Alfabet Mrówkojada – H jak Hagenbeck

H – HAGENBECK CARL

Carl Hagenbeck (fot. wikipedia.commons)

Hagenbeck. Carl Hagenbeck. To w świecie ogrodów zoologicznych postać tyleż legendarna, co wymykająca się jednoznacznym kwalifikacjom i opiniom. Treser, handlarz zwierząt, właściciel cyrku i założyciel ogrodu zoologicznego w Hamburgu.
Urodzony w 1844 roku w Niemczech, na przełomie wieków stworzył podwaliny nowoczesnego myślenia o ogrodach zoologicznych (stworzenie zwierzętom w zoo warunków możliwie zbliżonych do naturalnych), znany był też z wielu kontrowersyjnych pomysłów i działań (krzyżowanie różnych gatunków w celach komercyjnych – tigon, eksponowanie  na wybiegach nie tylko zwierząt, ale także ludzi z danego obszaru, metody pozyskiwania zwierząt z naturalnego środowiska do zoo).

Carl Hagenbeck wśród lwów (fot. wikipedia.commons)

Szczegóły z życia Hagenbecka mogłyby być tematem barwnej i porywającej opowieści – może kiedyś szerzej się tym zajmiemy. Tymczasem zwracamy uwagę na pewien epizod z jego niezwykle ciekawego życiorysu…

Otóż ten syn hamburskiego rybaka urodził się, kiedy podróże odbywano jeszcze dyliżansem, a znajomość zoologii była jeszcze stosunkowo słaba. Ojciec Carla wystawiał za odpowiednią opłatą wszelkie złowione bądź nabyte zwierzęta, w czym ochoczo pomagał mu syn, który szybko wprawia się w fach „łowcy zwierząt”. W 1862 zjawia się z ojcem w Antwerpii na dorocznej aukcji zwierząt (sic!), poznaje wszystkich obecnych tam dyrektorów zoo i dowiaduje się, że w jednym z miasteczek zmarł właściciel wędrownej menażerii – jedzie tam zatem natychmiast, aby zakupić pozostawione zwierzęta. Następnego roku zjawia się w Londynie, przywożąc do zoo…wspaniały okaz mrówkojada.
Warto zauważyć, że mrówkojad w Europie znany jest już od ponad wieku, jednak wiedza o nim jest praktycznie żadna.
Niesamowita jest w tych okolicznościach historia, związana z dostarczeniem przez Hagenbecka owego mrówkojada do londyńskiego zoo. Otóż w zupełnej nieznajomości obyczajów tego zwierzęcia, którego Hagenbeck zobaczył wtedy po raz pierwszy w życiu, zabiera je ze sobą do cabu (rodzaj dorożki), jak zwykłego psa, bez żadnego opakowania czy zabezpieczenia! W drodze z doków do Southampton wystraszony zwierz pokazuje, co umie. Hagenbeck musi stoczyć ciężką walkę z silnym zwierzęciem, które usiłuje dostać go w uścisk swych potężnych pazurów

Mrówkojad kontra jaguar - nie możemy sobie jakoś wyobrazić w tej scenie Hagenbecka zamiast jaguara...A jednak!

Cudem – i mrówkojad, i zwłaszcza Hagenbeck, wychodzą z tej przygody cało – zwierzak trafia w końcu do zoo, a łowca już wie, jak obchodzić się z niektórymi gatunkami. Mrówkojady będzie jeszcze „zdobywał” nie raz, nigdy jednak nie będzie ich dostarczał w ten sposób…

(Więcej podobnych historii można znaleźć w książce „Ogrody zoologiczne – wczoraj, dziś, jutro”, Karola Łukasiewicza. Jej recenzja na Mrówkojadzie już niebawem!).

Reklamy

5 comments on “Alfabet Mrówkojada – H jak Hagenbeck

  1. ” znany był też z wielu kontrowersyjnych pomysłów i działań(…) eksponowanie na wybiegach nie tylko zwierząt, ale także ludzi z danego obszaru”

    Warto chyba zaznaczyć, że nie byli tam przetrzymywani pod przymusem.

    „metody pozyskiwania zwierząt z naturalnego środowiska do zoo).”

    Trudno szukać w tym pomyśle kontrowersji, skoro w tych czasach był on naturalny, a innych alternatyw raczej nie było.

    • Oczywiście, że ludzie nie byli „eksponowani”w zoo pod przymusem – dodawanie tego wydało nam się zbędne, poza tym działalność Hagenbecka jako taka nie była przedmiotem omówienia w tym artykule, chodziło jedynie o wzmiankę, bez szczegółów. Jakkolwiek, nawet „dobrowolne” pokazywanie w zoo ludzi jako elementu ekspozycyjnego w takim kształcie, jak u Hagenbecka, jest jednak pomysłem kontrowersyjnym.
      Co nie zmienia faktu, iż jest to postać dla historii rozwoju ogrodów zoologicznych zasłużona jak mało kto.

      A jeśli chodzi o ocenę metod pozyskiwania zwierząt, stosowaną przez Hagenbecka – oczywiście, że wpisywała się ona w ogólne mechanizmy zdobywania zwierząt w tamtych czasach. Warto jednak zauważyć, iż w naszej wzmiance chodzi raczej o ocenę z dzisiejszego punktu widzenia a nie tzw. kryteria kontekstualne.
      Nie krytykujemy Hagenbecka – słowa o tym nie ma, niemniej uważamy, że z perspektywy dzisiejszego myślenia o ogrodach zoologicznych, jest to postać jednak kontrowersyjna i wiele jego metod, pomysłów i działań budzi dziś kontrowersje. I to zarówno tych „nowoczesnych i oryginalnych” stosowanych i wprowadzonych tylko przez niego (ludzie i zwierzęta na wspólnych ekspozycjach) jak i charakterystycznych dla epoki (metody pozyskiwania zwierząt).

      • Pokazywanie ludzi w zoo też nie było w tamtych czasach czymś niszowym – było to populane. Obecnie ten trend powraca – w zoo bodaj w Birmingham w restauracji umieszczono tabliczkę opisującą gatunek Homo sapiens – ciekawy pomysł – oczywiście za eksponowany gatunek służą goście restauracji. No i pamiętajmy też o warszawskich poprzednikach koczkodanów diana 😛 Zresztą była to już 2ga ekspozycja ludzka w stołecznym zoo – w latach 90 co prawda były figury ale jednak ludzkie (a dokładniej praludzkie)

        • Ale tez wcale nie mówimy, że było – komentarz w artykule tyczy się dzisiejszego odbioru takiego działania. I Hagenbeck stanowi tu raczej ilustrację dla ówczesnych trendów, dzisiaj jednak mocno kontrowersyjnych. Tyle :).
          A jednak stooswane przez niego ekspozycje a te, które przywołujesz, to jednak zupełnie co innego. Ludzie w restauracji a ludzie na wybiegu, nie jako tymczasowa ciekawostka a „regularny eksponat”, to nie to samo:).

  2. Ludzie ci nie byli zamknięci na wybiegu przez 24 godziny. Były to pokazy tańców ludowych i obyczajów różnych ludów, czyli w zasadzie połączenie dzisiejszego „Mazowsza” i aktywności wolontariuszy prezentujących się w dzisiejszych skansenach. Dla niektórych kontrowersyjne jest tylko miejsce akcji – zoo. Gdyby odbywały się np. w parku miejskim raczej nikt by ich dzisiaj nie oceniał jako kontrowersyjne.
    Porównajmy działalność Hagenbecka z innymi znanymi i zasłużonymi osobami działającymi na tym polu. Niemal w tym samym czasie, kiedy Hagenbeck otwierał swoje zoo w Stellingen, W. Hornaday (dyrektor Bronx Zoo) trzymał Pigmeja w małpiarni obok szympansa i orangutana. Trwało to co prawda tylko kilka dni, ale jednak miało miejsce („ekspozycję” zlikwidowano w rezultacie masowych protestów). Działo się to w 1905 lub 1906 roku.
    Drga kontrowersja dotycząca odławiania zwierząt z tzw. wolności. Prawdopodobnie, gdyby nie Hagenbeck, koń Przewalskiego podzieliłby los tarpana.
    I wracając do Pigmejów: kilka lat temu w stolicy Konga (nie pamiętam którego) odbywał się przegląd zespołów folklorystycznych z całego kraju. I gdzie zakwaterowano Pigmejów, dla których ponoć nie było miejsca w hotelach? W zoo, bo tam mieli czuć się najlepiej. Niemal sto lat po śmierci Hagenbecka!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s