Mrówkojad we Wrocławiu – na spacerze z dyrektorem zoo. Część III.

Zapraszamy na trzecią i zarazem ostatnią część relacji z naszej weekendowej wizyty we wrocławskim zoo.
Przedwczoraj zabraliśmy Was na mały poranny spacer po zoo, wczoraj opowiedzieliśmy Wam, jak wyglądała sobotnia wycieczka z Panem Dyrektorem Radosławem Ratajszczakiem i pozostałymi uczestnikami mikołajkowego spaceru po wrocławskim zoo, a dziś opowiemy Wam, jak wyglądała nasza przechadzka po zoo, którą odbyliśmy niedzielnym porankiem, tuż przed naszym powrotem do domu.
Zwiedzanie do samego końca, a jak!

Zima we wrocławskim zoo

Zima we wrocławskim zoo

Po wyczerpującym, acz niezwykle interesującym sobotnim spacerze, śpimy jak zabici, mimo to udaje nam się wstać w niedzielę rano na tyle wcześnie, żeby jeszcze raz odwiedzić najciekawsze miejsca w zoo.
W pełnym rynsztunku zimowego „zwiedzacza” zaczynamy nasz obchód po zoo kilka minut po godzinie ósmej – w sam raz, bowiem na 10.00 umówieni jesteśmy z Panem Dyrektorem Ratajszczakiem na spotkanie.

Kogo w zoo nie ma…

Kilka minut po godzinie ósmej zoo jest zupełnie puste – nie ma jeszcze zwiedzających, nie ma też praktycznie pracowników zoo (jest niedziela), czujemy się zatem, jakbyśmy byli na jakimś odludziu. Zimno, śnieżnie, ale i słonecznie. Pawilony są jeszcze pozamykane (tak jak i cały ogród otwarte są dopiero od dziewiątej), dlatego najpierw odwiedzamy wybiegi zewnętrzne. Z racji ograniczonego czasu odpuszczamy już sobie całą „lewą” stronę zoo, którą bardzo dokładnie zwiedziliśmy w sobotę.

Zebry śnieżne i życzliwy osiołek

Kiedy myśli się o zwierzętach, które lubią zimę i dobrze czują się na śniegu, na myśl przychodzą głównie niedźwiedzie polarne, foki, pingwiny, może tygrysy syberyjskie, a tymczasem okazuje się, że wielkimi miłośnikami śniegu są… zebry i walabie Bennetta!

Zebry śnieżne

Zebry śnieżne

Szczególnie zebry wykazują wielką ochotę do śnieżnych harców – najpierw całe stado zabiera się do śniadania, ale tuż po jego zakończeniu wychodzi ze stajenki i zaczynają się gonitwy po całym wybiegu.

Na sawannie tego nie ma...

Na sawannie tego nie ma...

Zebrom zimno ani śnieg nie przeszkadzają, a takie „przebieżki” tylko dobrze robią na zdrowie. Poza tym paskowana zebra naprawdę świetnie prezentuje się na śniegu:

Zebry z wrocławskiego zoo na śniegu

Zebry z wrocławskiego zoo na śniegu

No, teraz to jestem bardziej biała, niż czarna...

No, teraz to jestem bardziej biała, niż czarna...

Śnieg niestraszny jest także walabiom Bennetta, które w środowisku naturalnym zamieszkują raczej ciepłe rejony nabrzeżne Australii i Tasmanii. We Wrocławiu jednak zima im niestraszna!

Stado walabii na śniegu

Stado walabii na śniegu

Walabia Bennetta na śniegu

Walabia Bennetta na śniegu

Ciekawe, jak się skacze na śniegu?

Ciekawe, jak się skacze na śniegu?

Na grubej warstwie śniegu szczególnie dobrze widać stałe trasy poruszania się walabii – wszędzie pełno śladów kangurzych stóp i ogonów:

Ile walabii przeszło tą ścieżką?

Ile walabii przeszło tą ścieżką?

Idziemy dalej mijając nieco opustoszały Dzieciniec Zwierzęcy

Dzieciniec Zwierzęcy

Dzieciniec Zwierzęcy

w którym niedawno urodziły się małe świnki wietnamskie oraz zupełnie opustoszały wybieg sawanny afrykańskiej:

A żyraf nie ma...

A żyraf nie ma...

Tymczasem na sąsiednim wybiegu spaceruje sobie osioł Poitou:

Osioł Poitou

Osioł Poitou

Tuż przed naszą wizytą, 21 listopada, stado tych pięknych zwierząt powiększyło się o pięknego malucha, który otrzymał wielce wymowne imię Życzliwek – urodził się bowiem w Dzień Życzliwości :).

A tymczasem u niedźwiedzi…

Naprzeciwko wybiegu osiołków znajduje się kompleks wybiegów dla niedźwiedzi – obecnie już tylko brunatnych i himalajskich (a jeszcze rok temu mogliśmy tu zobaczyć i misia polarnego, i peruwiańskiego).

Pierwszy wybieg, zajmowany jeszcze do niedawna przez Bueno, zamieszkują dwie niedźwiedzice – Tarotka i Trezorka, które do Wrocławia przyjechały „na jakiś czas” z zamojskiego zoo – wszystko przez remont tamtejszego wybiegu niedźwiedzi brunatnych.

Tarotka i Trezorka na wybiegu

Tarotka i Trezorka na wybiegu

Obie niedźwiedzice mają po 14 lat i obie urodziły się w Ogrodzie Fauny Polskiej w Bydgoszczy, skąd jako dziesięciomiesięczne niedźwiadki przyjechały do zamojskiego zoo.

Tymczasowe lokatorki wrocławskiego zoo na wybiegu

Tymczasowe lokatorki wrocławskiego zoo na wybiegu

Czekając na powrót do zamojskiego zoo, obie niedźwiedzice korzystają z możliwości zabawy na śniegu na swoim wybiegu we wrocławskim zoo, który o tej porze roku prezentuje się o tyle lepiej, że nie widać betonu…

To ja się chowam na dole...

To ja się chowam na dole...

... a ja na dole!

... a ja na górze!

Kolejny wybieg zamieszkuje słynna Przemisia, która jednak jakoś nie ma ochoty wyjść z gawry na zewnątrz. Idziemy dalej, do basenu kotików, gdzie ponownie spotykamy opiekunkę tych wspaniałych zwierzaków, Panią Sylwię Zadworną, z którą gawędzimy sobie dobre pół godziny…
A tymczasem kawałek dalej, na wybiegu niedźwiedzi himalajskich, dzieją się rzeczy niezwykłe, oto bowiem możemy zobaczyć niedźwiedzia himalajskiego chodzącego na… dwóch łapach!

No, który miś tak potrafi?

No, który miś tak potrafi?

Niedźwiedź?

Niedźwiedź?

I jeszcze raz, tym razem w akcji:

Niedźwiedzie himalajskie we wrocławskim zoo są obecnie trzy – dwie samice, dwudziestoletnia Całka i osiemnastoletnia Cesia oraz bezimienny, osiemnastoletni samiec. Cała trójka urodziła się we wrocławskim zoo.

Niedźwiedzie himalajskie z wrocławskiego zoo

Niedźwiedzie himalajskie z wrocławskiego zoo

Niedźwiedzie himalajskie mają do dyspozycji całkiem spory wybieg z naturalnym podłożem. Jest na nim także basen oraz wysoka konstrukcja do wspinania. Nie są to może luksusy, w jakich pławi się w Toruniu Nufi, ale to i tak jeden z lepszych krajowych wybiegów dla niedźwiedzi.

Niedźwiedzie himalajskie na wybiegu

Niedźwiedzie himalajskie na wybiegu

Trzeci miś nie chciał wyjśc...

Trzeci miś nie chciał wyjść...

Wybieg z tyłu zakończony jest wysoką, pionową ścianą, od przodu zaś znajduje się betonowa fosa. Wybieg – podobnie jak pozostałe wybiegi dla niedźwiedzi w tym kompleksie – powstał w latach 1937-1938 i uchodził wówczas za jeden z najnowocześniejszych w Europie.

Niedźwiedź himalajski na śniegu - Zoo Wrocław
Niedźwiedź himalajski na śniegu – Zoo Wrocław

Wrocławskie niedźwiedzie himalajskie, choć od torunianina Nufiego znacznie mniejsze, na śniegu prezentują się bardzo efektownie i chętnie wybierają się na przechadzki po swoim terytorium.

Nadciągam!

Nadciągam!

Czasem też potrafią błysnąć – spodziewalibyście się, że taki niedźwiedź himalajski potrafi zejść po kamiennych schodkach niczym strażak po drabince? A potrafi :).

Następny – ostatni wybieg – zamieszkuje niedźwiedzica brunatna Myszka, z którą zapoznaliśmy się już w sobotę rano.

Niedźwiedzica bruntna Myszka

Niedźwiedzica brunatna Myszka

Także i tym razem pokazuje nam, jak wygląda stojący miś – a wygląda efektownie!

Niedźwiedź jest niewątpliwie zwierzęciem dużym!

Niedźwiedź jest niewątpliwie zwierzęciem dużym!

Słonie, hipki i tapiry!

Gdy odchodzimy od niedźwiedzi, jest już po dziewiątej, dlatego spokojnie możemy udać się do słoniarni – czas się trochę ogrzać no i zobaczyć, co tam u słoni, hipków i tapirów!

Słoniarnia i wybieg zewnętrzny słoni indyjskich

Słoniarnia i wybieg zewnętrzny słoni indyjskich

Obecny pawilon słoniarni powstał w 1888 roku, a więc piętnaście lat po tym, jak do Wrocławia przybył pierwszy słoń w historii zoo, Teodor. Od tego czasu przez słoniarnię przewinęło się sporo słoni i innych zwierząt, ale sam budynek – mimo licznych remontów – nie uległ większym zmianom i uchodzi obecnie za jeden z najlepiej zachowanych przykładów architektury wiwaryjnej XIX wieku na świecie! Niewątpliwa wartość zabytkowa nie przekłada się jednak na warunki, w jakich przebywają tu zwierzęta, dlatego też słoniarnia niebawem zostanie gruntownie zmodernizowana i przebudowana – oczywiście z zachowaniem wszystkich historycznych elementów wystroju wnętrza – a docelowo mieszkać w niej będą tylko słonie indyjskie.
Mimo, iż wnętrze słoniarni mocno razi archaiczną konstrukcją wybiegów i fatalnymi warunkami ekspozycyjnymi, gigantyczna konstrukcja sklepienia robi naprawdę piorunujące wrażenie!

Wnętrze wrocławskiej słoniarni

Wnętrze wrocławskiej słoniarni

Słoniarnię zamieszkują obecnie cztery gatunki zwierząt: słonie indyjskie, hipopotamy nilowe i karłowate oraz tapiry anta.
Wyjątkowo źle prezentują się wybiegi grupy tapirów anta – praktycznie nie da się zrobić im przyzwoitego zdjęcia we wnętrzu. Czekamy zatem na nowe lokum dla tych fantastycznych zwierzaków, albo… na wiosnę, bo na wybiegu zewnętrznym prezentują się nawet nieźle (choć do wybiegu Ameryki Południowej w poznańskim Nowym Zoo to i tak daleko…):

Wrocławskie tapiry anta na wybiegu zewnętrznym - lato 2010

Wrocławskie tapiry anta na wybiegu zewnętrznym - lato 2010

Równie źle, zwłaszcza pod kątem ekspozycji dla zwiedzających, prezentują się wybiegi hipopotamów karłowatych – praktycznie nie da się zobaczyć zwierząt na ich wybiegach wewnętrznych, a o zrobieniu zdjęcia lepiej zapomnieć…

Niewątpliwie jest to hipopotam karłowaty...

Niewątpliwie jest to hipopotam karłowaty...

Dlatego też nie możemy Wam zaprezentować ani filmu, ani też zdjęć z nieprawdopodobnych harców, które wyczyniał najsłynniejszy chyba mieszkaniec wrocławskiego zoo, mały samczyk hipopotama karłowatego, Euforio

Niewiele lepiej prezentuje się wybieg hipopotamów nilowych – beton, siermiężne kraty i hipcie gdzieś w oddali…

Wybieg wewnętrzny hipopotamów nilowych

Wybieg wewnętrzny hipopotamów nilowych

Hipopotamy na zbliżeniu...

Hipopotamy na zbliżeniu...

Szkoda, bo to jedne z naszych ulubionych zwierzaków, zawsze też brakowało nam ich w Poznaniu.
Tym bardziej zatem czekamy na ich przeprowadzkę do Afrykarium, gdzie wreszcie będzie je można podziwiać w odpowiednich warunkach. Cierpliwości…

Ostatnimi mieszkańcami słoniarni są – co nie dziwi – słonie, a dokładniej trzy słonice indyjskie: Birma, Rani i Toto. Wszystkie trzy słonice zostały odłowione w stanie dzikim, w Tajlandii. Są też już dosyć wiekowe – Birma i Toto urodziły się najpewniej w 1960 roku, Rani zaś w 1970.

Moc trąby!

Moc trąby!

O ile jednak cała trójka naprawdę efektownie prezentuje się na wybiegu zewnętrznym, o tyle w środku oglądanie słoni budzi bardzo mieszane uczucia – z jednej strony możemy naprawdę z bardzo bliska i – co szczególnie ważne – z właściwej perspektywy zobaczyć, jak ogromnym zwierzęciem jest słoń:

Słonia powinno się oglądać tylko z poziomu "zero"

Słonia powinno się oglądać tylko z poziomu "zero"

z drugiej zaś wybiegi wewnętrzne dla słoni wyglądają jak więzienne klatki – małe, betonowe i z ohydnymi kratami. Tak się budowało w XIX wieku…

Nie wygląda to najlepiej...

Nie wygląda to najlepiej...

Klimat trochę więzienny...

Klimat trochę więzienny...

Na szczęście słonicom wcale nie jest tu tak źle, jak mogłoby się wydawać – kraty rażą bardziej nas, zwiedzających, dla samych zwierząt nie stanowią natomiast żadnego problemu natury „estetycznej” czy tym bardziej „moralnej”. Poza tym patrząc na burzliwą przeszłość całej trójki śmiało można powiedzieć, że we wrocławskim zoo znalazły wreszcie spokój i naprawdę przyzwoite warunki. Poza tym takie obrazki jak na powyższych zdjęciach już niebawem będą tylko przykrym świadectwem minionego czasu, słoniarnia ma bowiem ulec całkowitemu przeobrażeniu i o tak rażącej estetyce ekspozycji nie będzie już mowy.
Czekamy zatem cierpliwie!

Poza tym warto pamiętać, że słonie mają zapewnioną w zoo naprawdę świetną opiekę – my trafiliśmy akurat na porę pielęgnacji słoniowych stóp:

A teraz lewa noga...

A teraz lewa noga...

Nie mogą też narzekać na brak jedzenia oraz wszelakich słoniowych smakołyków:

"To" na pewno jest pyszne...

"To" na pewno jest pyszne...

Trochę owoców...

Trochę owoców...

 No i koniecznie warzywa!

No i koniecznie warzywa!

Zanim wyjdziemy ze słoniarni, przyglądamy się jeszcze uważniej tajemniczemu obiektowi na środku holu – lekko odrapany pawilon, otoczony z dwóch stron palmami:

Kto wie co to?
Kto wie co to?

Niepozorny obiekt skrywa w sobie niezwykłą historię – w nim bowiem, jeszcze przed II Wojną Światową, przez kilka lat mieszkał jedyny w historii polskich ogrodów zoologicznych (tak, wiemy, że Wrocław nie leżał wtedy w Polsce…) jak do tej pory manat! Ten niezwykły gatunek morskiego ssaka już niebawem wróci do Wrocławia, bowiem w Afrykarium ma się znaleźć wielki basen dla tych zwierząt! Tym samym Polska może się stać niebawem prawdziwym skupiskiem manatów, warto bowiem pamiętać, że ich sprowadzenie i eksponowanie przewiduje także oliwskie zoo.

Heniek, największy leń we Wrocławiu…

My tymczasem opuszczamy słoniarnię i kierujemy się w stronę małpiarni, po drodze mijając jeszcze opustoszałe skały pawianów:

Jest śnieg - nie ma pawianów...

Jest śnieg - nie ma pawianów...

Małpiarnia wrocławskiego zoo pamięta jeszcze XIX wiek – wzniesiono ją bowiem, w modnym wówczas stylu „mauretańskim”, w 1887 roku, jednak od tego czasu obiekt ten był wielokrotnie modernizowany i powiększany – ostatni raz w 2007 roku.
Obecnie mieszka tu kilkanaście gatunków małp, a także leniwiec i pancerniki.

Pancerniki bolita - Zoo Wrocław

Pancerniki bolita - Zoo Wrocław

Największe wrażenie robi oczywiście wędrujący swobodnie nad naszymi głowami leniwiec dwupalczasty Heniek:

Leniwiec dwupalczasty Heniek

Leniwiec dwupalczasty Heniek

Heniek to kilkuletni samiec, który do Wrocławia przyjechał w marcu 2008 roku z ogrodu zoologicznego w belgijskiej Antwerpii. My po raz pierwszy zobaczyliśmy go w sierpniu 2008 roku, kiedy po raz pierwszy odwiedziliśmy wrocławskie zoo i pamiętamy, że zrobił na nas ogromne wrażenie.
Wszystko dlatego, że Heniek – w przeciwieństwie do większości mieszkańców zoo – nie jest zamknięty w żadnej klatce ani wolierze, może bowiem swobodnie przemieszczać się po terenie małpiarni, bez żadnych barier czy ogrodzeń. Umożliwia mu to specjalna konstrukcja przygotowana przez pracowników zoo, tworząca gąszcz konarów i lian w tylnej części małpiarni. Heniek ma tam też swoje legowisko – zawieszony na linach wielki kosz:

Legowisko leniwca

Legowisko leniwca

Poruszający się dosłownie nad naszymi głowami leniwiec robi niesamowite wrażenie i choć z natury jest wyjątkowo leniwy i powolny, potrafi czasem „błysnąć” i gwałtownie przyspieszyć – zwłaszcza między jedną drzemką a drugą, ale też wtedy, gdy wścibskie uistiti białouche, które również swobodnie poruszają się po małpiarni, wejdą mu do kosza żeby podebrać jedzenie.

Uistiti białouche również swobodnie poruszają się po małpiarni

Uistiti białouche również swobodnie poruszają się po małpiarni

Oj, wtedy Heniek potrafi pokazać, jak szybkim zwierzęciem jest poirytowany leniwiec :).

Leniwiec, choć jest zwierzęciem wyjątkowo spokojnym i łagodnym, w sytuacji zagrożenia lub wielkiego stresu może być niebezpieczny – ma bowiem niezwykle długie i ostre pazury i może dotkliwie podrapać, dlatego lepiej go nie dotykać i nie wchodzić w bezpośredni z nim kontakt, o czym zresztą już zawczasu informuje nas dowcipna tabliczka:

Leniwca dotykać nie wolno!

Leniwca dotykać nie wolno!

Dlatego lepiej spokojnie obserwować, jak Heniek dostojnym i powolnym krokiem przemieszcza się z gałęzi na gałąź i nie zaczepiać go w żaden sposób. Sam Heniek bowiem będzie się od nas trzymał raczej z daleka – nie ma się czego bać, a Heniek na pewno nas nie zaatakuje, nie ma też obaw, że spadnie z gałęzi na ziemię albo nasze głowy. Tak to niestety nadal wygląda, że bardziej Heniek musi się obawiać niesfornych zwiedzających, ale na szczęście jak do tej pory żaden poważniejszy incydent nie miał miejsca.

Uwaga, leniwiec!

Uwaga, leniwiec!

Niemal dziesięciokilogramowy Heniek jest pierwszym leniwcem we wrocławskim zoo od ćwierćwiecza, ale już niebawem może doczekać się partnerki, zoo bowiem planuje sprowadzenie dla niego samicy.

Heniek w akcji!

Heniek w akcji!

Byłaby to wówczas druga para tych zwierząt w polskich ogrodach zoologicznych – w pawilonie zwierząt nocnych w poznańskim Nowym Zoo mieszkają bowiem Michał i Michalina.

U szympansów

Powoli dochodzi dziesiąta, dlatego kierujemy się już w stronę budynku dyrekcji. Po drodze zaglądamy jeszcze na chwilę do pawilonu małp człekokształtnych, zamieszkiwanego przez sześć szympansów.

Pawilon małp człekokształtnych

Pawilon małp człekokształtnych

Pawilon ten powstał w połowie lat siedemdziesiątych, jest więc jednym z nowszych obiektów tzw. starego budownictwa na terenie zoo, mimo to należy do zdecydowanie najgorszych pod względem ekspozycji pawilonów w całym zoo. Wymaga gruntownej modernizacji, która oczywiście w niedalekiej przyszłości nastąpi.
Wnętrze pawilonu przypomina trochę stary szpital z umiejscowionymi po jednej stronie klitkami dla chorych:

Wnętrze pawilonu małp człekokształtnych

Wnętrze pawilonu małp człekokształtnych

Oczywiście jest to kolejny przykład sytuacji, w której taki stan rzeczy przeszkadza bardziej nam, zwiedzającym, niż samym zwierzętom, niemniej oglądanie szympansów w takich warunkach budzi raczej negatywne emocje…
Rozumiemy jednak, że jest to pochodna niewłaściwego podejścia do idei eksponowania małp człekokształtnych, ale i zwierząt w ogóle, jaka pokutowała przez długie lata nie tylko we Wrocławiu. Na szczęście wrocławskie zoo od kilku lat stopniowo ale konsekwentnie eliminuje kolejne wybiegi i obiekty substandardowe, a całkowita modernizacja pawilonu małp człekokształtnych jest tylko kwestią czasu. Czekamy zatem cierpliwie!

Malowidło ścienne z tukanami - póki co najlepszy element pawilonu małp człekokształtnych...

Malowidło ścienne z tukanami - póki co najlepszy element pawilonu małp człekokształtnych...

Tymczasem zaś możemy w pawilonie małp człekokształtnych zobaczyć szóstkę szympansów – dwa samce, Bobiego i Boya oraz cztery samice – Kondarę, Kizi, Perłę i Solo. Z całej szóstki tylko Solo i Bobi nie mają ukończonych jeszcze 30 lat, dlatego też cała grupa szympansów – bo o stadzie niestety nie może być w tym przypadku mowy – jest już mocno wiekowa i nie rokuje raczej żadnych perspektyw na przyszłość.

Zwierzaki raczej się tu nie nudzą, ale perspektywa ich oglądania jest delikatnie mówiąc fatalna...

Zwierzaki raczej się tu nie nudzą, ale perspektywa ich oglądania jest delikatnie mówiąc fatalna...

Jeszcze do niedawna współlokatorem szóstki szympansów był słynny orangutan Tumku, który niestety zmarł 19 lipca w wieku 39 lat. Obecny pawilon małp człekokształtnych po przebudowie ma się stać domem właśnie dla orangutanów, szympansy zaś znajdą zupełnie nowe lokum.
Czekamy cierpliwie i ruszamy na spotkanie z Prezesem…

Brama Japońska - to nie tutaj, skręcamy zatem w lewo, a potem w prawo...

Brama Japońska - to nie tutaj, skręcamy zatem w lewo, a potem w prawo...

Jak Prezes Mrówkojady przyjmował…

Pod budynkiem dyrekcji, który mieści się tuż przy Bramie Japońskiej, jesteśmy kilka minut przed czasem, a dosłownie minutę później zjawia się też Pan Dyrektor Radosław Ratajszczak – punktualne spotkanie, jak na poznaniaków przystało :).
Od tematu poznańskiego też zaczynamy naszą rozmowę z Panem Dyrektorem – jak wspomina swoją pracę w poznańskim zoo, co sprawiło, że Poznań ostatecznie opuścił i jak trafił do Wrocławia. Niezwykle interesujące są wspomnienia Pana Prezesa z początków jego pracy we wrocławskim zoo – stan, w jakim zastał ogród pozostawiał bowiem wiele do życzenia i do zrobienia było naprawdę bardzo dużo, żeby wrocławskie zoo doprowadzić do porządku po latach zaniedbań. Tym większe jest nasze uznanie dla tego, co dzieje się we wrocławskim zoo i wokół niego teraz, bowiem w kilka lat udało się wyeliminować tak dużo słabości i minusów zoo, a przy okazji zrealizować tyle nowych pomysłów, że możemy być spokojni o przyszłość tego miejsca.
Co oczywista, pytamy też o wszelkie plany i inwestycje, które jak powszechnie wiadomo są naprawdę imponujące i jeśli dojdą do skutku wyniosą wrocławskie zoo do poziomu najlepszych zoologów na świecie. Uderza nas przede wszystkim rozmach wizji Pana Prezesa i śmiałość oraz determinacja w dążeniu do ich realizacji, ale kolejny raz potwierdza się, że dyrektor zoo to przede wszystkim doskonały organizator i człowiek, który musi mieć pięć pomysłów na sekundę, w tym cztery awaryjne :). Dyrektor Ratajszczak jednak uświadamia nam, że nie zawsze wszystko rozchodzi się tylko o pieniądze – czasami wystarczą chęci i pomysły, a tych – trzeba przyznać – we wrocławskim zoo nie brakuje. Zresztą właśnie otwartość tego miejsca, wychodzenie naprzeciw różnym pomysłom i inicjatywom cechują wrocławskie zoo jako miejsce, które nie jest zamkniętą i hermetyczną przestrzenią, niedostępną dla obcych (a tak, niestety, jest trochę choćby w Poznaniu), ale instytucją, która potrafi – bo też i musi – otwierać się na nowe i stale rozwijać.
Czego najlepszym dowodem sobotni spacer mikołajkowy z Panem Prezesem i nasza obecność w ten weekend :).
Dyskutujemy też trochę o roli, jaką ma pełnić współczesny ogród zoologiczny, o polskich ogrodach w ogóle, o tym, co się w nich dzieje ale też i wokół nich, aż wreszcie rozmowa schodzi na swobodniejsze tematy (tak, jakby poprzednie były nie wiadomo jak poważne :)).
Pan Dyrektor pokazuje nam stale rosnącą kolekcję wszelakich gadżetów związanych z Madagaskarem, które zostały przywiezione przez osoby, które odwiedziły tę wyspę, a następnie podarowały je wrocławskiemu zoo. Cała kolekcja już niebawem zostanie umieszczona w specjalnej gablocie dydaktycznej w Pawilonie Madagaskaru.
Sam pomysł świetny, a madagaskarskie pamiątki – rewelacyjne!

Madagaskarskie pamiątki już niedługo na ekspozycji!

Madagaskarskie pamiątki już niedługo na ekspozycji!

Kameleony z... trawy!

Kameleony z... trawy!

Lemur jak żywy!

Lemur jak żywy!

Już planujemy, jak tu zrobić takiego mrówkojada...

Już planujemy, jak tu zrobić takiego mrówkojada...

My od siebie sugerujemy jeszcze dorzucić jakieś ładne wydanie Beniowskiego, bo mrówkojad jakoś nie bardzo pasowałby do towarzystwa…

Tymczasem nasz pluszowy mrówkojad Tadeusz, który od rana siedział sobie grzecznie w torbie, wywąchał w pokoju dyrektora niezwykłe znalezisko – oryginalną rzeźbę przedstawiająca słynną wrocławską gorylicę, Pussi, która żyła we wrocławskim zoo w latach 1894-1901, ustanawiając tym samym długo nie pobity rekord przeżywalności goryla w zoo!

Rzeźba, przedstawiająca gorylicę Pussi - oryginał!

Rzeźba, przedstawiająca gorylicę Pussi - oryginał!

Rzeźba ta przyjechała do Poznania w 1945 r., kiedy ewakuowano zbombardowane wrocławskie zoo. Na początku lat 70. ówcześni dyrektorzy wrocławskiego zoo, Państwo Gucwińscy, zwrócili się do dyrekcji poznańskiego zoo z prośbą o oddanie małpy. Małpę trzeba było zatem zwrócić, jednak rzeźba tak mocno zżyła się już z krajobrazem Starego Zoo, że postanowiono zrobić jej cementowy odlew, który do dzisiaj stoi na terenie Starego Zoo.
Tymczasem odnaleziony przez Tadeusza oryginał po powrocie do Wrocławia nie wrócił na swoje miejsce, tylko „osiadł” w budynku dyrekcji, gdzie stoi po dziś dzień. Była co prawda koncepcja umieszczenia rzeźby w pawilonie człekokształtnych, ale jak zapewnił nas Dyrektor Ratajszczak, rzeźba zostanie wyeksponowana na terenie zoo najpewniej wtedy, gdy do Wrocławia wrócą goryle.
Będziemy musieli zatem trochę poczekać :).
Tadeusz natomiast, który tak ochoczo fotografował się z poznańską kopią rzeźby, nie omieszkał zrobić sobie zdjęcia z oryginałem:

Tadeusz odkrywca na plecach goryla!

Tadeusz odkrywca na plecach goryla!

Kolejna fotka do albumu – w sobotę zdjęcie z samym Panem Prezesem, teraz z „zaginioną” rzeźbą – no, no, pozazdrościć :).

Na koniec otrzymujemy od Pana Ratajszczaka w prezencie górę gadżetów („Na dobry początek Waszej kolekcji” – to tak a propos zbiorów Pana Leszka Solskiego :)), my zaś rewanżujemy się pięknym (i na pewno smacznym!) piernikowym mrówkojadem :).

A mrówniki jak spały, tak śpią…

Gdy wychodzimy od Pana Dyrektora Ratajszczaka, dochodzi dwunasta – rozmawialiśmy sobie zatem blisko dwie godziny! Gawędzilibyśmy i dłużej, ale niestety nasz czas we Wrocławiu już się kończy i musimy wracać. Idziemy zatem po nasz dobytek, który przemyślnie spakowaliśmy już z samego rana i zmierzamy powoli w stronę wyjścia z zoo.
Nie możemy sobie jednak odmówić ostatniej wizyty w pawilonie krokodyli – a nuż okaże się, że mrówniki nie śpią, tylko harcują po całym wybiegu, kopią w ziemi, wcinają smakołyki albo po prostu czekają z nosami przy szybie, żeby się z nami przywitać.
Nic z tych rzeczy.

Co robią mrówniki? Ano śpią...

Co robią mrówniki? Ano śpią...

Czekamy kilka minut, ale nadaremno, a dłużej niestety nie możemy, godzina odjazdu pociągu zbliża się nieubłaganie. Niepocieszeni wychodzimy z krokodylarni mając nadzieję, że może… następnym razem :).
Na pociechę, już po powrocie do domu, dostajemy od jednego z naszych czytelników zdjęcie mrównika podczas spożywania posiłku…

Mrównik spożywający... (fot. kasztanek)

Mrównik spożywający... (fot. kasztanek)

Dziękujemy – chociaż tyle…

Na sam koniec zaglądamy jeszcze do kotików (pływają) i niedźwiedzi (spacerują) i żegnamy się z wrocławskim zoo. Z pewnością wrócimy tu tak szybko, jak to tylko będzie możliwe!
No to byle do wiosny :).

Jeszcze tylko wyprawa na dworzec kolejowy (no, dziś dwójka przyjeżdża na czas!) i oczekiwanie na pociąg, który – jakżeby inaczej – spóźnił się o godzinę…

Czekając na pociąg...

Czekając na pociąg...

Za pięknie być nie mogło, ale i tak cieszymy się, że mimo licznych obaw, cała wyprawa przebiegła bardzo sprawnie, w żadnych zaspach nie staliśmy i nawet nie udało nam się zmarznąć.
Pełen sukces! 🙂

Słowem końcowym…

Weekend się kończy, niestety… Kiedy wsiadamy do pociągu na dworcu głównym we Wrocławiu wzdychamy (a Tadeusz cicho pochlipuje), że pewnie wrócimy tu dopiero na wiosnę. To był fantastyczny weekend – niespodziewany, zaskakujący i obfitujący w mnóstwo atrakcji.

Raz jeszcze dziękujemy Panu Radosławowi Ratajszczakowi za zaproszenie do Wrocławia. Po takim przyjęciu z jeszcze większą chęcią będziemy wracać do wrocławskiego zoo :).

A pełną galerię zdjęć (ponad 300 fotografii) z naszej weekendowej wizyty we wrocławskim zoo możecie zobaczyć tutaj.

stny gąszcz konarów i lian w części małpiarni ogólnie dostępnej dla zwiedzających.
Reklamy

12 comments on “Mrówkojad we Wrocławiu – na spacerze z dyrektorem zoo. Część III.

  1. Bardzo miło się czytało całą relację – szkoda, że to już koniec – jak dla mnie mogło by być pięć razy tyle a i tak czuło by się niedosyt mimo, że czytam na bieżąco wszelkie newsy Wrocławskiego zoo i często tam bywam – zawsze jednak można się dowiedzieć czegoś nowego 🙂

    p.s. pozdrówcie Tadeusza z Wrocławia!

        • A nad tym, że cała nasza rozmowa miała raczej nieformalny charakter i nie spisywaliśmy jej słowo po słowie, nie był to też typowy wywiad, ale skoro w narodzie jest potrzeba takowego, to pomyślimy, może Pan Prezes się zgodzi i znajdzie jeszcze chwilę czasu dla nas 🙂

          • …ależ w narodzie jest wielka potrzeba 😀
            Zwłaszcza odnośnie przyszłych planów – ja np. chciała by wiedzieć na KIEDY te różne modernizacje (słoniarnia, małpy człek., budynek krokodyli, afrykarium) są obmyślane 😉

  2. Dzięki wielkie za fantastyczną relację. Kawał dobrej roboty! Koniecznie muszę wybrać się kiedyś do Wrocławia.

  3. CIESZE SIĘ ŻE JESTEŚCIE(MRÓWKOJAD I PRZYJACIELE)
    NAJBLIŻSZE JEST MI ZOO WROCŁAW.
    CIESZE SIĘ ŻE ZA POŚREDNICTWEM MRÓWKOJADA MOŻNA DOWIEDZIEĆ SIĘ DUŻO AKTUALNYCH WIADOMOŚCI O POLSKICH PLACÓWKACH ZOOLOGICZNYCH I ZWIERZĘTACH Z TYCH PLACÓWEK

  4. NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ KIEDY RODZINA SŁYNNEJ NIEDŹWIEDZICY MAGDY(MAGO MAŃKA I ICH CÓRKI KIRA I KORA) BĘDZIE POŁĄCZONA Z WILKAMI.
    KIEDY TO NASTĄPI???

    • Nie nastąpi to ponieważ zbyt często zdarzały się wypadki – a to stado wilków poraniło niedźwiedzia, a to niedźwiedź zjadł stado wilków… Niedługo wilki dostaną nowy wybieg w pobliżu niedźwiedzi – uzupełnią strefę Europejską (obok niedźwiedzi, magotów, muflonów, żubrów). Ich obecny wybieg zostanie oddany tygrysom sumatrzańskim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s