Mrówkojadzim krokiem wśród listowia i błocka – na tropie zwierzaków z poznańskiego Nowego Zoo…

Chłodny i deszczowy listopad nie sprzyja zbytnio zoologicznym wojażom, jednak od naszej ostatniej wizyty w poznańskim Nowym Zoo minął aż miesiąc, dlatego też nie zważając na ziąb, deszcz i wszechobecne błocko postanowiliśmy wyruszyć na wyprawę do Nowego Zoo coby na własne oczy się przekonać, ileż to nowego wydarzyło się przez ten czas w „naszym” zoo…

Wejście do poznańskiego Nowego Zoo

Wejście do poznańskiego Nowego Zoo

Odwiedzamy zoo podczas kolejnego już w tym roku tak zwanego „długiego weekendu”, wybieramy jednak piątek, żeby – mimo posiadania rocznego karnetu – nie płacić 40 zł za odwiedzenie zoo, które znamy na pamięć i które odwiedzamy już chyba po raz setny w tym roku. Co najmniej.
Pogoda nikogo nie rozpieszcza – zimno, wietrznie i co chwila lekki kropi deszcz. Znów psioczymy w duchu na niedobór pawilonów, w których można byłoby się ogrzać czy przeczekać ulewę – słoniarnia, chatka tygrysów i pawilon zwierząt nocnych to jednak stanowczo za mało jak na drugie co do wielkości zoo w Polsce. Taki stan rzeczy przekłada się też i na zwiedzających, których – mimo świątecznej przerwy – jest wyjątkowo mało: przez kilka godzin spotkamy najwyżej kilkanaście osób…

Jesień w zoo - i to na całego!

Jesień w zoo - i to na całego!

Dziecięce ZOO - więcej tu liści niż zwierząt czy dzieci...

Dziecięce ZOO - więcej tu liści niż zwierząt czy dzieci...

Basen fok pogrążony w jesiennej aurze...

Basen fok pogrążony w jesiennej aurze...

Nic to jednak – z niegasnącym zapałem obieramy naszą standardową trasę i ruszamy na zwiedzanie, mając nadzieję, że coś się w zoo zmieniło na lepsze, albo że pojawiło się coś nowego lub chociaż że spotkamy łaszę palmową…

Leniwce w akcji, czyli że niby kto nic dzisiaj nie robił?!?

Ilość zwiedzających jest wprost proporcjonalna do ilości zwierząt, dlatego zwiedzanie zoo w listopadzie – nie tylko ze względów pogodowych – trwa zwykle kilka razy krócej niż np. latem. W Nowym Zoo jest jednak jedno miejsce, które pór roku się nie ima – Pawilon Zwierząt Nocnych, miejsce, w którym zawsze coś się dzieje, niezależnie od tego, jaka pogoda jest akurat na zewnątrz. Kiedyś mieszkał tu nasz ukochany tamandua, obecnie do naszych ulubieńców należy jedyna w Polsce para leniwców dwupalczastych – Michał i Michalina.

Nie przeszkadzać - leniwiec odpoczywa!

Nie przeszkadzać - leniwiec odpoczywa!

Niektórzy mówią, że to straszne lenie i że poza spaniem i jedzeniem nic nie robią, jednak na naszych oczach urządzają prawdziwe wyścigi po swoim wybiegu, przemierzając go z niebotyczną – jak na leniwce – prędkością! Ba! – w ogóle się ruszają, co jest już wyczynem samym w sobie :).

Uwaga! Leniwiec się przemieszcza!

Uwaga! Leniwiec się przemieszcza!

Prawdziwym wyczynem jest jednak zejście jednego z leniwców nad ziemię, a następnie utrzymywanie się w pozycji zawieszonej tuż nad podłożem przez kilka minut. Widok to wielce przedziwny i dotąd przez nas niespotykany.
W takiej pozie leniwiec przypomina trochę orangutana, ale tylko z postawy, bo podobieństwo „twarzowe” jest jednak bardzo niewielkie…

Leniwiec w pozycji...stojącej!

Leniwiec w pozycji...prawie stojącej!

Jednak nie tylko leniwce wykazują się wyjątkową aktywnością – na parterze ich wybiegu (czyli na poziomie ziemi) szarżują dwa pancerniki włochate, natomiast w sąsiednich pomieszczeniach wyjątkowo aktywne są pancerniki bolita i lori kukang. O nietoperzach nie wspominając…
Czyżby jednak jesienna aura tak wpływała na mieszkańców noktuarium?

Felice na wybiegu, a rodzice…śpią…

Idziemy dalej – cel główny: wybieg Ameryki Południowej!
Po drodze mijamy m.in. wybieg czerwonaków chilijskich:

Czerwonaki chiljskie - Nowe Zoo Poznań

Czerwonaki chilijskie - Nowe Zoo Poznań

i opustoszałą sawannę afrykańską, aż dochodzimy do naszego ulubionego miejsca w całym zoo – krainy tapirów, kapibar, wikunii i… mrówkojadów olbrzymich!
O ile tapirów niestety na wybiegu nie widać, o tyle całą resztę można zobaczyć bez trudu, choć spośród trójki naszych ukochanych stworów na wybiegu jest akurat tylko najmłodsza Felice – Guapa i Eskado akurat śpią sobie w chatce…
Jakoś nas to nie dziwi. Jest jednak Felice, która ma już prawie 14 miesięcy i coraz bardziej przypomina wyglądem dorosłego, dojrzałego mrówkojada.
Z daleka – cały tatuś :).

Felice nadciąga!

Felice nadciąga!

En face mrówkojad wygląda jeszcze dziwniej...

En face mrówkojad wygląda jeszcze dziwniej...

Jest kłoda - jest jedzenie!

Jest kłoda - jest jedzenie!

Mrówkojad w pełnej krasie!

Mrówkojad w pełnej krasie!

I że to niby struś chowa głowę w piasek...

I że to niby struś chowa głowę w piasek...

Felice na nowym wybiegu mrówkojadów - prawa strona wybiegu Ameryki Południowej

Felice na nowym wybiegu mrówkojadów - prawa strona wybiegu Ameryki Południowej

A słonie są w środku…

Ani rodzice, ani familia tapirów nie mają niestety zamiaru wychodzić na wybieg, dlatego też ruszamy dalej, w kierunku słoniarni.
Po drodze zauważalny jest stopniowy ubytek w ptasich wolierach, część gatunków przeniesiono już bowiem na zimowisko przy ul. Browarnej (na tyłach zoo).

Ale usztaka błotna została!

Ale uszatka błotna została!

W słoniarni czeka nas jednak niemiła niespodzianka – docieramy do niej o 14.1o, okazuje się jednak, że od jakiegoś czasu jest czynna tylko do 14.oo. I to od dziesiątej (warto pamiętać, że do końca lutego zoo jest czynne tylko do 16.00, kasy o godzinę krócej). Nasze gapiostwo – zupełnie zapomnieliśmy, że to już listopad…
Zawsze jednak można zobaczyć słonie na wybiegu zewnętrznym:

Dwa słonie na wybiegu zewnętrznym słoniarni

Dwa słonie na wybiegu zewnętrznym słoniarni

Inni zwiedzający, którzy docierają pod słoniarnię razem z nami, są jednak niepocieszeni – dla wielu słoniarnia nadal jest głównym celem odwiedzin zoo, a jej zamknięte drzwi są jednak sporym rozczarowaniem. Nie każdy może odwiedzić zoo w piątek przed 14.00…
My nie marudzimy, bo słonie widzieliśmy już setki razy, więc wielkiej straty nie ma (zresztą i tak dwa słonie były na wybiegu zewnętrznym), jest jednak w poznańskim zoo pewien zwierzak, którego nie widzieliśmy jeszcze nigdy i to na niego postanowiliśmy podczas tej wyprawy szczególnie zapolować.
Jak zawsze zresztą…

Gdzie nie ma łasz, a błocka jest pod dostatkiem…

Cofamy się zatem od słoniarni do chatki tygrysów (leżą, jak zwykle :)) i przechodzimy skrótem między stawami. W ten sposób znajdujemy się tuż przy Motylarni, za którą znajduje się ścieżka prowadząca do drugiej, „północnej” części zoo.
Nie ma co – droga między Motylarnią a wolierami małych drapieżników to zdecydowanie najsłabsze miejsce Nowego Zoo – na przestrzeni kilkuset metrów nie ma zupełnie nic, tylko las i gdzieniegdzie opustoszałe od lat wybiegi. W taki dzień jak ten jest to także najbrzydszy fragment całego zoo.
Poza tym jest to także najbardziej irytujący odcinek na trasie zwiedzania – zwłaszcza przy takiej aurze i takich warunkach „drogowych”. Najpierw bowiem musimy pokonać dość strome zbocze za Motylarnią:

Droga przez błoto...

Droga przez błoto...

Z perspektywy „szczytu”, patrząc z poziomu nawierzchni, droga ta wygląda tak:

Liście, wszedzie liście!

Liście, wszędzie liście!

Czyżby już jesień zaskoczyła pracowników poznańskiego zoo?
Jesteśmy na rozdrożu – nie możemy iść w lewo, ta dróżka prowadzi bowiem wprost do żyrafiarni, a tej – jak wiemy – zwiedzać nie wolno, gdyż nie jest dostępna dla zwiedzających. Żyraf zatem nie zobaczymy aż do późnej i ciepłej wiosny…

W tle poznańska żyrafiarnia

W tle poznańska żyrafiarnia

Idziemy zatem w prawo, pod górę:

Nie ma ludzi, nie ma zwierząt, tylko liści pełno...

Nie ma ludzi, nie ma zwierząt, tylko liści pełno...

mijamy czapkę na drzewie i znowu idziemy pod górę:

Już niedaleko...

Już niedaleko...

aż w końcu – po jakimś czasie – dochodzimy do kompleksu wolier małych drapieżników…

Łaszy oczywiście nie ma. Jak zawsze. Powoli tracimy już nadzieję, choć wierzymy, że ona istnieje.
Jasne, moglibyśmy umówić się z kimś z zoo, żeby wpuścił nas do jej pawilonu i powiedział – „OTO ŁASZA!”. Ale nam nie o to chodzi. My po prostu sami musimy ją zobaczyć, jak sobie siedzi na gałęzi, leży na półce albo spaceruje po wybiegu. A nie, że na łatwiznę – chodźcie, pokażemy Wam, tam się chowa od lat…
Pozostaje nam zatem obfotografować jej wybieg – zawsze to wybieg łaszy palmowej…

Wybieg łaszy palmowej w poznanskim Nowym Zoo

Wybieg łaszy palmowej w poznańskim Nowym Zoo

Ten cień po lewej to niby efekt wysiadywania łaszy na półce...

Ten cień po lewej to niby efekt wysiadywania łaszy na półce...

Popuśćmy jednak wodze fantazji…

Łasza palmowa w poznańskim Nowym Zoo! Pierwsze zdjęcie!

Łasza palmowa w poznańskim Nowym Zoo! Pierwsze zdjęcie!

Bliskie spotkania rodzinne – otocjony i puszczyki mszarne

Nie mamy natomiast żadnych problemów z dostrzeżeniem rodzinki otocjonów zamieszkującej wybieg kilkadziesiąt metrów dalej:

Pan Otocjon i Pani Otocjonowa na straży rodziny - Nowe Zoo Poznań

Pan Otocjon i Pani Otocjonowa na straży rodziny - Nowe Zoo Poznań

Nie przeszkadzać!

Nie przeszkadzać!

Bliskie spotkania rodzinne możemy zaobserwować także w wolierze puszczyków mszarnych, gdzie ojciec rodziny – dorodny samiec Vito – obserwuje otoczenie wraz ze swym synalkiem, który, choć urodzony ledwie pół roku temu, jest już tak podobny do tatusia, że właściwie nie sposób ich od siebie odróżnić…

Puszczyki mszarne - Nowe Zoo Poznań

Puszczyki mszarne - Nowe Zoo Poznań

Puszczyki mszarne - Nowe Zoo Poznań

Puszczyki mszarne - Nowe Zoo Poznań

Puszczyki mszarne - Nowe Zoo Poznań

Puszczyki mszarne - Nowe Zoo Poznań

My tymczasem mamy już powoli dość – chłód i wiatr daje się we znaki, a powoli robi się już ciemno, dlatego rezygnujemy z przejażdżki kolejką na zakończenie wyprawy i powoli zmierzamy do wyjścia…

Nowe Zoo jesienią...

Nowe Zoo jesienią...

Jak przystanki kolejki pięknieją…

A na koniec – jeszcze kilka słów o przystankach multimedialnych nowej kolejki, którą od pół roku możemy jeździć po Nowym Zoo.
W naszej ostatniej relacji dość surowo oceniliśmy ich „końcowy” efekt”, w szczególności kładąc nacisk na wątpliwej jakości wykończenia detali. Dziś bijemy się w piersi i zwracamy honor konstruktorów przystanków – te bowiem przez ostatni miesiąc wypiękniały i wyraźnie zmieniły swój wygląd – metalowy stelaż wzbogacił się o drewniane wykończenia, które wspaniale komponują się nie tylko z barwami samej kolejki:

Przystanek początkowy kolejki - Nowe Zoo Poznań

Przystanek początkowy kolejki - Nowe Zoo Poznań

ale też z zielono-złotymi barwami natury:

Przystanek przy wybiegu Ameryki Południowej

Przystanek przy wybiegu Ameryki Południowej

Przystanek przy nosorożcach

Przystanek przy nosorożcach

Przystanek przy stawach

Przystanek przy stawach

I tylko w kwestii wykończeń nic się nie zmieniło…

A te kable to chyba USB...

A te kable to chyba USB...

A na koniec – jak zwykle – pytamy Was, kto zasłużył na tytuł bohatera dnia. Oto nasze propozycje:

Advertisements

28 comments on “Mrówkojadzim krokiem wśród listowia i błocka – na tropie zwierzaków z poznańskiego Nowego Zoo…

  1. Śmiem sądzić, że poznańskie zoo stoi w miejscu. Nie mówię o Starym Zoo, w którym coś się dzieje, ale o nowym. Przyznam szczerze, że wkurzyłbym się, gdyby spotkała nie sytuacja, iż słoniarnia jest zamknięta. Moim zdaniem takie godziny otwarcia są śmieszne i karygodne.
    Porównajmy, proszę Zoo w Gdańsku z poznańskim. Teren podobny, a jego zagospodarowanie różni się znacznie. Jeśli ktoś myślał, że słoniarnia wniesie Poznań do czołówki, konkretnie się pomylił. Nie można dawać kupę forsy na nowoczesny pawilon i chodzić po błotnistych alejkach.
    Mi pasowałyby treningi medyczne słoni (o ile jakiś nie zabije opiekuna) jak niekiedy robi się to na zachodzie.
    Na myśl o PNZ przychodzi mi na myśl niestety tylko jeden przykry wyraz: niegospodarność…

    • Eh, Wojtku, co mamy powiedzieć. O poznańskim Nowym Zoo piszemy od ponad roku właściwie minimum raz w tygodniu – artykułów i relacji uzbierała się już setka, a my cały czas nie mamy śmiałości zebrać tego w jedną całość i jakoś podsumować. A niestety trzeba – Nowe Zoo cały czas spada w naszym rankingu – porównanie z Oliwą jest jak najbardziej na miejscu, bo oba te ogrody sporo łączy, tyle, że Oliwa jest przed Nowym Zoo o co najmniej dwie klasy. Poza zasięgiem jest też Opole, Wroclaw czy Warszawa. Koniec końców Poznań laduje niestety w środku stawki, miast bić się o podium. Każda kolena wyprawa w Polskę i każdy powrót do Poznania nas w tym utwierdza. Znamy ten ogród niemal na pamięć, wszystko, co dobre, widzimy bardzo dobrze, niestety to co złe, tym bardziej. A zastój w ostatnim czasie jest przerażający – jeśli chodzi o ranking postępowy czołowej dwunastki zoologów polskich za miniony rok, to poznańskie zoo okupuje dolne lokaty. Niestety. Ale z tym rankingiem poczekamy do końca roku – nie liczymy jednak, że coś się zmieni…

      • A tu niespodzianka i w półtora miesiąca wybudują 15 pawilonów dla: gawiali, pand wielkich, świń karłowatych, hatterii, rekinów wielorybich, panter mglistych, delfinów, trzewikodziobów, zwierząt Filipin, Madagaskaru, wysp Galapagos, niedźwiedzi polarnych, nosorożców sumatrzańskich i dziobaków 😛 Dodatkowo wszystkie alejki pokryją granitowymi płytami a przy każdym wybiegu będzie multimedialna tablica ;P

        Mają jeszcze kupę czasu do sylwestra jeszcze tyle da się zrobić ;]

          • Ej ja w to wierzę 😛 Ca prawda 2gi zoologiczny zacofaniec zapowiada na koniec grudnia zakończenie remontu żyrafiarni i ma większe szanse na zaskoczenie czymś to wierzę w oba ogrody 😛

  2. pewnie o zoo warszawskie chodziło koledze a ja mam pytanie czy pojawi się artykuł z opolskiego ogrodu czytałem że według mrówkojada najładniejszy zakątek a jakaś cisza na jego temat 🙂 wiem że czas nie pozwolił były wizyty na północy ale mam nadzieję że coś się pojawi

    • Pojawi, powstaje od lipca…Bijemy się w piersi, bo to faktycznie skandal, że najlepsze naszym zdaniem zoo jest tak poszkodowane. Ale spokojnie – lada dzień artykuł o najnowszym „ZOOrro”, potem wywiad z jego autorami aż wreszcie duży materiał o samym zoo – obiecujemy!

      • dzięki czekam więc z zapartym tchem i wierzę że będzie wiele ciekawych wiadomości i tak wiem że robicie postępy prawie jak codzienna gazeta działacie 🙂

  3. jaka miła niespodzianka ze strony Michała i galerii z Płocka zastanawia mnie tylko temat miśka wydawało mi się że w płocku nie ma żadnych

      • będzie wyjaśnienie w relacji – miśków tam nie ma ale że często tam bywałem to udało mi się jeszcze załapać na niego – cały pawilon wygląda teraz nieco inaczej 🙂

        • Z tego co ja pamiętam to klatka w której był misiek to teraz ludzie pusta mogą zwiedzać czy mam rację ?

          • i tak i nie 😛

            W klatce do której można wejść niedźwiedzie rzeczywiście mieszkały ale dawno temu. Ostatnimi jej lokatorami były jeżozwierze. Niedźwiedź natomiast mieszkał do niedawna w „karcerze” dla drapieżników – jednak kilka lat temu obiekt odnowiono i obecnie mieszkają tam tylko 2 zwierzęta – lamparty perskie – a nie jak to było do niedawna niedźwiedzie, lwy, lamparty i tygrysy – częściowo obiekt obejmował obecny wybieg lwów – zmiana zdecydowanie na lepsze powstały 2 bardzo fajne wybiegi – mogliby tylko popracować nad tyłami budynku lampartów bo nie grzeszy on urodą

  4. Byłem w Nowym Zoo dzień przed Wami (na św. Marcina!). Ponieważ nowej słoniarni jeszcze nie widziałem, pierwsze kroki skierowalem do słoni. Ale wydaje mi się, że w kasie wisiała karteczka: zoo czynne do 16, kasa do 15 a słoniarnia otwarta do 14. Tak więc nikt nie powinien być zaskoczony. Dla mnie większym zaskoczeniem był brak jakichkolwiek materiałow informacyjnych. Zwłaszcza, że to chyba Poznań jako pierwszy w Polsce dodawał darmowe planiki do biletów. O przewodniku pisaliśmy już kilkakrotnie w różnych innych miejscach, ale żeby nie było żadnej mapki, pocztówki! Od miłej pani w kasie dostałem tylko mały folderek bez obrazków, ale za to w czterech językach. Nie wiem , czy było coś przygotowane na otwarcie słoniarni, ale w każdym szanującym się zoologu przygotowano by na taką okoliczność jakieś plakaty, koszulki itp.
    Przemieszczałem się z grubsza to samą trasą, co Mrówkojady. Tak więc zwierzęta widziałem (prawie) te same. Parę różnic: w Ameryce były tylko zmoknięte wikunie. Za to w pełnej krasie objawiły się nosorożce, bardzo ruchliwe.
    Wśród małych drapieżców łasza była niewidoczna, natomiast kuna żółtogardła miała chyba ADHD. Otocjony (moje ulubione) pięknie się prezentowały w całym składzie i przy posiłku (tak przy okazji, wydaje mi się, że na Waszym zdjęciu nie jest para rodzicielska, ale dorosły z młodym – młody to ten po lewej, z brązową plamą na grzbiecie). Aktywne były też rodziny karakali i żbików, wydra i foki. Pawilon nocny – rewelacja, wszystkie zwierzęta bardzo aktywne, a lori łaził tyle samo po gałęziach, co po ziemi – pierwszy raz widziałem coś takiego. Spędziłem tam godzinę, dłużej się nie dało, bo zbliżała się godzina 16. Do bażantów nie zdążyłem już dotrzeć. Następny wyjazd na wiosnę!

    • No ładnie, tośmy się minęli :).
      Że słoniarnia do 14 tylko otwarta jest, to akurat wiedzieliśmy, gorzej, że gdy zwiedzamy zoo nigdy nie panujemy nad czasem i nie przyszło nam do głowy, ze już po 14, gdy dotarliśmy do słoniarni. Jakkolwiek uważamy, że i tak jest otwarta trochę zbyt krótko…
      Materiałów promocyjnych my mamy sporo, ale fakt, że dostać cokolwiek w samym zoo – szkoda słów…Nic już chyba z materiałów po otwarciu słoniarni w sprzedaży nie zostało…
      Otocjony (to także nasi ulubieńcy) – przyznajemy się bez bicia: możliwe, że pomyliliśmy się w określeniu, kto ojciec, kto córka, pewności już teraz nie mamy…
      A kuna żółtogardła to zawsze się tak zachowuje, jakby miała ADHD. Nawet naszych uczniów tak nie nosi…
      A pawilon zwierząt nocnych to chyba najciekawsze miejsce w Nowym Zoo – niestety słabo eksponowane u nas na stronie, bo i zdjęć tam zrobić się nie da. ALe kiedyś napisaliśmy dwa większe teksty o tym miejscu. A lori kukang to nasz ulubiony mieszkaniec tego pawilonu.

    • Może i w kasie wisiała karteczka (słoniarnia otwarta do 14.00), al to nie usprawiedliwia zamykania najnowszego i najdroższego (wg. mnie nieprzemyślanego) pawilonu o tak wczesnej porze.
      Zgodzę się, że pawilon ZN jest świetny, choć konkurencji zbyt wielkiej nie ma (tylko Kraków).
      Trochę mnie wkurza, jak pomyślę sobie co można by zrobić za kasę wrzuconą na słoniarnię. Chociażby pawilon dla mrówkojadów i tapirów, kilka innych obiektów i starczyłoby jeszcze na niewielką słoniarnię. Rozumiem gdyby w Poznaniu mieszkało 10 słoni, ale 5 i nie zaczęto poważnie myśleć o hodowli? No cóż.
      A propos uczniów, to właściwie w jakiej szkole uczycie, bo trochę mnie zaintrygowało?

      • Jeśli chodzi o kasę, która poszła na słoniarnię, to problem jest taki, że można by za nią rozwiązać większość substandardów i znacząco poprawić wizerunek całego zoo – nowe woliery, klatki, wybiegi, chatki – uzbierałoby się tego na pół zoo. Problem jest jednak jeden, ale za to podstawowy – nie byłoby nawet połowy tej kasy, gdyby miała pójść nie na słoniarnię, a na takie właśnie mniejsze i znacznie mniej efektowne inwestycje…
        Tak to niestety działa. Inna sprawa, że teraz kasy nie ma na nic – za czas jakiś ma powstać nowy wybieg rysia i nowa woliera czerwonaków i to tyle, jeśli chodzi i inwestycję. A przecież potrzeby są kolosalne – większość wolier prezentuje bardzo słaby lub nawet fatalny stan (ptaki, małe drapieżniki), półpawilony (gryzonie, insektarium) sie sypią, a większość zwierząt nie ma pawilonów zimowych…

        A jesli chodzi o szkołę (tak z innej beczki) – to jest to podstawówka, klasy IV-VI (oczywiście język polski), ale dziś np. zdarzyło się też zastępstwo w klasie I 🙂

  5. Historia poznańskiej słoniarni jest długa, a droga do niej bardzo wyboista. Powstała nie dzięki woli i pomocy urzędników miejskich, lecz na przekór ich niechęci. Zawdzięcza powstanie garstce ludzi, którzy nie dali się zniechęcić. Warto dodać, że powstała w zoo, w którym przez minione dziesięć lat nie wydano na inwestycje nawet 10% kwoty kosztu słoniarni. Oczywiście, rezygnacja ze słoniarni oznaczałaby nie tylko jej brak, ale również brak jakichkolwiek inwestycji.
    Efekt ostateczny zepsuło kilka spraw:
    1/ Rezygnacja z wewnętrznego basenu z możliwością kąpieli słoni
    2/ Nieudostępnienie oglądania słoni z poziomu podłogi przez szyby
    3/ Zmiana sposobu ogrodzenia wybiegu, co z kolei powoduje jego zmniejszenie i niemozność wypuszczenia samca (zbyt niskie ogrodzenie)
    4/ Niemożność wybudowania wybiegu dla wielbłądów (stąd zmniejszenie wybiegu o 50%)
    5/ Rezygnacja z „placu zabaw” dla słoni. Na terenach pól i łąk miały powstać dwa dodatkowe wybiegi, ogrodzone specjalnym ogrodzeniem elektrycznym (stosowanym z powodzeniem w RPA i w Anglii). Tereny te miały być obsadzone szybko rosnącymi roślinami, a słonie byłyby tam wpuszczane, by zdobywać pokarm w sposób naturalny. Po pewnym czasie wracałyby na wybiegi główne, a łąki znów by zarastały
    6/ Największym problemem jest niezdolność do pozyskania grupy słoni z perspektywami rozrodu. Pomimo ostrzeżeń zarządcy zoo nastawili się na import z RPA (w owym czasie całkowicie niemożliwy), odzrucając wszelkie inne opcje. Warto dodać, że w tym samym czasie ZOO Valencia importowało 6 młodych słonic z Namibii. Dziś przebywające w Poznaniu słonie rokują niezwykle małe nadzieje na rozród, szczególnie, że nie są nawet łączone z dojrzewającym płciowo, lub już dojrzałym samcem, a starzeją się z każdym dniem, będąc już na krawędzi wieku rozrodczego.
    Mimo wszystko, poznańska słoniarnia jest jedną z najlepszych w Europie. Być może, z czasem pewne niedociągnięcia uda się naprawić, a nawet pojawią się młodsze słonie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s