Mrówkojad w Oliwie, czyli jak podbijaliśmy gdańskie zoo! Dzień I

Pierwszy raz oliwskie zoo odwiedziliśmy 8 czerwca tego roku (tak, wiemy, relacja jeszcze się nie ukazała…) i już wtedy zrobiło na nas ogromne wrażenie, dlatego powtórne odwiedziny były tylko kwestią czasu. Nie mogliśmy się jednak spodziewać, że nastąpią tak szybko – i w tak niezwykłych okolicznościach!
Oto bowiem dzięki największemu przyjacielowi Mrówkojada, Panu Markowi Nakoniecznemu, architektowi oliwskiego zoo oraz Panu Michałowi Targowskiemu, dyrektorowi oliwskiego zoo, Redakcja Mrówkojada miała przyjemność gościć w Gdańsku w ostatni weekend, 10-12 września, a co widzieliśmy i czego się dowiedzieliśmy – to Wam opowiemy…

Witamy w oliwskim zoo!

Zacznijmy jednak od początku!

Wszystko zaczęło się od…naszej kwietniowej wizyty w toruńskim Ogrodzie Zoobotanicznym, po której to na naszą stroną zainteresowała się Pani Hanna Ciemiecka, dyrektor toruńskiego zoo oraz Pan Marek Nakonieczny, architekt Zoo w Oliwie, który opracował również plany rozwojowe toruńskiego zoo! Bardzo szybko stał się największym przyjacielem naszej strony i głównie dzięki niemu możliwe było nasze spotkanie z Panią Ciemiecką, podczas którego mieliśmy okazję bliżej przyjrzeć się toruńskiemu zoo i zrozumieć, w jaki sposób funkcjonuje i jakie są jego plany na przyszłość.
Z oczywistych względów jednak głównym tematem naszych niezwykle niekiedy długich rozmów było Zoo w Oliwie i kwestią czasu tylko było, kiedy spotkamy się w Gdańsku.
Tym bardziej, ze tylko pech sprawił, że do spotkania nie doszło podczas naszej czerwcowej wizyty w oliwskim zoo.

Jeden z największych bohaterów naszej pierwszej wycieczki do oliwskiego zoo.

Jeden z największych bohaterów naszej pierwszej wycieczki do oliwskiego zoo

Spotkanie miało nastąpić na początku września, dlatego całe wakacje i wszystkie nasze letnie wyprawy (Opole, Toruń, Wrocław, Warszawa) były tylko oczekiwaniem na Oliwę. Zwłaszcza gdy okazało się, że nie będzie to tylko taka sobie zwyczajna wizyta, ale prawdziwe spotkanie na szczycie, z oficjalnym zaproszeniem do Oliwy samego dyrektora, Pana Michała Targowskiego. I to na cały weekend!
A wiadomość ta zastała nas w pawilonie mrówników we wrocławskim zoo :).

No to jedziemy!

Minęło lato, nastał wrzesień, kto miał pójść do szkoły, ten poszedł, a my wyczekiwaliśmy piątku 10. września, kiedy to uzbrojeni w całe niezbędne wyposażenie ruszyliśmy na podbój Gdańska!
Tym razem jednak nie jak zwykle z Poznania, a z Koszalina (nasza rezerwowa baza wypadowa).

Wyprawa Mrówkojada do oliwskiego ZOO

10 wrzesień, godzina 15.31, przed nami 3 godziny i 8 minut jazdy, a do pokonania mamy 188 km. Do Gdańska, a konkretnie stacji Gdańsk-Oliwa, docieramy o 18.39. O samej stacji i okolicy napiszemy Wam innym razem, kiedy (naprawdę!) wrócimy jeszcze do naszej poprzedniej wizyty w Gdańsku, tym razem skupimy się tylko na relacji z naszej zeszłotygodniowej wizyty.
Inna sprawa, że materiału obserwacyjnego, informacji i ciekawostek o oliwskim zoo uzbierało nam się tak dużo, że poniższa relacja będzie jedynie przyczynkiem do całej serii artykułów o Zoo w Oliwie, a teraz skoncentrujemy się przede wszystkim na ogólnych wrażeniach i wstępnej relacji, którą i tak zdecydowaliśmy się podzielić na trzy części.

Dzień I

Mrówkojad w Gdańsku

Gdy wysiadamy z pociągu, na peronie już czeka na nas Pan Marek Nakonieczny. Nasz znak rozpoznawczy – pluszowy mrówkojad Tadzik wystający z torby – wcale nie jest potrzebny. Prawdziwi zwierzozoomaniacy od razu się poznają :).
Zanim jednak dotrzemy do zoo, udajemy się jeszcze na małą wycieczkę zapoznawczą po Oliwie, która zamienia się w niezwykle sympatyczną ale i intensywną dysputę o gdańskim zoo i ogrodach zoologicznych w ogóle.
Gdy docieramy wreszcie pod bramę oliwskiego zoo jest już 21.00 i zupełnie ciemno. Tak późno to w zoo jeszcze nie byliśmy – nawet podczas Nocy Marzeń

(Prawie) nocne wejście do oliwskiego zoo...:)

Takiej okazji nie możemy zmarnować i wybieramy się na razem z Panem Markiem na nocną przechadzkę po oliwskim ZOO (21.00 to może jeszcze i nie noc, ale ciemności są już wówczas iście nocne, zwłaszcza w takiej głuszy). Jeśli ktokolwiek miał przyjemność zwiedzać jakikolwiek ogród zoologiczny o tej porze, dobrze wie, jak niezwykłe to doświadczenie. A już tym bardziej w oliwskim zoo, położonym trochę z dala od miasta, pośród lasów.
Tylko my i zwierzaki, bo też i nie wszystkie śpią w swoich chatkach i pawilonach, o czym przekonujemy się już na samym początku, stając niemal oko w oko z wylegującym się na gałęzi rysiem – niestety, ze zrozumiałych względów z całej naszej „nocnej wycieczki” nie mamy ani jednego zdjęcia, musicie więc zdać się na własną wyobraźnię…

A to gdański ryś już za dnia

A to gdański ryś już za dnia

Kawałek dalej znajduje się chatka gibonów, zamieszkiwana przez parę gibbonów – samca gibbona czarnego i samicę gibbona czubatego, które ani myślą spać i ochoczo podchodzą do szyby, żeby się z nami przywitać. W zupełnych ciemnościach i z takiego bliska robią nieprawdopodobne wrażenie – żałujemy, że nie zrobiliśmy im zdjęcia, bo za dnia – choć równie piękne – to jednak nie robią aż takiego wrażenia, choć i tak po tym spotkaniu dodajemy je do naszych ulubionych zwierzaków:).

A to gibbony już za dnia

A to gibbony już za dnia

Ruszamy dalej, mijając po drodze kolejne wybiegi, zatrzymując się na chwilę przy stadzie wielbłądów jednogarbnych, które spały sobie dosłownie kilka metrów od nas i które na nasz widok zmierzyły nas swoim przenikliwym, wielbłądzim wzrokiem. Postanowiliśmy ich zatem nie drażnić i ruszyliśmy dalej, w stronę jaków, które wcale nie spały i dość głośno dawały znać o swojej obecności przeciągłym muczeniem…

Dromader dzienny

Dromader dzienny

Od jaków odbijamy w prawo i ścieżką w górę idziemy do wybiegu tygrysów syberyjskich, zamieszkiwanego przez parę tych wspaniałych zwierząt – Madzię i Dominika. Jak można się domyślić, one również wcale nie spały, o czym przekonaliśmy się, gdy nagle przy szybie pojawiła się wielka głowa Dominika, wyraźnie zainteresowanego naszą obecnością. Możecie sobie wyobrazić, jakie wrażenie robi takie nocne spotkanie z tygrysem twarzą w twarz. Nawet, jeśli dzieli nas od niego szyba…

Tygrys syberyjski Dominik - za dnia też budzi respekt...

Tygrys syberyjski Dominik - za dnia też budzi respekt...

Czujemy się prawie jak (sic!) bohaterowie jakiegoś programu na National Geographic i dopiero teraz, w takim nocnym blasku, dostrzegamy dokładnie, jak niesamowite są…wąsy tygrysa. Bardzo wiele zależy czasem od tego, w jakich okolicznościach coś widzimy :). Zwierzak to jednak tyleż piękny i budzący podziw, co też i strach – przyznać musimy, serce zabiło mocniej gdy nagle wyłonił się z ciemności przed naszymi wlepionymi w szybę oczami…
Ruszamy dalej – mijamy żubry, takiny, woliery ptaków, które w większości śpią, aż docieramy do wybiegu saren. I tu znów serce zaczyna mocniej bić (późno, ciemno a my tylko w trójkę uzbrojeni jedynie w latarkę…), oto bowiem wszędzie dookoła widać ślady obecności…dzików! Ale nie tych, które mieszkają tuż obok, na wybiegu, ale tych, które zamieszkują oliwskie lasy i regularnie pojawiają się na terenie zoo, urządzając sobie spacery ogrodowymi ścieżkami. Nasz przewodnik, Pan Marek Nakonieczny, wspomina, że nieraz miał „przyjemność” spotkać je na swojej drodze podczas takich nocnych wycieczek po zoo – my mamy jednak nadzieję, że nam się to tym razem nie przydarzy, coby nie musieć uciekać się do takich sposobów:

Idziemy dalej – następny przystanek to wybieg łosi, zamieszkiwany obecnie przez „trzyłosiową” rodzinkę: pana łosia, panią łosiową oraz urodzonego w maju tego roku malucha. Nam co prawda nie udaje się zobaczyć żadnego z trzech łosi, ale już błyskające w oddali ślepia, należące zapewne do pana łosia, już tak – tym bardziej nie możemy się zatem doczekać, aż zobaczymy całą łosiową rodzinkę rano!
A tymczasem postanawiamy jeszcze zajrzeć do znajdującej się tuż obok małpiarni – największego obiektu w oliwskim zoo.

Małpiarnia w oliwskim zoo

Małpiarnia w oliwskim zoo

Tym bardziej, że mamy niepowtarzalną okazję zwiedzić ją z nie byle kim, bo…z samym jej architektem:).
Tu – jak się zresztą łatwo można domyślić – wszyscy mieszkańcy smacznie sobie śpią i dopiero rano rozpoczną swoje harce, dlatego nie zamierzamy im przeszkadzać i ruszamy dalej a że sami jesteśmy już trochę zmęczeni, a nasza nocna wycieczka trwa już bitą godzinę, postanawiamy zameldować się wreszcie w budynku głównym i pożegnać z Panem Markiem, z którym umówiliśmy się na wspólne zwiedzanie – już za dnia – na sobotę.
Tak oto Redakcja Mrówkojada wylądowała w oliwskim zoo i strudzona podróżą do Oliwy a następnie nocnym obchodem po zoo postanowiła odpocząć, coby sił na całodniowe zwiedzanie w sobotę nie zabrakło.
A co widzieliśmy wtenczas – opowiemy jutro :).

Budynek dyrekcji, w którym gościła Redakcja Mrówkojada

Budynek dyrekcji, w którym gościła Redakcja Mrówkojada

A taki widok zastaliśmy przy wejściu do Działu Hodowlanego, w którym znajdował się nasz pokój

A taki widok zastaliśmy przy wejściu do Działu Hodowlanego, w którym znajdował się nasz pokój

Reklamy

4 comments on “Mrówkojad w Oliwie, czyli jak podbijaliśmy gdańskie zoo! Dzień I

  1. Nocne wojaże po zoo mogły być fajną atrakcją, szkoda jednak że bardzo rzadko są one w naszym kraju organizowane.
    Tak naprawdę to tylko W-wa takie wypady organizuję. Początkowo jeśli mnie pamięć nie myli, zaproszenia na taką wycieczkę pojawiały się w GW, każdy W-wiak mógł na taki wypad pójść. Obecnie chyba taką atrakcję regularnie oferuję FP swoim członkom.

  2. Obecnie nocne zwiedzanie w W-wie jest też możliwe przy koncertach (odbyły się jak na razie 2 ale wszystko wskazuje że będzie ich więcej), druga możliwość to spotkania Klubu miłośników w-wskiego zoo organizowane co 3 miesiące – są wtedy różne atrakcje (np nocne zwiedzanie).

  3. Ale ja Wam zazdroszczę. Macie tak fajnie.
    Nie mogę się doczekać kolejnej części.

    A do nocnego otwarcia Zoo podchodzę z dystansem. Takie pojedyncze wizyty, czy kilka razy w roku z powodu imprezy są ok., ale zwierzęta też muszą kiedyś odpocząć.

    • Rzecz jasna tego typu wypady są organizowane w ogrodach najczęściej raz do roku. Mimo wszystko tego typu zwiedzanie zoo jest sporą atrakcją. Zwierzęta niekoniecznie o tej porze śpią, inne natomiast wychodzą z ukrycia i są w pełni aktywne. Wielu zwierząt w całej okazałaścia w godzinach otwarcia zoo niekoniecznie się zobaczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s