Mrówkojad w Oliwie, czyli jak podbijaliśmy gdańskie zoo! Dzień III

Czyli naszej relacji z weekendowej wizyty w oliwskim zoo część trzecia i – ostatnia.
Po nocnej wycieczce po zoo w piątek i niezwykle intensywnej sobocie, przyszedł czas na nieco spokojniejszą niedzielę, trwającą od wczesnego ranka, aż po późne popołudnie, kiedy to pożegnaliśmy się z Oliwą i wróciliśmy tam, gdzie mrówkojady zimują…
Ale zacznijmy od początku!

Trzeci dzień w Oliwie!

W sobotę trochę zaspaliśmy (ach, ten mikrokilmat:)), dlatego w niedzielę obiecaliśmy sobie wstać jak najwcześniej!
Funkcję budzika ponownie pełnią dwa oliwskie gibbony, które ze swojej roli wywiązują się znakomicie (choć komórka i bliżej niezidentyfikowany kogut – wyraźnie słyszeliśmy pianie – też okazały się pomocne).
Czas pobudki – 7.00! Jest nieźle. Dzięki temu mamy spore szanse na spokojne zwiedzanie (czytaj – bez udziału tłumów), ponieważ dzień szykuje się bardzo piękny – już od rana jest ciepło i słonecznie, co zwiastuje wielkie tłumy zwiedzających. Jest wszak niedziela, wieńcząca zakończenie sezonu w oliwskim zoo i także na ten dzień zaplanowano pokaz ptaków drapieżnych. My pokaz już sobie darujemy.
Wyglądamy przez okno naszego pokoju, znajdującego się na poddaszu głównego budynku – widok na wybieg rezusów to miła odmiana od pędzącego za oknem tramwaju:).

Woliera rezusów - Zoo Oliwa

Woliera rezusów - Zoo Oliwa

Widok z godziny 15.00 - pięknie, ale i ludno

Widok z godziny 15.00 - pięknie, ale i ludno

No to ruszamy!

Mrówkojad na porannym obchodzie, czyli sprawdzamy, kto już nie śpi!

A na początek naszego porannego obchodu oliwskiego zoo idziemy do hipopotamównilowych i karłowatych, które mieszkają stosunkowo niedaleko od siebie.
Hipopotamy nilowe to dwie efektowne samice, Hektora (wcześniej znana jako Hektor, gdyż przyjechała do Gdańska jako…samiec i dopiero później okazało się, że jest samicą!) i Kiwi, które akurat biorą poranną kąpiel w swoim basenie:

Hipopotam nilowy - Zoo Oliwa

Hipopotam nilowy - Zoo Oliwa

Natomiast kilkanaście metrów dalej znajduje się wybieg hipopotamów karłowatych, zamieszkiwany obecnie przez samicę Niunię, którą zastaliśmy podczas rannej przechadzki po wybiegu.

Hipopotam karłowaty - Zoo Oliwa

Hipopotam karłowaty - Zoo Oliwa

Sąsiadem hipopotama karłowatego jest para tapirów anta – mieszkająca już od dawna w Gdańsku samica Kleopatra, którą spotkaliśmy akurat podczas rannego moczenia nóg w stawie:

Tapirzyca Kleopatra - Zoo Oliwa

Tapirzyca Kleopatra - Zoo Oliwa

oraz niedawno przybyły do Gdańska samiec Picasso, który przebywa jeszcze na zapleczu hodowlanym i przechodzi właśnie aklimatyzację. Nie ma natomiast już w oliwskim zoo małego tapirka Sagana, który urodził się 25 listopada zeszłego roku, ale jakiś czas temu wyjechał z Gdańska, nie ma też jego ojca, Piera, który z kolei wyjechał do Czech.
Wszyscy mają nadzieję, że Picasso godnie zastąpi Piera i niebawem doczekamy się w oliwskim zoo kolejnych małych tapirów.
Być może za jakiś czas będzie też szansa na narodziny małej kapibary, gdyż do samotnej obecnie samicy ma za jakiś czas przybyć towarzysz. W planach jest także przeniesienie tapirów i kapibar w rejon stawu zajmowanego obecnie przez pelikany i utworzenie tam dla nich specjalnego wybiegu wodno-lądowego.

My się stad nie ruszamy!

My się stad nie ruszamy!

Póki co jednak stacjonują tam nie tylko pelikany baba, ale też niezliczone ilości ptaków z całej okolicy, które zjawiają się zwykle w porze karmienia, licząc na jakieś resztki po pelikanach…
My tymczasem idziemy dalej, mijając po drodze bardzo efektowne ślady pracy niewidocznych mieszkańców zoo, tzw. bezmeldunkowców:

Ktoś tu był!

Ktoś tu był!

W zoo nie ma jeszcze nikogo – potencjalni zwiedzający zapewne jeszcze śpią (jest niedziela!), czasem tylko mignie nam gdzieś jakiś pracownik, nie ma natomiast żadnego problemu z wypatrzeniem samych zwierząt. Te nie tylko są, ale są w dodatku bardzo aktywne – idealna pora na obserwację i robienie zdjęć!
Obchodzimy więc cały wybieg sawanny afrykańskiej, wybiegi kopytnych, potem wybieg gepardów i dochodzimy do pawilonu gadziarni-ptaszarni.

Gadziarnia-ptaszarnia - Zoo Oliwa

Gadziarnia-ptaszarnia - Zoo Oliwa

Nie ma jeszcze godziny 8.00, pawilon jest więc zamknięty. Nie znaczy to jednak, że nie można się przywitać z jego mieszkańcami, gdyż wielu z nich przebywa właśnie w wolierach zewnętrznych. Na spotkanie z naszymi ulubieńcami w tym obiekcie – krokodylami – będziemy musieli jeszcze poczekać, ale nie ma problemu żeby zobaczyć naszego ukochanego wąsala żółtookiego:

Wąsal żółtooki - Ogród Zoologiczny Gdańsk-Oliwa

Wąsal żółtooki - Ogród Zoologiczny Gdańsk-Oliwa

tamaryny cesarskie:

Tamaryna cesarska - Zoo Oliwa

Tamaryna cesarska - Zoo Oliwa

czy nowy nabytek ptaszarni – sowę jarzębatą:

Sowa jarzębata - Zoo Oliwa

Sowa jarzębata - Zoo Oliwa

Klasą samą dla siebie jest natomiast tukan honduraski, który raczy nas swoim niezwykłym śpiewem:

Idziemy dalej – mijamy kolejne wybiegi, m.in. nilgau, które akurat grzeją się w rannym słońcu:

Nilgau - Zoo Oliwa

Nilgau - Zoo Oliwa

wybieg i pawilon słoni (słonie są jeszcze w środku), domek z siankiem i chatkę, w której „mieszka prąd”:

Tu mieszka prąd

Tu mieszka prąd

Dochodzimy wreszcie do wybiegu pingwinów tońców, które są dumą i chlubą oliwskiego zoo.

Pingwiny tońce - Zoo Oliwa

Pingwiny tońce - Zoo Oliwa

Pingwiny tońce, zwane przylądkowymi, eksponowane są obecnie jedynie w trzech polskich ogrodach zoologicznych: oliwskim, warszawskim oraz płockim.
Obecna hodowla pingwinów w Gdańsku została założona na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy sprowadzono 10 osobników z zoo w Amsterdamie. Holenderski ogród od wielu lat uzyskuje kilkadziesiąt piskląt rocznie, które następnie przekazuje w ramach programu EEP innym placówkom w Europie.
Obecnie w oliwskim zoo jest 59 sztuk, z czego dziewięć przyszło na świat w ostatnim roku.

Pingwiny tońce - nowa tabliczka z opisem gatunku w oliwskim zoo

Pingwiny tońce - nowa tabliczka z opisem gatunku w oliwskim zoo

Kiedy podchodzimy do wybiegu oliwskich pingwinów, oczom naszym ukazuje się dość niezwykły widok – oto bowiem wielka, złożona z prawie wszystkich pingwinów grupa, tłoczy się na niewielkim cyplu nad krawędzią stawu. Jakby w oczekiwaniu na przypłynięcie jakiegoś statku:

Nie pchać się!

Nie pchać się!

Przypłynie ktoś po nas w końcu, czy nie?

Przypłynie ktoś po nas w końcu, czy nie?

Tymczasem jeden z pingwinów wypatruje czegoś na lewym krańcu wybiegu, tuż przy samym ogrodzeniu:

Nikogo tu nie ma!

Nikogo tu nie ma!

A inny, chyba zniecierpliwiony oczekiwaniem, wskakuje do wody:

Jak sam nie połyniesz, to nie popłyniesz...

Jak sam nie popłyniesz, to nie popłyniesz...

Tymczasem z prawej strony nadchodzi jeszcze jeden pingwin:

Co tu się dzieje?

Co tu się dzieje?

Stado na cyplu zamarło w oczekiwaniu, pingwin z lewej nadal wypatruje, pingwin w wodzie cichutko pływa i – nie dzieje się nic. Żaden statek, choćby stateczek, nie przypływa. Nie zjawia się też żadna ryba z wiaderka ani inny pingwini cud. Na karmienie przyjdzie jeszcze trochę poczekać.
A my idziemy dalej :).

Łoś i krokodyle, czyli kolejny raz dookoła zoo!

Od pingwinów idziemy alejką wzdłuż małpiarni, w stronę wybiegu łosi. Nie ma tu jeszcze szalonych zwiedzających z naręczem gałęzi, dlatego spokojnie możemy przyjrzeć się ogromnemu samcowi łosia, który podchodzi do samej siatki.
Nie ma co – robi wrażenie!

Łoś z oliwskiego zoo

Łoś z oliwskiego zoo

I łoś raz jeszcze, tyle że w pełnej okazałości

I łoś raz jeszcze, tyle że w pełnej okazałości

Tu też spotykamy Panią Izabelę Krause, kierowniczkę Działu Hodowlanego, która będzie naszym przewodnikiem po oliwskim zoo przez następne półtorej godziny! W tym czasie nie tylko kolejny raz przejdziemy cały ogród, ale też dowiemy się bardzo wielu ciekawych informacji dotyczących funkcjonowania zoo, ze szczególnym naciskiem na sekrety działania działu hodowlanego. A tych jest bez liku i nawet intensywna, półtoragodzinna rozmowa bynajmniej nie wyczerpuje tematu. Między pytaniem o to, „jak działa zoo?” (jakby się komu kiedy marzyło założenie własnego), „jak zdobywa się zwierzęta do zoo” i „na co komu EAZA” (oraz wiele, wiele innych), odwiedzamy też kolejny raz mieszkańców zoo, m.in. orangutany:

Ok, zaraz zabiorę się za gimnastykę...

Ok, zaraz zabiorę się za gimnastykę...

gibbony:

Trochę nudno...

Trochę nudno...

aż dochodzimy do hipopotamów, które wyszły z wody i wygrzewają się na słońcu:

Hipki wypoczywające

Hipki wypoczywające

Z Panią Izabelą Krause rozstajemy się przy gadziarni, do której wrócimy nieco później – teraz tłok w środku jest tak wielki, że chwilowo rezygnujemy. Tłumy w zoo są bowiem już ogromne – niedziela jest coraz cieplejsza i coraz bardziej słoneczna. Idziemy zatem dalej i zatrzymujemy się na chwilę przy wybiegu słoni.
Tu mały popis „trąbowych” umiejętności pokazuje słonica afrykańska Katka:

Nowy model kosiarki do trawy

Nowy model kosiarki do trawy

Tymczasem jej „koleżanka” z wybiegu, słonica indyjska Wiki, na wybiegu również demonstruje, co potrafi trąba słonia:

O oliwskich słonicach już wkrótce ukaże się obszerny materiał, dlatego nie powiemy tym razem ile dziennie słoń je w zoo i jak to możliwe, że na jednym wybiegu mieszka słoń afrykański z indyjskim. Niektóre tajemnice trzeba zostawić na później:).

Dzień z życia dyrektora zoo, czyli Mrówkojad na spytkach

Spacerujemy sobie alejkami zoo, coraz bardziej zatłoczonymi i hałaśliwymi. Dochodzi 12.00 – przy małpiarni kończy się właśnie kolejny pokaz ptaków drapieżnych, my tymczasem zmierzamy w stronę głównego budynku, gdzie jesteśmy umówieni z Panem Michałem Targowskim, dyrektorem oliwskiego zoo, na solidną pogawędkę. Taki zaszczyt – rozmowa z dyrektorem zoo – czeka nas po raz drugi (w lipcu mieliśmy przyjemność spotkać się z Panią Hanną Ciemiecką, dyrektorką toruńskiego zoo).

Budynek dyrekcji oliwskiego zoo

Budynek dyrekcji oliwskiego zoo

Na to spotkanie czekaliśmy bardzo długo i przyznajemy, że trochę się denerwowaliśmy, jak się jednak okazało, zupełnie niepotrzebnie. Dyrektor Targowski okazuje się bowiem osobą o niezwykłym poczuciu humoru i pasji zoologicznej – a to cechy, które są nam szczególnie bliskie :). Dowiadujemy się więc jak to jest być dyrektorem zoo i jak się dyrektorem zostaje, czym jest zoo z punktu widzenia osób w nim pracujących i nim kierujących, i jakie są cele rozwojowe oliwskiego zoo. Każde nasze pytanie to barwna i wyczerpująca odpowiedź ze strony Pana Dyrektora.
Na rozmowie z Panem Targowskim  spędzamy grubo ponad godzinę – i tylko obowiązki dyrektorskie sprawiły, że musieliśmy przerwać pasjonującą dysputę o oliwskim zoo i ogrodach zoologicznych w ogóle, ale otrzymaliśmy zapewnienie, że dokończymy ją niebawem.
Tym razem żadnych szczegółów Wam nie zdradzimy, ale obiecujemy, że postaramy się o autoryzowany wywiad z Panem Michałem Targowskim dotyczący Jego wizyty na zjeździe EAZA w Weronie i istocie tej organizacji. To jednak dopiero po zakończeniu zjazdu, a ten odbędzie się 27 września. Póki co więc żegnamy się z Panem Targowskim i ruszamy na dalsze zwiedzanie!
A zainteresowanym polecamy bardzo ciekawy wywiad z Panem Targowskim, który swego czasu ukazał się w Dracomagazyn.

A my tymczasem idziemy na lody – polecamy szczególnie duże włoskie w Barze „Łabędź” (5 zł za sztukę).

W paszczy krokodyla!

Jest już prawie 14.00, zoo dosłownie pęka w szwach (kolejki przed wejściem, mimo trzech działających kas, ciągną się na kilkadziesiąt metrów), my zaś decydujemy się ponownie odwiedzić gadziarnię. Trudno, mniejszego tłoku i tak już raczej nie będzie…
Gadziarnia, będąca równocześnie ptaszarnią, wita nas koszmarnymi wręcz tłumami, które staramy się jednak zignorować i skupiamy się na samych zwierzakach.
Największe wrażenie robi rzecz jasna tukan honduraski, który zajada się właśnie sałatką owocową:

Chcecie banana?

Chcecie banana?

stado wspaniałych żako:

Ile papug widzisz na załączonym obrazku?

Ile papug widzisz na załączonym obrazku?

oraz czterooka papuga:

Tyle ptaki, pawilon to jednak także ciekawa kolekcja płazów i w szczególności gadów, wśród których największe wrażenie robią rzecz jasna krokodyle – wspomniany wczoraj kajman szerokopyski, krokodyl nilowy

Kawał gada!

Kawał gada!

i dwa krokodyle kubańskie, zamieszkujące bliźniacze pomieszczenia.
Oto „lewy” krokodyl:

Jak twierdzi większość zwiedzających - sztuczny krokodyl

Jak twierdzi większość zwiedzających - sztuczny krokodyl

Do czasu, gdy nagle podniesie łeb do góry...

Do czasu, gdy nagle podniesie łeb do góry...

Urodę mam po tacie!

Urodę mam po tacie!

a to „prawy”:

Lewy profil mam lepszy!

Lewy profil mam lepszy!

O mieszkańcach ptaszarni i gadziarni oraz o samym pawilonie również niebawem ukaże się obszerny materiał, dlatego na razie żegnamy się z nimi i ponownie ruszamy na zoo – tym razem już na zupełnie niezobowiązujący spacer, bo każde miejsce i każdego zwierzaka zobaczyliśmy do tej pory już po kilka razy:). Chodzimy sobie zatem od wybiegu do wybiegu i powoli żegnamy się z mieszkańcami oliwskiego zoo.

Zwiedzający bardzo nierozsądni!

Tabliczek z takim napisem w zoo niestety nie ma, a powinny być! Wyobraźmy sobie – wybieg niedźwiedzi/tygrysów/wielbłądów (a jak!), przy wybiegu duża tablica ze wspomnianym napisem i zdjęcia zwiedzających, którzy w wyniku nieprzestrzegania zasad i zakazów doznali jakiegoś uszczerbku. Albo fotografie przedstawiające niewłaściwe zachowania wobec zwierząt przebywających na wybiegu/w wolierze/w klatce itp.
Jakby co, posiadamy bardzo dużą kolekcję takich zdjęć i kilkoma postanowiliśmy się z Wami w tym miejscu podzielić. Tak się bowiem składa, że na sam koniec naszego pobytu w oliwskim zoo postanowiliśmy odpocząć sobie trochę po kilkudziesięciu łącznie godzinach intensywnego wydeptywania oliwskich ścieżek, a za punkt wypoczynkowy obraliśmy sobie ławkę przy wybiegu wielbłądów dwugarbnych. Bo piękne zwierzaki i widoczek przedni:

Wybieg wielbłądów dwugarbnych - Zoo Oliwa

Wybieg wielbłądów dwugarbnych - Zoo Oliwa

Siedzimy sobie, podziwiamy piękno przyrody, obserwujemy imponujące stado wielbłądów i…przyglądamy się pomysłowości zwiedzających, którzy chyba nigdy nie przestaną nas zaskakiwać. Na nic uwagi z naszej strony, że „nie wolno karmić wielbłądów, ponieważ…” i tu następuje lista powodów. Nie chcą słuchać? W porządku – dopóki nie zagrażają samym zwierzętom, nie będziemy im w takim razie przeszkadzać, skoro chcą narażać własne zdrowie i życie.
A ku przestrodze kilka pamiątkowych fotek z oliwskiego zoo – mały komiks p.t. „Gałązka, wielbłąd i ja, czyli jak mieć fajną fotkę na naszej klasie”…

No chodź tu, chodź!

No chodź tu, chodź!

Masz tu sianko...

Masz tu sianko...

Masz, tez sobie pogłaskaj wielbłąda...

Masz, też sobie pogłaszcz wielbłąda...

Ale je!

Ale je!

Weź mi zrób zdjęcie, jak mu wkładam rękę do pyska...

Weź mi zrób zdjęcie, jak mu wkładam rękę do pyska...

Ja też chcę!

A w odległości zaledwie kilku metrów znajduje się duża, jaskrawożółta tablica z wyraźnym ostrzeżeniem:

Ale co tam – to „tylko” wielbłąd jest przecie. Roślinożerny, mięsa nie je, więc co nam może zrobić. Prawda?

Pożegnanie z Oliwą…

A na koniec – zagadka: jakiż to zwierz wdarł się na wybieg rzeczonych wielbłądów dwugarbnych?

Wielbłądy, garby i?

Wielbłądy, garby i?

Nasza pierwsza myśl, gdy zwierza owego widzieliśmy jeszcze z pewnej odległości, to pingwin! :).

I tak oto minął nam trzeci dzień pobytu w oliwskim zoo, w którym to zaczęliśmy się czuć prawie jak u siebie. Nieubłaganie jednak wybiła godzina 17.00 co oznaczało, że trzeba się powoli żegnać i wrócić na przeuroczy dworzec Gdańsk-Oliwa. Aż do ostatniej chwili eskortował nas Pan Marek Nakonieczny, który zjawił się kilka chwil po „aferze wielbłądziej”, a my z niekłamanym żalem opuściliśmy oliwskie zoo, z przeświadczeniem jednak, że bardzo szybko tu wrócimy.
A samo zoo mocniej zagości na naszej stronie – wszystkie zasygnalizowane w naszych relacjach artykuły na pewno się pojawią, wpisując się w cały cykl materiałów o oliwskim zoo, dzięki którym jeszcze lepiej poznamy jego mieszkańców i sam ogród. A tymczasem – tyle na dziś!

Podziękowanie

Z oliwskim zoo żegnamy się z żalem, ale także z wielka radością. To, jak do tej pory, największa nasza przygoda zoologiczna (nie licząc oczywiście głaskania mrówkojada!). Wiemy jednak, że nic z tego nie byłoby możliwe, gdyby nie wspaniali ludzie, którzy umożliwili nam przyjazd do Oliwy oraz zajęli się nami na miejscu.

Dziękujemy Panu Dyrektorowi Michałowi Targowskiemu za wspaniałe przyjęcie, jakiego nie spodziewaliśmy się w najśmielszych nawet oczekiwaniach. Dziękujemy Panu Markowi Nakoniecznemu, który nie tylko pomógł nam „dostać się” do oliwskiego zoo, ale także na miejscu poświęcił nam mnóstwo czasu i uwagi. Bez niego prawdopodobnie cała wyprawa nie doszłaby do skutku, a na pewno nie w takiej formie, w jakiej miała miejsce. Dziękujemy Pani Izabeli Krause, szefowej Działu Hodowlanego, a także Pani Małgorzacie Kościelak z działu drapieżników, które w ciągu dwóch dni spędzonych w Oliwie poświęciły nam wiele godzin, opowiedziały o wielu rzeczach i pokazały działanie zoo „od kuchni”. Dziękujemy także Panu Michałowi Krause, najlepszemu z możliwych opiekunowi małp, który jak nikt potrafi opowiadać o swoich podopiecznych. Składamy serdeczne podziękowania wszystkim pracownikom zoo w Oliwie, z którymi się zetknęliśmy przez te dwa dni, Paniom z Działu Dydaktycznego, które pokazały nam zaplecze dydaktyczne, Panu Opiekunowi żyraf i wszystkim osobom, których – niestety – nie wymienimy z imienia i nazwiska.

To był niewątpliwie jeden z najlepszych weekendów w karierze Redakcji Mrówkojada 🙂

Advertisements

9 comments on “Mrówkojad w Oliwie, czyli jak podbijaliśmy gdańskie zoo! Dzień III

  1. Fajny tekst tylko wiecie że możecie być zaskarżeni przez tych ludzi za zamieszczenie ich wizerunków bez ich zgody?

    • Chodzi Ci o ludzi dokarmiających wielbłąda? Jeśli tak, to czekamy na skargi sądowe – zrewanżujemy się podobnymi za łamanie prawa (a to właśnie robią!). Inna rzecz, że nie widać twarzy ani jednej osoby, więc nie wiemy, w czym problem i na jakiej podstawie ktoś miałby nas oskarżyć. Poza tym łamiąc prawo – a to robią ci ludzie – należy się liczyć z konsekwencjami.
      Pozdrawiamy!

  2. Eeeee tam.Mi się bardzo podoba relacja z Oliwy.Nie wiedziałem że tamtejsze Zoo jest takie bogate i wgl zadbane.
    Ale i tak czekam na Waszą wizytę z Krakowie ;d
    Czekam, czekam, czekam……. I pewnie kiedyś się doczekam 🙂
    Dziękuję za taką relację.Na prawdę robicie je świetnie.
    A co do tych ludzi to macie rację.Nawet twarzy nie widać więc w czym problem?
    Ehhhh……..
    Pozdrawiam i czekam aż a jakiś czas odwiedzicie jakieś Zoo i napiszecie równie świetną recenzję ;p

    • Kraków dopiero wiosną!
      Niebawem ukaże się relacja z Opola, potem relacja z czerwcowej wizyty w Oliwie (bardzo poniewczasie, ale zawsze). Niebawem ruszamy do Gdyni no i będzie też relacja z Poznania, a w planach jest jeszcze Człuchów. To tak z bliższych wypadów.
      W archiwum leży jeszcze Warszawa i Wrocław, ale nic już nie obiecujemy – co się uda, to będzie!

      • No ja wiem że Kraków wiosną.Już pisaliście, ale ja sobie mogę pisać, że czekam na Waszą wizytę w tamtejszym Zoo co nie?Co tak! ;p
        Relacja z Opola też może być dobra.Ja miałem jechac w tym roku do Opola, ale nie wypaliło ;d
        A to w Chłuchowie jest jakieś zoo?
        No i mam nadzieję że jednak uda Wam się dokończyć Wrocław i Warszawę ^^.

  3. bardzo ciekawy tekst,filmy i zdjęcia;)
    przypomnialy mi sie czasy dziecinstwa w których bylam w tym zoo, podobalo mi sie, pewnie to zoo sobie jeszcze zwiedze, jesli bede miala z kim…
    co do tego karmienia wielbladow to powiem tak, jeszcze kilka lisci wiecej im nie zaszkodzi ;D HEHE

    pozdrawiam

    • Tylko że w przypadku karmienia wielbłądów nie chodzi o to, że wielbłądom te kilka dodatkowych liści zaszkodzi.
      Rzecz w tym, że uczone są w ten sposób nawyku „żebrania” – tu sięgają po liście, innym razem ktoś poda im coś, co jednak może im zaszkodzić i też będą sięgać.
      Zwierzęta w zoo mają jasno ustaloną dietę – co, ile i kiedy jedzą. Od tego są pielęgniarze, nie zwiedzajacy.
      Po drugie – wielbłąd, choć sympatyczny, to jednak może ugryźć taką podającą mu nieopatrznie liście rękę. A to mogłoby bardzo zaboleć. Lepiej więc dla własnego dobra nic wielbłądom wprost do paszczy nie podawać.
      Zwierząt w zoo dokarmiać nie wolno – i tyle. Dokarmimy wielbłąda – przecież liście mu nie zaszkodzą, potem kangura, potem małpkę, potem słonia i tak dalej. Zaczyna się od liści i wielbłąda.

      A wizytę w oliwskim zoo polecamy! 🙂

  4. No to oczywiste ze nie wolno wiem o tym wszystkim,ale tyczylo sie to tego co poprzedni gosc napisal, cytuje”tylko wiecie że możecie być zaskarżeni przez tych ludzi za zamieszczenie ich wizerunków bez ich zgody”,zaszkodzic im nie zaszkodzi jesli to liscie,waszych twarzy nie widac wiec raczej nic wam nie grozi,krzywdy im nie zrobiliscie,rozumiem ze podkusilo was zrobienie zdjec blisko wielblada,one sa ciekawe, raz w zyciu jechalam na wielbladzie dwu garbowym,bylo swietnie;]
    Do tego zoo pewnie jeszcze zawitam,bo bylam tam,ale nigdy wszystkiego nie widzialam, a tego parku z dinusiami nie bylo wtedy,albo byl,ale nie widzialam,bylam tam pod gorke i zadnych manekinow dinozalrow tam nie bylo wiec nie wiem…
    Bylam tam bodajze 7-8lat temu,bylo mniej zwierzat i wogole, bo na zdjeciach z tego co tu ogladalam widac ze to zoo sie rozwija.
    Musze przyznac ze strona jest dluga i ciekawa, moglam posluchac jaki dzwiek wydaje np.puma,a tego nie wiedzialam ;D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s