Mrówkojad w Oliwie, czyli jak podbijaliśmy gdańskie zoo! Dzień II

Wczoraj opowiedzieliśmy Wam jak to się stało, że wylądowaliśmy w oliwskim zoo i zabraliśmy Was na nocną wycieczkę po ogrodzie, dziś z kolei opowiemy Wam, co zobaczyliśmy i kogo poznaliśmy podczas naszego sobotniego eksplorowania Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Gdańsku-Oliwie.
Zapraszamy zatem na relację z Dnia II, który rozpoczął się w ten oto sposób:

Oliwskie Zoo posiada niezwykły mikroklimat – to rzecz wiadoma już od wieków, wszak od końca XIX wieku aż do 1945 roku na terenie obecnego zoo funkcjonował pensjonat dla osób cierpiących na schorzenia górnych dróg oddechowych i reumatyzm, a obecny budynek dyrekcji pełnił funkcję głównego sanatorium. Fantastyczny, łagodny mikroklimat doliny, w której położone jest zoo, zdecydował zresztą o tym, iż to właśnie tutaj zlokalizowano ogród zoologiczny i dzięki czemu możliwe jest w nim sąsiedztwo wybiegu pingwinów i wybiegu mandryli.
Wcale nas też zatem nie zdziwił fakt, że świetnie nam się spało i gdyby nie poranna pieśń gibbonów, pewnie przespalibyśmy całą sobotę…
A tak zamiast wycieczki po zoo o świcie zjawiliśmy się przy gibbonach kilkanaście minut przed dziewiątą – nic to jednak straconego, zawsze mamy w odwodzie jeszcze niedzielę :).

Jedz siano, będziesz wielki…

Dochodzi 9.00 co oznacza, że zaraz pod bramą zoo zjawią się tłumy zwiedzających. Jest piękna, słoneczna sobota, w dodatku na ten dzień zaplanowano specjalną atrakcję – pokaz ptaków drapieżnych (do którego jeszcze dojdziemy) – w ramach zakończenia sezonu letniego.
My tymczasem umówieni jesteśmy z Panią Małgorzatą Kościelak z działu zwierząt drapieżnych, która zabierze nas na specjalną wycieczkę po zoo. Czekamy na jej przybycie przy basenie fok, który znajduje się tuż obok budynku dyrekcji, a w czekaniu postanawiają nam potowarzyszyć…same foki, które gromadnie „schodzą” się w naszym kierunku:

Inwazja fok

Inwazja fok

Jak się później okaże, szóstka oliwskich fok szarych szykowała się już na śniadanie, które zaplanowano na godzinę 10.00. Postanowiliśmy zatem wrócić do nich na tę godzinę, a tymczasem wraz z Panią Małgorzatą udaliśmy się w stronę żyrafiarni, gdzie za kilka minut miał odbyć się trening żyraf.
Pawilon żyrafiarni to chluba i wizytówka oliwskiego zoo i zdecydowanie najefektowniejszy obiekt w całym ogrodzie. Jej oddanie do użytku w lipcu 2008 roku było wydarzeniem sezonu, nie tylko w samym Gdańsku.
Przyznać trzeba, że żyrafiarnia robi wielkie wrażenie, zarówno z zewnątrz:

Żyrafiarnia w oliwskim zoo

Żyrafiarnia w oliwskim zoo

Jak i w środku:

Żyrafiarnia w oliwskim zoo - wnętrze

Żyrafiarnia w oliwskim zoo - wnętrze

Obecnie mieszkają w niej cztery żyrafy Rotszylda – co ciekawe, same samce: Gucio i Tofik, które przyjechały jeszcze latem 2008 roku oraz „Czesi”: Vaclav i Ludek, którzy dołączyli 15 kwietnia 2009 roku. Cała czwórka świetnie zaaklimatyzowała się w oliwskim zoo, a od prawie roku bierze udział w specjalnym treningu, którego celem jest nauczenie zwierząt odpowiedniego zachowania, które w razie potrzeby umożliwiłoby ich zbadanie czy pobranie krwi. Podobny trening w oliwskim zoo przechodzą także słonie. Wszystko to dzięki współpracy z Pauliną
Plewką, młodą lekarką weterynarii, która jesienią zeszłego roku gościła w Oliwie i uczyła opiekunów żyraf specjalnego treningu, którego sama nauczyła się podczas pobytu w indyjskim zoo – o czym swego czasu pisaliśmy na Mrówkojadzie.
My zaś w sobotę mogliśmy przekonać się, czego przez niemal rok nauczyły się gdańskie żyrafy – razem z Panią Małgorzatą wchodzimy na zaplecze żyrafiarni, gdzie czeka już na nas opiekun żyraf, który zaraz przeprowadzi trening. W środku czekają już cztery podekscytowane żyrafy, które coraz ufniej i śmielej podchodzą do codziennego obowiązku treningowego – niektóre wręcz bardzo go lubią!

No i co z tym treningiem?

No i co z tym treningiem?

Trening trwa około 40 minut – troszkę krócej niż zwykle, ponieważ w tygodniu trwa zwykle godzinę.
Każda z czterech żyraf kolejno przechodzi ze swojego boksu na jeden wybieg, gdzie wykonuje serię ćwiczeń – a to „lewa noga w przód”, a to „prawa noga w przód”, a to „prawy bok”, a  to „lewy bok”.


Opiekun, przeprowadzający trening, posługuje się specjalną bambusową tyczką, którą wskazuje jakie ćwiczenie ma być akurat wykonane. Jeśli zwierzak wykona je poprawnie, opiekun daje mu znak specjalnym pstryknięciem, po czym żyrafa jest nagradzana porcją karmy – i tak po każdym wykonanym ćwiczeniu.

Nagroda za dobre wykonanie zadania!

Nagroda za dobre wykonanie zadania!

Po zakończonym treningu, żyrafa przechodzi do następnego boksu, a jej miejsce zajmuje kolejna – i tak aż cała czwórka wykona poranne ćwiczenia i zje śniadanie :).

Urodzony koszykarz!

Urodzony koszykarz!

A śniadanie takiej żyrafy to same pyszności – porcja paszy i zieleniny, a na deser niezwykle apetycznie wyglądająca kompozycja ze świeżych warzyw (sałata, papryka), przygotowanych własnoręcznie (!) przez opiekunów:

Co je żyrafa w zoo?

Co je żyrafa w zoo?

Żegnamy się z żyrafami, które już za chwilę dołączą do biegających już po wybiegu sawanny afrykańskich zebr i zaglądamy do surykatek, które kotłują się na swoim wybiegu zewnętrznym, umiejscowionym przed głównym wejściem do żyrafiarni.

Stado surykatek w oliwskim zoo

Stado surykatek w oliwskim zoo

Stado liczy obecnie kilkanaście sztuk, a jego początki sięgają kwietnia 2008 roku, kiedy to pierwsze kilka surykatek przyjechało z Zoo Safari w holenderskim Bekse Bergen.
Surykatki w Oliwie świetnie się czują i regularnie rozmnażają – przyznać też trzeba, że mają najciekawszy i najlepszy zarazem wybieg, jaki do tej pory widzieliśmy (a widzieliśmy już 10 innych).

Zewnętrzna część wybiegu surykatek w oliwskim zoo

Zewnętrzna część wybiegu surykatek w oliwskim zoo

Centralną część zewnętrznego wybiegu surykatek (połączony jest on przejściem z wybiegiem, znajdującym się w środku żyrafiarni) zajmuje duży kopiec, na szczycie którego zawsze stoi strażnik:

Na straży macierzy...

Na straży macierzy...

Jedną z charakterystycznych cech zachowania surykatek jest…”udawanie martwego” i taki też obrazek udało nam się zaobserwować – jedna z dorosłych surykatek jak gdyby nigdy nic…przewróciła się i leżała w pozycji na „zdechł zwierz”:

Ja tak tylko udaję...

Ja tak tylko udaję...

Na szczęście jedna z młodych surykatek przeprowadziła błyskawiczną „reanimację”:

Ok, już wstaję

Ok, już wstaję

Idziemy dalej – mijamy żurawie koroniaste w ich nowej wolierze, samicę geparda „na straży”:

Gepard - Zoo Oliwa

Gepard - Zoo Oliwa

wstępujemy też na chwilę do pawilonu ptaków i gadów, w którym wyjątkowo jest więcej zwierząt, niż zwiedzających – ale jest dopiero 10.00 i tłumy dopiero zaczynają się schodzić.
Na większą wycieczkę po ptaszo-gadziarni zabierzemy Was innym razem, teraz tylko dwójka szczególnie efektownych jej mieszkańców: najstarszy mieszkaniec zoo, kajman szerokopyski, który przyjechał do Gdańska w 1956 roku z Argentyny:

Nestor oliwskiego zoo - kajman szerokopyski

Nestor oliwskiego zoo - kajman szerokopyski

oraz bardzo efektowna samica tukana honduraskiego – jedyna przedstawicielka swojego gatunku w Polsce:

Tukan honduraski - Zoo Oliwa

Tukan honduraski - Zoo Oliwa

Elvis, miłośnik śledzi

Z gadziarni od razu ruszamy w stronę basenu fok, gdzie za kilka chwil ma się rozpocząć karmienie. Gdy docieramy na miejsce, cała szóstka gdańskich fok szarych już czeka na śniadanie. Niektóre są tak niecierpliwe, że zamieniają środowisko wodne na trawiaste i pełzną w stronę ogrodzenia:

Foka trawiasta

Foka trawiasta

Po chwili zjawiają się też opiekunowie i cały trening się rozpoczyna. Każda foka ma swoje stanowisko, przy którym znajduje się opiekun z wiaderkiem pełnym śledzi oraz specjalny znak – inny dla każdej z fok – do którego foka musi przypłynąć, gdy opiekun wyda komendę. Za prawidłowo wykonane zadanie nagrodą jest świeżutki i apetyczny śledź :).

Największym miłośnikiem śledzi jest najstarszy i największy samiec w stadzie, Elvis:

Jestem grzeczny, więc zasłużyłem na dużego śledzia!

Jestem grzeczny, więc zasłużyłem na dużego śledzia!

Choć innym apetyt również dopisuje:

Głodny? Na co czekasz...

Głodny? Na co czekasz...

My zaś jesteśmy tak zaaferowani karmieniem fok (i ich treningiem zarazem) że nawet nie zauważamy, jak pojawia się Pan Michał Targowski, dyrektor oliwskiego zoo, który znalazł się nagle wśród nas i pochłaniających śledzie fok. To nasze pierwsze spotkanie z Panem Dyrektorem Targowskim ale już od pierwszych minut wiemy, że mamy do czynienia z niezwykle ciekawą osobą. Basen fok jest jednak umiarkowanie przyjaznym miejscem na dysputy (jak kto lubi zapach ryb:), dlatego postanawiamy się przenieść do Baru „Łabędź”, gdzie przy pysznej kawie (polecamy!) spędzamy pół godziny na zapoznawczej rozmowie, będącej wstępem do dłuższego spotkania z Panem Dyrektorem w niedzielę. Tymczasem dowiadujemy się kilku ciekawostek o tym, „jak to jest być dyrektorem zoo” i o planach wyjazdu na zjazd EAZA w Veronie, który odbędzie się 27 września. Po takim wstępnym zapoznaniu zostawiamy na jakiś czas Pana Targowskiego, który z zadowoleniem obserwuje napływające do zoo tłumy (jest coraz cieplej i słoneczniej!), a my wraz z Panią Małgorzatą Kościelak (która cały czas nam towarzyszy) udajemy się na dalsze zwiedzanie.

Przystanek – karmimy łosia

Z baru idziemy w stronę małpiarni, mijając po drodze jeszcze m.in. stado wypoczywających kangurów rudych:

Na pierwszym planie: kangur "The Dude"

Na pierwszym planie: kangur "The Dude"

Po czym idąc wzdłuż małpiarni (do której na dłużej wrócimy popołudniu) docieramy do wybiegu łosi – a tu dzieją się rzeczy niezwykle ciekawe. Oto bowiem, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, kilka osób – przy całkowitej aprobacie pozostałych – taszczy z pobliskich zarośli wielkie gałęzie i podaje je przez płot wielkiemu samcowi łosia, który – co oczywiste – z wielką ochotą i werwą wciąga je na swój wybieg.

Widoczne na zdjęciu gałęzie zostały kilka chwil wcześniej wrzucone na wybieg łosia przez zwiedzających

Widoczne na zdjęciu gałęzie zostały kilka chwil wcześniej wrzucone na wybieg łosia przez zwiedzających

Akcja ta była tak zorganizowana i naturalna, że w pierwszej chwili pomyśleliśmy, będąc jeszcze w pewnej odległości od wybiegu łosi, że to pracownicy zoo. Gdy jednak dotarliśmy pod samo ogrodzenie okazało się, że to grupka zwiedzających, w tym rodzice z małymi dziećmi w jednej ręce i gałęzią w drugiej…
Na bardzo stanowczą ale grzeczną sugestię ze strony Pani Małgorzaty niektórzy się zreflektowali i odrzucili gałęzie, innym jednak groźba kontaktu z potężnym łosiem straszna widać nie była i dalej, jak gdyby nigdy nic, podtykali mu gałęzie przez płot. Dopiero po chwili, bez jakiegokolwiek komentarza, odeszli, a tymczasem łoś spożywał liście z podrzuconych mu gałązek.

No bo łoś był głodny...

No bo łoś był głodny...

Co na to pozostali, którzy wcześniej „tylko się przyglądali”? Ano, typowa postawa na „ja nic nie widziałem” i odwrócenie tematu poprzez zadawanie pracownikowi zoo (tj. Pani Małgorzacie Kościelak) tzw. pytań – „A ten łoś ile może ważyć? 50 kg?” (autentyczne pytanie jednego z młodych ludzi z tzw. wesołego towarzystwa).
Nie pozostawiając żadnego z pytań bez odpowiedzi udajemy się po chwili na tyły wybiegu łosi, gdzie przebywa samica z urodzonym w maju młodym, który zdrowo rośnie i jest już coraz większy!

Młody łoś w czasie obiadu

Młody łoś w czasie obiadu

Pora obiadowa, czyli wszyscy są głodni

Jak w temacie – nadchodzi właśnie pora obiadu i kto żyw, wcina właśnie najważniejszy posiłek dnia. Szczególny apetyt dopisuje stadu kangurów, które jeszcze niedawno wylegiwało się w słońcu:

Nie ma to jak wspólny posiłek!

Nie ma to jak wspólny posiłek!

Pychota!

Pychota!

My też robimy się coraz bardziej głodni, dlatego postanawiamy wrócić do Baru „Łabędź” i przetestować jego ofertę obiadową.

Bar "Łabędź"

Bar "Łabędź"

Zwykle unikamy stołowania się w zoo (ceny, wybór, warunki), tym razem nie mamy zbytnio wyboru – zapasy się skończyły, a wyjście poza teren zoo nie wchodzi raczej w grę (za daleko). Udajemy się zatem do polecanego przez samych pracowników baru i sprawdzamy, co też można w nim zjeść na obiad – i za ile.
A oferta wygląda tak:

Propozycje obiadowe w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

Propozycje obiadowe w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

Propozycje przekąsek w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

Propozycje przekąsek w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

Propozycje zup i ryb w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

Propozycje zup i ryb w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

I jeszcze coś do picia:

A do picia...

A do picia...

My za picie dziękujemy (mamy jeszcze swoje), a na obiad wybieramy „de’vollaile, frytki i surówka” za 19,00 zł za porcję. Sporo, ale to norma w ogrodach zoologicznych, niestety. Ustawiamy się zatem w długaśnej kolejce (ludzi wciąż w zoo przybywa), a po złożeniu zamówienia dostajemy tabliczkę z numerkiem. W niecały kwadrans później zostajemy oznajmieni donośnym krzykiem, że „obiad podano” i idziemy odebrać zamówienie.
Które wygląda mniej więcej tak:

Porcja obiadowa w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

Porcja obiadowa w oliwskim zoo - Bar "Łabędź"

Jest tak dobre, jak dobre może być tego typu jedzenie, dlatego jakoś specjalnie na narzekamy, choć porcja jest – jak na swoją cenę – umiarkowana. Albo też cena jest za duża.
Jakkolwiek – jako bonus otrzymujemy towarzystwo…kota:

Kot też by coś zjadł...

Stare sprzęty i nowe dzioborożce

Po obiedzie kontynuujemy zwiedzanie, a że najbliżej mamy do kotów, to najpierw idziemy właśnie do nich. Tu najefektowniej prezentuje się para panter perskich:

Pantera perska - Zoo Oliwa

Pantera perska - Zoo Oliwa

Natomiast naprzeciwko wybiegów kotów znajduje się niezwykle interesująca wystawa, która zwróciła naszą uwagę już podczas czerwcowej wizyty w oliwskim zoo:

Wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

Wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

Wystawa prezentuje sprzęt gospodarczy, używany w latach 60. XX wieku w oliwskim zoo. Na razie liczy tylko kilka eksponatów, ale niebawem ma się wzbogacić o kolejne.
Póki co zobaczyć tu można m.in. konną kopaczkę do ziemniaków:

Konna kopaczka do ziemniaków - wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

Konna kopaczka do ziemniaków - wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

ciągnik:

Ciągnik - wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

Ciągnik - wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

oraz weterynaryjną klatkę zabiegową:

Klatka zabiegowa - wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

Klatka zabiegowa - wystawa maszyn rolniczych w oliwskim zoo

Pomysł na wystawę uważamy za bardzo ciekawy, choć brakuje jakiejś kompleksowej informacji na jej temat – opisany jest każdy przedmiot oddzielnie, ale w zbyt małym stopniu zaznaczona jest ich wspólna rola w codziennej pracy w zoo w l. 60. Jakkolwiek z zainteresowaniem czekamy na powiększenie wystawy o kolejne eksponaty, a tymczasem ruszamy w stronę zwierzaków, których nie dane nam było zobaczyć w czerwcu – a to dlatego, że nie było ich jeszcze wtedy w zoo.
O kim mowa? Ano, o jednych z najwspanialszych ptaków – dzioborożcach kafryjskich:

Dzioborożce kafryjskie - nowe ptasiory w oliwskim zoo

Dzioborożce kafryjskie - nowe ptasiory w oliwskim zoo

Para tych ptaków przyjechała do Gdańska w lipcu – samica z Czech, natomiast samiec z Francji.

Pan dzioborożec

Pan dzioborożec

Pani dzioborożcowa

Pani dzioborożcowa

Zamieszkują one wolierę w kompleksie ptasich wolier naprzeciwko stawu flamingów, tuż obok kondorów. Od razu zyskały naszą sympatię, także przez uderzające podobieństwo do naszych ukochanych dzioborożców abisyńskich z poznańskiego Nowego Zoo.

Małe zoo zaprasza, czyli ile czasu na przeżuwanie potrzebuje koza?

Od dzioborożców (czy też dzioborogów) udajemy się wprost do położonego niedaleko głównego wejścia do zoo ogródka dziecięcego, czyli małego zoo.
Byliśmy o tyle ciekawi wizyty w małym zoo, gdyż podczas naszej czerwcowej wyprawy do Oliwy było zamknięte. Tak się bowiem składa, że oliwskie zoo jest chyba jedynym ogrodem w Polsce, w którym minizoo jest czynne jedynie w wydzielonych okresach.

Minizoo - zdjęcie z czerwca, kiedy było zamknięte, dlatego nikogo nie ma...

Małe zoo - zdjęcie z czerwca, kiedy było zamknięte, dlatego nikogo nie ma...

Czynne jest bowiem tylko w  lipcu i sierpniu, od wtorku do czwartku między 11.00 a 16.00, w piątki od 11.00 do 15.00, a w weekendy i święta od 11.00 do 16.00, ale z godzinną przerwą dla zwierząt(13.00-14.00) na…przeżuwanie:).
Wstęp do ogródka jest płatny – 2 zł od dziecka, dorośli opiekunowie wchodzą natomiast za darmo. Nawet, gdy nie mają dziecka, dlatego możemy bez problemu wejść bez konieczności pożyczania od kogoś jakiegoś malucha.
Jak się okazuje, chętnych jest tak wielu (przypominamy, jest sobota, zakończenie sezonu, w dodatku robi się coraz cieplej), że do małego zoo ustawiają się bardzo długie kolejki. Nasze początkowe zdziwienie, że małe zoo jest płatne mija dość szybko, gdyż jest to jeden z lepiej zorganizowanych pod względem działalności dziecięcych ogródków w Polsce. Poza tym bilet do zoo nie jest zbyt drogi (12 zł normalny, 6 zł ulgowy), dlatego „ukryta opłata” za małe zoo jakoś szczególnie nie dokucza. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do np. poznańskiego Nowego Zoo nie wchodzimy ot tak sobie do wydzielonego zwierzyńca, przeznaczonego dla dzieci, żeby popatrzeć z bliska na kózki i owieczki. Już przy wejściu bowiem pani z działu dydaktycznego, u której kupujemy bilet (ale tylko dla dziecka – dorosły wchodzi za darmo – choć raz jest jakaś ulga dla starszych:), podaje nam porcję karmy dla mieszkańców małego zoo – jest to albo wielka gałąź (wtedy musimy pamiętać, żeby podawać kózkom pojedyncze liście, po jak nam chwyci całą gałązkę, to już jej nie odzyskamy), albo porcja sucharków („na otwartą rączkę i podajemy zwierzaczkowi”) i odpowiednio instruuje, jak mamy się zachować.

Przysmaki dla kózek i frajda dla zwiedzających

Przysmaki dla kózek i frajda dla zwiedzających

Druga pani już w środku małego zoo obserwuje, czy nikt nie zachowuje się wobec zwierzaków nieodpowiednio.
Wyposażeni w wielkie gałęzie wchodzimy do środka i niemal natychmiast okrążają nas wygłodniałe kozy (mimo, że zapewne chwilę wcześniej oskubały kilka gałęzi, zachowują się, jakby nie jadły od kilku dni) – nie ma rady, trzeba karmić!
Małe zoo to jednak nie tylko żarłoczne kozy – spotkać tu można m.in. świnię wietnamską o wdzięcznym imieniu Hiacynta:

Świnia wietnamska Hiacynta - minizoo w oliwskim ogrodzie

Świnia wietnamska Hiacynta - małe zoo w oliwskim ogrodzie

oraz brat-bliźniak naszego Bąbla:

Prawie jak Bąbel...

Prawie jak Bąbel...

Cały ogródek prezentuje się bardzo ładnie i jest niezwykle atrakcyjny, zwłaszcza dla najmłodszych, którzy mogliby spędzić w nim nawet kilka godzin (tyle, że trzeba wyjść, aby otrzymać kolejną porcję gałązek/sucharków). My jednak zaczynamy być trochę zmęczeni, dlatego rozdajemy ostatnie listki kozom i postanawiamy się ewakuować – jak dla nas trochę za duży ruch.
A tak małe zoo wyglądało w czerwcu, kiedy było zamknięte i miast tłumu, były w nim tylko same zwierzaki:

Minizoo w Oliwie

Małe zoo w Oliwie

Więcej na temat małego zoo napiszemy już niebawem, a tymczasem wraz z panią z działu dydaktycznego udajemy się na małą wycieczkę po sekretnych pomieszczeniach Działu Dydaktycznego.

Bo zoo to nie tylko ekspozycja zwierząt!

To trzeba powiedzieć głośno i wyraźnie, gdyż dla wielu zwiedzających istota zoo ogranicza się jedynie do słonia na wybiegu i małpy w klatce – a prawda, jak to zwykle bywa, jest out there. Miejscem, w którym najlepiej można się o tym przekonać jest dział dydaktyczny właśnie, który zajmuje się tak wieloma rzeczami, że postanowiliśmy poświęcić jego pracy osobny materiał (podobnie jak to było w przypadku toruńskiego zoo).
Przemierzając pomieszczenia głównego budynku, mamy możliwość zobaczenia miejsca, w którym tworzona jest strona internetowa oliwskiego zoo, zobaczyć prace plastyczne wykonane przez dzieci, a związane z ogrodem zoologicznym, wreszcie zaglądamy do głównej sali dydaktycznej, w której odbywają się rozmaite zajęcia i spotkania.

Sala dydaktyczna w oliwskim zoo

Sala dydaktyczna w oliwskim zoo

Tu, oprócz szaf, krzeseł i wszelkiej maści pomocy dydaktycznych, zobaczyć można też – jakby nie było – pomoce dydaktyczne dość specyficzne, bo w postaci byłych lub obecnych mieszkańców zoo! I tak obok wypchanego puchacza i pingwina cesarskiego:

Wypchany pingwin cesarski - były mieszkaniec oliwskiego zoo

Wypchany pingwin cesarski - były mieszkaniec oliwskiego zoo

mieszka tu lub okresowo przebywa kilkanaście gatunków ssaków, gadów i płazów, m.in. koszatniczki, fretka, żółwie, węże, jaszczurki oraz cudnej urody aksolotl:

Aksolotl - Zoo Oliwa

Aksolotl - Zoo Oliwa

Moglibyśmy siedzieć tu godzinami, ale za stawem pingwinów a obok wybiegu mandryli, zaczyna się właśnie pokaz ptaków drapieżnych, zaplanowany na godzinę 15.00, a będący głównym punktem zakończenia lata w oliwskim zoo. Żegnamy się zatem z działem dydaktycznym i idziemy zobaczyć, co też ciekawego dziać się będzie na pokazie…

Płomykówka i inni

Pokaz ptaków drapieżnych prezentuje Pan Piotr Zadworny z Drapole.pl. Trwa on blisko godzinę, a bierze w nim udział kilka ptaków, które wykonują rozmaite sztuczki z udziałem publiczności i żartów prowadzącego. Sam pokaz jest bardzo interesujący, choć specyficzny humor jego autora nas jakoś nie przekonuje. Mniejsza jednak o to, liczą się bowiem przede wszystkim same ptaki, które w pokazie biorą udział – a te są niezwykle efektowne. No i ładne, zwłaszcza płomykówka, o wdzięcznym imieniu Siowa.

Płomykówka Siowa

Płomykówka Siowa

Wielkie wrażenie robi także orzeł stepowy Lily:

Orzeł stepowy Lily

Orzeł stepowy Lily

oraz „ptak w czepku” 🙂

Wśród licznie zgromadzonych uczestników pokazu możemy dostrzec samego Pana Dyrektora, który z wielką chęcią zgłasza się do udziału w poszczególnych sztuczkach:

Pokaz ptaków drapieżnych w oliwskim zoo - drugi od lewej dyrektor oliwskiego zoo, Pan Michał Targowski

Bliskie spotkania z małpami, czyli głodny, wciąż głodny!

Prosto z pokazu wraz z Panem Markiem Nakoniecznym udajemy się na wycieczkę po małpiarni, w której towarzyszyć nam będzie Pan Michał Krause, opiekun oliwskich małp – z takimi przewodnikami (opiekun zwierząt i projektant obiektu) nie mamy wątpliwości, że będzie to niezwykła wyprawa.
O szczegółach dotyczących małpiarni oraz jej mieszkańcach napiszemy szerzej niebawem (szykuje się gigantyczny materiał, w którym napiszemy i o szczegółach dotyczących samego obiektu i o jego mieszkańcach), teraz tylko kilka słów o naszym sobotnim z nimi spotkaniu, które miało miejsce około godziny 16, kiedy to zwierzaki są szczególnie aktywne i niemal wszystkie (poza orangutanami) przebywają na wybiegach zewnętrznych.
Zaczynamy od szympansów!

Szympansy z oliwskiego zoo

Szympansy z oliwskiego zoo

Oliwskie stado to wyjątkowa grupa, gdyż jako jedyne w Polsce ma w pełni wykształcone wszystkie funkcje społeczne i ustaloną hierarchię wewnętrzną. Przywódcą stada jest samiec Jurij, który przyjechał do Oliwy w 2005 roku.
Hierarchię w stadzie bardzo dobrze widać właśnie podczas karmienia – najlepsze przysmaki wędrują dla szefa stada, potem smakołyki dostają kolejni członkowie stada, w zależności od miejsca w hierarchii stadnej.

Kiedy będzie obiad?

Kiedy będzie obiad?

No daj, no...

No daj, no...

Oddajmy na chwilę głos Panu Michałowi Krause, opiekunowi oliwskich małp, który jak nikt opowiada o ich zwyczajach i upodobaniach:

Następnie wchodzimy do środka pawilonu – korzystając z okazji, że szympansy są na zewnątrz, wchodzimy na najwyższy poziom ich wybiegu wewnętrznego, znajdujący się pod samym dachem małpiarni.

Małpiarnia od środka - i od góry

Małpiarnia od środka - i od góry

Zaglądamy też do kuchni, w której przygotowywane są posiłki dla szympansów i orangutanów, które zamieszkują sąsiedni wybieg.
Wśród przysmaków, przygotowanych na kolację, są m.in. kompot z jabłek:

Coś do picia...

Coś do picia...

ryż z warzywami i twarogiem:

Coś do jedzenia...

Coś do jedzenia...

i kompozycja z gotowanych warzyw (z wyraźną dominacją marchewki):

No i obowiązkowa porcja warzyw!

No i obowiązkowa porcja warzyw!

Zaglądamy też do pary oliwskich orangutanów, Rai i Alberta, które inaczej niż szympansy, wolą przebywać we wnętrzu pawilonu i raczej rzadko można je zobaczyć na wybiegu zewnętrznym.

Orangutan Albert w pozie spoczynkowej

Orangutan Albert w pozie spoczynkowej

Po śmierci orangutana Tumku z wrocławskiego zoo, są to jedyne orangutany w Polsce.
Są bardzo spokojne, powolne w ruchach, wręcz flegmatyczne, potrafią jednak czasem nieźle narozrabiać – a to intensywną a długotrwałą „pracą” wyłamią pręty z ogrodzenia, a to wyrwą kable zza ściany, a to rozmontują dopiero co przygotowane dla nich zabawki. Choć mniej dynamiczne i wolniejsze niż szympansy, są od nich bardziej cierpliwe i bardziej zdecydowane w działaniach. Dzień najchętniej spędzają na spaniu (patrz wyżej:).
My mogliśmy podejść do nich od tyłu ich wybiegu wewnętrznego, dzięki czemu mieliśmy niepowtarzalną okazję stanąć twarzą w twarz z Albertem (Raja nie była zainteresowana naszą obecnością):

Oko w oko z orangutanem!

Oko w oko z orangutanem!

Nie ma co – z takiego bliska orangutan robi naprawdę ogromne wrażenie! Warto dodać, że orangutany od zwiedzających dzieli wielka, panoramiczna szyba – kraty zaś znajdują się tylko przy przejściu gospodarczym dla pracowników, w którym akurat się znajdujemy.

Pobawimy się?

Pobawimy się?

Tymczasem wewnątrz pawilonu grupa zwiedzających intensywnym uderzaniem w szybę próbuje przywołać Alberta do siebie – pomysłowość niektórych ludzi nigdy nie przestanie nas dziwić.
My zaś żegnamy się z Albertem (Raja nadal śpi na parterze swojego wybiegu) i zwiedzamy jeszcze pomieszczenia gospodarcze dla pracowników oraz zaplecze hodowlane, po czym wychodzimy na zewnątrz małpiarni.
Znajdujemy się teraz na tyłach całego obiektu, na drodze gospodarczej, która jest niedostępna dla zwiedzających, dzięki czemu mamy możliwość podejścia do klatek i wybiegów od drugiej strony – mieszkające tu małpy mamy dzięki temu niemal na wyciągnięcie ręki.

Na tyłach oliwskiej małpiarni

Na tyłach oliwskiej małpiarni

Następny przystanek – gerezy abisyńskie:

Gerezy abisyńskie - Zoo Oliwa

Gerezy abisyńskie - Zoo Oliwa

Pierwsze gerezy przyjechały do oliwskiego zoo w 2005 roku z Zoo w Dublinie – była to gotowa już grupa hodowlana, która do dziś regularnie się rozmnaża, dając rokroczne przychówki, i bardzo dobrze czuje się w nowej małpiarni.

To obecnie największe stado w Polsce – i jak się okazuje, także najbardziej żarłoczne!

Aż trudno uwierzyć, że gerezy z powyższych filmów i poniższego zdjęcia:

Gerezy abisyńskie - Zoo Oliwa

Gerezy abisyńskie - Zoo Oliwa

To te same zwierzaki, które kilka godzin wcześniej widzieliśmy pogrążone w śnie w najróżniejszych pozycjach:

Pozycja na "przysnęło się na lekcji"

Pozycja na "przysnęło się na lekcji"

Pozycja na "totalnego lenia"

Pozycja na "totalnego lenia"

Nasza ulubiona pozycja, na "ja tylko na chwilę, tak..."

Nasza ulubiona pozycja, na "ja tylko na chwilę, tak..."

Śpiąca gereza to grzeczna gereza :).

Od gerez idziemy do wyjców czarnych – niezwykłych małp, potrafiących wydawać niesamowite i bardzo głośne dźwięki. Pierwszy wyjec w Oliwie pojawił się w maju 2006 roku, przyjechał z Zoo w Stuttgarcie, kilka tygodni później dołączyły do niego dwie samice z Holandii. Były to wówczas jedyne okazy tego gatunku w Polsce. Oliwskie zoo jest pierwszym ogrodem w Polsce, w którym udało się rozmnożyć te zwierzęta, co jest wielkim sukcesem hodowlanym. Obecnie w małpiarni mieszka 6 wyjców.

Wyjec czarny - Zoo Oliwa

Wyjec czarny - Zoo Oliwa

W przeciwieństwie do gerez, wyjce są bardzo spokojne i nie wyrywają jedzenia z rąk tylko spokojnie ustawiają się w kolejce i czekają na swoją kolej – jednak i tutaj panuje hierarchia, w której każdy osobnik stada zna swoje miejsce.

Zresztą – „grzeczne” ustawienie się w kolejce to chyba niezbyt fortunne określenie:

Wyjce czarne - Zoo Oliwa

Wyjce czarne - Zoo Oliwa

Tymczasem ścianę sąsiedniej klatki oblepia grupa wiecznie głodnych gerez, które gdyby tylko mogły, odebrałyby wszystkie orzeszki wyjcom…

Gerezy wciąż głodne!

Kolejny przystanek to jedyne w Polsce stado lutungów jawajskich:

Lutungi jawajskie - widoczna matka z młodym!

Lutungi jawajskie - widoczna matka z młodym!

Lutungi były jednymi z pierwszych mieszkańców małpiarni i świetnie się w niej zaaklimatyzowały. Regularnie się też rozmnażają – swego czasu, w 2006 roku, na przestrzeni kilku miesięcy urodziły się aż trzy młode. Malucha na wybiegu możemy zobaczyć także teraz:

Mały lutung w akcji!

Mały lutung w akcji!

Ostatni przystanek na trasie karmienia małp („właściwa” pora karmienia odbędzie się dwie godziny później, teraz dostają tylko smakołyki na podwieczorek) to wybieg mandryli, gdzie pierwszy w kolejce do przysmaku ustawia się przywódca stada, efektowny samiec Dyzio:

Głodny mandryl!

Głodny mandryl!

Wcale nas nie dziwi, że i w tym stadzie każdy zna swoje miejsce…

Po takim godzinnym karmieniu – nawet jeśli tylko przekąskami – niemal wszystkich mieszkańców małpiarni (teraz dopiero orientujemy się, że gdzieś po drodze umknęły nam patasy:), sami robimy się bardzo głodni – tym bardziej, że dochodzi powoli 18.00, a my jesteśmy na nogach nieprzerwanie od ponad dziewięciu godzin.
Sobotnią wycieczkę po oliwskim zoo uznajemy zatem za zakończoną i resztę dnia postanawiamy spędzić zwiedzając inne atrakcje Trójmiasta, na cel biorąc sobie Sopot – żeby jednak nie było, że obijamy się po molo czy Grand Hotel, pokażemy Wam małą próbkę tego, co zobaczyliśmy w Sopocie – jak przystało na relację z wypraw Mrówkojada :).

Sopot powoli szykuje się na nadejście zimy...

I tak oto zakończył się drugi dzień naszej wizyty w oliwskim zoo, a co zobaczyliśmy, czego się dowiedzieliśmy i kogo poznaliśmy dnia trzeciego, opowiemy Wam jutro!

Advertisements

8 comments on “Mrówkojad w Oliwie, czyli jak podbijaliśmy gdańskie zoo! Dzień II

  1. Ptak w czepku to raróg górski :). Akurat posiadacz tych ptaków bardzo często bierze udział w różnych imprezach, a z jego pomocy często korzystają posiadacze większych sadów tudzież miasta które mają problemy z „inwazją” ptaków. 1-2h spaceru z Harissem i park opanowany przez szpaki czy gawrony staję się pusty na długi czas. Tak to mniej więcej wygląda.

    Egzoterrarium gdańskiego zoo raczej kolekcją nie powala ale wszystko dobrze się prezentuję. No i jest w zoo wciąż kajman, który przez pewny okres czasu był aligatorem chińskim…
    Aczkolwiek w ISIS nadal figuruję, że Gdańsk ma aligatora. Wypadało by tą informację zaktualizować przez zoo….
    Zresztą skoro gad przybywa z Argentyny to niemal na 100% pewne jest to, że musi to być gatunek z Ameryki Południowej, a nie z Azji…

    • A że raróg górski to wiemy, celowo zostawiliśmy „ptaka w czapce”, bo przez prawie cały pokaz w tej czapce pozostał. Nawet jak już później odwiedziliśmy pana sokolnika, to raróg siedział z tym czepkiem na głowie pod schodami…:).
      Co do tożsamości gatunkowej rzeczonego kajmana raczej wątpliwości nie ma – kajman szerokopyski jak krokodyl w pysk strzelił!

    • wyjce czarne są też we Wrocławiu i tam też się rozmnażają więc oliwskie zoo nie jest jedynym zoo w Polsce, któremu udało się je rozmnożyć.

  2. Swoją drogą przeglądając menu w barze muszę przyznać, że rozsądna cena tyczy się zup.
    3 zł – 5.50 zł, w obecnych czasach rzadko w którym lokalu, barze, dostanie się za taką cenę zupę.
    Przyznam też ,że wizytując ogrody nie zauważyłem by bary oferowały w swym menu zupy. Jakos na to uwagi nie zwracałem, a taka zupa może być niekiedy lepszym rozwiązaniem niż stały zestaw typu hot dog i s-ka.

  3. muszę przyznać, że bardzo fajna stronka 🙂
    miło się czyta i można się wiele dowiedzieć oraz zobaczyć!!, gratuluję 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s