Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Muzeum Morskie w Stralsundzie.

Ostatnio nasz terenowy korespondent Wojtek zabrał nas na wycieczkę po praskim zoo, dziś z kolei wybieramy się do naszych sąsiadów zza zachodniej granicy i wraz z naszym drugim terenowym korespondentem, Michałem, odwiedzimy Muzeum Morskie w Stralsundzie.
Zapraszamy do lektury!

"Szprotka w szklance"

(Tekst oraz zdjęcia są autorstwa Michała – Mrówkojad dokonał edycji i redakcji tekstu oraz doboru zdjęć).

Jak narodził się pomysł odwiedzenia Stralsundu?

Polskie morze – najpiękniejsze moim zdaniem plaże i najbrudniejsza woda. Bałtyk ma w sobie coś, co przyciąga ludzi.

Bałtyk

Tym czymś nie jest jednak pogoda – deszczowe i wietrzne dni nie są tu rzadkością. Co więc można zrobić, kiedy aura zniechęca do wszystkiego? Zwiedzać okoliczne miasteczka! Do Stralsundu ze Świnoujścia jest mniej więcej 100 km. Dodając do tego fakt, że żyje tu ponad 57 tys. mieszkańców, wychodzi nam, że niespełnione jest ani kryterium „miasteczkowości”, ani okoliczności. Ale kto by sobie zawracał głowę takimi szczegółami! Właścicielka pokoju, w którym mieszkałem, bardzo polecała tamtejsze oceanarium. Zresztą nie tylko ona – lokalne biuro turystyczne ma takie samo zdanie.
Plany jak zawsze mam ambitne – Stralsund: starówka, oceanarium i muzeum morskie + ewentualnie zoo, Greiswald: starówka. Czasu jak zawsze zbyt mało.
Ale zacznijmy od początku – wyprawa zaczyna się identycznie jak do Ueckermunde – śmierdzące od gnojowicy pola, tysiące gęsi, po drodze uschnięty las, połatana droga (aczkolwiek w ogóle nie czuć łączeń nawierzchni) i krasnale w ogrodach otoczonych żywopłotem. Dalej droga staje się szersza, gęsi coraz mniej, zamiast nich farmy wiatrowe. W oddali widać Greiswald… Mijają kolejne kilometry – Gryfia zostaje w tyle, a na horyzoncie wyłania się Stralsund/Strzałów. Wielki, biało-niebieski budynek portowy i wysoki kościół – to pierwsze, co zobaczymy.
Koniec jednak przynudzania o urokach podróży. Kiedy wjedziemy do miasta, do celu kierują nas tabliczki informacyjne, aż do pewnego momentu…
Momentu, kiedy to tabliczka „A” mówi: „Jedź prosto”, a za jakiś czas tabliczka „B” każe się cofnąć. Po drodze zero oznaczeń i możliwości skrętu – nic, tylko średniowieczne budowle po jednej i zatoka po drugiej. No, ale jak każą, to się cofam – okazuje się, że przeoczyłem kilkunastometrową gablotę, wkomponowaną w mury miejskie, w której znajduje się szkielet wieloryba. Zdarza się…

Pod wezwaniem oceanu…

Samochód zostaje na parkingu, parkomat dostaje „papu”, ja natomiast wchodzę na mury i znów nie wiem co robić – jest tu tylko kościół i stare kamienice. Okazuje się, że muzeum morskie, czyli numer 1 mojej wyprawy, znajduje się w opuszczonym gotyckim kościele. Ogólnie w Niemczech kościołów jest bardzo dużo, natomiast praktykujących o wiele mniej, niż są w stanie pomieścić. Kiedyś modne myło budowanie jednego kościoła na każdy kilometr kwadratowy. Efektem tego jest przerobienie większości zabudowań sakralnych na: muzea, restauracje, galerie, sale koncertowe itp. W Polsce z czymś takim spotkałem się tylko w Chełmnie i Lubiążu. No ale co tam – czas wejść do środka – przy kasie mamy bardzo ciekawą ofertę biletową.
Tak zwane „Kombiticket” są do nabycia w kilku wariantach, możemy dowolnie łączyć bilety do: muzeum morskiego, oceanarium, natureum, nautineum.
Wybieram to, na czym zależy mi tego dnia – muzeum morskie + oceanarium. Oczywiście pojedyncze wejściówki też są dostępne – ale po co przepłacać.

Po co iść do muzeum morskiego?

Nie bójcie się – nie jest to nudna wystawa, pokazująca średniowieczne metody połowu ryb, gdzie sieci i inne przyrządy są zgromadzone na przestrzeni kilkunastu metrów kwadratowych, a między to powtykano jakieś wypchane zwierzęta. Jest to wielka placówka naukowa, która pokazuje morza i oceany w bardzo ciekawy sposób. Główny nacisk kładzie się tu na związek człowieka z wodą, oraz na faunę wód słonych – tu głównie cieplejszych rejonów – aczkolwiek mieszkańcy krainy lodu też się pojawią. No ale przejdźmy do zwiedzania.

Co możemy zobaczyć

Pierwsza sala, o ile dobrze pamiętam, to makiety statków rybackich, promów i jakieś głazy . Gdy ją miniemy, mamy ogromną przestrzeń – nawę główną kościoła z kilkunastoma akwariami tropikalnymi

Akwarium namorzynowe – parter

oraz gablotami, przedstawiającymi różne grupy zwierząt morskich np:

Foki

Gablota fok - parter

Uchatki

Gablota uchatek – parter

Gablota uchatek – parter

Gablota uchatek – parter

Ryby denne

Mieszkańcy dna oceanu - parter

Zwierzęta niższe (gąbki, koralowce itp.)

Gablota rafy – parter

Telewizory w gablocie rafy– parter

Morświny

Morświn– parter

Wszystko wzbogacone o tablice informacyjne i ekrany pokazujące zwierzęta w ruchu. Dalej mamy gigantyczny, obracający się podświetlony globus.

Globus– parter

Między nim a prezbiterium stoi wielka gablota, pokazująca różne piętra oceanu.

Gablota przekroju oceanu– parter

Z parteru widać skały denne i porastającą je rafę koralową. Co ciekawe, są tu też zatopione soczewki, które powiększają nam różne struktury – możemy dokładnie poznać budowę koralowca, obejrzeć drobne skorupiaki spacerujące po nim itp. We wspomnianym prezbiterium znajduje się kilka szkieletów waleni:

Fiszbinowiec– parter

Wieloryb – parter

Wieloryb – parter

oraz schody prowadzące na pierwsze piętro.
Poświęcone jest ono metodom połowu ryb – sposoby zakładania sieci, rodzaje statków (do połowu ryb, wielorybów itp). Bardzo ciekawa ekspozycja.

Rodzaje ryb poławianych przez niemieckich rybaków – I piętro

Jednak czasu mało, a przyjechałem tu zobaczyć głównie żywe zwierzęta. Na stronie napisano, że znajdują się tu akwaria tropikalne – były ogromne, ciekawie urządzone, ale jednak miałem nadzieję, że będzie ich więcej.

Akwarium tropikalne - parter

No ale trudno – na tym piętrze, w wielkiej gablocie przekroju oceanu, możemy zobaczyć różne modele ryb. Po przejściu na drugi koniec sali napotykamy kolejne schody – te prowadzą nas pod sam dach. Niby żywych organizmów tu brak, ale mamy okazję zobaczyć spreparowane zwierzęta, o które trudno nawet w najlepszych oceanariach i ogrodach zoologicznych. W osobnych gablotach prezentowane są:

Rodzina pingwinów

Pingwiny – II piętro

Pingwiny – II piętro

Rekiny

Rekiny – II piętro

Żółw skórzasty

Gablota żółwi morskich -> żółw skórzasty – II piętro

Mors

Mors – II piętro

Mors – II piętro

Niedźwiedź polarny

Niedźwiedź polarny – II piętro

Krab pacyficzny

Krab pacyficzny – II piętro

Ośmiornica

Ośmiornica – II piętro

Jest też cała masa ekspozycji mniejszych zwierząt. Co ciekawe, w każdej gablocie poza zwierzęciem mamy też pokazaną jego rolę w przyrodzie oraz w życiu człowieka. Obok morsa są figurki, noże i inne przedmioty wytworzone z jego ciosów, przy szprotkach jest utrwalona puszka z konserwą rybią, nad gąbką jest kran, z którego leci woda, a dookoła poustawiane są butelki pokazujące objętość wody, jaką przez godzinę organizm ten jest w stanie przefiltrować (nie pamiętam już dokładnie, ale było to chyba kilkadziesiąt litrów). Z tego piętra możemy ostatni raz zerknąć na szkielety wielorybów (tym razem od góry)

Wieloryby od góry – II piętro

oraz zobaczyć najwyższy poziom wielkiej gabloty oceanu z modelami ryb żyjących przy powierzchni. Po prawej stronie mamy korytarz prowadzący do kilku małych salek – w pierwszej różne wypchane ptaki

Sala ptaków

Sala ptaków

dalej muszle, minerały, skamieliny morskie…

Kościół się skończył, dzwonnicy brak więc chyba koniec…

Dochodzimy do długich stromych schodów – klimaty jak w muzeach watykańskich – prawdopodobnie prowadzą do wyjścia. Lecz na końcu, ku mojej uciesze widnieje napis ”AQUARIUM” – czyli to jeszcze nie koniec…

Schody do akwaryjnego raju...

Powiem więcej – dopiero tu jest początek.
Na dole czekało kilkadziesiąt pięknych, ogromnych akwariów. Ryby we wszystkich możliwych kolorach, piękna aranżacja.

Akwarium

Akwarium

Akwarium

Akwarium

Akwarium

Akwarium

Akwarium

Mureny pływające między potłuczonymi dzbanami

Mureny

przeróżne szkarłupnie, skorupiaki, mięczaki, ryby (w tym rekiny)

Akwarium rekinów

Akwarium rekinów

a nawet żółwie. Początkowo małe, pływające w otwartym jeziorku

Jeziorko żółwi

ale na końcu korytarza w wielkim zbiorniku otoczonym przez tłum ludzi pływały trzy różne gatunki żółwi morskich, dzielące mieszkanie z żarłaczami i drobnicą.

Żółwie morskie

Żółwie morskie

Żółwie morskie

Żółwie morskie

Żółwie morskie

Żółwie morskie

Żółwie morskie

Zbiornik można oglądać od przodu i boku, stworzono w nim specjalne szklane kapsuły, do których mogą wejść dzieci i z bliska zobaczyć jego mieszkańców. Obok jest kilka mniejszych zbiorników a w nich m. in. łodziki

Łodzik

ryby głębinowe posiadające narządy świetlne, ośmiornica – kuzynka Paula. Obok znajdują się schody, winda i toalety – z zewnątrz przypominające łódź podwodną. Na górze mamy restaurację i co ważniejsze – górną część akwarium żółwi.

Piętro restauracyjne

Mają tu specjalną piaskową wyspę, otoczoną tropikalnymi roślinami:

Wyspa żółwi

Prawdopodobnie placówka chce spróbować je rozmnożyć – nie wiem czy im się uda/udało – trzymam jednak kciuki za ich sukces.

Żółw morski

Cała ta część powstała w 2004 roku. Zbiornik żółwi ma 350 000 litrów, a szyba oddzielająca go od zwiedzających waży ponad 6,5 tony.
Teraz to już niestety koniec.

Jakie odczucia?

Świetne miejsce – piękne zbiorniki, ciekawe pomysły na pokazanie mieszkańców słonych wód, nowoczesność przeplatająca się z historycznym wnętrzem budynku…
A pamiętajmy, że to dopiero początek. W 2005 roku muzeum przy wsparciu miasta, landu i UE postanowiło postawić nowy gmach. Oddalone o około kilometra oceanarium otworzono w 2008 roku. Jest to obecnie najnowocześniejszy i trzeci pod względem wielkości (za Lizboną i Walencją) obiekt tego typu w Europie. Co ciekawe, jest to oceanarium tematyczne – nie przedstawia przekroju przez wszystkie morza i oceany. Prezentowana jest tu wyłącznie flora i fauna Bałtyku, Morza Północnego i północnych rejonów Atlantyku. Opis tego miejsca pojawi się za jakiś czas.
Uwierzcie – śledź może być ciekawszy od rekina ;]. Na koniec dodam jeszcze, że miejska starówka (do której zalicza się muzeum morskie) wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Stralsundzka starówka

Stralsundzka starówka

Stralsundzka starówka

Advertisements

5 comments on “Tam sięgaj, gdzie Mrówkojad nie sięga – Muzeum Morskie w Stralsundzie.

  1. fajowo by było gdyby u nas były takie kościoły by w szwach pękały 🙂 żółwie morskie to super temat teraz wiem że można koledze pozazdrościć

    • Ciekawe co Płock zrobi dla swojego żółwiego jedynaka i kiedy ruszy przebudowa oceanarium w Gdyni – jeśli plany by wypaliły to ekspozycja znacznie by się powiększyła – nowy gmach od strony morza a do tego stary w całości przeznaczony dla zwiedzających – obecnie jest to chyba 30% – więcej żółwi morskich w Polsce niestety nie ma 😦

  2. Aaa… Darowaliśmy sobie Muzeum Morskie, a tu widzę, że akwaria ciekawsze niż w Ozeanum!! Serdeczne dzięki za relację, jesteście wielcy (Michał i załoga Mrówkojada)!
    A Stralsund miasteczko jest bardzo urokliwe, naprawdę warto pojechać.

    • powiem tak – ja gdybym miał wybrać nie wiem co byłoby na pierwszym miejscu – oceanarium czy muzeum morskie – moim zdaniem są to placówki równorzędne. Jedna pokazuje temat akwarystyki morskiej wód ciepłych, druga słonowodne rejony Europy – połączony bilet wychodzi stosunkowo tanio więc jeśli ktoś miałby zamiar się tam wybrać to polecam obie. 🙂

  3. Przypomniało mi się właśnie kilka ciekawostek – na piętrze restauracyjnym było dużo atrakcji dla dzieci – mikroskopy, pod którymi można było oglądać plankton i tablica z wycinkami skóry/jej wytworów różnych zwierząt – był np delfin, wąż, żółw morski,kilka ryb, foka …

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s