ZOO/ 3,5 mln. mszk.
Czechy 10425000 13 1 ZOO/ 0,8 mln. mszk.
Holandia 16418246 22 1 ZOO/ 0,7 mln. mszk.
Szwajcaria 7554661 10 1 ZOO/ 0,8 mln. mszk.
Wielka Brytania 60975000 51 1 ZOO/ 1,2 mln. mszk.
Francja 63753140 49 1 ZOO/ 1,4 mln. mszk.
Niemcy 82060000 51 1 ZOO/ 1,6 mln. mszk.

Jak widać, do europejskiej czołówki bardzo nam daleko, a i tak współczynnik ten bardzo się poprawił dzięki niedawnemu przyjęciu zamojskiego zoo do EAZA. Jednak żeby Polska lokowała się w europejskiej czołówce potrzeba nam jeszcze co najmniej dziesięciu ezaowskich ogrodów…
Przynajmniej jeszcze jeden bardzo by się przydał, jednak czy będzie – i czy ma to być – zoo w Sosnowcu? To raczej daleka i niepewna przyszłość….

Reklamy

4 comments on “Sosnowiec czeka na zoo!

  1. Egzotarium Sosnowiec niegdyś było członkiem Sekcji OZ PTZOOL i w pełni akceptowanym członkiem „zoologicznej społeczności”. Dostarczało dane do „Informatora Polskich Ogrodów Zoologicznych”. Potem stopniowo, w dużym stopniu na własną prośbę oddzieliło się i poszło „swoją drogą”. Dzich chyba już zbyt późno na powrót, bo przepaść, która powstała będzie trudna do zasypania.

  2. A ciekawe jak to wszystko ma się do projektu Silesja. Prędzej czy później podejrzewam że konurbacja śląska przekształci się w megapolis… zwłaszcza że ostatnio znów zaczyna być o tym głośno. Wtedy i Chorzów i Sosnowiec byłyby sponsorowane z jednego budżetu. W Berlinie Istnieją 2 świetne ogrody i sobie nie przeszkadzają, chociaż podobno wiele zwierząt się powtarza (oczywiście nie wszystkie). Jak dla mnie bardziej sensownym działaniem byłoby połączenie śląskiego zoo z sosnowieckim egzotarium. Wtedy można by coś sensownego wymyślić, np w Egzotarium urządzić jakieś małe oceanarium… Tylko tu mogłyby do gry wejść też Tarnowskie Góry ze swoim projektem delfinarium (obecnie przycichł ale może kiedyś odżyje).

    • Faktycznie, na górnym Śląsku jest miejsce nie na jeden, ale na kilka instytucji typu ogród zoologiczny. Powinny być od siebie niezależne i nieutrzymywane z budżetu. W okręgu liczącym ponad 2 mln. nieźle jak na warunki Polski zarabiających ludzi bez większego trudu możnaby je utrzymać.

      • Nieźle zarabiających ludzi… prezesi zarabiają 10tys. zł., ale zwykli ludzie to 2tys. i mniej. Śląskie zoo nie było kiedyś utrzymywane z budżetu… wszyscy wiemy jak się to skończyło. Ogólnie jest to chory pomysł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s