Mrówkojad we Wrocławiu – na spacerze z dyrektorem zoo. Część I.

Wrocławskie zoo odwiedziliśmy dotychczas dwukrotnie – latem 2008 roku oraz w lipcu tego roku, gdy temperatura przekraczała 30 stopni a my byliśmy akurat w pełni sezonu wojaży po krajowych ogrodach zoologicznych.
Nic też nie zapowiadało, że do Wrocławia pojedziemy jeszcze w tym roku, zwłaszcza po niedawnych przenosinach Redakcji Mrówkojada z Poznania do Koszalina…
Kiedy więc na facebookowym profilu wrocławskiego zoo pojawiła się oferta mikołajkowej przechadzki po ogrodzie w towarzystwie samego Pana Prezesa Radosława Ratajszczaka, byliśmy przekonani, że skończy się na marudzeniu i biadoleniu na modłę – „dlaczego nas tam nie ma”.
Nie ma jednak tego złego – choć na listę się nie załapaliśmy, to do Wrocławia i tak pojechaliśmy, a wszystko dzięki jednemu z naszych czytelników, którym okazał się być… sam Pan Prezes Radosław Ratajszczak!
No a potem to już było tylko lepiej, zresztą – zobaczcie sami…

Prezes wrocławskiego zoo i... faktyczny prezes Redakcji Mrówkojada - Pan Dyrektor Radosław Ratajszczak i... pluszowy mrówkojad Tadzik!

Prezes wrocławskiego zoo i... faktyczny prezes Redakcji Mrówkojada - Pan Dyrektor Radosław Ratajszczak i pluszowy mrówkojad Tadzik!

Nie zastanawialiśmy się nawet pięć minut czy na zaproszenie odpowiedzieć twierdząco – kwestią było tylko kiedy. Zważywszy, że na sobotę 4. grudnia zaplanowano wspomniany wcześniej mikołajkowy spacer z Panem Ratajszczakiem po zoo, uznaliśmy, że będzie to idealny termin odwiedzin, zwłaszcza, że swój udział zapowiadało kilku aktywnych uczestników zooforum i czytelników Mrówkojada zarazem – trudno zatem o lepszą okazję!
No to jedziemy!

No to jedziemy!

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie… pogoda, która – o dziwo! – ponownie zaskoczyła cały kraj, w szczególności zaś polskie przetwory kolejopodobne, czyli (nie)zawodne PKP. Kiedy w czwartkowy wieczór do siedziby redakcji spływały niepokojące komunikaty o pociągach odwołanych lub  opóźnionych o kilka godzin lekcyjnych zaczęliśmy się obawiać, czy do Wrocławia w ogóle dojedziemy, tym bardziej, że do pokonania było nie – jak dotychczas – 163 km, ale 418 km! Niemal cała Polska z góry na dół, w dodatku sparaliżowana śniegiem – zaczęliśmy drżeć, czy w ogóle do Wrocławia dojedziemy…

Jak przedzieraliśmy się do Wrocławia..
Jak przedzieraliśmy się do Wrocławia..

Na szczęście nie było aż tak źle i wszelkie obawy okazały się bezpodstawne – przynajmniej do czasu. Przygotowani na każdą sytuację (mróz -30, kilka godzin postoju w zaspach) i w pełnym rynsztunku podróżniczym o godzinie 13.00 w piątek ruszamy w trasę…

Wrocław wita!

Wrocław to chyba nasze ulubione miasto w Polsce – jesteśmy w nim już po raz czwarty, choć pierwszy raz nie będziemy mieli nawet chwili, żeby wyruszyć na zwiedzanie miasta – wycieczka jest tak zaplanowana, że starczy nam czasu właściwie tylko na zoo. Nic straconego – podczas poprzednich, niekiedy nawet trzydniowych wizyt, zwiedziliśmy miasto całkiem solidnie, a poza tym na pewno wrócimy tu wiosną, gdy będziemy mieli trochę więcej czasu.
Tymczasem gdy docieramy do Wrocławia, jest już piątkowy wieczór, godzina 20.00. Siedem godzin jazdy pociągiem – który – o dziwo! – właściwie się nie spóźnił! – to wątpliwa przyjemność, dlatego z radością wysiadamy na peronie dworca głównego i turlamy się na przystanek tramwajowy…

Witamy we Wrocławiu!

Witamy we Wrocławiu!

Z dworca głównego do ogrodu zoologicznego najlepiej dojechać tramwajem linii nr 2 – dojedziemy bezpośrednio pod bramę zoo. Na przystanku przyjdzie nam czekać jednak ponad godzinę, bo z niewiadomych przyczyn jedynym tramwajem, który nie przyjeżdża jest… dwójka właśnie. Gdy wreszcie się pojawia, jesteśmy już solidnie zmarznięci i zmęczeni…
Pod bramę wrocławskiego zoo docieramy o 21.30 – nieczęsto zdarza nam się przybywać do zoo o tej porze :). Na szczęście ochrona zoo nie bierze nas za nocnych porywaczy zwierząt i na hasło „mrówkojad” wpuszcza nas do zoo – nareszcie! Zziębnięci i padnięci turlamy się do budynku terrarium, w którym przyjdzie nam spędzić najbliższe dwie noce – z krokodylem za ścianą. O takim noclegu mogliśmy wcześniej tylko pomarzyć :).

Dzień I – poranny obchód

Spacer z Panem Dyrektorem zaplanowany jest na godzinę 11.00, dlatego mamy od rana jeszcze sporo czasu, żeby wybrać się na przechadzkę po ogrodzie i zobaczyć, jak prezentuje się w zimowej i bardzo śnieżnej scenerii.
Padnięci po piątkowej podróży musimy się wyspać, dlatego nie wstajemy tak wcześnie jak w oliwskim zoo, choć i tak udaje nam się wyjść na teren ogrodu jeszcze przed jego oficjalnym otwarciem – kilka minut przed dziewiątą (w okresie zimowym zoo jest czynne od 9.00 do 16.00).

Ruszamy na zwiedzanie!

Ruszamy na zwiedzanie!

Ubrani jakbyśmy mieli co najmniej eksplorować syberyjską tundrę postanawiamy urządzić sobie dwugodzinny spacer dookoła zoo – akurat żeby na godzinę 11.00 dojść pod bramę główną, gdzie czekać ma Pan Dyrektor oraz grupa fejsbukowych wycieczkowiczów.
Póki co jednak w zoo jest niesamowicie cicho i pusto – kilka minut przed dziewiątą nie ma w nim nie tylko ludzi (gdzieniegdzie migną pracownicy zoo), ale też zwierząt, które albo chowają się w pawilonach i na wybiegach wewnętrznych, albo nie dają znać o swojej obecności.
Jest za to pełno śniegu – a przyznać trzeba, że zoo skąpane w porannym słońcu i przykryte grubą warstwą śniegu prezentuje się naprawdę fantastycznie!

Herpetarium i akwarium w śniegu

Herpetarium i akwarium w śniegu

Herpetarium i zaśnieżona wyspa lemurów

Herpetarium i zaśnieżona wyspa lemurów

Okolice pawilonu krokodyli

Okolice pawilonu krokodyli

Nie ma nikogo...

Nie ma nikogo...

Nawet Dom Dużych Drapieżców zimą wygląda lepiej...

Nawet Dom Dużych Drapieżców zimą wygląda lepiej...

Okolice słoniarni

Okolice słoniarni

Wrocławskie zoo pełne śniegu!

Wrocławskie zoo pełne śniegu!

Pierwszymi zwierzakami, które udaje nam się zobaczyć są lamy, które na śniegu czują się akurat doskonale i chętnie podchodzą, żeby się przywitać.

Lamy z wrocławskiego zoo

Lamy z wrocławskiego zoo

Następnie ruszamy w stronę wybiegów niedźwiedzi, te jednak jeszcze nie wyszły ze swoich gawr. Udaje nam się natomiast spotkać Panią Sylwię Zadworną, opiekunkę wrocławskich kotików, która wyjaśnia nam, jak to jest możliwe, że choć na dworze jest co najmniej -5 stopni, to kotiki i tak pływają – sekret tkwi w tym, że woda jest w ciągłym ruchu (specjalna aparatura utrzymuje ciągły przepływ wody), dlatego ma temperaturę około 3 stopni, dzięki czemu nie zamarza i kotiki mogą w niej pływać. Czynią to zresztą bardzo chętnie, ponieważ w basenie jest cieplej niż na wybiegu i kotiki rzadko wychodzą z wody. Z tego też powodu gruba warstwa śniegu na wybiegu nie jest usuwana, dzięki czemu kotik – gdy już wyjdzie z wody – nie ma kontaktu z lodowatym betonem, do którego mógłby przymarznąć…
Trzy kotiki wyczyniają w swoim basenie niesamowite harce, a bryluje w tym efektowny samiec Nelson. Basen ma pojemność prawie 100o metrów sześciennych, jest więc sporo miejsca, a zwiedzający mogą podziwiać wyczyny kotików zarówno z góry, z platformy widokowej, jak i z dołu, z poziomu poniżej lustra wody, dzięki zainstalowaniu specjalnych paneli akrylowych. Efekt jest rewelacyjny!

Bliskie spotkanie z kotikiem

Bliskie spotkanie z kotikiem

Nie mamy jednak wątpliwości, że same zwierzaki na pewno tęsknią za taką scenerią:

Basen kotików we wrocławskim zoo - lato 2010
Basen kotików we wrocławskim zoo – lato 2010

Z Panią Sylwią spotkamy się jeszcze, dlatego ruszamy dalej.
Nie mamy jednak szczęścia do zwierzaków – w okolicy nie ma żadnych lokatorów zoo i o ile brak marabutów czy hipopotamów na wybiegach nie dziwi, to już pustki na wybiegu tygrysów sumatrzańskich trochę smucą.
Więcej szczęścia ma nasz pluszowy mrówkojad Tadziu, dla którego jest to pierwsza wizyta we wrocławskim zoo (choć ogrodów zwiedził już naprawdę sporo – latem jednak o nim zapomnieliśmy…), który swoim długim pluszowym nochalem odnalazł wśród śnieżnych zasp nie tylko tygrysa:

Tadziu i tygrys
Tadziu i tygrys

ale też… hipopotama nilowego!

Figura hipopotama we wrocławskim zoo
Figura hipopotama we wrocławskim zoo

Hipopotam znajduje się – jakżeby inaczej – tuż obok wybiegu zewnętrznego hipopotamów nilowych. Sama figura hipka ma już swoje lata, jednak we wrześniu 2008 roku pojawił się na niej… krasnal, którego zadaniem jest pielęgnacja hipopotama, dzięki czemu otrzymał imię Hipoczyściciel (choć mawiają na niego także Hipolit, Hipolęgniarz, Zoohipek, Hipek). Krasnal ma tylko kilkanaście centymetrów i jest jednym z ponad setki krasnali rozsianych po całym mieście – jednego z nich nie mogło zatem zabraknąć w zoo!
Zważywszy na ogromne ilości śniegu Hipoczyściciel musiał na jakiś czas zamienić się w Śniegohipoodśnieżacza, a nasz Tadzik za punkt honoru postawił sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie z hipciem i krasnalem do swojego albumu fotografii z zoologicznych wojaży:

Hipopotam, krasnal i... mrówkojad!

Hipopotam, krasnal i... mrówkojad!

My tymczasem ruszamy dalej – przy wolierach ptaków drapieżnych natrafiamy na niezwykle ciekawe połączenie natury i małej architektury:

Pompa śnieżna

Pompa śnieżna

W pawilonie strusi rzecz jasna nikogo nie ma, podobnie jak w wolierach bażantów, ale ku naszemu zaskoczeniu na swoim wybiegu niezwykle aktywny jest jeżozwierz indyjski, który z niesłychanym apetytem pochłania zawartość rynienki z jedzeniem, do której… postanowił wejść, czego efektem było rozrzucenie części żywności po całym wybiegu…

Jeżozwierz podczas posiłku
Jeżozwierz podczas posiłku

Za wybiegiem jeżozwierza rozciąga się kompleks skał górskich kopytnych, zamieszkiwany przez kozy bezoarowe, owce kameruńskie, takiny i koziorożce syberyjskie. Zwierzęta te w zimowej scenerii prezentują się wyjątkowo efektownie, a klasą dla siebie jest samiec koziorożca syberyjskiego, który może poszczycić się imponującym porożem:

Koziorożec syberyjski - Zoo Wrocław

Koziorożec syberyjski - Zoo Wrocław

Koziorożcom rogi rosną przez całe życie i mogą osiągnąć nawet 150 cm długości! Wrocławski samiec jest jeszcze młody, a już może poszczycić się fantastycznymi rogami:

Koziorożec syberyjski - Zoo Wrocław
Koziorożec syberyjski – Zoo Wrocław

Co to będzie, jak dorośnie…

Taki młody, a już ma takie rogi!

Taki młody, a już ma takie rogi!

Efektownie na śniegu prezentował się także takin:

Takin na śniegu

Takin na śniegu

Proszę Państwa - oto takin!

Proszę Państwa - oto takin!

a nawet niepozorne na co dzień owce kameruńskie:

Owce kameruńskie - Zoo Wrocław

Owce kameruńskie - Zoo Wrocław

Za wybiegami górskich kopytnych znajdują się wybiegi skupione wokół Domu Jeleni – tu zobaczyć możemy milu oraz renifery, które zastajemy akurat podczas grupowego spożywania śniadania:

Śniadanie u reniferów

Śniadanie u reniferów

Naprzeciwko Domu Jeleni znajduje się najstarsza budowla na terenie zoo – tzw. Baszta Niedźwiedzi wzniesiona w latach 1863-1863, a więc jeszcze przed oficjalnym otwarciem zoo. Choć trudno sobie to wyobrazić, kiedyś zamieszkiwana była przez niedźwiedzie polarne i brunatne (stąd nazwa), a potem dziki, wilki i rysie. Jest to obiekt typowy dla ekspozycji z przełomu XIX i XX wieku, których pełno choćby w poznańskim Starym Zoo. Dziś jest to cenny zabytek architektury i świadectwo odchodzących na szczęście w zapomnienie czasów…
Obecnie Basztę Niedźwiedzi zamieszkuje kilka gatunków sów, a docelowo obiekt ma pełnić wyłącznie funkcje wystawiennicze. Całe szczęście, bo choć z architektonicznego punktu widzenia jest to bardzo interesujący obiekt, to do dalszego eksponowania zwierząt zupełnie się już nie nadaje.

Baszta Niedźwiedzi - Zoo Wrocław

Baszta Niedźwiedzi - Zoo Wrocław

Za Basztą znajdują się dwie woliery – jedna zajmowana przez burunduki, druga zaś przez sprowadzoną tego lata z poznańskiego zoo kunę żółtogardłą – jednego z naszych ulubieńców. Niestety, lokatora nie ma na wybiegu…

Gdzieś tu powinna być kuna żółtogardła...

Gdzieś tu powinna być kuna żółtogardła...

Dochodzimy do punktu wyjścia naszej wycieczki, czyli budynku terrarium i ruszamy dalej, kierując się na pawilon krokodyli – jednym z najważniejszych zadań, jakie sobie postawiliśmy podczas tej wyprawy, jest bowiem przyłapanie pary wrocławskich mrówników podczas jakiejkolwiek aktywności – latem, mimo wielu prób, niestety nam się nie udało…
Na wybiegach zewnętrznych pawilonu krokodyli udaje nam się wypatrzeć stadko harcujących w śniegu surykatek:

Syrykatki na śniegu? A jak!

Surykatki na śniegu? A jak!

Wewnątrz zaś grupę wiewiórek trójbarwnych:

Wiewiórka trójbarwna - Zoo Wrocław

Wiewiórka trójbarwna - Zoo Wrocław

oraz ostatniego przedstawiciela krokodyli (swego czasu było ich tu aż 5 gatunków!), który jeszcze się tu ostał – krokodyla syjamskiego, który – wbrew opinii wielu zwiedzających – jest jak najbardziej prawdziwy :).

Krokodyl syjamski - Zoo Wrocław

Krokodyl syjamski - Zoo Wrocław

Już niebawem i on opuści to miejsce, a cały pawilon zostanie całkowicie przebudowany i zmodernizowany.

A mrówniki? Jakżeby inaczej – spały wtulone w siebie pod kaloryferem…

Mrówniki... śpią...

Mrówniki... śpią...

Idziemy zatem dalej – w stronę leśnego wybiegu niedźwiedzi brunatnych. Znajdujemy się w strefie, zamieszkiwaną przez faunę europejską, dlatego tu akurat zwierząt na wybiegach nie brakuje – szczególnie aktywne są młode rysie:

Rysie - Zoo Wrocław
Rysie – Zoo Wrocław

Co innego żubry, które ani myślą się ruszyć:

Żubry - Zoo Wrocław
Żubry – Zoo Wrocław

Z kolei muflony i magoty, które wspólnie zamieszkują wielki wybieg na zachodnim krańcu zoo, wykazują aktywność, ale raczej umiarkowaną – muflony spokojnie wcinają siano, a z pewnej odległości przygląda się temu spokojnie jeden z magotów:

Muflony i magot - Zoo Wrocław

Muflony i magot - Zoo Wrocław

Dochodzimy w końcu do ogromnego wybiegu niedźwiedzi brunatnych, obejmującego ponad hektarowy wycinek starego parku. Ku naszemu zdziwieniu jednak na wybiegu jest równie dużo śniegu, co mało niedźwiedzi, te bowiem zdecydowanie wolą przebywać na niedużym przedwybiegu, gdzie też przebywa akurat cała niedźwiedzia ekipa:

Niedźwiedzie brunatne na przedwybiegu

Niedźwiedzie brunatne na przedwybiegu

Niedźwiedzie na duży wybieg wychodzą niechętnie, ponieważ jest im… za zimno :). Wolą spędzać czas na przedwybiegu, gdzie mają pod dostatkiem jedzenia i nie trzeba tyle chodzić…

Skoro tak, to i my nie zamierzamy siedzieć u nich zbyt długo i idziemy dalej. Dochodzi 11.00, więc kierujemy się już w stronę bramy wejściowej. Po drodze zaglądamy jeszcze do Pawilonu Madagaskaru i Pawilonu Sahary, ale do tych miejsc wrócimy jeszcze później wraz z całą wycieczką…

Pawilon Madagaskaru

Pawilon Madagaskaru

Wreszcie docieramy pod bramę główną zoo, gdzie ma odbyć się zbiórka wszystkich uczestników spaceru.

Brama wejściowa wrocławskiego zoo - w tle Hala Stulecia

Brama wejściowa wrocławskiego zoo - w tle Hala Stulecia

My czekamy pod ogromnym pasikonikiem, który wyjątkowo efektownie prezentuje się w śnieżnej scenerii:

Trzeba było robić zapasy...
Trzeba było robić zapasy…

Zanim pojawi się sam Pan Prezes, z różnych stron nadciągają kolejni spacerowicze, wśród których są też i zooforumowicze i nasi czytelnicy (pozdrawiamy! :)). Zważywszy, że mamy jeszcze kilka minut, postanawiamy zajrzeć do znajdującego się kilkadziesiąt metrów od pasikonika pawilonu krokodyli, żeby sprawdzić, czy mrówniki może jednak się ruszyły…
Nic z tego – jak spały, tak spały i nawet pozycji nie zmieniły!
Gdy wychodzimy z pawilonu, zza zakrętu wyłania się akurat Pan Dyrektor –  to się nazywa wyczucie czasu! Nie pozostaje nam nic innego jak w końcu się przywitać (w piątek nawet nie było okazji…) i razem zmierzamy w umówione miejsce.
Mikołajkowy spacer czas zacząć!

Ale o tym jak wyglądał, co udało nam się zobaczyć i co ciekawego opowiedział nam – o tym opowiemy Wam jutro!

Reklamy

5 comments on “Mrówkojad we Wrocławiu – na spacerze z dyrektorem zoo. Część I.

  1. Już nie mogę się doczekać dalszego ciągu relacji! 😀

    Swoją drogą teraz naprawdę czuje się szczęśliwcem, że widziałam chodzącego i jedzącego mrównika (mimo, że drugi spał i przy innych wizytach spały obydwa).

    • No ładnie 🙂 Teraz będzie, że czepiamy się Warszawy i tylko potrafimy marudzić…:)
      A przy okazji wczoraj padł nowy rekord odwiedzin an stronie – 951! 🙂

  2. Jeszcze nie doczytałam do końca, bo: jak to redakcja się przeniosła z Poznania do Koszalina?! To już nie będzie regularnych relacji z poznańskich zoo?? 😦 Buu, a ja je tak lubiłam! (A adoptowani podopieczni?)

    • No niestety, takie życie…
      Do Poznania będziemy jeździć tak często, jak to tylko będzie możliwe – na pewno wpadniemy do zoo jeszcze w tym roku!
      A podopieczni – będziemy się widywać trochę rzadziej niestety, ale z tym większą radością będziemy czekać na każde odwiedziny. A poza tym – może jeszcze wrócimy…:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s